proces wybaczania

20.10.09, 12:32
Witajcie,jestem dwa i pół roku po rozwodzie, mam nowe, szczęśliwe życie, nowe
mieszkanie, cudownego partnera przy boku. Mimo upływu czasu wciąż dręczą mnie
koszmarne sny, śni mi się mój były, awantury, bicie. Budzę się z krzykiem.
Zdarza się to dość często. Mój partner uważa, ze to dlatego, że nie przeszłam
przez proces wybaczania. Mówi, że jak wybaczę, to będę mogła zapomnieć. Ja nie
odczuwam nienawiści, jedynie strach gdzieś tam we mnie drzemie głęboko.
Chciałabym nie pamiętać. Ktoś ma podobne doświadczenia?
    • mola1971 Re: proces wybaczania 20.10.09, 12:42
      Terapia, terapia i jeszcze raz terapia.
      To nie jest kwestia wybaczenia tylko tego, że prawdopodobnie nie
      wyleczyłaś się jeszcze ze współuzależnienia po przemocowym związku.
      Skoro do tej pory nie udało Ci się samej uporać z przeszłością, po
      prostu idź do dobrego psychologa. On pomoże Ci z tego wyjść.
    • rene15 Re: proces wybaczania 20.10.09, 12:46
      Myślę, że dobrze Ci radzi partner. Polecam Ci książkę "Radykalne
      Wybaczanie", oraz arkusze radykalnego wybaczania. Możesz skorzystać
      ze strony radykalnewybaczanie.com.pl/arkusz.htm
    • a.niech.to Re: proces wybaczania 20.10.09, 12:51
      Trudno byłoby stawiać tutaj diagnozę, ale pewnie żaden lekarz nie
      zaleciłby Ci wybaczania, raczej poszedłby w kierunku terapii nerwicy
      lękowej.
      Aby odzyskać spokój, wybaczenie nie jest konieczne, przecież
      zdarzają się czyny niewybaczalne, a nikt nie ma obowiązku
      pretendować do świętości. Twój m opiera się na jednym z podejść
      terapeutycznych, inne nie przydają wybaczeniu aż takiej rangi.
      Natomiast bardzo pomocne jest zrozumienie osobowości krzywdziciela;
      motywów postępowania, deficytów, właściwych mu zachowań. Zrozumienie
      wprowadza porządek w zagrażający świat, tym samym czyni go
      bezpiecznym.
      • scriptus Re: proces wybaczania 20.10.09, 13:02
        Wybaczenie na pewno jest potrzebne, czyści nasze serce z negatywnych emocji,
        jednak wybaczenie nie jest mozliwe, póki się nie wydostaniesz z nerwicy lękowej.
        Nie jest prawdą, że do wybaczenia wystarczy sama wola wybaczenia, to trudniejszy
        proces, a zwłaszcza trudno wybaczyć komuś, kto w dalszym ciągu nam zagraża,
        choćby w snach. Zatem, dobrze mówia kolezanki, skorzystaj z terapii, wybaczenie
        przyjdzie później.
        I nie ma to związku z pretendowaniem do świętości, po prostu warto się wyzbywać
        negatywnych emocji, bo one niszczą nas samych.
        • a.niech.to Re: proces wybaczania 20.10.09, 13:19
          scriptus napisał:

          > I nie ma to związku z pretendowaniem do świętości, po prostu warto
          się wyzbywać
          > negatywnych emocji, bo one niszczą nas samych.
          Tutaj masz rację; nienawiść, mściwość i temu podobne utrzymują nas
          przy byłych partnerach na niewidzialnej smyczy. Nie sposób z takim
          przywiązaniem normalnie żyć. Autorka wątku raczej już nie ma
          problemu z negatywnymi emocjami, podświadomość jednak stanowi tajny
          magazyn.
          • nangaparbat3 Re: proces wybaczania 20.10.09, 15:22
            A ja myślę, ze ma prpoblem - ze tych emocji nigdy do końca nie wyraziła, dlatego
            wracają w snach. Żeby je bezpiecznie wyrazic, potrzebna terpia.
            Po ostatniej lekturze przychodzi mi do glowy, ze moze ex budzil podobne emocje
            jak ktoreś z rodziców - dlatego tak trudno sie z nimi uporac.
      • rene15 Re: proces wybaczania 20.10.09, 13:16
        Wybaczenie to zdjęcie ciężaru z siebie a nie z oprawcy. To jest
        kluczowe w celu wyleczenia się i odzyskania spokoju wewnętrznego.
        To, że komuś wybaczamy, nie oznacza, że będziemy tolerować jego
        zachowanie. Wybaczyć to jedno, a ustanowić granice to drugie.
        Z własnego doświadczenia wiem, że "tradycyjne" jest o wiele trudniej
        wybaczyć, natomiast metoda radyklanego wybaczania daje zupełnie inne
        spojrzenie na sytuację i wybaczenie na poziomie duchowym przychodzi
        o wiele łatwiej.
    • noemi123 Re: proces wybaczania 20.10.09, 12:59
      ja jestem przed rozwodem i nie wiem kiedy go dostane bo mój
      spierdzielił i nie ujawnia miejsca swojego pobytu. Jak myślę tylko
      o nim to wydaje mi się że mu wybaczyłam. Jak myslę o tym co mi
      zrobił to momentalnie robi mi się zimno, boli i sądzę że nigdy mu
      nie wybaczę. Alkoholizm, nałogowe zdrady, romanse, agencje
      towarzyskie, opuszczenie, okłamywanie, narkotyki, wiagra, wmawianie
      mi choroby psychicznej, tygodniowe ciągi, oszczerstwa, pobicie,
      upokarzanie itd, itd. I jeszcze stworzył w swoim środowisku obraz
      mojej osoby jako puszczalskiej, alkoholiczki, osoby chorej
      psychicznie, która szpieguje, szantażuje niewinnego dobrego
      człowieka-to cholernie boli i wzbudza agresję bo taka menda
      przychodzi później do mnie i mi to przekazuje oferując mi miejsce w
      swoim łóżku. Nienawidzę ich i nie przestanę.
      • noemi123 Re: proces wybaczania 20.10.09, 13:04
        dodam jeszcze że nawiązał romans z pielęgniarką ze szpitala gdzie
        zawiozłam go na detoks, są teraz razem. Zastanawia mnie czy to jej
        miłośc do niego czy jego pieniędzy i samochodu. Alkoholików na
        detoksie mnóstwo ale nie każdy ma tyle kasy co on. Ona bardzo ładna
        zadbana dziewczyna 30 lat, on 46 podstarzały, zlochany, gość z
        nadwagą, sztuczne oko ale gest szeroki. Miłość jest ślepa?
        • darka49 Re: proces wybaczania 20.10.09, 13:07
          noemi123 przeszłaś piekło, życzę ci szczęścia i usmiechu. Jak czytam
          takie historie to myślę, że ja mam lepiej i dlatego tkwie w tym po
          uszy. Ale czy mniejsze zło to dobro?
          • a.niech.to Re: proces wybaczania 20.10.09, 13:26
            darka49 napisała:

            > Ale czy mniejsze zło to dobro?
            Czasami w życiu mamy tylko wybór ograniczony do mniejszego zła, a
            czasem tylko tylko taki widzimy.
          • noemi123 Re: proces wybaczania 20.10.09, 13:39
            nie ma "mniejszego zła", albo jest źle albo dobrze,.Obiecałam sobie
            że nigdy więcej nie dam sie żadanemu skurwielowi skrzywdzić.
            Teraz ja w miarę mozliwości będę ich wykorzystywać, robię co chcę i
            kiedy chcę, mam wspaniałą córkę i tylko tylko to się liczy, a od
            tego gnoja wyrywam kasę ile się da i nie mam w tym skrupółów, już
            nie,czekałam 3 lata na jego otrzeźwienie. 3 lata zmarnowanego życia
            i nigdy więcej.
            Rozgoryczenie bije z mojej dzisiejszej wypowiedzi ale mam dziś h...y
            dzień, reszta dni jest ok, nawet często się juz uśmiecham.
            • a.niech.to Re: proces wybaczania 20.10.09, 13:50
              noemi123 napisała:

              > nie ma "mniejszego zła", albo jest źle albo dobrze,
              Jest kompromis, czyli szarość. Tej w życiu jest najwięcej.

              > Teraz ja w miarę mozliwości będę ich wykorzystywać,
              Stajesz po stronie wartości swojego byłego? Przemyśl to sobie, bo o
              Ciebie tutaj chodzi.
              • noemi123 Re: proces wybaczania 20.10.09, 14:08
                a.niech.to napisała:

                > noemi123 napisała:
                >
                > > nie ma "mniejszego zła", albo jest źle albo dobrze,
                > Jest kompromis, czyli szarość. Tej w życiu jest najwięcej.
                >
                > > Teraz ja w miarę mozliwości będę ich wykorzystywać,
                > Stajesz po stronie wartości swojego byłego? Przemyśl to sobie, bo
                o
                > Ciebie tutaj chodzi.
                Nie to miałąm na myśli, przez 13 lat to ja byłam wykorzystywana,
                teraz robie to co ja chcę, spotykam się na randki kiedy i gdzie mi
                odpowiada, jak nie pasuje to fora ze dwora. Moje zycie i żaden
                samiec nie będzie mi dyktował... a jak rany sie zagoją i znajdzie
                sie ten jedyny to może będę mogła z nim konie kraść, narazie to te
                konie oni maja dla mnie kraśćwink
                • a.niech.to Re: proces wybaczania 20.10.09, 14:42
                  Acha..., czyli w porządku.smile
                  • nangaparbat3 Re: proces wybaczania 20.10.09, 15:17
                    a.niech.to napisała:

                    > Acha..., czyli w porządku.smile

                    Cudna jesteś. Usciski smile
                    • a.niech.to Re: proces wybaczania 20.10.09, 16:07
                      Wiem, żem piękna - wszyscy mi to mówią.smile))
      • a.niech.to Re: proces wybaczania 20.10.09, 13:30
        noemi123 napisała:

        > Jak myslę o tym co mi
        > zrobił to momentalnie robi mi się zimno, boli i sądzę że nigdy mu
        > nie wybaczę.
        I wcale nie musisz. Jeśli odetniesz się od wszelkich kontaktów,
        pozwolisz, aby czas wykonał swoją robotę i trochę mu pomożesz,
        negatywne emocje stopniowo wyblakną. Zostanie wspomnienie wyprane z
        wszelkich emocji.
        • handra Re: proces wybaczania 20.10.09, 15:04
          A mnie ucza wybaczenia- dla siebie, ponoc puszcza.
          • a.niech.to Re: proces wybaczania 20.10.09, 16:06
            Wbaczyć jest korzystnie dla wybaczyciela, ale nie musi ono nastąpić,
            żeby uwolnić się emocjonalnie od byłego partner.
            Mam nadzieję, że zaczęłaś od rozumienia. Jeśli dojdziesz do
            zrozumienia, puści.
    • nangaparbat3 Re: proces wybaczania 20.10.09, 15:20
      Wybaczenie sytuuje sie blisko obojetnosci - albo wielkiej miłosci.
      Albo jest nam wszystko jedno, albo czujemy sie tak pewnie - ze nie chowamy
      urazy, złosci, gniewu.
      • maarcjanna Re: proces wybaczania 20.10.09, 20:55
        sporo do przemyślenia.... dziękuję wszystkim za wpisy
    • ania7718 Re: proces wybaczania 20.10.09, 21:27
      Ja swojemu ex nigdy nie wybaczę, że odrzucił moją miłość, ja
      podporządkowałam mu wszystko a on tego nie docenił,a najważniejszego
      nie potrafię wybaczyć, że nie chciał mieć swojego dziecka,a cudze
      akceptuje i kupuje mu wszystko podczas gdy byliśmy małżeństwem to na
      wszystkim oszczędzał i zarzekał się on by swojemu dziecku nie kupił
      tak drogich butów za 120zł.Tresował mnie jak psa i notorycznie
      kłamał.
      • nadia3008 Re: proces wybaczania 20.10.09, 21:59
        Ja swojemu jeszcze m.. też nie wybaczę odrzucenia, odtrącenia, gdzie
        ja walczyłam o nas do końca, on to zdeptał. Tak wygodniej i jeszcze
        bezczelnie mi wmawia, że kocha... Nie chcę czuć złości, nienawiści,
        jednak tak mnie skrzywdził, że nie potrafie wybaczyć.
        • handra Re: proces wybaczania 20.10.09, 22:15
          Ninawisc wykancza nas samych. Chec zemsty odbiera nam energie.

          Cieszmy sie tym, ze nie jestesmy tacy jak oni/one.
          • bogusiamaria Re: proces wybaczania 20.10.09, 23:14
            JESTEM OSOBĄ Z FELEREM-nienawiść umieszczałam rozumem tam gdzie należało nie zawsze ją czując(bo zawsze chciałam zrozumieć exa).
            Za rzeczy ogólnie uważane za niewybaczalne.ZA moje dzieci!!!Ich krzywdę!
            To ,że dziś czuję ulgę,radość i przyjmuję gratulacje niech nikogo nie dziwi-miałam piekło.
            Chciałam je zrozumieć bo widziałam że pochodzi od niego z jego psychiki!
            Wymagał pomocy i nie dawał sobie pomóc-nigdy.Zniszczył nasze małżeństwo i życie dzieci w dużym stopniu-one nie chcą wybaczyć!
            Ja jestem 4 lata po rozwodzie i zrozumiałam nareszcie co z nim...
            Odzyskałam spokój i pewność-nie było ratunku i czas na ratowanie małżenstwa był skazany z góry na niepowodzenie.
            Pozdrawiam watpiących- bo myślą-też tak miałam i okazało się ze niepotrzebnie.
            Czasami lepiej działac!
          • rene15 Re: proces wybaczania 20.10.09, 23:20
            Paradoksalnie, dopóki nie wybaczymy jesteśmy związani z naszym
            oprawcą i nadal wchodzimy w rolę ofiary. Łączą nas takie niwidzialne
            nici. Może to niestety oznaczać, że następny związek to także będzie
            forma kat - ofiara.
    • kami_hope Re: proces wybaczania 21.10.09, 11:13

      Trudno po jednym wpisie ocenić gdzie tkwi sedno Twojego problemu.
      Mogę sobie tu jedynie podywagować… bo po rzetelną poradę wartałoby
      zwrócić się do gabinetu lekarskiego.
      Niewątpliwie trauma odbija Ci się czkawką. A czy „wybaczenie”
      miałoby tu wartość terapeutyczną? Hm… Moim zdaniem niekoniecznie. A
      być może przyniosłoby przeciwny do oczekiwań skutek. Jeśli stała Ci
      się krzywda, to trzeba ją w pełni zidentyfikować, nazwać rzeczy po
      imieniu i zrozumieć, że żal, lęki, itp. są naturalną odpowiedzią na
      zadane cierpienia. A lęki, które nie mijają po (względnie) długim
      czasie, mogą świadczyć o przerośniętych mechanizmach obronnych. Nie
      musisz wybaczać! Gdybyś nawet poszła tą drogą, to ten gest Cię nie
      oczyści. Może wręcz spowodować głębszą frustrację, bo w chwili gdy
      zdecydujesz się „wybaczyć”, odbierasz sobie szansę odreagowania,
      przepracowania swoich bolączek, spychasz je automatycznie do
      podświadomości, gdzie przy najmniej oczekiwanej okoliczności mogą
      wyjść na światło dzienne w sposób niekontrolowany. I tu też nie
      chodzi o to, żeby zapomnieć. Bo zapomnienie absolutne nie jest
      możliwe i wykorzysta podobny jw., tzw. mechanizm wyparcia. Chodzi o
      to, by uświadomić sobie przyczyny i skutki danego doświadczenia, a
      później je zaakceptować. Podkreślam słowo – „akceptacja” (a nie
      zapomnienie, wybaczenie, itd.).

      Do mnie też przychodzą w snach nieciekawe obrazy. Do tego mają wpływ
      na mój nastrój w ciągu dnia (trauma rozstania liczy się w
      tygodniach, a więc świeża sprawa). Też mam jakieś tam lęki, blokady
      itd. Uważam to za normalne względem moich doświadczeń. Nie wypieram
      się bólu, płaczę, wylewam swoje żale… Nie pozwalam nikomu się
      popychać, ani nikogo nie popycham. Potrzebuję czasu… Teraz mam swoje
      katharsis.
      A oceny innych typu: jak długo ma trwać ten trudny okres, jak
      intensywnie ma być przeżywany, co jest normalne, a co nie lub co i
      komu masz/mam/mamy wybaczyć/zapomnieć trzeba puszczać mimo uszu
      (choćby nawet były to rady wynikające z dobrych intencji – nie
      rzutuje na sprawę). Każdy z nas jest indywiduum. Każdy z nas jest
      niepowtarzalną książką. Choć oprawę i strony mamy podobne, to jednak
      zapisane treści są inne.

      Być może za wcześnie weszłaś w nowy związek?
      Choć żelazna zasada „przerwy” w związku nie do końca i nie zawsze ma
      swoją słuszność. To wszystko zależy od tego z KIM miałby być ten
      kolejny związek, od zaangażowania, więzi uczuciowych, empatii,
      filozofii życiowej, etc. Czasami ten drugi człowiek może (może, ale
      nie musi, a przede wszystkim nie należy mieć wobec niego takich
      oczekiwań!) bardzo pomóc, ale to naprawdę wyjątek.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja