W sąsiedztwie mam małego wampirka. Od małego wyje, zwłaszcza w pełnię. I to od wczesnego rana. Było to do wytrzymania kiedy miał kilka miesięcy, ale kiedy ma dwa lata jest gorzej. Teraz jesień - to wyje, bo ma kaszel. Istotą jego życia jest ciągle wycie. Czasem płacze, ale zdecydowanie rzadko. Zasysa soki życiowe otoczenia, głównie mamy, która jest typową grzeczną dobrze wychowaną kulturalną młodą damą - nie umie postawić granic wampirowi. Moje zasysa też, skoro już zaczynam się udzielać terapeutycznie-literacko na jego temat
Spłodzili tyciego i mama świruje, że taki mały, więc lata na dwóch łapkach i sztuki cyrkowe wyprawia, żeby jadł i to dużo, żeby rósł bo broń_pan_bóg nie urośnie i to co będzie ... Szare - średnia krajowa, okna można otwierać, nie wylecą ... zapomniała, że dziecko to nie hodowlany broiler i sobie może rosnąc tak jak lubi, nie dla zaspokajania jej potrzeb umysłowych i estetycznych.
W ten sposób zasila jego wampirskie akumulatory jeszcze bardziej i im jest większy tym bardziej wyje. Nadopiekuńczość w odniesieniu do młodych wampirów to wielki błąd wychowawczy.
Hehe
Nie ulżyło mi wcale.
Drudzy sąsiedzi to starzy ludzie, jak to mówią - nad grobem. Też budzą się ściśle rano, kiedy jeszcze ciemno. Ona jest wielką dorodną kobietą uwielbiająca narzekać starczym donośnym barytonem z wykorzystaniem całej biedy języka polskiego, z k...wami w szczególności. Narzeka na 'teraz' afirmując dawne czasy, kiedy była niepiękna, ale młoda. Narzekanie to przybiera formę bazarowo zapalczywą, bo ma kobieta temperament. Wszystko słyszę, zwłaszcza rano, kiedy wszyscy śpią i jest taka błoga poranna cisza naokoło. Oprócz ciężkiej mowy pali takie ilości, że nawet jak mam zamknięte okna i drzwi to jakąś nie wiadomo, którą szparą, ten dym wali mi w nozdrza. Ci sąsiedzi prawie nigdy nie otwierają okien, bo boją się złodziei. Cud, że jeszcze żyją i powinno się to jakoś wykorzystać. Gdyby ją tak zbadali porządnie, ludzkość by może odniosła korzyści.. a może ma jakąś oryginalną mutację genetyczną?
A ja muszę chyba wszystkie szpary w podłodze pozatykać bo jedzie, jak z petownicy.
Takie jest życie kochani, jesień zapyla jak szalona, a ja patrzę i nadziwić się nie mogę jaki ten świat jest niezwykły. Chciałabym coś bardziej pozytywnego o sąsiadach. Cóż.
W każdym razie ogromnie się cieszę, że nie mam własnego wampira na stanie ani starczego donośnego barytona, i nie palę!!!