Dodaj do ulubionych

częstotliwość kontaktów

23.01.14, 15:13
wątek Mgły rozrósł się i pojawiły się wątki poboczne, dlatego postanowiłam założyć nowy - dotyczący częstotliwości kontaktów dziecka z ojcem.
Luciva spiera się z Tricolourem (jak ktoś chce poczytać to niech zgłębi wątek założony przez Mgłę). a ja na podstawie moich obserwacji zgadzam się z Lucivą - lepsze kontakty rzadsze niż żadne.
jak się nie ma co się lubi - to się lubi, co się ma. moja córka widuje się z ojcem średnio co 2 tygodnie. najczęściej spędzają niestety tylko 1 dzień. dwa razy zdarzyło się, że eks został na weekend i wtedy widzieli się przez 2 dni.
ten ich czas wygląda tak, że on przyjeżdża rano, chwilę siedzą w domu i wtedy albo grają w gry, mała pokazuje mu swoje nowe rysunki/zabawki/i co tam ma, a potem wychodzą na cały dzień. zaliczają kino, chodzą na basen (eks uczy ją pływać), jedzą obiad, łażą po sklepach, spacerują. latem jeździli nad wodę, chodzili na place zabaw, do lasu.
i chociaż taka częstotliwość jest skandalicznie niska i wiem, że córka za nim bardzo tęskni - uważam, że 100 razy lepiej tak niż gdyby wcale mieli się nie widywać.
Obserwuj wątek
    • anderikka Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 15:46
      mia17 napisała:

      > ja na podstawie moich obserwacji zgadzam się z Lucivą -
      > lepsze kontakty rzadsze niż żadne.

      Odpowiadam z pozycji dziecka, które - od pewnego momentu (mniej więcej od 13 roku życia) mieszkało z tylko z ojcem.
      Moje podejście do kontaktów z mamą było różne. Długo nie chciałam żadnych, ale to było niemożliwe, bo w pewnym wieku robi się jeszcze to, co chcą dorośli. Od pełnoletności mniej więcej nie buntowałam się przed spotkaniami, ale i nie przepadałam za nimi, było to coś na kształt obowiązku. Inna sprawa: nie wiem, na ile to było odpowiedzią na stosunek mamy do mnie (i właściwie nie wiem, jaki był - pewne jest tylko, że wybrała swego czasu faceta, a nie mnie). Potem mama wybyła za ocean, i - w ogólności - za wyjątkiem przyjazdów raz na rok na parę tygodni (plus rozmowa tel. np. raz w miesiącu) kontaktów nie ma. Ale gdy mama jest w Polsce, niesamowitych kontaktów też nie ma.
      Ogólnie te kontakty mi "powiewają", ale nie wiem, co powiem za 5, 10 itp. lat.

      Czy w ogóle można odpowiedzieć na pytanie, czy lepsze kontakty rzadkie niż żadne?
      Ja odpowiem tak: zależy od ich jakości. Moje były takiej jakości, że mi są obojętne właśnie.
      Myślę, że dziecko powinno wystawiać rachunek.
    • rar.ely Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 15:47
      dobrze piszesz
      ja widuje sie rzadziej raz nawet mialem przerwe kilka miesiecy czasem co 4 tygodnie wiec reguly nie ma czasem przyjezdzałem na jeden dzien czasem biore hotel i nocuje kilka razy syn byl u mnie przez kilka dni czas spedzamy podobnie ja nawet dostaje obiad i kolacje albo kawe chociaz byly czasy ze jezdziłem z kanapkami i termosem biore go na spacer czy gramy w jakies gry albo szwenadmy sie nad jeziorami

      tez uwazam ze lepsze to niz nic oczywiscie tez mógłbym przedstawic cala liste żadan wymagan podparta glebokimi przemysleniami o roli ojca w zyciu dziecka tyllko co by mi to dało ?
      biore co daja i nie wymagam od matki dziecka wiecej niz sama chce dac...
      chociaz musze przyznac ze kosztuje mnie to sporo tym bardziej ze u mnie jest jeszcze ta trzecia czyli BABUNIA...a to juz temat na ksiazke a nie posty

      no i tak sie bujamy

      • mia17 Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 16:25
        mój były też miewa dłuższe przerwy w przyjazdach - bywało, że i 2 miesiące nie widział małej. teraz też się zanosi, że nie będą się widzieli miesiąc, może dłużej...
        nie wiem, czy jest tak, jak mówi (o powodach swojej nieobecności), nie wnikam.
        tak, jak napisało dużo ludzi tutaj - kiedyś to dziecko go rozliczy, nie ja. wszak nie do mnie przyjeżdża tylko do córki.
        jeśli to by zależało ode mnie - mógłby ją odwiedzać co tydzień i w tygodniu też - ale dzieli ich odległość, więc to niemożliwe.
        dlatego też ubolewam i mam nadzieję, że jakość tych wizyt zrekompensuje ich częstotliwość sad
        • altz Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 17:06
          mia17 napisała:
          > jak napisało dużo ludzi tutaj - kiedyś to dziecko go rozliczy

          Nikt nikogo nie będzie rozliczał, po prostu nie będą utrzymywać ze sobą kontaktów i nikomu krzywda się nie stanie. Może dodatkowo wnuki nie będą znały dziadka? Tylko tyle.
          Ludzie się rozwodzą i bywa, że nigdy później się nie widują, a świat się od tego nie wali. W sumie to nikogo obcego to nie obchodzi, a ludzie się dostosowują i są bardzo często szczęśliwi z tym, co mają.
          • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 17:52
            Altz, kolejna teoryjka, mająca się nijak do rzeczywistości.

            >Nikt nikogo nie będzie rozliczał, po prostu nie będą utrzymywać ze sobą kontaktów i nikomu >krzywda się nie stanie.

            To nie jest prawda. Nie dam rady na forum napisać choćby w skrócie o roli ojca w rozwoju psychicznym zarówno synów jak i córek, na ten temat psychologia wypluwa z siebie opasłe tomiska, każdy nurt psychoterapii ma tu wiele do powiedzenia. Warto takie rzeczy choć liznąć, zanim się uzna, że to nie ma znaczenia. Podaję linki do kilku dość prostych artykułów, niektóre z nich podają bibliografię, po którą warto sięgnąć choćby na początek. Dodatkowo w spokojniejszej chwili, gdyby ktoś chciał wink mogę podpowiedzieć, co warto poczytać z poważniejszych publikacji na ten i pokrewne tematy. Sztandarową lekturą, po którą warto sięgnąć, niekoniecznie będąc rodzicem chłopca, jest książka Eichelbergera "Zdradzony przez ojca".
            parenting.pl/portal/rola-ojca-w-wychowaniu-dziecka
            www.byctata.pl/rola_ojca_w_wychowaniu_dziecka.html
            www.babyboom.pl/rodzina/zwiazki_rodzinne/niezastapiony_ojciec_o_roli_ojca_w_zyciu_dziecka.html
            www.prawaojca.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=500:konsekwencje-nieobecnoci-ojca-w-rodzinie-wpyw-na-rozwoj-osobowoci-dziecka-&catid=46:rodzina&Itemid=113
            wstroneojca.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=213&Itemid=59
            www.sp1.rzeszow.pl/dokumenty/postawy_ref.pdf
            parenting.pl/portal/wychowanie-bez-ojca
            • altz Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 18:00
              amsterdamska_mgla napisała:
              > To nie jest prawda. Nie dam rady na forum napisać choćby w skrócie o roli ojca
              > w rozwoju psychicznym zarówno synów jak i córek, na ten temat psychologia wyplu
              > wa z siebie opasłe tomiska, każdy nurt psychoterapii ma tu wiele do powiedzenia.

              Fajnie jest mieć dwoje wartościowych rodziców, ale to nie jest tak, że w tym miejscu po jednym z nich jest dziura, bo by człowiek oszalał. Dzieci się dostosowują i minimalizują ten brak.

              Eichelberger miał swoje pięć minut, facet fajnie gada, miło się go słucha, ale to tyle.
              W sumie to jest jakieś dziwne gadanie. Z jednej strony w Polsce lecą cały czas gromy na ojców i facetów w ogólności, a z drugiej strony się podkreśla, jaka to ważna rola. Śmiech na sali i ewidentna manipulacja. big_grin
              • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 18:15
                Głupi jesteś Altz. Po prostu jesteś głupi i tyle. Nic nie da się dodać.
                • rar.ely no i Ci kolezanka pojechala 23.01.14, 18:26
                  amsterdamska_mgla napisała:

                  > Głupi jesteś Altz. Po prostu jesteś głupi i tyle. Nic nie da się dodać.

                  teraz grzecznie przepros bo sie obrazi i wiecej sie z nami nie podzieli swoimi przemyśleniami
                  a ze jest aktywna to nie bedzie mozna czytac jak sie upaja wlasna mądroscia smile
                • altz Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 19:10
                  amsterdamska_mgla napisała:
                  > Głupi jesteś Altz. Po prostu jesteś głupi i tyle. Nic nie da się dodać.

                  Masz rację, bardzo Cię za to przepraszam. smile Jesteś źródłem mądrości wszelakiej! smile
                  Mam nadzieję, że nas nigdy nie opuścisz i będziesz nas wspierać mądrą radą!
                  • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 20:58
                    Nie masz mnie za co przepraszać. Ja mam za co przeprosić Ciebie. Nie powinnam była napisać Ci, że jesteś głupi. Niewiarygodne jest dla mnie to, co wyczyniasz na obu forach, niewiarygodne, jakie stosy nieprawdy wypisujesz, jak brniesz w jakieś nieziemskie teoryjki, jak uparty, krótkowzroczny, przemądrzały i napuszony jesteś, jednak nie powinnam była do Ciebie zwrócić się w ten sposób, więc - przepraszam Altz.
                    • altz Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 21:09
                      Sprytnie przepraszasz, cytując. big_grin
                      • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 21:13
                        Ale co ja zacytowałam? Powyższa wypowiedź z przeprosinami jest w całości moja...
              • luciva Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 22:42
                Altz, dzieci może i się dostosowują, ale potem wychodzi im to bokiem w dorosłym życiu.
                Dziecko nawet lejącego pasem ojca może uznac za normę, więc sorry......o czym Ty gadasz?
          • rar.ely Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 18:40
            altz napisał:

            > mia17 napisała:
            > > jak napisało dużo ludzi tutaj - kiedyś to dziecko go rozliczy
            >
            > Nikt nikogo nie będzie rozliczał, po prostu nie będą utrzymywać ze sobą kontakt
            > ów i nikomu krzywda się nie stanie. Może dodatkowo wnuki nie będą znały dziadka
            > ? Tylko tyle.
            > Ludzie się rozwodzą i bywa, że nigdy później się nie widują, a świat się od teg
            > o nie wali. W sumie to nikogo obcego to nie obchodzi, a ludzie się dostosowują
            > i są bardzo często szczęśliwi z tym, co mają.

            swiat sie nie zawali to pewne ..
            tez uwazam ze lepsze dziecinstwo bez ojca niz z matka i ojcem ktorzy sa wobec siebie nieprzyjazni nie szanuja sie i zra o kazda bzdure ale z drugiej strony jezeli jest szansa na podtrzymanie tych kontaktow a matka dziecka daje jakies pole do dzialania i nie skresla biojca czy dacy spemy jak to niektore teraz mówią to nie warto rezygnowac jezeli to tylko kwestia jakiejs wlasnej dumy czy urazonego ego to mozna te pigule przelknac i raz na jakiś czas ruszyc tylek kupic jakis prezent spedzic troche czsu albo zadzwonic do dzieciaka i pogadac ..szczegolnie jak to chlopak
            • altz Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 19:20
              > rar.ely napisał:
              > ..szczegolnie jak to chlopak

              Mi też jest żal tych chłopaków, co mogliby mieszkać z ojcem, bo są warunki, a muszą mieszkać z babą. sad
              • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 21:27
                A nie jest Ci żak tych dzieci, z którymi ojcowie nie utrzymują kontaktu? Pytam naprawdę. Nie szkoda Ci takich dzieciaków?
              • chalsia Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 23:26
                > Mi też jest żal tych chłopaków, co mogliby mieszkać z ojcem, bo są warunki, a m
                > uszą mieszkać z babą. sad

                może mogliby, ale może nie chcą?
                a może te chłopaki WOLĄ mieszkać z matką niż z mającym warunki ojcem ?
                a może te chłopaki WOLĄ mieszkać z matką mającą lepsze warunki niż ojciec?
            • eicron Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 22:22
              rar.ely napisał:

              > to nie warto rezygnowac jezeli to tylko kwestia jakiejs wlasnej dumy czy urazo
              > nego ego to mozna te pigule przelknac i raz na jakiś czas ruszyc tylek kupic ja
              > kis prezent spedzic troche czsu albo zadzwonic do dzieciaka i pogadac ..szczeg
              > olnie jak to chlopak

              Dlaczego szczególnie jak to chłopak ???

              Ja najdłuższe i najbardziej zaskakujące rozmowy prowadzę z córką smile
              • mia17 Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 23:02
                no właśnie - nie rozumiem tego zdania, że "szczególnie jak to chłopak".
                nie tylko chłopcy potrzebują taty - dziewczynki też i to bardzo potrzebują ojców. to pierwszy ważny mężczyzna w ich życiu. jeśli go zabraknie to potem właśnie mogą się dziać najróżniejsze dramaty.
                • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 23:11
                  A za takim twierdzeniem idzie też implikacja, że chłopcy nie potrzebują mamy. Przecież to się ma nijak do rzeczywistości.
                  • rar.ely Re: częstotliwość kontaktów 25.01.14, 21:11
                    amsterdamska_mgla napisała:

                    > A za takim twierdzeniem idzie też implikacja, że chłopcy nie potrzebują mamy. P
                    > rzecież to się ma nijak do rzeczywistości.


                    przestan psychologizowac smile
                    • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 26.01.14, 22:57
                      Nie przestanę tongue_out
                • rar.ely Re: częstotliwość kontaktów 25.01.14, 21:37
                  mia17 napisała:

                  > no właśnie - nie rozumiem tego zdania, że "szczególnie jak to chłopak".
                  > nie tylko chłopcy potrzebują taty - dziewczynki też i to bardzo potrzebują ojcó
                  > w. to pierwszy ważny mężczyzna w ich życiu. jeśli go zabraknie to potem właśnie
                  > mogą się dziać najróżniejsze dramaty.


                  zgadzam sie z Toba ......napislame tak bo tak czuje intuicyjnie ze chlopak potrzebuje bardziej
                  • mia17 Re: częstotliwość kontaktów 26.01.14, 10:29
                    rar.ely napisał:

                    > zgadzam sie z Toba ......napislame tak bo tak czuje intuicyjnie ze chlopak potr
                    > zebuje bardziej

                    wiesz, co - prawda jest taka, że dzieci (obojga płci) po prostu potrzebują wzorców, których najpierw szukają w rodzinie.
                    chłopak potrzebuje tzw. męskiej ręki, potrzebuje zobaczyć, jaka jest rola mężczyzny w rodzinie, jak ojciec zachowuje się wobec matki, itp.. to naprawdę bardzo ważne w przyszłym życiu.
                    dziewczyna zaś potrzebuje przeglądać się w oczach ojca, który jest pierwszym ważnym mężczyzną w jej życiu. potrzebuje słyszeć komplementy, potrzebuje uwagi z jego strony i tysiąca innych rzeczy.
                    piszę to z perspektywy kobiety, która niestety wychowywała się bez ojca i wiem, jakie to miało odbicie w moim życiu. paradoksalnie, zobaczyłam to i zrozumiałam dopiero w obliczu własnego rozwodu sad przeżywając z córką jej rozpacz - przeżywam też moje uczucia, które wypłynęły z jakiejś czeluści. i widzę, jakie było moje życie bez ojca, jakie były mechanizmy moich zachowań powodowane brakiem taty.
                    jedyna moja pociecha w tym, że córka kontakty ze swoim ojcem ma i szczerze liczę, że będzie je miała. i że nawet, jeśli nie na co dzień - to uniknie tego, czego nie zdołałam uniknąć ja.
              • rar.ely ale Ty jestes 25.01.14, 21:09
                eicron napisał:

                > rar.ely napisał:
                >
                > > to nie warto rezygnowac jezeli to tylko kwestia jakiejs wlasnej dumy czy
                > urazo
                > > nego ego to mozna te pigule przelknac i raz na jakiś czas ruszyc tylek ku
                > pic ja
                > > kis prezent spedzic troche czsu albo zadzwonic do dzieciaka i pogadac ..
                > szczeg
                > > olnie jak to chlopak
                >
                > Dlaczego szczególnie jak to chłopak ???
                >
                > Ja najdłuższe i najbardziej zaskakujące rozmowy prowadzę z córką smile

                może madrym wrazliwym metroseksualnym milym mezczyzna takim ala wysokie obcasy masz psa yorka kolege geja i czerwona kanape w salonie ogladasz seriale nosisz waskie spodnie

                a ja jestem konserwatywnym prostym chlopem po polibudzie i dla mnie chlopak bardziej potrzebuje bliskposci ojca niz dziewczyna ktora ma mame
                chodze w szerokich spodniach ogladam tylko mecze i boks nie lubie kobiet z ktotkimi wlosami
                ze swoim synem duzo nie gadam raczej razem sie bawimy albo gramy w pilke plywamy lodka
                albo robimy ognisko kupuje mu tylko pistolety ciezarówki i miecze

                robimy sobie meskie wieczory gramy na konsoli jemy kielbase i chipsy lejemy na poduszki i uprawiamy zapasy czasem tez przeklinamy

                i dobrze mi z tym smile jemu tez smile


                • eicron Re: ale Ty jestes 26.01.14, 10:35
                  rar.ely napisał:

                  > eicron napisał:
                  >
                  > > Dlaczego szczególnie jak to chłopak ???
                  > >
                  > > Ja najdłuższe i najbardziej zaskakujące rozmowy prowadzę z córką smile
                  >
                  > może madrym wrazliwym metroseksualnym milym mezczyzna takim ala wysokie obcasy
                  > masz psa yorka kolege geja i czerwona kanape w salonie ogladasz seriale nosisz
                  > waskie spodnie

                  Najarałeś się jakiegoś zielska???

                  Pojechałeś nieźle... W przeciwieństwie do Ciebie nie czytam wysokich obcasów, więc nie wiem, co to jest mężczyzna ala wysokie obcasy smile Co do reszty - trafiłeś tylko z psem. I tak nie do końca. Mam psa, ale trzeba trochę wysiłku, aby ujrzeć w nim yorka wink Nie uznaję wyrobów psopodobnych, a do sprzątania używam klasycznych ściereczek i mopa wink

                  > a ja jestem konserwatywnym prostym chlopem po polibudzie i dla mnie chlopak bar
                  > dziej potrzebuje bliskposci ojca niz dziewczyna ktora ma mame
                  > chodze w szerokich spodniach ogladam tylko mecze i boks nie lubie kobiet z kto
                  > tkimi wlosami
                  > ze swoim synem duzo nie gadam raczej razem sie bawimy albo gramy w pilke plywa
                  > my lodka
                  > albo robimy ognisko kupuje mu tylko pistolety ciezarówki i miecze

                  Jakbyś nie wiedział - płci swojego dziecka się nie wybiera wink Dla mnie to nie problem, bo mam również syna i mam okazję widzieć tę subtelną różnicę pomiędzy więzią między ojcem i synem a ojcem i córką. Wcale to nie oznacza, że któreś z nich mniej mnie potrzebuje.

                  > robimy sobie meskie wieczory gramy na konsoli jemy kielbase i chipsy lejemy na
                  > poduszki i uprawiamy zapasy czasem tez przeklinamy

                  Zamiast poduszek polecam piankowe miecze - trudno je dostać ale są trwalsze wink

                  > i dobrze mi z tym smile jemu tez smile

                  Nie wątpię smile
                  • yoma Re: ale Ty jestes 29.01.14, 16:17
                    Chopy, pouczcie mnie, bo nie wiem - o czym świadczy, że kto nosi jakiej szerokości spodnie??
                    • eicron Re: ale Ty jestes 29.01.14, 18:23
                      yoma napisała:

                      > Chopy, pouczcie mnie, bo nie wiem - o czym świadczy, że kto nosi jakiej szeroko
                      > ści spodnie??

                      O tym co się stanie jak mu coś w nich wypadnie:
                      - daleko nie ucieknie,
                      - zatrzyma się w okolicach kolan i zostanie tam na dłużej,
                      - ucieknie nogawką.
                      wink
                    • altz Re: ale Ty jestes 29.01.14, 18:27
                      yoma napisała:
                      > Chopy, pouczcie mnie, bo nie wiem - o czym świadczy, że kto nosi jakiej szeroko
                      > ści spodnie??

                      Bardzo szeroka spódnica, to gospodyni z koło gospodyń albo samuraj!
          • luciva Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 22:40
            nikomu krzywda się nie stanie. Może dodatkowo wnuki nie będą znały dziadka
            > ? Tylko tyle.

            jesteś pewny że tylko tyle?
            Hmmmm, no to mało przemyśleć, mało lektur, mało rozmów.
            rzeczywiście mieć dziadka a nie mieć, mieć ojca a nie mieć - jaka różnica?
            pfffff
            wszak człowiekowi do szczęścia nikt niepotrzebny, a już mały człowiek? czy to w ogóle człowiek?

            Jasne nikomu krzywda się nie stanie, a potem pełne fora - brak seksu, czy on mnie kocha, rozwód i co dalej............
            ty serio nie widzisz zależności?

            Kurna, zawsze zadziwia mnie, że niektórzy ludzie mają tak małą świadomość psychologiczną........
      • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 21:25
        Rar.ely, Ty masz odebrane kontakty czy jak? Dlaczego Twoje kontakty są uzależnione od tego, co mama dzieci "chce dać"?
        • rar.ely nie nie mam 25.01.14, 21:22
          amsterdamska_mgla napisała:

          > Rar.ely, Ty masz odebrane kontakty czy jak? Dlaczego Twoje kontakty są uzależni
          > one od tego, co mama dzieci "chce dać"?

          odebranych kontaktow nie mam tez ustalonych kontaktów terminów planow wychowawczych regulaminów

          jak gdzies pisałem nie jestem nowoczesny w pogladach uwazam ze dzecka miejsce jest przy matce nawet nie mialem pomyslu zeby to zmienic uwazam ze ojciec to nie jest MAMA z FIFAKIEM tylko zupelnie inna rola a razem sie uzupelniaja a nie konkuruja czy walcza o dzieciaka jezeli mama syna mowi ze na razie dziecko nie pojedzie ze mna na urlop bo jest za male i sie boi samo spac to ja przyjmuje ze tak jest i nie lece do sadu albo na policje ze mi sie krzywda dzieje nie obrazam sie na nia tylko mowie

          ok. bedzie wiekszy to sobie pojedziemy zakladam ze ona wie co dla niego dobre i wiem ze go bardzo kocha i chce dla niego dobrze

          to mialem na mysli piszac "chce dac"

          • amsterdamska_mgla Re: nie nie mam 26.01.14, 23:01
            Rar.ely - wow!
          • tricolour Tak nie może być... 27.01.14, 00:26
            ... zaraz Ci napiszą, że olewasz dziecko i szkodzisz tym, że nie walczysz.

            No jak tak mogłeś...
            • anderikka Re: Tak nie może być... 27.01.14, 07:47
              Niekoniecznie ktokolwiek tak napisze. Moim zdaniem jest to ok, przecież ktoś musi ustąpić, dziecka na pół się nie da rozciąć. Wydaje mi się, że np. mój facet też miałby takie podejście, po prostu wiem, ile znaczy dla niego praca - a skoro kogoś 5 dni w tygodniu nie ma w domu przez 10-12 godzin, to jak miałby wychowywać dziecko?

              Natomiast zwróć uwagę, że gdyby taką postawę zaprezentowała kobieta, to spotkałaby się z zupełnie innym odbiorem: Jak to, matka nie wychowuje dziecka / nie walczy?
              Chodzi mi o to, że "w tle" wciąż aż się roi od stereotypów; na szczęście to się zmienia.
          • chalsia Re: nie nie mam 27.01.14, 11:15
            razem sie uzupelniaja a nie
            > konkuruja czy walcza o dzieciaka jezeli mama syna mowi ze na razie dziecko nie
            > pojedzie ze mna na urlop bo jest za male i sie boi samo spac to ja przyjmuje
            > ze tak jest i nie lece do sadu albo na policje ze mi sie krzywda dzieje nie ob
            > razam sie na nia tylko mowie

            i oby więcej ojców małych dzieci po rozstaniu miało takie podejście
            na moim dziecku niestety brak takiego podejścia ojca niejednokrotnie się odbiło negatywnie
      • luciva Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 22:41

        > dobrze piszesz
        > ja widuje sie rzadziej raz nawet mialem przerwe kilka miesiecy czasem co 4 tyg
        > odnie wiec reguly nie ma czasem przyjezdzałem na jeden dzien czasem biore hotel
        > i nocuje kilka razy syn byl u mnie przez kilka dni czas spedzamy podobnie ja n
        > awet dostaje obiad i kolacje albo kawe chociaz byly czasy ze jezdziłem z kanapk
        > ami i termosem biore go na spacer czy gramy w jakies gry albo szwenadmy sie na
        > d jeziorami

        A z czego to wynikało, że tak nieregularnie sie widywałeś z dzieckiem, ta przerwa itd......? czym było to spowodowane?
        • rar.ely Re: częstotliwość kontaktów 25.01.14, 21:30
          uciva napisała:

          >
          > > dobrze piszesz
          > > ja widuje sie rzadziej raz nawet mialem przerwe kilka miesiecy czasem co
          > 4 tyg
          > > odnie wiec reguly nie ma czasem przyjezdzałem na jeden dzien czasem biore
          > hotel
          > > i nocuje kilka razy syn byl u mnie przez kilka dni czas spedzamy podobnie
          > ja n
          > > awet dostaje obiad i kolacje albo kawe chociaz byly czasy ze jezdziłem z
          > kanapk
          > > ami i termosem biore go na spacer czy gramy w jakies gry albo szwenadmy s
          > ie na
          > > d jeziorami
          >
          > A z czego to wynikało, że tak nieregularnie sie widywałeś z dzieckiem, ta przer
          > wa itd......? czym było to spowodowane?

          u nas jest duza odleglosc a syn mały wiec moj pobyt to tez wyzwanie logistyczne i finansowe
          mamy alimenty ustalone na gebe i sa dosc spore wiec kasa mnie troche ogranicza i zawodowo mialem wtedy ciezki bardzo rok

          no i "przepychlismy " sie kazde probowalo przeciagnac line na swoja strone wiec bylo troche fochow i cichych dni jak to miedzy ludźmi smile

          ale teraz powoli sytuacja sie troche prostuje i zaczynam sie widywac troche czesciej oczywiscie zalezy od niej bo jakby nie było jade tez troche do niej bo to ich wspolny dom
    • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 18:14
      Nie mam wątpliwości, że zarówno częstotliwość jak i jakość kontaktów ma znaczenie. Wiem, że jest teraz takie modne powiedzenie, że "nie liczy się ilość, ale jakość" ale ja się z nim nie zgadzam. Ilość też ma znaczenie. Potem przepiszę spory cytat z jednej książek na ten temat.

      Ale teraz o tym, co u nas. Nie wiem, naprawdę nie umiem sobie wyobrazić, jakie kontakty z dziećmi określiłby ich tata, gdyby to on się tym zajmował. Mój eks to człowiek, którego trzeba było holować, przypominać, załatwiać za niego, tak samo zadziało się z określaniem wymiaru opieki nad dziećmi. Usiadłam z nim nad kartką papieru, mówiłam, co proponuję, rozważaliśmy to, podejmowaliśmy decyzję. Nie ukrywam, że ja to inicjowałam, ja miałam pomysły, a moją intencją było zapewnienie dzieciom obecności ojca w ich życiu (a nie zapewnienie ojcu kontaktu z dziećmi, to nie mój problem wink ) Kombinowałam więc, jak się dało wink Finalnie wyszłam poza oklepane rozwiązania w stylu "2 tyg wakacji" itp.

      W planie rw i jak na razie w realu mamy tak: co 2-gi weekend przez 48 godz. dzieci u taty
      2 popołudnia w tygodniu przez 2-3 godziny dzieci pod opieką taty, włącznie z obowiązkiem odebrania z placówek edukacyjnych
      miesiąc wakacji
      tydzień ferii
      co druga Wielkanoc
      co drugie ferie BN od ich rozpoczęcia aż do 3 Króli
      Dodatkowo pozwalam zabierać dzieci, jak ma ochotę na jakiś spacer itp. (czasem go nachodzi) , inicjuję jakieś wspólne coś (obiad, kino), ale nie za często, żeby nie mieszać dzieciom w głowach, jesteśmy świeżo po rozstaniu
      • rar.ely Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 18:50


        nawet po rozwodzie chlopem komenderuje i go oswieca moze nawet sprawdza czy ksiazeczki przeczytał smile stawiam butelke johego walkera ze w ciagu roku chlopina prysnie gdzie pieprz rosnie
        • altz Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 19:14
          rar.ely napisał:
          > nawet po rozwodzie chlopem komenderuje i go oswieca moze nawet sprawdza czy ksi
          > azeczki przeczytał smile stawiam butelke johego walkera ze w ciagu roku chlopina p
          > rysnie gdzie pieprz rosnie

          Może tak być. W końcu chłop się połapie, że jakaś obca baba chce mu układać życie.
          A jak sobie da już spokój, to baba będzie żałować, że się rozwiodła, przecież wtedy było dużo łatwiej kontrolować, a jak teraz bez tego żyć? wink
        • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 23.01.14, 21:12
          rar.ely napisał:

          > nawet po rozwodzie chlopem komenderuje i go oswieca

          Rar.ely czy mógłbyś mi podpowiedzieć, w czym konkretnie, z tego co opisałam powyżej, widzisz komenderowanie moim eksem? I w czym dostrzegłeś oświecanie go? Serio pytam. Nie jestem świadoma takich swoich zachowań, ale głos innego mężczyzny uważam za cenny, będę miała się nad czym zastanowić. Nie chciałabym przekraczać granic, wpływać na pogorszenie stosunku ojca do dzieci jakimś "przedobrzeniem" z mojej strony.
          Opisałam powyżej, jak jako małżeństwo stojące na skraju rozwodu, spisaliśmy plan wychowawczy. Uczciwie napisałam, że kombinowałam, jak mogłam, by zapewnić maksymalny kontakt dzieciom z ojcem, który od opieki nad nimi woli imprezki, koncerty, odsypianie kaca etc.
          Jeśli chodzi o kontakty porozwodowe - moja inicjatywa polega na zapraszaniu go czasem, rzadko, do wspólnych aktywności razem z dziećmi - uznał to za dobry pomysł i nigdy nie odmówił. Czy sądzisz, że nie powinnam tego robić? Przedobrzam?
          Druga ze spraw porozwodowych to wyrażanie zgody na kontakt ojca z dziećmi gdy zatęskni, choć są to "moje" dni opieki. Czy w takich sytuacjach, kiedy to on smsuje z pytaniem, czy może je wziąć popołudniu na spacer, a ja się na to zgadzam, bo wiem, że dzieci tęsknią, nie powinnam tego robić? Robię błąd?
          Możesz mnie wykpić, ale ja pytam serio o Twoją opinię. Jesteś facetem, ja jestem świeżo po rozwodzie, miotam się jeszcze w emocjach, nie wiem, czy to co robię, przyniesie zysk czy stratę. Kieruję się dobrem moich dzieci, chcę wycisnąć optimum z tej okropnej sytuacji dla nich. Może robię coś źle. Nie wiem.
          Ja sama nie mam potrzeby widywać eksa, być z nim w kontakcie, gdyby nie dzieci, pewnie spokojnie pozwoliłabym sobie o nim powoli zapominać...
          • tricolour Rzecz jest prosta jak drut... 23.01.14, 22:54
            ... w czasie małżeństwa wykastrowałaś faceta: prałaś, holowałaś, pamięcią zewnętrzną byłaś, załatwiałaś. Facet nie musiał niczego robić więc nie robił, a po kastracji nawet udało Ci się przekonać w sądzie (i to znakomicie) że kastrat nie ma jaj ze swojej wyłącznej winy. Fakt: nadstawiał się zamiast się bronić i samemu prać gacie.

            Teraz po rozwodzie facet znów nie ma swojego życia, bo musi zaiwaniać przy dzieciach nie dlatego, że chce tylko dlatego, że mu podetknęłaś pod nos znów gotowiec: plan działania na rzecz dzieci.

            Gdy to facet odkryje, albo inaczej: gdy mu to powiedzą, to się uwolni. Uwolni się jak cholera, z nawiązką.
            • amsterdamska_mgla Re: Rzecz jest prosta jak drut... 23.01.14, 23:02
              Wybacz, ale Twoje druty mnie naprawdę nie interesują. Tak samo jak twoje urojenia na temat mojego związku. Guano o nim wiesz i z taką niewiedzą o nim zostaniesz.

              Pytałam Rar.ely'ego, ojca, który utrzymuje kontakt ze swoim dzieckiem po rozwodzie. Jego opinii jestem ciekawa. On może być dla mnie jakimś sensownym głosem, jeśli zechce, nie ty.
              • tricolour A to bardzo przepraszam... 23.01.14, 23:35
                ... że się wtrącam. Jeśli lepiej dla Ciebie i dzieci będzie jeśli ojciec wymiksuje się z rodzicielstwa po opinii Rarelyego, to niech kolega się wypowie.
                • amsterdamska_mgla Re: A to bardzo przepraszam... 23.01.14, 23:55
                  Czy się wymiksuje, okaże się za naście lat, jak chcesz, to Cię powiadomię wtedy. Na razie się nie wymiksował, górą nasi, rzekł koziołek. I wyruszył w dalszą drogę.
                  Myślę, że gdyby miał się wymiksowywać jednak, to na pewno nie po opinii Rar.ely'ego wink tu się znów logicznie omsknąłeś, ale nie szkodzi.
                  Poza tym jakbyś rzeczywiście chciał się dzielić mądrością, doświadczeniem i radami, to podałbyś konkrety, porady, zamiast wytykać mi dotychczasowe urojone przez Ciebie błędy i raczyć mnie pseudo-analizą mojego związku. Nie interesuje mnie, co myślisz o moim związku wstecz, zwłaszcza że rąbiesz kulą w płot z grubej armaty, ale gdybyś napisał, co myślisz do przodu, na te naście lat, to mogłabym przynajmniej zastanowić się, czy zamierzam zastanawiać się nad Twoimi poradami. A tak to nie ma o czym myśleć, znów po mnie pojechałeś, ale już wiemy, że zawsze musisz ulżyć sobie przed północą. Zostało jeszcze 5 minut, może się wyrobisz wink
                  • amsterdamska_mgla Re: A to bardzo przepraszam... 24.01.14, 00:03
                    I jeszcze jedno - wątek jest bardzo ciekawy, ja pytam o konkrety, nie chcę rozbijać kolejnego wątku na przepychanki, więc jeśli masz coś realnie do napisania, to fajnie, a jak nie, to ok, już wiemy, że jestem okropna, moje życie jest pasmem błędów, wszystko moja wina etc. i nie zaśmiecajmy tego fajnego wątku, bo szkoda.
                    • tricolour Nie jesteś okropna... 24.01.14, 00:15
                      ... ale bywasz. Twoje życie to nie pasmo błędów, ale konsekwencja decyzji. Nie wszystko jest Twoją winą, ale za wszystko Twoje jesteś co najmniej współodpowiedzialna.

                      Ale ok. Koniec tego gorszego.
                      • amsterdamska_mgla Re: Nie jesteś okropna... 24.01.14, 00:39
                        A to prawda. Bywam okropna, oj bywam. Punkt, w jakim jestem teraz, jest konsekwencją tego, że podjęłam złą decyzję naście lat temu. Wiedziałam, że może się nie udać, chciałam zaryzykować, zbieram żniwo. I boli niemiłosiernie i czuję się winna, bo już usłyszałam od dziecka "szkoda, że wybrałaś nam takiego ojca, który nas zostawił". Dlatego kombinuję jak mogę, by choć miały go najwięcej. Można to obśmiać, wyszydzić, zrobić ze mnie zaborczą, kontrolującą babę. Nie wiem, może źle robię. Myślę jednak, że większość mam na tym forum mnie i moje starania rozumie. Mam nadzieję.
                  • tricolour Chyba się spóźniłem... 24.01.14, 00:12
                    ... bo już po północy. Darujesz mi?

                    Ty tego od męża nie dostałaś: poprane, posprzątane, podłogi pozmywane (wiem, wiem, niemożliwe), zakupy zrobione, dziecko wykąpane, położone spać i utulone. Bajki przeczytanie. Czas dla siebie i hobby: północ. To dlatego Cię to dziwi, żeś tego nie miała. Daj Bóg, byś miała.

                    A konkrety na przyszłość. Na przyszłość - z definicji - nie ma konkretów tylko przewidywania. Przewidywania biorą się z podstaw, a te są z przeszłości i teraźniejszości. Moim zdaniem: wyluzuj. Daj żyć sobie, dzieciom, exowi. Na razie masz exa w garści siłą inercji rozwodu. To mija. A gdy facet jeszcze pozna babkę (a pozna, czemu nie) to broń Boże, byś nie musiała walczyć z nią. Na tym forum było wiele postów pt: "jak obniżyć alimenty, bo ta zdzira z poprzedniego małżeństwa umiaru nie ma w niczym".

                    Tego Ci nie życzę. Serio. Dlatego miej umiar. Daj żyć. Sobie w pierwszej kolejności więc zostaw ten rozwód, analizę, syntezę i inne myślenia ciągle o tym samym.
                    • amsterdamska_mgla Re: Chyba się spóźniłem... 24.01.14, 00:24
                      tricolour napisał:

                      > ... bo już po północy. Darujesz mi?

                      Łaskawie smile

                      > Ty tego od męża nie dostałaś: poprane, posprzątane, podłogi pozmywane (wiem, wi
                      > em, niemożliwe), zakupy zrobione, dziecko wykąpane, położone spać i utulone. B
                      > ajki przeczytanie. Czas dla siebie i hobby: północ. To dlatego Cię to dziwi, że
                      > ś tego nie miała. Daj Bóg, byś miała.

                      Zapewne Cię zdziwię - jedyne, czego nie tykał mąż w naszym małżeństwie to pralka - bo był nieomal daltonistą. Jedyne, czego nie tykałam ja - samochód, bo to nie moja bajka. To były ścisłe specjalizacje, reszta - wspólna. Może zdziwię Cię jeszcze bardziej, ale mój mąż był (być może nadal jest, tego nie wiem), feministą. Nie miał oporów, by o tym mówić, tak wychowywaliśmy nasze dzieci. Tak też robił. Indolencja i bezwolność dotyczyły czegoś zupełnie innego, acz chyba ważniejszego niż pomyte podłogi i pozmywane gary. Już pisałam nieco o tym, a rozkminiać tego, co wstecz, dalej nie ma sensu. Już się skończyło. Chciałabym jednak bronić jego dobrego imienia, więc piszę sprostowanie, co mam chłopa oczerniać (nawet jeśli to nie ja oczerniam).

                      >Dlatego miej umiar. Daj żyć. Sobie w pierwszej kolejności więc zostaw ten rozwód, analizę, >syntezę i inne myślenia ciągle o tym samym.

                      A za resztę porad dziękuję, zwłaszcza za to, co cytuję. Wezmę to pod rozwagę. Nie chcę utkwić na lata w emocjach i rozważaniach okołorozwodowych, nie chcę truć siebie, dzieci, ani nawet eksa. Niech mu ziemia lekką będzie czy jak to tam leciało wink

                      Będę dumać, dzięki.
      • mia17 Re: częstotliwość kontaktów 24.01.14, 09:11
        jasne, że zarówno częstotliwość, jak i jakość kontaktów ma znaczenie.
        ale gdy dziecko nie może spotykać się z ojcem częściej to tym ważniejsze jest, aby czas, który ze sobą spędzają był aktywny, pełny, wykorzystany na maksa.
        i nie chodzi tutaj o to, aby tata wymyślał coraz to nowe "atrakcje" i prześcigał samego siebie w pomysłach. chodzi o to, aby był z dzieckiem i był tylko dla niego właśnie wtedy, kiedy przyjeżdża. aby wykorzystał w pełni czas, który mogą spędzić razem.
        ja się bardzo cieszę, że córka chodzi z ojcem na basen, że to on ją uczy pływać. mała jest z tego powodu bardzo szczęśliwa. raz - uczy się pływać, dwa - może opowiadać, że to TATA uczy ją pływać. trzy - mają okazję do spędzenia czasu we dwoje, aktywnie.
    • anderikka Re: częstotliwość kontaktów 24.01.14, 09:03
      amsterdamska_mgla napisała:

      > Nie mam wątpliwości, że zarówno częstotliwość jak i jakość kontaktów ma
      > znaczenie. Wiem, że jest teraz takie modne powiedzenie, że "nie liczy się ilość
      > , ale jakość" ale ja się z nim nie zgadzam. Ilość też ma znaczenie. Potem przep
      > iszę spory cytat z jednej książek na ten temat.
      >
      > Ale teraz o tym, co u nas. Nie wiem, naprawdę nie umiem sobie wyobrazić, jakie
      > kontakty z dziećmi określiłby ich tata, gdyby to on się tym zajmował. Mój eks t
      > o człowiek, którego trzeba było holować, przypominać, załatwiać za niego, tak s
      > amo zadziało się z określaniem wymiaru opieki nad dziećmi. Usiadłam z nim nad k
      > artką papieru, mówiłam, co proponuję, rozważaliśmy to, podejmowaliśmy decyzję.
      > Nie ukrywam, że ja to inicjowałam, ja miałam pomysły, a moją intencją było zape
      > wnienie dzieciom obecności ojca w ich życiu


      Hej, Mgła,
      powiedzenie „nie chodzi o jakość, tylko ilość“ to ogólnik, który nic nie znaczy, i ja nie powołuję się na niego.
      Moim zdaniem: W kontaktach rodzica (niemieszkającego) z dziećmi chodzi o jakość w ilości proporcjonalnej do możliwości.

      Co do tego, co Ty piszesz o kontaktach eksa z Twoimi dziećmi - czy dobrze rozumiem, że one są w dużej części Twoją inicjatywą? Czy dobrze rozumiem, że gdyby nie Ty, to by były rzadsze / nieregularne / inaczej by przebiegały, i że Ty musisz mu mówić, co ma robić, czyli „uczysz” go zajmowania się dziećmi?

      Pytam o to, bo nie jestem w stanie wyrobić sobie obrazu sytuacji po Twoich wpisach. Chcę też uprzedzić, że to nie jest żadna ukryta krytyka. Natomiast - o ile jest mniej więcej jak powyżej - może się to zemścić, bo jeśli ktoś robi coś z obowiązku, to przy zmianach w życiu (oferta nowej pracy, nowa partnerka, cokolwiek) taka osoba nie będzie się długo wahać i może się szybko odciąć. Wtedy dzieciom, przyzwyczajonym do czegoś innego, będzie jeszcze trudniej.
      Inaczej: prawda wychodzi zawsze na jaw, prędzej czy później, dlatego dobrze pozostawić sprawy własnemu biegowi.

      Powtarzam: nie wiem, na ile Ciebie to dotyczy, poza tym zdaję sobie sprawę, że trudno jest w emocjach taką granicę przeprowadzić. I jeszcze jedno „poza tym”: raczej jestem ostatnią osobą, która by chciała kogoś krytykować.
      PS. Jako dziecko wyczuwałam moją mamę chyba całkiem dobrze.
      • altz Re: częstotliwość kontaktów 24.01.14, 09:14
        anderikka napisała:
        > Co do tego, co Ty piszesz o kontaktach eksa z Twoimi dziećmi - czy dobrze rozum
        > iem, że one są w dużej części Twoją inicjatywą? Czy dobrze rozumiem, że gdyby n
        > ie Ty, to by były rzadsze / nieregularne / inaczej by przebiegały, i że Ty musi
        > sz mu mówić, co ma robić, czyli „uczysz” go zajmowania się dziećmi?

        Nie róbmy z Pana Mgły takiej sieroty. smile
        Sam przychodzi po dziecko w tygodniu.
        Może brak nadzorcy na co dzień, pozwoli mu się odblokować?
        Wiadomo, jak będzie miał własną rodzinę, to coś się zmieni, ale jeśli będzie mieszkał blisko, to nie musi się zmienić na minus.
        • anderikka Re: częstotliwość kontaktów 24.01.14, 09:21
          Altz, nie robię z nikogo sieroty! I nie pisz tak, bo Mgła się zaraz zdenerwuje, zamiast uważnie przeczytać moje pytanie.
          Nie siej fermentu, Altz! smile
          • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 24.01.14, 15:11
            Altz nie jest w stanie mnie zdenerwować wink Wdrapuję się wyżej, by odpowiedzieć.
      • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 24.01.14, 15:31
        anderikka napisała:
        > Moim zdaniem: W kontaktach rodzica (niemieszkającego) z dziećmi chodzi o jakość
        > w ilości proporcjonalnej do możliwości.
        W pełni się zgadzam.

        > Co do tego, co Ty piszesz o kontaktach eksa z Twoimi dziećmi - czy dobrze rozumiem, że one są w dużej części Twoją inicjatywą?
        Chyba tak to czułam na etapie pisania planu rw, natomiast teraz już nie wiem, na serio. Kontakty są ustalone i nigdy eks nie zaniedbał, nie nawalił. Co więcej, jak pisałam, miewa napady tęsknoty, zupełnie nieregularne, i wtedy prosi o dodatkowy kontakt. Ja nie odmawiam, chyba, że już coś wtedy mamy, w stylu bilety do teatru itp. Jak nie,dzieci spotykają się z tatą.

        >Czy dobrze rozumiem, że gdyby nie Ty, to by były rzadsze / nieregularne /

        Myślę, że mógłby chcieć wakacji czy świąt w mniejszym wymiarze, ale chyba nie dotyczy to tylko dzieci, to w ogóle taki typ, który świąt nie czuje, nie obchodzi, nie widzi sensu wyjazdów na wakacje... Natomiast myślę, że te kontakty w roku szkolnym byłyby regularne i tak samo częste. W sumie on nie musi wywiązywać się ze swoich dni opieki a robi to.

        >Ty musisz mu mówić, co ma robić, czyli „uczysz” go zajmowania się dziećmi?
        Teraz, po rozwodzie, zupełnie tego nie robię. W małżeństwie robiłam to ciągle. Tu wychodzi tło rodzin pochodzenia, eks jest z prowincji, jego rodzice zawsze koncentrowali się na sobie a nie swoich dzieciach. Ja pochodzę z miasta, z rodziny która mocno koncentrowała uwagę i wysiłki wokół dzieci, mama nas ukulturalniała, tata usportawiał.
        Eks nie miał pomysłów, jakie miałam i mam ja - że z dziećmi można iść do teatru, na balet, do opery, na basen, łyżwy, na wspólną wycieczkę rowerową, do muzeum, na koncert, pokazywać zabytki miasta, przepłynąć się tramwajem wodnym, zapisać do biblioteki i na dziecięcy uniwersytet, kupić modelinę i z niej lepić etc. Nie rozumiał po co jechać na wakacje w jakieś inne miejsce Polski czy świata, skoro można pojechać do teściów wink big_grin i tak dalej...

        >może się to zemścić, bo jeśli ktoś robi coś z
        > obowiązku, to przy zmianach w życiu (oferta nowej pracy, nowa partnerka, cokolw
        > iek) taka osoba nie będzie się długo wahać i może się szybko odciąć.

        Masz rację, ale myślę, że to jest cd. indolencji, że nie ma swoich pomysłów, jak (nie zacznie sam z siebie przeglądać repertuarów teatrów dziecięcych), ale kontakt z dziećmi ma nie z obowiązku a z miłości.
        Czy się odetnie? Nie sądzę, ale zobaczymy. Nowej pracy nie będzie, kieruje swoją firmą, partnerki na stałe nie chce zdecydowanie, co nie znaczy, że jej nie będzie miał wink

        >Wtedy dzieciom, przyzwyczajonym do czegoś innego, będzie jeszcze trudniej.
        Ale gdyby się nie odciął (o co, mimo wszystko, go nie podejrzewam), to dzieci będą miały całkiem spory czas spędzany z tatą po rozwodzie, a tęsknią sakramencko i kochają go bardzo. Albo gdyby odciął się za kilka lat, to zawsze jest to te kilka lat kontaktu do przodu...

        Ja już nie ingeruję, kombinowałam w momencie rozwodu, motywowałam go, to fakt. Teraz po prostu przekazuję dzieci. Choć, jak pisałam, czasem inicjuję wspólne wyjście rodziny, ale to dzieje się bardzo rzadko. Nigdy nie odmówił i nie narzekał.
        • anderikka Re: częstotliwość kontaktów 27.01.14, 07:37
          Mgła, moim zdaniem ten opis przedstawia bardzo dobrze ułożone kontakty z dziećmi, nawet powiedziałabym, że wręcz wzorowe (i jest to zupełnie coś innego, niż to, co się nasuwało przy słowach - cytuję: „nie umiem sobie wyobrazić, jakie kontakty z dziećmi określiłby ich tata, gdyby to on się tym zajmował”wink - tak więc zupełnie nie rozumiem, skąd Twoje wątpliwości (wyrażałaś je gdzieś wyżej, chyba pisząc do Rarely’ego). I przy tym jeszcze ojciec chce kontaktów z dziećmi nie z obowiązku, tylko z miłości… Super smile

          A to, że Ty i mąż mieliście inny styl zajmowania dzieciom czasu wolnego… To się zdarza, więc chyba normalne jest, że jedno musi nagiąć się do drugiego.
          • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 27.01.14, 22:38
            Anderikko, powodem odejścia od rodziny Eksa było to, że się nią po prostu znudził a dzieci go męczyły i nużyły wink Za moimi lękami stoi to plus np. doświadczenie super wakacji, gdzie 3/4 z nas było zadowolone a Eks narzekał, że nuuuuda...itp. Wakacji, które SAM wybrał. Itp.
            • anderikka Re: częstotliwość kontaktów 28.01.14, 15:53
              OK, ogólny lęk rozumiem, natomiast nie masz według mnie żadnych powodów do obaw, że teraz robisz coś źle, jeśli chodzi o kontakty ojca z dziećmi.

              Nawiązując do podanych wyżej przez Ciebie publikacji: czy znasz coś o córkach wychowanych bez matki? Tylko mam na myśli coś nie „prasowego”, tylko poważniejszego (bo artykułów z prasy pełno jest w necie).
              • altz Re: częstotliwość kontaktów 28.01.14, 16:29
                anderikka napisała:
                > Nawiązując do podanych wyżej przez Ciebie publikacji: czy znasz coś o córkach w
                > ychowanych bez matki? Tylko mam na myśli coś nie „prasowego”, tylko
                > poważniejszego (bo artykułów z prasy pełno jest w necie).

                Są jakieś wyniki, przeważnie amerykańskie, ale ma duże wątpliwości co do poprawności i mocy wniosków z tych badań.
                Według mnie, jakiś problem jest, bo zawsze jest lepiej mieć dwóch fajnych rodziców, niż jednego fajnego, ale wnioski są naciągane albo wyciągnięte na błędnych przesłankach.
                Są kraje, gdzie z zasady dzieckiem opiekuje się matka z szeroko pojętą jej rodziną, jakoś nic strasznego się nie dzieje. Może w tym wszystkim najważniejszym elementem jest takie naznaczenie w rodzaju np. przez dzieci "ha ha, a Jolka nie ma taty!" czy przez dorosłych "biedna sierotka, pewno bardzo tęsknisz za tatą?". Dzieci nie cierpią cały czas, przechodzą żałobę i po 2-3 latach żyją normalnie. Owszem, czasami coś się przypomina, szczególnie, gdy ten drugi rodzic jest niewydolny, ale jeśli jest wydolny, to osobiście nie wierzę w żałobę po kilkanaście lat.


                W naukach ścisłych jest tak, że póki nie zrobi się badań kontrolnych przez inną grupę, nawet najciekawsze wyniki traktuje się z dużą rezerwą. W naukach społecznych nie zauważam tego.
                Czasami leżą gdzieś opony, przeważnie są w parach jestem o tym święcie przekonany. Ciekawe, jakie teorie można by do tego zbudować? big_grin
                • anderikka Re: częstotliwość kontaktów 29.01.14, 14:18
                  Chodzi mi właśnie o te wnioski, dlatego pytam o porządne badania, czyli zrobione na dużej grupie, przez zespół z renomowanej uczelni itp., i na pewno nie o opisane przez dziennikarzy.

                  W ogóle, jeśli tak się zastanowić, to takie badania mogą chyba wyłącznie mieć formę wywiadów, tj. można pytać osoby dorosłe, jak się czuły / czują, co myślały i myślą, co w ich opinii zmienił brak rodzica.
                  Tylko na ile miarodajne to może być? Wspomnienia są subiektywne, z pamięci też wiele ucieka. Skąd potem wiadomo, że takie czy inne zachowania to akurat skutek braku rodzica? Przecież na to, jak ktoś się zachowuje i co czuje, ma wpływ takie mnóstwo czynników, że nawet trudno by je było chyba wyliczyć. I owszem, wpływać też mogą głupie komunikaty w stylu "Biedna sierotka" (wiadomo, że są tacy, co najlepiej wiedzą, co kto czuje).

                  Poza tym: czy wszystkie niezgodności z "normą" muszą tak ważyć na późniejszym życiu? I czy tu musi być tylko negatywny wpływ? Szczerze mówiąc wydaje mi się czasem, że niektóre trudne przejścia w moim życiu raczej pozytywnie mnie zmieniły.

                  Ale głównie chodzi mi o to, że ja nie mam poczucia braku czegoś z powodu wychowywania się od pewnego momentu tylko z ojcem. Czy jestem tylko wyjątkiem? Naprawdę trudno mi to wszystko pojąć.
                • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 29.01.14, 23:57
                  altz napisał:
                  > W naukach ścisłych jest tak, że póki nie zrobi się badań kontrolnych przez inną
                  > grupę, nawet najciekawsze wyniki traktuje się z dużą rezerwą. W naukach społec
                  > znych nie zauważam tego.

                  Altz, Ty naprawdę się ośmieszasz. Niby nie ma obowiązku pisania o tym, o czym wie się cokolwiek, ale tak po ludzku, to nie wstyd Ci bredzić brednie?
                  Polecam lekturę. Może zamiast klepać byle co na forum i udawać eksperta, wyedukuj się choćby w jednej dziedzinie, o której piszesz. Podaję gotowce:
                  12 stron na Wiki na temat metodologii nauk społecznych
                  pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Metodologia_nauk_spo%C5%82ecznych
                  30 stron na temat metodologów nauk społecznych:
                  pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Metodolodzy_nauk_spo%C5%82ecznych
                  82 strony na temat metod badań społecznych

                  A ponieważ wszyscy wiemy, że Wiki nie jest Bogiem, proponuję zapoznanie się z bogiem polskiej metodologii nauk społecznych profesorem Jerzym Brzezińskim, znajdziesz tu jego bibliografię, wczytując się w podane tytuły dowiesz się wszystkiego, w co powątpiewasz, w dziedzinie nauk społecznych.
                  • anderikka Re: częstotliwość kontaktów 31.01.14, 15:33
                    Myślę, że Altz padł ofiarą nagonki medialnej na nauki humanistyczne wink
                    • altz Re: częstotliwość kontaktów 31.01.14, 16:03
                      anderikka napisała:
                      > Myślę, że Altz padł ofiarą nagonki medialnej na nauki humanistyczne wink

                      Nie ma czegoś takiego jak nauki humanistyczne, jest nauka i cosie naukopodobne. wink
                      Ja po prostu widzę sposoby wyciągania wniosków, żenada.

                      Zauważyłaś, co zrobił Zimbardo po swoim eksperymencie więziennym? Nie wyciągnął ogólnych wniosków, bo to jest za poważny gość, żeby bawić się uogólnianie na podstawie incydentu. Eksperymentu nie powtórzył, bo to rozsądny facet i nie po to przerywał, żeby to powtarzać i budować komuś zagrożenie.
                      • anderikka Re: częstotliwość kontaktów 31.01.14, 16:10
                        altz napisał:

                        > anderikka napisała:
                        > > Myślę, że Altz padł ofiarą nagonki medialnej na nauki humanistyczne wink
                        >
                        > Nie ma czegoś takiego jak nauki humanistyczne, jest nauka i cosie naukopodobne.
                        > wink

                        To trzeba pozmieniać hasła w encyklopediach, treści programów studiów i w ogóle...
                        He, he, ale wywrotowiec z Ciebie...
                  • altz Re: częstotliwość kontaktów 31.01.14, 15:56
                    amsterdamska_mgla napisała:
                    > 12 stron na Wiki na temat metodologii nauk społecznych

                    Widzisz, sama pogrążasz tę "naukę".
                    Skoro są potrzebne dodatkowe metody do badań, to znaczy, że z jakością tych badań jest nietęgo.
                    Metody są wystarczające, wystarczy wybrać i dopasować do problemu, ale trzeba to zrobić rzetelnie, inaczej się nie da.

                    Opowiadałem, ale powtórzę.
                    Profesor z normalnej dziedziny naukowej był na obronie magisterki na "naukach społecznych". Zainteresowany pracą zapytał i szczegóły metodologię. Ktoś z komisji mu powiedział, że to tutaj tak się nie robi, w domyśle, że wyniki są na wiarę. smile Profesor dał spokój, nie chciał stresować pani magister poważnej dyscypliny naukawej. smile
                    • anderikka Re: częstotliwość kontaktów 31.01.14, 16:06
                      Altz... Co Ty wypisujesz? smile smile smile

                      A przykład z tego uniwersytetu przekona Cię?
                      www.iq.harvard.edu/
                      • anderikka Bo jeśli by Cię nie przekonał... 31.01.14, 16:21
                        ... to byłoby równoznaczne z tezą, że na takich uniwersytetach, jak Harvard, MIT, Oxford, Princeton ,Yale, Cambridge itp. prowadzone są niepoważne badania w zakresie nauk społecznych.
                        • altz Re: Bo jeśli by Cię nie przekonał... 31.01.14, 16:31
                          anderikka napisała:
                          > ... to byłoby równoznaczne z tezą, że na takich uniwersytetach, jak Harvard, MI
                          > T, Oxford, Princeton ,Yale, Cambridge itp. prowadzone są niepoważne badania w z
                          > akresie nauk społecznych.

                          Mam nadzieję, że u nich stoi to dużo wyżej niż u nas.
                          U nas na razie jesteśmy na etapie walki z plagiatami, czyli mamy hasło przewodnie "nie kradnij!". big_grin
                          Są dziedziny, gdzie są badania robione porządnie, choćby na medycynie, matematyce czy fizyce, ale mam duże wątpliwości co do niektórych obszarów działalności naukowej. Zresztą, sprawa jest prosta, jest dobra metodologia i spełnione rygory, to są publikowane prace naukowe i są one znane.
                          • anderikka Re: Bo jeśli by Cię nie przekonał... 31.01.14, 16:39
                            Wyliczając najlepsze na świecie uniwersytety odniosłam się do twojej tezy (cytuję):

                            > W naukach ścisłych jest tak, że póki nie zrobi się badań kontrolnych przez inną
                            > grupę, nawet najciekawsze wyniki traktuje się z dużą rezerwą. W naukach społec
                            > znych nie zauważam tego.

                            Czyli jednak nauki społeczne to nie jest cos z definicji nieprofesjonalnego, prawda? wink
                            • amsterdamska_mgla Re: Bo jeśli by Cię nie przekonał... 02.02.14, 16:26
                              Ale w ogóle skąd pomysł, że w naukach społecznych nie stosuje się badań na grupach kontrolnych? O żesz ja pierdziu! To jest tak, jakbym napisała, że w medycynie nie używa się stetoskopów i mikroskopów. Argument - "bo ja tego nie zauważyłam" - a to przecież przesądza o wszystkim, u Altza. Niewiarygodne, jak bardzo można bredzić, próbować te brednie uprawomocniać kolejnymi bredniami i nie mieć cienia żenady, ośmieszając się na potęgę.
                              • anderikka Re: Bo jeśli by Cię nie przekonał... 03.02.14, 07:10
                                Dla mnie to nie jest niewiarygodne, już spotykałam się z takim podejściem, zupełnie to olewam. Dlatego ja już Altza nie zamierzam przekonywać, że badania socjologiczne (też psychologiczne, pedagogiczne) mają określone standardy smile

                                • altz Re: Bo jeśli by Cię nie przekonał... 03.02.14, 18:41
                                  anderikka napisała:
                                  > Dla mnie to nie jest niewiarygodne, już spotykałam się z takim podejściem, zupe
                                  > łnie to olewam. Dlatego ja już Altza nie zamierzam przekonywać, że badania socj
                                  > ologiczne (też psychologiczne, pedagogiczne) mają określone standardy smile

                                  A ja mam prośbę o niewłączanie socjologii do tej grupy. Socjologia to jest poważna nauka i tam się pilnuje standardów, inaczej prace nie przechodzą przez sito i nie są publikowane.
                                  Z pedagogiką bywa różnie, a najwięcej mam zastrzeżeń do psychologii, ale w obu można wyprodukować i wydać cokolwiek.
                                  • amsterdamska_mgla Re: Bo jeśli by Cię nie przekonał... 05.02.14, 00:42
                                    Dokładnie tak samo jest z psychologią, ale Tobie się wydaje, że nie jest. Niestety, Twoje widzimisia wink przechodzą przez sito i je szeroko publikujesz , dobrze, że tylko na forum.
                      • altz Re: częstotliwość kontaktów 31.01.14, 16:23
                        anderikka napisała:
                        > A przykład z tego uniwersytetu przekona Cię?
                        > www.iq.harvard.edu/

                        Mnie przekonają tylko dobrze wykonane badania, nazwy na mnie nie działają, chociaż korzystam czasami z opracowań z Harwardu i częściej z Cambridge.
                        Gdy przeglądam badania GUS, to nie mam wątpliwości i się nie czepiam.
                        Z kolei z takimi danymi często nie zgadzają się panie z forów. smile
              • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 29.01.14, 23:48
                Anderikko, dwie ciekawe pozycje na naszym rynku, wprawdzie o żałobie, ale rekomendowane jako książki nawet dla tych, których mamy żyją smile
                lubimyczytac.pl/ksiazka/171276/matka-ktora-nie-miala-matki
                lubimyczytac.pl/ksiazka/117307/corki-ktore-zostaly-bez-matki-dziedzictwo-straty
                margerytkowo.blogspot.com/2012/10/corki-ktore-zostay-bez-matki-warto.html
                Ja osobiście polecam bardzo książkę lubimyczytac.pl/ksiazka/14912/zyc-w-rodzinie-i-przetrwac
                Niby obok tematu, ale naprawdę warto, o rodzinach smile
                • anderikka Re: częstotliwość kontaktów 31.01.14, 15:33
                  Mgła, dziękuję Ci, zwłaszcza za polecenie Edelmann (o tej książce w ogóle nie słyszałam) oraz za tę o życiu w rodzinie.
                  Psycholog powiedział mi ostatnio, że (być może) boję się kochać, i dało mi to trochę do myślenia - dlatego chcę trochę poczytać na ten temat, żebym samej sobie nie musiała kiedyś zarzucać, że coś wypieram.
                  PS. Ale moje dziecko kocham bezgranicznie, i nawet sobie nie potrafię wyobrazić, że go zostawiam, wyprowadzam się itp.
                  • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 02.02.14, 16:33
                    Anderikko, bo takie tezy rozpatruje się relacyjnie: partnersko, przyjacielsko itp., nie ma się tu na ogół nijak więź z dziećmi i emocje do nich, to jest coś z zupełnie innego wymiaru.
                    Bardzo ciekawą, ambitniejszą psychologicznie książką jest:
                    www.gandalf.com.pl/b/bliskosc-w-rodzinie/ Bardzo polecam Ci w ogóle wątek badań i wniosków opartych na tych badaniach, poszukaj pod Mary Ainsworth i John Bowlby.
                    Jeśli lubisz dobrą literaturę psychoterapeutyczną, to polecam mocno poczytanie Irvina Yaloma, na rynku jest mnóstwo jego książek, od podręczników po powieści psychoterapeutyczne.
                    • anderikka Re: częstotliwość kontaktów 03.02.14, 07:17
                      Pewnie masz rację, jednak teoretycznie mogłabym powielać ten sam wzorzec, a jednak tak się nie dzieje.
                      "Bliskość w rodzinie" tak mi się spodobała z opisów, że właśnie zamówiłam, dzięki! smile
                      • amsterdamska_mgla Re: częstotliwość kontaktów 03.02.14, 23:55
                        Miłej lektury Anderikko smile
                        • anderikka Re: częstotliwość kontaktów 05.02.14, 08:52
                          Dzięki smile
                          Ambitna lektura, rzeczywiście, ale warto (czytałam już wczoraj rozdziały o stylach przywiązania partnerów).
    • noname2002 Re: częstotliwość kontaktów 03.02.14, 13:52
      wątek Mgły rozrósł się i pojawiły się wątki poboczne, dlatego postanowiłam zało
      > żyć nowy - dotyczący częstotliwości kontaktów dziecka z ojcem.
      > Luciva spiera się z Tricolourem (jak ktoś chce poczytać to niech zgłębi wątek z
      > ałożony przez Mgłę). a ja na podstawie moich obserwacji zgadzam się z Lucivą -
      > lepsze kontakty rzadsze niż żadne

      Z moich 6letnich obserwacji(nie tylko mojego dziecka) wynika, że najważniejsza jest regularność kontaktów, najbardziej dzieciom szkodzi jak rodzic się pojawia i potem na kilka miesięcy o dziecku zapomina. To już lepszy jest całkowity brak kontaktu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka