Dodaj do ulubionych

babski wieczór...

29.08.06, 22:10
nie ma to jak babskie wieczorysmile))
chwila do ktorej facetom jest wstep wzbroniony,
macie takie babskie grono?
i o czym wtedy pytlujecie?
Obserwuj wątek
    • regine Re: babski wieczór... 29.08.06, 22:21
      Mam przyjaciółkę, niezbyt często się widzimy. Ale gdy się zobaczymy, to gadamy
      o wszystkim. Bo i tematów się nam uzbiera. Wracamy do czasów pracy,(ona
      pracuje, jest właścicieką apteki),"obmawiamy" znajomych, ale w sensie co
      nowego, o chorobach, o dzieciach. Czyli na smutno i radośnie. Bardzo rzadko
      rozmawiamy o ciuchach, kosmetykach czy modzie. Cóż przeszłyśmy obie trochę. Ale
      przyjaźń pomino odległości, i niezbyt częstych widywań (3 razy do roku), trwa a
      tematów nam nigdy nie brakuje. Robi naleweczkę, pychotka, tylko za
      szybko "wchodzi " w nogi smile)) Ale jak rozwiązuje języki, o matko smile)
      • malwina52 Re: babski wieczór... 29.08.06, 22:30
        oj te naleweczkismile
        u mnie zaczyna sie od plotow
        a konczy omawianiem powaznych
        problemow zyciowych,
        takie spotkania czasami
        powinny byc wypisywane na receptesmile
        sa lekiem na dołki i gorki
      • natla Re: babski wieczór... 29.08.06, 22:30
        Już tu pisałam kiedyś, ale wątek pewnie dawno w archiwum. Moja przujaciółka raz
        w roku robi "sabat czarownic". Przychodzimy odpicowane jak na bal (no w końcu
        rok się nie widziałyśmy) i ubaw sie zaczyna. Pierwsze zdejmujemy wyskokowe
        szpilki po wypitym w progu drinku. A potem? Potem to zawsze odkrywam, że baby
        bez panów bawią się wspaniale, są sobą, tryskają humorem i pomysłami.
        To są wspaniałe spotkania, bo aseksualne (jak do tej pory, ale moda sie
        zmienia wink)))
        • natla Re: babski wieczór... 29.08.06, 22:34
          E, Wy tu o spotkaniach w 4 oczy, a ja o babskich combrach wink
          A spotknia z przyjaciółką, albo dobrą znajomą, to rzeczywiście psychoterapia
          i świetny wypoczynek. Ja tego staram się zażywać jak najcześciej.
          • dankarol Re: babski wieczór... 30.08.06, 00:07
            Bardzo lubię takie babskie pogaduchy i nie muszą być wieczorem. Nieraz są świetnym lekarstwem na chandrę
            • regine Re: babski wieczór... 30.08.06, 00:11
              Tak, tylko mam właśnie problem z tym "babskim twarzystwem", bardzo daleko
              wszystkie kobitki moje. Nie za bardzo opłaca się prawie 400 km. jechać na
              takie "babskie wieczory". A potrzebne są, bo tak jak Danutko piszesz, pomagają
              na wszystko, a na doły są jak balsam na ranę...
              • graga211 Re: babski wieczór... 30.08.06, 10:05
                „Zgnily Zachod” biega ze wszystkim do psychoterapeuty, który na tym niezle
                zarabia. I może to jest dobre, bo co opowiesz, nie wychodzi poza jego sciany.
                (Z koleżankami bywa roznie...)
                Jednak my Polki ciagle jesteśmy skazane na leczenie chorej duszy w obecności i
                przy pomocy przyjaciółek, a najlepiej np. w pociagu wobec kogos calkiem
                obcego. smile)))))

                Ale wracam do tematu. Ja osobiście nie przepadam za towarzyskimi spotkaniami, w
                których nie ma miejsca na pogaduchy bez plci przeciwnej. Musi trafiać się
                moment, kiedy panie lub panowie znajda sobie aseksualny katek tylko dla siebie
                (mężczyznom także jest to potrzebne), bo bez takiej chwili (he, he, zwykle
                godziny i dłużej!) wieczor zaliczam do zmarnowanych.

                Do ‘babskiej’ rozmowy niekoniecznie wymagam obecnosci wyprobowanej
                przyjaciółki. Czasami bywa, ze rozmówczynią jest sasiadeczka mlodsza od mojej
                corki. Rozmowa jest wtedy nieco inna, ale swojska, bo o tym, co nam kobietom
                jest znane. W każdym razie bez meskiego spojrzenia ani jego wymadrzaniem sie.
                Kiedy do mnie wpadnie kolezanka, mój ślubny po krótkiej rozmowie na tematy
                neutralne znika i potem tylko od czasu do czasu zagladnie, czy nam czego nie
                potrzeba. A gdy trzeba - przynosi. Tak samo robie ja, kiedy przychodzi jego
                kolega. Kiedys ślubnemu mówiłam wprost, ze mam chandre i musze z przyjaciolka
                przegadac cala noc i wtedy albo ona nocowala u mnie, albo ja u niej, i z tego
                powodu nigdy nie było zadnych małżeńskich problemow.
                No, ale nad tym trzeba TROCHE popracowac...

                Czasami lubie przysiąść na laweczce do jakiejsc samotnej pani i uciac sobie z
                nia pogawędkę. Bywa bardzo milo. Już nie raz zastanawiałam sie, dlaczego z
                kobieta duzo łatwiej nawiązać rozmowe nizli z mężczyzna?
                Mężczyźni sa jacys tacy nieufni i raczej mrukliwi - im starsi, tym trudniejsi.
                Mlodzi rozmawiaja chętniej.
                Ciekawe, daczego tak jest?
                • natla Re: babski wieczór... 30.08.06, 10:17
                  Myślę, że mimo wszystko i poza świadomością rozmówców wchodzi pierwiastek
                  seksualny, a to wyklucza szczerość, może powodować jakieś całkiem irracjonalne
                  lęki czy podteksty. Dla młodego mężczyzny my juz jesteśmy asex wink, więc jest po
                  prostu naturalny. Iwtedy rozmowa jest zupełnie inna, powiem spontaniczna.
                  • regine Re: babski wieczór... 30.08.06, 10:26
                    Mężczyźni też organizują sobie takie męskie wieczory, wiem, bo mam dwóch
                    zięciów. Spotykają sie gadają. Raz na jakiś czas, mają też "męskie wieczory".
                    Nie nie wchodzi w grę jakieś pijaństwo, czy karty. Po prostu mają taką potrzebę
                    pogadania o męskich sprawach i w tylko męskim towarzystwie. Więc nie jesteśmy
                    odosobnione w tych naszych "babskich wieczorach". A mieszane towarzysto, to już
                    chyba nie takie swobodne "babskie" pogaduchy...Ja to tak odbieram.
                    • malwina52 Re: babski wieczór... 30.08.06, 10:42
                      ja akurat nie mam takiego problemu,
                      ale mezowie kolezanke sa zazdrosni o te
                      babskie spotkania, musza czasami podstepem sie wymykac
                      i wysluchiwac o czym to mozna tyle godzin gadac smile
                      i raptem okazuje sie ze sa bardzo potrzebne i niezastapione w domu hehe,
                      a ze u mnie dom bez chlopa to i punkt zborczy o kazdej
                      godzinie dnia i nocy
                  • graga211 Mlodego rozumiem 30.08.06, 12:38
                    ż jestem dla niego aseksualna. Ale dlaczego stary patrzy na mnie podejrzliwie i
                    ledwo raczy odburknac? Czy mysli, ze go podrywam??? No bo jesli tak, to nie
                    dziwie sie mu - taka stara i jeszcze jej sie chce....

                    Hej, panowie! Odezwijcie sie i napiszcie, jak to jest?
                    • natla Re: Mlodego rozumiem 30.08.06, 13:14
                      No wlaśnie dla starego nie jesteś aseksualna, więc myśli sobie różne rzeczy
                      i robi za "sze_zlonk" wink
    • skrzydlate Re: babski wieczór... 30.08.06, 12:52
      miodzio takie spotkanka, lubie o ile kobitki nie gadaja o ciuchach smile
      • natla Re: babski wieczór... 30.08.06, 13:16
        Sylwio, o ciuchach się nie mówi na tych spotkaniach. Je sie ma na sobie
        i taktownie temat przemilcza, chyba, że się przebieramy, to wtedy......tego się
        nie da opowiedzieć, to trzeba przeżyc wink
        • del.wa.57 Re: babski wieczór... 30.08.06, 16:51
          Niewiele mam takich spotkań,mam przyjaciółkę jedną tutaj,ale jej mąz pracuje
          cały dzień i ma synka/druga klasa/tak młoda dziewczyna,młodsza od mojej
          córki,mamy ciągle coś do pogadania ze sobą,ale nie może wpadać do mnie sama a
          mały nudzi sie koło nas/normalka/miałam takie spotkania kiedyś jak mieszkałam w
          Polsce,zawsze wygospodarowałam sobie pół dnia/raz w tygodniu/na takie
          pogaduchy,tutaj trudniej jest o takie/bezinteresowne/kontakty,ludzie ciągle się
          spieszą,trzeba umówić się na telefon i godzinka a dwie to ojej,nie mają o czym
          rozmawiać inna mentalność a kontakty z naszymi są trudne/nie zawsze i nie
          wszędzie/ale doświadczyłam tego na własnej skórze,nie unikam,ale jestem
          ostrożna.
          Kiedyś jak mieszkałam juz sama/w Berlinie/ wychodziłam z domu coś jak Graga i
          dosiadałam się na ławeczkę i były to bardzo miłe rozmowy,anonimowe
          powiedziałabym,ale bardzo mile te ławeczkowe spotkania wspominam.
          • mania1119 Re: babski wieczór... 31.08.06, 22:14
            Żartem mówiąc to jest tak:do okolo 13roku zycia:chlopcy osobno,dziewczynki
            osobno.Potem,do okolo 40,45 roku zycia :chlopcy razem z dziewczynkami.A potem
            znow:chlopcy osobno,dziewczynki osobno.
            • natla Re: babski wieczór... 31.08.06, 22:20
              No coś w tym jest Maniu, choć takie spotkania towarzyszyły mi właściwie w całym
              życiu. Przynajmniej raz na parę lat. smile
              • krista57 Re: babski wieczór... 02.09.06, 19:59
                Wlasnie wrócilam z trzydniowki u przyjaciół.W dzien zajmowanie sie przyziemnymi
                sprawami...wiczór jest nasz.
                Każemy napalic sobie pod kominkiem drzewem brzozowym/dla zdrowotności/,ostatnio
                przygotowałysmy sobie maslaki smazone na masełku,sernik oraz lampke czerwonego
                wina .Skoro znamy sie 35 lat,spotykamy sie kilka razy do roku to i tematow do
                obgadania sporo...a gdy czasami tak się zacietrzewimy....lub zapomnimy jaki temat
                wlasnie poruszamy/ bo zbaczamy /gapimy się w trzaskające polana.
                Rodzinka nie może zrozumieć ,że potrafimy tak spędzić kilka godzinsmile))
                • annal74 Re: babski wieczór... 02.09.06, 22:46
                  Słyszałam o jednym ,który zaczął się w sklepie z " Tanią Odzieżą " a zakończył
                  w lodziarni ale było to w lecie .
                  Kolejna propozycja to wyprawa rowerowa przyjaciółek z piknikiem w lesie ,
                  koszem pełnym jedzonka mnia, mniam o napitkach też pamiętać wypada ale
                  bezprocentowych , bo jazda rowerami a do domu wrócić trzeba .
                  • natla Re: babski wieczór... 02.09.06, 23:47
                    Oj, te piknikowe spotkania z koszykiem, kocem i psami......cudo. A jak sie
                    jeszcze na drogę powrotną zamówiony kierowca zdarzy....wink)
                    • annal74 Re: babski wieczór... 03.09.06, 22:54
                      To dopiero frajda ale musi mieć duży bagażnik na rowery .
                      • natla Re: babski wieczór... 03.09.06, 23:54
                        Bagażnik na dachu oczywiście.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka