filomena1
29.03.06, 15:10
"Barbara Hasiok" *
"Moj dzien"
Co za halas? otwieram oczy. O rany ! 7.30. No tak, smieciarze sa
punktualniejsi
od mojego budzika, tyle ze budzik jest rosyjski, za to glosny, a rzecz dzieje
sie w Szwajcarii.
Znow zaspalismy. Nawet nie do szkoly, ale wystawic worki ze smieciami. Juz
jeden lezy od poniedzialku na balkonie, a teraz z dzisiejszym poczekaja znow
do
poniedzialku. Smieci wywoza dwa razy w tygoniu.
Budze corke i jak robot szykuje sniadanie: sok pomaranczowy z butelki
wymienianej za kaucja, jogurty, ktorych pokrywki natychmiast myje i skladam
do
torby na aluminium, parze sobie swieza kawe, a stare fusy wrzucam do worka na
kompost . Popedzam corke. Wychodzi w ostatniej chwili. Dojezdza do szkoly
rowerem z cala grupa kolezanek. Maja z gorki i pedza pozniej jak szalone.
Teraz moge wziac prysznic. Maly jeszcze spi jak susel i nie sposob go
dobudzic . Ubieram go na spiaco. DzDzieci w Szwajcarii sa obowiazane
uczeszczac
do przedszkoli dwa lata przed rozpoczeciem szkoly. Sa to: 4 razy w tygodniu
dwie godziny rano i dwie po poludniu. i w srode tylko rano. Dla mnie oznacza
to
podzial dnia na odstepy dwu-godzinne.
Maly marudzi przy sniadaniu, wreszcie udaje mi sie zalozyc mu pomaranczowy
odblaskowy trojkat na szyje. Wkladam mu do reki jablko na przerwe i
wyprowadzam
do furtki. Zbliza sie godz.9.
Maz wyszedl pierwszy. Przynajmniej nim nie trzeba sie zajmowac.
Teraz dopiero widac, ze dom wyglada jak po najezdzie dzikich. Staram sie
ogarnac caly ten chaos. Gdy dochodze do kuchni opadaja mi rece. Balkon
kuchenny
kipi. Kipia z niego smieci.
Nie wiem od czego zaczac. Skladam porozrzucane przez wiatr puszki i
aluminiowe
pokrywki. Napelniam dwie torby opakowan szklanych i wynosze na pobliski
parking. Teraz moge wyladowac moje napiecia. Wrzucam z impetem sloik po
sloiku
do dziury z gumowym ochronnym kolnierzem. Trzask! zielone butuleki do dziury
zielonej. Trzask! brazowe do brazowej. Trzask!, wszystkie umyte, czyste,
trzask!, bez korkow i zakretek metalowych. Trzask, trzask! Teraz porywam z
lazienki kipiacy kosz brudow i zanosze do piwnicy, gdzie miesci sie pralnia.
No , tak brak mi monet 20 cent. do automatu zasilajacego pralke w prad.
Tymczasem wraca Maly. Kolana zielone, brudny jak siedem niszczesc. " Mamo,
czy
wiesz , ze delfiny sa inteligientne? Pani opowiadala nam i ogladalismy
ksiazki. "Ale co delfinom do twoich zielonych kolan?
O 12 tej musi byc na stole gotowy obiad , a ja nawet jeszcze nie mam pomyslu
na to co bedziemy jedli dzisiaj na obiad.
Bija dzwony na wiezy koscielnej i zegar na ratuszu. Wpada zziajana corka, a
za
nia maz.
Pod gorke musza sie napedalowac.
"Mamo, nie ma serwetek? reklamuje corka."Trzeba skonczyc z tymi papierowymi,
szkoda drzew w lesie tropikalnym. Mamy przeciez takie ladne z lnu." No ,
ladna
zabawa , mysle sobie. " No , tak szkoda." stwierdzam, ale nie daje sie. "A
czy
pomyslalas o wodzie, proszku do prania w sciekach, o energii na pranie i
prasowanie. Wyprodukowanie tej energi to zanieczyszczenie powietrza." Uff ,
wycieramy buzie papierowymi, tym razem sie udalo.
"Mamo, ja nie jem" oswiadcza demonstracyjnie Maly. Nie rozumiem. Zawsze
bardzo
lubial tunczyka z rissoto i kukurydza. " Mamo, ja tez nie bede jadla, dopoki
nie pokazesz mi puszki po tunczyku." Dalej nie rozumiejac, wracam do kuchni.
Puszka juz umyta na balkonie a banderolka w torbie z makulataura. Wracam
triumafalnie trzymajac ¿¹dane przedmioty w rekach.
"Masz szczescie, Mamo." Na banderolce-etykietce widnieje maly znak "Safe
dolphin".Jest to znak zapewniajacy nabywce, ze tunczyk byl lowiony bez
zagrozenia i z pelna ochrona dla delfinow. Podobno wiele tych zwierzat ginelo
wlasnie przy polowach tunczyka.
Uff. Obiad zjedzony. Po deserze wyszyscy spowrotem wychodza, do pracy,
szkoly,
przedszkola. Zostaje sama z ponownym pobojowiskiem w kuchni i stolowym. Po 14-
tej wychodze po monety do pralki i drobne zakupy. Nie z pustymi rekami, o
nie.
Niose dwie torby. Pod supermakietem stoi kontener na przezroczyste opakowania
PET, oraz na metalowe blaszane puszki.
Wrzucam puszke, zgniatam ja dzwignia, a ta wpada splaszczona do kontenera.
Przynamniej cwicze moje miesnie, tyle mam z tego.
Zapomnialam o butach do szefca. Ale czy warto je jeszcze raz naprawiac?
Zaraz,
gdzie ja widzialam te worki na zbieranie niepotrzebnych ale uzytecznych
butow.
Nie, nie u nas, to bylo na glownej ulicy Berna. Jedni przechodzac wrzucali ,
a
inni sobie wyjmowali. Tych moich, wydeptanych sandalow nie oddam nikomu.
Juz przy kasach markietu spotykam znajoma. Rozmawiajac pakujemy nasze zakupy
do
olbrzymich papierowych toreb. Uzywam ich chetnie, sa obszerne i mocne, a
pozniej skladam w nie makulature, oszczedzajac sobie wiazania jej w paczki.
Moja znajoma skrupulatnie obdziera artykuly ze zbednych pudelek i opakowan
wrzucajac je do sklepowego kosza. Widocznie mam bardzo glupia mine, co ja
zdziwilo. " Te torby -zwraca sie do mnie - sa swietne na zbieranie kompostu."
Nie pomyslalam, do tej pory kupuje specjalne, ale teraz uzyje tych i za jej
rada bede wkladac na dno tekturowe pudelka po jajkach. Oczywiscie nastepnym
razem i ja nie bede dzwigac do domu zbednych opakowan. Wracam do domu
objuczona
jak wielblad. Spiesze sie, bo Maly wraca z przedszkola i zazwyczaj
przyprowadza
kolege na podwieczorek. Nie zdaze rozladowac zakupow, gdy wraca corka.
Dolacza
do ekipy podwieczorkowej.
" -Mamo na placu szkolnym ustawili worek nad ktorym jest dzwignia. Kazda
puszke
po Coli i Fancie itp. nalezy tam wrzucic sprasowawszy ja jednoczesnie.
Okazalo
sie, ze uczniowie wypijaja dziennie tyle co jeden wor sprasowanych puszek. "
O godz. 17 tej parze swieza herbate. Wczorajsze fusy oczywiscie wrzucam do
worka kompostowego. Wraca maz. Przy drugiej filizance staram sie go namowic,
aby podregulowal telewizor. Ten dwunastoletni egzemplarz powoli zaczyna
odmawiac posluszenstwa. No, tak teraz juz w ogole nic nie widac. Postanawiamy
rozejrzec sie za nowym. Ale co zrobic ze starym? Wyrzucic nie wolno. Odstawic
na skladowisko za dosc wysoka oplata ?.Wreszcie znajdujemy sklep, ktory
oferuje
nowy telewizor w cenie ktorego jest juz oplata zniszczenia starego. Maz
postanawia jeszcze raz pogrzebac w starym. Maly jest rozczarowany. Znow nie
ma
szans na video, bo to stare pudlo nie ma podlacza na magiczne
kasety: "pozeracze czasu, ladujace do mozgow dzieci gotowa papke
niepotrzebnych
informacji. (czyt. oglupiajacych filmow ) "
Szykujemy kolacje. Skorupki z jaj na kompost, pudelka po twarozkach, jedno w
drugie, i jeszcze upycham cos do srodka. Zagrzewam mleko, pudelka splaszczam.
Ciagle walcze z objetoscia mojego kubla na smieci. Ciekawe, dlaczego w jednym
sklepie mleko w foli jest drozsze od tego w pudelku i odwrotnie w drugim
sklepie? Dlatego zazwyczaj kupuje nalewane do banki. Na moim kredensie w
kuchni
wisi obowiazujacy w gminie miasteczka regulamin wyrzucania smieci a takze
kalenadarz ich wywozenia. Niestosowanie sie do nich jest karane b. wysoka
grzywna. Worek na smieci kosztuje tyle co 2 dolary, wiec warto selekcjonowac
odpady nadajace sie do odzysku. Smieci mozna wyrzucac-wystawiac jedynie i
tylko
w specjalnie wyprodukowanych i uznanych przez Gmine workach. Sklepy oraz
warsztaty wystawiaja swoje smieci w oplombowanych kontenerach oznaczonych
znakiem firmowym jego wlasciciela. Od kiedy wprowadzono specjalne worki na
smieci obciazone oplata za recylkulacje segregowanych odpadow, oraz
likwidacje
smieci, ilosc wystawianych workow zmniejszyla sie o polowe. Poporostu kazdy
placi za tyle smieci, ile ich rzeczywiscie wyrzuca.
Siadamy do kolacji ." Maly nie hustaj sie na krzesle, bo wybijesz
zeby." "Mamo,
to nie ja , to krzeslo sie rozwala." Istotnie. Dzieci wyrosly juz z okresu
wandalizmu, a krzesla nosza slady tych czasow. Przydaloby sie zakupic nowe.
Wlasnie, ale co zrob