allerune 12.11.08, 12:04 Polecam mój artykuł na temat wyboru ścieżki kariery. Sposób nieco banalny, ale niektórym może ułatwić życie: www.zarzadzanieczasem.com/index.php/2008/11/01/planowanie-sciezki-kariery/ Pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: katya Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: 195.7.32.* 12.11.08, 12:24 powiem tak - polskie szkoly niczego nie ucza poczawszy od podstawowki gdzie program jest tak przeladowany ze dziecko nie ma nawet czasu sie zastanowic co go interesuje, o czym chcialby wiecej wiedziec po drugie nie uczy sie rzeczy naprawde potrzebny i jest zdecydowanie za duzo kucia na blache bez glebszego zrozumienia tematu switnym przykladem sa idiotyczne wymagania stawiane 2klasistom przed komunia - kaza im sie uczyc dyrdymolow zamiast ukazac prawdo i piekna nauk Jezusa ... swietny sposob by liczba katolikow w PL spadla - o jak sie ciesze :) po trzecie za malo jest zajec praktycznych na studiach i totalnie brak warsztatow na temat planowania rozwoju osobistego i kariery, brak treningow motywacyjnych i uczacych przygotowania do rozmowy kwalifikacyjnej - poczawszy od pisania CV na mowie ciala konczac ... polskie wyksztalcenie to totalna beznadzieja ... Odpowiedz Link Zgłoś
allerune Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły 12.11.08, 12:31 > po drugie nie uczy sie rzeczy naprawde potrzebny i jest zdecydowanie > za duzo kucia na blache bez glebszego zrozumienia tematu to już się zmienia, widzę to porównując to czego ja się uczyłem a co teraz jest w szkołach, duża zmiana na lepsze > switnym przykladem sa idiotyczne wymagania stawiane 2klasistom przed > komunia a co ma piernik do wiatraka? Katolicy się tego uczą bo chcą, czyż nie? > po trzecie za malo jest zajec praktycznych na studiach i totalnie > brak warsztatow na temat planowania rozwoju osobistego i kariery, Z tym się zgodzę, pewnych rzeczy w pracy trzeba się uczyć od nowa i są dużym zaskoczeniem. Wystarczyłoby parę godzin zajęć na studiach aby zmniejszyć problemy i stres z tym związane. Odpowiedz Link Zgłoś
krycha_z_gazowni Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły 12.11.08, 19:08 Ludzie kochani, nie udawajcie zdziwionych! Każdy, kto próbował szukać pierwszej "normalnej" pracy dobrze wie o co chodzi a i tak nikt nie robi z tym nic! Stara zasada - ZZZ ciągle aktualna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doktor Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.aster.pl 12.11.08, 16:41 to chyba nie te czasy że każdy ma liczyć na tych z góry żeby coś osiągnąć... kto szuka wiedzy ten ją znajdzie. a znajdzie ją ten kto naprawdę jej szuka a nie płynie z prądem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ksw Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.pronets.pl 12.04.10, 16:49 Poczynając od podstawówki kończąc na studiach politechnicznych. Polskie nauczanie to dno. Taki raczej "sport" kto więcej wykuje lub ściągnie. Co mi po tym, że umiem całki wiem jak działa reaktor atomowy jak nie nauczyli mnie porządnie czytać rysunku technicznego (budowlanka) oraz zastosowania tego w praktyce???? zaraz ktoś powie " sam się naucz" a dla czego na studiach budownictwo mam uczyć się sam rysunku technicznego, albo zamiast więcej zajęć z Cada uczą mnie pisania programików be sensu?? Widza ma służyć pracy zawodowej a nie megalomani niedoszłego intelektualisty. Ja tylko chcę być inż a jak komuś mało to niech idzie na Doktoranckie i uczy się "filozofii" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: flame Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.chello.pl 12.11.08, 12:44 A Boni swoim "Programem 50+" dla pokolenia TW dorżnie kolejną falę młodych ludzi, o których Wyborcza znowu będzie mogła z satysfakcją pisać "generacja nic" czy "1200 brutto". Bo przy recesji, wysokich obciążeniach zusowsko-podatkowych przedsiębiorcom znowu będzie się opłacać zatrudnianie dotowanych z budżetu dziadków. Ale tym razem światowy kryzys spowoduje, że młodzi nie będą mieli gdzie emigrować z tego postawionego na głowie kraju jakim jest III RP/PRL bis. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: edek Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: 195.188.191.* 12.11.08, 13:29 na szczescie jestem jednym z tych ktorzy sobie w polsce nie poradzili , zero pracy w kraju, nie dalo sie co dziwne za granica poradzilem sobie swietnie , praca w dobrej firmie, zgodna ze skonczonym kierunkiem studiow, sporo mozliwosci rozwoju Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Macho Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: 82.177.197.* 12.11.08, 14:34 Jak widzisz na swoim przykładzie nie ma sensu dyskutować o przygotowaniu do _polskiego_ rynku pracy, gdyż jest on patologiczny. To nie jest problem jakości absolwentów, ale ogólnej bryndzy gospodarczej przy której tylko nieliczni i niekoniecznie najlepsi mają szanse na prace. Jeśli firmy są w tak krytycznej sytuacji, że nie mogą pozwolić sobie na przyuczanie pracowników, a koncentrują się na rekrutacji "złodziejskiej" polegającej na wykradaniu wykwalifikowanych pracowników innym firmom, to nie ma najmniejszego sensu rozmawiać o przygotowaniu do pracy, gdyż takich ludzi firmy z założenia nie potrzebują. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iff... Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: 82.160.124.* 12.11.08, 22:09 Synku/córko jeszcze duuużo pracy przed tobą, żeby dorównać mi, pani w średnim wieku, choćby w... obsłudze komputera. O innych kompetencjach nie wspomnę. Wybacz słonko ale ten pęd do zatrudniania młodych, przebojowych skończył się tym, że w 90% firm i instytucji obsługują mnie idioci/idiotki z wykutą na pamięć procedurą, której nie rozumieją... Walczę z tym ostro i nie bez sukcesów :))) Ja rozumiem, ze gdzieś musicie to doświadczenia zdobyć, nauczyć się czegoś konkretnego, ale nie pozwalam, żebyście uczyli się moim kosztem. Za waszą naukę niech płacą rodzice a nie klienci. Tak więc rusz tym pustym łebkiem i zastanów się ile tak na prawdę ważnych i poważnych spraw w swoim życiu załatwiłaś/załatwiłeś i poznaj ogrom własnej niewiedzy życiowej i zawodowej. I nie martw się, za 30 lat będziesz w końcu mógł o sobie powiedzieć, że masz prawdziwe kwalifikacje :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Franek Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.srv.volvo.com 12.11.08, 13:39 1. Nie uczą posługiwania się językiem, tak aby np. dokumentacja, korespondencja itp. napisane były zwięźle i zrozumiale. Przykład: kandydat chwali się, że zna biegle 2 języki obce. Okazuje się, że jego umiejętności ograniczają się do jedynie do konwersacji o d... Marynie. Przy próbie pisania maila do partnera nie jest wstanie sklecić poprawnie gramatycznego zdania nawet po polsku. 2. Nie znają obsługi komputera. Dosłownie! Pakiety office'a (wszystko jedno MS czy OpenOffice) służą im tylko i wyłącznie do pisania. Prosta formuła w Calcu czy Excellu jest dla nich nie do opanowania, o wyszukiwaniu przez VLOOKapa czy tabelach przestawnych lepiej nie wspominać. Access? Tylko jako pozycja w CV, aby było więcej, bo nikt tego nie potrafi nawet otworzyć. Inne programy? Nie wiem po jaką chorobę wszyscy deklarują znajomość Photoshopa w CV. Czy nie widzą do jakiej firmy aplikują? Nie, bo nie czytają ze zrozumieniem, patrz pkt następny. Zresztą, ta znajomość jest tak samo iluzoryczna jak Excella. 3. Całkowity brak samodzielności w wyszukiwaniu informacji. Jeśli potrzebna informacja nie wyskoczy jako pierwsza-druga-trzecia w google, to dla nich już nie istnieje. Biblioteka, taka z książkami i czasopismami, nawet ta nasza wewnętrzna zakładowa, to dla nich czarna dziura, w którą lepiej nie wchodzić. Nawet jeśli już dostaną artukuł do przeczytania, to i tak w większości nie rozumieją tekstu pisanego. 4. Prywatnie rzuca na kolana brak znajomości rynku usług finansowych. To nie mój problem, ale np. często wyrabiają sobie karty kredytowe, które służą do wypłacania gotówki w bankomacie. Słyszałem, jak świeży nasz praktykant próbował reklamowac telefonicznie naliczone odsetki za tę operację! Czuję się jak stary zgreg, kiedy to czytam, a mam dopiero 35 lat. Ktoś coś dołoży? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: młody Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.08, 14:09 <a mam dopiero 35 lat. Dziadek! Nie wygłupiaj się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kuban Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.08, 21:10 taaa excel sie pszepana pisze, a nie excell. pewnie panie kolego panski wlasny post tyczy sie tez pana. ten blad swiadzczy wlasnie o tym czego pan nie potrafi - 1. poslugiwac sie jezykiem [to nie byla literowka] 2. obsluga komputera - nawe pan nie wie jak sie program nazywa. 3. brak samodzilnosci w wyszukiwaniu info- jak si nie bylo pewnym trzeba bylo przejsc sie do biblioteki. 4. prywatnie pewnie jedyne konto jakie pan masz to w pko z dostepem przez "okienko". dziekuje Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Korektor Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.acn.waw.pl 12.11.08, 22:20 Jeśli już wspominasz o języku to przypomnę, że początek zdania piszemy dużą literą. Natomiast literówki świadczą tylko i wyłącznie o niechlujstwie piszącego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Franek Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.srv.volvo.com 13.11.08, 09:35 No właśnie. Ten post reprezentuje mniej więcej poziom średni wsród kandytadow do pracy. Brak gramatyki, składni, sensu nie przeszkadza piszącemu. Za to puszyć się i chwalić potrafi jakby zjadł wszystkie rozumy. Dodam jeszcze, że literówek w jednym tylko zdaniu więcej niż dziur w serze. Posadź potem kogoś takiego przed komputerem i martw się, żeby poprawnie napisał maila do zleceniodawcy. Ech... Odpowiedz Link Zgłoś
wypasiona_foczka Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły 13.11.08, 11:41 Franek, zgadzam się z Tobą całkowicie. Od siebie dodam, że poszukujący POWAŻNEJ pracy absolwenci kompletnie nie potrafią zachowac się też w sytuacjach "okołorekrutacyjnych". Począwszy od faktu, że nie potrafią napisac krótkiego CV nawet w WORDzie. Już treści i błędów się nie czepiam choc te umiejętności językowe, notorycznie deklarowane jako bardzo dobre wołają o pomstę do nieba. Absolwent nie potrafi edytowac CV mimo, że w "umiejętnościach" tego WORDa wymienia. Nie potrafi zrobic marginesów, akapitów, wyrównac tekstu itp... W CV wymieniane są głupawe i nieprzydatne W KONKRETNEJ PRACY umiejętności typu "umiejętnośc izolowania DNA bakterii takiej a takiej" w sytuacji gdy kandydat po biologii ubiega się o niezwiązane z zawodem zajęcie biurowe. Generalnie w kategorii "umiejętności" wymieniane jest WSZYTKO co kandydatowi do głowy przyjdzie niezależnie czy pasuje do profilu zawodowego czy nie. Kolejnym problemem jest nieumiejętnośc zachowania się gdy pracodawca dzwoni by na rozmowę zaprosic. Często człowiek nawet nie pamięta, że CV do danej firmy wysyłał i pal sześc! jak wysyła setki może nie pamiętac byle umiał ukryc tą niewiedzę i w pierwszym kontakcie nie okazał sie szczerze zdziwiony, że ktoś do niego dzwoni ("Wysyłałem?, Tak? A może mi Pani powiedziec kiedy konkretnie?"). Brak słów. Absolwent szukajacy POWAŻNEJ pracy nie potrafi zachowac się w sytuacji, gdy w drodze na rekrutację zdarzy się coś nieprzewidzianego: spóźnienie, niemożnośc znalezienia adresu pracodawcy, wypadek losowy itp. O telefonie z uprzedzeniem o spóźnieniu lub problemach można tylko pomarzyc... Jak już absolwent dotrze na miejsce najczęściej okazuje się, że nie wpadł na pomysł by ubrac się jakoś adekwatnie do sytuacji. Rzadko zdarza się człowiek ubrany na rozmowę NORMALNIE. Najczęściej albo totalnie niechlujnie albo odstawiony jak na cygańskie wesele (dotyczy głównie kobiet, cyc na wierzch + złote bransolety!!!!). W czasie rozmowy absolwent albo cwaniakuje albo zapomina języka w gębie. Obydwa zachowania to najczęściej objaw potwornego zdenerwowania na które człowiek ten nie był przygotowany. Problem zaczyna się gdy pada pytanie o zarobki. Absolwent podaje wtedy albo kwotę z kosmosu, na tzw. głupa ("A nuż dadzą?") albo najniższą mozliwą bo z góry zakłada, że i tak wezmą tego co powie najmniej (sad but true, niestety najczęściej tak jest...) Po rozmowie kandydat wydzwiania codziennie z zapytaniem czy już wiadomo kogo zatrudnią. Mój rekordzista wysyłał SMSy o 02.00 (słownie: drugiej!!!) w nocy do rekrutera z zapytaniem czy się dostał - i tak przez kilka dni, nie reagował na informację, że rozmowy będą jeszcze przez parę dni. Kompletny brak zwykłej kultury. Tak, polskie szkoły nie uczą jak zachowac się na rynku pracy, jak o pracy rozmawiac i jak zachowac się na spotkaniu z pracodawcą. To nie jest wina absolwentów, że nie wiedzą pewnych rzeczy choc w dobie internetu, mnogości portali poświęconych zatrudnieniu, poczytanie o poważniejszych błędach pozwoliłoby ich w prosty sposób uniknąc. Faktem jest też, że polski rynek pracy nie jest normalny, pracę wciąz traktuje się jak cudo dla nielicznych. Zdobywa się ją znajomościami, zapobiegliwością i kombinowaniem w dobrym tego słowa znaczeniu. Absolwenci, nad którymi pastwimy się w tym wątku to najgorszy sort "pracowników", najczęsciej niezaradni, kluchowaci, nieelastyczni. Zostają tacy na placu boju gdy wszyscy bardziej kumaci robotę sobie znaleźli. Tak około drugiego semestru piątego roku studiów przytomnieją gwałtownie i dociera do nich, że w sumie to trza będzie wkrótce jakiejś pracy poszukac, wcześniej nie robią NIC w tym kierunku. --- "Trzeba żyć tu by wiedzieć, co dosłownie jest co noc Gdy samochody płoną, latarnie gasną, Los przypadkowych pieszych łapie za gardło. Ten świat jest pułapką, tu nawet z nieba wrócę Ten świat to Bałuty, stąd nie da się uciec..." Odpowiedz Link Zgłoś
tlenek_wegla Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły 12.11.08, 14:07 Pytanie brzmi - absolwenci czego? Odpowiedz Link Zgłoś
zigzaur Krótki kurs poszukiwania pracy dla absolwentek: 12.11.08, 14:14 Lekcja nr 1: Jak przyszłemu pracodawcy zademonstrować życiorys Lekcja nr 2: Jak przyszłemu pracodawcy zademonstrować kosztorys Lekcja nr 3: Jak przyszłemu pracodawcy zademonstrować klitorys Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: enedue Re: Krótki kurs poszukiwania pracy dla absolwente IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.08, 08:48 zigzaur- co do lekcji nr 3, masz coś z glową! Odpowiedz Link Zgłoś
damianbsc Czego (nie) uczą polskie szkoły 12.11.08, 14:36 Absolwenci wszystkiego. Studi anie sa dopasowane do wymogow rynku pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Macho Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: 82.177.197.* 12.11.08, 14:39 W dobie nadciągającej recesji nikt absolwenta nie zatrudni. Z założenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aaxx Maksymalne mam tylko wykształcenie. IP: 149.254.200.* 12.11.08, 14:39 Jestem emerytką po ciężkich dziennych studiach renomowanej uczelni, kierunek ścisły. Moja emerytura dziś 1300zł. Czy opłaca się uczyć aby więcej zarabiać? Chyba nie, dziś lepiej ma kominiarz niż mgr. Odpowiedz Link Zgłoś
zigzaur Re: Maksymalne mam tylko wykształcenie. 12.11.08, 15:17 A czy za komuny było inaczej? Kierowca karetki zarabiał więcej od lekarza. Tokarz czy spawacz więcej od inżyniera. Milicjant więcej od nauczyciela. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 3 Re: Maksymalne mam tylko wykształcenie. IP: *.nycmny.east.verizon.net 12.11.08, 15:36 zmartwie cie, tak jest wszedzie na swiecie. spawacz z wszelkimi certyfikatami i licencjami potrafi zarobic 100 tysiecy dolarow podczas gdy nauczyciel zarabia 30 tysiecy. nie wszyscy moga badz tez chca byc spawaczami ale wtedy nie powinni miec pretensji do bog wie kogo o swoj niesprawiedliwy los. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: murarz dokladnie IP: *.resetnet.pl 12.11.08, 19:00 wyzsze wyksztalcenie zapewnia zwykle prace w cieplym, za biurkiem zawody robotnicze zwykle bardzo wyniszczaja zdrowie (rzadko ktory robotnik fizyczny dozywa emerytury) wiec sa tez i lepiej platne bo chetnych do tego nie ma Odpowiedz Link Zgłoś
zigzaur niedokładnie 12.11.08, 22:59 Wyższe wykształcenie daje SZANSE, które nie każdy potrafi wykorzystać. Zaś wielu robotników traci życie i zdrowie z powodu nieprzestrzegania przepisów BHP. Odpowiedz Link Zgłoś
zigzaur Re: Maksymalne mam tylko wykształcenie. 12.11.08, 22:58 Wymieniłeś spawacza z licznymi uprawnieniami czyli coś w rodzaju "arystokracji robotniczej". Jako przeciwwagę mogę wymienić nauczyciela, który jest autorem dobrze sprzedających się podręczników i trzepiącego z nich tantiemy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zax Re: Maksymalne mam tylko wykształcenie. IP: 91.106.23.* 12.11.08, 20:01 No dobra i skad to zdziwienie? Pracuja to i zarabiaja. Opierniczaja sie to i nie maja. Proste. Skad ten kult edukacji papierkowej? Dobry spawacz,tokarz tez musi miec swoje w glowie, sporo sie nauczyć i wbrew pozorom niewielu ich jest. A ze pracuje manualnie w terenie zamiast w biurze to ma byc gorszy? Litosci Odpowiedz Link Zgłoś
zigzaur Re: Maksymalne mam tylko wykształcenie. 12.11.08, 23:01 Współczesny operator obrabiarek musi mieć więcej wiedzy informatycznej niż współczesna księgowa, zwłaszcza pracująca w dużej firmie i odpowiadająca np. tylko za płace. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jep Re: Maksymalne mam tylko wykształcenie. IP: *.icpnet.pl 13.11.08, 08:57 za płace w dużej firmie odpowiada kadrowa a nie ksiegowa ale czego wymagac od infomratyzowanego tokarza z modemem w dupie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: znowu glupoty ciagle zmieniac portal internetowy - IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.11.08, 16:31 wp zmienilem bo pisalo glupoty - teraz wy ''Tym z kolei (47 proc.) w ogóle nie przydają się umiejętności zdobyte podczas takiego kształcenia'' - mowa o osobach z zawodowek i technikow kumple po zawodowce i technikum - 3 tys na reke po 3 latach nauki ... maja wiedze ... mniej wie koles po studiach budowlnaych - niz typ po zawodowce ;p nie oszukujmy sie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Re: ciagle zmieniac portal internetowy - IP: *.acx.pl 12.11.08, 16:45 Glupoty opowiadasz. To,ze ludzie po technikach zarabiaja wiecej swiadczy tylko i wylacznie,ze nie ma popytu na inzynierow budownictwa tak jak to szeroko opisuja media. Jest popyt na roboli,wyrobnikow a ich wiedza to raczej opanowanie umiejetnosci manualnych - szpachlowanie,murowanie itp.Od tego Ci ludzie sa i takich potrzeba. Podobnie jest w innych branzach. Wsrod informatykow wymysla sie stanowiska typu inzynier wdrozeniowiec gdy tymczasem na zachodzie czynnosci ktore wykonuje ow wdrozeniowiec robi koles bez studiow po przeszkoleniu,a ze w PL brakuje technikow w tej branzy to sie absolwentom stwarza takie pokraczne nazwy stanowisk,ktore w minimalnym stopniu maja cokolwiek wspolnego z inzynieria. Pewnie dziely HR wyszly z zalozenia,ze latwiej znalezc leszcza kiedy napisze mu sie inzynier wdrozeniowec a nie monter - jakby to wygladalo? Podobnych przykladow moge wymienic wiecej w innych branzach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bobrek Re: ciagle zmieniac portal internetowy - IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.08, 20:57 Jest tak jak piszesz. W Polsce jest ogromna nadprodukcja ludzi z wyzszym wyksztalceniem. I nie tylko roznej masci humanistow, ale tez inzynierow. Pracy dla inzynierow w Polsce praktycznie nie ma. Jest mnostwo pracy dla technikow. Pensja technika to pensja robotnika wykwalifikowanego. Pensja inzyniera (pracujacego w zawodzie) w zdrowych warunkach powinna byc kilkukrotnie wyzsza. Bo w zdrowych warunkach, w gospodarce gdzie tworzy sie mysl techniczna, pracy dla inzynierow jest wiecej, a samych inzynierow malo. Ale tutaj inzynierowie pracuja jako technicy, technikow praktycznie sie juz nie ksztalci, a nieliczni inzynierowie wykonujacy swoj zawod sa kiepsko oplacani, bo jest ich za duzo po prostu... Ta patologia wynika z faktu, ze uczelnie ksztalca (na ogol calkiem niezle) z "moca przerobowa" dostosowana do goapodarki rozwinietej, a przemysl mamy typowo kolonialny - z marginalnym udzialem prac badawczo-rozwojowych. Stad w spolecznej opinii idiotyczne przekonania, ze "gosc po zawodowce wiecej umie niz mgr inz.". Gosc po zawodowce umie na ogol kilka wyuczonych czynnosci, ktorych opanowania zajmuje od kilku dni do kilku miesiecy praktyki. "Prosty lud" zachwyca sie glazunikiem rowno kladacym plytki, ale nie zachwyca sie inzynierem projektujacym procesory, bo praca tegoz jest dla ludu kompletnie niezrozumiala. Gdyby w Polsce projektowalo sie procesory i ten inzynier zarabialby 5 srednich krajowych, mialby spoleczne powazanie. A skoro teraz inzynier zarabia dwa razy mniej od goscia prowadzacego sklepik osiedlowy, to spolecznego powazania nie moze miec... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Niby racja ale... IP: 212.32.124.* 12.11.08, 21:53 Bardzo ciekawa opinia. Nietrudna sie z nia niezgodzic. Ja tylko moge potwierdzic sugestie felietonu iz ksztalcenie w Polsce kuleje. Sam skonczylem studia 3 lata temu (automatyka) i z reka na sercu moge powiedziec ze 5 lat spedzonych na poliechnice szczecinskiej bylo w 80% strata czasu. Obecnie pracuje jako inz utrzymania ruchu w UK i dzieki temu iz moja firma przyjmuje studentow odbywajacych staz mam jako takie rozeznanie na temat jak wyglada ksztalcenie inzyniera w UK. Przede wszyskim po 1 roku juz sie zaczyna praktyki w firmach (1 dzien tygodniowo) po 2,5 roku 4 dni spedza sie w pracy, 1 w szkole. Majac stycznosc z rzeczywistym procesem produkcyjnym o wiele latwiej i prosciej jest zrozumiec teoretyczna wiedze wkladana do glowy na polskich uczelniach przez 5 lat. Po studiach uczen z UK jest w stanie rozwiazywac macieze i rownania rozniczkowe ale takze wie jak wymienic lozysko w pompie, nauczyc robota nowej sciezki ciecia, zrobic backup PLC, poslugiwac sie narzedziami typu 5 Whys czy pospawac MIG bo na tym tez polega zawod inzyniera. Ja im zazdroszzce bo w wieku 23 lat maja na tacy podane wszystko co ja musialem zdobywac do 28 roku. Reasumujac: polskie szkolnictwo jest zacofane i niefektywne i to nie tylko te humanistyczne ale wlasnie inzynieryjne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jep Re: ciagle zmieniac portal internetowy - IP: *.icpnet.pl 13.11.08, 09:15 Po zawodówce wie się mało albo wcale, człowiek uczy się dopiero w pracy, w pracy uczy sie też że nie każdy klient albo pracodawca płaci uczciwie, że się kradnie lub jest się okradanym czasem nawet przez "kolegów" z ekipy, że praca w każdych warunkach atmosferycznych, dodajmy w warunkach niebezpiecznych dla zdrowia i życia po pracy w górnictwie, no i za pracą w budowlance się jedzie często po całym kraju. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AdrianKot Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.08, 16:39 Słowa wykładowczyni z Politechniki: "Jeszcze nikt nikogo niczego nie nauczył, uczyć się trzeba samemu." ;) Niestety jak człowiek głupi to potrzebuje trochę więcej czasu żeby zajażyć text. Słowa wykładowcy z innej ;) Uczelni Techniczej: "Wiedza + Umiejętności + Doświadczenie = Mądrość – wasz cel" ;) Jestem na piątym roku i się zgadzam z obiema wypowiedziami. Edukacja jest obecnie podzielona na dwa etapy: - opie...nie się w szkołach niewyższych (niezawodowych)-> cel: uspołecznienie, wiedza podstawowa, czas poświęcony – chyba jakieś 12 lat; - studia -> cel: nabycie zawodu, czas poświęcony – 3,5-6 lat. Czy nie widzać tu pewnych dysproporcji. Wtedy kiedy umysł jest najbardziaj chłonny uczycie się pamiąć jakichś wierszyków. /* Kolejny absurd – w biblitekach publicznych są głównie księżki rozrywkowe. Przydatnej wiedzy raczej tam nie ma. Za taką trzeba płacić w księgarniach, lub przesiadywać w czytelniach politechnik, uniwerków (gdzie za kopię strony A4 płaci się 60gr o zgrozo). Wiedza historyczna to rozrywka, bo z historii i tak nikt nie wyciąga wniosków. Była I WŚ i była też II WŚ. Wielkich kryzysów też było już parę. Co najwyżej jakiś artysta dostanie zlecenie na wykonanie pomnika – taki z tej wiedzy zysk. (Każdy publiczny muzeum, teatr, pomnik itp. mnie osobiście obraża. Bo to zrobili za publiczne pieniądze.) */ Student, to człowiek który studiuje dany temat. Nauczyć to się można ksiązki telefonicznej na pamięć (brawo dla humanistów). ;) :) – Hhhumaniści na bój!!! ;) Uczelnie niczego nie uczą, bo nie taka ich rola w obecnym systemie edukacji. Można powiedzieć, że one jedynie poświadczają o zdobytych umiejętnościach. Wiedze nabywa się z książek. Na uczelniach się studiuje. Oznacz to, że tam jedynie wskazują kierunek twojego studiowania. I tu jest niestety problem, bo studiowac trzeba umieć. ;) No i trzeba wiedziać czym uczelnia różni się od szkoły. Są to dwa zupełnie odmienne systemy nauczania. To jest być może źródło problemu. W szkołach nie uczą samodzielności w zdobywaniu mądrości. -- Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: keyser soze Gdy uczą teoretycy - tak to jest. IP: 194.181.2.* 12.11.08, 16:42 ile wykładów, zajęć prowadza praktycy (biznesmeni, urzędnicy itp) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AdrianKot Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.08, 17:00 Słowa wykładowczyni z Politechniki: "Jeszcze nikt nikogo niczego nie nauczył, uczyć się trzeba samemu." ;) Niestety jak człowiek głupi to potrzebuje trochę więcej czasu żeby zajażyć text. Słowa wykładowcy z innej ;) Uczelni Techniczej: "Wasz cel: Mądrość = Wiedza + Umiejętności + Doświadczenie " ;) Jestem na piątym roku i się zgadzam z obiema wypowiedziami. Edukacja jest obecnie podzielona na dwa etapy: - opie...nie się w szkołach niewyższych (niezawodowych)-> cel: uspołecznienie, wiedza podstawowa, czas poświęcony – chyba jakieś 12 lat; - studia -> cel: nabycie zawodu, czas poświęcony – 3,5-6 lat. Czy nie widzać tu pewnych dysproporcji. Wtedy kiedy umysł jest najbardziaj chłonny uczycie się pamiąć jakichś wierszyków. /* Kolejny absurd – w biblitekach publicznych są głównie księżki rozrywkowe. Przydatnej wiedzy raczej tam nie ma. Za taką trzeba płacić w księgarniach, lub przesiadywać w czytelniach politechnik, uniwerków (gdzie za kopię strony A4 płaci się 60gr o zgrozo). Wiedza historyczna to rozrywka, bo z historii i tak nikt nie wyciąga wniosków. Była I WŚ i była też II WŚ. Wielkich kryzysów też było już parę. Co najwyżej jakiś artysta dostanie zlecenie na wykonanie pomnika – taki z tej wiedzy zysk. (Każdy publiczny muzeum, teatr, pomnik itp. mnie osobiście obraża. Bo to zrobili za publiczne pieniądze.) */ Student, to człowiek który studiuje dany temat. Nauczyć to się można ksiązki telefonicznej na pamięć (brawo dla humanistów). ;) :) – Hhhumaniści na bój!!! ;) Uczelnie niczego nie uczą, bo nie taka ich rola w obecnym systemie edukacji. Można powiedzieć, że one jedynie poświadczają o zdobytych umiejętnościach. Wiedze nabywa się z książek. Na uczelniach się studiuje. Oznacz to, że tam jedynie wskazują kierunek twojego studiowania. I tu jest niestety problem, bo studiowac trzeba umieć. ;) No i trzeba wiedziać czym uczelnia różni się od szkoły. Są to dwa zupełnie odmienne systemy nauczania. To jest być może źródło problemu. W szkołach nie uczą samodzielności w zdobywaniu mądrości. -- Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: już emerytka Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.chello.pl 12.11.08, 17:19 Niestety jest to problem stary jak świat.W szkołach i nauczeln iach uczą-wykładają teoretycy a nie praktycy i to jet główny problem.Zarówno nauczyciele zawodówek jak i wykładowcy powinni mieć bezpośredni kontakt z zawodem,którego uczą. Odpowiedz Link Zgłoś
sany666 Chcieliśta kapitalizmu... 12.11.08, 17:45 Przecież to jest wszystko jasne jak słońce: mnóstwo prywatnych "uczelni" zatrudnia "wykładowców" za osełkę masła, bo tną koszty, by sprostać konkurencji. A następnie szefowie nie zatrudniają ludzi z taką "wiedzą", bo po co płacić za dyplom, jak wiedza żadna? Zatrudniają ludzi bez dyplomu, ale z wiedzą, bo to im pozwala płacić mniej. Tną koszty. A za wszystko płacicie wy, oszołomione neoliberalną propagandą głupki. Przecież jeśli wszyscy w nieskończoność tną koszty, system w końcu musi upaść, bo nikt za darmo pracować nie będzie, nawet w Chinach. A koszty ciąć muszą, ze względu na konkurencję. To jedna z samobójczych, wewnętrznych sprzeczności kapitalizmu, do pojęcia której potrzebny jest jednak chyba "chłopski", nie absolwencki, rozum. Odpowiedz Link Zgłoś
zigzaur Re: Chcieliśta kapitalizmu... 12.11.08, 18:52 Zdradź się, co ty ukończyłeś, gdzie pracujesz i ile zarabiasz. Z taką wiedzą i z takimi poglądami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gruby Re: Chcieliśta kapitalizmu... IP: *.resetnet.pl 12.11.08, 19:03 facet ma niestety racje, kapitalizm w obecnej postaci nie ma szansy, niestety, zbyt dlugo pociagnac historia uczy, ze kazdy system predzej czy pozniej upada i nie ma na to rady Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jep Re: bo rynku pracy nie ma IP: *.icpnet.pl 13.11.08, 09:03 rynku nie ma zgoda ale jest ryneczek ryneczek pracy, wszystko takie malutkie i prowincjonalne, dużo tandety, przekupkowa etykieta, dużo krzyku, wrzasku, a pieniedzy malutko Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aron Re: Chcieliśta kapitalizmu... IP: *.lublin.enterpol.pl 12.11.08, 20:19 rząd powinien nałożyć akcyzę na studia, znieść wszystkie ulgi dla studentów, darmową opiekę lekarską itp. itd. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DODA Re: .. poparli ryzego, nie im pomoze IP: *.fwgc.dot.ca.gov 12.11.08, 21:23 Ryzy sam w opalach, gdyz jedo stolek jest okupowany przez zwiaskowcow. Walesa jest za przepedzeniem ich z kancelarii ryzego. Cos zaszkodzilo Walesie. Gosc traci rozum w zastraszajacym tepie. Coz zwykla SBecka wtyka. A tak jwmu kiedys ufalismy... Hmmm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fu Re: .. poparli ryzego, nie im pomoze IP: *.icpnet.pl 13.11.08, 09:19 no i ufamy dalej że problem wcześniejszych emerytur Ryży załatwi a nie jak poprzednicy podrzuci komuś dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
zigzaur Re: Chcieliśta kapitalizmu... 12.11.08, 23:03 Bo widocznie prywatne szkoły wyższe tak dobierają program, żeby studia były dżezi, luźne, z dużą ilością dziewczyn i z czasem na przesiadywanie w różnych McDonaldsach czy pubach. Tylko że po ukończeniu takich studiów absolwenta czeka druga strona lady czy baru... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: licz Re: Chcieliśta kapitalizmu... IP: *.sileman.net.pl 12.11.08, 21:54 Nie liczą się szkoły tylko układy i znajomości Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem_73 Re: Chcieliśta kapitalizmu... 12.11.08, 22:30 PRAWIE prawda. Nie liczą się szkoły tylko umiejętności. Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem_73 Re: Chcieliśta kapitalizmu... 12.11.08, 22:30 Drogi sany. Za prawdę powiadam Ci, że absolwenci państwowych uczelni nie odstają poziomem od tych z prywatnych - generalnie dno i gęsty muł. Tak się składa, że podczas naboru przepytuję te "orły intelektu", te "elity intelektualne kraju" i mówiąc szczerze jestem załamany. Sztuka w sztukę same magistery-inżeniery creme de la creme i produkt finalny polskiego szkolnictwa. Wszyscy po informie na najróżniejszych uczelniach i znakomita większość (praktycznie wszyscy) KOMPLETNIE nie wie jak zbudować zapytanie SQLowe, nie ma pojęcia o XMLu, a UML kojarzy im się z Uczelnią Michała Leszczyńskiego. Do tego totalny tumiwisizm - ZERO jakichkolwiek (choćby skromnych) osiągnięć choćby zahaczających o informę (podejście "no kiedy miałem robić?! przecież studiowałem!"). Za to gdyby musieli skoczyć ze swojego ego na umiejętności to zginęliby na miejscu. A co do "sprzeczności kapitalizmu" - właśnie o to chodzi, że NIE MOŻNA kosztów ciąć w nieskończoność. I to nie sprzeczność - to REGUŁA. Bo kosztów nie tnie się "w nieskończoność", lecz do poziomu konkurencji (tak na marginesie - zysk właściciela to też koszt firmy - też można ciąć). I nie chodzi o minimalizowanie kosztów "na pałę" - bo to się mści. Chodzi o RACJONALNE wydawanie pieniędzy. Jeśli generujesz 100 tys. zł przychodu miesięcznie firmie i nie jest łatwo Cię zastąpić stogiem siana, to uwierz mi - nikt nie będzie ciął kosztu jakim jest Twoja pensja. Nikt nie zarżnie kury znoszącej złote jajka tylko dlatego, że ta dużo żre. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: s Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.toya.net.pl 12.11.08, 21:23 Połowa mojego zespołu (a nawet trochę więcej) to absolwenci i radzą sobie świetnie. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tonks Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: 91.106.23.* 12.11.08, 22:23 Wyrzneli zawodowki, szczegolnie przyzakladowe w imie jakiejs popapranej walki z komuna, a teraz ludzie placza ze kaflaz czy slusarz wolaja ciezkie pieniadze? Coz rynek Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem_73 Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły 12.11.08, 22:34 Nie tyle rynek, co przeintelektualizowane biurwy wymyśliły sobie, że praca fizyczna to wstyd. I lepiej, żeby Kaziu zamiast zostać mechanikiem poszedł do liceum, bo MOŻE później pójdzie na studia. Bo po studiach się lepiej zarabia - no nie? :> Dawno, dawno temu był taki kawał - dwóch "roboli" kopie rów i z rozmarzeniem rozmawia o nadchodzących pięknych czasach komunizmu. - I widzisz Ziutek - wszystkim będzie lepiej! Dzieci pójdą na studia! - Wszystkie? - No pewnie! Bo po studiach lepiej się zarabia! Wszystkie dzieci będą magistrami! - Mhm... To powiedz mi Romeczku, kto wtedy rowy będzie kopał? Odpowiedz Link Zgłoś
zigzaur Spoko, spoko, spoko 12.11.08, 23:07 Likwidacja poboru do wojska spowoduje naturalny spadek popytu na studia-przechowalnie i studia-ochronki. Wielu młodych chłopaków postara się szybko zdobyć zawód i szybko zacząć zarabiać jakie takie pieniądze. Będzie mniej socjologów, politologów, filozofów, europeistów czy janopowłodrugologów a więcej będzie glazurników, malarzy, spawaczy, kierowców czy hydraulików. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rysio Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.3s.pl 12.11.08, 22:40 Z absolwentami, to jest tak, jak z tym gościem, który zaufał GPS-owi i wjechał samochodem do rzeki. Absolwent nie wie, że jego wiedza będzie mu służyła dopiero po latach stressu. Na dzień dobry, to po prostu żółtodziób, który tkwi w chmurach. Przyziemny przykład: fachura z doświadczeniem odkręci zardzewiałą śrubę a "absolwent" zerwie jej łeb. Odpowiedz Link Zgłoś
billy.the.kid Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły 12.11.08, 22:45 jak widzę tych gamoni w tych kretyńskich berecikach/birecikach/ to WEIEM NA PEWNO że se nie dazdzą rady. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jonny Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.informel.pl 12.11.08, 23:19 tutaj problemem jest bardziej chaotyczna polityka kierunków studiów za moich czasów był wielki boom na prawników i informatyków ale i tak większość takich jak ja wylądowała na kierunku ekonomicznych tylko ze obecnie się okazuje ze: 1 informatyków nadal brakuje zwłaszcza w niszowych dziedzinach (uczelnie do tej pory nie są w stanie wypościć na tyle absolwentów) 2 prawników to teraz tylko rodzinne kancelarie zatrudniają 3 ekonomistów jest tyle co powinno być pracowników fizycznych koszty uczelni są horrendalne a pożytku jak nie było widać tak jest dalej... obecne uczelnie idą nadal w kierunkach czysto teoretycznych zamiast w praktykę, człowiek po studiach wychodzi z głową pełna zupełnie zbędnych rzeczy ( np z rachunkowości konta T obecnie wszystko robi komputer a czymś takim to już nikt chyba w Polsce się nie zajmuje), a nie wie tego co wie zwykły robotnik z 2 letnim stażem trzeba patrzeć na kraje w kryzysie jak sobie radzą np taki Izrael kraik co jest w stanie wojny od samego początku istnienia każde małe dziecko ma testy na samym początku czy nadaje się do wideł czy do zarządzania na tej podstawie ma do wyboru prace w najbielszym otoczeniu jaka będzie mógł podjąć po ukończeniu szkoły (np pan kierownik kibucu X za 10 lat idzie na zasłużoną emeryturę) w ten sposób oszczędza się czas i tego człowieka bo nie uczy się niepotrzebnych bzdur tylko samych konkretów (wtedy coś może robić naprawdę dobrze a nie na "wyczucie") i koszty szkolenia nie są dla przeciętniaków ponoszone wiec i budżet państwa nie ma zbytnich obciążeń z tego tytułu a wiadomo ze nawet jak by ukończył studia to z praca było by dla niego krucho a u nas odwrotnie bo przecież naród ciemny i musi każdy mieć mgr przed nazwiskiem bo wtedy to już inteligentny człowiek jest... kolejny i tu kolejny zonk Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mgr wszechnauk Znowu kretyńskie, wybiórcze uogólnienie! IP: *.acn.waw.pl 12.11.08, 23:34 "Po studiach 3 razy łatwiej znaleźć pracę, niż po zawodówce". Ale w jakim zawodzie? Stolarza, mechanika czy prawnika? Głupota! Wiadomo, że wszystko zależy od branży i aktualnej koniunktury, która zmienia się odstatnimi czasy wręcz z miesiąca na miesiąc (znacznie szybciej, niż trwa kształcenie w jakiejkolwiek szkole). To, czy twój zawód za 2 (szkoła zawodowa) czy 5 (studia magisterskie) lat będzie nadal "na topie" to absolutna loteria! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: heh Re: Znowu kretyńskie, wybiórcze uogólnienie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.11.08, 00:06 fakt - to loteria... Jest bum w jednej branzy, powstają nowe firmy, tysiące ogłoszeń poszukujących pracowników w zawodzie x, a za dwa lata na odwrót, z tą różnicą, ze nie tysiące pracowników szuka pracy w zawodzie x, a dziesiątki tysięcy, bo w większości poobserwowali rynek pracy przed podjęciem kształcenia czy dokształcania się, wydawać by się mogło, że racjonalnie postąpili, a tu nic z tego, teraz szukany jest zawód y, ale TERAZ, za rok czy dwa lata zapewne już nie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc USA Re: Znowu kretyńskie, wybiórcze uogólnienie! IP: *.itt.com 13.11.08, 02:27 w Polsce jest podobno duze zapotrzebowanie na budowlancow todlaczego ludzie po szkolach zawodowych nie moga znalezc prace, ja konczylem studia w Polsce (ekonomiczne)i USA (MBA)i pracuje 15 lat w finansach w USA, studia w Polsce to byla teoria, np ksiegowosc to byl jeden semestr. W Stanach bylem na dziennych studiach w prywatnej szkole, 2 lata, testy pisalo sie przy otwartych ksiazkach, i tak nie pomoglo jak nie znales problemu, bylo studiowanie przypadkow, seminaria w grupie 10 -12 osob, zajec obowiazkowych 6 godzin dziennie pozniej 6 godzin czytania, w drugim roku bylo luzniej , tzn niedziela wolna w soboty pracowalem juz w banku pare godzin. Duza roznica jest w ksztalceniu w Ameryce i Polsce,bylem doskonale przygotowany do zawodu jako analityk finansowy, pierwsza moja praca to dla Intel w Dolinie Krzemowej za 7o tys rocznie i pozniej juz poszlo.Obecnie nadzoruje kontrakty rzadowe Boeinga za setki milionow, ale przygotowanie dala mi tutejsza szkola , szkola z Polski okolo 10% wiedzy Odpowiedz Link Zgłoś
ual123 Wraca później taki z emigracji 13.11.08, 07:52 i w dalszym ciągu nic nie umie, poza zmywaniem naczyć i czyszczeniem podłóg w Tesco, London. Ale rozumy pozjadał, co widac na każdym kroku, nawet na tym forum, po komentarzach. Sami widzicie mgr-emigranci-zera, niewiele jesteście warci, a dwa lata na zmywaku tylko pogarszają wasze CV. A co tam, znacie perfect angielski. Szkoda, że z gramatyką na bakier. Zera, zera. Zera wyjechały zera wracają. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: raczej nie zero Re: Wraca później taki z emigracji IP: *.217-171-52.tkchopin.pl 19.11.08, 14:04 przepraszam,ale nie wiem skąd to przekonanie, że ci co są za granicą to tylko zmywają czy sprzatają itp?! widać od razu, że wypowiada się na ten temat ktoś kto nie ma o tym pojęcia i nigdy za granica nie był. Owszem, gdy jeździłam do UK w czasie studiów na wakacje po 1wszym, 2gim roku to pracowałam w różnych fabrykach i za barem, ale gdy pojechałam na rok z dyplomem w dłoni to pracowałam jak najbardziej w zawodzie. Podobnie moi znajomi-Polacy, których tam poznałam. Kolega informatyk pracował w dużej firmie jako programista, koleżanka po medycynie jako asystentka w Szpitalu, znajoma po Marketingu podjęła pracę na Uczelni Wyższej, ja po ekonomii pracowałam w sektorze bankowym i również widziałam dużo dokumentów Polaków -inżynierów, lekarzy, informatyków itd itp którzy pracowali z zawodzie. I nie wydaje mi się żeby to były zera! Po prostu tam lepiej są wynagradzani za swoje umiejętności. Także licz się ze słowami "ktosiu" bo obrażasz wielu ludzi, a przy okazji sam wychodzisz na takie zero!! zero wiedzy na temat a krzyczy.. z zazdrości?! pozdrawiam i życzę powodzenia w życiu... Odpowiedz Link Zgłoś
nowytor.nowytor8 za ten artykuł autorce to się w ryj należy 13.11.08, 09:02 To są najzwyklejsze oddziaływania podprogowe, by czytający nabrali przeświadczenia, że są nieudacznikami i głąbami i dlatego mają problem ze znalezieniem pracy. No to ja się pytam autorki: Czemu łżesz hieno posrana? Po prostu brakuje pracy i tyle. Gazownia, tak jak już było przekonuje lemingi, że są śmieciami i to ich wina, że nie mają pracy, a jeżeli mają to ich stawki są głodowe. Broń Boże, żeby wam lemingi do głowy nie przyszło, że to rządzący was w taki kibel wpychają. No i ja się pytam: Polacy, wy się ku... obudźcie, ile razy chcecie przerabiać ten sam temat? Czy wy się historii nie uczycie? Czy nic do was nie dotarło co się działo od 1989 roku? Zgroza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: S. Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.171.96.120.static.crowley.pl 14.11.08, 12:09 Ktoś kto pisze że "Co więcej, absolwenci magisterskich szkół wyższych znajdują pracę trzy razy łatwiej niż osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym" chyba nigdy nie przeglądał ofert pracy gdzie obecnie ofert pracy dla osób z wykształceniem zawodowym jest 3 razy więcej niż dla tych po studiach... :/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mgt Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.04.09, 11:38 kto napisał ten artykuł? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tomeczek Re: Czego (nie) uczą polskie szkoły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.09, 14:10 Gość portalu: mgt napisał(a): > kto napisał ten artykuł? Anna Chodacka Odpowiedz Link Zgłoś