Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Gdy szef nie ma racji

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.09, 09:35
    Mialem "przyjemnosc" pracowac w firemce gdzie szef byl wszystko wiedzący a pracownik byl tylko od roboty. Praca w takich miejscach nie ma sensu, tak samo nie ma sensu tlumaczenie debilowi ze nie ma racji...
    Obserwuj wątek
      • Gość: alycyja Re: Gdy szef nie ma racji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.09, 16:20
        Nie znam szefa, który łatwo przyjmuje krytykę, ale to przykre, bo czasami
        naprawdę może komuś zależeć na pracy, firmie, na dobrze wykonanych obowiązkach i
        gnębienie takiej osoby za jej uwagi może skończyć się dla całej firmy źle.
        Przecież razem łatwiej zauważyć słabe strony czy błędy niż w pojedynkę...
      • Gość: Czesio Gdy szef nie ma racji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.09, 19:07
        mój szef i jego szef cudzoziemiec to debile !

        Zlekceważyli moje ostzreżenia z maja 2008 i rychłym osłabieniu PLN,
        pzrewalutowali kredyty z PLN na EURO. utopili conajmniej 32 miliony
        PLN.

        Ja mam wśiekłą satysfakcję buhahahaha
        • Gość: elwirka Re: Gdy szef nie ma racji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.09, 21:47
          Masz wściekłą satysfakcję, boś głupi. A podwyżki nie dostaniesz, bo firma ma
          straty;)
      • Gość: Guest Szkolenia? Dla kogo? Dla szefów? Hehehe IP: *.subscribers.sferia.net 07.05.09, 20:18
        Jak szef jest deklem, to żadne szkolenie mu nie pomoże - a szkolenie
        pracowników w zakresie postępowania z tępym szefem jest kosmiczną
        bzdurą!
        Mniejsza z tym - najgorsi są kierownicy średniego szczebla - taki
        matoł potrafi uszyć buty podwładnemu tylko za to, że ten powie
        cokolwiek, co może zachwiać pozycją takiego "średniaka".
        Dlatego w firmach małych jest fajniej - w dużych "korpo" kopanie
        dołków to NORMA - i nie ma znaczenia, czy firma jest państwowa, czy
        prywatna.
        I nic się na to nie poradzi - a tzw. "specjaliści ds. zasobów
        ludzkich" niech spadają na bambus banany prostować - ich "praca"
        przynosi więcej szkody, niż pożytku.
        • tow1sekr Re: Szkolenia? Dla kogo? Dla szefów? Hehehe 08.05.09, 00:48
          Najczęściej szef średniego szczebla (kierownik zespołu) musi być specjalistą w
          swojej dziedzinie. W swoim zespole ma pracowników (od kilku do kilkudziesięciu),
          z którymi powinien dobrze współpracować, bez "hard core jazdy", mobbingu itd, bo
          jest to w jego interesie, żeby zespół pracował wydajnie.
          Problem zaś rozpoczyna się na szczeblu wyżej - dyrektora (z zawodu dyrektor),
          który ma kilka zespołów i nimi zarządza.
          Jeśli derektor jest z jakiegoś starego układu, albo z układu rodzinnego, to z
          reguły jest wyjątkowym deklem.
          Znam taki układ ze słyszenia z dużej firmy, w której pracuje mój kolega.
          Dyrektor dużego departamentu (ponad 120 osób) jest takim klasycznym daunem nie
          potrafiącym wstawić obramowania do tabelki w excelu, taki klasyczny wiejski
          przygłup. I taki przygłup zarabia 300K PLN/rok + samochód służbowy + komórka...
          To jest dopiero kaszana!!!
          (przykład z firmy blue chipa z WIG20).

          Apropos "specjaliści ds. zasobów ludzkich", to ta banda darmozjadów w pierwszej
          kolejności powinna być uwolniona na bruk w ramach polityki oszczędnościowej w
          firmie. Niech się tam na bruku zajmują projektami sprowadzającymi się do ona -
          nizo - wania - czasu!


          • Gość: alicja Re: Szkolenia? Dla kogo? Dla szefów? Hehehe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.05.09, 07:02
            u mnie w firmie to nie przejdzie.
            to jedna z tych gdzie pracują znajomi i rodzina, człowiek który ciężko pracuje
            na swoją reputację i chce byc oceniany za pracę nie ma szans. Klika,
            kolesiostwo, kolacyjki; szef przy innych pracownikach potrafi powiedzieć "to ty
            tu jeszcze pracujesz?".
            miasto jest nieduże więc wybór jest jakby ograniczony i co? wg specjalistów od
            HR mam się zwolnić czy porozmawiać szczerze z szefem żeby za 2 minuty wszyscy w
            firmie wiedzieli co mówiłam, jak mówiłam, jak szef kiwał głową a swoje myślał i
            gadał puste słowa bez pokrycia?

            Wolne k... żarty!
      • Gość: 666 Gdy szef nie ma racji IP: *.adsl.inetia.pl 08.05.09, 07:34
        klikajcie na link i dajcie coś menelowi
        change.menelgame.pl/change_please/3096630/
        dzięki wszystkim
      • Gość: andrzej Gdy szef nie ma racji IP: *.chello.pl 08.05.09, 09:35
        właśnie wczoraj pozbyłem sie pracy bo jako jedyny odważyłem się powiedzieć
        głosno to co inni od dawna myśleli na temat pomysłów i umiejętności szefa
      • Gość: Ralph A ja mam normalnego szefa IP: *.zone8.bethere.co.uk 08.05.09, 10:50
        Jak szef jest deklem to nie przyjmie żadnej krytyki, natomiast jak jest myślącym człowiekiem, to taką krytykę wykorzysta. W sumie to jest najlepszy sposób na przetestowanie szefa - skrytykować go (oczywiście w momencie gdy krytyka jest naprawdę potrzebna) i obserwować reakcję i jeżeli jest taka jak opisano w artykule, to zacząć szukać innej pracy.
        A teraz o moim szefie - prezesie firmy. Pracuję w Anglii w małej firmie programistycznej. Moim zadaniem przez pierwsze dwa tygodnie było ogólne zorientowanie się w dziedzinie prac podmorskich (piszemy oprogramowanie wspomagające takie prace) oraz dokładne rozpracowanie ich oprogramowania, zrobienie listy rzeczy które się nie podobają oraz zaproponowanie ulepszeń. Po 2 tygodniach miałem gotową gigantyczną listę z krytyką i pomysłami i zamknąłem się z szefem w pokoju na kilka godzin. Zacząłem od bardzo ostrej krytyki pewnej funkcji programu, aż w końcu nie wytrzymałem i zapytałem "kto to napisał???". Szef na to "eee... Ja to napisałem....". Ja twardo brnąłem dalej, a szef się przede mną tłumaczył "nie mam dużego doświadczenia w projektowaniu interfejsu użytkownika, myślałem że to będzie wystarczająco wygodne dla klientów", itd. Przez następne pół godziny jechałem po programie równo, a potem przedstawiłem dłuuuuuugą listę moich propozycji. Rezultat jest taki, że całe oprogramowanie zostało potem napisane na nowo i wszystko teraz wygląda DOKŁADNIE tak jak ja to zaprojektowałem, a klienci pieją z zachwytu, bo pierwszy raz mają do czynienia z zaawansowanym inżynierskim oprogramowaniem, które jest proste i wygodne w użyciu.
        Warto było skrytykować szefa :-)
        Dodam jednak, że to nie jest typowy szef, bo nigdy nie planował być szefem (został nim po śmierci właściciela firmy), on jest przede wszystkim doktorem informatyki, programistą i nawet teraz spędza średnio 1-3 dni w tygodniu na programowaniu jeżeli tylko obowiązki szefa mu na to pozwolą. Całkowicie rozumie problemy z którymi podczas pisania skomplikowanego oprogramowania można się spotkać, a poza tym jest CZŁOWIEKIEM. Praktycznie wszystkie ważne (i mniej ważne) decyzje podejmuje po skonsultowaniu się z nami, bo wie że co dziesięć głów to nie jedna.
        Mimo że zarobki nie są najlepsze (w londyńskim banku zarobiłbym dwa razy więcej), to nawet przez myśl mi nie przychodzi szukać innej pracy. Szkoda że musiałem jechać aż do Anglii żeby znaleźć normalnego szefa...
      • Gość: nika Gdy szef nie ma racji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.05.09, 11:32
        Miałam niezłe przejścia gdy pracowałam pod gościem który nie może przełknąć krytyki i sprzeciwu. Wiele lat męczyłam się w korporacji z nadzieją że nie można tolerować takiego zachowania i wiedza merytoryczna w końcu wygra ze złym zarządzaniem i złym traktowaniem. Firma nawet zorganizowała spotkania z psychologiem ale jak tylko dostała raport o trwającym mobbingu zrobiła z tym porządek wywalając ofiarę na bruk. Z mego doświadczenia wynika, że nie warto pracować dla takiej firmy, nie warto męczyć się z nadzieją na sprawiedliwość. Jeśli ktoś jest lepszy od swego szefa i nie może siedzieć cicho lepiej poszukać nowej firmy (najlepiej małej i przyjemnej). Pewnie eureki nie wymyśliłam ale to dla tych wciąż naiwnych.
      • Gość: szef Re: Gdy szef nie ma racji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.09, 13:56
        pracownik jest tylko do roboty
        • Gość: nika Re: Gdy szef nie ma racji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.05.09, 14:59
          Chyba nie zrozumiałeś "szefie" konkluzji artykułu, jak pisałam szkoda nerwów
          ludzie - od takiego "szefa" zmykać czym prędzej
      • Gość: gosć polskie bagienko IP: 85.14.84.* 09.05.09, 09:22
        krytyka szefa nie ma sensu w polskich realiach gdzie praca dla wielu wciąż jest
        luksusem ,najgorsze że żeby być szefem wystarczyć być chamem albo matołem po
        zawodówce albo liceum wieczorowym ,który nie szanuje ludzi nie potrzeba
        kwalifikacji i wiedzy ,wystarczy mieć koneksje a w przypadku kobiet wygląd
        +dawanie d...... taki szef opiera swoje relacje z pracownikami na zasadzie
        strachu więc jak krytykować takiego szefa ,który boji się o swoje miejsce bo
        jest wielu innych lepszych musi się jakoś wykazać najprościej przez terror więc
        gdzie w tym wszystkim miejsce na pozytywne relacje między szefem a pracownikiem
      • Gość: kuryłowicz tomasz można skrytykować szefa ,ale.... IP: *.chello.pl 17.05.09, 12:42
        należy to zrobić na osobności ,nigdy w obecności innych.
        krytyka musi być merytoryczna .
        krytyka musi przynosić kożyści ,nie satysfakcję dla krytykującego.
        forma ktytyki musi być zachowana na odpowiednim wysokim poziomie.
        to tyle życzę miłej zabawy
        • mijo81 Re: można skrytykować szefa ,ale.... 17.05.09, 17:47
          Jak szef to osoba nie przyjmująca krytykę to żadna forma krytyki nie
          pomoże. Niektórzy tak mają....jak są wyżej od innych to myślą że są
          mądrzejsi.
      • Gość: x Re: Gdy szef nie ma racji IP: 213.25.4.* 18.05.09, 03:57
        Punkt pierwszy - szef ma zawsze racje.
        Punkt drugi - jeśli masz wątpliwości patrz punkt pierwszy :).
        To tak żartobliwie...
      • mojekontolalala Re: Gdy szef nie ma racji 18.05.09, 08:41
        też przerabiałem szefów co nie mają racji nieraz
        skutki ich działań były zawsze jedne - szkoda dla firmy, efekt skutku - płaciła
        załoga co miała rację
        przykład z firmy produkcyjnej:
        - szef przyjął zamówienie na okresloną partię produktu (drukarnia)
        - pracownicy zwracali uwagę że nie da się tej liczby sztuk wykonać w tym czasie,
        bo wydajność maszyn itp.
        - szef stwierdził, że sa leniami
        - oczywiście nie dało się dotrzymać terminu, była kara, klient sie wściekł bo po
        co mu wydrukowane foldery i prospekty jak już targi sie odbyły... szef...
        zwolnił paru robotników, że niby za wolno pracowali
        przykład 2 :
        szef uważał, że pracownicy go okradają, bo ciągle chcą olej do wózków widłowych
        i części do maszyn, on chciał kupować tańsze oleje...
        efekt.. zatarte maszyny i wózki

        problem dotyczył tzw. uwłaszczonego ubeka, byłego oficera peerelowskiego co
        dostał sprywatyzowane zakłady i stał sie ich prezesem
        w kilka lat rządzenia doprowadził do ich upadku

        zatrudniał na kierowników i dyrektorów sobie podobnych, głównie po prywatnym
        zarządzaniu, debili co nie znali się na technice i mówili, że "nie ma rzeczy
        niemożliwych"
        w efekcie z normalnej firmy po paru latach powstał wrak który ktoś wykupił za
        grosze z połową załogi

        moje koleżanki też mi nieraz opowiadały o podobnych pomysłów z ich firm

        problem to firmy rodzinne, gdzie "synalek" "kuzyn" zostaje "menagierem" , a
        firme zbudowano bo jakiś buc ma kase z przemytu i handlu na stadionie, a nie z
        pomysłu jakiegoś dobrego
        wielu dawnych cinkciarzy, przemytników zrobiło kasę i ich nowe firmy ciągną
        tylko ich pracownicy, bo bez nich by sie rozkraczyli totalnie

        sam znam firmę którą ciągną pracownicy, a ich szef, dorobkiewicz co miał farta,
        bo w odpowiednim momencie sprzedał ziemię pod market, więcej psuje niż buduje
        a gdyby nie jego pracownicy, to szybko jego kasa za hektary pod gdańskiem by sie
        rozpłynęła
        • altariel2 Re: Gdy szef nie ma racji 18.05.09, 11:46
          Czasem na prawdę nie wiadomo co gorsze - korporacja, gdzie każdy każdemu próbuje podłozy6ć świnię, zeby po jego "trupie" wspiąć się wyżej, czy małe "rodzinne" firmy, gdzie za kwalifikacje służą pokrewieństwo lub znajomość. Mam w najbliższej rodzinie oba przypadki pracy (na szczęście już ex pracy) pod takim szefem...
          W obu głównym problemem była nie tyle gburowatość szefa (wszak i złotousty może być świnią)a niekompetencja szefa, za którą odpowiedzialność oraz skutki ponoili pracownicy.
          Przykład 1 duża firma, gdzie szef nie czyta pism, bo nie zna angielskiego, po czym wina obarcza pracowników, którzy rzekomo pism mu w ogóle nie dostarczają (pieczątka jego własnego sekretariatu jakoś go nie przekonuje)
          Przyklad 2 mała firma szef (także nomen omen chodzi o język) nie zna angielskiego więc, kiedy sekretarka przełącza do niego rozmowę...odkłada telefon, po czym każe pracownikom "odkręcić sprawę", zadzwonić i przeprosić za niekompetencję załogi(!!) i sprawę załatwić.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka