Dodaj do ulubionych

dziecko rujnuje małżeństwo

26.12.09, 01:20
Znacie chociaż jedną parę, której relacja zmieniła się na lepsze po pojawieniu
się dziecka?
Bo ja nie.
Obserwuj wątek
    • miriam08 Re: dziecko rujnuje małżeństwo 26.12.09, 10:14
      Całe mnóstwo. A po 25 latach jest jeszcze lepiej. Bez dzieci już by nas razem
      nie było. Pierwsze lata z dwójką, różnica 2 lat były trudne, ale potem było
      tylko fajnie. A teraz jest fantastycznie. A na horyzoncie wnuki.
        • miriam08 Re: dziecko rujnuje małżeństwo 26.12.09, 13:20
          Napisałam, że już nas by nie było, bo gdyby nie dzieci, nie nauczylibyśmy się,
          co jest ważne, a co nie ma znaczenia. Straciliśmy na egoizmie, a zyskaliśmy na
          wspólnocie. Po co byc po 5-6 lat z kimś, z kim wszystko jest przewidywalne. A
          dzieci spowodowały, że każdy dzień wnosił coś nowego. A od 10lat odkry;ismy, jak
          cudownie jest razem spędzac urlop bez "ogonów". Takiej radości nie było ;przed
          ślubem. I o to mi chodziło.
          • zupakalafiorowa Re: dziecko rujnuje małżeństwo 26.12.09, 16:49
            "A od 10lat odkry;ismy, jak cudownie jest razem spędzac urlop bez "ogonów""
            Naprawde, odkryliscie to dopiero teraz? Ja to doceniam na kazdym urlopie jak patrze na zmeczonych rodzicow z dwojka trudnych do opanowania dzieci wink
            A slubu jeszcze nawet nie mamy.

            Bycie z kims, z kim wszystko jest przewidywalne (przynajmniej w teorii, bo zycie plata OLBRZYMIE figle) tez ma swoje uroki. Zalezy, co kto lubi. A juz na pewno nie zadalabym sobie pytania "po co z nim jestem..."
            Pozdawiam smile
            • amcapol Re: dziecko rujnuje małżeństwo 31.12.09, 22:05
              Nareszcie ludzie co mysla podobniejak ja. Calkowicie sie zgadzam.
              Dla mojej osobowosci dzieci sa zawada w zyciu. Mam jednego syna ,
              dobre dziecko, ma wyksztalcenie itd ale jak sie wyprowadzil z domu
              to odkrylam wolnosc o jakiej zapomnialam ze istnieje.
            • aneta-skarpeta Re: dziecko rujnuje małżeństwo 06.01.10, 13:21
              chodzi raczej o to, ze przezyli fajne 3 etapy zycia
              1. jak byli sami i mlodzi- tylko dla siebie
              2. jak byly dzieci- ktore dopelnily ich wolny czas, milosc itd -
              jesli ktos lubi dzieci to obowiazki z nimi zwiazane sa
              przyjemnoscią, choc czasem pracochłonną.
              tak jak ktos decyduje sie na psa i niedogodnosci z tym zwiazane nie
              sa dla niego porblemem ( nie myslcie ze porównuje psa do dziecka i
              odwrotniewink)
              3. po 20 latach "bez ogonów" mają znowu czas tylko dla siebie, nowy
              etap, druga mlodosc, mozna zaszalec tylko we 2, jednoczesnie sa te
              dzieci juz dorosłe gdzies kolo nas

    • awanturka Re: dziecko rujnuje małżeństwo 27.12.09, 15:51
      Znam.

      Dzieci są tradycyjnie zalecane na problemy w związku małżeńskim i nie bez powodu.

      Aczkolwiek uważam to bardzo ryzykowne zagranie - bo co będzie jak to "lekarstwo" nie pomoże i związek i tak się rozleci???


      A poza tym to chyba nie bardzo chciałabym pojawic się na swiecie w charakterze "lekarstwa" na problemy małżeńskie moich rodziców, nawet gdybym miała się okazać lekarstwem skutecznym...
      • madzioreck Co będzie...? 10.01.10, 23:43
        awanturka napisała:

        > Znam.
        >
        > Dzieci są tradycyjnie zalecane na problemy w związku małżeńskim i nie bez powod
        > u.
        >
        > Aczkolwiek uważam to bardzo ryzykowne zagranie - bo co będzie jak to "lekarstw
        > o" nie pomoże i związek i tak się rozleci???

        Już opowiadam, co było, jak moja znajoma z mężem zdecydowali się ratować
        małżeństwo w ten sposób. A było tak, ze mąż przyszedł do szpitala (po porodzie)
        i oświadczył, że jednak to się nie uda, bo on ma kogoś i to dziecko nic nie
        pomogło, bo on woli tamtą, baj baj, bejbe. I była depresja, i nieszczęście.
        Takie to ludzie mają świetne powody, żeby mieć dzieci.
    • ma_maja Re: dziecko rujnuje małżeństwo 28.12.09, 09:23
      > Znacie chociaż jedną parę, której relacja zmieniła się na lepsze po pojawieniu
      > się dziecka?
      > Bo ja nie.

      Nie znasz ani jednej pary, której relacje się polepszyły czy znasz tylko takie,
      których relacje uległy pogorszeniu? Pytam bo to duża różnica.
      Dla większości par dzietnych które znam rodzicielstwo było decyzją zaplanowaną,
      świadomą i przemyślaną więc relacje mogły zmienić się wyłącznie na lepsze.
      Związek jednej pary z "wpadkowym" przychówkiem jest dla mnie wzorem idealnego
      związku ale oni byli idealną parą dużo wcześniej i myślę, że nic nie było w
      stanie tego zmienić.
      • spincat Re: dziecko rujnuje małżeństwo 29.12.09, 16:38
        Znam wpadkowych: moich dziadkow, swietna para od 50 lat.
        Znam planujacych, moldych wyksztalconych: rozwod.
        Chyba nie ma jednej odpowiedzi, czesc malzenstw sie popsuje, czesc polepszy,
        czesc bedzie taka sama jak byla przed.
        Ps: pszepraszam za brak polskich literek
      • a1ma Re: dziecko rujnuje małżeństwo 29.12.09, 17:59
        Nie znam takiej, której relacje się polepszyły. Zawsze jest gorzej, czasem
        mniej, czasem bardziej - dodatkowe obowiązki, zmęczenie, wzajemne pretensje,
        narastające żale - zazwyczaj pierwsze lata życia dziecka to katastrofa, a potem
        rutyna i zazwyczaj nie ma już powrotu do tego, co było tylko we dwoje, nawet
        jeśli można - zbyt wiele narasta negatywnych emocji przez te lata, żeby było do
        czego wracać.
    • barbapapa2000 moje 30.12.09, 11:20
      po pojawieniu sie dziecka (bylo to juz 17 lat temu) duzo zmenilo sie na lepsze.
      Ale wtedy nie myslelismy o tym, ze nie bedzie urlopu na Majorce bo w samolocie
      dziecko przeszkadza, ze nie bedzie wyjs do kina itd. Mysle, ze dziecko rujnuje
      malzenstwo kiedy ktor probuje dzieckiem zalatac brakujace elementy na sile.

      • a1ma Re: moje 30.12.09, 19:08
        No właśnie nie chodzi mi o małżeństwa, w których coś szwankowało, tylko takie
        normalne, fajne pary, które są od lat razem, kochają się, lubią spędzać czas we
        dwoje. I nagle po przyjściu na świat oczekiwanego, kochanego dziecka okazuje
        się, że nie mają już czasu dla siebie. I tydzień po tygodniu, miesiąc po
        miesiącu, rok po roku coraz bardziej odsuwają się od siebie, żeby w końcu stać
        się dwojgiem zupełnie obcych ludzi.
        • ma_maja Re: moje 31.12.09, 11:10
          Najwidoczniej nie byli przygotowani na taką zmianę w życiu jaką przynosi
          pojawienie się dziecka. Nie istnieją dobre związki, które rozpadają się z powodu
          pojawienia się dziecka na świecie. Mocny związek to taki, który jest w stanie
          przetrwać wszystkie trudności, jeśli się kogoś kocha to jest się przy nim w
          dobrych i złych chwilach. Twoi znajomi nie byli najwidoczniej tak dobrym
          małżeństwem jak ci się wydawało.
          • a1ma Re: moje 31.12.09, 14:06
            > Twoi znajomi nie byli najwidoczniej tak dobrym
            > małżeństwem jak ci się wydawało.

            Przepraszam bardzo, ale skąd Ty możesz wiedzieć to lepiej??
            Nie mówię, że związki się rozpadają. Po prostu osłabia się relacja między
            partnerami, bo nie ma już tyle czasu i sił, które są niezbędne dla jej
            umacniania. Bo zajmują nas inne rzeczy, a partner schodzi na drugi plan, przy
            noworodku WSZYSTKO schodzi na drugi plan.
            To całkiem naturalne i nie wierzę, że mając dziecko jesteśmy w stanie poświęcać
            tyle samo tak samo wartościowego czasu naszej wzajemnej relacji.
            • purchawkapuknieta Re: moje 31.12.09, 14:40
              masz rację. mając dziecko nie jesteśmy w stanie poświęcić tyle samo, tak samo
              itp. to nic odkrywczego, jak fakt, że matka dziecku nie jest już dziewicą.
              relacja się zmienia. jeśli przed pojawieniem sie dziecka partnerzy i ich związek
              byli "dojrzali", to zdają sobie sprawę, że ich "związek" przeszedł na inny poziom.
            • ma_maja Re: moje 01.01.10, 16:58
              > To całkiem naturalne i nie wierzę, że mając dziecko jesteśmy w stanie poświęcać
              > tyle samo tak samo wartościowego czasu naszej wzajemnej relacji.

              Pozwól, że zacytuję: Przepraszam bardzo, ale skąd Ty możesz wiedzieć to lepiej?

              • a1ma Re: moje 04.01.10, 02:19
                Analogia nietrafiona, bo Ty skomentowałaś konktretny związek ludzi, których nie
                znasz, a moje stwierdzenie było ogólne. Skąd mogę wiedzieć, że dziecko zajmuje
                czas? No cóż, jest to wiedza ogólnodostępna, że się tak wyrażę. Czy może
                twierdzisz, że dziecko nie zajmuje czasu i mamy go dla siebie dokładnie tyle
                samo, co przed jego pojawieniem się? Byłoby to bardzo optymistyczne, nie powiem...
                • szalonaburza Re: moje 04.01.10, 04:52
                  To forum nie takie złe: usunęli nazwy tabletek, kótre akurat z mojego adresu IP
                  nie mogłyby być nielegalne....

                  A ci wszyscy, co mają dużo nt to dziewice lub rozdziewiczone nieszczęsliwie
                  (kobiety), faceci, co sobie rady nie potrafią dać z silną kobietą (na 100
                  facetów, może 1 wiedział, że kobiety swój rozum majś...wink))) Reszta - taka
                  tragedia, że zabiję każdego, który mi będzie próbował wytłumaczyć, że x i y
                  kobiety potrzebują... Nie, nie - tak jak K>>>>> wY, my lubimy się jebać!

                  T"Ludzi można podzielić na dwa rodzaje; tych, którzy są wytworem świata, w
                  którym żyją, i tych którzy są wytworem samych siebie, którzy choć świata nie
                  zmienili, nie dali się zmienić światu. Oni chodzą po świecie a nie świat po
                  nich". MR Stachurasmile\
                • sumire Re: moje 05.01.10, 16:14
                  hmmm, zdaje mi się, że trudno byłoby dowieść słuszności aż tak
                  bardzo ogólnego stwierdzenia - ile par, tyle wariantów. bo samo to,
                  że dziecko ogranicza ilość wolnego czasu, nie dla wszystkich jest
                  jednakowym nieszczęściem smile
                • ma_maja Re: moje 06.01.10, 10:49

                  > Czy może twierdzisz, że dziecko nie zajmuje czasu i mamy go dla siebie
                  dokładnie tyle
                  > samo, co przed jego pojawieniem się?

                  Nie chodzi o to, że dziecko nie zajmuje czasu ale o to, że dla osób gotowych na
                  dziecko nie sprawia to żadnego problemu i nie przyczynia się do pogorszenia
                  relacji. Dla ludzi przygotowanych na rodzicielstwo czas spędzany we trójkę jest
                  równie wartościowy i może tylko umocnić związek. Śmiem twierdzić, że ludzie
                  świadomie podejmujący się wychowania dziecka nie oczekują, że będą mieli dla
                  siebie dokładnie tyle czasu co wcześniej a na dodatek jest im z tym dobrze.
                  Jeśli ktoś chce spędzać czas tylko we dwójkę to nie powinien decydować się na
                  dziecko.
                  To tak jak z posiadaniem psa - ktoś kto sprawia sobie zwierzaka a później jest
                  zdziwiony, że trzeba wyprowadzać go na spacer jest po prostu idiotą.
                  To nie dzieci rujnują związek ale nieprzemyślane decyzje o ich posiadaniu.
            • aneta-skarpeta Re: moje 06.01.10, 13:26
              a1ma napisała:

              przy
              > noworodku WSZYSTKO schodzi na drugi plan.
              > To całkiem naturalne i nie wierzę, że mając dziecko jesteśmy w
              stanie poświęcać
              > tyle samo tak samo wartościowego czasu naszej wzajemnej relacji.
              >


              jesli rodzice nie zapominaja o sobie przy dzieciach to robia wiele
              rzeczy wspolnie. jesli dziecko jest bardzo chciane to dopelnia tej
              relacji. wtedy wiadomo ze czasu jest mniej, ale mozna go lepiej
              wykorzystac

              poza tym dziecko to nie wyrok, mozna z nim jedzic na wakacje,
              zabierac na grilla, a rower itd

              ja bylam dzieckiem ludzi szalenie w sobie zakochanych, ktorzy
              uwielbiali imprezowy styl zycia. jak sie urodzilam to po prostu
              zabierali mnie ze sobą, a ze inni tez mieli dzieci to mialam sie z
              kim bawic i fajnie wspominam tamte czasy

              jesli ktos nie chce dzieci to dla niego wszystko, co zwiazane z
              dziecmi jest problemem. Tak jak dla mnie strasznie porblematyczne
              jest posiadanie psa...bo tak naprawde nie chce go miecsmile
        • skiela1 Re: moje 01.01.10, 17:38
          Piszesz o parze,ktorej relacja "zmienila sie na lepsze".
          Jezeli relacja ma sie zmienic na lepsze to znaczy,ze w danym zwiazku od poczatku
          nie bylo dobrze.
          • a1ma Re: moje 04.01.10, 02:15
            Dobra relacja nie może być lepsza?
            Przecież dziecko to podobno takie ukoronowanie związku, więc powinno chyba
            przenosić go na wyższy poziom jakości, prawda?
            A tu się okazuje, że jest dokładnie odwrotnie...
            • skiela1 Re: moje 04.01.10, 05:32
              a1ma napisała:

              > Dobra relacja nie może być lepsza?
              > Przecież dziecko to podobno takie ukoronowanie związku, więc powinno chyba
              > przenosić go na wyższy poziom jakości, prawda?
              > A tu się okazuje, że jest dokładnie odwrotnie...
              >

              ukoronowanie?wyzszy poziom?
              To ja czegos nie wiem.
          • aneta-skarpeta Re: moje 06.01.10, 13:27
            skiela1 napisała:

            > Piszesz o parze,ktorej relacja "zmienila sie na lepsze".
            > Jezeli relacja ma sie zmienic na lepsze to znaczy,ze w danym
            zwiazku od poczatk
            > u
            > nie bylo dobrze.


            mogło byc dobrze, przy statusie bez dziecka "super", a przy dziecku
            zrozumieli ze jest jeszcze lepiej, glebiej, bardziej
        • skiela1 Re: moje 04.01.10, 05:31
          a1ma napisała:

          > No właśnie nie chodzi mi o małżeństwa, w których coś szwankowało, tylko takie
          > normalne, fajne pary, które są od lat razem, kochają się, lubią spędzać czas we
          > dwoje. I nagle po przyjściu na świat oczekiwanego, kochanego dziecka okazuje
          > się, że nie mają już czasu dla siebie. I tydzień po tygodniu, miesiąc po
          > miesiącu, rok po roku coraz bardziej odsuwają się od siebie, żeby w końcu stać
          > się dwojgiem zupełnie obcych ludzi.
          >

          Z wlasnych obserwacji wnioskuje,ze w malzenstwach bezdzietnych wcale nie jest
          lepiej,zeby nie powiedzec ,ze gorzej.

          a Ty ile lat jestes juz w zwiazku malzenskim?
          • a1ma Re: moje 04.01.10, 10:24
            > Z wlasnych obserwacji wnioskuje,ze w malzenstwach bezdzietnych wcale nie jest
            > lepiej,zeby nie powiedzec ,ze gorzej.

            Ale w bezdzietnych z wyboru?

            > a Ty ile lat jestes juz w zwiazku malzenskim?

            Trzy. A dlaczego?
        • 18_lipcowa1 Re: moje 06.01.10, 11:17
          I nagle po przyjściu na świat oczekiwanego, kochanego dziecka okazuje
          > się, że nie mają już czasu dla siebie.



          Dlaczego sądzisz ,ze majac dziecko ludzie nie mają juz czasu dla
          siebie?
          • elf Re: moje 21.06.10, 15:16
            Wydaje mi się, że odpowiedź na zadane pytanie brzmi:
            - jesli chodzi o polepszenie związku w znaczeniu: jeszcze
            więcej/fajniej tego co było tylko we dwoje - to oczywiście NIE.
            - jesli chodzi o polepszenie związku w znaczeniu: jest cudownie, bo
            odkryłam w mojej zonie/mężu inne strony, bo robimy razem nowe
            rzeczy - zdecydowanie TAK.
            Nie można tego zestawiac, bo jest inny świat trochę. Podawany tu
            przykład psa nie jest do końca trafiony. Dziecko to jest miłość.
            Brzmi góronolotnie? Owszem, ale przecież mówimy o związku, o
            miłości, prawda?
            Dziecko to nie tylko obowiązki, dla osób spełnionych rodzicielsko te
            obowiązki nie są zresztą specjalnie warte uwagi. Dziecko to jest coś
            z Ciebie i coś z Twojego partnera. Widzisz swojego ukochanego w
            Waszym dziecku, czasem w jego wyglądzie, w zachowaniu; wspólnie je
            czegoś uczycie, kształtujecie. Tego nie da się z niczym porównać. I
            na tym, jak sądzę, polega polepszenie relacji, czyli uczucia między
            dzieciatymi partnerami.
            Ale patrząc na świat dookoła, widzę, że nie wszystkim jest to dane,
            dlatego jak najdalsza jestem od uważania dzieci za "plaster" na
            kryzys w wziązku.
    • joannka2 Re: dziecko rujnuje małżeństwo 22.06.10, 19:09
      Mój związek - cudowny, fajniejszy, pełniejszy i jednocześnie bardziej wariacki
      po pojawieniu się 2 dziecka.
      Nie jesteśmy szurniętymi rodzicami. Tworzyliśmy zgraną paczkę, do któej
      "dorobiliśmy" sobie świetnych kumpli smile
      • sonic84 Re: dziecko rujnuje małżeństwo 26.06.10, 13:29
        Nie.Warto byłoby zapytać kilku facetów o tym,jak postrzegają swój związek po
        pojawieniu się dziecka bo kobiety niestety mają nieznośną skłonność do
        samooszukiwania się i wmawiania sobie i innym,że wszystko jest cacy podczas gdy
        wegetują w ruinie związku.
        Wracając do tematu nie bo:
        -mało wolnego czasu na własne pasje-dalekie podróże,na które dziecko zabrać nie
        sposób,na intensywne kursy językowe,na naukę w domu (niektóre zawody jak np. mój
        wiążą się z typowo studenckim stylem dokształcania się),sport itd.
        -uszczuplony budżet(nie znam bardzo bogatych par mogących pozwolić sobie na
        wszystko bez względu na ilość dzieci)
        -brak możliwości podejmowania spontanicznych decyzji- wypad do dowolnego miejsca
        w Europie na weekend,wyjście do kina i do teatru.Wszystko musi być poprzedzone
        odpowiednią organizacją opieki dla dziecka a najczęściej plan spala na panewce
        bo stres związany z takową organizacją przewyższa przyjemność czerpaną z
        wyjazdu/wyjścia.
        -niemożność rozstania się.Po 10 latach małżeństwa kiedy marzy się już o 10 lat
        młodszej pannie/fajnym facecie (bo i uczucia odchodzą w siną dal i przychodzi
        fizjologiczna potrzeba zmiany partnera) dalej jest się związanym poprzez
        moralnie zobowiązania pt.a co z dzieckiem?! z kompletnie
        nieatrakcyjną/ym,niekocą/nym i totalnie obcą/ym żonką/mężusiem.
        Z tym wszystkim trzeba się codziennie zmagać.A jeśli polać to sosem
        wszechobecnej frustracji to życie staje się nie do zniesienia.
    • joanka-r Re: dziecko rujnuje małżeństwo 26.06.10, 21:19
      ''Znacie chociaż jedną parę, której relacja zmieniła się na lepsze po pojawieniu
      się dziecka?
      Bo ja nie.''

      Znam same takie pary. Dla dojrzałych ludzi, spełnionych w małżeństwie, kochających się wzajemnie dziecko jest tylko dopełnieniem.
    • aagata4 Re: dziecko rujnuje małżeństwo 27.06.10, 10:48
      a skąd wiecie jakie są rzeczywiste relacje w małżeństwie znajomych? wiec skąd
      wiecie czy się pogorszyło czy polepszyło? na podstawie zwierzeń w chwilach
      kryzysowych? ??

      Pojawienie się lub strata dzieci, czy bezowocne starania raczej nie są powodem
      polepszenia lub pogorszenia relacji, ale dopiero wtedy widać czy dorośli są
      dojrzali do tego aby brać na siebie taki ciężar, jakim jest odpowiedzialność za
      dzieci. Kiedy ludzie rzeczywiście się szanują i starają się być razem i dbają o
      związek to ma on wielkie szanse. natomiast kiedy wszyscy są nastawieni na
      konsumpcję, zaspokajanie własnych potrzeb anie innych to taki związek nie ma
      szans, niezależnie od tego czy są dzieci, czy czy ich nie ma z wyboru czy
      konieczności.

      Pojawienie się dzieci po prostu pokazuje czy ludzie są dorośli (dojrzali) czy są
      tzw "dorosłymi rozkapryszonymi dziećmi" w żadnym wypadku nie powoduje rozpadu
      związku czy pogorszeniu się relacji między małżonkami czy w parze (jeżeli są bez
      ślubu)

      mówiąc krótko, jeżeli związek jest celem życia, do którego się dąży to dzieci są
      dopełnieniem, jeżeli są, albo i brak dzieci też może scalić taki związek.
      Natomiast jeżeli związek jest nastawiony na konsumpcję, każdy stara się
      wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla własnej wygody nie dbając o partnera to
      związek się rozpadnie albo przy pojawieniu się dziecka albo i bez niego. Dzieci
      najwyżej pokazują braki i przyśpieszają rozpad ale nigdy nie ruinują ani związku
      ani małżeństwa.

      a teraz pytanie: jak Ty tworzysz swój związek? czy jesteś nastawiony na wygodę
      i czerpanie korzyści, czy na dbanie o związek, czyli jest on celem Twojego
      życia? - nie musisz odpowiadać na forum smile

      pozdrawiam

      Agata

      ---------



      www.poronienie.pl

      www.metrohouse.pl
      • aagata4 Re: dziecko rujnuje małżeństwo 27.06.10, 10:52
        czytając posty jeszcze raz nasunęło mi się jedno spostrzeżenie:

        wśród czytających to forum są dzieci, których kiedyś rodzice sie rozwiedli ...
        czy uważacie że to z ich winy? bardzo często dzieci mają to poczucie winy ale
        przecież to nie ich wina ... i właśnie taki sposób pisania postów iż dzieci
        ruinują małżeństwa przyczyniacie się do takiego podejścia a tym samym
        utrudnianie pozbieranie się po nieszczęściach jakie ich dotknęły ... pomyślcie i
        o tym jak zaczniecie w ten sposób pisać ...

        pozdrawiam

        Agata
    • solidarna2010 To nie dziecko rujnuje małżeństwo... 27.06.10, 15:49
      ... tylko egoistyczna, roszczeniowa postawa, często jednego, często obydwojga
      małżonków/partnerów i chęć posiadania ślicznego dzidzi, ale żeby poza tym broń
      Boże nic się nie zmieniło... Czyli: nie musieć pracować więcej na potrzeby
      powiększonej rodziny, nie musieć usypiać ryczącego paszczaka przez 2/3 nocy,
      mieć zawsze czas na oglądanie meczów/pindrzenie się i seks zawsze udany, nie
      przerwany nigdy wybudzeniem się potomstwa w kulminacyjnym momenciewink.
      I faktycznie, ludzie, którzy płodzą dzieci z nastawieniem: ja, moje, dla mnie
      najpierw - mają potem mega nieudane życie małżeńskie...
      Najpierw trzeba zacząć od dojrzałości i gotowości OBOJGA do rodzicielstwa, a
      potem wyrzekać na dzieci psujące związki...
      • a1ma Re: To nie dziecko rujnuje małżeństwo... 30.06.10, 14:33
        > Czyli: nie musieć pracować więcej na potrzeby
        > powiększonej rodziny, nie musieć usypiać ryczącego paszczaka przez 2/3 nocy,
        > mieć zawsze czas na oglądanie meczów/pindrzenie się i seks zawsze udany

        No dobrze, ale po co miałabym dobrowolnie skazywać się na więcej pracy,
        usypianie ryczącego, brak czasu i kiepski seks? Masochizm? wink
        • joanka-r ja mam podstawowe pytanie? 30.06.10, 22:10
          po co zakładać rodzinę jeśli nie ma się zamiaru mieć dzieci? mieszkać razem, uprawiać sex bez zahamowań, pindrzyć się, zwiedzać świat można bez ślubu. Więc o co kaman w tym wszystkim?
          • solidarna2010 Re: ja mam podstawowe pytanie? 30.06.10, 23:01
            joanka-r napisała:

            > po co zakładać rodzinę jeśli nie ma się zamiaru mieć dzieci? mieszkać razem, up
            > rawiać sex bez zahamowań, pindrzyć się, zwiedzać świat można bez ślubu. Więc o
            > co kaman w tym wszystkim?

            Zrobić mega imprezę weselną na 150 osób? Poczuć się jak disneyowska księżniczka
            w zwojach białych koronekwink)) ?
        • solidarna2010 Re: To nie dziecko rujnuje małżeństwo... 30.06.10, 22:59
          Widzisz, Ty dostrzegasz tylko "skazywanie się" - a niejedna osoba wypowiadająca
          się w tym wątku coś więcej niż dwoje osobników, coś, co przekracza widzenie z
          perspektywy "ja", co daje pełnię.
          Wyrobienie sobie dobrej pozycji w pracy wymaga pokonania trudności, doskonalenie
          się w jakimś sporcie - jw, skończenie porządnych studiów -jw. Z tą różnicą, że
          te pierwsze rzeczy robimy "pod siebie", nie dla dzieci, więc pewnie łatwiej nam
          i przyjemniej.
          Był jakiś czas temu na stronie Wysokich Obcasów dobry artykuł, rozmowa z
          psychologiem, o tym, że dziecko nie jest przyczyną zrujnowania związku, ale w
          związku słabym wydobywa jego negatywne punkty. Może stać się katalizatorem złego
          albo dobrego - ale tak naprawdę uruchamia to, co już w tym związku było,
          dojrzewało wcześniej, co było jego słabym lub mocnym ogniwem.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka