Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Praca - pomocy!!...

    IP: *.bbnplanet.com 01.08.01, 11:01
    Piszę do Was, bo nie potrafię poradzić sobie z moim życiem. Nie, nie życiem
    prywatnym (choć i tu znalazłoby się pewnie kilka spraw, z którymi nie mogę
    sobie dać rady), ale raczej z życiem zawodowym. Piszę, bo mam nadzieję, że
    tutaj, u Państwa, u Czytelników, u fachowców etc. znajdę poradę i sposób na me
    pogłębiające się frustracje i niezadowolenie.

    Jestem chyba nietypowy, bo na rynku pracy nie potrafię znaleźć nic dla siebie.
    To, co oferują przewodniki, strony internetowe, dodatki o pracy czy ogłoszenia
    w gazetach – po prostu mnie rozczarowuje.

    Wydaje się, że w obecnych czasach masz szansę na niezłą pracę i godziwe zarobki
    tylko wtedy, gdy albo ukończyłeś(aś) uczelnię ekonomiczną, techniczną lub
    prawniczą, albo gdy gotów(owa) jesteś zrezygnować z wyuczonego zawodu i zamiast
    być lingwistą, leśnikiem albo teatrologiem, przyuczasz się do tego, jak zostać
    przedstawicielem handlowym, dyrektorem d/s produkcji, biegłym rewidentem,
    bankierem, prawnikiem, komputerowcem, pracownikiem marketingu czy public
    relations. Jednym słowem – gdy dobrowolnie dasz się wchłonąć i pochłonąć przez
    wielką machinę szeroko pojętego biznesu. Gdy patrzę na wspomniane strony czy
    gazety – po prostu rzygać mi się chce od wciąż powtarzających się podobnych
    ogłoszeń – wszystkich o charakterze biznesowym, wszystkich wymagających
    odpowiedniego wykształcenia, odpowiedniego doświadczenia, prawa jazdy i
    (ewentualnie) samochodu, dyspozycyjności i wszystkich oferujących w zamian aż
    do znudzenia: m.in. doskonałe wynagrodzenie i pracę w dynamicznym zespole
    młodych ludzi w dynamicznie rozwijającej się firmie.

    Jednocześnie zastanawiają mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, jeśli jest taki „run”
    na uczelnie ekonomiczne, prawnicze czy informatyczne, to wydawałoby się, że co
    roku szkoły te wypuszczają rzesze absolwentów, którzy powinni już dawno
    zapełnić brakujące wakaty. Tymczasem właściwie niemal od samego początku
    naszego polskiego pseudo kapitalizmu, czyli od roku 1989, nieodmiennie już w
    prasie i w internecie pojawiają się ogłoszenia wyłącznie o biznesowym
    charakterze. Czy firmy nie mają żadnego innego zapotrzebowania oprócz
    specjalistów konkretnej branży, posiadających już jakieś doświadczenie albo
    będących absolwentami konkretnych kierunków – dodajmy, że najczęściej
    specjalistów średniego i wyższego szczebla? Co nie otworzę strony internetowej
    albo gazety, to poszukuje się Merchandisera, Marketing Specialist, Chief
    Accountant, Senior Manager, Logistics Specialist, LAN Specialist, Linux
    Implementation Supervisor, Legal Assistant itd., itp. – oczywiście większość po
    angielsku (jestem zdania, iż nawet jeśli firma jest zagraniczna, ale poszukuje
    kandydatów wśród Polaków i w Polsce – to nazwy stanowisk i ogłoszenia powinny
    być po polsku, bez względu na to, czy kandydat powinien znać język obcy, czy
    nie musi). Wydaje się, że na rynku nie ma w ogóle najmniejszego nawet
    zapotrzebowania na stanowiska spoza (szeroko rozumianego biznesu). Czy
    istotnie do takich czasów już doszło? Czy biznes, forsa, zysk, dochód, obroty,
    marża, sprzedaż, kursy – przesłoniły już wszystko inne?

    Po drugie – skądinąd wiadomo, iż co roku jednymi z najbardziej obleganych
    uczelni czy kierunków są szkoły lub wydziały handlowe, ekonomiczne, prawnicze
    czy informatyczne. I zastanawiam się, czy rzeczywiście ci wszyscy absolwenci
    szkół średnich, którzy decydują się na takie studia, tak bardzo interesują się
    finansami, księgowością i audytem, zarządzaniem, marketingiem, prawem i czym
    tam jeszcze, co stanowi element wielkiej machiny biznesowej. Czy nie jest
    czasem tak, że co najmniej połowę z nich na studia tego typu przyciąga
    perspektywa kariery i wysokich zarobków? Czy czasem kariera i pieniądze nie
    stały się głównym kryterium wyboru uczelni, wartością samą w sobie?
    Oczywiście, dalej są chętni na inne kierunki czy uczelnie, nie-ekonomiczne.
    Tylko – szczerze powiedziawszy – ilu z absolwentów tych kierunków pracuje w
    swoim zawodzie, tudzież – pracując w swoim zawodzie – zarabia godziwe
    wynagrodzenie? Takich osób jest chyba naprawdę niewiele. Sam przed pięcioma
    laty ukończyłem anglistykę i widzę, co się stało. Ilu/ile z nas pracuje jako
    tłumacze lub nauczyciele? Chyba nikły odsetek. A ilu/ile z nas przynosi ta
    praca tłumacza czy nauczyciela przyzwoite dochody? Jeszcze mniejszemu
    odsetkowi. Sam zresztą należę do tej większości – pracuję w wielkiej,
    międzynarodowej firmie związanej z pieniędzmi (nie ma chyba sensu ujawnianie
    jej nazwy). Wprawdzie nie jestem pracownikiem tzw. merytorycznym, a „jedynie”
    administracyjnym czy pomocniczym, ale wiem, że wyuczony zawód nie dawałby mi
    satysfakcji – NIE TYLKO materialnej. Na swe „usprawiedliwienie” dodam, że
    stało się tak, iż w pewnym momencie musiałem zacząć pomagać w utrzymaniu domu
    (mieszkam wyłącznie z matką, której emerytura wynosi niecałe 700 zł miesięcznie
    brutto), a moja obecna firma była jedną z naprawdę nielicznych, które chciały i
    mogły mi zaoferować pracę. Tak więc można tu chyba mówić wyłącznie o
    przypadku, który sprawił, że pracuję tu gdzie pracuję. Nie kierowała mną w
    żadnym razie ani chęć zysku, ani chęć zrobienia kariery. I choć to prawda, że
    – jak na swoje stanowisko – zarabiam w miarę przyzwoicie, to wcale nie trzyma
    mnie to w firmie, a przeciwnie – jak za chwilę napiszę, myślę o zmianie pracy,
    choć nie mam bladego pojęcia jak to zrobić.

    Tak więc pracuję w wielkiej, międzynarodowej firmie. Codziennie obserwuję
    swoich kolegów i koleżanki oraz przełożonych, wykonujących zadania merytoryczne
    – asystentów, menedżerów, starszych menedżerów, dyrektorów etc. I wiecie
    Państwo co? Nie widzę na ich twarzach zadowolenia, a już na pewno szczęścia.
    Widzę zmęczenie. Widzę, jak muszą zostawać po godzinach, by sprostać zadaniom
    postawionym przez klientów, by dotrzymać terminów. Widzę, jak nieraz
    przychodzą do biura w weekendy, by zrobić trochę roboty, której nie zdążą
    zrobić kiedy indziej. Może i jest wśród nich trochę ludzi, których te
    finansowe sprawy naprawdę pociągają i wciągają – w końcu różne są
    zainteresowania – ale wątpię, by dotyczyło to wszystkich, czy nawet większości
    pracowników, szczególnie merytorycznych. A ja sam? Powiem wprost: mam
    szczerze dość swej roboty. Nie będę tu wnikał w szczegóły, są to raczej powody
    wynikające z rodzaju wykonywanej przeze mnie pracy oraz charakteru działalności
    firmy, niż z tzw. „czynnika ludzkiego”. Nigdy nie zrozumiem tego, jak ktoś
    dobrowolnie może przyjmować na siebie nadmiar zadań i obowiązków, harując jak
    dziki osioł po to tylko, żeby osiągnąć tzw. „wyniki” (czyli innymi słowy co?
    sukces? korzyści finansowe?) i sam też nie chcę tego robić. A takie są właśnie
    te wszystkie firmy i firemki, poszukujące pracowników w necie czy w gazetach.
    Nie zrozumcie mnie źle – to nie lenistwo. Nie mam nic przeciw pracy, a nawet
    lubię pracować. Ale: po pierwsze należy odróżnić pomiędzy pracą, nawet ciężką
    (zadania przychodzą cały dzień, ale jednostajnie), a harówą (zadania przychodzą
    po dwa, trzy i człowiek jeszcze dobrze nie weźmie się za drugie, a już dostaje
    czwarte). Po drugie jestem zdania, że człowiek tylko wtedy naprawdę dobrze i z
    sercem wykonuje swoją robotę, kiedy lubi czy kocha to co robi. Niestety, ale
    nawet przy największych dobrych chęciach i dobrej woli nie mogę powiedzieć, że
    lubię to, co obecnie robię. Zarówno ze względu na charakter prowadzonej przez
    firmę działalności (NIENAWIDZĘ wszelkich kwestii finansowych i pieniężnych,
    uważam, że są nudne jak flaki z olejem) – a co za tym idzie, charakter moich
    zadań – jak i ze względu na fakt, iż jako absolwent wyższej uczelni mogę i
    umiem robić więcej, niż to,
    Obserwuj wątek
      • Gość: inka Re: Praca - pomocy!!... IP: *.man.polbox.pl 01.08.01, 12:20
        Wnikliwa analiza...Ja myślę sobie nieśmiało, że to wszystko zależy od sytuacji
        kraju, w którym żyjemy. Pieniędzy nie ma na nic, afera goni aferę, wiadomo, kto
        się dorabia. Można zacisnąć zęby i jakoś się z tym pogodzić. Gorzej, że nie ma
        żadnego zainteresowania ze strony "góry" tym, co się dzieje. Przykład
        powodzian - ogromnie potrzebną pomoc psychologiczną zapewniają WOLONTARIUSZE!
        Nie ma żadnego programu kompleksowej pomocy tym dotkniętym nieszczęściem
        ludziom i nie sądzę, aby takowy powstał.
        Ja sama pracowałam jako terapeutka, niestety w branżówce i zarabiałam 800 zł i
        to niecałe. Po roku się poddałam. Zarejestrowałam się w wyszukiwarce pracy na
        innym kontynencie i bach! - 3 do 5 ofert pracy tygodniowo w branży "psychologia
        i prace społeczne". Jest np. kilku nieszczęśliwych staruszków, to tworzy się
        program pomocy i szuka koordynatorów i pracowników, aby im pomóc. Dla
        porównania - w Polsce zarejestrowałam się w 8 serwisach internetowych,
        oczywiście w żadnym powyższe kryteria nie istniały. Podczepiłam się pod inne ,
        no i owszem, zaproponowano mi, a jakże, akwizycję przez telefon.
        Teraz tkwię "po znajomości" w sekretariacie firmy, gdzie miałam integrować
        Europę. Oczywiście na obietnicach się skończyło, a pomiędzy jednym a drugim
        zaparzeniem szefuniowi kawki obmyślam temat doktoratu i badań z nim związanych,
        na które na jesieni mam dostać grant . No i czyja to wina, że nic nikogo nie
        obchodzi? Ja też pojechałabym pomóc powodzianom, bo mam warsztat do tego, ale
        niestety, teraz nie mogę finansowo pozwolić sobie na wolontariat i urwanie się,
        z jakże ważnej i rozwojowej pracy, bo bezrobocie sięgnąło już bodajże 16% i
        trzeba się kurczowo tego expressu do kawy trzymać. I zbierać na bilet lotniczy
        do miejsca, gdzie można być leśnikiem, pielęgniarką czy kim sie chce i czerpać
        z tego szczęście. Czego Wam wszystkim życzę.
        • Gość: gosha Re: Praca - pomocy!!... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.08.01, 13:04
          bardzo wam współczuję waszego niezadowolenia. Rozumiem was choć sama nie mam
          tego problemu. ciągle idealnie podchodzę do możliwości znalezienia przeze mnie
          pracy w PR. mam już całkiem ciekawe doświadczenia w tej dzedzinie ale sama
          przekonuję się, że nawet z tym jest teraz ciężej. Ponadto szukam pracy w
          Warszawie co jest dodatkowym utrudnieniem( ułatwieniem z drugiej strony).
          Przeraża mnie jednak pęd warszawski do pieniądza, kariery przez duże K,
          samorealizacji dla forsy. Nie wiem jak można na dłuższą metę w tym
          funkcjonować. Zastanawiam się jak długo ja będę mogła. Jest to nasza tragiczna
          rzeczywistość, że wszystko musimy robić coraz szybciej. Coraz szybciej
          zatrudnia się pracowników, jeszcze szybciej ich zwalnia. przy czym zapomina się
          o tym, że lepszą inwestycją będzie wypracownaie jego lojalności i inwestowanie
          w niego niż przebieranie na rynku pracy. A wiadomo, że będzie ciężej i że
          ludzie zaczną godzić się na wszystkie , nawet te najbardziej absurdalne warunki.
          to na tyle. życzę powodzenia i mimo wszystko mniej pesymizmu
          gosha
        • Gość: Greg Re: Praca - pomocy!!... IP: 212.187.240.* 01.08.01, 13:21
          W ogloszeniach o prace nie ma nawet kategorii technicznych - tylko Budownictwo
          i produkcja.
          • Gość: Ania Re: Praca - pomocy!!... IP: 62.148.94.* 01.08.01, 15:48
            Przeczytałam wszystkie uwagi na temat listu i mam mieszane uczucia. Sama
            ukończyłam w tym roku studia na Wydziale Fizyki UW i nie mogę znaleźć pracy. Na
            rozmowy umawiano się ze mną chyba tylko po to, żeby zobaczyć takiego dziwoląga
            co uczył się o detektorach ciężkich cząstek itp. I jeszcze interesuje się
            wyścigami F1... Miałabym ochotę trochę tu pomarudzić, ale mało w tym sensu.
            Pozdrawiam wszystkich, którzy szukają pracy po skończeniu "dziwnych" kierunków.
      • Gość: DInca Re: Praca - pomocy!!... IP: 192.19.194.* 02.08.01, 11:21
        Nie ma co sie zalamywac. Ja tez skonczylam studia dzienne na AWF w Poznaniu, teraz robie drugi fakultet, znam
        jezyki obce i jestem ogolnie osoba dynamiczna...i narzekam na to co sie dzieje w tym kraju...Ja tez jestem
        asystentka...I wcale po studiach nie jest to zajecie ambitne:((( No ale co robic? Tez trzymac sie kurczowo
        ekspresu do kawy...
      • Gość: Lucilla Re: Praca - pomocy!!... IP: *.pro-futuro.com 02.08.01, 13:21
        Gość portalu: J Bzyk napisał(a):

        > Piszę do Was, bo nie potrafię poradzić sobie z moim życiem. Nie, nie życiem
        > prywatnym (choć i tu znalazłoby się pewnie kilka spraw, z którymi nie mogę
        > sobie dać rady), ale raczej z życiem zawodowym. Piszę, bo mam nadzieję, że
        > tutaj, u Państwa, u Czytelników, u fachowców etc. znajdę poradę i sposób na me
        > pogłębiające się frustracje i niezadowolenie.
        ----------------------------------------------------------------------------------
        -
        Genialne spostrzeżenia!!!!!!! Widzę, że nie jestem jedyną osobą na tym swiecie,
        która czuje to samo!
        Mój chłopak studiował technologie drewna za zachodnią granicą, wraca do Polski z
        językami, doświadczeniem i............... KLOPS

        MAcie propozycje? On zamierza iść na turystykę (zarządzanie i marketing w
        turystyce).
        Nie mogę napisać tu o swojej pracy z pewnych powodów, ale jeszcze się odezwę!!!!
        Pa,Pa

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka