Pisze ten post w tajemnicy przed samą sobą i wszystkimi zainteresowanymi.
Jestem w 10 letnim związku, z którego wykluło się 5 lat temu pisklę. Związek nieformalny. Ja nie mam przekonania, a może po prostu przechodziliśmy go. Trudno powiedzieć. Wątek małżeństwa się pojawia, gaśnie. Kiedyś nawet były zaręczyny, ale ważniejsze sprawy bytowo-mieszkaniowe przesłoniły plany.
W związku jest dobrze. Układa nam się. Porozumienie jest 85%. No rozstania nie widać
jestem jednak nieufna. Nie wiem dlaczego. Mam dosyć patologiczną historie z dzieciństwa: moją matka wychowywała mnie sama, ojciec po prostu nas zostawił, ślub był brany z powodu brzucha, po 2 miesiącach rozwód, on wyjechał daleko, nigdy go nie widziałam, jego pieniędzy też nie.. I dostałam takie niepisane ostrzeżenie na życie: nie ufać mężczyznom! Przenigdy! Zabezpieczać się na 100 sposobów. Nie iwerzyc w ich słowa. Zawsze miec otwarta furtkę.. Chyba się do lekcji nie przyłożyłam, bo blokuje mnie ona, jedynie pod wzgledem slubu i jednak mam b
aaaardzo wpadkowe dziecko
Nie jestem osobą, która daje wiarę. Nie zmienię się. Nie umiem, tak mnie wychowano, taka jestem. Chce mieć zaplecze i kupić mieszkanie. Dla mnie, a kiedyś dla dziecka. Niestety nie stać mnie na całościowe sfinansowanie projektu.. Moge kupić mieszkanie, ale nie wyposażę go w podstawowe sprzęty, tj. płytki, podłogę, wannę czy meble. Potrzebna jest mi pomoc mojego partnera i on ją oferuje, a ja się wzdrygam. Nie chce później żadnych rozliczeń i haseł to moje, oddawaj! Wiem, ze taki nie jest, ale.. nie mogę za niego ręczyć.
Chciałabym iść na jakiś kompromis, bo jednak jestem zmuszona skorzystać z tej pomocy. Myślałam o tym, by wziąć kredyt na takie rzecz jak podłogi, drzwi i podstawowe wyposażenie łazienki, a on mógłby kupić meble, lampy, lodówkę, pralkę, tv.. Rzeczy przenośne, z których sam będzie korzystał.. i które w razie czego sobie zabierze.. Ale takie minimum w maire upływu czasu, będzie mnie stać na więcej.. Nie chce absolutnie, by w zadnym stopniu partycypował w zakupie meiskzania. To moja działka.
Czy tak się da? Wszelki wkald własny jest dla mnie nieistotny, jesteśmy rodzina i to normalne, ze się udziela dla jej dobra. Tak samo jak i ja.