agnezja30
21.06.06, 14:49
Witam, mój synek Bartek (w październiku kończy 6 lat)po porodzie dostał
najpierw 9 po trzech minutach 10 pkt Apgar. Niby stare dzieje, ale zaraz
wyjaśnię czemu o tym piszę. W czasie porodu dziecku spadało tętno i była
decyzja o wykonaniu cesarskiego ciecia, od której odstąpiono, bo tętno
wróciło do normy. Zapomniałam jeszcze dodać, że poród był wywoływany
oksytocyną, gdyż bardzo zaczęły mi spadać płytki krwi (wynik zauważyła
pielęgniarka i delikatnie zwróciła na niego uwagę pani "doktor", która chwilę
wcześniej też go przeglądała, ale nic nie wzbudziło jej podejrzeń - o
zgrozo). Gdy powtórzono badania (po nocy) okazało sie, że wyniki nadal lecą
na dół. Podjęto decyzję,że wywołują poród "do skutku". Więc wywoływali. Po
paru godzinach coś drgneło i zgodnie z planem podawano coraz wieksze dawki,
aż zaczął się poród. W trakcie drugiej fazy porodu pękł dopiero pęcherz i
pamiętam dokładnie jak położne skomentowały, że wody są zielone. Synek
urodził się i właśnie wtedy dowiedziałam się, że jego kondycja jest dobra -
wspomniane punkty. Wyszlismy do domu w trzeciej dobie. Niestety po 6
tygodniach moje dziecko dostało bezdechu, który okazał się efektem zapalenia
płuc środmiąższowego (nie wykrywanego osłuchowo). Jak się później
dowiedziałam, dzieci z zielonych wód prawie zawsze mają zapalenie płuc,
ponieważ zielone wody to wody zakażone i dziecko zawsze troche sie nałyka.
Czemu zatem nie zrobiono prześwietlenia płuc mojemu dziecku, kiedy
prawdopodobieństow było tak wielkie, a wypuszczono nas po 2,5 dnia pobytu?
Odpowiedź jest prostab - po prostu w dokumentacji szpitalnej nie ma słowa o
tym, że dziecko urodziło sie z zielonych wód. Nie zwróciłam na to uwagi na
początku zaaferowana innymi rzeczami, a potem było już za póżno. Z tego
powodu badający go neonatolodzy nie mieli podstaw do tego, aby go szczegółowo
diagnozować. W czasie pobytu w szpitalu u synka pojawił się niepokojący
objaw - rytmicznie drgała mu jedna rączka od czasu do czasu. Z tego powodu
zrobiono mu biopsję szpiku, ale niczego nie wykryto. Skierowano mnie jednak
do neurologa dziecięcego. Chodziłam do niego przez rok. Chodx mój synek
rozwijał die w normie, ale była to zawsze górna granica normy. Żartowaliśmy z
mężem, że mu się nie spieszy. Czemu o tym piszę... Parę lat po tym wydarzeniu
u Bartusia zaczęłam zauważać niepokojące objawy. Przede wszystkim późno
zaczął mówić - ok 3 lat. Jeszcze jak poszedł do przedszkola to miał mały
kontakt z dziećmi, gdyż nie umiał sie z nimi dogadac. Izolował sie i nie
przejawiał ochoty do pracy grupowej. Początkowo nie było to nic
niepokojącego, gdyż wiadomo, że każdy ma inny okres adaptacji i potrzebuje
nieraz wiecej czasu do oswojenia z nowymi rzeczami. Niestety moje dziecko ,
mimo, ze już chodzi trzeci rok do przedszkola to cały czas jego
psychospołeczny rozwój jest mocno zaburzony. Przedszkolanka wezwała mnie
jakiś czas temu na rozmowę i to co mi powiedziała trochę zbiło mnie z nóg.
Nie mówię, że nie widziałam pewnej "inności" mojego dziecka, ale nie było to
tak alarmujące żebym musiała podejmować jakąś konkretną interwencję. W
kontaktach z dziećmi znajomych i nieznajomych, których bylismy świadkami nie
bylo większych problemów. Miał jednak różne, jak to określaliśmy "schizy", z
których jednak powoli, ale wyrastał. Chodziłam z nim tylko do logopedy, ale
szybko zaczął mówić prawidłowo i do dziś mówi ładnie i ma bogate słownictwo.
Opinia przedszkolanki z doświadczeniem bardzo mnie jednak zaniepokoiła.
Okazało się że Bartek bardzo odstaje od innych dzieci w grupie. Nie umie
znaleźć wspólnego języka z dziećmi, jest jakby z "innej planety". Dużo by na
ten temat się rozpisywać, jak to kogoś zainteresuje to rozwinę wątek -
opisywałam go dokładnie na forum "Inny Świat". Reasumując ma problemy z
koncentracją, nie angażuje się w pracę i zabawę tak jak inne dzieci, lubi
zabawy odtwórcze i wiele wiele innych. Jest on obecnie pod opieką psychologa,
który jednak nie widzi za bardzo problemu, ale na moją prośbę wykonuje jakieś
testy i próbuje dowiedzieć się, co jest mojemu dziecku. Dodam, że jest to
osoba bardzo kompetentna i mam do niej zaufanie. Diagnozowałam Bartka również
u psychiatry, ale stwierdzila tylko rozwój nieharmonijny i potwierdziłą moje
przypuszczenie, że może mu pomóc terapia SI. Jestem w trakcie umawiania
terminu diagnozy.
Moja opowieść ma jedno przesłanie, nie należy ufać za bardzo punktom Apgar,
które moim zdaniem są zawyżane, aby w przyszłości szpital nie miał
ewentualnych problemów z roszczeniami o zaniedbadnia w trakcie porodu. W moim
przypadku ewidentnie takie były. Niepotrzebnie czekano całą noc na
powtórzenie morfologiii, żeby stwierdzić, że płytki krwi lecą na łeb, na
szyję. Czemu miało służyć nie wpisanie, że Bartek urodził się z zielonych
wód, bo na pewno nie mojemu dziecku. Gdyby nie to może neonatolog skierował
by go na prześwietlenie jeszcze w czasie pobytu w szpitalu (jeden
nieoficjalnie potwierdził mi, że taka jest procedura u dzieci z "zielonych
wód") i oszczedziłabym mojemu dziecku i sobie kolejnych cierpień związanych z
jego bezdechem i strachem jaki będzie miał konsekwencje.
Drogie przeszłe mamy, zwracajcie uwagę na każdy zapisek w dokumentacji
chorobowej, bo kiedyś taka "pomyłka" może przeszkodzić we wczesnej diagnozie.
Mam nadzieję, że moje dziecko nadrobi zaległości i jego rozwój się wyrówna -
pokaże to szkoła, której już się trochę boję. Przede wszystkim tego, że nie
poradzi sobie w kontaktach z rówieśnikami i odrzucą go jako "dziwaka".
Absolutnie nie zależy mi na posiadaniu geniusza i nie obawiam się
ewentualnych gorszych wyników w nauce, jedynie chcę, żeby nie dał się
stłamsić i nie stał się klasową ofiarą. Czeka mnie z nim dużo pracy - to wiem
na pewno. Pozdrawiam i czekam na maile od będących w temacie forumowiczów.