bea-34
26.06.11, 09:54
Jesteśmy małżeństwem od 8 lat, ale od początku znajomości mąż stosował przemoc - duszenie, popychanie, straszenie szybką jazdą samochodem, nazywanie psychicznie chorą, itd. Byłam spragniona miłości, a on kiedy miał dobre dni był niezwykle czuły i opiekuńczy. Teraz kiedy o tym myślę, wiem, że byłam straszną idiotką decydując się na związek z nim i zakładanie rodziny. Mamy dwójkę dzieci (5 i 7). Raz na kilka miesięcy była z jego strony wielka skrucha. Mówił wtedy, że się zmienił, zrozumiał. Ma wielki dar przekonywania. Do tego potrafi zjednywać sobie ludzi. Jego znajomi myślą, że on jest ofiarą w naszym związku

W każdym razie coś we mnie pękło. Stopniowo miłość wygasła, a ja stwierdziłam, że nie zamierzam żyć dłużej z tym człowiekiem. I tu się pojawia problem z którym sobie nie radzę. On nie chce zgodzić się na sprzedaż mieszkania i kupno 2 mniejszych (jest wspólne). Do tego ciągle mnie chce dotykać, mówi, że decyzja o rozwodzie jest jednostronna, chodzi za mną i nęka. Nie mogę się czuć swobodnie we własnym domu, bo zaraz próbuje mnie dotykać

Mówi, że nie zgodzi się na rozwód i będzie się on ciągnął przez lata, a w tym czasie będziemy musieli ze sobą mieszkać. Czuję się jak niewolnica. Mam myśli samobójcze. Do tego rodzina próbuje mnie nakłonić do tego żebym ze względu na dzieci do niego wróciła. Z tym, że jako kto? Odrzuca mnie na jego widok. Nie chcę być z nim nawet jeśli naprawdę by się zmienił.