filomena1
10.04.07, 09:01
Pomagam chetnie, ale jak z przyjmowaniem pomocy?
Spotkalam sie z odmowa, i to w wypadku gdzie wydawala sie pomoc konieczna.
Czasem tez ludzie maja pretensje, ze nikt nie pomaga, albo ze pomoc przychodzi pozno, zbyt
pozno.
Czy pomoc nie miesza sie czasem z aktem litosci? Jak rozgraniczyc?
Pomagac uczymy sie jakos tak samooistnie od czasu najwczesnieszego dziecinstwa.
A juz w szkole jedni pogaja inni nie. Ba , nawet w przedszkolu.
Pomoc odroznilabym od zwyklej uczynnosci i uprzejmosci.
WPrawdzie podanie kobiecie plaszcza w USA, uwazane jest nie tyle za grzecznosc i gentelemenski
odruch, lecz za litosciwa pomoc "ulomnej" kobiecie, tak uwazaja wyemancypowane feministki.
Nie, nie o to mi idzie. Mysle o pomocy tej dobrowolnej i tej z moralnego obowiazku.
Pomocy zawodowej. Pomocy ratunkowej. Inna bowiem pomoc pogotowia medycznego ratunkowego,
a inna pomoc strazaka, ratownika na basenie, inna jeszcze pomoc ratownika jaskiniowego-gorskiego
i na koniec inna przechodnia , ktory wskoczy do rzeki. Czy wysylajac pieniadze na glodujace dzieci
wykupujemy sobie sumienie, za mazurek czekoladowy? taki "odpust"?
Moze jestem za surowa, za ostra w skojarzeniach... pewnie , lepiej rydz niz nic.
basta, oddaje Wam glos.