cjheet
01.09.14, 06:10
Ulubione kierunki urlopowe naszych rodaków powoli przestają być modne i budzić emocje. Oczywiście nie zamierzam pomniejszać wartości pięknych miejsc w Europie czy w północnej Afryce, ale czy nie chcielibyście zabłysnąć wśród znajomych czymś oryginalnym, czymś, co żaden z przyjaciół nie skwitowałby ostentacyjnym (byłem, widziałem). W każdym z nas drzemie dusza odkrywcy, z wypiekami na twarzy wielu ogląda odcinki Cejrowskiego, słono płacimy za możliwość korzystania z kanałów przyrodniczych w tv, a w głowach zazdrość.
Przychodzi czas urlopu, wakacji i co robimy? Większość wybiera krajowe destynacje, ale są i tacy, którzy zapędzają się trochę dalej to europejscy globtroterzy. Tanie linie lotnicze umożliwiają przeloty w rozsądnej cenie do niemal wszystkich europejskich stolic i większych miast, więc wsiadamy na pokład samolotu i lecimy. Paryż, Londyn, Ateny….. itd. Dwa tygodnie potem po powrocie do pracy koledzy i koleżanki pytają i jak było, bo jak ja tam byłem to…
I robi się pogawędka jak o wizycie w parku miejskim. Ja wiem i Wy też wiecie, że nic tak nie robi wrażenia jak Egzotyka. Wyobraźcie sobie szeroko otwarte oczy i rozdziawione usta swoich współpracowników, gdy niespodziewanie oznajmicie gdzie byliście i nikt nie powie byłem, widziałem. To oni zaczną zazdrościć znajdziecie się w centrum uwagi, bezcenne, przeżyjecie swoje 5 minut, prawie jak ekstaza. Oczywiście na świecie jest wiele miejsc gdzie chcielibyśmy być, ale wydają się tak odległe, że aż niemożliwe do zobaczenia na własne oczy. Czy tak naprawdę musi być? Otóż nie musi.
Jak wyobrażamy sobie Raj Na Ziemi? Wyspa na Pacyfiku z białymi plażami, palmami kokosowymi a dookoła lazurowy ocean. Cisza tylko szum fal i odgłosy natury a po środku my.
Coś niesamowitego, awesome jak rzekłby anglik. Jaka jest pierwsza myśl, gdy widzimy oczami wyobraźni rajską wyspę? Muszę tam być choćby raz, ale muszę! Wbrew pozorom jest ich na świecie bardzo, bardzo dużo jednak nie do wszystkich jest łatwy dostęp a co za tym idzie taka podróż nie będzie tą budżetową jak do cioci na wieś. Ale są też takie, do których dostaniemy się stosunkowo łatwo i w rozsądnej cenie, a pobyt nie musi oznaczać kredytu w banku, który będziemy spłacać przez pięć kolejnych lat. Jak wielu z Was słyszało o Filipinach? Pewnie wielu, ale niewielu tak naprawdę może powiedzieć cokolwiek o tym kraju. Pokrótce to archipelag ponad 7000 wysp, z których wiele jest nie zamieszkałych, chociaż w tym kraju, którego powierzchnia całkowita jest odrobinę mniejsza niż Polski, żyje ponad 100 milionów ludzi, ludzi zawsze uśmiechniętych i serdecznych takich, o których nie da się zapomnieć. Natura nie szczędziła Filipinom upiększeń, wyposażyła je w jedyne na świecie krajobrazy i rozwiązania wspaniałe dla oka. Tutaj wypoczniesz na śnieżno - białej plaży, popływasz w lazurowym oceanie, wejdziesz na szczyt czynnego wulkanu, zobaczysz tysiące wzgórz o idealnym kształcie kopca, tak doskonałym, że aż niemożliwym do utworzenia przez naturę, spotkasz w oceanie delfiny, będziesz pływał z łagodnymi wielkimi rekinami wielorybimi, zanurkujesz na rafach koralowych mieniących się tysiącem kolorów, zobaczysz małpki tak małe jak dłoń człowieka, a to nie wszystko. Filipiny oferują atrakcje, które nie sposób skonsumować za jednym krótkim pobytem. Filipiny to Raj Na Ziemi zarówno na wakacje, urlop jak i na osiedlenie się. To państwo, które zaskoczy niejednego podróżnika pozwoli zakochać się w sobie i spowoduje, że zapragniecie tu wrócić. Tutaj czas jakby zwolnił, nie zauważysz tu pośpiechu, gonitwy za sukcesem, tutaj wszystko toczy się swoim powolnym torem. To miejsce idealne na odpoczynek od zgiełku Europy. Czas pokazać Wam kilka miejsc, które trzeba zobaczyć będąc tutaj na wakacjach. Stworzyłem swoją listę a kolejność niczego nie sugeruje, bo każde miejsce jest wspaniałe.
Aby w ogóle tutaj przybyć musimy wystartować z jednego z wielu wielkich europejskich miast, choć tylko Londyn oferuje bezpośrednie połączenie, niemalże z każdej stolicy z jedną przesiadką wylądujemy w Manili, z której czy to drogą powietrzną, lądową czy tez morską dotrzemy do każdego zakamarka Filipin.
Pierwszą rzeczą, jaką trzeba zobaczyć jest dzielnica stolicy zwana Intramurous dominująca zabytkową hiszpańską architekturą, fortyfikacjami i emanująca spokojem, co niesamowicie kontrastuje ze zgiełkiem Manili. Są tu piękne tropikalne ogrody. Jest to miejsce, którego nie da się zapomnieć. Znajduje się tutaj również polski konsulat. Numer jeden Intrmurous.
Numer dwa Makati. To jakby miasto w mieście, to nowoczesna dzielnica, to kolejny kontrast z resztą Manili. Drapacze chmur, piękne samochody, śliczne dziewczyny. Makati może i nie kipi bogactwem i przepychem jak Dubaj, ale jest piękne w swoim stylu. Należy zobaczyć.
Skoro jesteśmy na Luzonie polecam skoczyć na północ wyspy i odwiedzić Banaue. Co tam zobaczymy? Cud świata wpisany na listę UNESCO, a mianowicie Tarasy Ryżowe. To jest to miejsce, o którym niejeden zapewne powie zobaczyć i umrzeć. Nikt nie chce umierać, więc zachwyćcie się tym widokiem stworzonym ludzkimi rękoma 2000 lat temu i dalej w drogę. Aczkolwiek to nie wszystko na Luzonie, co wzbudza zachwyt, ale pamiętajcie, że jest jeszcze ponad 7000 wysp, z których coś trzeba wybrać. Numer trzy Tarasy Ryżowe.
Opuszczamy z żalem Luzon i lecimy na Cebu gdzie możemy zatrzymać się na dłużej, lecz proponuję szybkim promem dostać się na Bohol. Tak Bohol ma wiele do zaoferowania zarówno plażowiczom chcącym smażyć się w tropikalnym słońcu jak i spragnionym przygód. Z Manili oczywiście możemy dostać się na Bohol bezpośrednio lądując w Tagbilaranie, ale podróż szybkim promem to dodatkowy smaczek. Wyspa Bohol połączona mostem z mniejszą Panglao tworzy nam kolejny punkt mojej wyliczanki. Numer cztery Bohol – Panglao.
To na Boholu zobaczymy kilka tysięcy wzgórz w kształcie kopców – Chocolate Hills, odwiedzimy farmę endemicznego gatunku naczelnych – Tarsier, z oczami tak dużymi, że sprawiają wrażenie większych od całej małpki, dla ochłody wchodzimy do dżungli gdzie po kilkuset schodach pod nogami oczom naszym ukaże się fantastyczny wodospad – Mag Aso, gdzie oprócz widoków możemy zakosztować orzeźwiającej kąpieli. Z racji tego, że właścicielem kurortu jest Polak zatrzymajmy się w Sunside Resort ( www.sunsideresort.pl ). Cały resort mile zaskakuje wystrojem, świetnym basenem, serwisem i kuchnią a co najważniejsze ceną. Dajmy koledze zarobić, a na pewno się nie zawiedziemy. Piotr pomoże w zorganizowaniu wycieczek w głąb wyspy, ale i na ocean. W ośrodku odpoczniemy po całym dniu atrakcji z dala od zgiełku na plaży gdzie nawet w nocy tętni życie. Plaża też warta polecenia, biały piasek, lazurowe wody oceanu spokojnie znajdziemy miejsce pod palmą, nie ma tutaj tłoku jak w Łebie, a widoki rajskie. Z Alona Beach wyruszymy na wyprawę nurkową, popatrzymy na skaczące delfiny, dopłyniemy na Virgin Island gdzie skosztujemy świeżego soku z kokosa podziwiając widok atolu. Wakacje czy urlop na Filipinach wręcz należy po części spędzić na Boholu – Panglao.
Teraz coś dla plażowiczów. Numer pięć Boracay. Niewielka wyspa z wielką plażą. To miejsce chyba najbardziej popularne zarówno wśród Filipińczyków jak i zagranicznych turystów. To tutaj jest mnóstwo hoteli, to tutaj, co wieczór jest masa imprez, i to tutaj z pewnością amatorzy sportów wodnych zrealizują swoje wodne pasje. Plaża na Boracay znalazła się w rankingu najlepszych plaż na świecie. Nic dziwnego, bo to naprawdę kawał dobrej plaży. Niestety na Boracy nie ma lotniska i dostaniemy się tam tylko drogą morską, ale na sąsiedniej wyspie Panay Island mamy dwa lotniska, z których bezpośrednio organizowane są transporty na Boracay, mowa o Kalibo i Caticlan. Więc piękna plaża z wieloma turystami, conocnymi imprezami i wspaniałymi hotelami to właśnie Boracay, głośno, hucznie, luksusowo. Polecam dla aktywnych lubiących się wyszaleć. Dla nich to idealne miejsce. C.D.N.