Dodaj do ulubionych

wątek euforyczny

18.07.05, 16:03
Jestem tu nowa, przejrzałam sobie niektóre wątki i przeraziła mnie ta ogóle
panująca tu deprasia..no, co najmniej chandra i przygnebienie.. Czy nikt nie
postrzega rozwodu ( skoro do niego doszło to chyba juz było naprawde kiepsko,
nie? smile jako początku, a nie konca?smile
Ja nigdy nie byłam tak pełna optymizmu, róznych planów, jak teraz.. i męza,
którego nienawidziłam jeszcze niedawno jako człowiek, któy wyrządał mi
krzywdy, teraz, kiedy odszedł, postrzgam jako faceta, który zrobił mi
przysługe..dał mi wolnośc.. To, czego sie bałam tak bardzo..samotnosc, wcale
nie okazało sie takie złe, wręcz przeciwnie..odkrywam mnóstwo przyjemności,
których wczesniej nie było.. Moze kiedys mi sie to znudzi, ale teraz jestem
ciagle w świetnym nastroju..smile Czego i wam wszystkim życzę.
Obserwuj wątek
    • kasia9873 Re: wątek euforyczny 18.07.05, 16:24
      Oj Evito (pominęłam pierwsze e, ale zrobiłam to celowo, bo tak łatwiej się
      wymawia), chyba niezbyt dokładnie czytałaś wątki, bo nie wszystkie są
      depresyjne, niektóre są śmieszne (np. Phokary – Kąpiel nocna), a niektóre
      infantylne (przykładowo mój wątek pt. Lep na muchy, czyli jak poderwać faceta),
      powinnaś je przejrzeć.

      Co do podejścia do życia, a w szczególności rozwodu , to w 100 a nawet w 200 %
      się z Tobą zgadzam. Rozwód to wolność i jest to prawda niezaprzeczalna. Ja też
      od roku z niej korzystam i nie jest mi z tym najgorzej.
      Tak, więc witaj w klubie.
      Mam nadzieje, że wniesiesz do tego forum powiew świeżości i przede wszystkim
      radości.
      Życie jest piękne, nawet jeśli chwilowo idzie się przez nie w pojedynkę. I
      odnoszę wrażenie, że Ty podobnie jak ja dobrze o tym wiesz.

      Pozdrawiam
      Kasia
    • luna41 Re: wątek euforyczny 18.07.05, 16:31
      bo nie kazdy/a byl w swoim zwiazku torturowany czy tez wiezniem emocjonalnym.
      Trudno jest byc pelnym optymizmu i nadziei na przyszlosc, jezeli to z czym
      wiazalas swoja przyszlosc nagle sie rozpadlo, bardzo czesto niespodziewanie. I
      wtedy stoisz, nogi sie pod toba uginaja, nie wiesz co zrobic ani w ktora strone
      pojsc, bo twoj plan na przyszlosc ci sie zawalil. O bolu emocjonalnym,
      nieprzespanych nocach i wizytach u psychologa nie wspomne. Bardzo dobrze, ze Ty
      wiedzialas czego chcesz i potrafilas z sytuacji, ktora z kilku slow wyglada na
      wielce nieprzyjemna, sie uwolnic. Bardzo dobrze, ze z optymizmem i euforia
      patrzysz na swiat i przyszlosc. Ale nie kazdy przypadek jest taki, wiec wielu
      osobom na tym forum o euforie ciezko. mam nadzieje ze to zrozumiesz.
    • phokara Re: wa˛tek euforyczny 18.07.05, 17:26
      Kocham optymistow. A siebie najbardziej...
      Ale to jest forum "rozwod i co dalej" a nie o rozmnazaniu rozowych swinek morskich. Stad te
      sentymentalne doly i depresja - gdzies trzeba wyrzucic ten wewnetrzny szlam.
      Zeby postrzegac rozstanie jako "dobry poczatek' to trzeba najpierw "zle skonczyc". I tyle.

      Mnie tez ex nie katowal i nie dreczyl, wrecz myslalam, ze jest sielanka. A potem facet mi
      wykasowal rok zycia z kalendarza, co (przyznaje) meczy mnie mocno, bo ja nie lubie tracic
      czasu tak glupio.

      ps
      nie wydaje mi sie, ze to forum jest smetne. Czasami bywa tu baaaaaardzo wesolo.
      pozdrowionka
    • scriptus Re: wątek euforyczny 18.07.05, 19:13
      Jest to forum, gdzie wiele osób jest zdołowanych, to fakt.
      Ja taki bywam ostatnio często, dzisiaj jestem niemal w euforii wink
      Moja żona wróciła po kilku dniach nieobecności i nawet się do mnie uśmiechnęła.
      Albo może mi się tylko zdawało.... Nieważne. I tak jeszcze mi pewnie zdąży humor
      zepsuć... A może będzie dzień dobroci dla zwierząt domowych... Zobaczymy, nie
      wiem. W każdym razie na razie pozdrawiam wszystkich z serdecznym i życzliwym
      uśmiechem., takim, jak pasuje do wątku euforycznego.
      • hela74 Re: wątek euforyczny 18.07.05, 19:36
        Scriptus, bardzo chciałabym, żeby sie Tobie i Twojej żonie ułożyło...
        • scriptus Re: wątek euforyczny 18.07.05, 19:37
          Dziękuję
          • hela74 Re: wątek euforyczny 18.07.05, 19:39
            Bardzo proszęsmile Spróbuj wykorzystać ten czas, jak jesteście tylko we dwoje
            • scriptus Re: wątek euforyczny 18.07.05, 20:37
              Już nie jesteśmy we dwoje, wybyła nic nie mówiąc ;-(
              Wciąż jeszcze jestem w dobrym nastroju, wciąż jeszcze jestem w dobrym nastroju....

              Nikt mi dzisiaj nie jest w stanie zepsuć humoru, bo tak postanowiłem.

              może wróci, zanim mnie dopadnie samotność....
              • mindsailor Scriptus 18.07.05, 20:41
                gdy to czytam, myślę sobie, że tak samo musiał czuć się mój mąż, kiedy ja
                wychodziłam, a on zostawał samsad((
                przykro mi, że tak jest u Ciebie.trzymaj sięsmile)) może wszystko dobrze się
                ułożysmile)) życze Ci tego z całych siłsmile))
                • scriptus Re: Scriptus 18.07.05, 20:48
                  Mindie, czy ona wyszła mi na złość, czy udowodnić mi coś? ...
                  Jeszcze jestem w dobrym nastroju, ale dół wielki przede mną ;-(
                  • mindsailor Re: Scriptus 18.07.05, 20:56
                    ani jedno, ani drugie. ona tak nie myśli. wychodzi i tyle. zamyka drzwi i juz
                    nic nie ma. ucieka z domu, bo tak najłatwiej. po co rozmawiac, po co byc razem,
                    po co rozwiązywać problemy, skoro można wyjść i udawac, że ich nie ma.
                    Scriptus, proś Opatrzność, czy cokolwiek, w co wierzysz, aby się obudziła!
                    naprawdę, chciałabym przeczytac kiedys Twój watek, że wszystko jest ok, że
                    wracacie do siebiesmile))
                    może cos poczytaj, aby zająć mysli, idź na spacer. też nie siedź w domu!
                    • scriptus Re: Scriptus 18.07.05, 21:05
                      Modlę się.
                      Wyszedłem, chwilkę pochodziłem wróciłem.
                      To forum mi w pewnym zakresi zastępuje żonę.
                      Niezła perwersja, nawet nie wiem, jak to się nazywa ;-(
                      Śmieszne, nie? Bez Was bym zwariował z samotności.
                      • mindsailor Re: Scriptus 18.07.05, 21:09
                        to może wyjdź do kina, nie wracaj do tego pustego domu i nie czekaj na nią!!!
                        zresztą ja naprawdę nie wiem, co Ci radzić. serce pęka, gdy to czytamsad((
                        przypomina mi się...
                        albo wypożycz sobie jakiś super filmsmile pośmiej się trochęsmile
                        • scriptus Re: Scriptus 18.07.05, 21:12
                          Najgorsze będą 2 tygodnie, potem wraca mój synek, on mi nie daje być samotnym.
                          Zawsze o coś pyta, coś robi, w czymś potrzebuje pomóc, po prostu jemu jestem
                          potrzebny. Jakos to przetrwam.
                          • mindsailor Re: Scriptus 18.07.05, 21:36
                            dobrze, że go maszsmile)
                            kończę, bo mi komputer wysiada - bateria się kończy, a nie mam kablasad(
                            miłego wieczoru i trzymaj siesmile będzie dobrze, prawda???smile
                            • scriptus Re: Scriptus 18.07.05, 21:39
                              Pewnie, że będzie, musi być ;o)
                              Ja w to wierzę...
                    • scriptus Re: Scriptus 18.07.05, 21:08
                      Przecież problemy i tak muszę rozwiązywać ja.
                      Wystarczy, żeby się do mnie uśmiechnęła i poopowiadała, jak minął dzień, albo coś.
                      Przecież nic od Niej nie chcę.
                      • mindsailor Re: Scriptus 18.07.05, 21:11
                        wiem, tylko problemem może być to, że ona nie chce, nie umie, nie moze. nie
                        wiem, co jej jest. ale ona teraz nie mysli takimi kategoriami, nie wie, co Ci
                        robi, wierz mi
                        trzymaj sięsmile))
                        • scriptus Re: Scriptus 18.07.05, 21:14
                          Ja wiem, że coś jej jest, ale nie wiem, jak jej pomóc.
                          • mindsailor Re: Scriptus 18.07.05, 21:32
                            może idźcie do psychologa.
                            spróbuj ją namówicsmile
                            • scriptus Re: Scriptus 18.07.05, 21:37
                              Ja idę w przyszłym tygodniu, co z Nią, jeszcze nie wiem
                              • scriptus Re: Scriptus 18.07.05, 23:11
                                Przyszła, zamknęła się w swoim pokoju i tyle.
                                Jest, a jakby jej nie było. Albo gorzej ;-(
                                • hela74 Re: Scriptus 19.07.05, 09:52
                                  Powinieneś wejść wejść do tego pokoju i nie odpuścić dopóki z Tobą nie
                                  porozmawia, uwierz mi czasami trzeba tupnąć nogą...
                                  • anja_pl Re: Scriptus 19.07.05, 10:07
                                    zgadzam się całkowicie z helą, porzuc negocjacje, zacznij zachowywać się jak
                                    człowiek, który coś czuje, bo jak się coś tli, to trzeba dorzucić do ognia,
                                    albo buchnie, albo zgaśnie,

                                    życzę Ci tego buchnięcia smile
                                    • scriptus Re: Scriptus 19.07.05, 15:56
                                      anja_pl napisała:

                                      > zgadzam się całkowicie z helą, porzuc negocjacje, zacznij zachowywać się jak
                                      > człowiek, który coś czuje, bo jak się coś tli, to trzeba dorzucić do ognia,
                                      > albo buchnie, albo zgaśnie,
                                      >
                                      > życzę Ci tego buchnięcia smile

                                      Dziękuję,
                                      To prawda wszystko.

                                      Jeśli zostanę ZATŁUCZONY od razu i na miejscu, to sie jutro nie zgłoszę na
                                      forum, jak co dnia. Znaczy, że żona jeszcze żywo reaguje na moją osobę. Jeżeli
                                      jednak nie zostanę ZATŁUCZONY, i to od razu, zapewne na miejscu, to pewnie
                                      zaraz potem zgłoszę się na forum i będę tu pomieszkiwał kątem jeszcze długie,
                                      długie lata ;-((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((
                                      • anja_pl Re: Scriptus 19.07.05, 18:04
                                        scriptus napisał:

                                        >
                                        >
                                        > Jeśli zostanę ZATŁUCZONY od razu i na miejscu, to sie jutro nie zgłoszę na
                                        > forum, jak co dnia. Znaczy, że żona jeszcze żywo reaguje na moją osobę.
                                        Jeżeli

                                        a Ty jak zwykle spokojnie i rzeczowo z Nią negocjowałeś wspólne spędzenie
                                        wolnego czasu big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

                                        > jednak nie zostanę ZATŁUCZONY, i to od razu, zapewne na miejscu, to pewnie
                                        > zaraz potem zgłoszę się na forum i będę tu pomieszkiwał kątem jeszcze długie,
                                        > długie lata

                                        albo i nie, bo może znaczyć, że nie negocjowaliście i poszliście razem ...
                                        spędzać czas wolny big_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                                        • scriptus Re: Scriptus 19.07.05, 18:57
                                          Psiakostka, kobiety, to mają wszystko na odwrót poukładane...
                                          • anja_pl Re: Scriptus 19.07.05, 19:06
                                            big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

                                            i to Wam sie podoba ;D
    • e.mes No, raczej nie... 20.07.05, 11:07
      eevita napisała:

      > Czy nikt nie postrzega rozwodu (...) jako początku, a nie konca?smile

      Wiem, że są kobiety, którym rozwód dodaje skrzydeł i które, jak mówią, żałują,
      że nie zdecydowały się na to wczesniej. Ale mnie mój rozwód przygnębił tak
      bardzo, że nie mam już na nic siły...
      Przykro mi, Eevita, że nie popadam w euforię jak Ty, ale ja naprawdę czuję się
      podle...
      • mindsailor Re: No, raczej nie... 20.07.05, 11:08
        to tak jak jasad
        • e.mes łoj 20.07.05, 11:13
          mindsailor napisała:

          > to tak jak jasad
          >

          Czy ktoś się cieszy, że ma to za sobą?
          • bezecnymen ja:D 20.07.05, 11:15
            • e.mes Re: ja:D 20.07.05, 11:16
              Ty wiesz co?
              Ja chyba jeszcze nie widziałam smutnego faceta po rozwodzie...
              • mindsailor Re: ja:D 20.07.05, 11:17
                ja widziałam - mężąsad
                • e.mes Re: ja:D 20.07.05, 11:21
                  mindsailor napisała:

                  > ja widziałam - mężąsad

                  No proszę... ktoś ratuje męski ród...
                  • mindsailor Re: ja:D 20.07.05, 11:28
                    wolałabym, aby nie Onsad
                    • e.mes Faceci... 20.07.05, 11:32
                      mindsailor napisała:

                      > wolałabym, aby nie Onsad

                      No tak...
                      Czasem to aż szkoda...
                      • mindsailor Re: Faceci... 20.07.05, 11:34
                        szkoda??? serducho mi pęka na półsad(
                        • e.mes Serce nie słucha... 20.07.05, 11:36
                          mindsailor napisała:

                          > szkoda??? serducho mi pęka na półsad(

                          Wiesz... moim ulubionym motywem z bajki zawsze było, kiedy królewicz ściskał
                          sobie serce żelazną obręczą, aby nie pękło mu z żalu. Boże... ja też muszę
                          znaleźć taką obręcz...
                          • bezecnymen Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 11:39
                            rdza zżera stare żelastwo........ może lepiej aluminium? lżejsze i ładniej
                            wygląda...
                            • mindsailor Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 11:44
                              nie ma wyglądać, tylko ma działać!
                            • e.mes Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 11:47
                              bezecnymen napisał:

                              > rdza zżera stare żelastwo........ może lepiej aluminium? lżejsze i ładniej
                              > wygląda...

                              Mam uczulenie na aluminium...
                          • mindsailor Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 11:44
                            nie pisz mi takich bajek, bo zaraz znowu zacznę ryczećsad( z oczy jeszcze nie
                            odtajały po wczorajszymsad
                            • e.mes Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 11:47
                              mindsailor napisała:

                              > nie pisz mi takich bajek, bo zaraz znowu zacznę ryczećsad( z oczy jeszcze nie
                              > odtajały po wczorajszymsad

                              W sobotę znajomy zabrał mnie na "Hitcha", twierdząc, że taka super komedia na
                              pewno poprawi mi humor... Niestety, ryczałam przez cały film...

                              Nie wiem, co powiedzieć mindsailor - wiem, że wcale nie będzie dobrze na początku...
                              • mindsailor Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 11:50
                                wiemsad
                                nie chce mi się nawet spotykać ze znajomymi, iść do kina, na spacer. nic mi się
                                nie chcesad
                                • e.mes Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 11:52
                                  mindsailor napisała:

                                  > wiemsad
                                  > nie chce mi się nawet spotykać ze znajomymi, iść do kina, na spacer. nic mi się
                                  >
                                  > nie chcesad

                                  Niestety, od czasu "małżeństwa niebyłego" mam tak samo...
                                  • mindsailor Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 11:54
                                    spytam z ciekawości - rozwód był z Twojej, czy jego winy?
                                    wiem, że to bez znaczenia
                                    • e.mes Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 11:57
                                      mindsailor napisała:

                                      > spytam z ciekawości - rozwód był z Twojej, czy jego winy?
                                      > wiem, że to bez znaczenia

                                      Z jego.
                                      On wniósł, on zapłacił, on odszedł...
                                      • anybody1 Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 11:58
                                        jakoś tak szybko poszło, prawda?
                                        • mindsailor Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 12:01
                                          to u mnie odwrotnie - to wszystko jasad i tez za szybkosad(((
                                          • e.mes Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 12:10
                                            mindsailor napisała:

                                            > to u mnie odwrotnie - to wszystko jasad i tez za szybkosad(((

                                            Beznadziejne uczucie, prawda?.........
                                            • mindsailor Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 12:13
                                              beznadziejne to za mało powiedzianesad nie znam słowa, które byłoby adekwatne do
                                              mojego samopoczuciasad
                                        • e.mes Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 12:09
                                          anybody1 napisała:

                                          > jakoś tak szybko poszło, prawda?

                                          Za szybko... Nawet nie dał mi czasu na jakąkolwiek walkę o niego...
                                          • anybody1 Re: Serce nie słucha... 20.07.05, 12:12
                                            chyba nie czytałam uważnie, bo nie pamiętam - o co chodziło o Ciebie?
                                            • e.mes Słuchaj dzieweczko... 20.07.05, 12:24
                                              anybody1 napisała:

                                              > chyba nie czytałam uważnie, bo nie pamiętam - o co chodziło o Ciebie?

                                              Po pięciu latach naszego małżeństwa mój mąż doszedł do wniosku, że nie osiągnie
                                              przy mnie szczęścia. Wobec tego postanowił odejść tak spokojnie, jak spokojnie
                                              się w moim życiu pojawił.
                                              Ponieważ ja jestem naiwna, przyjęłam tę wersję bez zastrzeżeń. Nie oznacza to,
                                              że nie walczyłam. Okazało się jednak, że nie mam po co, bo wyjście z małżeństwa
                                              po angielsku nie oznaczało, że mój mąż samotnie owego szczęścia będzie szukał.
                                              Od słowa, do słowa - szczęście znalazł u boku innej. Ot, banał...

                                              Cyt, iskierka zgasła...
                                              • anybody1 Re: Słuchaj dzieweczko... 20.07.05, 12:35
                                                czyli historia jakich wiele... czasem mnie to przeraża co tu czytam, bo trudno
                                                się oprzeć wrażeniu że wszystkie związki muszą się skończyć w ten sam sposób...
                                                i jak tu coś zaczynać od nowa z takim przeświadczeniem...?
                                                • e.mes Jak to się stało, że ona i on.... 20.07.05, 12:45
                                                  anybody1 napisała:

                                                  > i jak tu coś zaczynać od nowa z takim przeświadczeniem...?

                                                  Rozmawiałyśmy o tym niedawno z koleżanką (też rozwódką). Jej męża zaczęła
                                                  przerażać coraz większa potrzeba zaangażowania. Coś, o czym pisałam już
                                                  wcześniej: skończyły się płatki róż (idylla zakochanych) i zaczął się bruk
                                                  (kryzysy małżeńskie). Ponieważ te bruk nie przystawał do jego wyobrażeń,
                                                  odszedł. Podobnie było z moim mężem: dopóki stąpaliśmy po miękkim czerwonym
                                                  dywanie, było wspaniale. Kiedy zaczęliśmy wchodzić w kłujące krzewy, on zamiast
                                                  odgarniać te gałęzie ramionami swemi, wycofał się...

                                                  Cyt, iskierka zgasła...
              • bezecnymen Re: ja:D 20.07.05, 11:19
                było mnie obejrzec bezpośrednio po..czyli przez jakieś dwa lata smile
                • e.mes Niech mnie kule biją! 20.07.05, 11:22
                  bezecnymen napisał:

                  > było mnie obejrzec bezpośrednio po..czyli przez jakieś dwa lata smile

                  Właśnie przypomniały mi się "Bezdroża", które wczoraj obejrzałam. On też dwa
                  lata po rozwodzie był niesamowicie smutny. A jak było mu źle, kiedy poznał
                  nowego męża swojej byłej i dowiedział się, że będą mieli dziecko...
                  • bezecnymen Re: Niech mnie kule biją! 20.07.05, 11:25
                    a mnie to już powiewa zefirkiem czy exia bedzie miała kogoś i coś z tym kimśsmile
                    aliści... całe dwa lata smutasem nie byłem...musiałem sztucznie udawać
                    wesołość, tyle bowiem miałem ofert pocieszania w smutku, że aż mnie mdliło...a
                    na kobiety wtedy patrzeć nie potrafiłem bez morderczych myślitongue_out
                    • e.mes Melancholia 20.07.05, 11:31
                      bezecnymen napisał:

                      > a mnie to już powiewa zefirkiem czy exia bedzie miała kogoś i coś z tym kimśsmile

                      Myślę, że to dobrze...

                      > aliści... całe dwa lata smutasem nie byłem...musiałem sztucznie udawać
                      > wesołość, tyle bowiem miałem ofert pocieszania w smutku, że aż mnie mdliło...

                      Ja mam na to sposób. Jestem wredna nie do wytrzymania i nikt przy zdrowych
                      zmysłach do mnie się nie przylepi.


                      > a na kobiety wtedy patrzeć nie potrafiłem bez morderczych myślitongue_out

                      Ja w ogóle nie miałam takiego etapu. Widzisz, jestem wspanialsza! Noch und
                      nöcher wink
                      • bezecnymen Re: Melancholia 20.07.05, 11:33
                        nawet przez moment nie myślałem że możesz byc mniej wspaniała ode mnie smile
                        chociaż..........
                        big_grinDDDDDDDDDDDD
                        • e.mes Re: Melancholia 20.07.05, 11:37
                          bezecnymen napisał:

                          > nawet przez moment nie myślałem że możesz byc mniej wspaniała ode mnie smile
                          > chociaż..........
                          > big_grinDDDDDDDDDDDD

                          Chociaż nie kończ! Bo będę wredna!
                          Wprawdzie zefirkiem mię to, czy się przylepisz, czy nie, ale bycie wredną ma
                          zawsze swoje dobre strony.
                          • bezecnymen Re: Melancholia 20.07.05, 11:40
                            jeśli przypadkiem jesteś wredna i ruda na dodatek to już po mnie.......
                            • e.mes Re: Melancholia 20.07.05, 11:48
                              bezecnymen napisał:

                              > jeśli przypadkiem jesteś wredna i ruda na dodatek to już po mnie.......

                              Jestem tylko wredna, więc w połowie już po Tobie...
                              • bezecnymen Re: Melancholia 20.07.05, 18:47
                                po której połowie??? do górnej jestem przywyczajony i trudno by się z nia
                                rozstać a dolna jest niezbędna więc teć nie bardzo...może podział w pionie?
                                lewy profil mam ładniejszytongue_out
              • scriptus Re: ja:D 20.07.05, 12:01
                e.mes napisała:

                > Ty wiesz co?
                > Ja chyba jeszcze nie widziałam smutnego faceta po rozwodzie...
                >


                I po mezu mindsailor ja chyba bade nastepny smutny po rozwodzie ;-(
                • e.mes Re: ja:D 20.07.05, 12:10
                  scriptus napisał:

                  > I po mezu mindsailor ja chyba bade nastepny smutny po rozwodzie ;-(

                  Miasta nieczułe mijajcie jak porty...
                • mindsailor a Ty co??? 20.07.05, 12:12
                  jaki rozwód?!?!?! walcz, Panie, póki czas, póki jeszcze nie jest za późno!!!!
                • anja_pl Re: ja:D 20.07.05, 12:24
                  scriptus napisał:

                  >
                  > I po mezu mindsailor ja chyba bade nastepny smutny po rozwodzie ;-(

                  nie poddawaj się, przecież nie było aż tak źle, byliście razem, obok siebie,
                  trzeba czasu by nadrobić zaległości,
                  Ona tez musi się czuć bardzo samotna i owinęła się w pancerz,

                  i pisz o rozwodzie tylko o planach na WSPÓLNE wakacje wink

                  • scriptus Re: ja:D 20.07.05, 18:41
                    e.mes napisała

                    >Ja chyba jeszcze nie widziałam smutnego faceta po rozwodzie...

                    Miałem na myśli, że gdyby mi się jednak rozwód przydarzył, to byłbym tym
                    zmartwiony. Ale nie będę zapraszał e.mes, żeby mnie zobaczyła.

                    Dzięki Aniu za optymizm, ale wspólnych wakacji już w tym roku nie będzie.
                    Może w przyszłym wink
          • mindsailor Re: łoj 20.07.05, 11:15
            podobno tak, ale ja im nie wierzęsad
            chyba, że ktoś ma męża, stręczyciela, alkoholika, narkomana, furiata i
            degenerata, znęcającego się nad rodziną. to może..
    • eevita Re: wątek euforyczny 21.07.05, 12:25
      Poniewaz w tym wątku natknęłam sie kilkakrotnie na aluzje,ze można być
      szczęśliwym po zakończeniu zwiazku tylko wówczas, gdy dochodziło w nim do
      jakiejs patologii ( coś tam było o piciu, biciu..etc.) to stanowczo dementuję,
      jakoby mój były robił cos z tych rzeczy, i był jakimś degeneratemsmile) Nic z tych
      rzeczy..Chociaz na pewno był popaprańcem, bo jak można zdradzać taką kobietę
      jak ja??smile))
      I to on ode mnie odszedł, porzucił mnie dla innej kobiety, za co jestem mu
      naprawdę wdzięcznasmileOczywiscie w trakcie tak nie myslałm, zaczełąm tak myslec
      dopiero w jakis tydzień po...smile)
      Jasne,że mam jakieś problemy, ale to są sprawy związane z tym,że mieszkam sama
      z dzieckiem, a nie wynikajace z braku tego konkretnego faceta... Np. ostatnio
      samochód zaczął mi sie sypać, ale od czego przyjaciele i znajomi, ew. warsztaty
      samochodowe??smile Ze wszystkim można sobie poradzić, ale trzeba tego naprawdę
      chcieć... O rany, ale przytrułam..smile)
      A w tym wszystkim najlepszy jest mój eks, który przy każdym spotkaniu ( mamy
      dziecko, więc spotykamy sie tak 2 razy w tygodniu ), kiedy widzi mnie taką
      rozluźnioną i zadowolną ( a przecież slepy nie jest ) to ma bardzo podejrzliwą
      minę..smile. Kiedyś , gdy na jego pytanie, co u mnie słychać, odpowiedziałam,
      zgodnie z prawdą,żźe super..to aż powiedział ( to raczej dokładny
      cytat): "Oj,przestań, nie wierzę, że jest Ci tak dobrze.."
      • anybody1 Re: wątek euforyczny 21.07.05, 12:29
        > I to on ode mnie odszedł, porzucił mnie dla innej kobiety, za co jestem mu
        > naprawdę wdzięcznasmileOczywiscie w trakcie tak nie myslałm, zaczełąm tak myslec
        > dopiero w jakis tydzień po...smile)

        myślę dokładnie tak samo! wink)
      • bezecnymen Re: wątek euforyczny 21.07.05, 12:29
        jakbym słyszał moja exięsmile ale my się nie spotykamy na szczęsciesmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka