Dodaj do ulubionych

Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie...

15.09.05, 13:43
Witam, jestem prawie 1,5 mies. po ślubie, a już myślę o rozwodzie sad Tzn.
zostałam do tego sprowokowana. W niedzielę chciałam wyciągnąć męża do
Castoramy, bo planowaliśmy robić remont JEGO mieszkania, w którym mieszkamy,
a które wymaga generalnego remontu, a jemu się nie chciało. Wolał się położyć
na hasło "Castorama i remont", chociaż pół godz. wcześniej pytał co robimy w
dniu dzisiejszym. nie byłam zadowolona i aż mi łazy podeszły, bo to już
kolejna próba wyciągnięcia go na zakupy. Sam mówił, że musimy zacząć się
rozglądać za mat.bud., żeby kupić większość przed końcem roku i odliczyć to
od podatku. Usłyszałam, że mogę sobie płakać, albo iść do mamusi, ale on nie
będzie łaził po supermarketach. Poszłam do drugiego pokoju, żeby posiedzieć
przy komputerze. Jeszcze mu na odchodnym dodałam, że jak wykazuję inicjatywę
to on jest niezawdowolony, a jakbym mahnęła na remont ręką to też byłoby źle,
bo nie zależy mi na wyglądzie mieszkania (tak mówił o byłej żonie). Pod
wieczór usłyszałam, że możemy się rozwieść, ale dopowiedziałam, że nie chcę.
Spał w drugim pokoju. Na drugi dzień odczekał, aż ja wyjdę do pracy, a potem
sam poszedł, chociaż od ślubu wychodziliśmy razem. Ok. godz. 11 wysłał mi do
pracy maila "stwierdzam jednak, ze ten ślub z Tobą to była pomyłka...
lojalnie Cie
uprzedzam, że wystąpię o rozwód... co prawda pewnie go od razu nie dadzą i
będzie separacja ale tak czy siak występuję o rozwód... mam dość bałaganu,
Twojego nastawienia i całego tego pie..ika... poszukaj szczęścia z kimś
innym... ja wysiadam...." i dodał "niepotrzebnie tylko tak sie speiszylas z
meldunkiem... ale nie zmieniaj na
razie nazwiska bo i tak wrocisz do swojego...", "
i coś mi się wydaje, ze chyba jednak będziesz musiała wrócić do rodziców bo
chyba nie zamierzasz ze mna razem mieszkac w oczekiwaniu na rozwód...". Potem
padło kilka pytań kiedy się zamierzam wyprowadzić, ale te odebrała już w
domu. Byłam w takim szoku, że szczerze powiedziawszy pojechałam do rodziców,
żeby im powiedzieć, że mąż chce się rozwieść. Mam 29 lat i biegnę do domu do
rodziców... wiem, że pare osób to potępi, ale nie chcę znajomym głowy swoimi
problemami zawracać, a mój mąż nie ma ani zanjomych, ani rodziny (rodziców,
rodzeństwa). Jedynie ciotkę, starszą osobę, ale jej głowy na pewno nie będę
zawracać. Zersztą... nie znam telefonu.
Rodzice stwierdzili, że skoro tak stawia sprawę to u nich zawze jest dla mnie
miejsce. Załamałam się, to po to się wyprowadzałam, żeby wracać. To chore...
ale skoro mnie wyrzuca. Pojechałam... spakowałam sie i wróciłam. Po drodze
dzwonił ojciec, żebym została, że może to błąd. Ale nie chciałam sytuacji, że
on mnie wyrzuci i to nie wiadomo w jaki sposób.
Wieczorem zadzwonił, że mam 20 min. na powrót (rodzice mieszkają w centrum W-
wy, on na Bemowie, samochodu nie mamy). Potem odebrałam wiadomość na poczcie
głosowej, że jednak mam nie wracać. Mama i ja uznałyśmy, że jak wrócę to i
tak wykorzysta to przeciwko mnie i za każdym razem będzie sobie pozwalał na
takie zachowanie. Na drugi dzień rano zadzwonił i objechał mnie, że za szybko
reaguję, że powinnam była zostać. Przez jakiś czas darł się na mnie, że go
nie doceniam, że mam wszystko co chcę, a ciągle narzekam (zwracam mu uwagę
kiedy np. strofuje mnie w miejscach publicznych, albo kolejny raz ni z gruchy
ni z pietruchy nawiązuje do moich poprzednich związków w różny sposób-uważam,
że obydwie sytuacje są niepotrzebne, a zwracanie uwagi i tak spotyka się z
chwilową reakcją, albo atakiem na mnie, jak ja mu mogę uwagę zwrócić).
W każdym razie usłyszałam, że mam klucze i w każdej chwili mogę wrócić.
Popołudniu wróciłam, zrobiłam zakupy i czekałam. Wrócił po 20 z pracy.
Oczywiście zapomniał, że chciał żebym wróciła. Znowu zaczął o rozwodzie. Zero
możliwości dogadania się. Stwierdził, że skoro nie chcę się wyprowadzić to on
będzie się wobec mnie zachowywał obojętenie. Nie chcę się wyprowadzić, bo
jestem u niego zameldowana (to spadek po jego matce) i chyba nie moze sobie
mnie tak wyrzucać. Usłyszałam, że jako powód na sprawie rozwodowej poda, że
gdyby sobie nic do jedzenia nie kupił albo nie poprał to by nie miał nic do
jedzenia, i nie miał by czystych ubrań. Od ślubu może raz zrobił zakupy, nie
zmywa, nie sprząta, tylko robi opłaty, pierze, bo do tej pory prał sobie sam,
gdyż ma koszule do pracy, które gdybym mu uszkodziła to pewnie zrobiłby mi
awanturę. Jak w niedzielę wstawiłam pranie to okazalo się, że zły program
ustawiłam. Poprawił, ale mi nie pokazał gdzie jest instrukcja, ani opis, bo
na zewn. nie ma. Opieprzył mnie strasznie.
W każdym razem chodzi spć do drugiego pokoju i wczoraj wogóle się nie odzywał.
Porażka. Nie wiem co mam robić. Czuję, że on wcale tego pozwu nie złoży, bo
po co ma płacić. Czeka, ża ja to zrobię, a potem zacznie robić problemy.
Wymyśli tak absurdalne powody, żeby mi narobić problemy jak te, które
wymieniłam. Acha, jakoby został zmuszony do ślubu! A ja w ciąży nie byłam.
Owszem chciałam ślubu, może za bardzo, tak teraz na to patrzę, ale on już był
żonaty, ma dziecko z tamtego małżeństwa, wiec jak mogłam go zmusić?! Chyba po
tak przykrych doświadczeniach w poprzednim małżeństiwe, o jakich mi
opowiadał, nie można się dać zmusic? Chyba, że powie, że chciał mieć rodzinę,
że dobrze sie zapowiadałam, a tutaj taka porażka... Nie wiem. Mam wrażenie,
że nauczony doświadczeniem z tamtego rozwodu (sam napisał pozew, na każde
zaskakujące pytanie sądu miał przygotowaną i uargumentowaną odpowiedź, sąd
nie był go w stanie zagiąć) może mnie tak zablokować, że zapomnę jak się
nazywam sad
Na pewno w razie czego muszę wziąć dobrego adwoakata.
Pradźcie co robić? Czy w każdym przypadku muszę mieć jego zgodę na rozwód?
Jak długo może robić problemy i nie chcieć rozowdu? Bo ja w tej chwili nie
wyobrażam sobie "współpracy" z nim. Na dzieci sie nie zdecyduję, bo to by już
wogóle skomplikowalo sprawę. Czkam na Wasze rady, pytania...
Acha, przed ślubem znaliśmy się 3 lata i różnie bywało, jak to w związkach.
Nie mieszkaliśmy razem. Zazdrosny o poprzednich był, ale z czasem coraz
rzadziej o nich mówił. Awantury się zdarzały, ale potem sam się opanowywał.
Cazasmi ja prowokowałam, bo już mi nerwy puszczały na wmawianie czegoś co
miejsca nie miało.
Wiem, nie powinnam się była z nim wiązać... Ale zrobiłam to. Nie wiedziałam,
że mimo, ze chciał mieć rodzinę, może kompletnie zmienić nastawienie do mnie,
do swoich planów.
Niektórzy radzą, żeby dać mu na przeczekanie, ale ja mam obawy, że "ten typ
tak ma". Że teraz poczuł się panem swojego rewiru jakim jest dom i cieszy
się, że mnie "złapał" i może odreagowywać wszelkie stresy.



Obserwuj wątek
    • moni976 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 15.09.05, 13:47
      Dodam, że moja tak szybka reakcja wynika z tego, że wolę wiedzieć co mam robić
      zanim popełnię błąd. A poza tym zanim w grę wejdzie majątek do podziału,
      chociaż na razie nie zapowiada się, że on wogóle wyjdzie na jakieś zakupy.
      • kvinna1 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 15.09.05, 14:15
        Nie mam pojęcia co mozna Ci poradzic, ale dla wlasnego bezpieczenstwa, podrukuj
        wszystkie maile od niego i zostaw w jakims bezpiecznym miejscu (u rodziców?).
        Moze sie ułoży, a jak nie to przynajmniej bedziesz miala jakies argumenty dla
        sądu - zebys chociaz nie była tą winną rozpoadu związku i nie ponosiła kosztów
        ewentualnego rozwodu. Kurcze, ze w niespełna dwa miesiące po ślubie on robi
        takie rzeczy...? Powodzenia Moni.
      • akacjax Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 15.09.05, 14:26
        No nieciekawie.
        Ale: jesteś niezależna, masz rodzinę wspierającą, nie masz dzieci, jesteś
        zameldowana w jego mieszkaniu to są plusy. Masz czas na decyzję. Możesz
        zaproponować terapię, a możesz po prostu zaczekac i upewnić się, czy faktycznie
        rozwód jest lepszym wyjściem z sytuacji.
        Moja sugestia-nie wyprowadzaj się przynajmniej do czasu aż on złoży pozew. Bo
        to może być argument przeciw Tobie, że go porzuciłaś.
        Jego gadki o praniu i gotowaniu, to echa przeszłości. Dziś do zawodu przychodzą
        coraz młodsi sędziowie i już rozprawa pojednawcza nie jest tak często nazywana
        garkowo-łóżkową. Bo nigdzie nie pisze, że żona ma prać i gotować. Mój na
        sprawie niepytany(ale tak chyba sobie wymyślił) powiedział, że ja nigdy!!nie
        prałam, nie sprzatałam, nie prasowałam, nie gotowałam, on to wszystko robił.
        Ale nikt nie zwócił uwagi na te gadki.

        Jednak jeżeli uważasz, że to wszystko jest bez sensu to zacznij myśleć
        kategorią: było minęło zanim się rozwinęło.
        A poprzedni rozwód on miał z jakiego powodu? Twojego?
    • poranna_rosa3 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 15.09.05, 14:17
      ochlon troche i pozwol jemu na to.
      to sa dopiero poczatki i prawie zawsze wspolne mieszkanie
      jest trudne przez pierwszy rok, dwa zanim sie "dotrzecie".
      oboje dzialacie pod wplywem emocji i za bardzo sie szarpiecie
      nie wierze aby po poltora miesiaca malzenstwa juz nastapil tak powazny
      kryzys aby nie byl do pokonania.
      zastanow sie najpierw nad swoim zachowaniem, co denerwuje meza w twoim
      zachowaniu nie unos sie honorem badz madrzejsza, pierwsza wyciagnij reke na
      zgode. nie krzycz, nie naciskaj tylko przyjdz i spokojnie powiedz
      ze nadal go kochasz i ze chcesz byc z nim i czy mozecie zaczac
      wszystko jeszcze raz. albo wyslij mu sms-a tej tresci.
      przyczyna kryzysu nie moze byc fakt ze twoj maz nie chce isc
      z toba na zakupy. to nonsens.
      we wszystkich znanych mi malzenstwach to kobiety glownie biora na siebie
      takie sprawy i to nie z obowiazku ale dlatego ze faceci nie lubia zakupow
      a my kobiety jak najbardziejsmile i dotyczy to tez kwestii remontow (wydawaloby sie
      ze to domena mezczyzn, a jednak). jesli maz pozostawi Ci wolna reke
      w tej kwestii to dzialaj bez niego. w sklepie na pewno doradza Ci
      we wszystkim. a jemu mozesz przyniesc do domu probki, prospekty, projekty itp.
      niech spokojnie obejrzy w domu i powie co mu sie podoba
      • akacjax To byłby błąd!!! 15.09.05, 14:30
        Brać na siebie wszystko po kolei. U mnie tak się zaczęło, bo ja chciałam
        ustąpić, potem, bo on nie miał chęci, czasu itd. Doszło do tego, że cokolwiek
        chciałam do domu, czy dla dzieci-wszystko ja. A potem usłyszałam-jak chciałaś
        być taka za wszystko odpowiedzialna....

        To co napisałaś roso jest najprostszą instrukcją eskalacji żądań.
        Może mąż zastanowiłby się nad swoim zachowaniem. Zanim potem powie jej, że ona
        wydaje tylko jego pieniądze np.
        • poranna_rosa3 Re: To byłby błąd!!! 15.09.05, 15:06
          zdaje sobie sprawe ze roznie to sie konczy
          ale nie znamy calej sytuacji tylko jej fragment opisany przez
          jedna ze stron i to jak mi sie zdaje pod wplywem silnych emocji
          ciekawe jak wygladalaby relacja jej meza ze zdarzen?
          oczywiscie maz autorki postu tez sporo zawinil i MUSI sie
          nad soba zastanowic ale odpowiedzialam
          JEJ co powinna zrobic bo to ona prosi o rade.
          musza szczerze ze soba porozmawiac a nie zachowywac sie jak
          nastolatki po pierwszej klotni. mysle ze powinni dac sobie druga szanse
          jesli oczywiscie oboje tego chca

          • moni976 Re: To byłby błąd!!! 15.09.05, 15:33
            Zgadzam się. On mi swoje uwagi wymienił. Żle reaguję, pakuję się, wychodzę
            (przed ślubem jak się wkurzałam to wychodziłam, ale nie mieszkaliśmy razem,
            tylko w weekendy u niego mieszkałam). I jak mnie doprowadził do ostateczności
            to mówiłam, że jak mnie nie potrzebuje to mogę sobie iść. To wydzwaniał,
            prosił, żebym się nie gniewała. Z drugiej strony nie byłam u siebie i po kłótni
            czułam się jak intruz. Dlatego wychodziłam wcześniej niż planowałam wrócić do
            domu. Ale po ślubie starałam się to zmienić. Zresztą... przed ślubem już
            pracowałam nad tym. Nie wiem... nie mówię, ze jestem w porządku. Ale zawsze
            uważałam, że jest starszy, mądrzejszy, zależy mu na stworzeniu normalnych
            relacji mięszy nami. Ja się staram. Ale widzę, że teraz on udowadnia mi, że
            daremne moje starania.
        • moni976 Re: To byłby błąd!!! 15.09.05, 15:26
          Dziękuję Wam za reakcję. Z tymi zakupami to jest tak, że w moim życiu to
          pierwszy taki remont. Poza tym on nie należy do osób, które nie mają zdania,
          wręcz przeciwnie. Obawiam się, że coś kupię, a on mnie odeśle, bo źle wybrałam.
          Wiem, że istnieje coś takiego jak "docieranie się" po ślubie, ale 1,5 mies. po
          ślubie on tak reaguje?Zapomniałam napisać,że po powrocie z podróży poślubnej
          wychodziliśmy z Centralnego na postój taxi. Obydwoje się zakręciliśmy w którą
          stronę mamy iść, a mnie się jakoś tak skojarzyło, że wyprowadziłam nas na Złotą
          (dla znających W-wę).Jak się zorientował,że źle idziemy to tak się na mnie
          wydzierał,że mnie zamurowało. Oczywiście kazał mi dzwonić po taksówkę i jechać
          do... rodziców. A argument była taki,że żadna taksówka nas tutaj nie znajdzie!I
          znalazła nas nawet nie po 10 min. od wezwania. Wytłumaczyła mu, że lepiej,że
          tutaj trafiliśmy,bo nie ma ludzi z bagażami, tylko pusta uliczka.Pojechaliśmy
          do domu. Uspokoił się. Ale jak mówię... furia i odsyłanie mnie do rodziców. Ze
          dwie akcje mi zrobił w punktach foto, gdy pytałam o wywoływanie zdjęć z płyt
          cd. Zadawałam dodatkowe pytania dziewczynie, bo nie byłam pewna, czy ją
          rozumiem, on podszedł od półki i zaczął prawie krzyczeć na dziewzynę, że mi źle
          tłumaczy, chociaż widziałam, że nie bardzo wie, w czym problem. On poprostu ma
          takie akcje i ma ich coraz wiecej. Potem mu wyjaśniłam, że jest reaguje zbyt
          nerwowo... po jakimś czasie dotarło. Nie mogę go ciągle uspokajać, bo czaczyna
          mi wygarniać, że wiecznie mam pretensje do niego, że wszystko robi nie tak. Ale
          nie dostrzega, że ciagle mnie strofuje, że coś źle robię sad
          W każdym razie jak chciał kupić rower treningowy to mu galerie w supermarketach
          nie przeszkadzały. I ja z nim chodziłam. Rozmawialiśmy o tym remoncie nie raz i
          sam mówił, że POWINNIŚMY się zacząć rozglądać za tymi materiałami.
          Jego poprzedni rozwód... nie z mojej winy. Kiedy się poznaliśmy, żona nie
          mieszkała z nim od 2 lat. Powodem ślubu było dziecko. Syn mieszkał u niego, ale
          sądownie opiekę przyznano matce, mimo, że jakoby go porzuciła wyprowadzając się
          do jakiegoś faceta. Wtedy wszystko mu się jakoś nałożyło... śmierć matki,
          odejście żony, śmierć psa, utrata pracy... naprawde miał wiele stresujących
          sytuacji i ja przy nim byłam jak wierny pies. Sama nie mogłam na niego liczyć w
          trudnych sytuacjach, bo on mnie zawsze pouczał, że źle robię, a z trudnością
          wspierał. Ale uważałam, że jestem trochę rozlazła, "bujam w obłokach" i kubeł
          zimnej wody jest mi potrzebny, że nareszcie ktoś uczy mnie jak być dorosłą. Ale
          ja naprawdę nie jestem w stanie ciągle na siebie warczeć i ciągle ustępować.
          Nigdy nie byłam ustępliwa. O nie! To mój kolejny związek, a w poprzednich
          ja "przestawiałam" facetów. Dlatego ucieszyłam się, że ktoś mnie okiełzna. A
          jednocześnie twardo stąpa po ziemi, wie gdzie co załatwić, bo ja mieszkałam z
          rodzicami i tak naprawdę wszystkiego muszę się uczyć, co nie znaczy, że nic
          sobie nie potrafię załatwić smile Nie o to chodzi. Pracuję, muszę sobie radzić.
          Tylko on powiedzmy, lepiej jest zorientowany w opłatach.
          W każdym razie, mimo, że oprócz sporadycznych sytuacji, kiedy przed ślubem mnie
          mocno objechał, teraz zaczyna mu się to coraz bardziej podobać.
          A co do maili... nie wiem czemu, ale w poczice mam baaaardzo dużo maili od
          niego od początku naszej znajomości. Poznaliśmy się 3 lata temu kiedy już tu
          pracowałam. W ciągu dnia wysyłaliśmy sobie maile, a wiele z nich, ku jego
          niezrozumieniu, przechowuję. Nawet te poślubne, kiedy pisze miłe rzeczy, więc w
          razie czego mam dowód na to, że wcale nie był taki nieszczęśliwy.
          Boję się tego małżeństwa. Nie chcę, naprawdę nie chcę ciagłych kłótni. Życie
          jest zbyt krótkie, żeby spędzić je na kłótniach i wzajemnym poniżaniu się.
    • scriptus Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 15.09.05, 15:46
      To opis wariata sad
      Jeżeli nie przejaskrawiasz troszeczkę, to masz niezły pasztet.
      Facet nerwowy, czepliwy, niewyrozumiały i trudno z nim zawrzeć jakiekolwiek
      porozumienie. Jeżeli się nie chcesz rozwieść, musisz go pokonać.
      Spróbuj poczytać tę książeczkę, kosztuje tylko 10 zł
      "Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów" Artur Schopenhauer
      www.merlin.com.pl/frontend/towar/122752

      Ja dostałem teraz następną książkę, jeszcze nie przeczytałem, ale zapowiada się
      ciekawie
      Eric-Emmanuel Schmitt
      "Małe zbrodnie małżeńskie (okładka miękka)"
      www.merlin.com.pl/frontend/towar/416586
      A jako kobieta postaw sprawę na ostrzu noża. Powiedz... mam tu faceta,
      rzemieślnika, który nam zrobi remont, na to on pewnie odpowie, że sam zrobi,
      że brak kasy itp. Odpowiedz, że świetnie, to facet przyjdzie tylko np. w
      kuchni, bo się tynk sypie do garnków, a resztę może zrobić on sam... być może
      poskutkuje to tym, że się od razu zabierze za kuchnię... a jeśli się zgodzi na
      ekipę remontową, to przecież też masz problem rozwiązany, bo ekipa sama sobie
      pojedzie do Castoramy wink

      A z tym , że jest nerwus, że go ponosi, też sobie na pewno poradzisz, ale tu Ci
      lepiej poradzą Panie, mają doświadczenie z wpływaniem na nerwowych facetów.
      Moim zdaniem, hałaśliwa kłótnia nie rozwiąże problemów, trzeba sobie dobrze
      przygotować argumenty do rozmowy, wiedzieć, jaką się ma pozycję wyjściową i co
      się chce osiągnąć, jednak ja nie mam doświadczenia w takich układach, nie znam
      metod postępowania.
      • kobietka73 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 15.09.05, 17:07
        KObieto, to co piszesz jest przerażające. Z takim człowiekim nie da się żyć.
        Tylko szkoda, ze to wyszło dopiero po ślubie. Lepiej uciekaj jak najszybciej.
        Nie dziwię się pierwszej żonie, że uciekła....
        • moni976 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 15.09.05, 17:25
          Nie zupełnie po ślubie. Jakieś symptomy widziałam wcześniej, ale zawsze
          słyszałam, że to przez to, że jak się zaczyna spór to ja muszę wracać do domu i
          sprawa pozostaje w zawieszeniu i obydwoje jesteśmy rozdrażnieni. Generalnie
          oceniałam go jako człowieka rozsądnego, zaradnego. Z wieloma trudnymi sytuacjami
          świetnie sobie poradził. Co obiecał to zrealizował. Nawet to rzucenie palenia,
          które sobie obiecywał.
          Wiecie co, ja się na chwilę obecną obawiam, że już więcej nic nie zrobimy, że
          faktycznie nie zależy mu na remoncie i zawsze będzie to okazywał.
          Pewnie ktoś wkońcu napisze, że zachowałam się jak prosta baba, że zdecydowałam
          się na ślub. Tak naprawdę nie wierzyłam, że się zmieni, ale wiele jego cech
          jednak mi odpowiadało, a teraz zastanawiam się, czy naprawdę najlepszym
          rozwiązaniem nie byłoby to, żeby wniósł sprawę o rozwód. Nie sądziłam, że do
          tego dojdzie, ale naprawdę trudno tak żyć jak się czlowiek czuje jak nie u
          siebie. Cokolwiek nie zrobi będzie źle. Tak jak mi obiecał podczas ostatniej
          rozmowy... będę widziała obojętność z jego strony. Tylko dlaczego ludziom,
          wydawałoby się, że na poziomie, tak zależy na dręczeniu innych, na niszczeniu
          życia sobie i najbliższym? Przecież na dobrą sprawę ma tylko mnie.
          Dzięki za spis lektur smile Zstanawiałam się nawet co mężczyźni mają do powiedzenia
          na ten temat.
          Właśnie rozmawiałam z mamą. Kilka tyg. przed ślubem też miał jazdę. Obraził się.
          Pojechałam, żeby dogadać się w kwestii odwoływania ślubu, bo takie już miałam
          nastawienie, ale ponieważ mama była w szpitalu opanował się, przeszło mu i potem
          wszystko było ok, bo chciał tego ślubu. Sam wiele rzeczy załatwiał tak, żeby
          wszyscy byli zadowoleni. Mogłam to odwołać, ale chcialam uzgodnić kwestie
          finansowe, bo jakiś wkład miał. Wkońcu pomyślalam, że się faktycznie stresuje.
          Zastanawiam się jak długo mam czekać. Nie mogę się wyprowadzic, bo to też się
          może obrócić przeciwko mnie. Ale jak żyć w takiej atmosferze. Są kobiety, ktore
          pewnie potrafią, ale ja czuję się z tym fatalnie.
          Nie chcę reygnować posiadania dzieci, ale też nie chcę żeby był to później punkt
          sporny.
          • poranna_rosa3 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 15.09.05, 18:41
            waszym problemem jest chyba to, ze tak naprawde to nie macie zadnych
            problemow. klocicie sie o pierdoly a jak sie komus do sklepu akurat
            nie chce isc to jest z tego powod do rozwodu!
            on straszny nerwus a ty na wszystko reagujesz ucieczka do rodzicow.
            no coz, skoro zawsze po klotni uciekalas do rodzicow zamiast
            porozmawiac i wyjasnic nieporozumienie to sie nie dziwie ze on teraz takie
            teksty do ciebie rzuca.dorosnij zamiast chowac sie pod spodnice mamusi.
            oboje chcecie postawic na swoim i nie ustapicie ani na jote! wieczne hustawki nastrojow, wprowadzki, wyprowadzki, awantury, planowanie slubu, odwolywanie, rozwod, a moze jednak nie? łoo matko, kto by to wytrzymal?
    • tricolour Do Moni976... 15.09.05, 17:36
      ... JEZELI Twoje opowiadanie jest prawdziwe, to jakiekolwiek porady są chyba...
      stratą czasu.

      Nie wiem co poradzić zupełnie niedojrzałym ludziom, bo obawiam się, że mnie nie
      zrozumieją, albo zrozumieją na opak i znów coś zmalują.

      Tu dobry psycholog chyba nawet nie poradzi... chyba trzeba do szkoły podstawowej...
      • wena10 Re: Do Moni976... 15.09.05, 19:14
        O rany! To co opisujesz, to horror! Od lat mam do czynienia zawodowo
        z przemocowcami i daję słowo ten Twój mąż to klasyka. Jak można było napisać
        taki list? Facet próbuje Cię sprowadzić do parteru i jasno pokazać kto tu
        rządzi.
        Moja rada jest taka (bardzo przepraszam za dosadność): przestań być jego
        ofiarą, zanim się do tego przyzwyczaisz, stracisz czas, zdrowie, poczucie
        godności, szacunek do siebie. Idę o zakład, że nic z tego związku dobrego nie
        wyniknie, jeśli nadal będzie dochodziło do takich incydentów. Zęby zjadłam na
        zagadnieniu, więc raczej wiem, co gadam sad
        • clio11 Re: Do Moni976... 15.09.05, 23:22
          Popieram Wenę. I Tricolour-a.
          Daj se siana, kobieto. Szkoda Twoich młodych lat i pięknych oczu. Tego faceta
          nic i nikt nie jest w stanie zmienić. Dobrze się maskował, a Ty dałaś się
          nabrać. Tak czasem, bywa, niestety, gdy ktoś jest bardzo spragniony miłości. A
          potem-albo się wyprze siebie i jest pozornie ok, albo...cierpi tak jak Ty
          dzisiaj. Jesli teraz nic z tym nie zrobisz-będziesz męczyć się w tym związku po
          wsze czasy.
          • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 07:52
            Powiem tak, zgadzam się, że to pewnie klasyczny przypadek niedojrzałości. Nie
            jestem nastolatką i jakieś doświadczenia mam. Mam jednak "żal" do mojego męża,
            że jako facet "po przejściach" nie zapobiegł tej sytuacji. Skoro byłam gotowa
            uniknąć ślubu to trzeba było odwołać i nie szarpalibyśmy sobie nerwów w tej
            chwili, a on poznałby silniejszą psychicznie kobietę, może tak jak ona po
            przejściach, może bardziej niezależną finansowo, która miałaby swoje własne
            mieszkanie i zamiast wkręcać w to rodzinę wróciłaby w swoje 4-kąty, co pewnie i
            tak obróciłoby się przeciwko niej.
            Co do jego poprzedniego małżeństwa... powiem Wam, że starałam się (nie zawsze
            skutecznie) nie zajmować żadnej strony, a czasmi nawet ja zrozumieć. Zdrada...
            owszem... kary godna, ale z drugiej strony widziała, że małżeństwo się rozpada
            to co miała robić. 30-tki nie miała wtedy. Nie poznałam jej osobiście, tzn. nie
            rozmawiałam z nią, ale miałam okazję widzieć i słyszeć ją i je koleżanki z
            bliska i raczej nie byłaby to moja dobrza koleżanka... Ale mniejsza z tym. W
            każdym razie kiedy mąż coś na nią mówił w trakcie rozwodu tłumaczyła, że trzeba
            było do łóżka z nią nie iść skoro była taka fatalna. A oni się znali przed
            ślubem 3 lata...
            W każdym razie mój mąż najwyraźniej lubi się rozwodzić... chociaż...
            zastanawiam się, czy faktycznie zamierza ten pozew złożyć. Nie bardzo wiem jak
            mam się zachować. Wracam do domu zanim on przyjdzie, sprzątam w kuchni, lodówka
            pusta nie jest, miał do tej pory co jeść, ale widzę, że on nie zamierza robić
            zakupów. Ja w domu właściwie nie jem. Biorę jedną kajzerkę do pracy i w pracy
            jem obiad. Obawiam się tylko, że przyczepi się, że ja się kąpię a on za to
            płaci. bo faktem jest, że wszelkie opłaty robi on. Ale nawet jak bym chciała to
            on ma do wszystkich rachunków dostęp, a w szufladzie mu grzebać nie będę.
            W każdym razie niestety nie wdrożył mnie w ten temat. Wiem tylko jaki płaci
            czynsz, ale za mnie nie płaci, bo nie zdążył mnie jeszcze zgłosić w
            spółdzielni. Na ogrzewaniu w zeszłym roku oszczędzał na maxsa, więc dostał
            zwrot. Wiem, że dopłaca za wodę jeżeli przekroczy ryczałt, pewnie za prąd, nie
            wiem jak z gazem, raczej nic nie płaci, bo ma od m2 mieszkania, więc pewnie ma
            to w czynszu. U mnie w domu opłaty wyglądały zupełnie inaczej, bo to był dom
            prywatny, żdnych czynszów. Wszystko z licznika.
            Rodzina i znajomi uważają, że nie powinnam się przejmować takimi rzeczami,
            kupować tylko to co sama potrzebuję. Może uznacie, że mam głupi problem, ale
            nie wiem co teraz może się obrócić przeciwko mnie sad
            Wraca do domu i nie powie nawet "cześć". Fakt, że przed ślubem też potrafił się
            obrażać, ale po rozmowie mu przechodziło. Chyba już o tym pisałam.
            Mama uważa, że powinnam mu dać na przeczekanie. Może tak odreagowuje stres w
            pracy, rzucenie plania (a był nałogowcem), prblemy zdrowotne(niedawno zaslabł w
            pracy, ale badania wykazały, że wszystko jest ok, więc może miał atak migreny).
            Hmmm... też się tym przejęłam. Szefowa zwolniła mnie wtedy wcześniej, żebym się
            nim zajęła. Mama odbierała mu wyniki, żeby nie musiał się z pracy zwalniać, w
            tą sobotę byłam z nim na różnych badaniach w klinice. Nie ma powodu mnie tak
            traktować. Wszyscy byli dla niego życzliwi. Moi rodzice strają się go nadal
            zrozumieć, ale widzą, że z psychiką kruchutko... Nie wiem, może mu głupio, że
            straci te relacje... ma do mnie żal, że poszłam z problemem do rodziców? Ale po
            ślubie ze 3 razy wykorzystał ich w sytuacjach napiętych jako mój punkt
            wyjścia... No to wkońcu miarka się przebrała. Nie wiem, czy dobrze robie
            szukając tak głęboko winy w sobie, bo właśnie takie cechy on wykorzystuje do
            manipulowania mną. Wkońcu uwierzę, że jestem winna, albo... przyzwyczaję się do
            sytuacji, a nie chciałbym, bo naprawdę marzę o dzieciach, facecie, którego ja
            będę wspierała, ale z wzajemnością!
            Wena, interesujące jest to co piszesz, że zajmujesz się takimi przypadkami
            zawodowo. Zawsze interesowały mnie tajniki psychiki ludzkiej (i nic za tym nie
            poszło), więc chętnie bym z Tobą na ten temat porozmawiała, pokorespondowała,
            jeżeli masz ochotę.
            W każdym razie... co mi radzicie...czekać cierpliwie na obrót zdarzeń... zmęczy
            się moją obecnością to zrobi ruch, czy szukać adwokata (może ktoś zna dobrego w
            W-wie) i składać pozew sama???
            • akacjax Re: Do Moni976... 16.09.05, 09:00
              Zastanawia mnie, że juz myślisz o rozwodzie tak realnie. Niby zastanawiasz się
              nad ratunkiem, a o prawie pozew szykujesz.
              On być może nigdy się nie zmieni, ale na chwilę obecną można popróbować.
              Spróbuj z nim pogadać o Twoim uczestnictwie w opłatach za media. To nie sprawa
              książeczki tylko chęci-możesz przelać pewną sumę na jego konto z napisem za
              wodę i prąd.
              Ja zapewne z obecnym doświadczeniem już bym uciekała, ale może trzeba spóbować
              oswoić sytuację.
              Bo z drugiej strony tym sposobem trzeba by chyba rozwieść większość małżeństw.
            • bellima Re: Do Moni976... 16.09.05, 09:05
              moni976 napisała:

              > Powiem tak, zgadzam się, że to pewnie klasyczny przypadek niedojrzałości. Nie
              > jestem nastolatką i jakieś doświadczenia mam. Mam jednak "żal" do mojego męża,
              > że jako facet "po przejściach" nie zapobiegł tej sytuacji.


              Pamiętaj zawsze o jednym: to TY odpowiadzasz za SWOJE życie. Zakładanie z góry,
              że facet starszy/po przejściach jest od Ciebie mądrzejszy i dojrzalszy, i to ON
              dobrze ma pokierować TWOIM życiem- to błąd!
              Ty to ty, On to on, możecie stworzyć MY- ale nie na zasadzie podporządkowanej
              relacji uczennica-jej doświadczony kurator. tym bardziej że licznymi kłótniami
              domagasz się również władzy w tym układzie. Troche to pokrętne ale powinnaś to
              przemyśleć by w kolejnym związku nie popełnic takiego samego błędu.
              Staraj się "rozmawiać" nie kłótniami i obrazaniem się, ale spokojnie i z
              konkretną puenta na końcu.


              >Skoro byłam gotowa
              > uniknąć ślubu to trzeba było odwołać i nie szarpalibyśmy sobie nerwów w tej
              > chwili,

              To też była Twoja decyzja. Weż odpowiedzialność też na siebie. Nie na zasadzie
              Twojej "winy" ale potrzeby zmierzenia się z sytuacją i "wzięcia byka za rogi".
              Po co się pakować w slub z facetem który tuz przed ślubem chce odwoływać? Nie
              zastanoiło cię, że należy go jeszcze "poobserwować" wcześniej? Czasu nie
              cofniesz. Jestes mądrzejsza o doświadczenie. Myśl co jest teraz, i co ze stanem
              obecnym możesz zrobić.


              >a on poznałby silniejszą psychicznie kobietę, może tak jak ona po
              > przejściach, może bardziej niezależną finansowo, która miałaby swoje własne
              > mieszkanie i zamiast wkręcać w to rodzinę wróciłaby w swoje 4-kąty, co pewnie
              i> tak obróciłoby się przeciwko niej.

              > Co do jego poprzedniego małżeństwa... powiem Wam, że starałam się (nie zawsze
              > skutecznie) nie zajmować żadnej strony, a czasmi nawet ja zrozumieć. Zdrada...
              > owszem... kary godna, ale z drugiej strony widziała, że małżeństwo się rozpada
              > to co miała robić. 30-tki nie miała wtedy. Nie poznałam jej osobiście, tzn.
              nie> rozmawiałam z nią, ale miałam okazję widzieć i słyszeć ją i je koleżanki z
              > bliska i raczej nie byłaby to moja dobrza koleżanka... Ale mniejsza z tym. W
              > każdym razie kiedy mąż coś na nią mówił w trakcie rozwodu tłumaczyła, że
              trzeba> było do łóżka z nią nie iść skoro była taka fatalna. A oni się znali
              przed > ślubem 3 lata...
              > W każdym razie mój mąż najwyraźniej lubi się rozwodzić... chociaż...
              > zastanawiam się, czy faktycznie zamierza ten pozew złożyć. Nie bardzo wiem jak
              > mam się zachować. Wracam do domu zanim on przyjdzie, sprzątam w kuchni,
              lodówka> pusta nie jest, miał do tej pory co jeść, ale widzę, że on nie zamierza
              robić > zakupów. Ja w domu właściwie nie jem. Biorę jedną kajzerkę do pracy i w
              pracy
              > jem obiad. Obawiam się tylko, że przyczepi się, że ja się kąpię a on za to
              > płaci. bo faktem jest, że wszelkie opłaty robi on. Ale nawet jak bym chciała to
              > on ma do wszystkich rachunków dostęp, a w szufladzie mu grzebać nie będę.
              > W każdym razie niestety nie wdrożył mnie w ten temat. Wiem tylko jaki płaci
              > czynsz, ale za mnie nie płaci, bo nie zdążył mnie jeszcze zgłosić w
              > spółdzielni. Na ogrzewaniu w zeszłym roku oszczędzał na maxsa, więc dostał
              > zwrot. Wiem, że dopłaca za wodę jeżeli przekroczy ryczałt, pewnie za prąd, nie
              > wiem jak z gazem, raczej nic nie płaci, bo ma od m2 mieszkania, więc pewnie ma
              > to w czynszu. U mnie w domu opłaty wyglądały zupełnie inaczej, bo to był dom
              > prywatny, żdnych czynszów. Wszystko z licznika.
              > Rodzina i znajomi uważają, że nie powinnam się przejmować takimi rzeczami,
              > kupować tylko to co sama potrzebuję. Może uznacie, że mam głupi problem, ale
              > nie wiem co teraz może się obrócić przeciwko mnie sad
              > Wraca do domu i nie powie nawet "cześć". Fakt, że przed ślubem też potrafił się
              > obrażać, ale po rozmowie mu przechodziło. Chyba już o tym pisałam.
              > Mama uważa, że powinnam mu dać na przeczekanie. Może tak odreagowuje stres w
              > pracy, rzucenie plania (a był nałogowcem), prblemy zdrowotne(niedawno zaslabł
              w> pracy, ale badania wykazały, że wszystko jest ok, więc może miał atak
              migreny).>
              > Hmmm... też się tym przejęłam. Szefowa zwolniła mnie wtedy wcześniej, żebym się
              > nim zajęła. Mama odbierała mu wyniki, żeby nie musiał się z pracy zwalniać, w
              > tą sobotę byłam z nim na różnych badaniach w klinice. Nie ma powodu mnie tak
              > traktować. Wszyscy byli dla niego życzliwi. Moi rodzice strają się go nadal
              > zrozumieć, ale widzą, że z psychiką kruchutko... Nie wiem, może mu głupio, że
              > straci te relacje... ma do mnie żal, że poszłam z problemem do rodziców? Ale po
              > ślubie ze 3 razy wykorzystał ich w sytuacjach napiętych jako mój punkt
              > wyjścia... No to wkońcu miarka się przebrała. Nie wiem, czy dobrze robie
              > szukając tak głęboko winy w sobie, bo właśnie takie cechy on wykorzystuje do
              > manipulowania mną. Wkońcu uwierzę, że jestem winna, albo... przyzwyczaję się
              do > sytuacji, a nie chciałbym, bo naprawdę marzę o dzieciach, facecie, którego
              ja > będę wspierała, ale z wzajemnością!


              To co napisałas o waszym mieszkaniu i relacjach to jakis horror. Stworzyliście
              super toksyczny układzik, oboje zupełnie niedojrzali do małżeństwa i
              partnerstwa, ty pełna pretensji wkładajaca się sama w rolę ofiary i on z
              sadystycznymi zapędami...
              Jeśli zamierzacie zostać ze soba pod jednym dachem to najpierw idzcie razem na
              terapię. Taka huśtawka jaką sobie fundujecie to zbrodnia na psychice... po co ci to?
              • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 09:22
                Może faktycznie za bardzo się przejmuję i stawiam w sytuacji ofiery.
                To, że mówię tak realnie o rozwodzie w tak krótkim czasie... mówię, bo wydaje
                mi się, że lepiej teraz niż za rok, czy dwa, a jak pare osób tutaj zauważyło,
                prawdopodobnie on się nie zmieni, bo uważa, że ma rację. Rozmawiałam z nim o
                terapii u psychologa, ale on uważa, że on panuje nad sobą i jest jaki jest. Tak
                mu dobrze, sam decyzuje o swoim życiu. Nie ma znajomych, bo nie chce, żeby ktoś
                mu dawał rady, jeżeli sam nie zawsze postępuje tak jak powinien.
                Wcześniej mówił, że nie chce odnawiać kontaktów ze znajomymi, bo nie chce, żeby
                żona się dowiedziała o jego planach życiowych i np. nie zwróciła do sądu o
                podwyższenie alimentów tak na złość,żeby mu za dobrze nie było. No to uznałam,
                że faktycznie, pośpiech nie jest wskazany. Ona ma rodzinę, u której mieszka, a
                on nie ma w trudniejszej sytuacji, o którą wcale nie jest trudno w tej chwili,
                do kogo się zwrócić o pomoc finansową. Jest to facet niezwykle ostrożny, pewnie
                dlatego, że zdany był od kilku lat (śmierci matki) na siebie. To w nim doceniam.
                Ale teraz wyraźnie daje mi do zrozumienia, że lepiej mu było samemu. Może
                dlatego, że już sam nie jest.
                A co do wyciagania ręki... wydaje mi się, że kwestia, że jednak wróciłam na
                drugi dzień to jakaś forma wyciągnięcia ręki. Sam prosił, a jak się pojawiłam
                to wszystkiego się wyparł i znowu mnie odsyłał do rodziców. Ale tym razem nie
                uległam. Mam wrażenie, że teraz czeka, aż mnie "zmęczy" psychicznie i ja nie
                wrócę któregoś dnia z pracy.
              • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 09:25
                Ja się naprawdę nauczyłam w ciągu tych 3 lat związku gryźć w język kiedy byłam
                prowokowana. Zapewniam, że kiedyś byłam kłotliwa, a teraz potrafię spasować i
                ustąpić, ale przyznacie chyba, że nie można całe życie ustępować, bo to jego
                też zmęczy, że nie mam zdania. Zresztą, to też zdarzało mi się słyszeć, że mu
                nie doradzam, a jak doradzałam to nie mówiłam tego co chciałby usłyszeć.
                • akacjax Re: Do Moni976... 16.09.05, 09:48
                  facet chyba jednak psychiczny, bo jeżeli coś każe Ci kupić, zrobić wg Twojego
                  pomysłu, a potem mówi, że to źle, wycofuje się z tego, co powiedział itd...to
                  nie wiem jak żyć w takiej huśtawce, naprawić związku chyba nie naprawisz,
                  chyba, że wystarczy Ci tkwienie w nim
                  • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 09:58
                    Aż taką masochistką nie jestem! Ja już nie jestem w stanie zufać facetowi,
                    który tak się zachowuje. Qrcze, ja potrzebuję poczucia bezpieczeństwa nie tylko
                    finansowego, bo z tym różnie bywa. Ja mam chyba inne wzorce z domu wyniesione.
                    Moi rodzice też miewali kryzysy, ale jak już ktoś wyciągał rękę, z reguły
                    ojciec, to mama, mimo swojej zawziętości ustępowała. Ja swojego czasu była
                    bardziej zawzięta od niej, ale zrozumiałam, że popełniam błąd, bo wkońcu to ja
                    muszę przepraszać, chociaż pierwotnie ja byłam przepraszana, ale nie chciałam
                    ustąpić i druga strona pasowała. Ale jak mówię, z moim mężem się to nie
                    sprawdziło już przed ślubem i pracowałam nad tym i szukam dialogu. Tym razem
                    też i skończyło się niczym.
                    Poza tym jestem od tego, żeby mu pomóc, więc skoro mówię, że ma problem ze sobą
                    to (chociaż domyślam się, że to trudne) powinien sobie chcieć dać pomóc. Ale on
                    jest na to za dumny.
                    Ja sobie pomyślę, że już po ślubie mój mąż powtarzał, że za jakiś czas chciałby
                    ze mną wziąć kościelny ślub, unieważniając kościelny...
                • bellima Re: Do Moni976... 16.09.05, 10:03
                  Moni,
                  jest jeszcze różnica między "ustępować" a "dochodzić z kims do
                  satysfakcjonujacego obie strony porozumienia".

                  ustępowanie przed głupotą jest ...głupotą.
                  rozmowa przez kłótnie z agresywnym osobnikiem do niczego sensownego nie doprowadzi.

                  czy jesteście z soba z miłości czy innych(zakamuflowanych?) potrzeb(braków)?
                  (wspominałaś na początku o "o,ten mnie wreszcie okiełzna...")

                  negatywna rywalizacja,licytowanie się w związku- "ja jestem lepsza a ty gorszy"
                  i odwrotnie, nie prowadzi do pozytywnego rozwoju tegoż związku.

          • marek351 Re: Do Moni976... 16.09.05, 10:00
            Zwróćcie uwagę, że wypowiedź (i zarazem ocena sytuacji) moni976 jest
            subiektywna. Gdyby jej mąż napisał podobnego posta, "jeżdżąc po moni976", to
            prowdopodobnie dostałby podobne porady.
            Dlatego potrzebny im jest zewnętrzny obserwator (terapeuta, mediator)
            aby "uchwycił" to co jest dla nich najważniejsze i pokazał co ich łączy (lub że
            nic ich nie łączy). Trzecia osoba jest zazwyczaj obiektywna (zwłaszcza jeśli ma
            profesjonalne przygotowanie).

            Marek
      • marek351 Re: Do Moni976... 16.09.05, 09:55
        > Tu dobry psycholog chyba nawet nie poradzi...

        Ja bym jednak zaryzykował i dał szansę doświadczonemu terapeucie.
        Obydwoje jednak musieliby się świadomie zdecydować na terapię.

        Marek
        • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 10:03
          Szczerze, ja się psychologa nie boję. Uważam, że to nic wstydliwego jak ktoś
          sobie nie radzi ze sobą.
          On kiedyś podobno był, jako nastolatek chyba. ale psycholog stwierdził, że jest
          nadpobudliwy, ale z wiekiem z tego wyrośnie, bo jest inteligentny.
          On nawet u wróżek był... i ja niby byłam mu pisana. Tzn. wszystko na to
          wskazywało, że to ja. Ale jedno się tu nie sprawdza... w tym roku miało mu się
          urodzić dziecko.
          • bellima Re: Do Moni976... 16.09.05, 10:06
            Moni, ...ja cie bardzo prosze, duza juz jesteś... nie zdecydowaliscie sie chyba
            na małżeństwo dlatego że w pasjansie tak wyszło?
            • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 10:19
              Kochana, ja nie, wygląda na to, że on wziął to zbyt poważnie smile
              Ja tam u wróżki nigdy nie byłam.
              • marek351 Re: Do Moni976... 16.09.05, 11:32
                Utwierdzam się w przekonaniu, że potrzebna wam terapia (jemu chyba nawet
                bardziej).

                Marek
                • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 11:38
                  Akurat temu kto nie bierze jej pod uwagę sad
                  Ja się tylko zastanawiam, czy taka terapia odniesie skutek w przypadku osoby,
                  kótra jest zdania, że nikt nie powinien kierować jego życiem, bo on wie
                  najlepiej jak powinien postępować i swoje zachowanie uważa za objaw
                  niezależności.
                  • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 11:40
                    Ale dzięki za sugestię.
                  • marek351 Re: Do Moni976... 16.09.05, 11:46
                    moni976 napisała:

                    > Ja się tylko zastanawiam, czy taka terapia odniesie skutek w przypadku osoby,
                    > kótra jest zdania, że nikt nie powinien kierować jego życiem, bo on wie

                    celem terapii nie jest kierowanie życiem, tylko pomoc w wielu zagadnieniach:
                    np. w poprawie komunikacji, dostrzeganiu partnera (jego uczuć, reakcji, etc.),
                    zrozumieniu swoich własnych zachowań, "wyświetleniu i nazwaniu" problemów,
                    nauce konstruktywnego rozwiązywania problemów ... i w całej masie innych
                    tematów.

                    Marek
                    • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 11:51
                      Ok, w takim razie mam na myśli osobę, która nawet znajomych nie ma, bo nie lubi
                      jak ktoś go poucza, bo sama zna siebie najlepiej.
                      Poza tym skutek może być taki, że ja będę słyszała co to psycholog na mój temat
                      powiedział, ale on sam nie weźmie sobie do serca tego co usłyszał na swój temat.
                      Moim (i nie tylko) zdaniem on ma kompleksy i nie przyznaje się do nich nawet
                      przed samym sobą.
                      • bellima Re: Do Moni976... 16.09.05, 11:56
                        Czy tylko ja mam wrazenie, ze Ty go nawet za bardzo nie lubisz...?
                        • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 12:04
                          Wiesz co, ja go kocham, bo potrafi(-ł) być uroczy, widać było, że chce stowrzyć
                          rodzinę lepszą niż miał, tylko nie bardzo potrafi. Moich znajomych
                          zaakceptował, chociaż nie od razu chciał ich poznać.
                          Ale słuchając go ostatni raz we wtorek, że wszyscy są głupi tylko on mądry, że
                          nie chce nigdzie wychodzić, bo to rodzi konflikty, to mi się niedobrze zrobiło.
                          Ja kiedy coś mi w człowieku przeszkadza to przeszkadza... muszę sobie pogadać,
                          ale żeby aż tak mieć negatywny stosunek do ludzi? Żeby wszystkich traktować jak
                          wrogów?
                      • marek351 Re: Do Moni976... 16.09.05, 14:17
                        To co napisałaś jest kolejnym dowodem na to, że ktoś powinien wam (a
                        szczególnie jemu) pomóc. Takie wyalienowanie z otoczenia (jeśli rzeczywiście ma
                        miejsce) jest niepokojące, a konsekwencji może prowadzić nawet do stanów
                        paranoidalnych.
                        Nie obawiaj się co psycholog powie na Twój czy jego temat. Może otworzy wam
                        oczy na siebie i ujrzycie się w innym świetle?
                        Zależy też jaki ma być cel terapii.

                        Marek
                  • bellima Re: Do Moni976... 16.09.05, 11:47
                    moni,
                    uważasz ze "on jest chory".
                    wątpisz czy jest w stanie się zmienic.
                    jestes z nim od 3 lat.
                    wyszłas za niego.
                    stworzyliście chory układ w którym ciągle tkwisz.
                    nawet jeśli to on jest zdecydowanie bardziej chory
                    to na takim etapie terapia potrzebna jest WAM.

                    albo się pakuj i zapomnij o tym krótkim incydencie nazwanym przez was małżenstwem.




                    • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 11:55
                      I tutaj jest pies pogrzebany. Nie wiem jaki ruch wykonać, żeby on nie
                      wykorzystał go przeciwko mnie. Najchętniej w tej chwili zabrałabym to co moje i
                      odeszła, ale co dalej? Jak to może być postrzegane przez sąd? Co będzie jeżeli
                      nawet ja, nie czekając na jego krok wystąpię o rozwód, a on będzie robił
                      problemy. Sam powiedział, że jak będzie chciał to separacja potrwa i z 8 lat.
                      Mam wrażenie, że to co w mailu to jedno, a to co on zamierza zrobić to drugie.
                      Ja na pewno pójdę do psychologa... żeby kolejny raz nie poddać się szantażowi
                      emocjonalnemu i żeby ewentualny kolejny związek mnie nie przerósł.
                      • bellima Re: Do Moni976... 16.09.05, 12:03
                        Czyli juz postanowiłas że to koniec? Poradz się może prawnika żebys była pewna
                        wszystkich swoich praw i skutków tego co zrobisz. Znając swoje prawa nie
                        pozwolisz się mu zastraszać.
                        • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 12:09
                          Biorę pod uwagę, że jemu może przejść, ale nie chcę przeżywać tego znowu za
                          jakiś czas.
                          Jeżeli przez najbliższy czas nic się nie zmieni, w sensie on nie zacznie mówić,
                          to idę do adwokata. Zastanawiam się, czy nie spróbować z nim jeszcze
                          porozmawiać, ale po wtorkowej rozmowie i jego zachowaniu z ostatnich dni nie
                          bardzo wierzę, że próba dialogu coś zmieni,a jeszcze sie zestresuję, i znowu
                          zrobię coś głupiego, bo on mi znowu coś powie, co mnie rozbije, albo zacznie
                          straszyć. Sam napisał ten list, więc tak naprawdę on powinien działać. Ale
                          poprzednio to on składał pozew więc może uznał, że mi nie ułatwi sprawy. Poza
                          tym jemu się nie śpieszy. Tak mi się wydaje w każdym razie. Jemu jest tak
                          wygodnie. Po co mu dodatkowe niespodziewane koszty...
                          • moni976 Re: Do Moni976... 16.09.05, 12:24
                            Chyba lepiej, że wiem czego chcę, niż mam się nadal szamotać i zastanaiwć, że
                            może się zmieni, że może dziecko... W to nie wierzę!
                            Ja naprawdę odnoszę wrażenie, że on wziął ten ślub, żeby mówić o rozwodzie.
                            Kupiłam dwa komplety sztućców, żeby było na większą ilość osób, to stwerdził,
                            że pewnie, żeby było łatwiej po rozwodzie podzielić. Kilka dni temu miałam
                            nietęgą minę, bo mnie ofuknął rano mało przyjemnie, o jakąś pierdołę, to mi
                            przez cały dzień wypisywał, że czego nie zrobi to jest źle, że trzeba było nie
                            barc z nim ślubu. To mu odpisywałam, że nie, że wszystko jest ok, tylko taki
                            miałam poranny kryzys (6 rano), że się cieszę, że rzucił palenie, że go kocham.
                            Nie trafiało, ale do naszego spotkania mu przeszło.
                            Ja wiem, że on już raz się rozwiódł, ale jego kolega też ożenił się drugi raz,
                            też dostał od pierwszej żony szkołę przetrwania, ale po co ciągnąć to za sobą w
                            kolejny związek? I już na początku szukać powodów do rozwodu.
                            To może się rozwieść i już nie brać ślubu?

                      • marek351 Re: Do Moni976... 16.09.05, 14:22
                        Chyba najpierw sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie: czego Ty chcesz?
                        A forum Ci w tym nie pomoże.
                        Jak na razie to widzę w Tobie ogromne niezdecydowanie. Jeśli go kochasz, to
                        powinno Ci chyba zależeć, aby jemu (a w rezultacie wam obojgu) pomóc?
                        Jeśli go nie kochasz, to zacznij pakować walizki, bo inaczej będziesz się
                        męczyć w nieskończoność.

                        Marek
    • bursztynowe Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 16.09.05, 10:03
      Polecam lekturę:
      Karen Horney "Neurotyczna osobowść naszych czasów"


      I będzie ciężko, uprzedzam...


      PS A tak w ogóle, czemu z nim byłaś?
      • moni976 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 16.09.05, 10:18
        Też zadaję sobie to pytanie... bo świetnie sobie radził w trudnych sytuacjach
        codziennych. Wszystko potrafi załatwić, bo musiał. Już to chyba pisałam.
        Oczywiście, sama załatwiam wiele swoich spraw z powodzenie, ale w domu
        rodzinnym ja dorzucałam się pieniędzmi, a opłaty robili rodzice. Zakupy dla
        siebie robiłam ja. Liczyłam pieniążki, żeby nie siedzieć na ich garnuszku.
        Rodzice to też nie osoby, które stać na to, żeby mieć wieczne dziecko, więc jak
        przesadzałam z wydatkami to zwracali mi na to uwagę, żbym się potem z brutalną
        reczywistością nie zetknąć.
        Co jeszcze? Wiele nas łączyło... miłość do zwierząt, mieliśmy wspólne marzenia
        dotyczące stworzenia domu, jest uczciwy (ufałam mu, każdą wolną chwilę
        spędzliśmy razem, czasami mi tylko wypominał, że z nim nie mieszkam, bo
        mielibyśmy tego czasu dla siebie jeszcze wiecj, bo w tygodniu pracował do
        późnych godzin wieczornych). To co mi w tej chwili przychodzi do głowy.
        • clio11 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 16.09.05, 12:12
          Dość enigmatycznie piszesz o byłej żonie swojego męża. Jak to się stało, że ona
          mieszka u swojej rodziny (z dziećmi?) a on został sam w ich mieszkaniu? Czy ją
          spłacił? Czy rozsądnie podzielili majątek? Dlaczego ukrywa przed byłą żoną swój
          stan majątkowy, czy to taka harpia, która rzuca się na każdy grosz? A jesli się
          rzuca, to czy wydaje go na siebie czy dzieci?
          Z Twoich słów powstał mi obraz nieciekawego faceta, który dla kaski zrobi
          wiele. Fakt, że pieniądze dają pewną niezależność, ale wszystko ma swoje
          granice, czasem tylko moralne, ale-ma.
          Czy wiążąc się z Tobą nie był na etapie rozwodu/rozstania, czy nie potrzebował
          Cię wtedy tylko jako bufora bezpieczeństwa, skoro nie ma nikogo? A jesli na
          prawdę nie ma nikogo-pozwól mu byc samemu. Litujesz się nad kimś, kto na te
          Twoją litość i szczere uczucia liczy, pogrywając sobie nieelegancko Twoimi
          emocjami i życiem.
          Mieszanina uczuć i finansów, z przewagą finansów-to nie rokuje dobrze (nie
          wyobrażam sobie, żeby mi Exio wyliczał opłaty za wodę, nawet w najgorszych
          czasach naszego związku).
          Pytasz-jakie podjąć kroki.Moja rada jest taka-wyprowadź się, bo sama piszesz,
          że masz gdzie. I spokój. Jeśli gość chce być wolnym strzelcem, a na tym chyba
          teraz najbardziej mu zalezy-niech będzie.Na siłę nie uszczęśliwisz ani jego,
          ani siebie. Skoro to jego mieszkanie to mu je po prostu zostaw.
          Chcesz koniecznie z dnia na dzien odzyskać stan wolny? Złóż wniosek rozwodowy i
          opisz w nim TO WSZYSTKO, co napisałaś nam. Możesz nawet skopiować.
          Tu tradycyjnie napiszę-tyle ja.
          • moni976 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 16.09.05, 12:38
            Mieszkali u jego matki, która zmarła w tym czasie kiedy ona sie wyprowadziła.
            Matka była chyba w szpitalu. Mieszkanie to spadek po jego matce. On przez jakiś
            czas mieszkała u jakiegoś faceta (podobno), ale wróciła do rodziców. Syn
            mieszkał z nim, ale sprawa trafiła do sądu i dziecko trafiło do matki. Ona nie
            dawała mu kasy jak syn mieszkał z nim. On zrobił zlecenie stałe i co miesiąc
            pieniądze na syna trafiają na jej konto.
            Czemu ukrywa swój majątek przed żoną... bo wolałby dawać kasę synowi niż jej.
            Jak mieszkał z nim chodził na basen, pływał nażaglówkach, a przy niej siedzi na
            pdwórku. Wolałby zapłacić mu za jakieś zajęcia, ale jak młody chodził z nią na
            piłkę nożną, to jej towarzystwo rodziców nie odpowiadało i go zabrała.
            Na żaglówki nie chce z nim jeździć, bo to pod W-wą. A poza tym nie chce, żeby
            młody widywał się z ojcem sam na sam. Podejrzewaliśmy, że nie chce, żeby coś
            powiedział ojcu na temat swoich wyników w szkole, albo jej życia. Bo z tego co
            słyszłam nawet od jego ciotki, to ona ma dosyć wybujałą fantazję.
            Tyle. Nie bardzo chciałabym wchodzić w szczegóły.
            Jak wiadomo... wina jest po obu stronach.
            • clio11 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 16.09.05, 14:48
              No, tak...Jak często bywa-postawa typu-wszyscy są winni, tylko nie ja,
              biedniutki, krzywdzony przez wszystkich. Miałam napisac, żeby Twój (jeszcze)
              partner opłacił synowi w takim razie lekcje języka obcego, ale to już chyba
              średnio Ciebie dotyczy. Skoro chce byc sam-niech więc sam rozwiązuje swoje
              problemy.
              Nie podoba mi sie ten gość. Zresztą-dżentelmeni nie wyrażają się źle o swoich
              byłych kobietach.


              • moni976 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 16.09.05, 15:13
                Z tym się zgodzę. Też mnie to niepokoiło, chociaż pointa była zawsze, że winne
                są obydiwe strony.
                Wiem na pewno, że źle zrobiłam decydując się na ten ślub, bo wątpliwości
                miałam. Ale... 1. bycie nerwowym to nie powód, żeby kogoś przekreślać
                (pamiętam, że kiedyś palnęłam mu coś co go wyprowadziło z równowagi, faktycznie
                było mało przyjemnie. Wkońcu ja go przeprosiłam, on się uspokoił i zaczął
                przepraszać, wytłumaczył mi co go tak uraziło. I sytuacja już się nie
                powtórzyła) 2. pierwotnie jego status zupełnie mnie do niego zniechęcał, ale
                zmieniłam zdanie... każdy może popełnić błąd, 3. stanowczość-uznałam to jednak
                za jego cechę pozytywną, obraca się przeciwko mnie, 4. wiele razy wałkowaliśmy
                temat mieszkania-wiedziałam, że mogę mieć dyskomfort mieszkając w mieszkaniu,
                do którego nie mam praw, ale zawsze słyszłam, że z czasem to ureguluje, a
                prędzej ja się wyprowadzę, niż on mnie wyrzuci. No to stara się mnie uprzedzić.
                Ale ponieważ teraz działa tak, aby mi udowodnić, że lekko nie będzie, to nie
                chcę się męczyć.
                Wcześniej różne moje argumenty trafiały do niego, teraz po rozmowie dał mi do
                zrozumienia, że koniec z pracą nad nim. A przecież wielu ludzi, żeby nie
                niszczyć sobie życia, pracuje nad sobą, czy to przed, czy po ślubie.
                Może faktycznie forum to nie jest miejsce do załatwiania takich spraw. Ale tak
                naprawdę myślałam, że może ktoś mi zasugeruje co zrobić, żeby się nie wykończyć
                i jemu też życia nie zatruwać.
                Czy powinnam się wyprowadzić, czy czekać, aż on zaproponuje rozwód, bądź
                samodzielnie złożyć pozew. Czy może mi to utrudniać, czy jest jakaś granica
                jeżeli jedna ze stron eweidentnie chce rozwodu.
                • kobietka73 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 16.09.05, 18:06
                  Moni! Jesteś dorosłą kobietą i sama powinnaś wiedzieć najlepiej co jest dla
                  Ciebie najlepsze. Dorośnij kobieto!!!!! Nikt Ci nie powie co masz robić!!!!!
                  Nie jesteś dzieckiem!!!! Powinno to już do Ciebie dotrzeć. Męczysz się w
                  toksycznym związku? Wyprowadź się i skończ to. W Twoim przypadku rozwód będzie
                  tylko formalnością - ani dzieci, ani majątku wspólnego nie macie. Dwie, trzy
                  rozprawy i po kłopocie. Nawet adwokat nie będzie potrzebny.
                  Chcesz ratować małżeństwo? To mieszkaj z nim i szukaj porady u terapeuty.
                  Tylko, na litość boską, zdecyduj się wreszcie czego naprawdę chcesz i czego
                  oczekujesz od życia?????!!!!!!!!!!!
                  • moni976 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 17.09.05, 12:22
                    Nie chcę żyć w toksycznym związku. Dzisiaj zaniosłam mu upsarin, bo słyszałam
                    jak kaszle i ma katar. Nie chciał. Pytam, co zamierza robić, czy chce się
                    rozwieść. Stwierdził, że nie zamierza ze mną rozmawiać i czy zawsze musi robić
                    to co ja chcę... Wyszłam z pokoju, a potem z mieszkania do rodziców, bo nie
                    miałam ochoty spędzić kolejnego dnia w tej atmosferze.
                    Najchętniej wyprowadziłabym się, ale nie chcę, żeby ten człowiek stwierdził
                    potem, że to ja od niego odeszłam.
                    Wpędziłam się w g... Wygląda na to, że kompletnie nie znam się na ludziach sad
                    • wena10 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 17.09.05, 21:57
                      Moni, chętnie pogadałabym z Tobą na temat mechanizmów działania przemocowca,
                      ale wybacz nie bardzo mi na to czas pozwala (a raczej jego brak), a nie chcę
                      Cię zbywać półsłówkami. Ale w zamian polecę Ci lekturę obowiązkową:
                      1. Susan Forward, Dlaczego on nie kocha, a ona za nim szaleje
                      2. Robin Norwood, Kobiety, które kochają za bardzo i ciągle liczą na to, że on
                      się zmieni

                      Przeczytaj to koniecznie, a sama wiele zrozumiesz i mam nadzieję pomoże Ci to
                      ogarnąć sytuację, w której się znalazłaś.
                      • moni976 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 21.09.05, 07:19
                        Ok, rozumiem smile Ale dziękuję za polecone lektury. Mam nadzieję, że pomogą mi w
                        odpowiedzi na moje pytania. Pozdrawiam Cię.
    • nangaparbat3 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 18.09.05, 20:27
      Najpierw pomyslałam, że to człowiek ciężko zaburzony i że prędzej czy później
      zacznie bić. I w tych spostrzeżeniach nie rożnię się od większości, i jak oni
      uważam, że lepiej sie rozstać.
      Swoja drogą ja bym zwiała juz dawno, zwłaszcza jesli rodzice chcą Ci pomóc. I
      nie tylko dlatego, że bałabym się, co on jeszcze wymysli, nie tylko dlatego, ze
      nie znioslabym sytuacji, kiedy ktoś daje mi odczuć, że nie jestem u siebie, ale
      też dlatego, ze nie umiałabym tkwić tam z rozmysłu. Jak na jednej szali położyć
      to, co facet wyprawia, a na drugiej ewentualność, że bedzie się starał o rozwód
      z orzeczeniem Twojej winy, to "tu i teraz" dla mnie by przeważyło.
      Ale jest też jeszcze coś. Piszesz:
      >Wiesz co, ja go kocham, bo potrafi(-ł) być uroczy, widać było, że chce
      >stowrzyć
      >rodzinę lepszą niż miał, tylko nie bardzo potrafi. Moich znajomych
      zaakceptował,

      Z tego wynika, że go po prostu nie kochasz. Przecież nie kocha się kogoś "za
      coś", jak się kocha, to z całym dobrodziejstwem inwentarza.
      Wiesz, sama kiedys w tym wieku co Ty wpadłam w pułapkę toksycznego związku, z
      czasem zrozumiałam, że tkwiłam w nim w duzej mierze z powodu presji rodziny i
      znajomych - przed 30. trzeba było złapać męża i urodzic dziecko. Na szczęście
      mnie porzucił.
      • moni976 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 19.09.05, 09:01
        Tak, znam tą teorię, że "kocha się nie za coś, ale pomimo czegoś". Nie będę
        więc, tłumaczyć, czym jest to co do niego czuję. Nie miejcie mi tego za złe.
        W każdym razie wkońcu udało mi się z nim porozmawiać, chociaż nie wtedy kiedy
        ja o to prosiłam, bo jak to on stwierdził, nie będzie robił zawsze tego co ja
        chcę, tylko jak on znowu zrobił akcję "pakuj się, bo od tyg. już tu nie
        mieszkasz", po czym jak wyjaśnił, że nie zamierza robić problemów na sprawie
        rozwodowej, bo sąd to nie bazar, i chce wyjść z niego z twarzą, ja zaczęłam się
        zbierać, to miałam "powrót" i nakaz pozostania do poniedziałku (była sobota
        wieczorem). Wiecie co... on koniecznie chce usłyszeć, że wróciłam, bo poczuwam
        się do winy, a nie dlatego, że chcę wyraźnie usłyszeć co dalej.
        Z drugiej strony ani nie chciał w piatek, żebym mu zrobiła kolację jak wrócił o
        22.30 z pracy, ani nie chciał w sobotę rano Fervexu, który mu przyniosłam mu,
        bo ma katar i kaszle.
        Poza tym znowu usłyszałam, że nie przewiduje żadnego remontu, a niedzielę
        nigdzie nie wyszliśmy. Niby znowu jest miły, ale sytuacja stoi w martwym
        punkcie, a ja jestem pewna, że znowu wybuchnie konflikt kiedy ja wyjdę z jakąś
        propozycją. A nie wyobrażam sobie życia w zdrugą osobą, z którą nie realizuję
        żadnych wcześniej powziętych planów, ani nie robię kolejnych. Poza tym siedzę w
        domu, a jeżeli wychodze to po zakupy spożywcze.
        Przecież to jak w więzieniu.
        • bellima Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 19.09.05, 09:37
          monika, zastanów się chwilę i odpowiedz jednym zdaniem-
          czego TY chcesz?
          • moni976 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 19.09.05, 09:59
            Chcę mieć normalnego partnera, z którym będę potarfiła sie dogadać, i który nie
            będzie czekał, aż ja rozwiążę problem, który powstał, tylko będzie wykazywał
            chęć do współpracy.
            • bellima Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 19.09.05, 10:04
              czy uwazasz, że człowiek którego wybrałaś na męża jest tym właściwym dla Ciebie
              partnerem?
    • gad_forumowy Krótko zwięźle i na temat... 20.09.05, 10:22
      Kopnij w d. tego dzieciaka. Sama wystąp o rozwód i to z orzekaniem o winie.
      Zachowaj materiał dowodowy (e-maile, nagranie na sekretarce, itd). To co
      przeżyłaś to dopiero początek. Później może pojawić się dziecko i wtedy będzie
      problem. Nie wracaj już do niego to nie ma sensu.
      • moni976 Re: Krótko zwięźle i na temat... 20.09.05, 11:22
        To może podzielę się nowinkami, żeby być w porządku w stosunku do Was. W sobotę
        rozmawialiśmy... oczywiscie nie rano, bo on nie chciał, bo "nie bedziemy zawsze
        robić tego co ja chcę", ale po moim powrocie od rodziców (nie chciałam całego
        dnia spędzić w takiej atmosferze). Po powrocie stwierdził, że mnie od tygodnia
        nie ma w tym domu, a właściwie nie wie po co wróciłam. Wytłumaczyłam, że nie
        żeby zakończyć konflikt, tylko wyjaśnić sytuację, dlatego, że nie może mnie ot
        tak wywalić, bo jestem jego żoną, i potem zarzuci mi, że go opuściłam.
        Stwierdził, że z poprzednią żoną nie robił z sądu bazaru i ze mną też nie
        będzie, bo jaką on sobie opinię wystawi. Ale ciagle oczekiwał ode
        mnie "przyzania" się, że wróciłam, bo go kocham, bo chcę z nim być.
        W każdym razie znowu dostałam informację, że nic tu po mnie. Znowu zaczęłam
        zbierać manatki, a ten mnie zatrzymał i stwierdził, że nigdzie nie wyjdę, bo
        nie będę sobie tak wchodzić i wychodzić kiedy mi się podoba. Wkońcu zaczęliśmy
        rozmawiać.
        I jednego jestem pewna... gdyby ktoś z nim porozmawiał to stwierdziłby, że ze
        mną jest coś nie tak (nie zaprzeczam). Wszystko co mówił jest logiczne, a
        zrobił charakterystkę mnie. Tylko jak ja próbowałam powiedzieć coś na jego
        temat to był niezadowolony. co prawda stwierdził, że jak się denerwuję to
        lepiej mu się ze mną rozmawia, bo szybciej mówię. Tia...
        W każdym razie... jak zaczęłam z nim ostro, to chociaż się bronił i próbował mi
        uświadomić, że nie rozwijam sie (padło pytanie jak ja studia skonczyłam (a
        skończyłam w terminie, bez poprawek), jak poddaję się jak tylko pojawiają się
        problemy). Im jestem starsza, tym mniej konsekwentna. Coś w tym jest. Ale jak
        mu zadałam pytanie jak to jest, że tak konsekwentny człowiek, o tak
        usystematyzowanym życiu nic nie realizował do końca, jak tylko pojawiały się
        problemy to uważał, że źle wybrał, to usłyszałam, że to przeszłość, a teraz
        jest odwrotnie... jest konsekwentny. O mniej wiecej tak wyglądała rozmowa.
        Było jeszcze kilka moich uwag, które odrzucił, bo "Ty zawsze musisz mi dos..ać"-
        bo ja nie mogę zrobić jego charakterystyki.
        W każdym razie do porozumienia doszliśmy dopiero na drugi dzień,
        przesiedziawszy cały dzień w domu tak, czy inaczej, raz w miłej, w innym
        momencie w mniej sympatycznej atmosferze.
        Wczoraj wysłał mi maila o tym co sie dzieje w pracy cyt. dyskusję mailową z
        prezesem. Nie za fajnie ma, to fakt, ale mu wyjaśniłam, że nie mam na to
        wpływu, a nie prezesowi, tylko mnie się dostaje. Jakakolwiek próba wsparcia go
        jest bezowocna, bo on nie daje sobie pomóc, a pocieszanie nie zdaje egzaminu.
        Wczoraj wieczorem było miło, poprał, pozmywał po kolacji, byliśmy na zakupach,
        ale... nie jest tak jak powinno być. Ja jestem zdegustowana, boję się kolejnej
        takiej sytuacji.
        Stawiam się tylko w jego sytuacji, matka zmarła mu 4 lata temu, żona odeszła,
        zabrała syna (no, ale do tego pewnie się przyczynił), nie ma rodzeństwa, nie ma
        ojca, nie ma rodzeństwa ciotecznego, tylko jedną ciotkę, która nie założyła
        rodziny. Nie ma znajomych (ale to też jego wybór), a w życiu bywa różnie... nie
        ma od kogo pożyczyć pieniędzy jak coś będzie nie tak, jak nastaną gorsze czasy,
        a musi utrzymać mieszkanie, czy jest z kimś, czy sam. Jest chyba jedyną osobą,
        którą znam, będącą w takiej sytuacji. Ale moja mama uważa, że tym bardziej
        powinien nad sobą pracować, bo ja mam gdzie wrócić, a on moze zostać sam.
        Może gdyby człowiek był świadomy tego, że jest sam na świecie naprawdę boi się
        wszystkiego i udowadnia wszystkim, że nikt mu nie jest potrzebny. Taka forma
        obrony przed atakiem... Próbuję to sobie jakoś wytłumaczyć, co nie znaczy, że
        długo to wytrzymam, bo jak wspominacie dzieci nie mamy, a ja nie zamierzam być
        kimś na kim można się wyładować, bo jest najbliżej.
        Ale jestem pewna... to nie koniec takich sytuacji. Każdy pretekst jest dobry. I
        może on wcale nie chce tak reagować, tylko inaczej nie potrafi.
        • tricolour Szkoda... 21.09.05, 00:54
          ... na Was czasu, dzieci.

          Weźcie łopatki, wiaderka i do piaskownicy.
        • wena10 Re: Krótko zwięźle i na temat... 21.09.05, 21:36
          No tak, grunt to tak poprowadzić rozmowę, byś uwierzyła, że wina absolutnie
          leży po Twojej stronie i że to z Tobą coś nie tak. A właściwie to wszystko nie
          tak. Zebyś się zaczęła nad sobą zastanawiać, gmerać w swoich bebechach,
          wypunktowywać swoje minusy. Każda ofiara przemocy to przerabia. A więc i Ty.
          A pan mąż ma póki co trochę spokoju, spacyfikował, wmówił i znów się czai,
          czai, czai, aż z nagła znów zaatakuje i wywali z grubej rury. Jakaś awanturka,
          ciche dni, szantażyk, wszystko jedno co. Ty, spanikowana i zmęczona, będziesz
          dążyła do konfrontacji, no bo dłużej w takiej atmosferze nie będziesz mogła
          wytrzymać. Pan się łaskawie zgodzi, porozmawia, i owszem, a dlaczego by nie
          miał udzielić Ci tej łaski. Znów Cię tak zmanipuluje, że poczujesz się winna,
          uznasz swoje braki, przyciśnie Cię poczucie winy za zaistniała sytuację. Twój
          pan w tym pozornym czasie spokoju (zakupy, inne pierdoły) będzie już pomału
          zbierał siły do następnego ataku, itd., itd., itd. ....

          A KSIĄŻKI KTÓRE CI POLECIŁAM POCZYTAŁAŚ?
    • gatagta Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 22.09.05, 11:42

      Przedstawie Ci historię związku pewnej dziewczyny,
      którą jej facet posłał po chleb do nocnego sklepu , a w czasie jej nieobecnosci
      wymienił zamki w drzwiach, zostawiając ją o godz.23 na zewnatrz w 1 bluzce.
      Przez ponad tydzien nie miala dostepu do mieszkania, rzeczy, dokumentow(nie byla
      zameldowana). Mieszkala kątem u znajomych,bez dokumentow,podstawowych rzeczy,
      usiłując normalnie chodzic do pracy.. W tym czasie facet śmial się z jej prób
      dostania sie do mieszkania,prośb, gróźb, policja nic mu zrobic nie mogla.
      Np; umówił się z nią że wyda jej rzeczy-ona czeka pod drzwiami z ekipą do
      przeprowadzki- a on podjezdza samochodem z kochanką i jej dziecmi śmiejących się
      z dziewczyny. Facet wykrzyczał, że dziewczyna nie dostanie swoich rzeczy ,poki
      nie przeprosi jego rodzicow za to, że ich śmiała "wmieszać w sprawę" i
      poinformowala o tej sytuacji pytając czy mają zapasowe klucze do mieszkania... I
      pojechal..
      Albo dzwonił, ze jeśli "teraz" przyjedzie do niego to wyda jej rzeczy (północ,
      dziewczyna bez samochodu, w mieszkaniu meble do zabrania)[dziewczyna byłaby
      pojechala wtedy do niego, tak byla zmanipulowana i z klapkami na oczach, gdyby
      znajomi jej nie zatrzymali] ..itd itp
      Głuche telefony, jej czekanie cały dzień przy aparacie czy zadzwoni ze
      strachem,żeby być jak zadzwoni i może zechce rozmawiać ...

      W koncu udalo sie sprzety odzyskac dzieki zmianie rozmawiania z nim(po
      psychologicznym przygotowaniu): wyznanie ze go kocha, ze nie chce juz tych
      rzeczy(cały jej dorobek), ze mu podarowuje wszystko co zostało w mieszkaniu, a
      robi to z miłości, bo zawsze go kochała i jej uczucie było czyste i
      bezinteresowne, że zyczy mu szczescia. Facet zmiękł. Pozwolił jej zabrac
      rzeczy choc nadal tylko na jego warunkach- o godzinie ktorą on wyznaczył, i to
      jej rzeczy przewiozł do nowego mieszkania, zadnych jej znajomych byc przy tym
      nie mogło...Rozstali się.

      Jak myślisz co było dalej?

      Po miesiącu "zrozumiał, że tylko ją kocha", zaczął przychodzić, prosić,
      przymilać, tłumaczyć, że to wszystko stało się dlatego "ze ona się żle
      zachowywała, i on musiał jej to uświadomić i pokazać jak źle postępuje i jak
      jest jeszcze niedojrzała, że ona musi sie zmienić... Wiec to wszystko było z
      miłości do niej..
      (dodam, ze wcześniej ja przekonał np. do:
      - tego, że drobne kradzieże w sklepach samoobsługowych to coś normalnego i są
      dobra zabawą, bo wtedy przy kasie skacze adrenalina... ;
      -tego, że spanie równocześnie z nią i z jego kochanką jest w porządku; -tego,
      że jak kochanka mu rzeczy pierze to ona ma prasować;
      -tego, mimo drugiej kobiety to ona jest tą pierwszą bo nadaje się do tego by
      mu dzieci urodzić;
      -tego, że ludzie są z gruntu źli a oni oboje, kochanka i jej dzieci są jedynymi
      osobami które się wspierają i są warte tego żeby im ufac i dbać o siebie, po
      trupach innych niewaznych ludzi;
      -tego, że on wie o zyciu wszystko a ona nic; -tego, że należy być twardym i
      wysportowanym [w tym celu zostawił ją samą w czasie burzy w górach]
      itd. itp.)

      I co dalej?

      Uległa, i wróciła do niego,najpierw potajemnie przed znajomymi a potem
      przekonujac wszystkich, że ta akcja było niewielkie nieporozumienie i teraz już
      będzie inaczej...

      Nie znam ciągu dalszego. Ale podobno jej zupa znowu była za słona.
      • moni976 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 22.09.05, 11:54
        Ja go nie tłumaczę, bo nie ukrywam, że życie z takim człowiekiem, z jego
        reakcjami jest niewątpliwie trudne. Nie wiadomo kiedy mu znowu odwali. Ja
        próbuję znaleźć źródło takich zachowań.
        Szczerze... nie wierzę, że to się nie powtórzy. Bywam na innym forum
        dyskusyjnym... tam są co najmniej 2 dziewczyny, które nie długo po ślubie
        odkryły drugie oblicze swoich mężów. W ich przypadkach dochodzą przeprosiny z
        kwiatami, kolacjami, nie wiadomo czym, jest chwilowy spokój... i niedługo potem
        dziewczyny piszą, że np. znowu nie wrócił na noc, przestał się odzywać, itp.
        itd.
        Ale dochodze do wniosku... słaba psychicznie kobieta... większe
        prawdopodobieńtwo trafienia na słabego faceta.
        • moni976 Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 22.09.05, 11:58
          Cokolwiek tu piszę a propos moich analiz jego i swojej osobowości... nie
          zamierzam dać się steroryzować i nie zamierzam żyć z facetem jeżeli znowu mu
          odbije. Jestem przygotowana na konieczność rozwodu.
          Ale dzięki... nawet za gorzkie i przykre słowa.
          • bellima Re: Świeżo upieczona małżonka prosi o sugestie... 23.09.05, 11:48

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28581&w=29445363
            tu jest ładny wąteczeksmile

            zastanow sie poważnie jak ma wygladac twoje zycie, czego chcesz ty sama, nie kto
            inny. i zrob to.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka