mania1119
11.12.07, 12:41
...nie wie nikt.
To prawda niepotrzebna wcale mi."
No wlasnie.Dla mnie internet jest sprawa czysto umowna.Nigdy nie
wiem,czy nie rozmawiam z sąsiadem zza sciany.Zdaje sobie natomiast
sprawe z tego,ze moge kreowac dowolny obraz siebie,ponosząc
oczywiscie tego konsekwencje.
Jesli tego nie wiem lub NIE JESTEM ZDOLNA wiedziec-moze stac sie
prawdziwy osobisty dramat,jak to zdarzylo sie na tym forum nie tak
dawno.Chyba nie musze "dobijać" o co mi chodzi.
Pierwsza rzecz,ktora nas jakos określa-nick.Dla mnie to ów "zapach
skóry" na pierwszy rzut.Moge wybrac taki,ktory bedzie wywolywal mile
skojarzenia(niekoniecznie zależne od rzeczywistej jego tresci) i
taki,ktory bedzie wywolywal złe.Jesli wybiore sobie ten drugi
rodzaj,oczekujac jednocześnie,ze wirtualni koledzy np.za
nickiem "francowata" (pardon)beda szukac u mnie i domyślac się
mojego gołebiego ,w gruncie rzeczy ,serca-no to mam duze szanse
ponieść sromotna klęske.Jesli w slad za tym poczuje sie ofiara-moj
problem.
Oczywiscie nawet wirtualne zycie moze weryfikowac wyzej opisane,ale
to z czasem-albo i nie.Mówie o pierwszym skojarzeniu.
Zeby bylo jasne-to tylko tzw.pierwszy rzut oka,ktory wybieram tak
albo nie.Albo wybiore nick z pozytywnymi konotacjami albo odwrotny-
wybor nalezy do mnie,konsekwencje (wbrew pozorom czesto dosc
dlugie)-tez.TO CO POWYZEJ-NIE JEST ZADNA OCENĄ.To tylko moje
refleksje.
Jesli mam ochote przedstawiac sie na forum jako osoba miła i
poczciwa,moge to zrobic-majac jednoczesnie (ale tego nie zobaczycie)
brzegi klawiatury pogryzione do krwi,zeby odreagowac rzeczywisty
nastroj.Wszyscy w realu znaja mnie jako furiatke,skacząca kazdemu do
gardła z byle powodu,a tu-aniołek.Pisanie ułatwia utrzymanie
nastroju bo trwa-wiec moze mi sie udać.
Moge tez być poczciwcem,łagodnym i cieplym w zyciu-a tu czepiac sie
i dowalac kazdemu.Wystarczy,ze wyzwole w sobie odpowiedni
nastrój.Moge tworzyc dowolne alter ego (po co,to inna sprawa)-a
zbierane za nie baty lub calusy beda tego prosta konsekwencja.Wpadac
z ich powodu w entuzjazm na swoj temat lub czuc sie ofiara-jest bez
sensu.
Inacej mówiac-jakie sprzedaje o sobie informacje,taka dostaje
relacje zwrotną.
PODSTAWĄ JEST,ŻEBYM WIEDZIAŁA,JAKI OBRAZ SIEBIE KREUJĘ.
Zauważcie,ile razy ,po spotkaniach w realu,pisze sie:"tak naprawde
to strasznie fajna osoba" z delikatna w dalszym ciagu sugestia,ze
inna,niz nam sie do tej pory przedstawila.
Pamietam,jak kiedys napisalam,ze góry to ja nabardziej kocham z
Rowni Krupowej-no i w slad za tym poszly rozważania,co jest
prawdziwa miłoscia do gór.Ja sobie zrobiłam żart,"podłozyłam
sie",zeby cos sie działo-ale w internecie mrugniecia okiem nie bylo
widac.A przeciez nie wiecie,czy nie wstaje codziennie o swicie i nie
zasuwam w ramach treningu na Rysy,upajajac sie miloscia do
gór,niezaleznie od pogody-i nawet krotkie spotkanie tu z kolezankami
tak naprawde moglo byc tylko swiadectwem krotkiego urlopu od w/o.
Chcialam pokreowac sie na nieco gapiowata niedojde-moja sprawa.Brac
sobie do serca reperkusje?Musialabym,jak to u nas mówia,het zglupiec.
Jesli chcialabym byc postrzegana jako gorska aktywistka,moglabym
sprzedac Wam z podrecznikiem w ręku i relacjami znajomych-taki
własnie obraz samej siebie.
Musze tylko wiedziec,co sprzedaje i jak chce sie przedstawic.Musze
miec tego rzetelna ocene.
Inaczej sie popłacze.
Albo dam sobie buzi,wpatrujac sie z zachwytem w swoje odbicie w
lustrze.
I to i to -zmyłka.
_______________________________________________________
Owszem,Aleksander Macedoński był wielkim wodzem.Ale po co od razu
łamać krzesła?