Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Życie za minimum i maksimum

    IP: 83.168.106.* 15.09.08, 14:03
    "Po prostu miałem dużo szczęścia, znalazłem się w odpowiednim miejscu i czasie"

    Świetnie to opisuje! W Polsce nie trzeba mieć wiedzy. Trzeba szczęścia! Jak to
    się ma do dzisiejszych czasów gdzie na stanowisko przedstawiciela medycznego
    walczą ludzie po biotechnologii, biologii itp. A tu proszę, chłopak po liceum
    dostał się na staż! Teraz po studiach się ciężko dostać.

    Dajcie spokój z tą propagandą sukcesu. Już wszyscy otworzyli oczy i widzę co
    się naprawdę dzieje. Ile osób zarabia średnią krajową a ile minimalną.

    Jasne można napisać artykuł jak to Jasiu po podstawówce, bez żadnych
    znajomości został prezesem. Ale po co.
    Obserwuj wątek
      • Gość: prs Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.wro.vectranet.pl 16.09.08, 03:10
        To prawda...
        Propaganda od 0 do bohatera jest tylko po ta, aby zamydlić ludziom oczy.
        Prawda jest prozaiczna... jedni mają, inni nie.. dobre zarobki.
        Ale jak widać po samym artykule, pieniądze szczęścia nie dają. :)
        Bo jestem pewny, że gdyby sprawdzić stan zadowolenia bohaterów tego artykułu. To
        ta dziewczyna ze swoim mężem i córeczkami wypadłaby najlepiej. :)
        A jak będą mieli większy dochód, to już będą w 7 niebie. :)
        • georg_l Błędy w artykule ;) 19.09.08, 09:02
          To w dodadku wyjątkowo marna propaganda, błąd na błędzie i błędem
          pogania. ;)

          „Najniższa ustawowa pensja wynosi nieco ponad tysiąc. Wioletta
          miesięcznie do zagospodarowania ma równe tysiąc sto złotych. To
          mniej niż przewidziane ustawowo minimum.”

          „350 zł wydajemy na czynsz, opłaty za prąd, gaz, śmieci. Na środki
          czystości, kosmetyki dla dzieci, pieluchy kolejne 200. Na życie
          zostaje nam 550 zł.”

          Po pierwsze ustawowe minimum to mniej niż tysiąc na rękę.
          Po drugie 350 + 200 + 550 to 1100 a nie równy tysiąc.
          • Gość: amy30 Re: Błędy w artykule ;) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.08, 09:23
            No to chyba nie umiesz czytać. :) "Wioletta miesięcznie do zagospodarowania ma
            równe tysiąc sto złotych", czyli dokładnie to, co jest niżej w wyliczeniach.
            • georg_l Re: Błędy w artykule ;) 19.09.08, 10:53
              Brak kawy – mea culpa.
              Co nie zmienia faktu że i tak 1100 netto to więcej niż minimalna
              płaca.
              • znajdz_glupszego_od_siebie Dyrektor handlowy z pensja podstwawowa 19.09.08, 11:07
                4000 zl netto w firmie farmaceutycznej? Z wyksztalceniem srednim? Co
                to jest?
                • Gość: mzb Nie poszedłem na studia i mam ok. 22.000 na rękę IP: *.crowley.pl 19.09.08, 11:34
                  Branża reklamowa. W związku z niepójściem na studia nie uważam się za tępaka,
                  albo prostaka. Co ciekawe brak studiów w naszej branży jest bardzo popularny.
                  • Gość: mallina Re: Nie poszedłem na studia i mam ok. 22.000 na r IP: 81.210.48.* 19.09.08, 11:48
                    i dlatego mamy takie debilne reklamy zapewne.
                    • znajdz_glupszego_od_siebie Re: slusznie prawisz 19.09.08, 14:06
                      reklamy sa w wiekszosci debilne i wymyslone dla debili. Wiec kto je
                      wymysla?
                      • Gość: xde Re: slusznie prawisz IP: 149.226.255.* 19.09.08, 16:17
                        > reklamy sa w wiekszosci debilne i wymyslone dla debili. Wiec kto
                        je
                        > wymysla?

                        Ja nie widzę w tym nic dziwnego.....bo niby do kogo mają być
                        kierowane reklamy do 5% inteligentnych i zaradnych Polaków??
                  • Gość: radek Re: Nie poszedłem na studia i mam ok. 22.000 na r IP: *.pg.com 19.09.08, 11:50
                    gratuluje
                    ja mam 10 razy mniej od Ciebie wypłaty, a studiuję 7 rok już.
                    • znajdz_glupszego_od_siebie Re: mysle ze odpowiadasz na post mitomana 19.09.08, 14:07
                  • Gość: niemam22tysigit Re: Nie poszedłem na studia i mam ok. 22.000 na r IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 13:20
                    Jak to miło sie pochwalic, człowiek czuje sie lepiej kiedy mysli, że inni mu zazdroszcza. Zaznaczam TYLKO MYŚLI, że mu zazdroszcza a tak naprawde to uważaja go za najwiekszego bufona na forum :)
                  • znajdz_glupszego_od_siebie Re: pewnie rocznie, ale i tak gratuluje 19.09.08, 14:05
                • Gość: HH Każdy akwizytor to teraz Dyretor Handlowy albo... IP: *.silesiamultimedia.com.pl 19.09.08, 16:03
                  ... Dyrektor ds Spraw Klienta.
                  Każdy klient lubi jak go obsługuje dyrektor, a nie jakiś handlowiec czy
                  akwizytor, więc teraz wszyscy akwizytorzy nazywają się Dyrektorami.
                  Sam kiedyś pamiętam, jak w pewnej firmie farmaceutycznej akwizytorzy zażądali
                  aby zmienić w programach komputerowych i raportach przez nie drukowanych,
                  wszystkie wystąpienia "akwizytor" na "przedstawiciel handlowy", teraz zapewne
                  zmienili już na "dyrektor handlowy".
                  Po prostu wielkie "bla bla bla".
                • Gość: kikunia Już tłumaczę. IP: *.aster.pl 19.09.08, 21:25
                  Gazeta Wyborcza wychodzi z założenia, iż sama praca w tejże to
                  niebywały zaszczyt i przywilej, więc młodzi ludzie powinni czynić to
                  w ramach pracy społecznej, a co najwyżej, za nieco więcej, niż
                  wynosi minimalne wynagrodzenie (tak, tak - GW jest jedną z najgorzej
                  płacących pracownikom gazet,oczywiście, mam na myśli niższy personel
                  rzędu młodych dziennikarzy, niespokrewnionych z osobami bliskimi
                  Zarządowi czy któregoś z Redaktorów Naczelnych). Niezbyt świadomy
                  sytacji rynkowej autor tekstu, niebywale wysokie, jego zdaniem,
                  zarobki - 4 tys. zł (brutto???) przypisał osobie pracującej w firmie
                  farmaceutycznej, tylko pojechał za daleko z fantazją przypisując mu
                  zamiast posady asystenta działu stanowisko Dyrektora Handlowego. Ten
                  zaś w rzeczywistości zarabia przynajmniej 5 razy więcej:D, a do tego
                  posiada zwyczajowe dodatki do pensji w rodzaju samochodu, telefonu,
                  notebooka itp.
              • Gość: jk Re: Błędy w artykule ;) IP: *.wro.vectranet.pl 19.09.08, 16:11
                jak 1100 zł to mniej niż minimalna pensja? Przecież najniższa to 1126 zł brutto
              • Gość: gunia Re: Błędy w artykule ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 17:56
                więcej niż minimalna na osobę, a ona pewnie wyżywia z tego jeszcze dzieci :(
              • Gość: maria_i_jan Re: Błędy w artykule ;) IP: *.aster.pl 19.09.08, 20:53
                no i nie ma słowa o zasiłakach, dodatkach i różnego rodzaju
                świadczeniach z opieki, mopsów czy jak tam się to nazywa - pewnie
                drugi tysiąc w gotówce i jeszcze kilkaset w naturze...

                Moja pani do sprzątania tak kombinowała (400 zł miesięcznie za
                sprzątanie i prasowanie w soboty, ale pracuje jako niania - ponad
                2000 na rękę + wyżywienie, jej mąż ok. 4 tys. na czarno na budowie),
                regularnie pobierali zasiłki (3 dzieci, które wychowywali rodzice).
                Wyżebrali od gminy najpierw małe mieszkanie od gminy, później ponad
                60 m/ w świetnym punkcie - w centrum Starego Żoliborza.
                Przestali pobierać zasiłki bowiem - "chcieli wreszcie normalie żyć",
                poza tym Urząd Pracy wymówił mężowi świadczenia, wyremontowali i
                wykupili od gminy za śmieszne pieniądze mieszkanie, najstarszy syn z
                ojcem wyjechali do Irlandii.

                A Wy się męczcie, frajerzy, z kredytami...
                • Gość: blood Re: Błędy w artykule ;) IP: *.cable.ubr05.perr.blueyonder.co.uk 19.09.08, 22:50
                  z punktu widzenia czystej logiki i posługując się jako kryterium ilością wysiłku włożonego w zdobycie cennego dobra jakim jest mieszkanie w centrum Żoliborza, ta pani prześcigneła sprytem tysiące kredytowych warszawskich frajerów myśłących że jak mają stanowisko "managiera" to zjedli wszystkie rozumy:)

                  Gość portalu: maria_i_jan napisał(a):


                  > Moja pani do sprzątania tak kombinowała (400 zł miesięcznie za
                  > sprzątanie i prasowanie w soboty, ale pracuje jako niania - ponad
                  > 2000 na rękę + wyżywienie, jej mąż ok. 4 tys. na czarno na budowie),
                  > regularnie pobierali zasiłki (3 dzieci, które wychowywali rodzice).
                  > Wyżebrali od gminy najpierw małe mieszkanie od gminy, później ponad
                  > 60 m/ w świetnym punkcie - w centrum Starego Żoliborza.
                  > Przestali pobierać zasiłki bowiem - "chcieli wreszcie normalie żyć",
                  > poza tym Urząd Pracy wymówił mężowi świadczenia, wyremontowali i
                  > wykupili od gminy za śmieszne pieniądze mieszkanie, najstarszy syn z
                  > ojcem wyjechali do Irlandii.
                  >
                  > A Wy się męczcie, frajerzy, z kredytami...
          • Gość: sLOVE Polska jezyk, trudna jezyk? IP: *.nlb.si 19.09.08, 09:23
            georg_l napisał:

            > [...] błąd na błędzie i błędem
            > pogania. ;)
            >
            > „Najniższa ustawowa pensja wynosi nieco ponad tysiąc. Wioletta
            > miesięcznie do zagospodarowania ma równe tysiąc sto złotych. To
            > mniej niż przewidziane ustawowo minimum.”

            RÓWNE TYSIĄC STO ZŁOTYCH

            > Po pierwsze ustawowe minimum to mniej niż tysiąc na rękę.
            > Po drugie 350 + 200 + 550 to 1100 a nie równy tysiąc.

            Grunt to wytknąć błąd, którego nie ma... Ale czytanie ze
            zrozumieniem tekstu to trudna sztuka...
            • georg_l Polska kawa – słaba kawa. ;) 19.09.08, 10:57
              Nie zauważyłem tego „sto” – zapewne efekt niewyspania. Widać nie
              tylko dziennikarze GW mogą się mylić. ;)
              Inną sprawą jest to że 1100 netto to i tak więcej niż płaca
              minimalna.
        • Gość: mallina Re: Życie za minimum i maksimum IP: 81.210.48.* 19.09.08, 11:46
          ty przegiales w 2ga strone - SKAD wiesz? to juz jest podpinanie
          ludzi pod gloryfikacje biedy. jestem pewna ze ta kobieta oprocz
          szczescia i zadowolenia z rodziny, ma tez bardzo nierozowe momenty.
          nie stac ją na NIC i dokonuje cudow, zeby rodzina nie chodzila
          glodna. co to za zycie. nie pojdzie do kina, nie wyjedzie na weekend
          pogapic sie na morze. jej pomyslowosc sprowadza sie do kombinowania
          jak przezyc. naprawde szkoda mi ludzi ktorzy tak wyladowali bo to
          ciezkie i znojne zycie. a co, architekt mniej szczesliwy, bo nie ma
          zony i 2ki dzieci, tak? dobre. ale ma SWOBODĘ, ktorą daja wlasnie
          pieniadze.
          • georg_l Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 14:25
            Jest takie powiedzenie „pieniądze szczęścia nie dają”, wprawdzie
            odnosi się ono głównie do tych którzy ich nie mają ale coś w tym
            jest.
            Sprawa podstawowa – jeśli zarabiasz chociaż trochę więcej niż Twoje
            otoczenie to w przyśpieszonym tempie tracisz znajomych.
            Nigdy nie starałem się znajomych ani sąsiadów kłuć w oczy majątkiem
            (zresztą wcale nie takim dużym) ale np. samochodów (też zresztą
            średniej klasy) nie da się ukryć – tak czy inaczej trzeba czasami
            pod dom podjechać. Gdy okazało się że jeździmy najlepszymi
            samochodami w okolicy to wiele osób przestało nam odpowiadać na
            dzień dobry („gó...arzeria się drogimi samochodami rozbija a
            uczciwie pracujący człowiek ledwie może związać koniec z końcem”).
            Ostatecznie (gdy zaczęto nam wyrywać wycieraczki, lusterka itd.)
            musieliśmy pomyśleć o przeprowadzce – oczywiście zostało to odebrane
            przez naszych znajomych jako wywyższanie się („przecież z takimi jak
            my jaśnie państwo mieszkać nie mogą”).
            Oczywiście pozostali z nami znajomi typu „pomóż mi” ale gdy nasza
            pomoc ograniczała się do np. znalezienia pracy a nie żywienia ich to
            i ci odeszli.
            Nowi znajomi znaleźli się, jednak wszyscy są w taki czy inny sposób
            powiązani interesami z nami więc trudno mówić o jakiejś przyjaźni.

            Stać nas na kino, na dobrą restaurację, na wyjazd gdzie tylko chcemy
            (o ile mamy czas) itd. Kosztowało nas to znajomości, większość
            wolnego czasu i życie w ciągłym stresie (błędne decyzje bywają
            kosztowne).
            Wybraliśmy, mamy to co chcieliśmy z cenę którą zgodziliśmy się
            zapłacić, nie uważam jednak by ci którzy wybrali inaczej zrobili
            źle, czasami zastanawiam się nawet czy nie dokonali lepszego wyboru
            (chociaż najczęściej nieświadomego).
            • Gość: malenka Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 19.09.08, 16:42
              strasznie dziwnych miałeś znajomych, zastanawiam się gdzie Ty żyłes,
              że spotkałeś się z taką zawiścią?? może to jednak nie chodziło tylko
              o status materialny? nasi znajomi nam gratulują poprawy stopy
              życiowej, gdy zmieniamy samochody na lepsze, mieszkanie na dom...
              może to jednak Ty i Twoje zachowanie drażnią ludzi?
              • igi.wr Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 20:51
                Malenka, obudź się.
              • Gość: max Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.pools.arcor-ip.net 20.09.08, 06:37
                Nie mial zadnych dziwnych tylko zawisc,zazdrosc jest u wiekszosci Polakow.Czesto
                ukryta lub udaja ze jest inaczej.
                bye bye
              • georg_l Re: Życie za minimum i maksimum 22.09.08, 09:02
                Mieszkałem w przeciętnej dzielnicy w centrum miasta (kamieniczki
                gdzie każdy o każdym wszystko wie – niby duże miasto a prawie jak
                wieś). Sąsiedzi natomiast i znajomi pamiętali mnie jeszcze z czasów
                gdy prawie wszyscy w okolicy byli ode mnie (a właściwie od mojej
                rodziny) wyraźnie bogatsi.
                Wtedy miałem żal do rodziców że oszczędzali niemal na wszystkim (z
                wyjątkiem nauki), dzisiaj jestem im bardzo wdzięczny.
                A sąsiadom i znajomym przeszkadzało przede wszystkim to że mi
                (chociaż miałem dużo gorszy start) udało się znacznie lepiej niż im.
                Jeżeli budujesz dom i kupujesz samochód w sytuacji gdy wcześniej też
                Ci się dobrze powodziło to dla otoczenia nie jest to aż tak przykre
                jak wtedy gdy na początku było beznadziejnie i dla wszystkich było
                się przykładem że jednak inni mają gorzej. ;)
      • Gość: ja Re: Życie za minimum i maksimum IP: 88.156.162.* 16.09.08, 08:20
        nie sama wiedza jest najważniejsza a umiejętności radzenia sobie, zdolności przystosowawcze, chłonność umysłu. Wszystko to pochodne tak zwanej wrodzonej inteligencji. Jak ktoś mówi że ma dużo szczęścia bo doszedł daleko małym kosztem to zwykle oznacza tylko tyle że miał dobry start.

        Swoją drogą... nie uważasz że Wioletta prowadzi szczęśliwe życie? bo ja jej trochę zazdroszczę.
        • Gość: . Re: Życie za minimum i maksimum IP: 83.168.106.* 16.09.08, 09:24
          Gość portalu: ja napisał(a):

          > nie sama wiedza jest najważniejsza a umiejętności radzenia sobie, zdolności prz
          > ystosowawcze, chłonność umysłu. Wszystko to pochodne tak zwanej wrodzonej intel
          > igencji.


          Tak, a jeszcze kilka dni wcześniej nazwano to "kapitałem relacyjnym".

          > Jak ktoś mówi że ma dużo szczęścia bo doszedł daleko małym kosztem > to
          > zwykle oznacza tylko tyle że miał dobry start.

          Uwierz znam takich co doszli daleko, ale nie dzięki swojej pracy. Mieli właśnie
          taki dobry start, tzn. wszystko podane na tacy.


          > Swoją drogą... nie uważasz że Wioletta prowadzi szczęśliwe życie? bo ja jej tro
          > chę zazdroszczę.

          Pewnie że jest szczęśliwa. Tylko uważam że w normalnym kraju taka osoba powinna
          być w klasie średniej. Ktoś wykonuje zwykłe zajęcie, nie za ciężkie ale
          pożyteczne otrzymuje średnie wynagrodzenie. U nas minimalne. Awans do klasy
          średniej w naszym kraju jest przez większość traktowany jako już bogactwo.
          • mojekontolalala Re: Życie za minimum i maksimum 16.09.08, 11:07
            > Tak, a jeszcze kilka dni wcześniej nazwano to "kapitałem relacyjnym".

            i "operatywnością"

            > Uwierz znam takich co doszli daleko, ale nie dzięki swojej pracy. Mieli właśnie
            > taki dobry start, tzn. wszystko podane na tacy.

            też znam pełno i są cholernymi hipokrytami, mam takie kuzyna, daleka rodzina,
            ciotka z wójkiem za oszczędności życia kupili mu na start po studiach mieszkanie
            i samochód, ale jak to on wszem i wobec rozgaduje jak to inni mają postawę
            roszczeniową, a on ciężką pracą doszedł.. taaa tylko ja jako rodzina wiem, ze to
            nie jego ciężka praca ale oszczędności życia wuja
            ale na około mówi o swojej operatywności, pracowitości
            podobnie jak paru moich ex kolegów, co wiedzieli z kim pić by przez tatusia tej
            osoby sie znaleźć w znanych firmach samochodowych

            > Pewnie że jest szczęśliwa. Tylko uważam że w normalnym kraju taka osoba powinna
            > być w klasie średniej. Ktoś wykonuje zwykłe zajęcie, nie za ciężkie ale
            > pożyteczne otrzymuje średnie wynagrodzenie. U nas minimalne. Awans do klasy
            > średniej w naszym kraju jest przez większość traktowany jako już bogactwo.

            bo żyjemy w kraju trzeciego świata, coraz bardziej to widać, coraz wieksze
            podziały społeczne, nietykalne korporacje zawodowo-prawnicze, nieomylne sądy co
            wypuszczają porywaczy bo nie mogli znaleźć tłumacza (przykład z ostatnich dni)
            lub co aresztują faceta przechodzącego na czerwonym świetle co kłócił sie z
            strażnikiem miejskim a wypuszczą recydywiste co dokonał napadu z bronią w ręku i
            przypalał kogoś żelazkiem, polsza to trzeci świat, tu płacisz podatki za które
            nic ci sie nie należy, tu zbierają w ramach akcji w stylu WOŚP sprzęt , który
            niedługo stanie sie własnością czyjąś itd itp
            • Gość: katarzyna Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.171.79.218.crowley.pl 19.09.08, 09:44
              co Wy tu ludzie wyopisujecie? jaki kraj trzeciego świata? jakie
              układy, podziały?? w Polsce można żyć za normalne pieniądze.
              Skończyłam studia i pracowałam już od 20 roku życia, nie było mi
              łatwo, ale pracowałam na to, co teraz mam. zarabiam ponad średnią
              krajową, stać mnie na wakacje za granicą i wszystko to zawdzięczam
              sobie i moim rodzicom. Podobnie moi znajomi - wszyscy po ukończeniu
              studiów znaleźli całkiem dobrze płatna pracę. Przeprowadziłam się z
              małego miasteczka do Wwy - zaryzyowałam, byłam wytrwała. Nie moge
              słuchać, jak ktoś pisze, że nie ma wykształcenia żadnego i narzeka i
              krzyczy, że w Polsce jest jakiś podział. Kazdy z nas ma wybór, do
              której klasy będzie przynależał, a jeśli nie chciało Ci się uczyć i
              zrobić czegoś wiecej, to teraz nie narzekaj!
              • Gość: ala Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 11:28
                Ci, którzy wyjechali z małych miasteczek na studia do Warszawy,
                zwłaszcza w latach 90-tych, z reguły znaleźli dobrą pracę, a i
                mieszkania nie były jeszcze wtedy takie drogie w porównaniu z
                zarobkami (warszawskimi). Ja też należę do tej grupy, ale nigdy w
                życiu nie powiedziałabym nikomu, że "jak się chce, to można". Moi
                koledzy ze szkoły, którzy poszli na studia do innych miast, nawet
                takich jak Kraków czy Wrocław, mieli już o wiele gorszy start. Mi
                się po prostu poszczęściło, że znalazłam się we właściwym miejscu we
                właściwym czasie. Dzisiejszym warszawskim absolwentom jest już
                znacznie trudniej, nie mówiąc o ludziach spoza Warszawy. Nie
                zamierzam też nikogo przekonywać, że "przecież każdy mógł iść na
                studia do Warszawy", bo gdyby wszyscy zdolni ruszyli na stolicę, to
                przestałaby ona być atrakcyjnym rynkiem pracy.
              • Gość: trzecia fala sama udowadniasz ze jest podzial IP: *.novartis.com 19.09.08, 12:10

                Jak wygladaloby Twoje zycie gdybys nie "zaryzykowala i
                przeprowadzila sie do wawy"?
                To jest recepta? mamy wszyscy skonczyc studia i przeprowadzic sie do
                wawy?
                Czy mori sie Twoja przeprowadzka do waway od czyjes przeprowadzki do
                londynu czy dublina?

                • mojekontolalala Re: sama udowadniasz ze jest podzial 19.09.08, 13:47
                  a na dodatek pisze że dzięki rodzicom
                  wiec sprawa prosta - masz kase to ją mnożysz, nie masz to gnijesz
              • Gość: p_a_m Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.legnica.vectranet.pl 19.09.08, 13:20
                ale pier...
                mam studia, pracuje za średnia krajową, na moim stanowisku pracuje kilku
                inżynierów ale także kilku z polecenia (koledzy związkowcy, itp.). układy są i
                będą, jak nie takie to inne. Do najlepiej płacącej firmy w mojej miejscowości
                (jakieś 1,5 raza tyle co mam) nie mam najmniejszych szans, ale przyjmują po
                znajomości głąbów bez wykształcenia, ale za to znających odpowiednich ludzi,
                więc skup się na swojej pracy i skończ pier...
                • mojekontolalala Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 13:48
                  > ale pier...
                  > mam studia, pracuje za średnia krajową, na moim stanowisku pracuje kilku
                  > inżynierów ale także kilku z polecenia (koledzy związkowcy, itp.). układy są i
                  > będą, jak nie takie to inne. Do najlepiej płacącej firmy w mojej miejscowości
                  > (jakieś 1,5 raza tyle co mam) nie mam najmniejszych szans, ale przyjmują po
                  > znajomości głąbów bez wykształcenia, ale za to znających odpowiednich ludzi,
                  > więc skup się na swojej pracy i skończ pier...


                  no i słusznie piszesz ale do tej katarzynki nie dotrze
                  w końcu sama pisze że dzięki rodzicom, ona dokładnie odzwierciedla wspomniany
                  przeze mnie przykład mojego brata ciotecznego, to jest dokładnie to samo
                  • Gość: rodzic Re: Życie za minimum i maksimum IP: 149.226.255.* 19.09.08, 16:36
                    Podziękujcie rodzicom, że nie myślą o waszej przyszłości, zamiast
                    psioczyć na wydumane układy. Zresztą nie ma nic lepszego niż zdrowy
                    układ. Dzięki temu łatwiej się współpracuje i nie trzeba wszystkich
                    dookoła sprawdzać i podejrzewać o najgorsze intencje.

                    Po co komu najlepiej wykształcony pracownik, który nic nie załatwi,
                    bo nikt nie chce z nim gadać??
                    • Gość: p_a_m Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.legnica.vectranet.pl 19.09.08, 21:03
                      Świetny "zdrowy" układ. I na pewno się łatwiej współpracuje.

                      I jeszcze wszystko załatwi. Jeszcze dobrze by było aby ktoś za niego wykonywał
                      powierzone mu obowiązki w pracy, bo niestety ten cudowny pracownik nie nie ma na
                      to czasu i nie bardzo wie o co w nich chodzi (może tatuś mu pomoże)
              • mojekontolalala Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 13:45

                > której klasy będzie przynależał, a jeśli nie chciało Ci się uczyć i
                > zrobić czegoś wiecej, to teraz nie narzekaj!

                widze że inaczej nie dotrze sądząc z tępoty słów
                małpo jedna skończyłem politechnike dzienną ze stypendium naukowym i nie pisz mi
                że nie chciało mi sie uczyć, a wiem jak koledzy z tyłami, warunkami pili z kimś
                i jak dziś są menadżerami w znanych firmach
              • Gość: blood Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.cable.ubr05.perr.blueyonder.co.uk 19.09.08, 14:39
                W życiu róznie się układa. Jedni mają tak, drudzy siak, inni jeszcze inaczej. Tobie i znajomym sie udało w taki sposób, ale to nie dowodzi że nie ma ludzi którzy się dostali na ciepłe posadki tylko dzięki znajomościom i takich którzy ciężko pracują i klepią bidę.

                Ja skończyłem studia a do tego nie mam dwóch lewych rąk ale nie udało mi się nigdzie w PL zahaczyć po studiach (brak "kapitału relacyjnego" między innymi) i musiałem wyjechać z tego pieknego kraju "żeby moje dzieci siwe ocki miały żeby moje dzieci chleba nie wołały". I nie żałuję.


                Gość portalu: katarzyna napisał(a):

                > co Wy tu ludzie wyopisujecie? jaki kraj trzeciego świata? jakie
                > układy, podziały?? w Polsce można żyć za normalne pieniądze.
                > Skończyłam studia i pracowałam już od 20 roku życia, nie było mi
                > łatwo, ale pracowałam na to, co teraz mam. zarabiam ponad średnią
                > krajową, stać mnie na wakacje za granicą i wszystko to zawdzięczam
                > sobie i moim rodzicom. Podobnie moi znajomi - wszyscy po ukończeniu
                > studiów znaleźli całkiem dobrze płatna pracę. Przeprowadziłam się z
                > małego miasteczka do Wwy - zaryzyowałam, byłam wytrwała. Nie moge
                > słuchać, jak ktoś pisze, że nie ma wykształcenia żadnego i narzeka i
                > krzyczy, że w Polsce jest jakiś podział. Kazdy z nas ma wybór, do
                > której klasy będzie przynależał, a jeśli nie chciało Ci się uczyć i
                > zrobić czegoś wiecej, to teraz nie narzekaj!
                • Gość: tensamja Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 15:06
                  Kwestia szczęścia jest baardzo istotna. Ważne jest aby zdobyć
                  pierwszą "dobrą" pracę a później już 'samo' się toczy.
                  Patrząc na losy moich szkolnych kolegów i koleżanek, dochodzę do
                  wniosku, że mnie się udało a innym, często dużo bardziej zdolnym i
                  pracowitym nie.
                  • georg_l Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 15:23
                    Racja, większość zależy od szczęścia. Nie miałem zbyt dużo szczęścia
                    ale też nie mogę mówić o jakimś szczególnym pechu. W tej chwili
                    całkiem dobrze mi się powodzi ale mam możliwość obserwować tych
                    którzy mieli szczęście urodzić się w bogatszych (z lepszymi plecami)
                    rodzinach – przy tym samym zaangażowaniu zaszli znacznie wyżej, z
                    kolei ci którzy mieli mniej szczęścia ode mnie nawet ciężej pracując
                    nie doszli do tego co ja.
                    Brak szczęścia zawsze da się zrównoważyć ciężką pracą ale nie o to
                    przecież chodzi.
            • Gość: zabidzona Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.ghnet.pl 19.09.08, 10:43
              i w kraju w ktorym stawia sie przes sadem rodzicow 9-latki za niestosowna fotke
              a wysyla dzieci na wycieczki do auschwitz.. w kraju w ktorym ktos kto haruje jak
              wol 7 lat i prowadzi wlasna firme nie dostanie kredytu na mieszkanie bo go k...
              nie stac... w kraju w ktorym buduje sie swiatynie opatrznosci i wydaje miliony
              na klimatycazje dla tych matolow w sejmie zamiast dofinansowac in vitro...
              • mojekontolalala Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 13:52
                przykładów możemy mnożyć w nieskończoność koleżanko
          • Gość: panna.kropka Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 17:51
            Problem polega na tym, że w Polsce nie ma klasy średniej jako takiej.
        • Gość: ona Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.08, 09:25
          prowadzi szczęśliwe życie, ponieważ jest zadowolona z tego, co ma.
          ma rodzinę, dom... ja o domu mogę sobie pomarzyć! nie mam po kim odziedziczyć, a
          na kredyt będzie mnie może stać za 100 lat, chyba że moje wnuki będą chciały
          spłacać jakiś zasrany kredyt.
          nie widzę perspektyw, zarabiam tyle, co ona. ma szczęście dziewczyna. ja do
          szczęścia potrzebuję jedynie domu - z resztą problemów sobie poradzę.
          • Gość: JP Re: Życie za minimum i maksimum IP: 195.242.183.* 19.09.08, 11:51
            To przyjedź do mnie :)
      • Gość: mlody Życie za minimum i maksimum IP: 195.205.147.* 16.09.08, 08:33
        punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, kazdy chce wiecej i to
        jest normalne w miare jedzenia apetyt rosnie ale 8 kawalkow to juz
        godne zycie mozna splacac kredyty budowac chalupe itp ale malo kto
        w pl tyle zarabia 2 kola to nie problem ale przeskoczyc ponad 2 2.5
        to juz nie tak latwo chociaz i za to da sie w miare zyc w polsce
        ale o wlasnym mieszkaniu nie ma co marzyc :( Ale... :D jest lepiej.
        i to juz jakis plus. Bo tak naprawde nigdzie nie ma kokosow...
        • Gość: luzak Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.e-wro.net.pl 16.09.08, 13:12


          hahaha, ale szczeście zarabiać 8000 zł
          jedziesz do Irlandii , zostajesz magazynierem (bo dobry budowlaniec
          ma o wiele więcej) i masz te 2-3 000 euro.
          Zero stresu , odpowiedzialnosci, nie tak jak w przypadku architekta.
          Zrobisz dziecko, dzieci, dostaniesz od pańswta pomoc jak coś ci
          będzie brakować... przecież to jest norma w Niemczech,Francji,
          Holandii, Anglii, Szwecji, prawie wszędzie oprócz zacofanego i
          biednego Wschodu.
          • cagepl Re: Życie za minimum i maksimum 16.09.08, 16:18
            "jedziesz do Irlandii , zostajesz magazynierem (bo dobry budowlaniec ma o wiele
            więcej) i masz te 2-3 000 euro."

            Swietne rozwiązanie! Bardzo dobre dla tych, którzy w polsce tez by chcieli być
            magazynierami :) Problem w tym, ze jeszcze istnieje cos takiego jak ambicja,
            spelnienie zawodowe, chec robienia tego co sie lubi i pracy w zawodzie. Niech mi
            dzadza i 5000EUR za magazyniera, a pracowac nie pojde? Dlaczego? Bo przychodzi
            mi na mysl jedno - stagnacja.

            Podsumowująć:

            Świetne rozwiązanie dla pracowników fizycznych, którzy znają się na swoim fachu
            i ta mają większą kasę.
            Beznadziejne rozwiązanie dla ludzi po studiach, bo tylko idiota traci 5 lat
            nauki aby potem pracować w Magazynie.

            • Gość: . Re: Życie za minimum i maksimum IP: 83.168.106.* 16.09.08, 16:20
              Ale w Polsce mają 1% szans że będą robić coś innego lub byciem PH. Więc jeżeli
              mają wybór magazyniera w Polsce czy tam to odpowiedź jest chyba prosta. I
              przewrotnie tam mają o wiele większą szansę że ktoś doceni ich pracę i z tego
              magazyniera awansują wyżej.
              • cagepl Re: Życie za minimum i maksimum 16.09.08, 16:26
                "tam mają o wiele większą szansę że ktoś doceni ich pracę i z tego
                magazyniera awansują wyżej" - Niestety smutna prawda :(

                Szczerze mówiąc sam znam jednego CEO, który zaczynał od wózka widłowego.
                Oczywiście nie w Polsce.

                Z tym 1% szans, to trochę przesada. Myślę, że ta liczba jest większa niż 1%, ale
                nie mam żadnych danych aby się podeprzeć, więc nie będę gdybał i wróżył z fusów.
                Oceniając sytuacje znajomych śmiem twierdzić że szanse na ronienie czegoś innego
                niż PH a wręcz większość, lecz patrze z perspekwtywy Warszawy, gdzie możliwości
                pracy jest więcej. brakuje mi trochę globalnego spojżenia.
                • Gość: . Re: Życie za minimum i maksimum IP: 83.168.106.* 16.09.08, 16:28
                  cagepl napisał:

                  > Oceniając sytuacje znajomych śmiem twierdzić że szanse na ronienie czegoś inneg
                  > o
                  > niż PH a wręcz większość, lecz patrze z perspekwtywy Warszawy, gdzie możliwości
                  > pracy jest więcej. brakuje mi trochę globalnego spojżenia.

                  W portalach pracy spójrz na statystyki.
                  • cagepl Re: Życie za minimum i maksimum 17.09.08, 12:46
                    Dziękuję, z ciekawości sprawdze. Pztrząc na ogłoszenia w gazetach,
                    spodziewam się co znajdę w portalach pracy:

                    "energicznych do pracy w agencji reklamowej"
                    "przedstawiciel handlowy do dynamicznie rozwijającej się spółki"

                    Itd itp.. a w Centrum Handlowym na co drugiej szybie - zatrudnimy
                    energiczne osoby do pracy.

                    Malo kto oglasza sie wszem i wobec z naborem na wyzsze stanowiska.
                    Ja moja prace otrzymalem, poprzez zlozenie podania na staz, na
                    stronie firmy ktora ma specjalna witryne dla studentow i przyjeli
                    mnie na stale. Moze tedy droga. Jest ktos, kto mial podobna historie?
                    • Gość: dix Re: Życie za minimum i maksimum IP: 205.228.73.* 19.09.08, 10:48
                      cagepl napisał:

                      > Dziękuję, z ciekawości sprawdze. Pztrząc na ogłoszenia w gazetach,
                      > spodziewam się co znajdę w portalach pracy:
                      [cut]
                      > Malo kto oglasza sie wszem i wobec z naborem na wyzsze stanowiska.

                      Cagepl, w calym szacunkiem, ale firmy, ktore szukaja CEO czy CFO (bo
                      to, jak rozumiem, masz na mysli piszac "wyzsze stanowiska") nie
                      oglaszaja sie na dodatkach do Wyborczej czy portalach szukampracy.pl.
                      Z roznych przyczyn, ale jedna jest bardzo prozaiczna: nie chca dac
                      sie zasypac tysiacami odpowiedzi, z ktorych 99.9% wyladuje w
                      szrederze.
                      Jesli masz abmicje pracowac na wyzszym stanowisku, to zapewne masz
                      rowniez doswiadczenie i wiedze, jak takie ogloszenia w swojej branzy
                      znalezc (i nie mowie tu o "pic wodke z kim trzeba").
                      • Gość: herm Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.ssp.dialog.net.pl 19.09.08, 14:54
                        Dokładnie .. a obecnie nawet na lepsze stanowiska
                        specjalistów nie pojawiają się ogłoszenia - idą
                        bezpośrednio do headhunterów a ci najpierw przechodzą
                        przez własną bazę danych a dopiero jak nie mają chętnych
                        z osób przebadanych to szukają przez ogłoszenie.

                        Ogólnie ofert np na stanowiska programistów jest
                        dużo (Wrocław) i stawki 6k brutto są na porządku
                        dziennym.

                        Dodatkowo - firmy dały sobie już spokój z szukaniem
                        specjalistów przez ogłoszenia w gazetach np GW poniedziałkowa,
                        to jest zbyt drogie ... teraz raczej pracy trzeba szukać przez
                        portale z ogłoszeniami.
                • Gość: kowianeczka Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.lodz.msk.pl 18.09.08, 07:34
                  cagepl napisał:
                  > brakuje mi trochę globalnego spojżenia

                  Brakuje ci przede wszystkim znajomości ortografii. Nie wróżę ci więc lepszej pracy niż PH, chyba że się wreszcie nauczysz języka rodzimego.
                  • cagepl Re: Życie za minimum i maksimum 18.09.08, 09:32
                    Kowianeczka, przepraszam za błąd. Po J piszemy RZ i w jednym wyrazie z rozpędu i
                    tym zapomniałem. Jeżeli byś przeczytała cały wątek, to byś wiedziała, że mam
                    lepszą pracę niż PH, choć jako PH już pracowałem wcześniej i to nie raz.

                    To, że zrobiłem jeden błąd w wyrazie wynika z pośpiechu i literówek, z którym
                    walczę, ćwiczę i dlatego błąd jest jeden, a nie całe mnóstwo.

                    Bardzo proszę na przyszłość - jeżeli nie masz zamiaru nic wnosić do dyskusji to
                    się nie wypowiadaj. Nie pomagasz w ten sposób ludziom, którzy chcieliby znaleźć
                    sposób na zdobycie dobrej pracy na studiach.

                    Wytknęłaś mi błąd ortograficzny, lepiej się z tym czujesz, uważasz się za lepszą
                    osobę przez to? Gratuluję podejścia. Miłego dnia.
                    • Gość: blood Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.cable.ubr05.perr.blueyonder.co.uk 19.09.08, 14:45
                      Nie tłumacz się! I tak ci to nie pomoże. Fakty są takie: Zrobiłeś błąd ortograficzny a potem kliknąłeś "wyślij". Koniec.

                      z takim podejściem (pozwalanie sobie na błędy i myślenie że się z nich wytłumaczysz) rzeczywiście daleko nie zajdziesz.

                      cagepl napisał:

                      > Kowianeczka, przepraszam za błąd. Po J piszemy RZ i w jednym wyrazie z rozpędu
                      > i
                      > tym zapomniałem. Jeżeli byś przeczytała cały wątek, to byś wiedziała, że mam
                      > lepszą pracę niż PH, choć jako PH już pracowałem wcześniej i to nie raz.
                      >
                      > To, że zrobiłem jeden błąd w wyrazie wynika z pośpiechu i literówek, z którym
                      > walczę, ćwiczę i dlatego błąd jest jeden, a nie całe mnóstwo.
                      • Gość: ja Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 18:25
                        Blood jesteś kretynem.
                        • Gość: blood Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.cable.ubr05.perr.blueyonder.co.uk 19.09.08, 22:54
                          a ty szczotkoryjcem
            • Gość: x Re: Życie za minimum i maksimum IP: 78.158.102.* 20.09.08, 01:52
              i dlatego jestes magazynierem w polsce, jakbys byl madry to bys wyjechal do
              irlandii popracowal za 5000euro pare miesiecy i otworzyl firme w pl. a tal do
              konca zycia pracujesz na cwaniaka z pl
          • ambivalent Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 10:23
            Po pierwsze, nie wiem jaki magazynier w Irlandii zarabia na start
            2000-3000 euro. To wychodzi od 24000-36000 rocznie, a to jest juz
            stawka dla managera, nie magazyniera.
            Po drugie, myslisz, ze z takimi zarobkami mozna sie tak latwo
            utrzymac w Irlandii, szczegolnie majac dziecko i/lub meza/zone na
            utrzymaniu? Nie mowiac juz o tym, ze nie bedziesz w stanie dostac
            kredytu na mieszkanie/dom, nawet jezeli bedziesz musial go splacac
            przez kolejne 35 lat. Nie wiem skad wyszlo Ci, ze zarobek 8000 zl w
            Polsce = 2-3 tys. euro w Irlandii.
          • Gość: Marek Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 12:39
            > jedziesz do Irlandii , zostajesz magazynierem (bo dobry budowlaniec
            > ma o wiele więcej) i masz te 2-3 000 euro.

            I co, myślisz że magazynierem będziesz do emerytury ? Sorry gościu, przyjdzie
            recesja i Irlandczyk Ciebie zwolni jako pierwszego. A im dłużej byłeś
            magazynierem tym trudniej będzie wrócić do wyuczonego zawodu (chyba że to zawód
            magazyniera)
      • cagepl Re: Życie za minimum i maksimum 16.09.08, 13:56
        "Świetnie to opisuje! W Polsce nie trzeba mieć wiedzy. Trzeba szczęścia!"

        Szczęście trzeba mieć to fakt - pomaga. Ale nie oszukujmy się, na samym
        szczęściu daleko się nie zajdzie. Wiedzę również trzeba mieć. Ale nie można tak
        generalizować. Sam jako pracownik wiele razy widziałem ludzi po studiach,
        starających się o prace. Tylko oprócz posiadania wiedzy, nalezy myśleć i umieć z
        tej wiedzy kożystać, a czasami posiadanie tej wiedzy okazuje się mniej istotne
        niz umiejętność jej wykożystania. Myślałem wtedy - co za nieudacznicy, idioci,
        po nocach nad książkami siedzieli a wysłowic się nie potrafią.

        Ludzie którzy się tego sami nie nauczą, mają problem z pracą. Bo tego się nie
        wykłada na uniwersytetach. I w tym jest problem. To nie wina samych ludzi, ale
        systemu który nie bierze najważniejszych umiejętności pod uwagę. I nie dziwię
        się ich frustracji jak wpaja się że studia = praca a tu nagle kubeł zimnej wody.
        Sam mam 23 lata, jeszcze 2 lata studiów do magisterki, jestem Menedzerem i mam
        zarobki na poziomie 5000 netto.

        Boli mnie tylko, ze umiejętności które posiadłem nie wyszły ze szkoły tylko z
        życia i ciężkiej pracy, dodakowych zajęć, zainteresowań, rozmów z odpowiednimi
        ludzmi itd. Można dobrze zarabiać, mieć dobrą pracę i potrzebne do tego są
        studia, które chociażby można robic w trakcie.

        Jeżeli natomiast ktoś przechodzi przez uczelnie byleby zaliczyc, nie dostaje
        kokosów na początek pracy i otwiera szeroko oczy ze zdziwienia to za późno się
        obudził. Od 13 roku życia zaczałem pracowac dorywczo gdzie sie da i to
        procentuje - bardziej niż siedzenie na forum i pisanie głupot w stylu "W polsce
        nie trzeba mieć wiedzy, tylko szczęśćie" - pówiem krótko i brzydko: GÓWNO
        PRAWDA, brać się do roboty.
        • Gość: . Re: Życie za minimum i maksimum IP: 83.168.106.* 16.09.08, 14:09
          >"W polsce
          > nie trzeba mieć wiedzy, tylko szczęśćie" - pówiem krótko i brzydko: GÓWNO
          > PRAWDA, brać się do roboty.

          Ok, to pokaż tą robotę dla ludzi po studiach. Bo ja przeglądając portale pracy
          widzę 95% ogłoszeń dla PH. To jak to z tą pracą?
          • cagepl Re: Życie za minimum i maksimum 16.09.08, 14:20
            Nie jestem ekspertem ale po prostu wkurza mnie myślenie niektórych ludzi że jak
            będą mieli studia, to każdy weźmie ich do pracy z otwartymi rękami.

            Mówiąc "do roboty" miałem na myśli, ze nie zaczyna sie od służbowego auta i
            5-cio cyfrowego wynagrodzenia. Nie można skończyć studiów i narzekac że nie ma
            pracy, że trzeba mieć szczęście albo układy.

            Przez lata pracowałem od budowy i remontu domów, po handlowca w sklepie z
            glazurą czy serwisie PC. Harówa, brak czasu, zmęczenie. Zdobowa się w ten sposób
            sporo "życiowego" doświadczenia, którego nie da żadna uczelnia. Nie raz dostałem
            po dupie i sporo mnie to nauczyło.

            Boli mnie, że niektórzy zostali wychowani w błędnym przeświadczeniu, że same
            studia = praca. To czasami nie ich wina - tak im wpajano. Kto zrozumie, że jest
            inaczej ten osiągnie na pewno więcej.
            • Gość: . Re: Życie za minimum i maksimum IP: 83.168.106.* 16.09.08, 14:31
              To że studia nie dają nic to już chyba każdy w Polsce wie. Tylko problem jest w
              tym, że tu można harować całe lata a awans dostanie później i tak kolega kolegi.
              W czasie studiów byłem w USA i widziałem ja działa NORMALNY system awansów.
              Razem ze mną, na dość niskim stanowisku kasjera w kasynie pracował brat
              menadżera HR całego kasyna. Gdy z nim rozmawiałem to stwierdził że przecież nie
              zostanie od razu menadżerem jak nie będzie wiedział jak działa przedsiębiorstwo
              od najniższych szczebli. U nas by to wyglądało tak że menadżer HR kasyna zaraz
              by braciszka po studiach wcisnął na jakieś kierownicze stanowisko, ten by tam
              wydawał idiotyczne polecenia a pracownicy najniższego szczebla musieli by to
              wszystko korygować.

              To że tobie się udało to naprawdę gratuluję. Tylko dobrobyt w kraju mierzy się
              ilością tych osób którym udaje się dostać do klasy średniej. To że jednej osobie
              na 100 się uda jest tylko potwierdzeniem reguły. Wśród moich znajomych
              praktycznie wszyscy mgr inż. więc żadnych wyśmiewanych kierunków tam nie ma. Ale
              co z tego jak pracują w call center, PH i innych takich a szansy na awans nie ma
              żadnej bo awansuje zawsze ten ktoś.

              Chodzi mi tylko o te proporcje.
              • cagepl Re: Życie za minimum i maksimum 16.09.08, 14:56
                Zgadzam się z Tobą w większości. Aż miło zobaczyc, ze są ludzie którzy potrafią
                dyskutowac na poziomie zamiast strzelać jadem i krytykować.

                Co do awansu to zgadzam się w 100%. Jak pracowałem w PH to nie widziałem
                możliwości awansu, a wręcz widziałem tych "kuzynów" idiotów którzy nie mają
                pojęcia o tym co robią, a dobre pomysły pracowników którzy mają większe
                doświadczenie od nich są od razu odrzucane bo pochodzą z "niższego szczebla"

                Co do miernika dobrobytu też się zgadzam. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem w
                większości, a wręcz mniejszości. Cięzko nie generalizowac przy takich
                dyskusjach, ale śmiem twierdzić na podstawie moich obserwacji, że spory odsetek
                ludzi w PH i Call center z wyższym wykształceniem, to osoby które podejmują tą
                pracę jako jedną z pierwszych.

                Na studiach nie zdobędą doświadczenia zawodowego, studiują dziennie i nie mają
                czasu na pracę. Choć znam takich, co pracują dorywczo studiując dziennie i to
                zaczyna procentować. Znam takich, co cale studia sielanka i wentylkiem do gory
                przed TV - a teraz problem bo pracy nie ma. Moje rozwiązanie tego problemu
                polegało na rocznej przerwie po liceum, wielkim kopie w 4 litery po pol roku w
                anglii w wieku 20 lat, powrocie do Polski i od razu dobre studia zaoczne +
                praca. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest jedyna słuszna droga, więc może macie
                jakieś inne pomysły?
                • Gość: kowianeczka to się wyklucza IP: *.lodz.msk.pl 18.09.08, 07:58
                  cagepl napisał:
                  > od razu dobre studia zaoczne

                  To się wyklucza. Żadne studia zaoczne nie będą dobre, chyba że ktoś się lubi oszukiwać.
                  • cagepl Re: to się wyklucza 18.09.08, 09:38
                    Niestety jest coś w tym co piszesz. Roszerzyłbym tą wypowiedź o to, że dla
                    pewnych kierunków wymagane jest o wiele więcej zajęć praktycznych, których nie
                    da się zrobić co drugi weekend.

                    Co do tego, że "dobre studia zaoczne" wyklucza się samo przez się - nie zgadzam się.

                    Nie chcąc reklamowac prywatnej uczelni na której jestem, studjuję komputerowe
                    spomganie zarządzania. Ćwiczenia przeprowadzane są na dobrym sprzęcie, projakty
                    oparte na realnych projektach z PAN. Do tego rozbudowany system stypandiów i
                    praktyk zagranicznych (sam skorzystałem z rocznego stypendium zagranicznego).
                    Nie wspomnę już o współpracy z takimi korporacjami jak Microsoft, Cisco czy
                    inicjatywami w stylu Inkubator Biznesu, gdzie uczelnia pomaga założyć własną
                    działalność gospodarczą. Uważam, że są to świetne studia zaoczne - być może
                    jedne z niewielu.
                    • Gość: tuba Re: to się wyklucza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.08, 08:49
                      WSPOMAGANIE PISZEMY!!!
                      • cagepl Re: to się wyklucza 19.09.08, 09:19
                        Przepraszam za literówke, rzeczywiście zjadłem W :) A oprócz wytknięcia błędu,
                        możesz się odnieść do treści zawartej w poście?

                        Uwagi na temat ortografii i literówek na pewno są cenne i skłonią mnie do
                        większego skupienia nad literówkami, lecz nie taki jest temat tej dyskusji :)
                        • Gość: borubar Re: to się wyklucza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.08, 09:28
                          Szacunek. Mam nadzieję, że tacy jak Ty, będą zmieniać ten kraj.
                          Pozdrawiam.

                    • Gość: rat Re: to się wyklucza IP: 81.219.116.* 19.09.08, 09:21
                      Hmmm czytam Twoje teksty i jakoś nie składa mi sie to wszystko -
                      studiujesz zaocznie i pracujesz potem mówisz że skorzystałeś z
                      rocznego stypendium zagranicznego...
                      A komputerowe wspomaganie zarządzania... well - ilu jeszcze ludzi da
                      się załapać na ładne hasła?
                      Ja osobiście uważam że jest czas na studiowanie i jest czas na
                      prace - warto skończyć dobre, państwowe, dzienne studia, które dadzą
                      ci gruntowną wiedze - jak sie przychodzi do pracy to i tak nic nie
                      wiesz - jeśli zaś udało ci się skończyc dobre studia to jest szansa
                      że w pracy też sie szybko wszystkiego nauczysz - a jeszcze zanim sie
                      nauczysz wniesiesz wiele nowych pomysłów wynikających z braku wiedzy
                      czyt. stereotypów. W ten sposób rekrutuje ludzi do siebie. Mam już
                      doświadczenia z ludzmi z prywatnych uczelni i tym już chyba na wieki
                      podziękowałem bo z moich doświdczeń wynika że "przebojowość" której
                      uczą i którą się szczycą absolwenci jest niczymi innym niż arogancją
                      i chamstwem - absolwenci tych uczelni to dobry materiał na PH.
                      Oczywiście istnieją pewnie wyjątki które nie potwietrdzają moich
                      dotychczasowych doświadczeń - tych z góry przepraszam
                      • kiddo5 Re: to się wyklucza 19.09.08, 09:36
                        No już bez przesady z tymi dobrymi studiami, ile polskich uczelni jest w
                        pierwszej setce najlepszych uczelni świata??? Nic? no to może chocaz w
                        pięćsetce? też słabo? no ale to tylko ma znaczenie w przypadku ludzi, którzy
                        pracowali lub studiowali za granicą. NIE. DO. PORóWNANIA!!!
                        • Gość: rat Re: to się wyklucza IP: 81.219.116.* 19.09.08, 09:52
                          Zgadzam sie tak więc wyobraź sobie w jakiej doopie są "prywaciarze"
                          jeśli najlepsze polskie uczelnie mają problem żeby znaleźć się w
                          gronie najlepszych światowych...
                          Moje doświadczenia wyglądają tak że kiedy człowiek przyszedł na
                          rozmowe kwalifikacyjną dostał proste zadanie w excelu a ja
                          usłyszałem - ale ja miałem pracować w marketingu a nie jakies
                          matematyczne zagadki rozwiązywać... - tyle że na rynku B2B marketing
                          to de facto priceing - więc spytałem czym dla niego jest marketing -
                          nie chcesz usłyszeć odpowiedzi...
                          • Gość: pyskata Re: to się wyklucza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.09.08, 00:46
                            Co to jest "priceing"? Bo jeśli jest to słowo, którego nie znam, a nie, tak jak
                            myślę, słowo "pricing" napisane z błędem, to przepraszam, ale ja jestem prostą
                            dziewczyną, która większość czasu spędziła na uczelni prywatnej. Ojej, teraz
                            pewnie wszysycy pomyślą, że jestem chamska oraz arogancka i nie dostanę od
                            nikogo (a wszyscy tu tak świetnie zarabiają, prowadzą firmy i w ogóle)
                            zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjną. Nie szkodzi-pracę już mam, być może nawet
                            zarabiamy podobne pieniądze. A dlaczego dobrze zarabiam? Bo mój pracodawca nie
                            tylko nie odrzucił mojego CV, kiedy zobaczył nazwę uczelni w zakładce
                            "edukacja", ale i podczas rozmowy nie starał się mi na siłę udowodnić, że jestem
                            idiotką. Jak już ktoś powiedział-wszystko zależy od studenta, nie od uczelni.
                            PS. Poczytaj o kryteriach znalezienia się w pięćsetce najlepszych uczelni
                            światowych. Albo nie-zacznijmy od tego, kto je układa. Zastanówmy się też,
                            dlaczego UW na tej liście nie ma, mimo sukcesów w dziedzinie programowania, a
                            dlaczego jest UJ, relatywnie słaba uczelnia. Czy każdy ranking uczelni
                            opublikowany w polskiej prasie łykasz równie szybko?
                            Ps.Może posłuchaj o tym, jak specjalnie zaniża się poziom w grupach dla
                            obcokrajowców z wymiany na najlepszych polskich uczelniach. Inaczej by sobie
                            raczej nie poradzili. Tak z innej beczki- wielokrotnie uczestniczyłam w
                            wykładach prowadzonych przez doktorów i profesorów z tych amerykańskich uczelni,
                            które akurat w owej słynnej "pięćsetce" się znajdują; i chociaż są to
                            niewątpliwie inteligentni ludzie, to prowadzone przez nich wykłady opierają się
                            głównie na opowiadaniu anegdot i uśmiechaniu się do widowni-treści jest jednak
                            nie tylko mało, ale i jakość jest często wątpliwa. Po spotkaniu z pewnym
                            poważanym amerykańskim historykiem, który do czegoś, co wie przeciętny polski
                            uczeń pierwszej gimnazjum dodał tylko parę elementów, o jakich osobiście nie
                            słyszałam, nie wiem, ile mu zapłacono, ale jestem pewna, że za dużo. Wolę już
                            smutnawych i czasem zapitych polskich profesorów, u których uśmiech nie
                            przesłania erudycji; bo, jak może i wiesz, na amerykańskich uczelniach do
                            prowadzenia wykładów dopuszcza się tych pracowników, którzy cieszą się
                            największą popularnością wśród studentów. Tak więc wolę posłuchać kogoś, kto nie
                            boi się, że swoją wiedzą onieśmieli czy odstraszy słuchaczy, wyobrażając ich
                            sobie jako półdebili.
                      • Gość: aga Re: to się wyklucza IP: *.upc-h.chello.nl 19.09.08, 13:48
                        Drogi(a) RAT. Ja skonczylam studia zaoczne i uwazam ze byly duzo
                        lepszym przygotowanie do pracy w zawodzie niz dzienne. Dlaczego?
                        Dlatego, ze uczelnia wymaga, zeby od drugiego roku studiow miec staz
                        ( lub prace) w zawodzie po 16 godzin tygodniowo. I tak od drugiego
                        roku do konca studiow? Jak myslisz, praktyczne naucznie, czy tylko
                        ksiazki?
                      • Gość: pixi-dixi do "rat" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 18:16
                        Dzięki za przywrócenie wiary w to, że są jeszcze pracodawcy normalnie
                        podchodzący do kwestii rekrutacji absolwentów. Szkoda tylko, że jesteś jednym z
                        nielicznych. Czy to się kiedyś zmieni? Czy pracodawcy zrozumieją, że nie da się
                        bez końca podkupować doświadczonych pracowników z rynku? że pracownika trzeba
                        sobie samemu wychować, nauczyć?
                      • cagepl Re: to się wyklucza 23.09.08, 16:36
                        > "czytam Twoje teksty i jakoś nie składa mi sie to wszystko -
                        > studiujesz zaocznie i pracujesz potem mówisz że skorzystałeś z
                        > rocznego stypendium zagranicznego..."

                        -Liceum (dorywcze prace w wakacje)
                        - Rok przerwy (praca w sklepie, PH, rozdawanie ulotek w anglii)
                        - Studia (handlowiec w jednej firmie, potem w drugiej)
                        - Stypendium zagraniczne (rzucam pracę w cholerę, wybór oczywisty: handlowiec za
                        1200PLN czy wyjazd za granicę na rok, jedyny koszt to bilet lotniczy)
                        - Powrót do kraju, dużo większe doświadczenie życiowe i dużo lepsza praca.

                        > Ja osobiście uważam że jest czas na studiowanie i jest czas na
                        > prace - warto skończyć dobre, państwowe, dzienne studia, które dadzą
                        > ci gruntowną wiedze - jak sie przychodzi do pracy to i tak nic nie
                        > wiesz

                        Zgadzam się, tylko będąc na studiach zaocznych pracując zdobywam doświadczenie.
                        Dzięki temu mnie przyjmą do tej pracy "w której i tak nic nie wiem". Same
                        studia, lub studia + doświadczenie zawodowe - wybór należy do pracodawcy.
                    • Gość: maja Re: to się wyklucza IP: 82.196.41.* 19.09.08, 09:28
                      ja sie absolutnie zgadzam z cagepl
                      pochodze z niezbyt zamoznej rodziny, bez ukladow, nikt mi niczego w
                      zyciu nie ulatwial. Od dziecka dorabialam np. przy zbieraniu
                      truskawek. Potem na studiach (biotechnologia, na malo prestizowym
                      uniwersytecie) spedzalam 3 m-ce w roku pracujac za granica, a w
                      pozostalych miesiacach zakuwalam zeby podreperowac studencki budzet
                      stypendium naukowym. Potem zrobilam doktorat, teraz pracuje w
                      przemysle farmaceutycznym na dosyc wysokim stanowisku. Kupilam dom,
                      stac mnie na wygodne zycie.
                      Wszystko co osiagnelam zawdzieczam swojej ciezkiej pracy.
                      I jestem z siebie cholernie dumna.
                      • Gość: . Re: to się wyklucza IP: 83.168.106.* 19.09.08, 09:36
                        I dlatego teraz jesteś w UK? Bo tak dobrze.
                        • kiddo5 Re: to się wyklucza 19.09.08, 09:40
                          Właśnie! powinna siedzieć w PL za 1200 zł, to może byłbyś zadowolony
                          • Gość: . Re: to się wyklucza IP: 83.168.106.* 19.09.08, 09:42
                            kiddo5 napisała:

                            > Właśnie! powinna siedzieć w PL za 1200 zł, to może byłbyś zadowolony

                            Nie, cieszę się że jej się udało. Tylko artykuł jest o polskich realiach, które
                            ni jak się mają, szczególnie jeżeli chodzi o branże farmaceutyczną do tej w UK.
                        • Gość: maja Re: to się wyklucza IP: 82.196.41.* 19.09.08, 10:02
                          nie jest w UK, jestem w Belgii. Tu przyjechalam zrobic doktorat i
                          zdecydowalam sie zostac po obronie.
                          • Gość: . Re: to się wyklucza IP: 83.168.106.* 19.09.08, 10:07
                            Ot i już masz rozwiązanie zagadki. Ilu twoich znajomych po doktoratach
                            związanych z biotechnologią znalazło pracę w Polsce, ale nie na uczelni.
                          • Gość: maja Re: to się wyklucza IP: 82.196.41.* 19.09.08, 10:19
                            wracajac do Polskich realiow, to po obronie doktoratu otrzymalam
                            propozyjce pracy na mojej macierzystej uczeli w Polsce. Z propozycji
                            nie skorzystalam, chociaz zapowiadalo sie obiecujaco.
                            Wiem, ze przez moja ostateczna decyzje pozostania w B, trudno
                            porownywac moj start do startu moich rowiesnikow. Ale moje
                            doswiadczenie nauczylo mnie, ze ciezka praca i ambicja zaprowadza
                            cie dalej niz koneksje i odrobina szczescia.
                            Moj brat, skonczyl 3 lata temu dobra, Polska politechnike (cos z
                            ogrzewanie, odpylaniem i instalacjami sanitarnymi :)). Po studiach
                            znalazl prace w nieduzej firmie w Polsce B, i w tej chwili zarabia
                            juz 4-6 tys na reke, w zaleznosci od premii. Obydwoje mielismy takli
                            sam start i te same wartosci wpajane od dziecka. Wydaje mi sie ze to
                            o czyms swiadczy.
                          • Gość: JP Re: to się wyklucza IP: 195.242.183.* 19.09.08, 12:11
                            Ej, jak wyglądają koszty utrzymania w Belgii. W sytuacji kiedy powiedzmy
                            wynajmuje się mieszkanie? Wiem, że nie na temat :), ale szykuje mi się kontrakt
                            w Brukseli i chciałbym się zorientować.
                            • Gość: maja Re: to się wyklucza IP: 82.196.41.* 19.09.08, 12:33
                              nie wiem jaki jest koszt wynajmu w BXL, ale podejrzewal ze okolo 600
                              euro. Najlepiej bedzie jak zapytasz na forum Europracownicy.
                    • Gość: e.r. Re: to się wyklucza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.09.08, 00:16
                      Nie przesadzasz czasem? Ja, jako osoba, która studiowała już dziennie na uczelni
                      państwowej z tzw. "pierwszej trójki" w polskim systemie szkolnictwa wyższego,
                      dziennie na uczelni prywatnej ze złą opinią i teraz niestacjonarnie na uczelni
                      państwowej również z "pierwszej trójki" mam tzw. materiał porównawczy, tak więc
                      dodam coś od siebie.

                      Prawdą jest, że z uczelni państwowej młodego i wypuszczonego na wolność
                      człowieka można wywalić na zbity pysk za byle pierdołę-tak zrobiono i ze mną;
                      zostałam uwalona na kursie, który miał niewiele, a właściwie nic, wspólnego z
                      kierunkiem studiów. Przerwałam studia. Poszłam na uczelnię o marnej renomie,
                      zapisując się na jedną z bardziej przyszłościowych filologii (nie mówię o
                      angielskim, ten język akurat średnio mi podchodzi). Na takich uczelniach mogą
                      studiować wszyscy, ale wypaść jest trudniej-i jest to fakt, któremu nie
                      zaprzeczam: tak więc mimo trudności ze złapaniem materiału, wszystkie tzw.
                      "słabe osobniki" otrzymały swoje wymęczone dyplomy z trójkami wraz z tymi,
                      którzy nie próbowali akurat studiować na siłę czegoś, do czego nie mieli
                      predyspozycji. Po roku spotykam tych pierwszych w supermarketach, siedzących
                      smętnie przy kasie. Osoby te były zresztą tak świadome swojej słabości, że nie
                      próbowały nawet zgłaszać się na rozmowy kwalifikacyjne związane z wyuczonym
                      zawodem. Ja się zgłaszałam i już po tyogdniu wysiłków (rozmowa, oczywiście, w
                      języku obcym) dostałam świetną pracę. Wcześniej patrzono na mnie przez pryzmat
                      nazwy uczelni, nie dając mi szansy na udowodnienie tego, co umiem.

                      Nie mam bogatych rodziców, porzuciłam więc marzenia o pójściu na studia dzienne
                      po obronie pr. licencjackiej-praca, którą otrzymałam, wydawała mi się bardziej
                      atrakcyjna. I wiesz co? Nie dość, że dostałam się na świetną uczelnię, która
                      (dziwnym trafem-doświadczenia tych, co robią przy rekrutacji?) najbardziej
                      atrakcyjną ze specjalizacji ( w bardzo ograniczonej liczbie miejsc zresztą)
                      uruchomiła tylko na studiach niestacjonarnych, to jeszcze (a jestem szczera) nie
                      zauważam różnicy w poziomie pomiędzy studiami niestacjonarnymi a stacjonarnymi.
                      Do tego dochodzi fakt, że w istocie rzeczy w ciągu tygodnia ciągle udoskonalam
                      swój język, prowadząc regularnie negocjacje na szczeblu międzynarodowym, to
                      jeszcze w weekendy umacniam wiedzę teoretyczną i kulturoznawczą podczas studiów.
                      I tak robi większość znajomych z roku. Zdobywamy doświadczenie i uczymy się
                      organizować sobie czas, zarabiamy pieniądze. Nie staram się deprecjonować
                      wysiłku, jaki w nauką wkładają ci, którzy studiują dziennie, a nawet im
                      zazdroszczę tego, że dalej korzystają z młodości. Ja za szybko, niestety, a może
                      i stety, musiałam dorosnąć, ale i szybciej okazało się, że stać mnie na samochód
                      i wypady do Norwegii.

                      Weź pod uwagę, że nie wszyscy studiujący zaocznie robią to na odp**ol. Język,
                      który studiuję, to moja pasja, po lutowej obronie biorę się za kolejny, na naukę
                      którego poświęcałam nieco czasu w co drugi weekend. I powtarzam-mam materiał
                      porównawczy, którego zdobycia nie życzę studentom stacjonarnym, a jednocześnie
                      bez którego nie sądzę, żebyśmy mieli o czym podyskutować.
                  • Gość: Żonkoś Re: to się wyklucza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.08, 11:52
                    w tym punkcie nie zgodze sie z Toba. moja zona skonczyla studia
                    zaoczne w wawie na uczelni ekonomicznej pracując w sklepie z
                    odzieza. pozniej przyszla pora na prace jako kasjer w banku i
                    magisterke na tej samej uczelni. praca magisterska pisana na
                    pionierski w tamtym okresie temat dotyczący Nowej Umowy Kapitalowej.
                    po 3 latach pracy bank przeniosl ja do innego oddzialu, gdzie
                    chlopaczek ze sloma w butach i tytulem kierownika uwazal, ze kasjer-
                    sprzedawca to nizsza forma zycia. zlozyla wypowiedzenie [pytanie
                    dyr. regionalnego: co chesz dostac by zostac? podwyzka? dodatkowy
                    urlop? - odp. degradacje lub zwolnienie bezoposredniego
                    przelozonego :)) jestem z niej dumny, bo pracowalem w tej samej
                    firmie z podobnym doswiadczeniem :))] i zainteresowala swoim CV oraz
                    praca magisterska inny bank. po 4 latach i ciaglym doksztalcaniu
                    jest odpowiedzialnia za wprowadzenie i ulepszanie zasad oceny
                    adekwatnosci kapitalowej w innym banku. dwa tygodnie temu dzwonil
                    dzial kad KNF :) szykuje sie zmiana pracodawcy :) wracajac do
                    studiow to wsztstko zalezy, czy chcesz miec papier czy
                    wyksztalcenie. taka jest brutalna prawda.
                  • Gość: jjj Re: to się wyklucza IP: *.chello.pl 19.09.08, 22:26
                    Bzdura. Wszystko zależy od studenta a nie rodzaju studiów. To
                    baaaardzo indywidualna sprawa.
            • Gość: jjj Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.chello.pl 19.09.08, 22:24
              Tyle się mówi o studiach jako przepustce do pracy. Jestem wykładowcą
              i od lat poziom studentów, którzy zaczynają i potem kończą studia
              jest co raz niższy. Z dyplomami wychodzą ludzie, którzy 15 lat temu
              nie zdaliby matury. I to pozostawię jako komentarz do stwierdzenia
              mam wyższe wykształcenie i nie ma dla mnie pracy.
        • Gość: kowianeczka Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.lodz.msk.pl 18.09.08, 07:44
          cagepl napisał:
          > Tylko oprócz posiadania wiedzy, nalezy myśleć i umieć
          > z
          > tej wiedzy kożystać, a czasami posiadanie tej wiedzy okazuje się mniej istotne
          > niz umiejętność jej wykożystania.

          Synku, a czy oprócz tego trzeba znać ortografię? Potrafisz chociaż samodzielnie zrobić korektę swojej wypowiedzi i poprawić te rażące błędy? Czy jak na "Menadżera" to za duże wymagania?
          • bambussi Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 08:48
            Gość portalu: kowianeczka napisał(a):

            > Synku, a czy oprócz tego trzeba znać ortografię? Potrafisz chociaż
            samodzielnie
            > zrobić korektę swojej wypowiedzi i poprawić te rażące błędy? Czy
            jak na "Menad
            > żera" to za duże wymagania?

            a możesz już przestać? albo iść poczytać forum "ortografia"?

            nie ma nic bardziej wkurzającego niż wypowiedzi kogoś, kto nie ma
            nic do powiedzenia w temacie wątku, a jedyny wkład w dyskusję to
            wytykanie innym błędów ortograficznych...

            to jest forum, a nie ogólnopolskie dyktando - pisze się szybko,
            czasem na klawiaturze bez polskich znaków, czasem z komórki itd. -
            tu nie liczy się ilość błędów, ale sens wypowiedzi

            nie wiem jak Ty, ale ja wolę przeczytać mądre myśli nie do końca
            poprawnie zapisane, niż ortograficznie poprawne bzdury :)
            • Gość: Normalna Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.sejm.gov.pl 22.09.08, 10:10
              Niestety, błędy też się liczą, jeśli ktoś notorycznie pisze "kożystać" to nie jest to literówka, przecież można sprawdzić!

              To tak jakby mówić, że nieważne, że ktoś z pełnymi ustami mówi, bryzgając wkoło, ale ważne co ma do powiedzenia...
              Ortografia to też element kultury, mnie razi.
              Mimo że wypowiedzi internauty sensowne, to forma obniża ich wartość.

              Czy nadal jesteś zwolennikiem powiedzenia "to nie strój zdobi człowieka"? I przyjmiesz na kierownicze stanowisko w biurze gościa w brudnych portkach z tłustymi włosami i "żałobą" pod paznokciami?
              Tyle w temacie, raczej w dygresji do tematu :-))

              A co do studiów - jak ktoś słusznie zauważył, wszystko zależy od człowieka i jego ambicji...
              I do wypowiedzi pana/pani, który się obruszał że Wioletta nie należy do klasy średniej - sorry, co to za średnia klasa, robotnica w pieczarkarni??? to do czego to uśredniać??

              bambussi napisał:
              > Gość portalu: kowianeczka napisał(a):
              >> > Synku, a czy oprócz tego trzeba znać ortografię? Potrafisz chociaż> samodzielnie> > zrobić korektę swojej wypowiedzi i poprawić te rażące błędy? Czy> jak na "Menad > żera" to za duże wymagania?
              >
              > a możesz już przestać? albo iść poczytać forum "ortografia"?
              >> nie ma nic bardziej wkurzającego niż wypowiedzi kogoś, kto nie ma
              > nic do powiedzenia w temacie wątku, a jedyny wkład w dyskusję to
              > wytykanie innym błędów ortograficznych...
        • bucefal76 I właśnie to jest przepis na sukces 19.09.08, 09:29
          Własna inicjatywa. Same egzaminy na 5 nie wystarcza.
          Trzeba się trochę wysilić, szans jest dosyć.
          Zresztą studia studiami, można być znakomitym mechanikiem czy hydraulikiem i też
          wielce godziwie zarabiać. Trzeba tylko chcieć.
        • pszepjurka Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 09:36
          Dokładnie :) Wiedza akademicka i doświadczenie (choćby nawet w g...anych firmach zdobyte) to 2 strony medalu i dopiero w połączeniu procentują! Miałam tak samo jak Cagepl; od dzieciaka roznoszenie ulotek, zbieranie puszek, potem korki... poza pieniędzmi dają człowiekowi przeświadczenie, że da sobie radę sam. Z domu wyprowadziłam się po maturze,z kotem i 20zł;teraz jak na to patrzę, to dziecinada totalna, ale i najlepsza decyzja, jaką w życiu podjęłam. Rok studiów dziennych na prestiżowym kierunku i 5 kanapek robionych z jednej kajzerki...twarde reguły życia zwyciężyły, trzeba było pożegnać się z uczelnią. No i praca róznego gatunku- akwizytor, PH (już lepiej brzmiało), magazynier w branżowej hurtowni... Przy tej pracy już mogłam pomyśleć o powrocie do nauki, bo gryzło mnie to od dawna. 2 lata pracy na 3 zmiany, łączone z kilkoma godzinami nauki dziennie-ale branża ta sama, więc "metodą Callana" farmacja sama do głowy wchodziła. A jednocześnie w hurtowni mały awansik, spojrzenie na wszystko pod róznymi kątami, i pod koniec spokojnie już umiałam skoordynować logistykę transportu na Dolny Sląsk. Tylko że poza ambicjami i "efektem flow" w pracy niewiele z tego miałam profitów. Nie docenili; rozstaliśmy się. Dziś mam już papier, pracuję w aptece, ten 12-letni dzieciak,co zarabiał puszkami na słonecznik. Da się :) Trochę chęci, wbicia zębów w dupę, zamiast czekania,że tatuś z mamusią pomogą. Polecam. Poza całą resztą- satysfakcja nieziemska :)
          • Gość: . Re: Życie za minimum i maksimum IP: 83.168.106.* 19.09.08, 09:40
            Farmacja zaocznie albo wieczorowo? Czy może technik farmacji?
            • Gość: pszepjurka Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 02.06.09, 00:07
              technik :)
        • e.cartman Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 10:06
          święta racja!!! ja zacząłam trochę poźniej bo w wieku 17 lat, ale rok po
          studiach i spore pieniądze są. pracę oupiłam słabszymi ocenami w indeksie, więc
          nie dostałam wyróżnienia na dyplomie, choć zapowiadałam się na przysłowiowego
          kujona :) natomiast moje koleżanki ze średnią blisko 5.0 siedzą w urzędzie
          marszałkowskim na stażu za 600 pln lub robią doktorat - najnowszą wersję
          przechowalni bezrobotnych. szczerze trzmam za nie kciuki, bo miały odwagę iść
          pod prąd i realizować swoje marzenia.
        • semper1 Re: Życie za minimum i maksimum 26.01.09, 11:37
          Sorry, gratuluje Ci sukcesów jednak nie ztrudniłbym Cię w swojej
          firmie.na stanowisku managerskim. ( 2x korzystać przez "ż"
          dyskfalifikuje Cię niestety ,pomimo niewątpliwych sukcesów....)
      • Gość: Katta Życie za minimum i maksimum IP: *.xdsl.centertel.pl 16.09.08, 20:09
        Okropnie tendencyjny artykuł, aż smutno czytać. 1100 zł przynosi do
        domu mąż Wioletty, co jak twierdzi autorka, jest ponizej pensji
        minimalnej. Ale tyle zarabia na reke, a pensja minimalna to ok. 1100
        brutto. Halo! Do tego Wioletta ma własne mieszkanie, czyli jakies
        1500 zł jest do przodu względem chłopaków. No i jest osobą
        niepracującą (nawet dorywczo czy chałupniczo), więc jasne że
        standard inny niż osób pracujących. Normalna rodzina. Tylko artykuł
        cienki.
        • e.cartman Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 11:48
          o nie! Wioletta jest osobą pracującą, tylko nikt jej za to nie płaci żywą
          gotówką. myślisz, że dwuletnie dziekco wychowałoby się samo?? opiekunka lub
          żłobek to kolejna kasa wyjęta z portwela.
          • Gość: a Re: Życie za minimum i maksimum IP: 89.79.127.* 24.09.08, 02:13
            babcia,ciocia=koszt zero zl:) gora tradycyjne rodziny:D
      • Gość: Artur Życie za minimum i maksimum IP: *.chello.pl 16.09.08, 22:01
        1100zł?? Na 4 osoby??O mamuniu jak można za to przeżyć?- Masakra.
        • Gość: hello Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.eranet.pl 16.09.08, 22:25
          Ja jestem sam i w miesiacu średnio wydaje 3 tys, a we wrześniu az 7
          tys,upragniony ulop ups..
        • Gość: Ludek z Warszawy Re: Życie za minimum i maksimum IP: 212.160.172.* 19.09.08, 09:26
          Gość portalu: Artur napisał(a):

          > 1100zł?? Na 4 osoby??O mamuniu jak można za to przeżyć?- Masakra.

          Ja mam 2 tys. netto na 4 osoby, ale musze opłacić czynsz i inne
          media, czego nie płaci ta rodzina, bo ma swój dom, więc mi po
          opłatach na życie zostaje mniej niż połowa pensji, a nie doliczyłem
          opłat w szkole na dziecko typu pływanie 125 zł, komitet rodzicielski
          oraz inne wydatki związane ze szkołą co w sumie daje około 200zł. I
          dodam, że pracuję w bardzo dużej firmie w Warszawie. Takie są realia.
          • Gość: gość Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 10:10
            Zgadza się, że 1100 zł na całą rodzinę to bardzo mało, ale takich
            rodzin w Polsce żyje o wiele więcej, zwłaszcza w małych
            miasteczkach....

            tu jest ciekawe forum dla osób o niskich dochodach
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=74681
          • Gość: za_palniczka Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.centertel.pl 20.09.08, 08:20
            I inne media???
            Sądzisz, że ludzie mieszkający w domach nie płacą za wodę, prąd, nie
            kupują opału na zimę???
      • superkoralgol Życie za minimum i maksimum 16.09.08, 22:41
        zgadzam sie, że studia w Polsce niewiele daja :/

        a oferty pracy nie zachecaja do pozytywnego myslenia o swojej
        przyszlosci,rozwijac sie i awansowac w Polsce na
        normalnych zdrowych zasadach jest bardzo ciezko...Ale co? jedyne wyjscie wyjazd
        za granice?

        • bucefal76 Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 09:26
          A tam będzie jeszcze gorzej, tzw. szklany sufit gdy twój akcent zdradzi Cię...
          Znowu wymówki i wymówki...
          • kiddo5 Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 09:55
            Bzdura, jakby o czyichś kwalifikacjach decydował akcent, rozumiem, że wtedy
            Szkoci, czy Irlandczycy są na z góry straconej pozycji, a co z mieszkańcami
            Nowego Orleanu, którzy chcieliby odnieść sukces w Nowym Jorku, no nie da rady,
            wszak wszyscy wiedzą że kariera zawodowa to jak konkurs na spikera. Bez
            właściwego akcentu ani rusz.
      • Gość: Rydz Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.08, 22:53
        Buraki.
        Debile.
        Studenci.

        Jak zwykle, nikt niczego konkretnego - poza: przynieś, podaj, pozamiataj - nie
        potrafi.
        Większość ma inżyniera, magistra, a z działu którego go robił ma ledwie
        podstawowe pojęcie.
        Macie wyższe wykształcenie, a macie problemy z poprawnym wysłowieniem się i
        ubraniem myśli w słowa.

        Każdy jest taki mądry inteligentny i zaradny, ale większość gó... zarabia - "bo
        świat jest zły".

        A może to nie ze światem, a z wami jest problem?
        Może to wy jesteście ch...owi?


        każdy taki mądry, to niech sam założy firmę - a nie narzeka, jaki to Polska zły
        kraj, bo nie dają tu kokosów debilom z papierami magistra ;)
        • Gość: siwek Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.chello.pl 17.09.08, 23:39
          ostro! ...ale zgadzam się :)
          • Gość: kigi Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.zator.net-admin.com.pl 18.09.08, 00:58
            czyli też masz kompleksy że studiów nie skończyłeś?...a tak swoją drogą studia nie są po to aby zdobyć zawód, chcesz zdobyć zawód idź do zawodówki, studia są po to aby rozwinąć się jako człowiek (wyjątek stanowi np. medycyna- z oczywistych powodów, więc nie bede się nt. temat rozpisywać),wiecoie dlaczego tak mówię bo znam całe zastępy ludzi, którzy pokończyli studia np na kierunku muzycznym a pracują np w banku i całą swoją obecną fachową wiedzę zdobywali już w pracy (staże, praktyki) i zaczynali od samych dołów, nie mówię żę są wielkimi figurami ale jakoś sobie radzą. do pana powyżej który tak biadoli nad losem właściciela firmy w Polsce, zawsze może się pan zwolnić i iść do pracy na etacie u pracodawcy za 1200 miesięcznie...pozdrawiam wszystkich trzeźwo myślących
            • Gość: kigi Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.zator.net-admin.com.pl 18.09.08, 01:02
              > firmy w Polsce, zawsze może się pan zwolnić i iść do pracy na etacie u pracoda
              oczywiście chodziło mi o to że możę pan firmę zlikwidować a nie zwolnić się, mój błąd...pozdrawiam
              • Gość: kris Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.08, 06:52
                Popieram... tak naprawdę największą grupą narzekającą w Polsce nie są pracownicy tylko pracodawcy. Wystarczy, że pojawi się wiadomość o podwyżce płacy minimalnej, czy też kolejnej fali wyjazdów za granicę to zaczynają biadolić jak to im jest ciężko.... Sytuacja się odwróciła kochani przedsiębiorcy - nie nadajesz sie do biznesu, to wyp.........j..... inni czekają na Twoje miejsce....
                Zawsze, możesz panie prezesie zasiąść na kasie w biedronce czy lidlu!
                • Gość: a Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.chello.pl 24.09.08, 02:15
                  nawiasem mowiac, ciekawe. wyglada na to, ze jest popyt na prace w granicach placy minimalnej. w UK w Lidlu ponoc place nie mniejsze niz 7,75 funta za godzine. a u nas - no wynikaloby z powyzszego posta, ze nie jest to 1,5x 1126zl brutto.. :/
            • Gość: Polaczek-amator Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.e-wro.net.pl 18.09.08, 10:02
              znam całe zastępy ludzi, którzy pokończyli studia np na kierunku
              muzycznym
              > a pracują np w banku i całą swoją obecną fachową wiedzę zdobywali
              już w pracy (
              > staże, praktyki)


              no i dobrze...
              skoro w Polsce muzyk pracuje w banku, to pewnie bankowiec może być
              muzykiem. I jakoś się to wszystko kręci...w końcu jesteśmy w Polsce.
              A ciekawe, kto odpowiada za np. budowę dróg w Polsce? Może filozof?
              • Gość: marajka Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.08, 10:58
                Jak widac, nikt za to nie odpowiada.

                Co innego muzyk, który ma jakąś przeciętną posadę w banku, bo ja
                znam polonistkę pracującą w banku, a co innego pielegniarka po
                matematyce.
                Są stanowiska na które trzeba mieć odpowiednie wykształcenie, są
                takie, gdzie liczy się przede wszystkim praktyka.
                Uwierz, człowiek po administracji zna się na bankowości tak jak
                muzyk.

                W całej tej dyskusji nalezy dodac: punkt widzenia zalezy od punktu
                siedzenia.
                Jeden ciężką pracą zaszedł daleko i myśl, że dobra praca w Pl jest
                możliwa, trzeba tylko pracować i chcieć.

                Drugi stara się, szuka, ma doświadczenie, ale dobrej pracy znaleźć
                nie może, bo po raz kolejny przyjęli kogoś z polecenia. I on
                twierdzi, że bez pleców nie da rady.
                Pamiętajcie, że wasze doświadczenia, to nie jedyne doświadczenia.
              • Gość: michal Re: Życie za minimum i maksimum IP: 192.58.229.* 06.10.08, 08:56
                > no i dobrze...
                > skoro w Polsce muzyk pracuje w banku, to pewnie bankowiec może być
                > muzykiem. I jakoś się to wszystko kręci...w końcu jesteśmy w
                Polsce.
                > A ciekawe, kto odpowiada za np. budowę dróg w Polsce? Może filozof?

                Tak funkcjonuje zycie rowniez w Hiszpanii. Mam kolegow i kolezanki
                programistow po chemii, fizyce, filologii klasycznej. Sam skonczylem
                biologie.
            • nikodem_73 Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 15:51
              Nie. Studia to nie hobby sponsorowane przez podatnika. Albo inaczej - nie
              powinno to być hobby sponsorowane przez podatnika. Jeśli ktoś chce się "rozwijać
              jako człowiek" niech robi to za swoje prywatne pieniądze. Bo powiedz mi - jaki
              zysk odniosło państwo/społeczeństwo/podatnicy z faktu, że bankowiec jest
              magistrem od nutek? "Rozwinął się jako człowiek"? Bombastycznie. Nie rozumiem w
              takim razie skąd protesty, że kościół chce wyciągać kasę na teologów. Oni też
              "rozwijają się jako ludzie".
              • Gość: Ekonomista Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.deloitte.com 19.09.08, 21:58
                Nikodem,

                Z twojej wypowiedzi wnioskuje ze nie skonczyles studiow ani nigdy nie uczesniczyles w podstawowym kursie z ekonomii. Otoz, spoleczenstwa z wieksza liczba wyksztalconych ludzi generalnie sa bardzie zamozne i lepiej sie w nich zyje. Ekonomisci nazywaja to "positive externality". Wyksztalceni ludzie maja wiecej pomyslow, moga wynalezc nowe wynalazki i technologie, i moga myslec o lepszych sposobach wykonywania prac za tym podnoszac produkcyjnosc, itd. Jesli nie skonczyles studiow, zamiast "biadolic" tu na forum idz do biblioteki i poczytaj sobie ksiazki zebys wiecej wiedzial o otaczajacym cie swiecie.
                PS: Jestem z pochodzenia polakiem, ale nie chodzielem do polskiej szkoly, wiec moja pisownia i gramatyka nie jest najlepsza. Polskiego nauczylem sie od rodzicow i lubie czytac polska prase.
                • nikodem_73 Re: Życie za minimum i maksimum 20.09.08, 02:29
                  No niestety. Studia skończyłem. No taki pech. Z ekonomią też coś tam miałem
                  wspólnego. Dzięki temu do dziś nienawidzę Keynesa. :>

                  A teraz przejdę do konkretów.

                  > Otoz, spoleczenstwa z wieksza liczba wyksztalconych ludzi
                  > generalnie sa bardzie zamozne i lepiej sie w nich zyje.

                  Albo społeczeństwa bardziej zamożne są generalnie lepiej wykształcone? Wg mnie
                  mylisz skutek z przyczyną. Przecież USA wyrosły na potęgę gospodarczą "pomimo",
                  że nie zafundowały wyższych studiów wszystkim imigrantom.

                  > Wyksztalceni ludzie maja wiecej pomysl
                  > ow, moga wynalezc nowe wynalazki i technologie, i moga myslec o lepszych sposob
                  > ach wykonywania prac za tym podnoszac produkcyjnosc, itd.

                  Bo ludzie wykształceni to na ogół elita intelektualna społeczeństwa. Co za tym
                  idzie MUSZĄ mieć więcej pomysłów niż przeciętna. Jeśli jednak przymusisz do
                  zrobienia mgr WSZYSTKICH nie spowoduje to wysypu nowych wynalazków.
        • superkoralgol Re: Życie za minimum i maksimum 18.09.08, 15:37
          nie generalizujmy ;)
          nie wszyscy w Polsce to buraki
          niestety znam prezesow i kieorwnikow ktorzy piszą "stróktura" i "budrzet" ale
          znam tez takich, co po prostu mają pecha i nie umieją się wybić choć sie
          wyróżniaja, czy to talentem, czy umiejętnościami...
        • Gość: tfujstarrry Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 19:42
          > Większość ma inżyniera, magistra, a z działu którego go robił ma
          ledwie
          > podstawowe pojęcie.
          > Macie wyższe wykształcenie, a macie problemy z poprawnym
          wysłowieniem się i
          > ubraniem myśli w słowa.

          dobrze ze to tylko forum bo sie osmieszyleś człowieku
          i nie bede cie zalowal ześ był matoł i nie dostałeś sie za studia
      • leszlong Życie za minimum i maksimum 18.09.08, 13:43
        "Ostatnio zachwycił nas Wschód i w najbliższych miesiącach planujemy podbój
        Kijowa, Lwowa i Moskwy"

        Do Lwowa i Kijowa nie trzeba wydawać majątku na wycieczkę. Nie wiem dlaczego
        stawia ten pan wycieczkę do tych miast w jednym szeregu z Moskwą, która jest
        jednym z najdroższych miast świata i hoteli w cenie ekonomicznej nie ma. No
        chyba, ze to jeden z tych snobów, którzy uważają, że wyjazd za wschodnią granicę
        kosztuje kupę forsy.
        • Gość: Piotr Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 17:58
          Dzięki za komentarz. W Bydgoszczy jest pociąg do Moskwy. Ładuję swe
          dupsko o 1szej w nocy i jadę. Bye. No i odkrywam ten Wschód. Kuźwa
          byłem w Szanghaju, Pekinie, Kuanming, Guanzo i jakoś nie miałem
          wrażenia odkrywania Wschodu. Po Schanghaju wjazd do Warszawy to
          śmiech na sali. A tak poza tym następuje unifikacja. Wszytkie miasta
          robią się podobne. Jedynie ta szybka kolejka z lotniska w Szanghaju
          w miarę tania jest.
      • Gość: gość Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.08, 15:33
        ciekawe forum dla osób o niskich dochodach
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=74681
      • Gość: GT Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.acn.waw.pl 18.09.08, 20:16
        I jak zwykle zaczyna sie wylewanie zali przez pospolitych nieudacznikow... Do
        roboty, lenie ! A jak praca zla to zmieniac.. walczyc o swoje. A opisany Tomek
        to typowy przyklad Prawa Parkinsona. Ile by nie zarabial, i tak wyda wiecej. Bez
        kontroli wydatkow daleko nie zajdzie, najlepiej rokuje Patryk i Wioletta.
        • Gość: kowianeczka Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.chello.pl 18.09.08, 23:01
          jako PH lepiej stul dziób !
      • Gość: tatak Życie za minimum i maksimum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.08, 08:37
        "-Co robię z pieniędzmi? To wcale nie jest tak dużo, jakby się mogło wydawać.
        Chociaż kiedyś pomyślałbym podobnie, jak znajomi: 5 tys. wystarczy, żeby bez
        problemu się utrzymać - mówi Tomek. Na co wydaje? Auto, paliwo na dojazdy do
        pracy, rachunki za telefon - jest gadułą, więc płaci operatorom kilkaset złotych
        miesięcznie"- co za bzdury!!!! Autor tych wypocin jest chyba chory: Tomek,
        notabene dyrektor handlowy, płąci kilkaset PLN za telefon- przecież na tym
        stanowisku ma służbowy, podejrzewam, że bez większych limitów!!! O samochodzie
        też należy wspomnieć...nie dostał służbówki???
      • jeleaous_guy Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 08:40
        Wytlumaczcie mi kochani od czego ten skrot: PH. Gdyby bylo ChP to nie nie malbym
        problemow z odgadnieciem ;)
        • Gość: ;=] Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.08, 09:02
          Polski Hłop
        • Gość: M Odp IP: 217.147.104.* 19.09.08, 09:04

          To 'Przedstawiciel Handlowy'. Swoja droga, ktos kiedys powiedzial, ze jedyna
          przyszlosc w tym kraju ma Ksiadz, Ku*wa i PH.
        • Gość: odp. ad. PH Re: Życie za minimum i maksimum IP: 89.231.195.* 19.09.08, 23:46
          'Ph'owiec to przedstawiciel handlowy ;))
      • Gość: Marcin Do Bolszewikow: Jakie podatki dla Patryka ? IP: 217.147.104.* 19.09.08, 08:55
        Pytanie proste, wiec ?
        • bucefal76 Re: Do Bolszewikow: Jakie podatki dla Patryka ? 19.09.08, 09:27
          Takie jak dla innych. W czasie jak inni siedzieli przed telewizorem to on
          zapieprzał z robotą i nauką.
          • Gość: Venom Re: Do Bolszewikow: Jakie podatki dla Patryka ? IP: 91.199.30.* 19.09.08, 11:00
            Rzeczpospolita karze go za to że się uczył i że teraz wykonuje
            ważną, dobrze płatną pracę. Od kwietnia płaci 30% podatku, od lipca
            40%.
      • bucefal76 Czemu ludzie nie odnoszą sukcesów? 19.09.08, 09:24
        Bo zamiast czynić starania wymyślają wymówki w stylu "trzeba mieć plecy,
        wszystko zależy od szczęścia itp".
        Młody człowieku, zacznij pracować nad sobą i to od dzisiaj!
        I jeszcze jedno, ilekroć coś cię spotyka i zadajesz sobie pytanie DLACZEGO?
        Odpowiedz jest tylko jedna - Z MOJEGO POWODU!
      • Gość: Piter PH w Warszawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 09:25
        Kolega dostał propozycje z warszawskiej firmy na PH. Pojechał w pn.
        na rozmowę wstepną. Ładny pan wytłumaczył mu: 2,5 tys do ręki przez
        3 miesiace, póxniej około 4, 5 tyś. . Po 2 latach zakłada pan firme
        tak jak ja i zarabia pan 20 tys. do ręki. Kumpel zrobił oczy, slinka
        mu poleciała, umówił sie na szkolenie, w czwartek(wczoraj).
        Pojechał, wydzedł po 1h od rozpoczęcia spotkania. Okazało sie ze
        PH to akwizytor sprzedający odkurzacze po 8 tys. za sztukę. Czar
        prysł, szara rzeczywistośc.
      • Gość: Majkelos Życie za minimum i maksimum IP: 62.233.165.* 19.09.08, 09:28
        Co to za dyrektor handlowy, który zarabia 4 tys. na rękę? Coś Pan
        redaktor się chyba pomylił i powinno być "przedstawiciel handlowy" a
        nie "dyrektor handlowy".... A jeśli to prawda to żaden z niego
        dyrektor, pewnie stanowisko jednoosobowe i żeby ładnie wyglądało to
        nazwali je "dyrektor handlowy". Widziałem kiedyś takie ogłoszenie w
        gazetapraca.pl, że firma zatrudni na stanowisko "dyrektora
        handlowego" a opis stanowiska (wymagania + zadania + benefity) jak
        na PH...
      • Gość: oohim Życie za minimum i maksimum IP: *.gprs.plus.pl 19.09.08, 09:29
        Temat nie do rozstrzygnięcia. Ilu ludzi tyle poglądów. Jak ktoś
        zarabia minimum to 2kpln dla niego to marzenie. Ktoś kto ma 5kpln za
        2kpln nie wyobraża sobie życia. Nie zarabiam mało ale nawet mnie
        śmieszy czy nawet irytuje człowiek piszący, że zarabia 5kpln i ledwo
        mu starcza - rozumiem, że można mieć "napięty budżet" ale należy
        zdawać sobie sprawę, że to tylko na własne życzenie.
        Z perspektywy czasu patrząc uważam obecnie, bo kiedyś zdarzało mi
        się myśleć zbyt prostolinijnie, że to zależy od tak wielu czynników,
        że należy zachować pokorę i dobrze się zastanowić zanim się powie,
        że zawdzięcza się WSZYSTKO tylko SOBIE.
        Zaczynałem prace w 2002, było ciut inaczej niż teraz, bezrobocie
        wyższe, mniej ofert, znalazłem po paru miesiacach, praca biurowa,
        pierwsza wypłata to było pół ówczesnej minimalnej.. chyba 350pln :)
        Ale byłem happy bo miałem pracę. Nadal pracuję w tej samej firmie,
        już ponad 6 lat. Jestem koordynatorem, zarabiam 5 kpln i mam
        perspektywy rozwoju - wiele zawdzięczam rodzicom potem dopiero sobie
        (nie są bogaci ale wychowali mnie i wsparli, nie naciskali, nie
        ograniczali, pomogli wystartować - bo za 350pln to nawet kartonu pod
        mostem bym nie postawił). I się udało, i powoli zaczynam myśleć, że
        niebawem to ja będę musiał pomóc im, bo z emerytury w naszym kraju
        to nie wyżyją.
        Sory, że tak się rozpisałem, ale... wczoraj zmarł mój wój, miał 45
        lat, zawał serca (szok)... Ciotka zarabia minimalną krajową, ma
        dwójkę dzieci w wieku szkolnym i mieszka "kątem" u teściowej... Więc
        zanim napiszesz, że WSZYSTKO jest w TWOICH rękach to pomyśl, że
        jutro może Ci te ręce obciąć w wypadku. I 2kpln staną się
        nieosiągalnym marzeniem.
        • bucefal76 Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 09:33
          Panie Kolego, nic na tym świecie nie jest dziełem przypadku.
          Czemu Ciocia nie inwestowała w siebie jak mogła tak by stać się praktycznie
          finansowo niezależna.
          Nie chciało się bo Wuj dobrze sobie radził co?
          A jak sobie dobrze radził to czemu się nie ubezpieczył na życie?
          • Gość: pixi-dixi Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 19:03
            Bucefał, przymknij się debilu.
        • Gość: BMBM Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.aster.pl 19.09.08, 09:50
          Ja nie wierzę w to że o wszystkim związanym z karierą zawodową decydują TYLKO układy i znajomości, chociaż to nadal odgrywa w Polsce rolę decydującą (pozostałość po PRLu i chyba bez wojny atomowej to nigdy nie zniknie). Napewno wiele równiez zależy od szczęścia a temu trzeba pomóc.
          W tej chwili naprawdę nie narzekam na swój status materialny, ale zaraz po studiach w drugiej połowie lat 90-tych mieszkaliśmy z żoną i dzieckiem przez kilka lat na 20m2 w wynajętym mieszkaniu, i byliśmy golcami bez żadnych znajomości w obcym mieście, kilkaset km od rodziny - nie mieliśmy nawet łóżka i spaliśmy na podłodze :-). Później również bywało kiepsko - w czasie krachu na rynku pracy na początku dekady już z trójką dzieci znalazłem się na bezrobociu i z długami...
          W tej chwili nadal mieszkamy w Polsce ale nie pracuję już dla polskich pracodawców (i nie zamierzam do tego wrócić!), i od kilku lat mamy się całkiem dobrze. Nie twierdzę że to uniwersalna recepta na sukces zawodowy która musi się sprawdzić, ale właściwe nastawienie mentalne, wytrwałość i pozbycie się postaw roszczeniowej to warunek konieczny aby się dźwignąć z biedy.
          I jeszcze jedno - atrakcyjni ludzie z niewielkim wykształceniem którzy robią w młodości karierę dynamicznych handlowców (jak jedna z osób opisanych w artykule) to korporacyjne mięso armatnie. Niebawem okazują się za starzy (nie zawsze ma się 20 lat), niewykształceni, mniej dynamiczni i są wygryzani przez młodszych jeszcze bardziej agresywnych. Kończą na bezrobociu. Mowa oczywiście o takich co nie mają "pleców" :-)
      • Gość: ehh nudnie napisane IP: 91.198.15.* 19.09.08, 09:40
        dla mnie to jest tak nudnie opisane, ze nie da sie sluchac. jak wazne w tej
        historii jest, ze panna lubi ogladac seriale, nosi jeansy i ma szaro-niebieski
        oczy. sorry ja ksiazek naogol nie czytam, wiec nie lubie takich bezuzytecznych
        informacji. nie skonczylem artykulu, piszcie na temat. historia pewnie i tak
        zmyslona, ale udajcie, ze prawdziwa!!
      • Gość: piotrek Życie za minimum i maksimum IP: 83.142.186.* 19.09.08, 10:19
        Ja obecnie zarabiam 3500 netto. Jest to moja pierwsza praca, właśnie dostałem
        podwyżkę po 6 miesiącach pracy z 3k na 3,5k. Nie jestem z tego do końca
        zadowolony. Wiem dobrze nad jakimi budżetami pracujemy w firmie a jaki z tego
        procent przypada pracownikom. Szczególnie demotywuje mnie to, że w Warszawie za
        to samo zapłaciliby mi prawie 100% więcej. Swoją pensję porównuję do ceny 1m2
        mieszkania w polsce a nie do średniej GUSu, dlatego w moim mniemaniu zarabiam mało.

        Pozdrawiam pracujących i nie dajmy się wyzyskiwać.
        • Gość: andrzej Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.08, 10:43
          a gdzie pracujesz???
          • Gość: piotrek Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.08, 11:21
            Gość portalu: andrzej napisał(a):

            > a gdzie pracujesz???

            W burdelu.
            • Gość: piotrek Re: Życie za minimum i maksimum IP: 83.142.186.* 19.09.08, 11:24
              spokojnie dzieci neostrady, bo wam TP drukarki nie da :)

              IT branża
      • Gość: gość Piszę doktorat i mam 1000 zł IP: *.nj.pl 19.09.08, 10:21
        Najlepszy w średniej, najlepszy na studiach, obecnie doktorat na
        uznanym uniwersytecie z rosyjskiej filozofii. I mam 1000 zł zarobku.
        Powiedzcie dzieciom, że mają się uczyć. Na pewno im się przyda, będą
        wykształcone i będą miały wysokie zarobki. Oto Polska.
        • Gość: Marcin Re: Piszę doktorat i mam 1000 zł IP: 217.147.104.* 19.09.08, 10:23
          Powiedzcie dzieciom, że mają się uczyć ale tego na co jest popyt. Potem caly
          czas maja sie doksztalcac.
          A doktorat z tej RF ? To nie jest sadownie zasadzona kara ?
          • Gość: . Re: Piszę doktorat i mam 1000 zł IP: 83.168.106.* 19.09.08, 10:30
            Popyt i podaż. Zdajesz sobie sprawę jak płynne są to wskaźniku i jak w ciągu 5
            lat się one zmieniają względem siebie.
            • Gość: Arystoteles Już za moich czasów popyt na filozofię był podobny IP: *.acn.waw.pl 19.09.08, 11:21
              Dlatego mówiłem, że mogą się zająć nią ludzie wolni, na których
              pracują niewolnicy. Chyba pan czytał moje dzieła?
            • Gość: dix Re: Piszę doktorat i mam 1000 zł IP: 205.228.74.* 19.09.08, 12:51
              Gość portalu: . napisał(a):

              > Popyt i podaż. Zdajesz sobie sprawę jak płynne są to wskaźniku i
              jak w ciągu 5
              > lat się one zmieniają względem siebie.

              Statystyka i prognozowanie. Powiedz mi, jak czesto (statystycznie)
              byl w przeszlosci duzy popyt na speców od rosyjskiej filozogii w
              Polsce i jaki byl rozklad ich zarobkow; a nastepnie zrob 5-letnia
              prognoze jaki jest rozklad prawdopodobienstwa, ze doktor po
              filozofii rosyjskiej bedzie pracowal w swoim zawodzie w Polsce i
              zarabial, powiedzmy, 5k pln na reke.
              • Gość: . Re: Piszę doktorat i mam 1000 zł IP: 83.168.106.* 19.09.08, 13:51
                Szczerze mówiąc. To właśnie gdybym teraz miał prognozować to na filologię
                rosyjską już w niedługim czasie, w związku z naszym położeniem geogospodarczym
                może być dość duży popyt. Natomiast ciekawa sprawa może być z tzw. budowlańcami.
                Zaostrzenie kryterium przy kredytach, recesja w tym sektorze i wysyp absolwentów
                bo teraz przecież każdy widzie że budowlaniec zarabia.
            • Gość: bob Re: Piszę doktorat i mam 1000 zł IP: *.devs.futuro.pl 20.09.08, 08:17
              zostan tlumaczem przysieglym
        • and_nowak Piszesz bzdury i mało zarabiasz 19.09.08, 14:37
          Gość portalu: gość napisał(a):
          > Najlepszy w średniej, najlepszy na studiach,
          Za to już zostałeś OCENIONY. Dostałeś czerwony pasek i książkę-nagrodę od
          dyrekcji szkoły.
          Czy mamy ci ciągle płacić za to że kiedyś coś zrobiłeś dobrze?
          Druga sprawa UCZYSZ SIĘ DLA SIEBIE. Żeby twoje umiejętności procentowały. A
          twoje jakoś nie procentują - może je marnujesz?


          > obecnie doktorat na uznanym uniwersytecie z rosyjskiej filozofii.
          Po co ?
          Pytam poważnie: po co to robisz? Jaki masz cel? Widzę następujące możliwości:
          1. Bo lubisz. OK - ja też mam hobby, ale zarabiam na czymś innym.
          2. Z rozpędu. Skończyła się szkoła, hop na uniwerek, skończyły się studia, hop
          na doktoranckie. Obudź się! I weź za jakąś robotę.
          3. Bo to społecznie potrzebne. NIE! Filozofia jest potrzebna, ale 90% tzw.
          filozofów jedynie OPISUJE to co inni stworzyli. Ty robisz to samo. Ktoś się na
          to zgodził, wszyscy za to płacimy, ale nie oczekuj, że będziemy z wypiekami
          czekać na efekty twojej pracy. Zresztą - jeśli to jest wartościowe - to RYNEK to
          określi.
          4. Bo nic innego nie umiesz. Przykro mi - zajmij się czymś praktycznym. Równie
          dobrze mógłbyś poświęcić życie na naukę jakiegoś wymarłego języka - tylko nie
          oczekuj kokosów.
          • Gość: rep Re: Piszesz bzdury i mało zarabiasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 22:12
            powiedzial trep siedzacy na kasie, jezdzacy wozkiem widlowym albo tym podobny praktyk, dzieki ze sa tacy ktorzy nam d... podcieraja
      • comrade Ale jaki jest sens takiego artykułu? 19.09.08, 10:22
        Ale jaki jest sens takiego artykułu? W bogatszych krajach to jest niby inaczej?
        W UK też sprzątaczka czy sprzedawca zarabia ok 1000 funtów na rękę a dobry
        architekt czy informatyk kilka razy tyle. I moze owszem, łatwiej się tam wyżyje
        za 1000 funtów niż w PL za 1000 PLN ale co z tego? W miliardowych Indiach
        polskie 1000 PLN to jest pensja-gigant. I co?

        Takie artykuły moim zdaniem że nie mają żadnego sensu bo pokazują sytuację po
        pierwsze w danym PUNKCIE w czasie (na teraz), po drugie - bez porównania z
        innymi krajami a wiec bez jakiegokowliek punktu odniesienia. Pani Jadzia w
        chwili t zarabia X, pan Stefan zarabia X*4, a pan Zenon X*10. Ale przecież w tym
        samym punkcie t jest tak samo wszędzie w kazdym kraju na swiecie. Wszedzie
        znajdziemy takich bohaterów.

        To co jest interesujące to nie sytuacja w danym punkcie w czasie ale TREND oraz
        analiza porownawcza z innymi krajami czy nawet regionami wewnatrz Polski.
        Interesujące byłoby np przeczytac artykuł w którym byłyby ingormacje:
        a) Jak zmieniała się rozpiętość dochodów (np Gini index) w ciągu ostatnich 15 lat?
        b) Jak zmieniała się pensja minimalna / pensja średnia w tym okresie?
        c) Ile wynosi obecnie i jak zmieniała się MEDIANA wynagrodzenia?
        d) Jak zmieniała sie RELACJA pensji minimalnej/sredniej/mediany w Polsce do
        analogicznych wartości w UK, Niemczech, w Warszawie?

        Taki artykuł to by było coś! Twarde suche fakty, widac byłoby od razu jak na
        dłoni czy sytuacja materialna Polaków w ciagu ostatnich 15 lat (czy ilu tam sie
        weźmie) uległa poprawie czy pogorszeniu, czy doganiamy kraje zachodnie czy wrecz
        przeciwnie, cofamy się (a moze np stolica dogania a reszta kraju sie cofa?). To
        są wartościowe informacje. Dodatkowo z trendów można też wysnuwać prognozy i
        przyblizenia : np jak będzie za 5, za 10 lat?

        To by miało wartośc. Dlacezgo nikt własnie takich sensownych artykułów nie pisze
        tylko analizuje stan obecny i to w dodatku na niereprezentatywnej próbie - z
        którego aboslutnie ŻADNA sensowna informacja nie wynika? To tak jakby ktoś
        napisał artykuł o zyciu i zarobkach fikcyjnych bohaterów telenoweli - taka sama
        wartość logiczna dla mnie jako czytelnika. Co mnie obchodzi pani Jadzia, pan
        Stefan i pan Zenon i ich sytuacja w punkcie czasowym X? To sa truizmy i taki
        artykuł kazdy potrafi napiasć.
        • Gość: . Re: Ale jaki jest sens takiego artykułu? IP: 83.168.106.* 19.09.08, 10:32
          Przyznam że takie porównanie było by rewelacyjne. Ale wątpię czy jakiś
          redaktorek zechce się czegoś takiego się podjąć. To by wymagało trochę pracy,
          zebrania danych itp. itd. a przecież łatwiej jest napisać artykuł w stylu tego.
          • Gość: . Re: Ale jaki jest sens takiego artykułu? IP: 83.168.106.* 19.09.08, 10:33
            No dobrze by było jak by dane w porównaniu były rzeczywiste.
          • Gość: mallina Re: Ale jaki jest sens takiego artykułu? IP: 81.210.48.* 19.09.08, 11:53
            najlepszy jest ten wstep, ze nie sztuka jest wydac miesiecznie 5
            tysiecy, sztuka jest wykarmic rodzine za tysiac. naprawde, jakiez to
            odkrywcze! nigdy bym na to nie wpadla!
            na miejscu autorki byloby mi zwyczajnie wstyd puscic taki banał.
            ale gazeta koszmarnie obniza loty i ten reportaz jest na to dowodem:
            (
        • embriao Re: Ale jaki jest sens takiego artykułu? 19.09.08, 11:03
          Bo by nie było tylu komentarzy, liczby nie chwytają za emocje.
          • comrade Re: Ale jaki jest sens takiego artykułu? 19.09.08, 12:15
            > Bo by nie było tylu komentarzy, liczby nie chwytają za emocje.

            To sie zgadza, z liczbami trudniej dyskutować, ale to tylko dowód że mechanizm
            działania mediów jest strasznie prymitywny. Co człowiekowi inteligentnemu po
            czytaniu komentarzy pełnych emocji jeśli tak naprawdę opisywane zjawisko nie
            zostało przedstawione rzetelnie?
        • Gość: k80 Re: Ale jaki jest sens takiego artykułu? IP: 89.171.60.* 19.09.08, 12:04
          A mi się ten artykuł podobał i widzę w nim duży sens. Mianowicie taki, że
          pokazuje normalnych ludzi zarabiających różne pieniądze, nie biznesmenów czy
          prezesów, ale ludzi, którzy sami sobie radzą lepiej lub gorzej w otaczającej
          rzeczywistości. Mamy rodzinę robotniczą, mamy człowieka, który studiów nie
          ukończył ale za to jest zaradny, no i mamy wykształconego architekta i to
          napewno dobrego. Każdy z nich zarabia według swoich zasług i możliwości i jasno
          widać że zarobki te nie są wynikiem układów, przestępstw czy cwaniactwa jak
          uważa większość naszego społeczeństwa niestety.

          K80
          • comrade Re: Ale jaki jest sens takiego artykułu? 19.09.08, 12:21
            > A mi się ten artykuł podobał i widzę w nim duży sens. Mianowicie taki, że
            > pokazuje normalnych ludzi zarabiających różne pieniądze, nie biznesmenów czy
            > prezesów, ale ludzi, którzy sami sobie radzą lepiej lub gorzej w otaczającej
            > rzeczywistości. Mamy rodzinę robotniczą, mamy człowieka, który studiów nie
            > ukończył ale za to jest zaradny, no i mamy wykształconego architekta i to
            > napewno dobrego. Każdy z nich zarabia według swoich zasług i możliwości i jasno
            > widać że zarobki te nie są wynikiem układów, przestępstw czy cwaniactwa jak
            > uważa większość naszego społeczeństwa niestety.

            Ależ zgoda, tylko - tak jak pisałem - ten artykuł to juz nie jest
            dziennikarstwo. Jak ogladasz telenowelę w TV to też masz całe spektrum
            bohaterów: a to robotnika, a to wykształconego, to biednego to bogatego, tez
            maja realne problemy, radzą sobie lepiej czy gorzej. Teleonowela (czy film
            fabularny) pokaże ci to nawet znaczenie fajniej i lepiej. Jeśli dziennikarze
            zaczynają pisać artykuły ktore niczym sie nie różną od oper mydlanych to to jest
            totalna porażka. Nie tego oczekuję od dziennikarza zeby mi serwował papkę, bo od
            tego - jesli zechce - to mam tysiące seriali tasiemcowych :) W mediach chcę
            gołych faktów, suchych inforamcji, rzetelnych analiz - to powinna być esencja
            dziennikarstwa. Jest forma reportażu no ale ten artykuł to o w zasadzie tez
            nawet pod reportaż nie podpada - ni to pies ni wydra, coś na kształt świdra :D
        • kasia_kasia13 Re: Ale jaki jest sens takiego artykułu? 19.09.08, 14:03
          Ale jaki jest sens takiego artykułu? W bogatszych krajach to jest niby inaczej?
          W UK też sprzątaczka czy sprzedawca zarabia ok 1000 funtów na rękę a dobry
          architekt czy informatyk kilka razy tyle.

          A gdzie mieszkasz? Podejrzewam, ze Polsce, bo nie masz pojecia o czym piszesz. Na zachodzie Europy tak, jest inaczej. Oczywiscie architet czy informatyk zarabia wiecej niz sprzataczka, ale roznica nie jest az tak kolosalna jak w Polsce. Na zachodzie sa naprawde duzo mniejsze roznice mieszy zarobkami niz w Polsce. I dlatego o ile osobom zarabiajacym malo/srednio w Polsce oplaca sie wyjechac, o tyle osobom dobrze zarabiajacym absolutnie nie. Jakos polska kadra menadzerska wcale sie do wyjazdow nie pali ;)
          • comrade Re: Ale jaki jest sens takiego artykułu? 19.09.08, 18:11
            > A gdzie mieszkasz? Podejrzewam, ze Polsce, bo nie masz pojecia o czym piszesz.
            > Na zachodzie Europy tak, jest inaczej. Oczywiscie architet czy informatyk zarab
            > ia wiecej niz sprzataczka, ale roznica nie jest az tak kolosalna jak w Polsce.

            Ale do tego potrzeba by własnie jakichś danych statystycznych - bo inacezj to
            tylko rozmowa na zasadzie "wydaje mi sie". Dlatego napisałem że jakby ktoś
            opublikował takie dane w przystępnej formie to wtedy dopiero by wyszedł ciekawy
            artykuł.
        • nikodem_73 Re: Ale jaki jest sens takiego artykułu? 19.09.08, 15:44
          Bo celem tego artykułu nie jest informowanie, ale przekazywanie EMOCJI. Jak to
          jeden jest samolubny i wredny i zarabia TAKIE pieniądze, a drugi ledwo wiąże
          koniec z końcem i jest biedny i w ogóle.

          Bo jakoś nie wierzę, że ktoś pomyśli "No i co? Gość nie ma ani dzieci, ani nic.
          Do grobu weźmie tę kasę?"

          Jakoś jestem przekonany, że zamiast tego podniosą się głosy, że gościa należy
          opodatkować, a pieniądze przekazać potrzebującym. Aby było "sprawiedliwie".
          Hmmm... to może w ramach tak samo pojmowanej "sprawiedliwości" rodzinom
          wielodzietnym odbierać dzieci i dawać samotnym?
      • Gość: test Re: Życie za minimum i maksimum IP: 87.205.147.* 19.09.08, 10:44
        Co za bardziew!
      • Gość: młoda Życie za minimum i maksimum IP: *.centertel.pl 19.09.08, 10:56
        Ja też żyłam za minimum, ale nie czekałam na chwilę, która nie
        nadejdzie, tylko sama szukałam możliwości. To co znalazłam i teraz
        robie przeszło moje oczekiwania. Stać nas na wszystko i wkrótce nie
        będziemy musieli pracowac dla pieniędzy
        Proponuje wszystkim przeczytać:
        Książka która zmieniła moje życie
        tinyurl.com/6xkwnw
        i jeszcze jedna, od której wszystko się zaczeło:
        tinyurl.com/5mnexh
        Polecam wszystkim
        • fiolka691 Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 14:37
          No cóż, zrobiłam tak jak ty, tylko bez żadnych poradników. Teraz
          będę po raz kolejny zmieniać pracę i po raz kolejny na lepszą i
          lepiej płatną. Wiem że mi się uda.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka