dobrymaz
26.04.10, 18:39
Jestem mocno podbudowany tym wpisem. Cieszy mnie fakt istnienia
kogoś z zasadami. Myślę że wielu z nas ma zasady i się ich trzyma.
Słusznym jest takie podejscie do zycia, gdzie szuka się tej
własciwej osoby, partnera i przyjaciela na całe zycie, a nie
wygodnickiej lafiryndy, która musi się "zrealizować" kosztem
związku, rodziny i drugiego człowieka a najlepiej za jego pieniądze.
W życiu trzeba stale i na okrągło dokonywać trudnych wyborów
pomiedzy, najogólniej mówiąc, BYĆ a MIEĆ.
Jest cudownie gdy te dwie rzeczy wystąpią równocześnie i w harmonii.
Ale życie ( a żyję już ponad 40 lat) pokazało mi, że to tak
prawdopodobne jak trafienie 6 w lotto. Czasem i niektórym się
przytrafia.
Małżeństwo stało się niepopularne. Dlaczego?
Bo jesteście (i panie i panowie) tchórzami. Boicie się że cos się
wam wymknie spod kontroli. Boicie się odpowiedzialności. Łatwiej
jest, jak przestaje być wygodnie, zwinąć majdan i iść tam gdzie
wygodniej być się wydaje. I tak po kilka razy w życiu.
Małżeństwo to nieustanna walka z samym sobą. To ciągłe, codzienne a
nie odświętne, dbanie o partnera i jakość relacji w związku. Tutaj
trzeba wyzbyć się egoizmu, nauczyć się spokojnie rozmawiać, być
szczerym, czasem do bólu i ślubować samemu sobie, że nie
nie "opuszczę jej/jego, aż do śmierci. Szczególnie w biedzie,
niedostatku, nieszczęściu. Małżonkowie są dla siebie stymulatorami.
Wspierają się nawzajem we wszystkim co robią i do czego dążą. Jest
tylko jedno ale. Samorealizacja nie może naruszać godności i
poczucia bezpieczeństwa żadnej ze stron. Tutaj nikt nie może się
poświęcać dla drugiego i nikt nie ma prawa takiego poświęcenia żądać.
Szanowne Panie, nie kasa, nie rzutki, przedsiębiorczy, ale kochający
i dbający w pierwszym rzędzie. Reszta to dodatek, kwiatek do kożucha.