Dodaj do ulubionych

Mediacje o alimenty na dzieci

22.04.14, 18:01
Czy ktoś z Was występował o alimenty na dziecko na drodze mediacji? Jak należy przygotować się do takich mediacji? Mam zasądzone przez sąd alimenty ale w związku z tym, że minęło już klika lat od orzeczenia chciałabym wnieść o ich podniesienie. Tata dziecka niestety nie wykazuje ochoty do rozmów i moje prośby są przez niego ignorowane. Nie chciałabym iść do sądu. Czy mediator może okazać się pomocnym? Czy mediator może wnioskować/prosić o dokumenty dot wysokości zarobków?
Obserwuj wątek
    • tricolour W zasadzie nie ma co mediować... 22.04.14, 18:07
      ... skoro ojciec nie chce rozmawiać.

      Jeśli wzrosły uzasadnione potrzeby dzieci, to trzeba wnieść pozew o podwyżkę alimentów. Upływ czasu czy też zarobki ojca, to rzecz drugorzędna.
      • andzia360 Re: W zasadzie nie ma co mediować... 22.04.14, 18:27
        Może źle się wysłowiłam... Ojciec rozmawia ale mówi, że więcej płacić nie może. Na 16 letnią córkę dostaję alimenty zasądzone przez sąd 5 lat temu.
        Potrzeby dziecka znacząco się zwiększyły. Doszły nazwałabym 'konieczne'- zajęcia dodatkowe, leczenie ortodontyczne, droższe podręczniki i w znacznie większych ilościach niż to było w szkole podstawowej jak i takie, o które dziecko prosi ale można bez nich żyć - kino, basen, koncert czy modny ciuch, laptop.
        Postępowanie sądowe w sprawie o alimenty mogłoby popsuć w miarę poprawne relacje pomiędzy mną a ojcem córki. Chciałbym tego uniknąć stąd pomysł na mediacje. Czy jednak mediator może zażądać od Taty córki okazania zaśw o zarobkach czy to jest po za jego kompetencjami. Sama chętnie okazałabym też swoje
        • altz Re: W zasadzie nie ma co mediować... 22.04.14, 18:41
          andzia360 napisał(a):
          > Czy jednak mediator może zażądać od Taty córki okazania zaśw o zarobkach czy to
          > jest po za jego kompetencjami. Sama chętnie okazałabym też swoje
          Żartujesz sobie. smile Jasne, że nie może.
          Mediator uczestniczy w rozmowie między stronami, stara się jakoś uporządkować dyskusję, określić oczekiwania stron i pomóc dojść do porozumienia. Jeśli strony nie chcą porozumienia, to mediator odpuszcza, a u was oboje nie chcecie porozumienia.
          • andzia360 Re: W zasadzie nie ma co mediować... 22.04.14, 18:59
            Dziękuję za odpowiedź. Fakt, do mediacji potrzebna jest chęć porozumienia. Porozumienie to jednak 'miejsce', w którym spotyka się dwoje ludzi i każde w jakimś stopniu czuje się usatysfakcjonowane. Nie oczekuję, że Tata córki będzie pokrywał połowę ponoszonych wydatków ale może jednak powinien trochę więcej niż np 1/6. Jeśli uzna, że nie może to chętnie wysłucham argumentów na 'nie'. Zakładam, że mediator jako osoba postronna znajdzie ten złoty środek, na który tatę będzie stać a który mi pomoże w dalszym utrzymywaniu dziecka.
            Jeśli jednak Tata nie zgodzi się na mediacje to ... może łatwiej będzie mi złożyć pozew. Przynajmniej będę miała świadomość że próbowałam się dogadać bez pomocy Sądu.
            Jestem ciekawa czy ktoś w drodze mediacji próbował zwiększać alimenty i mógłby mi powiedzieć jak to wyglądało
    • koronka2012 Re: Mediacje o alimenty na dzieci 22.04.14, 19:42
      Mediator IMO to strata twojego czasu. Ojciec nie chce rozmawiać z tobą, nie będzie chciał i z mediatorem, szczególnie że te wizyty są płatne.

      Argumentów masz aż nadto - upływ czasu, wzrost potrzeb dzieci. W sądzie możesz wnioskować i o PITy i o wyciągi z konta (przydatne, jeśli tatuś to prywatna inicjatywa, gdzie ma możliwość kombinowania z dochodami)
      • andzia360 Re: Mediacje o alimenty na dzieci 22.04.14, 20:16
        dziękuję za informacje - wykorzystam, szczególnie te dotyczące ujawnienia dochodów z działalności gospodarczej.
        Wnioskuję, że mój pomysł na mediacje raczej nie jest trafiony sad No cóż zostaje pisać pozew.
        • altz Re: Mediacje o alimenty na dzieci 22.04.14, 20:57
          andzia360 napisał(a):
          > Wnioskuję, że mój pomysł na mediacje raczej nie jest trafiony sad No cóż zostaje
          > pisać pozew.

          Tynie chcesz mediacji, Ty chcesz forsy!
          W taki sposób nigdy się nie dogadasz z partnerem, a z czasem się nie dogadasz z dzieckiem.
          Jakieś potrzeby ma każdy (ojciec również!), a alimenty można również realizować przez własne starania.
          Mediacja, z mediatorem czy bez, polega na określeniu potrzeb i możliwości i ułożeniu planu zabezpieczenia, wzajemnych deklaracjach i trzymaniu się tego.
          Gdybyś była moją partnerką, to bym zwyczajnie przestał płacić, bo dla Ciebie liczy się forsa, nie ludzie.
          Ojciec ma również prawo żyć normalnie, o czym zapominasz, ma też swój sufit, powyżej którego nie podskoczy.

          Płaciłem przez dłuższy czas powyżej moich możliwości. Podwyższanie wtedy alimentów świadczyłoby o tym, że rodzic nie jest nic warty, a liczy się tylko dziecko, co jest kompletną bzdurą. Żyje się na takim poziomie, na jaki nas stać. Dziecko też nie powinno żyć dużo powyżej, bo nabija sobie głowę głupotami i zaczyna wierzyć, że jest ważniejsze od rodzica, a tak nie jest.

          Podwyższanie alimentów przez kobiety kończy się z pełnoletnością dziecka, kiedy trzeba dać realne pieniądze, a nie tylko starania.
          W obecny podział 1/6 i 5/6 nie wierzę.
          • andzia360 Re: Mediacje o alimenty na dzieci 22.04.14, 21:24
            Nie rozumiem skąd Twoje oburzenie...
            Podniesienie alimentów to forsa albo, jak wolę - środki do tego, by zapewnić dziecku normalny, godny byt, jaki oboje rodzice mają możliwości mu zagwarantować. Co w tym złego?
            Utrzymanie nastolatki kosztuje mnie ok. 2500 zł. Są to: wyżywienie, koszt utrzymania domu podzielony na dwa, zajęcia dodatkowe - angielski, korki z matmy, pianino, tenis, leczenie ortodontyczne, ubrania, bilety autobusowe, środki czystości i higieniczne, wyjazdy wakacyjne, feryjne, wycieczki szkolne.
            Ojciec płaci 400 zł - jakby nie było to jednak 1/6 ponoszonych wydatków a Tatuś zarabia 12.000 brutto. Nie oczekuję nic ponad jego możliwości czy ponad połowę kosztów utrzymania naszego dziecka. Czy to dużo???
            Dziękuję altz za Twoją wypowiedź, daje mi ona pogląd na to, jak Tatusiowie postrzegają każdą, nawet jak najbardziej uzasadnioną prośbę Matki o partycypowanie w kosztach utrzymania dziecka - traktujecie ją oczywiście jako bezzasadną
            pozdrawiam
            • altz Re: Mediacje o alimenty na dzieci 22.04.14, 21:59
              andzia360 napisał(a):
              > Dziękuję altz za Twoją wypowiedź, daje mi ona pogląd na to, jak Tatusiowie post
              > rzegają każdą, nawet jak najbardziej uzasadnioną prośbę Matki o partycypowanie
              > w kosztach utrzymania dziecka - traktujecie ją oczywiście jako bezzasadną
              > pozdrawiam

              Nie ma za co, staram się! smile
              Zastanawia się, skąd wiesz, że ojciec zarabia 12 tysięcy netto? smile
              Ja już widziałem różne bzdury, była taka głupia baba, co liczyła cały przychód i pomijała koszty, a majątek wzięty w leasing, traktowała jak majątek byłego męża. Jednym słowem totalny głąb, co to umie liczyć czyjeś pieniądze, przede wszystkim te wirtualne. wink

              Dziecko ma takie koszty, na jakie pozwalają mu możliwości majątkowe rodziców.
              Koszty zawsze można zwiększyć, ale liczą się tylko uzasadnione potrzeby.

              Jeśli chcesz dziecku wybudować stację kosmiczną, ja jestem jak najbardziej za, ale powinnaś to sfinansować z własnego budżetu, bo to będzie twoja zachcianka.
              Płacisz 2500 zł na zdrowe dziecko, widocznie Cię na to stać, ale to jest wyłącznie twoja zabawa, nie powinnaś się domagać więcej, niż te 600 zł od ojca, takie jest moje prywatne zdanie.
              Za 2500 zł, 60% Polaków żyje całą rodziną.
              400 zł to jest 40% utrzymania nastolatki, a nie 1/6, jak nam próbujesz wmówić.
              Sam żyłem przez kilka lat za wielokrotnie niższą kwotę, byle dzieci miały alimenty.
              Teraz też nie wydaję na siebie 2500 zł i nie uważam, że nastolatka jest warta takich pieniędzy.

              Dlatego w waszej sytuacji, mediacje mają sens. Tylko, powinnaś się nastawić na to, że uzgodnicie możliwości i chęci sfinansowania różnych spraw, a nie, że oznajmisz prawdę objawioną i będziesz się domagać. smile
            • ro35 Re: Mediacje o alimenty na dzieci 22.04.14, 22:04
              rozumiem twój problem,
              jak widzę zapewniasz dziecku uzasadnione i dodatkowe potrzeby - twój wybór - stać cię na to,
              ojca też stać na większe dofinansowanie rozwoju (o wielu talentach) dziecka,
              być może łatwiej będzie ojcu opłacać w gotówce zajęcia dodatkowe a nie przekazywać walutę w ręce twe.
              • altz Re: Mediacje o alimenty na dzieci 22.04.14, 22:12
                ro35 napisał:
                > być może łatwiej będzie ojcu opłacać w gotówce zajęcia dodatkowe a nie przekazy
                > wać walutę w ręce twe.

                Bardzo dobra propozycja.
                Być może ojciec też czeka na podobną?
            • tricolour A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 22.04.14, 23:26
              Przecież koszt dziecka dzielony jest na obojga rodziców. Więc jeśli dzielisz koszt domu na dwóch lokatorów, to połowa jest Twoja, a druga połowa, ta połowa dziecka dzielona jest na obojga rodziców. Gdy chcesz 50% udziału ojca, to oznacza, że Ty za dom płacisz 75% (50% Twoje plus 25% dziecka), a ojciec płaci 25% - swoją część dziecka. No, ja bym też nie chciał, by mnie wciskać taki kit z połową za dom- co to za mediacje mają być?

              Poza tym nic chyba nie stoi na przeszkodzie, byś zarabiała 12000 brutto - skoro tak łatwo zaglądasz do portfela obcego faceta, to może bliżej masz do swojego?

              Ja generalnie jestem za rzetelnym obliczaniem alimentów, by nie było takich krętactw jak z tym kosztem domu, bo to uniemożliwia jakikolwiek sensowny kontakt. Zastanów się więc jak rzetelnie policzyć koszty utrzymania dziecka, bo nagły trzykrotny wzrost (a tyle chcesz osiągnąć) dla sądu też trzeba uzasadnić. Zastanów się, by nie okazało się, że dostaniesz pieniądze, a ojciec zwinie się traktując nierzetelne wyliczenie jak kradzież - a takie historie na tym forum bywały.

              I na koniec: mam 25 letnią córkę. Nigdy koszt jej utrzymania nie wynosił 2500zł średniomiesięcznie.
              • chalsia Re: A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 23.04.14, 01:16
                Nigdy koszt jej utrzymania nie wynosił 2500zł
                > średniomiesięcznie.

                to nie znaczy, że inni mają tak jak Ty - w zwiazku z czym niczego to nie dowodzi (tak samo jak "argumenty" Altza, że skoro on na siebie tyle nie wydaje, to taka kwota jest bezpodstawna)
                nie sądzę by utrzymanie Twojego kilkulatka kosztowało 3200 - a w takiej wysokości uznane przez ojca jako rzeczywiste i potrzebne

                jeśli ojciec zarabia 12000 brutto, to spokojnie stać go na wyższe niż 400 zł alimenty - na 1200 też - raptem 10% kwoty brutto, i tak zostanie mu na rękę ponad 5000

                ps. zgadzam się, że ojciec powinien pokrywać 25% kosztów utrzymania domu w przypadku jednego dziecka
                • altz Re: A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 23.04.14, 05:02
                  chalsia napisała:
                  > to nie znaczy, że inni mają tak jak Ty - w zwiazku z czym niczego to nie dowodz
                  > i (tak samo jak "argumenty" Altza, że skoro on na siebie tyle nie wydaje, to ta
                  > ka kwota jest bezpodstawna)

                  Ja żyłem za dużo niższą kwotę, czyli da się. Większość ludzi w Polsce żyje za wielokrotnie niższą kwotę, a wg GUS, utrzymanie nastolatka w tym wieku, to kwota nieco poniżej 1000 zł. To są jakieś argumenty, których można nie zauważać.

                  > jeśli ojciec zarabia 12000 brutto, to spokojnie stać go na wyższe niż 400 zł al
                  > imenty - na 1200 też - raptem 10% kwoty brutto, i tak zostanie mu na rękę ponad
                  > 5000
                  12000 zł brutto, to 8400 zł netto. Zależy jeszcze od działalności, może się okazać, że to jest dużo mniej, jeśli to jest przychód, a nie dochód brutto.

                  Ciekawi mnie, ile zarabia szanowna autorka, że stać ją na te teoretyczne 2100 zł na dziecko i na utrzymanie siebie?
                  • zmeczona100 Re: A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 23.04.14, 11:33
                    > Ja żyłem za dużo niższą kwotę, czyli da się.

                    No pewnie, że się da. Próg dochodowy dla osoby w rodzinie to teraz, zdaje się, 539 zł.
                    Tri twierdzi, że autorka może zarabiać tyle, co jej mąż, bo nic nie stoi na przeszkodzie.
                    To ja Ci napisze, że też możesz zarabiać tyle samo. Wtedy, zamiast zaglądać do statystyki GUSowskiej, żyłbyś jak panisko.

                    a wg GUS, utrzymanie nastolatka w tym wieku, to kwota
                    > nieco poniżej 1000 zł

                    Podaj źródło.
                    • chalsia Re: A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 23.04.14, 11:47
                      > Tri twierdzi, że autorka może zarabiać tyle, co jej mąż, bo nic nie stoi na prz
                      > eszkodzie.

                      no i pacz pan, okazało się, że autorka zarabia tyle, co jej eks
                      • tricolour Re: A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 23.04.14, 11:56
                        Okazało się także że nie chodzi o pieniądze tylko o to by było po połowie. W miarę. To oznacza że alimenty mają wyrównać wydatki na dziecko bo potrzeby są i tak juz zaspokojone.

                        Inna rzecz że cztery stowy to malutko.
                        • chalsia Re: A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 23.04.14, 18:39
                          > Inna rzecz że cztery stowy to malutko.

                          a nie mogłeś tak zacząć? od razu nabrałbyś bardziej ludzkiego wymiaru tongue_out
                    • altz Re: A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 23.04.14, 17:38
                      zmeczona100 napisała:
                      > Tri twierdzi, że autorka może zarabiać tyle, co jej mąż, bo nic nie stoi na prz
                      > eszkodzie.
                      > To ja Ci napisze, że też możesz zarabiać tyle samo. Wtedy, zamiast zaglądać do
                      > statystyki GUSowskiej, żyłbyś jak panisko.
                      Bzdury.
                      Każdy nie może być lekarzem czy prawnikiem, ktoś na tę kastę uprzywilejowaną musi pracować.
                      Jak ktoś nie boi się przenosin, to może zarabiać powyżej średniej krajowej, ale wtedy w domu będzie gościem.

                      > a wg GUS, utrzymanie nastolatka w tym wieku, to kwota
                      > > nieco poniżej 1000 zł
                      > Podaj źródło.
                      Nie podam, bo szanuję swoją głowę. smile
                      Oglądałem tabelę z GUS, były w niej różne warianty rodziny i różne koszty. Koszt utrzymania dziecka wynosiły w okolicach 860 zł, teraz pewno już około 900 i trochę, ale na pewno poniżej 1000 zł.
                      Jasne, że można żyć drożej, zawsze się da i zawsze to można uzasadnić.
                      Ja przez lata żyłem za kwotę niewiele większą od progu dochodowego, przy tym sam, więc było trudniej.
                      Teraz wydaję więcej na siebie, ale i tak żyję skromnie. Dostałem dobrą lekcję, że pieniądze raz są, a raz ich nie ma, więc nie ma co się przyzwyczajać. wink
                      • zmeczona100 Re: A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 23.04.14, 18:59
                        > Bzdury.
                        > Każdy nie może być lekarzem czy prawnikiem, ktoś na tę kastę uprzywilejowaną mu
                        > si pracować.

                        A ja nie pisałam o każdym, tylko o Tobie.
                        Ale skoro wybrałeś mniejsze zarobki, to nie zaglądaj innym do portfeli i nie oczekuj, aby równali do Twojego poziomu.

                        > > Podaj źródło.
                        > Nie podam, bo szanuję swoją głowę. smile

                        Racja. Jeśli zaśmiecaj jej, bo się zrobi w niej zbyt ciasno i wentylacji nie będzie- zakręty Ci się wtedy już zupełnie wygładzą.

                        > Oglądałem tabelę z GUS

                        A ja oglądałam spacerujące pawie na Marsie.
                        • altz Re: A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 23.04.14, 19:09
                          zmeczona100 napisała:
                          > A ja nie pisałam o każdym, tylko o Tobie.
                          > Ale skoro wybrałeś mniejsze zarobki, to nie zaglądaj innym do portfeli i nie oc
                          > zekuj, aby równali do Twojego poziomu.

                          Nie zaglądam nikomu do portfelu, niech sobie żyją tak drogo, jak uważają, jeśli ich na to stać. smile
                          Mój poziom jest bardzo różny, w niektórych sprawach nie sięgasz mi do pięt. smile

                          > Racja. Jeśli zaśmiecaj jej, bo się zrobi w niej zbyt ciasno i wentylacji nie bę
                          > dzie- zakręty Ci się wtedy już zupełnie wygładzą.
                          Bredzisz. Dałem Ci namiar i informację pomocniczą. Chcesz poszukać, to znajdziesz. Nikt za Ciebie nie będzie wykonywał pracy, jaka Ci jest potrzebna. Jesteś tylko zwykłą i prostą kobietą, nie masz swojego niewolnika! smile

                          > A ja oglądałam spacerujące pawie na Marsie.
                          Tym się różnimy, że ty kłamiesz, a ja nie. smile
                • tricolour Chalsia, co Ty z tym dowodzeniem... 23.04.14, 08:30
                  ... bo to już któryś raz? Otóż nie dowodzi, ale daje pogląd.

                  Zresztą napisz proszę, czego "dowodzi" autorka, która wymienia utrzymanie domu na pierwszym miejscu wydatków, ale jest to policzone nieuczciwie? Że reszta wydatków równie naciągana?

                  A czego "dowodzi" znajomość dochodów exa po latach od rozwodu przy jednoczesnym świadomym pomijaniu własnych zarobków? Że łatwiej znaleźć frajera do sponsoringu niż wziąć się do dochodowej pracy?
              • andzia360 Re: A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 23.04.14, 08:55
                > Przecież koszt dziecka dzielony jest na obojga rodziców. Więc jeśli dzielisz ko
                > szt domu na dwóch lokatorów, to połowa jest Twoja, a druga połowa, ta połowa dz
                > iecka dzielona jest na obojga rodziców. Gdy chcesz 50% udziału ojca, to oznacza
                > , że Ty za dom płacisz 75% (50% Twoje plus 25% dziecka), a ojciec płaci 25% -
                > swoją część dziecka. No, ja bym też nie chciał, by mnie wciskać taki kit z poł
                > ową za dom- co to za mediacje mają być?
                Dzielę na dwa, bo we dwie w tym domu mieszkamy. Połowę kosztów utrzymania domu przypisuję na córkę a koszty jej utrzymania chciałabym ponosić wspólnie z Ojcem czyli wyjdzie 75/25 całości kosztów utrzymania domu. Nie rozumiem o jaki 'kit' Ci chodzi.

                > Poza tym nic chyba nie stoi na przeszkodzie, byś zarabiała 12000 brutto - skoro
                > tak łatwo zaglądasz do portfela obcego faceta, to może bliżej masz do swojego?
                Nie wspominałam, że coś stoi na przeszkodzie. Pracuję i praca daje mi wiele satysfakcji a przede wszystkim niezależność. Moje zarobki są porównywalne do tych, jakie osiąga Ojciec. Tym bardziej nasz udział w utrzymaniu dziecka powinien być porównywalny.
                Może być mi przykro, że inni zarabiają mniej i że cała rodzina musi żyć na 2.500 ale to nie oznacza, że moje dziecko też ma żyć na takim poziomie skoro zarobki moje i Ojca pozwalają na to, by dać dziecku większe szanse rozwoju i wyższy standard życia.
                • tricolour "Kit" polegał na tym... 23.04.14, 09:17
                  ... że Twoja wypowiedź sugerowała, że do alimentów zaliczasz "koszt utrzymania domu podzielony przez dwa". A nie przez cztery. Warto zatem postarać się o precyzję.

                  Poza tym - w kwestii komunikacji - to moim zdaniem takie wydatki jak pianino czy tenis powinno finansować się poza alimentami, w drodze bieżącej umowy. Bo to często są wydatki sezonowe, raz młody człowiek chce grać, raz nie chce. A jakoś nie widzę zmiany wysokości alimentów w takt mody. Prędzej widzę próbę tłumaczenia w stylu: no, tenisa już nie ma, ale jest to i tamto - i konflikt gotowy, bo ojciec ma sądownie płacić za tenis.

                  Podobnie z ortodoncją - to nie jest wydatek stały i systematyczny do końca studiów czyli na najbliższą dekadę.

                  Właśnie takie sprawy są - moim zdaniem - pożywką do konfliktu, który zresztą masz.
                • tricolour I jeszcze jedno... 23.04.14, 09:32
                  ... gdy moja córka miała 16 lat, to dawno miała już swoje konto. Na konto matki wpływała więc tylko część "administracyjna" czyli na konieczne opłaty oraz szkołę, wyżywienie - czyli taka część niezmienna, na życie i kształcenie się. Nie było podstaw do konfliktu, bo nie było o co.

                  Na osobiste zaś konto córki wpływały pieniądze na jej "zachcianki" w stylu: konie, pianino czy sprzęt grający, narty, wakacje. Tu tez nie było podstaw do konfliktu, bo dziecko nie jest dla mnie partnerem do kłótni i przepychanek.

                  Więc może tędy droga...
                  • zmeczona100 Re: I jeszcze jedno... 23.04.14, 11:27
                    Filozofie, zdradź sekret, jak dogadać się z kimś, kto tego nie chce.
                    • tricolour Re: I jeszcze jedno... 23.04.14, 11:50
                      Może cel "dogadać się" jest zbyt ogólny by dało się go satysfakcjonujaco osiągnąć? My, ludzie po terapii, wiemy że nie każdy cel jest celem.

                      Co to znaczy: dogadać się?
                      • zmeczona100 Re: I jeszcze jedno... 23.04.14, 14:33
                        > Co to znaczy: dogadać się?

                        idź na terapię, to się dowiesz.
                        • tricolour Sama widzisz po sobie... 23.04.14, 14:53
                          ... że nie tylko nie umiesz napisać na czym "dogadanie się" ma polegać, ale jesteś przy tym agresywna. To jakże chcesz cokolwiek osiągnąć?

                          No, ale może być tak, że za dogadanie się uważasz to, co Cie usatysfakcjonuje. Problem jednak w tym, że osoba, z która chcesz się dogadać ma Cię generalnie w nosie i nie ma najmniejszego zamiaru domyślać się, o co Ci chodzi ani tym bardziej dbać o Twoją satysfakcję. Druga strona ma prawo (a także obowiązek) unikać manipulacji jaką jest spełnianie cudzych niewypowiedzianych oczekiwań.

                          Jest więc tak, że Ty sama nie artykułujesz co uważasz za "dogadanie się" a strona druga nie chce - bo nie ma takiego obowiązku, potrzeby - się domyślać. Zatem wspótworzysz sytuację braku komunikacji, ten brak Ci doskwiera, ale sama nic nie robisz w kierunku poprawy.

                          Konkluzja: leniowi nawet stu filozofów nie pomoże.

                          PS. Dogadałabyś się gdybyś chciała. Bo gdybyś chciała,. to byś zdefiniowała czego chcesz. Przy takim definiowaniu okazuje się najczęściej, że oczekujemy rzeczy nierealnych lub destrukcyjnych, a to podstawa do określenia kryteriów realnych i pozytywnych. Określenie takich kryteriów to warunek konieczny celu w sensie psychologicznym.
                          • zmeczona100 Re: Sama widzisz po sobie... 23.04.14, 15:07
                            .... to jak brzmi odpowiedź na pytanie?
                            • tricolour Nie wiem czego oczekujesz... 23.04.14, 15:25
                              ... ja na przykład osiągnąłem stan "dogadania się" gdy przestałem kontaktować się z ex. Bo ona myślała, że ja - gdy kontaktuję się - to chcę jej coś "zrobić". Co? Nie wiem. Ona też nie wiedziała, ale uważała, że coś. I uważała tak chyba z piętnaście lat choć nigdy nie powiedziała, co uważa. Myślę, że nawet dalej tak uważa...

                              Dlatego zupełnie serio pytałem, co uważasz za dogadanie się, mając mój szczególny przypadek milczenia na uwadze.

                              Pisałem kiedyś, że sam proponowałem podwyżkę alimentów, ale ex nie chciała powiedzieć do jakiej kwoty. Nalegałem, ale ona milczała. Ja argumentowałem, że jednak coś muszę wpisać do pola "kwota", ale ona nic. Podejrzewam, że milczała, bo się obawiała, że jak coś powie, a ja się zgodzę, to znaczy, że mogła powiedzieć więcej - czyli "strata". Gdy powie za dużo, to ja się nie zgodzę więc strata. Z każdej strony źle więc milczała, aż to moja propozycja ją ostatecznie usatysfakcjonowała bez aktywności z jej strony. Takie mam domysły...
                              • tricolour Admin usunął Twój post... 24.04.14, 00:12
                                ... tak jak były mąż usuwa Twoje komunikaty ze swego otoczenia.

                                Gdybyś miała więcej pokory i dystansu do siebie to byś widziała ten związek i znała rozwiązanie swego problemu. Ale nie masz więc odpowiedź na pytanie "co zrobić, by się dogadać" leży na razie poza Twoimi możliwościami.

                                Ale jeśli chcesz, to możemy razem się wysilić i pomyśleć co zrobić, byście zaczęli gadać...
                • chalsia Re: A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 23.04.14, 09:54
                  > Może być mi przykro, że inni zarabiają mniej i że cała rodzina musi żyć na 2.50
                  > 0 ale to nie oznacza, że moje dziecko też ma żyć na takim poziomie skoro zarobk
                  > i moje i Ojca pozwalają na to, by dać dziecku większe szanse rozwoju i wyższy s
                  > tandard życia.

                  Amen.
                  I na szczęście sądy też podzielają to stanowisko.
                • altz Re: A dlaczego koszt domu dzielisz na dwa? 23.04.14, 17:29
                  andzia360 napisał(a):
                  > Może być mi przykro, że inni zarabiają mniej i że cała rodzina musi żyć na 2.500
                  > ale to nie oznacza, że moje dziecko też ma żyć na takim poziomie skoro zarobk
                  > i moje i Ojca pozwalają na to, by dać dziecku większe szanse rozwoju i wyższy s
                  > tandard życia.

                  Dziwni jesteś, że oboje zarabiacie tak wysoko, a załóżmy, że nie jesteś trollem. smile
                  Gdybym miał takie pieniądze, to bym nie zaglądał na forum, tylko się umówił z prywatnym prawnikiem na spacerze z moimi hartami. wink
                  Można żyć całkiem przyjemnie nawet za małe pieniądze., więc nie ma czego żałować, że ktoś żyje taniej, ani tego, że ktoś żyje drożej. wink
        • 1kkasia22 Re: Mediacje o alimenty na dzieci 04.05.14, 18:14
          Z mediacjami to jest tak, jak ktoś kiedyś powiedział: "Takie mediacje jaki mediator"
          Ja jestem w trakcie rozwodu,mąż zostawił mnie z trójką dzieci, ogromnym kredytem (rata 6000) i od miesięcy nie płaci ani raty w połowie, ani alimentów, właśnie Bank licytuje mieszkanie, w którym mieszkam z dziećmi.
          A mój mąż? Cóż, związał się z mediatorką ze stowarzyszenia Dobry Mediator i tak jest przez nią kierowany,poprzez wykorzystanie jej wiedzy z tego zakresu, że bezkarnie żyje jako wolny człowiek bez zobowiązań, a ja jestem oprawcą, który wraz z dziećmi trafi za moment na ulicę.
          Życie...ale się nie dajęsmile
          P.S. Ostrzegam przed mediatorką Angeliką Fons- ona nie pomaga (no tylko sobie oczywiście), ona pogrąża potrzebujących...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka