sloggi
09.09.06, 13:46
Rozprawili się z nimi w Hiszpanii, Kanadzie, Norwegii czy w amerykańskim
stanie Kalifornia. Teraz kolej na Polskę. Już wkrótce nastąpi koniec dobrych
czasów dla palaczy.
O tym, że powstaje nowa ustawa, której celem jest zdecydowana walka z
palaczami, opinia publiczna dowiedziała się w środę. Jak można się było
spodziewać, wiadomość wywołała lawinę komentarzy.
Zdecydowane poparcie dla restrykcji wobec palaczy wyraziły organizacje
zdrowotne, lekarze-onkolodzy, a także rząd. Projekt jeszcze we wrześniu ma być
przekazany do sejmowej Komisji Zdrowia oraz Polityki Społecznej i Rodziny.
Także większość użytkowników portalu INTERIA.PL uznała pomysł za bardzo dobry:
"Człowiek nowoczesny nie pali, niech palacze założą sobie rezerwaty", "Brawo!
Oby jak najprędzej wprowadzić ten przepis", "Jestem za, koniec z
podtruwaniem!" - to tylko niektóre z opinii internautów.
A co dokładnie ma się zmienić?
Tylko w hermetycznie zamkniętych pomieszczeniach
Zakaz palenia ma zostać wprowadzony w miejscach publicznych. Trzeba będzie
zapomnieć o miłym wieczorku z papieroskiem i piwem w pubie czy restauracji.
Przepis ma także obowiązywać w zakładach pracy i na klatkach schodowych. Nie
będzie można palić również w trakcie podróży. W pociągach już nie będzie do
wyboru wagonów dla palaczy, a kierowcy, którzy podróżują z innymi pasażerami,
też będą musieli zapomnieć o "dymku".
Co więc pozostanie tym, którzy mimo wszystko nie zdecydują się zerwać z
nałogiem? Palić będą mogli jedynie w szczelnie odizolowanych od reszty budynku
palarniach.
Czy to wszystko konieczne?
Zdecydowanie tak, bo ilość zachorowań na raka płuc gwałtownie rośnie. Ponadto,
co czwarta paląca osoba umiera przedwcześnie w wieku 35-69 lat, tracąc w ten
sposób 20-25 lat życia.
Nałogowi palacze są też pięć razy bardziej narażeni na śmierć z powodu chorób
układu krążenia niż niepalący.
Jak wynika z danych Centrum Onkologii w Warszawie, największą plagą zachorowań
na raka płuc są dotknięte Mazury i Wybrzeże. Tam, na 100 tys. mieszkańców, 223
osoby umierają właśnie z tego powodu. To właśnie mieszkańcy północnej części
kraju wypalają najwięcej papierosów w Polsce. Dzięki temu nasz kraj znajduje
się w europejskiej czołówce zachorowań na raka płuc.
Pomysł Polaków to nie żadne odkrycie. Podobne przepisy obowiązują już między
innymi w Hiszpanii, Irlandii czy Wielkiej Brytanii i jak wynika z badań,
przynoszą one wymierne rezultaty.
Przykładem może być też Kalifornia, gdzie zakaz palenia w miejscach
publicznych obowiązuje od 1998 r. Od tego czasu wskaźnik zachorowań na raka
płuc spada tam sześć razy szybciej niż w innych stanach, gdzie takie przepisy
nie obowiązują.
Z kolei w Irlandii, gdzie zakaz palenia obowiązuje od marca 2004 roku, w ciągu
pierwszego półrocza po wprowadzeniu przepisów sprzedaż wyrobów tytoniowych
spadła o 16 proc., a palenie rzuciło ponad 7 tys. osób.
Poznań już próbuje
Walka z "dymiącym problemem" także w Polsce toczy się już od dawna. Władze
niektórych miast, na własną rękę podjęły walkę z palaczami. Są w końcu
restauracje tylko dla niepalących, choć trzeba przyznać, że jest ich
zdecydowanie mniej niż tych, gdzie można palić.
Natomiast niepalący mieszkańcy jednego z poznańskich osiedli przegłosowali
przepis, który zabrania mieszkańcom palić na balkonach. Pomysł dobry, tylko
gorzej jest z egzekwowaniem. Osiedlowi palacze twierdzą, że to ich prywatny
teren i mogą sobie tam robić, co chcą, Niepalący argumentują, że dym wdziera
się im do mieszkań, co im przeszkadza. Administratorzy osiedla planują do
pomocy wezwać strażników miejskich, ale jednocześnie przyznają, że przepis
najprawdopodobniej pozostanie martwy. Może zmieni się to po wprowadzeniu w
życie nowych przepisów?
Burza wokół planowanych zakazów dla palaczy pewnie szybko się nie skończy, bo
temat wywołuje sporo kontrowersji. Inicjatorzy wprowadzenia nowych przepisów
mają nadzieję, że chociaż część palących ze względu na czekające ich
utrudnienia zerwie z nałogiem. W końcu stawka jest ogromna - zdrowie i życie.
Źródło informacji: INTERIA.PL