Zmałpowałam tytuł z pierwszej strony

)
Na pewno dla mnie była to coco-cola, którą po raz pierwszy piłam na
lotnisku londyńskim w 1970 roku, zaraz po wylądowaniu. Była letnia,
puszka po
otwarciu prawie całą zawartość wyrzuciła z siebie na moje nowe,
śliczne spodnium, ale ten łyk, który został, był zachwycający

))
Wiedziałam, że jestem na zgniłym zachodzie.
Poza tym wszystkie smaki peweksowskie ...od czekolady toblerone,
poprzez dunhille do zleżałych rajstop.
A największym doznaniem węchowym, był zapach zachodu.
Dzisiejsza młodziesz duuuużo traci, bo już nie ma zakazanych owoców
ze zgniłego zachodu!