Ależ jestem niewdzięczna - nie mogę patrzeć na męża.... Jesteśmy siedem lat po ślubie. Mamy dziecko - lat 6

I to tyle, co nas łączy...
Patrząc z boku - wszystko pięknie

Udane małżeństwo - on kocha dziecko, nie pije, nie bije, nie krzyczy....
...ale przez lata też nie rozmawiał ze mną, siedział tylko przed kompem, był - a jakby go nie było. Nie śpimy ze sobą już tak długo, że można powiedzieć, że do rozpadu więzi fizycznej doszło... Robiłam w związku za kobietę i za faceta. I mam już tego dość!
No i już nie chcę tak żyć, a już na pewno przez kolejne - dziesiąt lat.... brrr....
No to mu oświadczyłam, że chcę żeby wyprowadził się na jakiś czas i zobaczymy.... No to on nagle zaczął się starać- pomaga w domu, zajmuje się dzieckiem. I nie chce się wyprowadzić. Mnie to nie wzrusza, w zaden sposób nie zmienia mojego nastawienia do niego, ale otoczenie tak - i wszyscy przekonują, żebym nie szalała (bo sama nie dam rady w domu, bo wynajęcie przez niego mieszkania obciąży nasz małżeński budżet, bo w rodzinie rozwodów nie było.... ) Jezu, powiedzcie, czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji ? Jak sobie z nią poradził ?
Czy ja jestem nadmiernie egoistyczna ? Czy wymyślam sobie ? A może tak wyglądają małżeństwa po kilku latach wspólnego życia ?!!!!