Dodaj do ulubionych

czy wy same wiecie czego chcecie?

30.09.08, 14:02
tak sobie czytam co piszecie i krew mnie zalewa. a teraz szczerze od a do z o
co mi chodzi.

piszecie w wielu postach cos w stylu;
- maz mnie nie kocha, szukam przyjaciela ktory pomoze mi w... i tu litania w
czym by nie mial pomoc
- maz jest taki i owaki i chcialabym poznac... i tu wyliczanka kto kogo jak
gdzie i poco
- szukam normalnego faceta ktory by... i lista zyczen, skarg i zazalen...

tak sie zastanawiam czego wy od zycia chcecie? czy wy w ogole wiecie z kim sie
wiazecie i w jakim celu? szukacie partnera, przyjaciela z ktorym warto sie
zestarzec i w wieku 80 lat isc w parku trzymajac sie za rece? bo mnie sie
wydaje czasem ze szukacie jakies drogi na skroty, aby przejsc przez zycie
liczac tylko na innych, robiac z siebie sierotki ktorym jest ciezko w zyciu.
HAAAAAAAAAALOOOOOO pobudka! faceci nie chca biednych sierotek za ktore trzeba
zrobic wszystko, nie chcemy kobiet ktore w razie problemow wycofuja sie bo cos
tam... bo sie zrobilo ciezko, bo juz mi nie kupuje kwiatow, bo nie przynosi mi
juz sniadania do lozka, bo ma wiecej fochow niz ja, bo ma problemy... takie
zycie, problemy sa jego integralna czescia i nie da sie ich pominac. dlatego
trzeba zakasac rekawy i pomagac temu kogo sie wybralo na partnera.
smieszy mnie malzenstwo ktore opiera sie na... niczym. a sama przysiega
malzenska jest warta miej niz pet na ulicy. przypomnijcie sobie slowa przysieg
ktore skladacie- na dobre i na zle, w biedzie itd... albo sie cos komus
przysiegalo i jest sie wiernym i oddanym drugiemu po kres naszych dni. wiec
albo oddajecie siebie cale albo liczycie koszta, cos za cos itd. co rozumiem
przez siebie cala- CAAAAAAAAAAAALA! bez ale, bez kwilenia ze zle mi, ze cos
kosztuje, ze trzeba kark zgiac i zyc razem wspierajac sie, wybaczajac sobie.
ubrudzic sie trzeba? trzeba, nic co jest dobre za darmo dane nie bedzie. dzis
nawet w pysk za friko sie nie dostaje ze tak sie wyraze.

smieszy mnie tez mowienie ze cos w was zagaslo, wygaslo, zgaslo... CO ZGASLO?
rozum? chyba tylko to moze zagasnac. bo jesli sie kogos kocha to od a do z,
bez pytania, rozwazan co czemu, poco i jak. zycie i zwiazek wymaga pracy. a ze
nie bywa lekko? takie zycie!

ktos sie zmienil? to chyba normalne ze ludzie sie zmieniaja z czasem gdyz
zbieraja doswiadczenia i od zycia ciegi. dlatego nalezy ewoluowac razem,
zmieniac sie wspolnie, udoskonalac to co macie. umacniac wiezi i roziwazywac
problemy wspolnie. a jesli nie mozna wspolnie? od tego tez jest kazde z was
dwojga aby jedno sie czyms zajmowalo a drugie czyms innym. niech przytocze
taki cytat 'Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj'. wieki minely a zycie wiele
sie nie zmienilo. wspieranie, zamienianie sie w rolach, partnerstwo... na tym
ma chyba polegac wspolne zycie.
po tym co czasem tutaj czytam nie widze tego. widzie jakies uciekanie,
szukanie bedac jeszcze z kims, szukanie bo cos tam... brak w tym ladu i
skladu. wiec pytam jeszcze raz, czy choc same wiecie czego od zycia chcecie?
wiecie ile to co chcecie kosztuje i czy jestescie gotowe na takie poswiecenie
dla drugiej osoby a pozniej rodziny? po tym co czasem czytam smiem w to watpic.

ktos powie ze moze zle wybralyscie? zostanie tylko zapytac czy rozum to spal
gdy ow ktos byl wybierany? galy nie widzialy co braly? teraz biadolenie,
zgrzytanie zebow i rak zalamywanie? heh, smutny to obraz.

zeby nie bylo, bylem z kims kilka lat i zwiazek zakonczyl sie wycieciem z
drugiej strony numeru jakiego nikomu nie zycze... stad moze inaczej patrze na
to wszystko i na was drogie panie. wiecej od was oczekuje jako po kobietach i
tanio swojego karku nie sprzedam. a jesli juz kiedys poznam kogos komu bede w
stanie ponownie zaufac i oddac siebie to najpierw chyba do psychiatry
zaprowadze siebie i ja, na generalny przeglad. oczywiscie to zart, ale jednak
dokladnie sprawdze i przygladne sie kazdej czastce ktora bedzie miala zwiazek
z ta osobka mimo ze moze serce bedzie sie wyrywalo. mimo czasu nie spieszno mi
do nowego zwiazku, serca sie nie da wymienic a posklejac bardzo ciezko jesli w
ogole sie da. i nie biadole jak czesc z was kobietek, robie swoje mimo ze
pieknie samemu zyc nie jest. ale to moj wybor, kazdy ma swoje.

jeszcze na koniec, bycie samemu nie oznacza samotnosci. wychowac dziecko mozna
takze w pojedynke. nie trzeba szukac przyjaciela/sponsora/ulatwiacza zycia...
kiedys moze znajdziecie kogos komu i wy bedziecie w stanie sie oddac tak jak
byscie chcialy tego od drugiej storny. no chyba ze pojmujecie zycie jako
bilans zyskow i strat...

konczac, dodam tylko prawdziwa definicje milosci i moze jej sie trzymajmy i
nia kierujmy sie w zyciu ;)

Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.

Obserwuj wątek
    • clooney_g Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 01.10.08, 12:29
      I wielkie brawa !
      I to jest wspaniala prawda o niewdziecznych,
      niemadrych kobietach !
    • hansela Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 02.10.08, 00:17
      tak wiemy!
      • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 06.10.08, 15:15
        smiem watpic. rzeczywistosc wystawia wam odpowiedni rachunek, jak widac na
        zalaczonym obrazku.
      • jutka_77 Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 28.01.09, 13:27
        Mądrze piszesz. Za bardzo jednak generalizujesz i wszystkie kobiety
        wrzucasz do jednego worka. Rozumiem że nadal cierpisz z powodu
        straty-stąd ten atak. Nie wszystkie żalimy sie na forach na mężczyzn
        a potem pędzimy zrobić sobie nowe titsy i na długie zakupy fundowane
        przez spomnsora. I myślę że znam wiele kobiet, które wiedzą czego
        chcą od życia... A nawiasem mówiąc moja historia jest podobna do
        Twojej.
        Czas goi rany
        Pozdrawiam.
        • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 29.01.09, 17:45
          nie wiem cze generalizuje, raczej nie i nie wrzucam nikgo do worka bo nawet nie
          stworzylem pojecia worka. opisalem to co widzialem na podforum 'szukam meza' w
          pewnym okresie. zdaje sobie sprawe ze jest to wycinek pewnej z grupy 100% kobiet
          ktory moze byc rownie dobrze malym procentem jak i wieksza liczba... jednak z
          obserwacji w zyciu codziennym widze ze to nie takie rzadkie u was. opisalem tez
          to czego oczekujemy, przynajmiej co ja widzialbym u kobiety na cale zycie, tego
          sie bede trzymal chocbym mial zdechnac sam jak palec ;) albo sie taka swirnieta
          baba ktora takiego czubka jak ja bedzie w stanie zniesc albo nie :D a ze was-
          pelnowartosiowych modeli, w moim odczuciu, malo to nie licze na cuda ;) zostaje
          zyczyc wszystkim powodzenia w znajdowaniu
    • ksingu Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 07.10.08, 13:30
      owszem, wiemy. Wiem ja, a za ogół odpowiadać nie będe. Nie chce mi
      się aż takiego wywodu prowadzić jak Ty. Ciekawa jestem jak Ty masz
      zamiar teraz sobie życie ułożyć, skoro tak bardzo niecierpisz tych
      kobiet, żeby nie powiedzieć o nienawiści.
      Widzisz, wszystko ma dwie strony. Mówienie, że widziały gały co
      brały więc się teraz męcz kobieto jest trochę nie na miejscu. Poza
      tym wspieranie winno być wzajemne, a nie poświęcaniem się drugiej
      osobie która ma to głęboko w poważaniu. Nie widzę najmniejszego
      sensu pomagania komuś kto nie docenia tego, a wręcz wymaga i uważa
      taki stan za naturalny. Akurat dziś nie mam nastroju na takie
      dywagowanie, na mówienie kto jest winien i kto jest poszkodowany.
      Wspomnę na społeczną niesprawiedliwość i przyzwolenie na pewnego
      rodzaju praktyki. Otóż 1. kobieta zdradzi męża - to dziwka, facet
      zdradzi żonę - to pewnie mu nie dawała, więc ma za swoje. 2. Facet
      chodzi w pogniecionej koszuli - ale ma beznadziejną żonę, koszuli
      nie potrafi uprasować. 3. W domu nie sprzątnięte, nie ugotowane i
      nie poprane - brudas i fajtłapa, nie żona, co też ma się ten biedny
      mężczyzna z taką kobietą. Nie da się żyć, więc musi się pocieszyć w
      ramionach innej.
      Mogłabym wymieniać wiele innych przykładów, z których część jest
      banalna, stereotypowa i w oczach mężczyzn zakrawająca na feminizm.
      Ale nie taki jest mój cel. Ja tutaj mówię o takich głupotach
      ponieważ to się dzieje w życiu!
      Obserwując życie, ludzi, ich reakcje i słowa wyciągam wnioski, że
      pomimo rozwoju i pewnych zmian w strukturach rodzin, to jednak to
      kobieta musi poświęcać sporo sił na utrzymanie związku. Dlatego
      pytam się czemu Panowie trzymają się roszczeniowej strony? Przecież
      wystarczy sprawiedliwie podzielić obowiązki, wspierać się nawzajem,
      szanować, a nie wykorzystywać. Człowiek to istota która szuka
      wygody. Tak też jest w związku, niby ludzie się kochają, ale kochają
      też wygodę. Dojście do równowagi wymaga wysiłku z obydwu stron. W
      momencie kiedy jedna strona odpuszcza, to druga musi robić więcej,
      potem pojawiają się wzajemne pretensje i frustracja, która nie
      pomaga we wzajemnych relacjach.

      Chcę wspomnieć Panie masher, że nie możesz wymagać od kobiety żeby
      wychowywała dziecko sama. Może Ty nie masz takiej potrzeby, ale co
      wrażliwsza kobieta, może niesamowicie tęsknić za zwykłym
      przytuleniem. Za poczuciem, że nie musi sama się borykać z
      problemami dnia, za tym, żeby mieć do kogo zadzwonić z jakąś
      głupotką w stylu "właśnie gołąb porwał mi kanapkę" (mi kiedyś
      porwał:-) czy cokolwiek innego, nie mówiąc o poważniejszych sprawach.
      Tu chodzi też o swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Dlaczego
      kobieta wychowująca samotnie dziecko ma sobie tego odmawiać skoro
      tego potrzebuje? Dlaczego ma być sama skoro pragnie kochać i być
      kochaną?
      Na dobrą sprawę to chyba każdy ma taką potrzebę. Tylko co silniejsze
      jednostki potrafią żyć same nie waląc głową w ścianę.

      Poza tym, czy nie wiesz, że ten cytat z Biblii nie odnosi się tylko
      do miłości między dwojgiem ludzi? On odnosi się do miłości w ogóle.
      Bo skoro się powołujesz na tak stare pisma, to wiedz, że mówi ono o
      różnych rodzjach miłości: wzajemnej, do bliżniego, braterskiej,
      nawet o miłowaniu swego wroga.

      I pytanie: Skoro już powołujesz się na ten jakże unikalny tekst o
      miłości to czy przypadkiem nie jest to obłuda? Skoro miłość
      wszystkiemu wierzy i we wszystkim pokłada nadzieję, to dlaczego Ty z
      taką zaciętością chcesz prześwietlać kobietę która ew. pojawi się w
      Twoim życiu? Skoro miłość "nie szuka swego" to dlaczego tak się
      zapierasz, że swego karku tanio nie oddasz i wymagasz więcej od
      kobiet???

      Wbrew pozorom wiem co czujesz. Ale to nie jest właściwa droga. To że
      ktoś Cię zranił, to nie znaczy że możesz przez pryzmat tego
      zdarzenia analizować każde zachowania kolejnej kobiety. Moim zdaniem
      wypadałoby najpierw oczyścić swój umysł z negatywnych uczuć, jak
      żal, nienawiść, rozczarowanie i złość, wyciszyć się a potem otworzyć
      się na nowy związek.

      pozdrawiam
      Aga
      • first.magda Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 07.10.08, 14:50
        wiem, czego chcę, przynajmniej tak mi się wydaje.
        to co przytoczyłeś o miłości jest bardzo piękne i co najważniejsze
        prawdziwe, może więc wybacz jej.......
        pozdrawiam
      • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 07.10.08, 16:26
        przeczytalem uwaznie co napisalas i odpowiem mam nadzieje w jakiejs sensownej
        kolejnosci

        nie ma we mnie zawisci, nienawisci do kobiet. byla jest dla mnie zwyklym
        przechodniem niewartym uwagi, nikim wiecej. to nie ja robilem syf w zyciu po
        rozstaniu... wiec zawisc to nie po mojej stronie ze tak sie okresle. a to ze
        mnie razi postawa prezentowana w kilku postach to napisalem co napisalem. jest
        to zwyklym rozwazeniem postow zamieszczanych na tym forum w stylu 'mam meza ale
        bym szukala kogos innego'. dla mnie jest to chora sytuacja gdyz pokazuje jakim
        ten ktos jest. nie wiem bo wiedziec nie moge, czy ten ktos poddal sie po 5
        seundach jak zobaczyl ze zostawil facet podniesiona klape od sedesu czy moze po
        5 latach meczarni, katowania i nie dawania na nic pieniedzy, ze o wsparciu w
        wychowaniu dzieci i dbaniu o dom rodzinny nie wspomne. dla mnie takie szukanie
        kogos bedac z kims jest nie dosc ze zwyklym aktem zdrady to takze
        nieodpowiedzialnoscia. dzis zdradzi meza z ktorym ma gorsze dni a jutro kazda
        inna osobe. proste przyczynonoskutkowe wnioski.

        kobieta ktora zdradza, zdradza. tak samo facet ktory sie puszcza jest
        dziwkarzem. plec nie ma tu nic do rzeczy.

        jak facet chodzi w pogniecionej koszuli to jest fleja. co nie znaczy ze kobieta
        nie powinna zadbac w jakis sposob o to w czym facet i jak chodzi ubrany. z
        reguly faceci nie przywiazuja do tego wiekszej wagi i wielu z nas cieszy jak
        pomagacie nam wybrac w co sie ubrac.

        co do rodziny i wspierania sie, dzielenia obowiazkow... partnerstow to
        partnerstwo. nic wiecej ani miej. wspieranie sie to tez poswiecanie sie dla
        kogos, dla rodziny i dla siebie. to dbanie o cala rodzine, dom itd.

        czemu mam, a raczej mialbym ochote przeswietlic taka osobke? bo nie zaryzykuje
        ponownie aby dostac po gebie od zycia i kolejny raz zaczynac wszystko od zera i
        bycia wdeptanym w g.... nie jestem masochista i nie wpakuje sie w cos jesli nie
        bede mial watpliwosci ze ten ktos wykreci mi podobny numer. czy to szukanie
        czegos? nie, zwykly rosadek. ten cytat bardziej odnosi sie do tego ze jak juz
        sie pokocha kogos to rodzi sie wraz z miloscia zdolnosc do wybaczania sobie
        wielu rzeczy. nijak sie nie odnosi do zaufania ktore jest jakims
        przyczynkiem/skladnikiem w ewentualnym przyszlym zrodzeniu sie milosci.

        jak sobie zamierzam ulozyc zycie? nie zamierzam, poskladalem je jak moglem
        najlepiej. bardzo... bardzo rozni sie od tego ktore zaplanowalem i bylem bliski
        zrealizowania ale to na dzis optimum jakie moge miec. bedzie jak bedzie. tez
        tesknie do rodziny, potomstwa, przytulenia kogos do snu i o poranku, dzielenia
        sie radosciami i problemami. tu mezczyzni nie roznia sie od kobiet.

        czy kobieta ma sobie odmawiac bliskosci kogos kogo moze pokochac/kocha? nie, tak
        samo jak facet. problem w tym w jakim celu, co temu przyswieca i jak jest
        przeprowadzane to owe szukanie. bycie z kims i szukanie jest raczej zlym
        sposobem na ulozenie sobie zycia. szukanie sponsora do ukladu malzenskiego
        srednio sensownym rozwiazaniem. nie wiem czemu sie tak strasznie burzysz na mysl
        o samodzielnym wychowywaniu dzieci przez kobiete lub faceta. jest to moze
        trudniejsze wyzwanie ale czy niewykonalne i takie zle, straszne? taka rodzina
        nie bedzie dysfunkcyjna, patologiczna... nie bardziej niz kazda inna.
        • jr40 Masher-200% racji!!! 08.10.08, 00:09
          Od pół roku próbuję poznać w necie na róznych forach kogoś fajnego, ciekawego-
          kto byłby potencjalną partnerką. Niestety- Panie nie wiedzą czego chcą.
          Wystarczy poczytać ogłoszenia w portalach randkowych, nie trzeba się nawet
          spotykać. Sama treść ogłoszeń: "ładna, zgrabna itp. CZEGO SZUKA:nie wiem KOGO
          SZUKA: jak znajdę to będę wiedziała, JAKA JESTEM:nie wiem" itp itp. Albo: "nie
          szukam ideału, bo takich nie ma, ale szukam mężczyzny który mi będzie odpowiadał
          pod każdym względem" (sic!); "Nie szukam księcia z bajki, ale męzczyzny
          który...(i tu cała lista nierealnych wyobrażeń). A jak sie dokładniej
          przewertuje ogłoszenia i zdjecia, to znajdziemy te same osoby tu w Cafe, w
          Sympatii, na lenie, i nawet w pseudokatolickim Przeznaczeni.pl. 4 lata temu
          szukałem też w necie partnerki, nei znalazłem, spotkałem w realu, wylogowałem
          sie z netowych randek. Był zwiazek, rozsypał się. Zalogowałem sie znowu w necie.
          I co? I widzę znajome sprzed 3 lat, które ciągle tu wiszą od tamtej pory, a
          niektóre do mnie napisały po raz kolejny, tym samym tekstem-"że nie szukają
          ideału bo takich nie ma, ale...". Moje obserwacje tylko potwierdzają Twoja
          tezę, że jest spore grono kobiet które nie wie, czego chce w związkach, a być
          może tak naprawdę w ogóle nie chce związku, ale szuka i wchodzi w związki - bo
          tak wszyscy robią, bo w domu każą, bo juz czas, bo wstyd byc starą panną, bo
          teraz najlepsza pora na urodzenie dziecka, bo palcami wytykają itp. No i wiążą
          sie z partnerem złapanym na siłe, a później płacz, zgrzytanie zębów i szukanie
          przyjaciela/kochanka w necie.
    • magda0177 ;) 07.10.08, 20:14
      zatkało mnie, rozbawiło i sprawiło że zaczęłam "myśleć";)
      ..no i jeszcze zaczerwieniłam się ze wstydu bo..jestem kobietą;)i ...niestety
      zgadzam się z każdym Twoim słowem;)
      • masher Re: ;) 07.10.08, 20:47
        ;)
    • zla.kobieta83 Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 08.10.08, 11:09
      Jestem kobieta i w 90% zgadzam sie z masherem. My kobiety jestesmy
      specyficzne inny gatunek ludzki. Miłosc nas chyba oslepia Spotykamy
      sie z niewlasciwymi facetami. Mowimy ze jestesmy z tym facetem bo
      innego bysmy nie miały. Wole byc sama niz sie meczyc z kims kto mnie
      na kazdym kroku denerwuje. Ja wiem gdy jest sie z kims to
      partnerstwo polega na rozumieniu sie, pomocy wzajemnej, wspieraniu
      sie. Ale nie mow mi ze gdy ludzie sie zmienia to my mamy sie do nich
      dostosowac. Ludzie czasem sie zmienia na niekorzysc i ja wiem
      najlatwiej wtedy odejsc ale powiec mi czemu mimo swoich prob
      wyciaganie reki i pomocy drugiej osoby zawsze dostaje kopa w tylek
      to czemu mam to znosic. Lepiej mi bedzie samej lub z innym facetem.
      Ja chce sie zestarzec z jednym facetem i chce by zawsze było dobrze
      miedzy nami przy naszym wspolnym udziale.
      Po drugie nie da sie przeswietlic osoby i miec pewnosc ze nie
      wywinie Ci takiego numeru co ostatnia. Jesli sie da to powiedz mi
      jaki to jest sposob. Ludzie obiecuja miłosc, wiernosc i bycia z
      druga osoba na dobre i zle i co, jak to sie konczy, wszyscy wiedza
      jak.
      • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 08.10.08, 11:49
        gdybym myslal ze jest jakis przepis na zycie przeczytal bym taka ksiazke albo
        sam bym takie poradniki napisal i trzepal na tym kase ;)

        tak naprawde nie przyrzekasz, przysiegasz a to duza roznica bo czyni
        zobowiazanie i nierozerwalna wiez;) przynajmiej taka powinna byc.
        dlaczego pisze aby mimo wszystko zmieniac sie razem i dostosowywac wspolnie? bo
        tak wlasnie ma to wygladac. zalozmy ze kazde z malzonkow daje sobie
        nielimitowany kredyt na zmieniany, dostosowania drugiego. co sie dzieje wtedy?
        mozna usunac wiekszosc jesli nie wszystkie wady jakie ktos posiada. tylko czy
        uzyskany model bedzie tym ktory chcemy miec, watpie. wiec zmienianie na sile
        odpada tym bardziej gdyz wiaze sie z oporem zmienianego. zalozmy ponownie, ze
        mamy czastkowa moc zmienienia kogos ale w inny sposob- to ja zmienie cos dla
        ciebie, dopasuje sie do ciebie i moze ty w czyms tez mi ustapisz jak bedziesz
        chcial a wierze ze bedziesz chcial...itd. zbyt idealistyczne troche moze sie to
        wydaje ale czy nie na tym polega zwiazek? oddanie sie komus, nie wymaganie ze to
        a to sie zmieni. co sie uzyskuje w zamian? moze nic, moze jeszcze wieksze
        poswiecenie ze strony przeciwnej... a moze zadne, wtedy z wygodnictwa i
        sobkowatosci konczy sie co mialo trwac. czemu zmieniaja sie na niekorzysc? mysle
        ze wlasnie dlatego, iz nie zmieniaja sie wspolnie, ze uwazamy ze to ktos
        powinien sie do nas dostosowac, ze lubimy takie wygodnictwo- juz sie ugialem i
        zmienilem to a tamto teraz ty... niestety tak to nie dziala. tam gdzie zaczyna
        sie bilans konczy sie milosc, ta bezgraniczna, bez szukania, pytania, ktora
        zniesie wszystko. przyklady staruszkow w parkach mozna spotkac wiec jest mozliwe
        aby przejsc przez zycie razem, znoszac kazdy trud.

        na pytanie jak chce kogos sprawdzic, odpowiedziec moge tylko ze nie wiem. wiem
        tylko ze bede musial stanac w pewnym momencie bardziej obok i sprawdzic co mi
        sie w tym kims podoba, jaki ma uklad z rodzina blizkimi, czy jest chwiejna
        osobka, podatna na wplywy, twardo stapajaca, zaradna czy za nia wszystko trzeba
        zrobic, odpowiedzialna uczciwa, honorowa, gotowa do poswiecen, sobek czy nie
        itd. i starac sie przewidziec czy ma to sens czy bedzie to powtorka z rozrywki.
        patrzac przez pryzmat serca zbytnio bym idealizowal chyba taka osobe wiec trzeba
        bedzie wyjsc na chwile z roli. i nie wiem czemu mam dziwne przeswiadczenie ze
        jak sie kogos kopnie tak ze zaboli i mimo to wroci po 'jeszcze' to bedzie to juz
        na dobre i na zle ;)

        i bym mial pytanie odnosnie powiedzenia ze mezczyzna jest glowa a kobieta
        szyja... ale to chyba na osobny watek sie nadaje ;) w kazdym razie jakby ktos
        chcial sie wypowiedziec, czy taki model wam kobietom odpowiada i czy wiecie jak
        byc szyja... ;) to chyba tez odrobine wchodzi w temat tego docierania sie w
        malzenstwie
    • megg78 Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 22.10.08, 14:46
      masher, kogos takiego jak ty.
      • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 26.10.08, 18:57
        to powodzenia ze znajdowaniem wlasciwego modelu zycze ;)
    • sweetie78 Re: FACECI czy wy sami wiecie czego chcecie? 17.12.08, 13:39
      dobrze napisane :)

      ja natomiast mam problem w drugą stronę, mam kogoś, który ciągle ma
      jakieś ale, ślub tak ale może za 100 lat, a bo nie ma tego, siego i
      owego, co się dzieje z tymi facetami? facet to ciągle myśli, że baba
      chce go orżnąć czy co? szkoda słów
      • masher Re: FACECI czy wy sami wiecie czego chcecie? 19.01.09, 11:37
        tez nie pojmuje ludzi ktorzy chca miec cukierek i zjesc cukierek. albo sie z
        kims jest albo nie. definicja jest krotka i lopatologiczna. zwiazek to nie
        bzykanie i obiadokolacjosniadanie czy wspolnych naczyn wycieranie. chyba ze ktos
        tylko tego od zycia oczekuje, tylko czy taki uklad usatysfakcjonuje wszystkie
        strony...
        pozdrawiam i zycze normalnosci w zyciu codziennym ;)
    • mariaeva Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 21.01.09, 22:36
      zgadzam sie w całosci z tym co napisales
      nie zlizusostwa ani dla zartu czy z przekory
      po prostu tez tak uwazam
      pozdrawiam :)
      • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 27.01.09, 14:29
        zostaje zyczyc sobie i innym facetom wiecej kobiet ktore uwazaja tak jak Ty i
        ktore jeszcze to potrafia na zycie przelozyc w odpowiedni sposob ;) tylko czy
        nie bylibysmy wtedy juz w raju ;)
        pozdrawiam
        • mariaeva Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 31.01.09, 18:21
          pewnie tak
          moj byly maz powiedizal ze bylam dl aniego za....dobra
          wiec widac to tez zle jesli sie jest dobrym.... i nie zauwaza ze za
          dobrym....
          zozly maja lepiej...
          pozdraiwam :)
    • yanoosh111 Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 22.01.09, 12:05
      Hej! Kolego ! Czy aby przypadkiem znasz moją byłą żonę ? :D


      ---------------
      • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 27.01.09, 14:25
        z uwagi na to iz ludzi jest zdziebko kilka miliardow, prawdopodobienstwo znania
        jest malo prawdopodobne i jesli jest tak jak opisalem, uznac moge ze ta
        nieprzyjemnosc mnie szczesliwie ominela ;)
    • lowcia Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 06.02.09, 16:51
      Z zainteresowaniem przeczytałam co
      powyżej.Ciekawe,mądre,wspaniałe,podniosłe.A życie jest
      prozaiczne,TRYWIALNE.Miłość cierpliwa jest,łaskawa,nie zazdrości,nie
      szuka poklasku to piękne bajki,które mam,niestety,bardzo silnie
      zinterioryzowane,a na których się mooocno przejechałam.Pozdrawiam
      zatem wierzących w te bajki jak ja:( :)
    • juz_niedlugo_wiosna Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 07.02.09, 19:51
      świetny tekst! :)
      tylko, że przyglądając się każdej cząstce zawsze coś nie będzie pasowało
    • aania1977 Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 04.03.09, 18:38
      :)
      troche racji masz, ale tylko troche....
      Nie wiem o wszystkich kobietach wszystkiego wiec w swoim imieniu - pewnie ze
      problemy sa integralna czescia zwiazku - ale trzeba je rozwiazac i dobrze jesli
      facet od tego nie ucieka; a poza tym - czasem potrzeba przestrzeni bezwarunkowej
      akceptacji i dopuszczania takiej mysli ze kobieta chce sie rozwinac, a najlepiej
      jak sie bedzie rozwijac ze swoim facetem. No i ODPOWIEDZIALNOSCI i swiadomosci
      ze jutro pojutrze i jeszcze dalej nie jest niepewne....
      Powodzenia, normalnych kobiet jest wiecej niz przypuszczasz
      • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 09.03.09, 13:42
        w zwiazku gdzie panuje milosc nikt nie ucieka, kazde stara sie wrecz odciazac
        partnera, byc odpowiedzialnym, chronic, rozwijac sie wzajemnie itd. sa podstawy
        tego co ma chyba laczyc ludzi. obserwujac ludzi, to co robia i pisza mam czasem
        wrazenie ze naleze do innego gatunku. gdzies sie tez w ludziach zatraca
        elementarna bezinteresownosc. nawet w zwiazkach licza kto bardziej sie przyklada
        i wartosciowuja wszystko. a gdzie na dobre i na zle? niestety konsumpcjonizm
        dociera wszedzie. brzmi to moze dziwnie ale tak to widze.

        takze zycze powodzenia. nas tez jest sporo, choc wyluskac z tlumu trudno ;)
      • jolanta19721231 Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 20.05.09, 21:44
        czesc madrze napisales ale to jest troszke inaczej przysiegasz
        starasz sie i robisz wszystko zeby bylo dobrze no i zaczyna sie
        moze jestes za dobra i robisz wszystko a on nie robi nic pracujesz
        a on nie pracujesz po 16 godzin a on na to ze za mało no i poznaje
        młodsza zadbana bo ona ma na to czas i kogos kto o nia dba i tak
        dalej pozdrawiam
        • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 30.05.09, 19:40
          niestety w zyciu bywa roznie. jedyne co mozna to zrobic wszystko najlepiej jak
          sie da. wtedy nawet jesli nic z tego nie wyniknie pozytywnego, zawsze mamy
          czyste sumienie, ze zrobilismy co mozna bylo, choc kac przez jakis czas
          pozostaje. jak sama pewnie widzisz, jednostronnie niczego zrobic sie nie da.
          zmusic do kochania, wiernosci, oddania, wspierania nikogo nie mozna. mimo to
          starac zawsze sie trzeba, tak przynajmniej uwazam.
          jedno mnie dosc mocno drazni, to ludzie ktorzy wtracaja sie w zwiazki. mysle ze
          nie jeden zwiazek udaloby sie poskladac do kupy gdyby nie tacy 'pomocnicy'. to
          nie tylko kwestia zdrad, szukania kogos na boku, ale nawet takie wtracanie sie
          zyczliwych czlonkow rodziny moze byc dosc problematyczne. co poradzisz, tak to
          juz ludzie maja ze jak widza cos dobrego to musza zepsuc aby inny zbyt dobrze
          nie mial.
    • mayenna Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 01.06.09, 23:24
      Wiem, wbrew pozorom. ale czasem tak jest, że budzisz się rano a on
      po 20 latach mówi, że nie takiego zycia chciał, nie takiej miłości.
      Totalna wzajemność, akceptacja, miłość bierze w łeb bo masz jakies
      wymagania. Ja chciałam tylko zapewnienia, że nadal mnie kocha i chce
      byc ze mną. Ze my razem, a nie osobno, idziemy przez życie.
      Patrzę na znajomych i widzę mnóstwo niesamowitych kobiet: zaradnych,
      kochających, odpowiedzialnych, mądrych. Takich mężczyzn jak na
      lekarstwo.
      Zastanawiając się nad sprawą - jaki mężczyzna? - doszłam do wniosku,
      że najważniejsza jest wzajemność: miłość za miłość, uczciwość za
      uczciwość, czułość za czułość...Znam jednak tylko 5 normalnych
      facetów - tzn. takich, którzy własnym żonom oddają to co one im
      ofiarują. Jak widać, są żonaci.

      • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 02.06.09, 19:18
        ale chyba jedno zdanie nie przekresla tych lat, tego co przezyliscie. jeslibys
        tak myslala oznaczaloby ze to dla ciebie tez taki nic nieznaczacy epizod w
        zyciu, bo zbyt latwo porzucilas to co mialas:) moze mial gorszy dzien, moze na
        chwile zwatpil, a moze po prostu myslal sobie- kurde, dzis znow musze isc do
        roboty, zapierd... jak glupi za marne pieniadze, zonie i dzieciom niewiele moge
        dac, do dupy takie zycie, nie tego chcialem. nie wiem, wiedziec nie moge, jak
        jest czy bylo. ale poddawac sie, zarzucac wspolnego ja dla chwili chyba nie
        warto :) przeszliscie nie jedno, przezyjecie jeszcze wiele, tylko trzeba chciec
        i ufac :) chyba,tak przynajmiej mysle ;)
        • mayenna Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 03.06.09, 02:00
          Nie masz niestety racji.
          Zakładałam, że on czuje i chce tak jak ja, że myslimy podobnie i
          działamy w tej samej drużynie. Zakładałam wzajemność uczuć, relacji,
          starań. Jak ja mu, tak on mi, prawda?
          A lata trwało nim kolejne fakty pokazały, że mam księcia, który
          tylko bierze i nie chce żadnych zobowiązań.Nie, żebym ja coś
          narzucała - on sam nie czuł się za nic odpowiedzialny - nawet za
          siebie - bo obok był ktoś,kto znajdował rozwiązania z każdej
          sytuacji i wspierał bezwarunkowo bo on też w razie potrzeby da mi to
          samo. A jak nie dawal to zawsze miałam jakieś usprawiedliwienie.
          Jako Masher wiesz, że nawet psy potrzebują, żeby je pochwalić i w
          razie potrzeby pociągnąć z nimi sanie lub przespać się w śniegu. Od
          tego czasem zależy sukces na mecie. żona trochę do psa jest podobna,
          a przynajmniej ja byłam.
          Teraz mam 36 lat i rozwód w toku, bo nasze ustawodastwo mnie do
          takiego rozwiązania zmusza.Jednak wiem, że dla wielu kobiet właśnie
          miłość i wzajemność jest najważniejsza. Inne rzeczy nie są ważne.

          A ostatnio na babskim wieczorku stwierdziłyśmy, że im fajniejszy
          facet, tym gorszą ma kobietę.

          A i przepraszam, ale ja tu tak przypadkiem weszłam.Nie szukam męża:)
          • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 03.06.09, 05:25
            co by nie mowic, bez wspolpracy i wzajemnej pomocy nigdzie sie we dwojke na
            jednym garbie nie dojedzie ;)
            tylko widzisz, dla mnie istnieje w tym wszystkim jeszcze to co sie komus
            przysiegalo. wiec jesli ma sie u kogos dozywocie, to trzeba to respektowac i
            robic tak aby bylo dobrze. rozumiem tez ze czasem sie tak wszystko popieprzy ze
            tylko sie pochlastac mozna. przepraszam ze tak obrazowo pisze, ale takie jest
            zycie, i pora ;) ale nawet wtedy glejt przecie nie traci waznosci. ba, to
            przyzeczenie, przysiega mysle powinna zobowiazywac do jeszcze ciezszej pracy a
            kazdy dorosly czlek sobie powinien zdawac sprawe z tego do czego sie
            zobowiazuje. takze do tego partnerstwa, do znoszenia ciezarow z garba drugiej
            osoby itp. z moich doswiadczen i obserwacji wynika, ze ludzie zbyt latwo sie
            poddaja. przy jakims wiekszym wyrzeczeniu czy problemie pakuja manatki i
            trzaskaja drzwiami. nie powiem co zrobic jak juz tak kompletnie wszystko zdechlo
            w czlowieku, nic nas z tym kims nie laczy... kazdy podejmuje wtedy wlasne
            decyzje i nikt nie powinien chyba tego oceniac. ale mysle ze nim do takich
            wyborow dojdzie nalezy w mysl zasady 'zesram sie a nie dam sie' zrobic wszystko
            a nawet wiecej aby bylo dobrze albo naprawic co sie zepsulo. bez patrzenia kto
            komu poco dlaczego itd. bez tego, bez pewnosci ze zrobilo sie wszystko co
            mozna... podejmowanie decyzji ostatecznych jest zwykla ucieczka, brakiem
            odpowiedzialnosci lub zwyklym pojsciem na latwizne.
            z drugiej storny jak sie pojrzy na to dla kogo sie zgina kark, popatrzy w
            przeszlosc i stwierdzi ze juz 50 kilometrow wczesniej rece i nogi nam opadly...
            mozna wtedy zaczac sie zastanawiac. jak pisalem wczesniej, kazdy odpowiada za
            siebie, wlasne i nie tylko wlasne zycie oraz za swoje decyzje i zobowiazania.

            na koniec, uzylas slowa 'zakladalam'. na moje oko troche to dziwne, bo u mnie
            albo jestem czegos pewien, cos wiem albo nie zakladam bo to juz sa
            przypuszczenia i zdarzenia losowe ;) w moim przypadku bylem wielu rzeczy pewnym,
            a mimo to skonczylo sie malo sympatycznie po kilku latach... ok, kilku rzeczy
            nie, ale wierzylem ze mozna cos zmienic i poskladac do kupy. bez wspolpracy
            jednak nie mozna, o czym sie moglem przekonac. tak to juz jest chyba, ze jednego
            dnia dajesz sobie za kogos reke uciac a nastepnego nie masz jak sie podrapac ;)
            wtedy nawet trudno miec do drugiej strony zal. bo i o co, ze byl/a soba tylko
            mielismy inne wrazenie i bledny osad sytuacji, albo ze nam sie chcialo a komus
            nie. taka to refleksja po x latach od rozstania:)

            juz mi cos cwierka za oknem i jeszcze spac sie mi nie chce lol nic to, sniadania
            czas, wiec smacznego i milego dnia:)
            • mayenna Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 03.06.09, 07:57
              Też byłam pewna. Czyli mamy podobnie:)
              Można wiele znieść i naprawić, ale musi być jakaś sprawa, wartość na
              której obojgu zależy. Taki fundament, na którym można od nowa
              zbudować.Nie tylko przysięga...
              U nas nawet ten glejt dla każdego od początku oznaczał coś
              innego.Właściwie jego nie dotyczył...Ale mądra to ja jestem teraz.
              Jak miałam 19 lat to myślałam, że wystarczy miłość.
              Dzięki za ostatni akapit - przedostatni.Był moment gdy myślałam, że
              któreś z nas jest chore psychicznie, bo jak można tak róznie oceniać
              te same sprawy?
              Dziękuję za dobre słowo.Powodzenia:)
    • kk-katia Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 07.06.09, 06:31
      Dawno mnie nie było,ale widzę,że temat dalej aktywny.
    • 81zuzia Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 13.06.09, 22:33
      Masher śmiem twierdzić, że to siebie szukamy .
      Odezwij się geisza26@gazeta.pl
      • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 14.06.09, 01:33
        nie sadze, warunek konieczny i wystarczajacy nie jest spelniony ;) >>> P.S.
        Jeden warunek, musisz mieć powyżej 180 cm.Lubię być kobietką :)

        choc z drugiej strony nie bardzo rozumiem skad taki warunek. czy bycie z kims
        rownego wzrostu czy nizszym jest nacechowane negatywnie? nie pozwala byc i czuc
        sie kobieta? zawsze wydawalo sie mi, ze wiek, wzrost itd ma znikome znaczenie ;)
        • mayenna Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 14.06.09, 08:36
          Od razu widać, że nie nosisz szpilek:)

          Jeszcze raz przejrzałam ten wątek i myślę, ze nawet jak ten ideał
          spotkamy w realnym życiu to nie zorientujemy sie, ze to
          ten/ta.Przyczyna takiego stanu jest prosta - nasze wyobrażenie nie
          zawsze pasuje do rzeczywistości. Wystarczy, ze ta idealna bedzie
          miała np. 5 dzieci, ten idealny parę lat mniej niż kobieta lub
          wzrost nie taki i przejdziemy obok nadal szukając.
          Tak się ładnie mówi, że najważniejszy jest charakter ale niestety
          inne sprawy także mają na nas wpływ. Najtrudniej jest wyjść poza
          własne mentalne wyobrażenia i założenia.
        • 27anulka27 Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 28.06.09, 23:19
          Witaj. jesli mialbys ochote popisac to odedzwij sie. pozdrawiam.
        • agaaajaga Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 03.09.09, 21:44
          A co byś powiedział masher na odwrotną sytuację? Na kobietę, która zawsze radzi
          sobie sama, nigdy nie chce korzystać z pomocy innych, a facetowi nie pozwoli
          nawet żeby otworzył jej drzwi lub postawił wodę mineralną? Nie wszystkie
          jesteśmy - udajemy sierotki. Niektóre z nas wolą pokazywać jak są twarde, nawet
          gdy w środku czujemy coś innego. I jedyne czego chcemy od faceta, to żeby można
          było się z nim dogadać...
          • masher Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 03.09.09, 22:19
            ciekawa sytuacja. ale bywa chyba problematyczna dla obojga. czemu? bo facetowi
            chyba trudno zaakceptowac to ze nie ma pomagac. a kobiecie bo chyba jednak
            wolalaby aby jednak pomagal, otwieral jej te drzwi, 'szarpal sie' na mineralna.
            nie wiem czy mowimy o kobietach ktore sa samodzielne i zaradne... czy o takich
            wampach ktore faceta by znokautowaly jakby mialy powod i okazje. jesli o tych
            pierwszych to mamy kobiete chyba idealna, jesli o drugich to bym sie mocno
            zastanowil. rywalizacja to nie partnerstwo wiec raczej odpada taki uklad.
            • pruszko-wianka Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 05.09.09, 20:11
              Tak i bywa tez tak, ze to kobieta jest ta zaradna. Pracuje, ogarnia
              dom, rodzine, ksztalci sie, jest pieknie wygladajaca kobieta i
              swietna matka. Umie wszystkim sie zajac, wszystko zalatwic a facet
              wykorzystuje to na tyle, że nie robi juz nic bo po co skoro żonka
              zawsze wszystkim się zajmie. W domu nie trzeba robić nic bo gwoździe
              ona też umie wbijać i wiertarkę obsłużyć, dzieci to wyłącznie
              zajęcie matki, z pracy zawodowej też się można powoli wymigać w
              końcu żona dość dobrze zarabia, da się przeżyć. Już o pomocy przy
              wniesieniu zakupów gdy żona jest w ciąży lub wymianie żarówki na
              drabinie gdy zona ma zapalenie stawu kolanowego nie wspomnę... no
              ale w końcu takiego męża sobie wzięła to niech się męczy.
              • pruszko-wianka Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 05.09.09, 20:17
                Szkoda tylko, że była taka głupia, że marzyła nie o tym żeby facet
                się nią zajmował bo była zaradna, nie o tym, żeby kupował prezenty
                bo jak czegoś potrzebowala to sama mogła sobie kupić ale właśnie o
                tym "chodzeniu za ręce w wieku 80 lat", o wspólnych decyzjach i
                planach, o rozmowie i wspólnym zrozumieniu. W zamian dostała faceta
                nastawionego na branie egoistę, który twierdzi, że wszystko co
                otrzymuje to mu się należy a , który w zamian nie musi dawać z
                siebie nic. Szkoda tylko, że miłość bywa ślepa....
                • mayenna Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 06.09.09, 23:16
                  Wiesz, problem chyba w tym, że układ tworzył się gdy on przynosł
                  mamuta a ona pilnowała ognia. To w nas zostało. Nie da się zmienić
                  tak do końca.
    • kogutek-is-me Re: czy wy same wiecie czego chcecie? 25.09.09, 20:54
      > Miłość cierpliwa jest...
      >
      >
      to mój numer gg:5038424 :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka