Dodaj do ulubionych

Mężowie i żona

23.11.06, 13:43
Pamiętacie daty ? Rocznice związane ze ślubem, zaręczynami, ważnymi datami w
Waszym związku ? Mnie one niestety prześladują.

Dzisiaj jest dokładnie 10. rocznica mojego pierwszego wyjścia do kina z
koleżanką z pracy, która potem została moją żoną. Zachowałem sobie bilety z
tego seansu. Wymysliłem sobie, że dokładnie w 10. rocznicę zrobię jej
niespodziankę - kupię bilety na dokładnie te same miejsca, na wieczorny
seans, niezależnie od tego jaki akurat będą wyświetlać film.

Ale... najpierw 6 lat temu kino splajtowało, choć było to najstarsze
krakowskie kino... Potem rozleciało się moje małżeństwo... .

Pamiętam jaki byłem szczęśliwy te 10 lat temu, kiedy ona przyjęła moje
zaproszenie... . A 2 miesiące temu dostałem "kościelny pozew". I znalazłem
tam fragment o tym wyjściu do kina: "na pierwsze spotkanie w kinie szłam z
żalem, z myślą dlaczego zostałam zaproszona akurat przez chłopaka, który nie
wzbudza we mnie żadnych emocji". A dalej jest o tym, że byłem porządny,
zakochany, wydawałem się dobrą partią więc wypadało skorzystać, bo rodzina
namawiała, straszyła, że nie ułoży sobie życia...

Może na "Dobry rok" sam się wieczorkiem wybiorę ???

A tytuł wątku to tytuł komedii na której byłem owe 10 lat temu z przyszłą
żoną... .
Obserwuj wątek
    • czekolada72 Re: Mężowie i żona 23.11.06, 13:46
      Oj, niestety - zreszta czy ja wiem czy niestety, moze poprostu >>jeszcze<<
      mamzakodowane, zapisane rozmaitedaty , ale... ale "nakladaja" sie juz noowe wink)

      Vertigo, trzymaj sie dzielnie!!

      Zacznij tworzyc >>nowy kalendarz<<

      PS
      Mam juz pokazny stosik ulotek smile)
      • ladyhawke12 Re: Mężowie i żona 23.11.06, 13:53
        Pamietam ta komedie tez na niej byłam, nie pamiętam z kim. Co do dat to, są
        inne ważniejsze, które przycmiły tamte. Liscie przeciez jak opadną z drzew to
        wiedną jak sie ich nie schowa i nie zasuszy, przykrywaja je potem nastepne
        itd... Niesty mam smutnych dat więcej niz radosnych, ale pomalutko może i te
        bedą. Idz do kina, potem na lampke czerwonego wina lub inny trunek, swiat nie
        stoi w miejscu, czas zakopac smutne wspomnienia, czas na nowe wrazenia.
      • mamba234 Do Vertigo 23.11.06, 14:55
        Życzę Ci, żebyś zaczął tworzyć "nowy kalendarz".
        Na przykład - 18.11.2006 poznałem smak brokułowej z prażonymi migdałami.

        Może być ?

        Pozdrawiam

        Mamba
        • z_mazur Re: Do Vertigo 23.11.06, 14:59
          Kurcze też chciałbym przeżyć coś takiego.
          Tzn poznanie smaku brokułowej z prażonymi migdałami. smile
          Brzmi apetycznie.

          Może jakiś przepisik cy cuś.
          • kasiar74 Re: Do Vertigo 23.11.06, 15:02
            nie tylko brzmi apetycznie ale jest naprawde bardzo smacznawink))
    • kruszynka301 Re: Mężowie i żona 23.11.06, 13:49
      ja nawet dat związanych z aktualnym nie pamiętam, on zresztą też nie, więc
      idealnie się dobraliśmywink)).
      Oczywiście nie pamiętam żadnej daty z poprzedniego małżeństwa, pamiętam tylko z
      grubsza miesiące, z latami to już miałabym problem.
      • kasiar74 Re: Mężowie i żona 23.11.06, 13:55
        ja pamiętam datę ślubu, choć w tym roku zapomniałam i własciwie ktoś mi na
        forum przypomniał bo był podobny temat do tego, nawet wysłałam smsa do męża, on
        pamiętał godzine ślubu której ja już nie pamiętałam, reszty jakos nie ma,
        pamiętam datę urodzin chłopaka z którym byłam w wakacje na ktorych poznałam
        swojego poźniejszego mężawink
        nie ma sensu tego celebrowac, choc rozumiem że masz żal że ex żona nawet te
        piękne przezyte razem chwile chce zamienić w pył
    • misbaskerwill Re: Pamiętam... 23.11.06, 14:01
      I co z tego?
      Jak powiedział koledze-erudycie mój matematyk ze szkoły średniej - "bo ty masz wielki śmietnik w głowie"wink

      Marzę o chwili, kedy cały ten rozwód i wszystkie wydarzenia, które się do niego przyczyniły będę mógł wyprzeć z pamięci. Marzę o chwili, kiedy będę mógł rytualnie spalić wszystkie "dowody" wink.
      I tak nie są mi potrzebne - małżonka ma 10 kłamstw i 2 świadków na zaprzeczenie każdego mojego dowodu... Jaki ja naiwny byłem, myślałem, że w sądzie ludzie nie kłamią, zwłaszcza gdy ma się dowody...
    • anja_pl vertigo 23.11.06, 14:07
      bardzo mi się żal zrobiło, smutno i jakoś tak po prostu "niefajnie",
      przykro mi...
    • vertigo5 To stare dzieje moi drodzy 23.11.06, 14:14
      nie roztrząsam tego na wszystkie strony każdego dnia, ale te daty...
      w szkole, na studiach zawsze pamietałem wszystkie daty, wszystkie istotne
      liczby - łatwo, bez wysiłku. Zatem ta pamięć o dniu sprzed 10 lat nie jest li
      tylko wynikiem tego, że zbudowałem sobie "emocjonalna kapliczkę" w sobie
      samym smile
      W szkole bez wysiłku zapamietywałem takie rzeczy jak choćby powierzchnia
      Albanii, liczna ludności Wenezueli, czy wielkośc zbiorów owsa w kwintalach w
      Bułgarii w roku takim a takim wink
      Ale z matematyki byłem akurat cienki jak d*** węża wink
      • 13monique_n Re: To stare dzieje moi drodzy 23.11.06, 14:31
        Fakt, na pamięć do dat i liczb nic nie można poradzić. Czas troszke może zatrzeć
        szczegóły, ale to jednak kawałek życia był.

        Nie komentuję tego, co przeczytałeś w "pozwie kościelnym". Szkoda słów.
    • z_mazur Re: Mężowie i żona 23.11.06, 14:17
      > A 2 miesiące temu dostałem "kościelny pozew". I znalazłem
      > tam fragment o tym wyjściu do kina: "na pierwsze spotkanie w kinie szłam z
      > żalem, z myślą dlaczego zostałam zaproszona akurat przez chłopaka, który nie
      > wzbudza we mnie żadnych emocji". A dalej jest o tym, że byłem porządny,
      > zakochany, wydawałem się dobrą partią więc wypadało skorzystać, bo rodzina
      > namawiała, straszyła, że nie ułoży sobie życia...

      Świetne, proszę o jeszcze. Pierwsza randka z przyszłym mężem jako traumatyczne
      przeżycie. No po prostu wyborne.
    • 1madzia Re: Vertigo 23.11.06, 15:40
      Jestem pod wrażeniem i to...podwójnie. Primo - podziw dla Twojej pamięci. Mój
      już na szczęście eks (w kwietniu pozew, w październiku rozwód, obecnie
      atmosfera szacunku i dialogu, czego wszystkim rozstającym się życzę) nie był w
      stanie przyswoić sobie żadnej daty, nie związanej z historią naszego narodu i
      świata. W czasie wizyty kuratora nie potrafił podać prawidłowej daty naszego
      ślubu, ale teraz to już mnie to bawi.
      Secundo - tekst Twojej małżonki to jak podanie o diagnozę niepoczytalności.
      Chyba, że to taka sztuczka: uczynić z siebie nieodpowiedzialnie niedojrzałą,
      wziąć winę na siebie i uzyskać dzięki temu rozwód kościelny.

      Chyba czytanie takich tekstów może jedynie zniechęcić do pamiętania wszelkich
      dat, rocznic i miłych chwil wspólnie przeżytych. A odrobina amnezji byłaby dla
      Ciebie zbawienna smile
    • marek_gazeta Re: Mężowie i żona 23.11.06, 15:58
      Pamiętamy.

      Wszystko zależy od tego, jak się rozstawaliście. Jeśli nadal kochasz kobietę, to pamiętanie dat czy szczegółów nie dziwi. Ja też muszę się jakoś uporać z bagażem wspomnień niegdyś pieknych, a teraz bolesnych.

      > "na pierwsze spotkanie w kinie szłam z
      > żalem, z myślą dlaczego zostałam zaproszona akurat przez chłopaka, który nie
      > wzbudza we mnie żadnych emocji"
      Bardzo to przykre.

      Co do "rozwodu kościelnego" - nie ma takiego. Nie ma. Jest jedynie stwierdzenie nieważności małżeństwa. Czyli faktu, że małżeństwo od początku było nieważne (np. jedna ze stron była chora psychicznie, została zmuszona siłą lub podstępem itp.). Szczegóły w sieci.

      Czyli nie można powiedzieć, że wprawdzie przez 10 lat sypialiśmy ze sobą i w zasadzie było OK, ale teraz chcemy unieważnić małżeństwo. Coś takiego można zrobić tylko w drodze jakiegoś grubego przekrętu, ale po co? Sumienia się w ten sposób nie uspokoi.
      • misbaskerwill Re: Ano 23.11.06, 20:05
        >Czyli nie można powiedzieć, że wprawdzie przez 10 lat sypialiśmy ze sobą i w
        >zasadzie było OK, ale teraz chcemy unieważnić małżeństwo. Coś takiego można
        >zrobić tylko w drodze jakiegoś grubego przekrętu, ale po co? Sumienia się w ten
        >sposób nie uspokoi.

        Też tak myślę. Powód jest tylko jeden: partnerka koniecznie chce iść w białej
        sukni do ślubu.
        Wiadomo, powie inaczej - chodzi o to przyrzeczenie przed Bogiem.

        Kto naprawdę wierzy w Boga i czytał Biblię, wie - Bóg ostrzegał wielokrotnie -
        nie przysięgajcie!
        Bo tylko Bóg wie, kiedy włos spadnie z Waszej głowy, a Wy się nawet nie
        spostrzeżecie (chyba nie pokręciłem za bardzo, tak dokładnie tej Księgi nie
        czytałem, jak przystało na wstrętnego prawie-rozwodnikawink ).
        No i ten - jakby nie było - Święty, któremu głupi kur musiał przypomnieć, jak to
        bywa z obietnicami...

        A kto lubi dla pokazu, to i obrączkę pocałuje i całą resztę pobożnie wykona.
        A Bóg wie, co naprawdę trzyma w sercu...
        Wybaczcie, to osobisty wtrętwink
        • crazysoma A ja widze jakas sprzecznosc w kwestii 23.11.06, 21:14
          dzieci. Stwierdza sie niewaznosc malzenstwa - to znaczy, ze wedlug praw
          Kosciola 2 osoby, zwiazane ze soba, nie byly malzenstwem, ale dzieci traktowane
          sa jak dzieci malzonkow. Tak? Mam wrazenie, ze rozwod cywilny traktuje kwestie
          rozejscia sie 2 osob bardziej zgodnie z prawda - bylo malzenstwo, nie ma juz
          malzenstwa. A w Kosciele - bylo malzenstwo, nie bylo malzenstwa... a dzieci
          z "prawowitego" loza. Dziwne.
          • marek_gazeta Re: A ja widze jakas sprzecznosc w kwestii 23.11.06, 22:25
            Nie bardzo kumam, co do sprawy mają dzieci? Czemu one winne? I jak niby miałyby być traktowane?
            • ta Re: A ja widze jakas sprzecznosc w kwestii 23.11.06, 22:41
              Crazysoma wykazała jakże jaskrawą nielogiczność smile
              Tylko tyle. Trudno się z nią nie zgodzić. Irytujesz się, bo nie znajdujesz w
              tej kwestii rozwiązania ?
              Ta_
              • marek_gazeta Re: A ja widze jakas sprzecznosc w kwestii 23.11.06, 23:26
                Irytować się - nie. Nie kumać - tak.
                • ta Re: A ja widze jakas sprzecznosc w kwestii 23.11.06, 23:53
                  Ja też nie kumam, jak dzieci ze związku nie będącego małżeństwem , czyli po
                  jego unieważnieniu pozostają dziećmi zrodzonymi w małżeństwie.
                  Do dzieci nic nie mam i współczuję im, bo będą mentalnie błądzić życie całe
                  pytając czy poczęte zostały legalnie, czy też, tfu...nie.
                  Ta_



                  • marek_gazeta Re: A ja widze jakas sprzecznosc w kwestii 24.11.06, 01:15
                    Nie, no bez przesady. Moi rodzice ślubu kościelnego nie mieli, ale nie przypominam sobie, abym jakoś błądził.
                    • ta Re: A ja widze jakas sprzecznosc w kwestii 25.11.06, 15:58
                      marek_gazeta napisał:

                      > Nie, no bez przesady. Moi rodzice ślubu kościelnego nie mieli, ale nie
                      >przypominam sobie, abym jakoś błądził.

                      Ejże smile chyba udajesz, że nie rozumiesz o czym pisałam.

                      Miałeś od razu jasną sytuację, z jakiego związku jesteś zrodzony i żadnych w
                      tej materii dwuznaczności.
                      Pisałam o dzieciach, wychowanych w rodzinie chrześcijanskiej z wszelkimi tego
                      odznakami, gdy dowiadują się, że decyzją rodziców , jednego lub obojga
                      wnoszących o unieważnienie ślubu kościelnego, oraz Sądu kościelnego ( jak zwał,
                      tak zwał) okazują się być dziećmi ze związku niesakramentalnego.
                      Dopuść, że dla ludzi głęboko wierzących taka sytuacja jest trudna.
                      Ciebie te dylematy nie dotyczą, może dlatego nie rozumiesz.

                      Nie odczytuj tego, jako zarzut. Ja też jestem wg KK z "nieprawego łoża" wink
                      Ta_
          • anja_pl a co... 24.11.06, 08:24
            ... to kogo obchodzi czy dzieci legalne czy też nie, dzisiaj to nie ma żadnego
            znaczenia,
            kiedys to moze o dziedziczenie szło, a dziś?

            a nawet dawno temu:
            Henryk VIII i jego 6 żon,
            wszystkie dzieci mogły po nim sięgnąć po koronę, co trójce sie udało... wink
      • z_mazur Re: Mężowie i żona 24.11.06, 00:21
        A ja nie jestem aż tak dogmatyczny.
        W prawie cywilnym też jest coś takiego jak unieważnienie małżeństwa.
        Nic do tego nie ma posiadanie lub nie posiadanie dzieci.
        Dzieci zrodzone z unieważnionego małżeństwa nie są dziećmi zrodzonymi w
        małżeństwie i tyle.

        Jest prawo kanoniczne, jest proces przed nim.
        Równie dobrze można by powiedzieć, że są ludzie którzy się rozstają i wcale nie
        rozwodzą, bo rozwód im nie jest do niczego potrzebny.
        Jeśli są przesłanki do unieważnienia małżeństwa to jeśli komuś na tym zależy
        jego prywatna sprawa.

        Zgodnie z prawem kanonicznym tych możliwości jest dosyć sporo.
        Np. przymus nie jest rozumiany jako zmuszenie fizyczne kogoś do zawarcia
        małżeństwa, wystarczy udowodnić np. presję rodziny pod którą była podjęta
        decyzja o zawarciu małżeństwa.
        Niedojrzałość, która powodowała nieświadomość podejmowanego zobowiązania.
        Trzeba wziąść pod uwagę że prawo kanoniczne o wiele bardziej serio traktuje
        przysięgę małżeńską niż prawo cywilne stąd też więcej uwarunkowań, które mogą
        uczynić tą przysięgę nieważną. Jakoś jest to dla mnie jasne i logiczne.
        To, że jest to nadużywane czasem to inna sprawa, ale sama możliwość
        unieważnienia małżeństwa jakoś mi nie przeszkadza.
        • ta Re: Mężowie i żona 24.11.06, 00:46
          Eetam, migasz się, uciekłeś w inne rejony smile
          Mnie także nie przeszkadza możliwość unieważnienia małżeństwa, przeciwnie,
          dostrzegam, że może to być uzasadnione, a nawet konieczne ( np.małżeństwo
          zawarte pod przymusem).
          Wskazuję jednak na brak logiki w tej procedurze, jeśli chodzi o nazwanie
          statusu dzieci z takiego małżeństwa / niemałżeństwa zrodzonych.
          Jeśli Kościół unieważnia małżeństwo = wydaje wyrok, że małżeństwa nie było, to
          i dzieci powinny miec status dzieci "pozamałżeńskich". Mówimy A, mówmy B.
          To, co jest obecnie czyli w świetle prawa kanonicznego "legalne" dzieci
          z "nielegalnych" związków podśmierduje hipokryzją.
          Pozdr
          Ta_
          • ta Re: Mężowie i żona 24.11.06, 01:02
            I jeszcze. Kościół swoim wyrokiem unieważnienia małżeństwa zmienia radykalnie
            świat dzieci poczętych i zrodzonych w takim związku, szczególnie tych, które z
            Kościołem i jego naukami są blisko związane.
            Wyrokiem Instancji, której ufały, zostały postawione w sytuacji nie do
            pozazdroszczenia. Pstryk i emocjonalna i mentalna magma...
            Mam wrażenie , że z tym problemem sobie Kościół nie radzi, lub tylko ja nie
            miałam szczęścia usłyszeć przekonujących wyjaśnień.
            Ta_
            • z_mazur Re: Mężowie i żona 24.11.06, 08:58
              Sorry ale nie bardzo rozumiem o co chodzi z tą legalnością lub nielegalnością
              dzieci.

              Przecież sposób urodzenia dziecka nijak się ma do tego jakie jest jego prawo do
              bycia członkiem społeczności chrześcijańskiej.

              Przecież nie ma teraz czegoś takiego jak określenie legalności czy
              nielegalności potomka. Nie żyjemy w czasach bękartów.
              Znam przypadku dzieci, urodzonych w "wolnym" z założenia związku, które są
              wychowywane w duchu katolickim. Nie rozumiem pojęcia legalności lub
              nielegalności dziecka.
              • crazysoma Re: Mężowie i żona 24.11.06, 09:35
                Spokojnie. Nic sie nie dzieje. smile Dla mnie to jest jakas niekonsekwencja w
                fakcie, ze dziecko pochodzace z malzenstwa, uznanego za niewazne, jest
                dzieckiem traktowanym jak dziecko slubne. I tyle. Ale moze to jest
                jakos "wytlumaczalne" przez prawo kanoniczne.
                • tricolour Spokojnie... 24.11.06, 09:46
                  ... jest bardzo proste "wytłumaczenie" - dzieci się nie rozróżnia na poczęte tak
                  czy siak.

                  Ciekawe jak bardzo zakorzeniona jest nienawiść rasowa i wewnętrzna konieczność
                  do dzielenia ludzi...
                  • crazysoma Re: Spokojnie... 24.11.06, 09:54
                    > dzieci się nie rozróżnia na poczęte tak
                    > czy siak.

                    Kosciol rozroznia. Niedopuszcza metody "in vitro".
                    • tricolour Kościół nie rozróżnia... 24.11.06, 17:59
                      ... dzieci poczętych. Kościół rozróżnia metody poczynania- czy nie widzisz różnicy?

                      To taka sama różnica jak naturalna śmierć, a nienaturalne przyczynienie się do
                      czyjegoś zejścia...
                      • crazysoma Re: Kościół nie rozróżnia... 24.11.06, 18:11
                        Widze roznice. Nie neguje czy to dobrze czy zle. (In vitro czy naturalnie). Nie
                        czuje sie na silach dyskutowac na tym forum o takich powaznych rzeczach. Mam
                        zbyt mala wiedze. Mam tylko pewne odczucia na pewne tematy, ktorych nie
                        akceptuje Kosciol, jako instytucja. Ta sama instytucja, ktora ma na swoim
                        koncie pare "wpadek".
                        • tricolour KOściół jako instytucja ma wiele wpadek... 24.11.06, 18:20
                          ... tylko z tego nic nie wynika. Jak się patrzy na cudze ręce w przeszłości, to
                          widać wiele.
                          Ja wolę patrzeć na swoje i w przyszłość.

                          Poza tym Kościół to nie jest tylko instytucja, bo Kościół to przede wszystkim
                          wierni.
                          • crazysoma Re: KOściół jako instytucja ma wiele wpadek... 24.11.06, 18:41
                            Naprawde nic nie wynika z "wpadek" instytucji, ktora stoi na strazy moralnosci
                            i dobra? Ja sobie po prostu czasami mysle, ze Kosciol - jako instytucja nie do
                            konca jest przekonany o tym, ze musi byc taki "betonowy". Ale nie moze inaczej,
                            bo ma byc ostoja zasad i moralnosci. (Przyklad JPII) I mysle sobie, w kwestii
                            niewaznosci, ze to naprawde powinny byc bardzo wazne powody. Wyjatkowe. Ale to
                            jest juz wlasnie sprawa wlasnego sumienia.
                            • tricolour I w tym punkcie się różnimy... 24.11.06, 18:46
                              ... bo nieważność uzyskuje się nie wtedy gdy są wyjątkowe powody (bo powody
                              skłaniają ku pojęciu "unieważnienia"), ale wtedy gdy ślub był zawierany nieważnie.

                              Proces polega na tym, że dowodzi się, że sam moment ślubowania był nieważny.
                              • crazysoma Re: I w tym punkcie się różnimy... 24.11.06, 19:17
                                Tak, roznimy sie. Bo ja, nawet teraz, gdy mi wyjasniles pare nieznanych mi
                                wczesniej pojec, wciaz widze tu jakies "delikatne" klamstewko. Kosciol nie
                                wyraza zgody na uniewaznenie malzenstwa, ale jesli stwierdzi, ze sam moment
                                slubowania byl niewazny, bedzie w porzadku. No wiec jakie sa powody, ze sam
                                moment slubowania byl niewazny? Ksiadz nie mial kompetencji, choc byc w
                                sutannie, Kosciol byl atrapa Kosciola? Kobieta miala zacmienie a mezczyzna, a
                                mezczyzna, nie wiem co moglo byc z mezczyzna nie tak. Przeciez przed zawarciemm
                                malzenstwa wypelnia sie gigantycznej dlugosci formularz w kancelarii, przeciez
                                to nie jest tak, ze idzie sie z ulicy i dostaje slub koscielny. I najwazniejsze
                                dla MNIE - co czulam w momencie skladania przysiegi i co czula druga strona. I
                                co to dla mnie znaczylo. I dla tej drugiej strony. O to chodzi? Ze moment
                                slubowania byl niewazny, bo osoba, na ktora wskazuje sie wine, cos zle zrobila,
                                wtedy, potem? Zdaje sobie sprawe, ze moje myslenie w tym temacie jest na
                                poziomie przedszkolaka, ale naprawde zbyt malo wiem na ten temat, zeby
                                dyskutowac. I faktycznie, chyba sklaniam sie bardziej ku ortodoksom niz
                                liberalom. Ale mam wole zmiany pogladow. smile
                                • tricolour A co za różnica co się czuło? 24.11.06, 19:40
                                  Ślub to jest też kościelna formalność a nie odczuwanie bólu brzucha czy stanu
                                  duchowego uniesienia. My tu mówimy o formalności, której sie nie dopełniło.
                                  Jeśli masz idealistyczne pojmowanie sakramentu małżeństwa, to dobrze, ale oprócz
                                  niego jest też szereg wymogów formalnych.

                                  Użyj wyszukiwarki jeśli Cie ta sprawa interesuje, poczytaj, a zobaczysz, że to,
                                  co uważałas za nierozerwalne jest... nierozerwalne i ile w ogóle zaistniało.

                                  I jeszcze jedno: "Ze moment slubowania byl niewazny, bo osoba, na ktora wskazuje
                                  sie wine, cos zle zrobila". W moim przypadku nie chodzi o to, że ktoś coś źle
                                  zrobił. Chodzi o to, że ktoś czegoś NIE ZROBIŁ, a musiał...
                                  • crazysoma Jesli niewazne co sie czulo w Kosciele, 24.11.06, 20:02
                                    to, w kwestii wypelniania obowiazkow bardziej przekonuje mnie tekst w USC. I
                                    tak na dobra sprawe, wcale nie trzeba kogos kochac, zeby byc dobrym
                                    malzenstwem, wedlug prawa:
                                    "Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście
                                    oświadczam, że wstępuje w związek małżeński i przyrzekam, że uczynię wszystko
                                    aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe."

                                    Wydaje mi sie, ze w Kosciele malo kto mysli, ze wlasnie w tym momencie
                                    przysiega "formalnosci":
                                    "...i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie
                                    opuszczę aż do śmierci.

                                    Milosc sie czuje, a jesli sie przestaje, to nadal powinno sie byc wiernym i
                                    uczciwym ... az do smierci.

                                    > Użyj wyszukiwarki jeśli Cie ta sprawa interesuje, poczytaj, a zobaczysz, że
                                    to,
                                    > co uważałas za nierozerwalne jest... nierozerwalne i ile w ogóle zaistniało.
                                    Tak jest Prosze Pana smile Dziekuje.

                                    Tak, nie ma sensu dyskutowac o TWOIM malzenstwie. Tylko Ty wiesz, co ktos
                                    musial zrobic, a nie zrobil.
                                    • tricolour Trochę Cię na drzewo wysłałem... 24.11.06, 20:09
                                      ... do tej wyszukiwarki... smile) ale tak chyba najlepiej.

                                      W jednej z "kościelnych" książek przeczytałem, że małżeństwo to swoista
                                      układanka i tylko wtedy działa jak nalezy gdy są wszystkie jej elementy. Jednego
                                      brak i... nie ma całości.

                                      Zresztą trzeba też rozumieć, że wierni maja prawo do korzystania z Sądu
                                      Duchownego . To dlaczego nie?

                                      smile)
                                      • crazysoma Re: Trochę Cię na drzewo wysłałem... 24.11.06, 20:16
                                        Ciekawe tylko co na to wszystko Bog...
                                        smile
                • tricolour I dalej będę twierdzić... 24.11.06, 09:49
                  ... że nawięcej do powiedzenia o nieważności małżeństwa mają osoby, które nie
                  mogą (nie chcą) takiego kościelnego procesu.
                  To chyba z zazdrości, że inni mogą mieć lepiej. Jest to o tyle interesujące, że
                  często takie destrukcyjne działanie bierze się z niewiedzy.
                  • crazysoma Re: I dalej będę twierdzić... 24.11.06, 09:59
                    Ja nie mam nic do powiedzenia na temat niewaznosci malzenstwa. Nie znam tematu,
                    raczej nie bede poznawala. Ale napisac SWOJA uwage chyba moge, prawda? Ze widze
                    pewna niescislosc. Nie atakuje nikogo, rasistka tez nie jestem, pytam bo moze
                    znajdzie sie ktos kto mi to wytlumaczy na tyle, ze to zrozumiem. Zazdroscic, ze
                    ktos ma uniewaznienie malzenstwa w Kosciele? Rany...
                    • tricolour Po raz któryś piszę... 24.11.06, 17:57
                      ... że nie chodzi o unieważnienie, a o stwierdzenie nieważności. Wiem, wiem, że
                      to tylko przejęzyczenie i wszyscy "wiedzą" o co chodzi tylko się tak mylą.
                      I w tej pomyłce tkwi szczegół.

                      Zazdrościć? Oczywiście jest czego - spokojnego sumienia w kolejnym związku.
                      • crazysoma Re: Po raz któryś piszę... 24.11.06, 18:20
                        W zadnym SWOIM poscie nie uzylam slowa uniewaznienie. Pisze "niewaznosc".
                        Naprawde jestes w 100% przekonany, ze stwierdzenie niewaznosci, przez
                        urzednikow Koscielnych, zapewnia spokojne sumienie w kolejnym zwiazku? Mysle,
                        ze spokoj sumienia to bardzo indywidualna sprawa. Ja mam inne zdanie na temat.
                        Bo wydaje mi sie, ze jesli "co Bog zlaczyl" a czlowiek jednak rozdzielil,
                        (pomijajac BARDZO powazne naduzycia - zatajenie, klamstwo) to swiadczy o tym,
                        ze ten czlowiek za malo sie staral, i byc moze jednak nie dopelnil obietnicy
                        zlozonej przed Bogiem. Nie wiem tego. Kazdy czuje inaczej. Jesli Ty masz
                        potrzebe zanegowania istnienia swojego malzenstwa (ktore "popelniles" z
                        milosci) to OK. To TWOJA potrzeba.
                        • tricolour Napisałaś w poprzednim "unieważnienie". 24.11.06, 18:22
                          smile
                          • crazysoma Re: Napisałaś w poprzednim "unieważnienie". 24.11.06, 18:26
                            Nie napisalam.
                            smile
                            • tricolour Może to nie Ty napisałaś... 24.11.06, 18:28
                              ... ale u mnie się wyświetla "Zazdroscic, ze ktos ma uniewaznienie malzenstwa w
                              Kosciele? Rany... ".

                              Chyba Twoje słowa...
                              • crazysoma Re: Może to nie Ty napisałaś... 24.11.06, 18:32
                                Tak, to ja napisalam. Zwracam honor. Rany...
                        • tricolour Problem polega na tym... 24.11.06, 18:24
                          ... że ja piszę o swoim małżeństwie, a Ty piszesz o... moim małżeństwie i moich
                          potrzebach negowania.
                          Nie mamy wspólnej płaszczyzny porozumienia, bo posługujesz się wyobraźnią na mój
                          temat i stąd problemy ze zrozumieniem nieznanego...

                          smile
                      • ta Re: Po raz któryś piszę... 25.11.06, 16:21
                        tricolour napisał:

                        > Zazdrościć?[ unieważnienia małżeństwa] Oczywiście jest czego - spokojnego
                        >sumienia w kolejnym związku.

                        Hi hi... wystarczy zrozumieć "co Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozdziela",
                        by to sumienie nie było za spokojne. No chyba, że ktoś wierzy tak na pół
                        gwizdka...
                        Ta_
                        • ta Ślubu udzielają sobie małżonkowie 25.11.06, 16:43
                          Wg KK jw.
                          Ksiądz jest świadkiem udzielania sobie sakramentu ślubu przez kobietę i
                          mężczyznę, kościół ( mury) jest scenerią.
                          Tak więc mężczyzna, kobieta i Bóg.
                          Gdzie tu miejsce dla Sądu Biskupiego ?
                          Ta_
                          • tricolour Infantylne myślenie... 25.11.06, 17:19
                            ... bo gdyby ślubu dzielali sobie małżonkowie, to niepotrzebne byłyby wszytskie
                            wymogi poprawnego ślubu...
                            ... najwięcej krytykują ci, którzy nie posiadają wiedzy...
                            • ta Re: Infantylne myślenie... 25.11.06, 17:31
                              > ... najwięcej krytykują ci, którzy nie posiadają wiedzy...

                              OOOO właśnie smile))
                              Ta_
                            • ta Re: Infantylne myślenie... 25.11.06, 17:37
                              tricolour napisał:

                              > ... bo gdyby ślubu dzielali sobie małżonkowie

                              A jednak big_grin
                              Może należymy do innego Kościoła wink?
                              Dla mnie Pismo Św zdecydowanie więcej waży od pisma Sądu Biskupiego.
                              Przy całym do Ciebie oraz Biskupów szacunku.
                              Ta_
                              • tricolour Ale o co Ci chodzi? 25.11.06, 17:45
                                Nie chcesz procesu, to nic w tym kierunku nie rób. Inni chcą, to coś robią.
                        • tricolour "Bo Bóg złączył"... to... 25.11.06, 17:21
                          ... niech człowiek nie rozdziela - masz rację. A jeśli nie złączył, to co?

                          Napisz mi coś, proszę, o mojej sytuacji. Coś, czego nie wiem...

                          smile)
                          • ta Re: "Bo Bóg złączył"... to... 25.11.06, 17:29
                            tricolour napisał:
                            > ... niech człowiek nie rozdziela - masz rację. A jeśli nie złączył, to co?

                            A co? zaspał?
                            Ta_
                            • tricolour Uważasz, że rozmowa to odpowiadanie... 25.11.06, 17:33
                              ... pytaniem na pytanie?

                              Jeśli masz problem ze zrozumieniem kościelnego procesu, to zalecam jakąs lekturę
                              w tym temacie, a nie zadawanie śmiesznych pytań w stylu "czy Bóg zaspał?".

                              tongue_out
                              • ta Re: Uważasz, że rozmowa to odpowiadanie... 25.11.06, 17:44
                                > Jeśli masz problem ze zrozumieniem kościelnego procesu, to zalecam jakąs
                                >lektur w tym temacie, a nie zadawanie śmiesznych pytań w stylu "czy Bóg
                                zaspał?".

                                To nie jest wcale "śmieszne" pytanie sad
                                Był. Więc? Panie mondry tongue_out ?
                                Ta_

                                P.S. Złośliwie zaczepiona odpowiedziałabym, że jeśli dotąd nie wiesz na czym
                                polega ślub katolicki, to rzeczywiście może i są podstawy do uznania jego
                                nieważności. Ale nie powiem.

                                • tricolour Oooo... mamy kogoś na poziomie... 25.11.06, 17:47
                                  ... i odpowiednio przygotowanego do lekcji moralności katolickiej. Oczywiście po
                                  rozwodzie...

                                  Zatrzymaj swoją wiedzę dla siebie.
                                  • ta Re: Oooo... mamy kogoś na poziomie... 25.11.06, 17:58
                                    tricolour napisał:

                                    > ... i odpowiednio przygotowanego do lekcji moralności katolickiej. Oczywiście
                                    >p o rozwodzie...
                                    > Zatrzymaj swoją wiedzę dla siebie.

                                    Dogrzało, panie przemondry? Twoja wiedza lepsiejsza od mojej? Masz wyłączność
                                    na prezentowanie jej na tym forum i zbierasz za nią komplementy ? Oklaski tak ,
                                    przygany be? Jeszcze coś wiesz o mnie? Dawaj ! smile))

                                    O mój poziom się nie zamartwiaj, patrz swojego interesu, jak tu przekonać ludzi
                                    w sutannach, że Boga, kobiety i mężczyzny przy Twoim ślubie nie było smile
                                    Gdy unieważnią, wołaj Boga do następnego ślubu i ... śpij spokojnie
                                    Ta_
                                    Nie jestem żadnym ortodoksą, oj, bynajmniej. To Ty jesteś zakłamany do szpiku,
                                    brrr
                                    • misbaskerwill Re: Spokój! 25.11.06, 18:37
                                      Prawda jest taka, że w prawie kanonicznym unieważnienie istnieje od dawien dawna.
                                      Podobnie, jak separacja kościelna - ta jest chyba nieco świeższa (moim zdaniem,
                                      nic konkretnego nie wnosiwink ).
                                      Kodeks kanoniczny bardzo dokładnie określa, kiedy małżeństwo może być
                                      unieważnione. I nie ma co krzyczeć o podwójnej moralności, bo te zapisy są
                                      niezmienione bodajże od kilkudziesięciu lat.

                                      Problem polega na interpretacji przepisówwink. Dzięki niej, od kilkunastu lat,
                                      znacząco powiększyła się liczba małżeństw unieważnionych.

                                      To co dla niektórych jest hipokryzją, dla innych jest jedyną szansą
                                      funkcjonowania w kościele po "ułożeniu" sobie życia na nowo.
                                      Rozwodnik może przystępować nawet do komunii, ale... musi do końca życia żyć
                                      ascezie. Każdy nowy partner u jego boku, to kochanek, który niszczy rodzinę i
                                      obraża Trójcę Świętą - w telegraficznym skróciewink.
                                      Więc to miło ze strony biskupów, gdy pozwalają "wrócić" na łono prawych
                                      wyznawców wiary. W końcu nie każdy rozwodnik jest gorszy od mordercywink.

                                      Zadziwiający jest jednak ten ostracyzm. Skoro chrześcijanin wszystko wybacza, a
                                      rozwodu nie... Czy naprawdę powinienem do końca życia być z osobą, która mną
                                      gardzi, nienawidzi i niszczy mi życie, tylko dlatego, że powiedziałem kiedyś
                                      _sakramentalne_ "tak"?
                                      KK uważa, że tak. Ale to się kiedyś zmieni. Zwłaszcza przy takiej ilości rozwodów...
                                      • misbaskerwill Re: P.S. :) 25.11.06, 18:40
                                        Jak podkreślił Tri, nie tyle małżeństwo może być unieważnione, co uznane za
                                        "nieprawidłowo zawarte"wink))
                                        Wybaczcie, nie mam k.kan. pod rękąwink
                                        I nie zamierzam korzystać. Niech mnie w tym "głęboko praktykująca" żona wyręczy,
                                        jak oczywiście pozwoli mi dożyć końca rozwoduwink
                                        • ta Re: P.S. :) 25.11.06, 18:59
                                          misbaskerwill napisał:
                                          > Jak podkreślił Tri, nie tyle małżeństwo może być unieważnione, co uznane za
                                          > "nieprawidłowo zawarte"wink))

                                          Mis smile Pojąć nie mogę takich wykrętasów wink)), i dlatego...Tri tak się
                                          złości wink)))
                                          Pozdr Ta_
                                      • ta Re: Spokój! 25.11.06, 18:55
                                        misbaskerwill napisał:

                                        >...Zadziwiający jest jednak ten ostracyzm. Skoro chrześcijanin wszystko
                                        >wybacza, a rozwodu nie... Czy naprawdę powinienem do końca życia być z osobą,
                                        >która mną gardzi, nienawidzi i niszczy mi życie, tylko dlatego, że
                                        >powiedziałem kiedyś_sakramentalne_ "tak"?
                                        > KK uważa, że tak. Ale to się kiedyś zmieni. Zwłaszcza przy takiej ilości
                                        rozwodów

                                        smile Nie mówię, że pownno się być do końca życia z osobą, która gardzi,
                                        nienawidzi i niszczy mi życie i...nie jestem smile,
                                        ale korzystanie z instytucji unieważnienia ślubu kościelnego, by uzyskać
                                        cyt:"spokój sumienia" w następnym związku zaprzysiężonym w Kościele, uważam za
                                        hipokryzję. Nie godzi mi się to z moimi przekonaniami, które, mam nadzieję
                                        wolno mi tutaj wieszać, jak i tricolorowi.

                                        Przykre, jak "stary" wątkownik pstryka w nos nową wątkownicę i próbuje zagnać
                                        ją do kąta. Exowi się nie udało, a tri przy nim, to niemowlę smile)))
                                        Pokój wam smile
                                        Ta_
                                        • misbaskerwill Re: Czytaj ze zrozumieniem... 25.11.06, 19:04
                                          ta napisała:
                                          > ale korzystanie z instytucji unieważnienia ślubu kościelnego, by uzyskać
                                          > cyt:"spokój sumienia" w następnym związku zaprzysiężonym w Kościele, uważam za
                                          > hipokryzję.
                                          W Twojej interpretacji to faktycznie hipokryzja. Ale nie o to chodzi! I o tym
                                          właśnie napisałem.
                                          Bez unieważnienia:
                                          -nie możesz być "w następnym związku zaprzysiężonym w Kościele" wink
                                          -nie masz dostępu do _żadnych_ sakramentów, jeśli masz partnera
                                          (nieważność spowiedzi bez szczerego "postanowienia poprawy", czyli postanowienia
                                          odejścia od partnera)

                                          I ktoś, kto chce pozostać tzw. katolikiem nie ma wielkiego wyboru.

                                          Bo jak powiedzieć dziecku z drugiego związku:
                                          -"Tatusiu, a czemu nie chodzisz do komunii?"
                                          -"Bo nie chcę. Ale to nie problem. Ksiądz uważa, że będziemy mogli, jak tylko
                                          się z mamusią rozstaniemy"wink
                                          • ta Re: Czytaj ze zrozumieniem... 25.11.06, 19:31
                                            Ja to wszystko wiem , mis smile i umiem czytać ze zrozumieniem smile

                                            Summa summarum, ktoś tak bardzo chce nadal być w KK 100% katolikiem i korzystać
                                            z sakramentów np. komunii, że unieważniając ( dajmy pokój nomenklaturze-
                                            wiadomo tak naprawdę o co chodzi) jeden sakrament (ślub), chce uważnić drugi ?
                                            No to ja mu życzę naprawdę spokojnego sumienia, niech go uśpi np eteremsmile

                                            Poprzednia żona dowiaduje się z pisma biskupa takiego to a takiego, że nie była
                                            żoną, a to co mówiła do męża przed ołtarzem i on do niej było o d. roztrzaś.
                                            Ładnie. To nawet mój exio, gagatuch nielada, takiego numeru by mi nie wyciął !

                                            Niech tri dopyta swojego sumienia, czy wszystkie komunie, jakie przyjął w
                                            czasie tego pierwszego jego zdaniem -niby- małżeństwa nie były czasem
                                            świętokradztwem, skoro, jak chce dowieść, żył z panią x na kocią łapę.
                                            Ta_

                                            P.S.Ja też proszę o to, by czytano mnie ze zrozumieniem. Przecież kpię sobie z
                                            tych świętoszkowatych, eeech.

                                  • ta Re: Oooo... mamy kogoś na poziomie... 25.11.06, 18:13
                                    A propos moralności wszelakiej:
                                    używam jednego nicka, a Ty?
                                    Ta_
                                    • tricolour Gdy zabrakło argumentow... 25.11.06, 20:17
                                      ... to pojawiły sie ad personam. Widać takie standardy dykusji...
                                      • ta Re: Gdy zabrakło argumentow... 25.11.06, 20:35
                                        Wróć do dyskusji. Twoje "ad personam" widoczne?
                                        Kalemu dać i nie zabierać?
                                        Empatyczna jestem, to i się dostosowałam smile
                                        Dotknęłam Guru Forumu ?
                                        Ta_
                                        • tricolour Bardzo się emocjonujesz... 25.11.06, 22:04
                                          ... nie swoimi sprawami. A pokaż mi moje "ad personam", bo jakoś nie widzę.

                                          Nie mam zamiaru byc guru forum. Jeśli mnie tak odbierasz, to miło mi...

                                          Na razie zmykam na kolację i życzę Ci miłego wieczoru. Dobranoc.
                                          Wróce chętnie do tej rozmowy, bo może rzeczywiście sie mylę i błądzę. W kazdym
                                          razie warto posłuchac krytycznych uwag.
                                          • ta Re: Bardzo się emocjonujesz... 25.11.06, 22:14
                                            tricolour napisał:

                                            > ... nie swoimi sprawami. A pokaż mi moje "ad personam", bo jakoś nie widzę.
                                            > Nie mam zamiaru byc guru forum. Jeśli mnie tak odbierasz, to miło mi...

                                            1)Guzik się emocjonuję smile, nie widziałeś mnie w emocjach.
                                            2)Jak nie widzisz, to i nie zobaczysz smile
                                            3)Nie czytasz ironii i sarkazmu, stąd nasza "dyskusja" będzie bezowocna,
                                            tymbardziej, że unikasz odpowiedzi i zajmujesz się uwagami "ad personam".
                                            4)UWAGA ! Kolacja o tej porze skutkuje zmorami sennymi, nie daj Boże o
                                            małżonce/niemałżonce.

                                            No i jak to jest z tymi komuniami świętokradczo podebranymi w czasie życia na
                                            kocią łapę? Masz odpowiedź ? Jeśli nie korzystałeś, to wporzo.
                                            Hej
                                            Ta_
                                            • tricolour Komunie jak to komunie... 26.11.06, 15:09
                                              .. trochę mdłe. Najeść się nie można i wina popić nie dali. Świętokradcze nie były.

                                              Co do czytana ironii i sakrazmu, to rzeczywiście nadajemy na różnych falach. I
                                              niech tak zostanie.

                                              Ale uważaj - nie czepiaj się mojej małżonki/niemałżonki, bo też potrafię czytać
                                              Twoje posty wstecz i mogę pośmiać się z Twoich życiowych wyborów i ich
                                              konsekwencji...
                                              • ta Re: Komunie jak to komunie... 27.11.06, 12:04
                                                tricolour napisał:

                                                >[komunie] .. trochę mdłe. Najeść się nie można i wina popić nie dali.
                                                >Świętokradcze nie były.

                                                Bez komentarza.

                                                > Co do czytana ironii i sakrazmu, to rzeczywiście nadajemy na różnych falach. I
                                                > niech tak zostanie.

                                                Na zupełnie innych falach i jakoś się tym nie zamartwiam big_grin, jakby nawet
                                                przeciwnie

                                                > Ale uważaj - nie czepiaj się mojej małżonki/niemałżonki, bo też potrafię
                                                >czytać Twoje posty wstecz i mogę pośmiać się z Twoich życiowych wyborów i ich
                                                > konsekwencji...

                                                NIE "CZEPIAM SIĘ" Twojej małżonki ani z nikogo się nie śmieję.Współczuję, że
                                                chcesz jej wykręcić taki numer, obojgu wam współczuję zresztą. To Ty masz
                                                kłopoty z jej statusem w swoim życiu oraz statusem swojego
                                                małżeństwa/niemałżeństwa sakramentalnego. Mają Ci w tym pomóc panowie w
                                                sutannach. Tak, czy się mylę?

                                                Imputowanie mi tutaj, a i innym czytelnikom forum, którzy nie mają
                                                cierpliwościo przebrnięcia przez nasze pisanie, "CZEPIANIA SIĘ" małżonki, to
                                                jawne nadużycie i manipulacja.

                                                A śmiej się z czego tam ci się podoba, na zdrowie ! smile)))
                                                Ta_
                    • tricolour A ta nieścisłość, o której mówisz... 24.11.06, 18:17
                      ... to ona nie istnieje. Piszesz "Dla mnie to jest jakas niekonsekwencja w
                      fakcie, ze dziecko pochodzace z malzenstwa, uznanego za niewazne, jest dzieckiem
                      traktowanym jak dziecko slubne".

                      Otóż nie ma żadnej niekonsekwencji. Nie jest ważne czy wcześnie był ślub i jaki
                      był to ślub. Może być ekumeniczny, cywilny, może nie być żadnych ślubów i
                      dziecko może być "owocem" gwałtu. To nie robi żadnej różnicy i nie powinno być
                      powodem dzielenia dzieci przez Kościół - i nie jest.
                      • crazysoma Re: A ta nieścisłość, o której mówisz... 24.11.06, 18:31
                        OK. Przekonales mnie.
                        • tricolour Wiesz co... 24.11.06, 18:38
                          ... ze cztery lata temu dyskutowałem na jakimś forum o nieważności małżeństwa.
                          Chciałem gryźć tych wszystkich, którzy mieli wówczas procesy i pisali jak ja
                          dzisiaj. Traktowałem ich jak świętokradców i obłudników, którzy za pieniądze
                          chcą kupić gówniany dekret biskupi. Byłem orędownikiem i ortodoksem...

                          Dwa lata temu podczas wielkanocnej spowiedzi ksiądz zapytał: dlaczego nie
                          unormować własnych spraw i wskazał na proces o nieważność małżeństwa. Wtedy cała
                          moja energia skupiona na walkę z "rozwodnikami kościelnymi" gdzieś prysła i nie
                          został po niej ślad. Wystarczyło jedno słowo bym skojarzył fakty. Katalizatorem
                          było słowo UNORMOWAĆ.
                          Oznacza ono, że jest jakaś norma opisująca mój stan cywilny - wystarczy tylko ją
                          poznać i zastosować. Może coś wyjdzie.

                          smile
                          • akacjax Re: Wiesz co... 25.11.06, 12:02
                            Przeczytałam Wasza dyskusję i tak sobie pomyślałam, że gdybym zaczął się proces uniważniania mojego małż.(teoretyzuję-wnosi o to m. ja jestem pozywanasmile-to nawet gdyby zawarcie było nieważne z punktu widzenia Kościoła i m. i gdyby np. przymuszenie dotyczyło mnie nawet to, czy ważne byłoby z mojego punktu widzenia? Przecież kochałam, przecież byłam szczęśliwa. I dlatego rozdzielenie w Kościele małżeństwa na punkt jego zawarcia i resztę nie jest dla mnie zrozumiały.
                            Co innego, gdyby to przymuszenie(np.) ciążyło mi jakoś od początku, gdyby to była przyczyna rozejścia się po nastu latach...

                            A tak mnie naszło, dzisiaj mój starszy syn kończy 20smile
                            • tricolour Dalej myslisz o tym jak o rozwodzie. 25.11.06, 12:09
                              Że coś ktoś chce odkręcić, a Ty sie nie zgadzasz i co dalej?

                              Nieważność, to nieważność od samego początku i rzecz obiektywna bez względu na
                              zdanie stron. To tak jak samochód ukradziony jest ukradziony bez względu jak
                              nowy właściciel (nawet jak o kradzieży nic nie wiedział i kupił w dobrej wierze)
                              przywiązał się do niego. To nie ma znaczenia i auto jest mu zabierane, a facet
                              zostaje "na ulicy".
                            • tricolour No i przeczytaj swoje słowa... 25.11.06, 12:15
                              ..."I dlatego rozdzielenie w Kościele małżeństwa na punkt jego zawarcia i resztę
                              nie jest dla mnie zrozumiały".

                              Rzeczywiście jeśli myslisz o "rozdzieleniu" to pojawia się sprzecznośc choćby z
                              sakramentalną nierozerwalnością...
                              Nie mówimy o rozdzieleniu, ale o nieważności ślubu - tego małżeństwa nigdy nie
                              było. Nie było w rozumieniu formalności kościelnej. A ta nierozerwalność bierze
                              się właśnie TYLKO z formaności kościelnej, bo rozwód cywilny jest dowodem jak
                              "ważne" było całe ślubowanie...
                              • akacjax Re: No i przeczytaj swoje słowa... 25.11.06, 15:01
                                Może po prostu źle rozumuję(ale nie jestem obecnie zainteresowana unieważnieniem, więc nie musze już tego przerabiaćsmile, a może jestem na to po prostu za głupiawink.
                                Bardziej za to boję się, że niektóre przyczyny unieważnienia są troszkę stworzone pod potrzeby.
                                Poza tym łatwiej akceptowałabym potrzebę unieważnienia do kilku lat poślubie, ale po prawie 20 latach-ja nie ogarniamsmile)
                                Może kiedys mi przejdziesmile
                                Ważne, że Ty Tri jesteś pewny tego, do czego dążysz, życzę powodzenia ( czy możesz napisać, na jakim etapie jesteś? i jak przewidujesz ile to potrwa?).
              • ta Re: Mężowie i żona 25.11.06, 16:14
                z_mazur napisał:

                > Przecież sposób urodzenia dziecka nijak się ma do tego jakie jest jego prawo
                >do bycia członkiem społeczności chrześcijańskiej.

                Też tak uważam, Kościół jednak uważa inaczej sad

                > Przecież nie ma teraz czegoś takiego jak określenie legalności czy
                > nielegalności potomka. Nie żyjemy w czasach bękartów.

                Głęboko się mylisz, nie znasz realiów Polski powiatowej. Nadal są ogromne
                kłopoty z ochrzszczeniem dziecka ze związku niesakramentalnego, co pociąga za
                sobą dalsze konsekwencje dopóki delikwent nie będzie dorosły i, gdy zechce, nie
                weźmie swego losu w swoje ręce, tzn przejdzie tę drogę sam ( wiem o czym piszę,
                te drogę przeszłam osobiście).
                Wykluczenie ze społeczności, a tak dziecko odbiera to co wyżej, jest bolesne i
                upokarzające.

                > Znam przypadku dzieci, urodzonych w "wolnym" z założenia związku, które są
                > wychowywane w duchu katolickim.

                Owszem też znam, ale nie o tym mowa.

                >Nie rozumiem pojęcia legalności lub
                > nielegalności dziecka.

                Też nie rozumiem. Zwłaszcza,że Koścół walczy o KAŻDE nienarodzone życie.
                Czy nie czujesz w moim pisaniu żalu i sarkazmu?
                Możliwe, jeszcze mnie nie znasz smile
                Pozdrawiam
                Ta_
                • akacjax Re: Mężowie i żona 25.11.06, 17:00
                  Oczywiście nigdy nie ma pewności(nawet w domu na pozór chrześcijańskim), że dziecko będzie w taki sposób wychowane. Ale chrzest to przyjęcie do Kościoła. A dla rodziców(rodziny) decyzja o przekazaniu wartości chcreściańskich( konkretnie rzymsko-katolickich w tym wypadku) dziecku. Jak myślisz, czy nie jest nadużyciem ze strony księży część chrztów?

                  Żal gdy to boli nalezy mieć do rodziców, że na taką drogę szukania Cię skazali.
                  • ta Re: Mężowie i żona 25.11.06, 17:28
                    do akacjix
                    Idź tłumacz kilkuletnim dzieciom do kogo mają mieć żal.
                    Mnie zostaw, ja go do Rodziców nie czuję.

                    Po co zatem Kościół "walczy" o każdego nienarodzonego?
                    Po to, by znaczącej części z nich ze związków pozasakramentalnych, gdy już się
                    narodzą pokazać figę? A może jednak ochrzcić na prośbę rodziców, by tym, którzy
                    aktualnie nie mogą o sobie stanowić ułatwić kiedyś i tak niełatwą drogę?

                    Uważam, że nadużyciem jest odmowa ochrzczenia dziecka i przyjęcia go na lekcje
                    religii.
                    Ta_
                    • akacjax Re: Mężowie i żona 26.11.06, 14:17
                      Życie to zupełnie coś odmiennego niż bycie akurat chrześcianinem. Nie po to, by z każdego zrobić owieczkę swej owczarni walczy Kościół o życie.
                      Na pewno zdarzają się skrajne przypadki, że dziecko pragnie chodzić na religię, a uczący nie wyraża zgody, ale chyba to pojedyncze przypadki, częsciej rodzice mieszają dziecku w głowie i zostawiają go z tym.
                      A związki niesakramentalne mają swoje miejsce w kościele(nie mylić z konkubinatami-tu już inna bajka).
    • nangaparbat3 Vertigo 23.11.06, 16:38
      zajrzalam tu w biegu, zeby rzucić okiem, ale Twoj wątek zwalił mnie z nog. Po
      pierwsze - bo okropnie wzruszajacy, az uwierzyc trudno, ze ktos ma jeszcze
      takie pomysly, w tym swiecie, jaki jest.
      Po drugie - ze zlosci na hipokryzję, ktora jakoś szczegolnie silnie sie ujawnia
      przy okazji tych rozwodow/unieważnień koscielnych -
      po trzecie na spoleczny przymus wychodzenia za maż, naciski, ktore kobietom
      robia wodę z mozgu. Własnie dzisiaj myslalam z prawdziwą czulością o Exie, jak
      to na moje: Kiedy, coreczko, wyjdziesz za mąż... Powiedzial bardzo stanowczo:
      Ona wcale nie musi wychodzic za maż.

      W każdym razie Tobie życzę gorąco wszystkiego, wszystkiego dobrego. N.
      • maga_luisa Re: Vertigo 23.11.06, 17:08
        Myślę, że te dobre wspomnienia pozwalają wierzyć, że nie tak całkiem się
        pomyliliśmy. Że rozwód nie oznacza jeszcze, że ileś tam lat małżeństwa było
        pozbawionych sensu.
        Mam nadzieję tylko, że nie zderzę się nigdy z taką relacją ważnego dla mnie
        momentu, jak autor wątku.
      • tricolour A mnie zastanawia... 23.11.06, 18:25
        ... dlaczego tak bardzo złościsz sie na CUDZĄ hipokryzje w związku z
        nieważnością kościelnych małżeństw. Dlaczego złościsz się nie znając sprawy
        nawet pobieżnie, a o lekturze akt nawet mowy nie ma.

        Bo dla mnie takie emocjonalne podejście do niewiadomych spraw nie świadczy o
        czyjejś hipokryzji, ale o jakimś Twoim problemie...
        I nasuwa mi się odpowiedź pierwsza z możliwych: własne dawne doświadczenia: że
        ktoś inny może uzyskać taką nieważność, a ja - kurcze - nie.

        Zmieniłem zdanie, gdy bliżej zainteresowałem sie sprawą.

        tongue_outP
      • misbaskerwill Re: Nango! 23.11.06, 19:54
        > Własnie dzisiaj myslalam z prawdziwą czulością o Exie, jak
        > to na moje: Kiedy, coreczko, wyjdziesz za mąż... Powiedzial bardzo stanowczo:
        > Ona wcale nie musi wychodzic za maż.

        Jak mogłaś tak źle życzyć dzieckuwink
        Popieram Twego męża w całej rozciągłości.
        Oby mi nie przeszło.
        Nigdy więcej wesel (zwł. wiejskich), śluby do lamusa!

        Make love, not weddings!
        • nangaparbat3 Misiu! 25.11.06, 00:42
          Nawet żonę/męża mozna kochać.
          Wiec w sprawie niewychodzenia za maz nie bylabym zasadnicza.
          Chyba ważne, zeby nie odczuwać przymusu. Zresztą teraz to sie zmienia. Choc z
          drugiej strony wspolny dom bez slubu to tez nie jest wyjscie - w kazdym razie
          kobieta traci wtedy przywileje kochanki, a nie nabywa przywilejow zony.
          Beznadzieja.
    • toporek666 Re: Mężowie i żona 23.11.06, 20:05
      Bardzo sentymentalne i bardzo bezsensowne roczulanie się nad czymś czego dawno
      już nie ma. Zawsze najtrudniej pogodzić się z faktami. Żałosne.
      • libra22 Re: Mężowie i żona 23.11.06, 21:11
        Tak sobie uświadomiłam, że poznaliśmy się przed Wielkanocą, a apogeum, po
        którym oznajmił mi, że to koniec też był w Wielkanoc.
        • chochlinka Re: Mężowie i żona 24.11.06, 09:43
          Pamiętam chyba każdy dzień od czasu kiedy się poznaliśmy.Powoli zacierają się
          wspomnienia rozstania.Pielęgnowalam je wystarczająco długo.Wracałam do chwil
          upokorzenia.Ci co wiedzą co przeszłam dziwią się,że ....ja w sumie nadal lubię
          mojego exa.Kiedy już nie moglam sobie poradzić z upokorzeniami zaczęłam
          znajdywać wytłumaczenia na zachowania exa.Był czas,że nawet mu współczułam(nie
          tego,że miał mnie za żonę,o nie!). Jesli dziś jestem na niego o coś wściekla to
          o to,że tak byłam w nim zakochana ,że wciąż.wrrrrrrrr........zdarza mi się do
          mojego aktualnego zwrócić po imieniu exa.To okropne!
          A jak jestm zła to sobie myślę,że mogły im się urodzić trojaczki wink)
          Zdrowe,oczywiście.
          ...umierała długo,teraz rodzi sie lekko....
      • nangaparbat3 rąbanie toporkiem 25.11.06, 00:45
        toporek666 napisał:

        > Bardzo sentymentalne i bardzo bezsensowne roczulanie się nad czymś czego
        dawno
        > już nie ma. Zawsze najtrudniej pogodzić się z faktami. Żałosne.

        Żałośni sa ci, ktorzy po rozstaniu usuwaja ( wyrąbują)z pamieci nawet najlepsze
        wspomnienia, odcinają sie od tego, co kiedyś czuli, kim byli.
        • crazysoma Re: rąbanie toporkiem 25.11.06, 10:37
          > Żałośni sa ci, ktorzy po rozstaniu usuwaja ( wyrąbują)z pamieci nawet
          najlepsze
          >
          > wspomnienia, odcinają sie od tego, co kiedyś czuli, kim byli.

          "Zaprawde powiadam Wam,..." smile Lubie Nango Twoje wywazone posty, ale ten
          zabrzmial jak glos Pana na niebiosach, na dodatek jakos tak zupelnie (sory) bez
          sensu. "Wyrabywanie" z pamieci wspomnien to jedna z metod, aby na poczatek
          poradzic sobie ze swoimi uczuciami i emocjami. Z czasem, kiedy sie wyciszaja,
          kiedy zaczynamy byc pozytywnie obojetni wobec przeszlosci, wracaja tez te dobre
          wspomnienia. Ale juz bez tego bolu. Bo pamiec o przeszlosci, projektowana w
          naszej glowie i duszy czasem bardziej boli niz rzeczywistosc. Np. dlatego, ze
          nie mozna cofnac czasu.
          Nie mow, ze to sa zalosni ludzie, bo to sa ludzie tacy sami jak Ty, tylko byc
          moze zupelnie inaczej niz Ty rozstali sie z "partnerem", byc moze wcale sie nie
          rozstali tylko zostali brutalnie, z dnia na dzien porzuceni, a zyc dalej musza,
          zadajac sobie podstawowe pytanie "jak?"...
          • phokara Re: rąbanie toporkiem 25.11.06, 11:41
            Crazy, kochanie,
            pierwsza refleksja jaka mnie naszla po przeczytaniu byla taka, ze powinnas
            wlasnie ryz gotowac, a nie klepac w komputer! Zaprawde powiadam Ci.
            Druga refleksja (Boze, jaka ze mnie refleksyjna niewiasta!) jest taka, ze
            zgadzam sie, ze nie mozna mowic kto jest zalosny bo to mocno nie fair, przy
            czym przypominam, ze blizej nam nieznany Toporek sam z tym rabnal pierwszy i
            mnie ta gilotyna mocno wsciekla ale sie zamknelam, bo czasem mi sie zdarza.
            Wytrzymac z komentarzem. Nandze sie nie udalo zapewne z owej irytacji, ktora
            byla i moim udzialam (ale nie wiem, to juz Nanga sama moze napisac).
            Najsmieszniejsze, ze Obie macie racje tylko wyrazane innym glosem - Pana na
            niebiosach i blizniaka nad garnkiem.
            Istotna jest tu kwestia czasowosci, o ktorej napisalas. Na poczatku ciachniecie
            toporem to w niektorych przypadkach jedyna mozliwosc przezycia tego naglego
            konca swiata. Jak sie okaze, ze swiat sie jednak nie skonczyl trzeba pojsc
            dalej i stwierdzic, ze nasza biografia to jednak linia ciagla i nie sposob
            wystrzelic w kosmos x lat i zyc z taka wyrwa, jakby w ogole nie bylo czasu
            przeszlego. Zwlaszcza, ze mozna w nim wykopac sporo pozytywnych wspomnien. Tak
            samo, jak nie mozna zyc przeszloscia, tak nie ma sensu zyc bez niej. Taka
            "niedotykalna" czarna jama staje sie w ktoryms momencie niezla gangrena,
            zaprawde. Nie ma nic gorszego niz nieprzetrawiony zal - koszmarnie paskudzi nam
            w zyciu. Zeby bylo jasne - ja sama swojego nie przetrawilam do konca ale
            probuje i widze postepy. U Ciebie zreszta widze jeszcze wieksze. Powaga.
            I takie dzialanie (choc koszmarnie trudne) jest najlepsze dla nas samych. Nie
            tam dla tych naszych Exow, bo smiem twierdzic, ze nasze wybaczenie
            paradoksalnie moze czasem mocniej nacisnac na odcisk ich sumieniu (jesli takowe
            posiadaja). Ale dla nas to jest wielka ulga.
            I to nawet pisze juz nie do Ciebie bo Ty jestes na dobrej drodze i w ogole nie
            widze mozliwosci, zebys przez nastepne 10 lat trawila to, co sie stalo.
            Wniosek - "zalosni" (tylko na mnie nie krzycz, wzielam w cudzyslow) - sa i Ci,
            ktorzy zyja przeszloscia, bo sie z nia nie rozliczyli i Ci, ktorzy udaja, ze
            jej nigdy nie bylo. Z faktu, ze nie ma sensu podlewac chwastow nie wynika
            wcale, ze trzeba zapomniec o ogrodzie. O! Ale napisalam. Jakby traby calych
            zastepow anielskich zagraly, haha.
            A teraz sie udam do ksiegarni.
            • crazysoma Re: rąbanie toporkiem 25.11.06, 14:37
              > Wniosek - "zalosni" (tylko na mnie nie krzycz, wzielam w cudzyslow) - sa i
              Ci,
              > ktorzy zyja przeszloscia, bo sie z nia nie rozliczyli i Ci, ktorzy udaja, ze
              > jej nigdy nie bylo.

              Pho, Slonce zycia mego smile
              W kwestii ryzu - zdĄżĘ, przeciez Blizniak zawsze zdĄża, a jak nie, to
              konfabuluje co tez mu nagle przeszkodzilo. smile Sama wiesz...
              Przeoczylam Toporka - mea culpa, zobaczylam wpis Nangi (ba, cytatu tez nie
              zobaczylam) i odpisalam Nandze bo zobaczylam to, co chcialam zobaczyc,
              zobaczylam po prostu siebie, bo JA tak wlasnie wyrabywalam. Mowilam Ci dzis. I
              pamietam jak tlumaczyl mi znajomy (potem terapeuta), ze nie moge wyrabywac bo
              razem z eksem zakopuje sobie kawal zycia, a ta czarna dziura (o ktorej
              napisalas) mnie kiedys dopadnie, ze tylko pogodzenie sie z faktami pozwoli mi
              ruszyc do przodu. Nie dawalam rady. Musialam wyrabac, bo kiedy nie wyrabywalam,
              potrafilam przeryczec cala noc. Rozumiesz - CALA noc. Rozumiesz, bo wiem jak
              mialas Ty. Moze bylam wtedy zalosna, ale mialam do tego prawo. (Co zrozumialam
              czytajac pewna ksiazke, gdzie byly opisane fazy PO)
              Tak, wlasnie o ten czas chodzi - do pewnego momentu mozemy sie ponizac, byc
              szaleni, niezrownowazeni, przeklinac, pic i sami sobie zaprzeczac w tym samym
              zdaniu. Ale PO pewnym czasie juz NIE mozemy. Nie wolno nam, jesli chcemy byc
              traktowani powazne. Nie mozemy nagle wyskoczyc jak filip z konopii z czyms,
              czego nikt, oprocz nas nie pamieta, bo stajemy sie ... zalosni.
              Nie wiem o jakiej zalosnosci mowi Toporek, czy np. o blaganiu kogos na
              kolanach, po 10 latach od rozstania, zeby wrocil, o budowaniu oltarzyka w
              swojej glowie danej osoby a tym samym staniu w miejscu, nie wiem.
              A tak naprawde nie zgadzam sie ani z Toporkiem ani z Nanga. Ale odpisalam rano
              tylko Nandze, bo Toporka przeoczylam (slonce swiecilo mi w ekran).
              Dobra, ide lepic.
              • olcia.555 Re: 25.11.06, 16:11
                crazysoma:
                >Moze bylam wtedy zalosna, ale mialam do tego prawo. (Co zrozumialam
                czytajac pewna ksiazke, gdzie byly opisane fazy PO)<
                A czy pamietasz jaka to ksiazka?
                Moglabys podac tytul?
                • crazysoma Tytul 26.11.06, 17:41
                  Horst Petri.
                  "Czy rozstanie moze byc nowym poczatkiem?"
              • nangaparbat3 Crazy, przeceniasz mnie po prostu 25.11.06, 22:01
                Bo rzecz w tym, ze we wmnie sie gotuje, tyle ze na ogol wygasa, zanim bede w
                stanie zwerbalizować, i stąd zdarzaja mi się wywazone posty.
                Moj post do Toporka był na poziomie dziewczynki z piaskownicy - on mnie
                lopatką, to ja go grabkami. Choć moze nie do końca, bo jeszcze po drodze
                przypomnial mi sie ex mojej przyjaciolki, ktory po kilkunastu latach naprawdę
                dobrego malżeństwa oswiadczył, ze nic dobrego w nim nie było, wszystko od a do
                z do kitu (a to po to, zeby uciszyc wyrzuty sumienia, jak sie wyprowadził do
                studentki).
                Natomiast oczywiscie i jak najbardziej zgadzam sie z tym, ze czlowiek
                skrzywdzony ma prawo do najdzikszych reakcji, świete prawo ma do tego i nikomu
                nie wolno go oceniać, howgh!
            • olcia.555 Re: rąbanie toporkiem 26.11.06, 17:38
              phokara.... to straaasznie madra osoba.
              Nauczycielka? psycholog?
              Baaardzo madra
      • crazysoma Re: Mężowie i żona 25.11.06, 14:17
        > Bardzo sentymentalne i bardzo bezsensowne roczulanie się nad czymś czego
        dawno
        > już nie ma. Zawsze najtrudniej pogodzić się z faktami. Żałosne.

        A mozesz Toporku, ktorys spadl nagle z "niewiadomoskad", rozwinac, dlaczego to
        jest zalosne? Czy to tak w ogole jest zalosne, czy od jakiegos momentu, czy
        Twoje stwierdzenie opiera sie doswiadczeniach wlasnych, czy obserwacji innych
        ludzi?
    • emde74 Re: Mężowie i żona 24.11.06, 18:52
      Vertigo, ja dokładnie 10 lat temu poznałam mojego męża, no może ciut wcześniej,
      na wiosnę. Dziś od 2 lat nie mieszkamy razem, kasą się podzieliliśmy, a rozwód
      niebawem... Wiem co czujesz. Może bardziej też dlatego, że jestem kobietą. Nie
      będę pisać: zapomnij. Tego się nie da. Mimo tego, że to ja go zostawiłam (więc
      tu pewnie przestaniesz czytaćsmile) Na pocieszenie powiem Ci, że ja płaczę i
      wspominam wszystkie daty, a On ma nową kobietę. Więc chyba można zakochać się
      po porzuceniu? Tego Ci życzę, bo jeśli będzie prześladować Cię przeszłość, nie
      pójdziesz do przodu... I będziesz taki "zgryzony" jak ja.... M.
    • _lafirynda Dobry rok 26.11.06, 19:17
      Zapros mnie na ten film! Tak na dobra wrozbe
      Ciekawe jakie to moglo byc kino??? Uciecha jeszcze jest)))
      • samosia75 Re: Dobry rok 27.11.06, 09:49
        Pewnie to była Uciecha na Starowislnej albo Wanda?
        Vertigo zbyt wielką wage przykładasz do dat. To tylko cyferki...
        Nie zadręczaj się.
    • blondynka_wieczorowa_pora Vertigo 28.11.06, 12:34
      Bedzie dobrzesmile

      Trzymaj sie! a Tym,ze juz razem nie jestescie sie nie martw- tylko jej strata

      bedzie ok - pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka