Dodaj do ulubionych

Grazyna Szapolowska

12.02.05, 21:35
czytalam z nia wywiad, ale nie pamietam juz gdzie w "zwierciadle",
albo "pani" powiedziala tam ciekawa rzecz, ze gdyby nie plasterki hormonalne
to prawdopodobnie nie doszlo by do rozstania z jej poprzednim mezem. Mysle
ze mezczyzni od nas nie odchodza z powodu mlodszej tylko z powodu zmian w
nas, bo tak na prawde jestesmy inne, nam samym jest bardzo zle ze soba.
Obserwuj wątek
    • kla-ra Re: Grazyna Szapolowska 12.02.05, 22:37
      Chminka,
      kazdy ma prawo do zlego dnia.
      Co Ci sie stalo!
      Szapalowska od pewnego czasu nie wie co ma z soba zrobic i czym jeszcze
      zaimponowac rezyserom,aby Ja obstawili w filmach.
      Robiac niezdarny szum wokol swojej osoby.
      Takie jest tylko moje zdanie.
    • natla Re: Grazyna Szapolowska 12.02.05, 23:10
      Chmineczko, też uważam, że wielu panów nie ma mózgów i po prostu nie przewiduje
      zmian naszych i swoich w "pewnym" wieku. Dla nich "nasze plasterki" są
      szokujące. Madry, myslący, zaprzyjaźniony chłop, spodziewa sie zmian
      i przyjmuje je zupełnie normalnie. Podobnie jak mądra, przewidująca kobieta
      stara się przechodzić ten okres bez histerii (nie mówię o stanach
      patologicznych, spowodowanych zaburzeniami hormonalnymi u obu płci).
      Wielu panów zostawia swoje żony po 30 latach małżeństwa często z wygodnictwa,
      ale czasem z niemożności życia z rozhisteryzowaną, przewrażliwioną, złośliwą
      kobietą. A tu z boku kroi mu się wygodny związek z młodą, bezproblemową
      kobietką ( która za kilka latek bedzie przechodziła to samo, ale on o tym nie
      myśli, zreszta nie wiadomo czy dożyjesmile)
      Młode dziewczyny zawsze będą pociągały starszych panów, bo mogą udowodnic ich
      męskość, która jest najważniejsza.
      Pewnie jest jeszcze kilka innych powodów np ładne ciałko, "blond" móżdżek,
      jakże wygodny, możność imponowania itp.
      A tak na marginesie bardzo lubię aktorkę Szapołowską.
    • toskania8 z tym odchodzeniem bywa najróżniej... 13.02.05, 00:18
      ...a wiem to patrząc na otoczenie. Są oczywiście faceci bezmózgowcy, są
      oczywiście tacy, którym nagle zaświeci gładka buźka i ta znajoma od lat nagle
      się nudzi. Ale bywa i tak - posłuchajcie.
      Mam przyjaciela, przyjaciela, nie kochanka.
      To był zawsze mąż i ojciec - marzenie. Mądry, dobry, ciepły i do tego jeszcze
      cholernie przystojny. Dla niego istniał tylko dom, dzieci, rodzina. Zabiegał,
      hołubił, troszczył się, otaczal ciepłem i opieką. Ale stopniowo, takie rzeczy
      nie dzieją się nagle, jego żona zaczęła się zaniedbywać ( a piękna nigdy nie
      była) a do tego jeszcze na każdą jego propozycję było "nie". I to jaką
      propozycję ! Na rocznicę ślubu do Paryża - nie. Na narty - nie. Na weekend-
      nie. Na bal- nie. Prezent - skrytykowany. I tak dalej. Mało tego, był poddawany
      nieustannej krytyce i pretensjom. Wiem nie tylko od niego (żeby nie było, że
      jestem stronnicza) ale bywałam w ich domu, traktowała go jak stary kapeć. Facet
      starał się, zabiegał. Aż nagle gdzieś pojawiła się taka (wcale nie młoda, może
      troszkę, odrobinę młodsza ani piękna), która powiedziała - jesteś wspaniałym
      facetem ! On przeżywał to bardzo, łamał się, w końcu odszedł. Dzieci były już
      dorosłe i usamodzielnione. Kiedy wyszedł z domu, najpierw przyszedł do mnie,
      przegadaliśy całą noc.Sądziłam, że nie wytrzyma i wróci, że nie wytrzyma tego,
      że opuścił dom. Rzeczywiście, wrócił. I wtedy zaczęło się odgrywanie, ciosanie
      kołków na głowie, poniżanie. Po kilku tygodniach odszedł na dobre. Mimo
      wszystko było to dla niego wielkie przeżycie i dramat, po chyba dwóch latach
      raz jeszcze spróbował wrócić. I nie dało się. Tym razem wystapił o rozwód. Jest
      mi go żal, bo wiem, że to było dla niego wielkie rozdarcie, wiele wysiłku
      włożył, by zachować dobre relacje z dziećmi.
      Ale to jest niestety przykład tego, że są kobiety, które uważają, że mąż, jak
      już jest to nie trzeba już o niego zabiegać a nawet go szanować.
      I bywają też oczywiscie tacy mężczyźni.
      I może to jest to najgorsze w małżeństwach. Bo albo kończy się tak, jak
      opisałam, albo (może jeszcze gorzej) taką beznadziejną obojętną egzystencją
      obok siebie, gdzie jeśli się tę drugą osobę na chwilę zauważy, to tylko po to,
      by dogryźć.
      • natla Re: z tym odchodzeniem bywa najróżniej... 13.02.05, 00:45
        Tak, nie ma nic wstrętniejszego, jak niezadbana, złośliwa, o, w ogóle taka baba
        jak opisałaś. I taka trafi zawsze na porzadnego. Policzyłam sobie tego typu
        małżeństwa w najblizszym otoczeniu. Wyszły mi 3.
        Ale opoweim cos innego.
        Zakochane 20-kilkuletnie małzeństwo (tak wyglądało z zewnątrz, wew. nigdy nie
        uczestniczyłam), ona ciągle podkreślająca , ze wie iż on jej nigdy nie zdradzi.
        Mało tego , ona w to całkowicie wierzyła. Mądra, inteligentna kobitka. On
        sympatyczny facet, dobry mąż i ojciec. Nagle bomba. Rozwód. On sobie znalazł
        młodszą. Pobrali się. Teraz jest wdowcem, zamkniętym w sobie i dosłownie
        w domu - nikogo nie przyjmuje.
        Dlaczego tak się stało? Bo on się zakochał w podstarzłej panience, która bez
        skrupułów go zaanektowała.
        Nie chcę tu absolutnie nikogo oceniać, tym bardziej, że nie znam szcegółów. W
        tej historii dla mnie najbardziej jest interesująca sprawa jej pewności, że on
        jej nigdy nie zdradzi. Musziała przeżyć straszny szok.
        • takanietaka Re: z tym odchodzeniem bywa najróżniej... 13.02.05, 01:24
          a ja cos innego opowiem.Gdy studiowałam był pewien starszawy zabojczo
          przystojny i wspaniały profesor ,z zona w jego wieku czyli nieżle starszawą
          panią .Zakochał sie w studentce swojej,ona w nim..rozwiół sie ...szczęsliwy
          szalał około 2 lat,odmłodzony i pełen energii i modnie przez nowa żone
          ubrany .Po czym znów mu sie zachciało spokojnie pracowac nad kolejna książka z
          miłą wyrozumiałą żoną.Rozwiódł sie i ożenił znów ze swoja starą niezbyt
          urodziwą żona ...zycie jest nieprzewidywalne i pełne niespodziewajek
    • mada50 Re: Grazyna Szapolowska 13.02.05, 19:53
      odniosłam wrażenie,że to Szapołosia z plasterkami poczuła się tak młodo,że
      zostawiła swojego chłopa,
      moja prawda jest taka:dwoje młodych się kochają,pobierają,płomienna miłość
      przechodzi w stan uśpienia,potem większą rolę odgrywa przywiąznie;
      wspólne życie pełne wyrzeczeń,kłopotów,wzajemnych urazów niszczy związek powoli
      i podstępnie;
      nie wiadomo kiedy prowadząc ze sobą wojnę,para starzeje się,zmęczona życiem
      kobieta,której hormony,a raczej ich brak zmienia ją nie do poznania;
      siwe,przerzedzone włosy,zbyteczne zaokrąglenia,sińce pod oczami,opadające
      kąciki ust,gruba zmarszczka nad nosem-wygląd złej;
      pretensje do całego świata,a mąż pod ręką więc wszystkie żale jest na kogo
      wylać;
      jak mężczyzna nie chce się tak samo starzeć to ucieka i trudno mu się dziwić;
      wniosek:trzeba dbać o miłość ,podtrzymywać uczucie,zainteresować sobą swego
      mężczyznę, zaimponować mu,iść na wspólne ustępstwa i dbać o swój wygląd
      zewnętrzny i wnętrze;
      nie martwcie się jednak to nie były to moje osobiste doświadczenia sensu
      stricto,choć koleje losu zmienne.

      • krista57 Re: Grazyna Szapolowska 13.02.05, 22:50
        Teraz cos optymistycznego opowiem;
        ONA w wieku 22 lat porzucona wraz z dzieckiem przez męza,idzie przez zycie w
        przekonaniu cos jako kobiecie jej brakowało,przez 30 lat poszukuje
        partnera,przyjażni i miłości,
        ON tez wczesnie bo ok.30 rozwiedziony /nie znam powodow/,ciagle w poszukiwaniu
        tej drugiej połowy tylko moze mniej intensywnie.
        Teraz oboje maja 50 + sa razem,kochaja sie i szanują,uczą sie siebie nawzajem
        bo maja inne przyzwyczajenia ale tak bardzo pragnęli znależc te drugą połowe,ze
        zrobia wszystko dla siebie.
        Porzucili swoje mieszkania i kupili wspolne.Zaczynają zycie .
        A poniewaz sa to moi przyjaciele...życze im wspaniałego i długiego życia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka