Dodaj do ulubionych

zabieranie dziecka na noc!!!

11.01.07, 00:17
hmhm..
tatuś dziecka nie widywał sie z nim od czasu ucieczki do
kochanki...( 4 miesiace...od 5 miesiecy ma adwokata ..od tej pory
"interesuje sie dzieckiem" zabierajac je na 5 h co druga
niedzielę...nic po za tym..."0" pytań o malca..o jego potrzeby o to
gdzie chodzi do przedszkola ..co dzioeje sie z oczkami i zebami(
wcześniej chorował) w pozwie maz wniósł , iz chce zabierać (
czytaj... teściowa chce) małego..od piatku do niedzieli wieczorem...ja
nie chce sie na to zgodzć..moga być dwa dni weekendu ale bez
nocowania...mąz z kochanica ( do której sie nie przyznaje) mieszka
na budowie..( stan surowy zamkniety) ,po za miastem...w sadzie
twierdzi że mieszka u mamy...co nie jest prawdą ..czas kiedy spedza
z dzioeckiem jest podzielony między kochanke a teściów.
kto .sledził ..moje watki...wie że tatus wykazał sie ogromna
nieodpowiedzialnoscia ...nie umie zapewnić bezpieczeństwa sobie ani
innym,,,,beztroski..wielkie dziecko!!! nie widze potrzeby aby tatuś
zabierał małego na noce!!!nigdy sie nim nie zajmował ..nie
kompał..nie karmił...nigdy nie przeczytał bajki( sam chyba nigdy tez
nie przeczytał żadnej ksiażki) alkochol..i nocne wypady to to co
lubił mój mąż..
mały gdy ma nocować po za domem ...bb to przezywa...mimo ż e u
mojej mamy ma własny pokoik!!!..bardzo duzo energi czasu i wysiłku
włozyłam w prace nad małym ( który po odejściu taty...miał problemy
emocjonalne) maz twierdził że to ja mam isc do psychologa.. bo
dziecku nic nie bedzie...mąz nawet nie zdaje sobie sprawy jaka kżywde
wyżądzil małemu...

jak mam argumentować fakt że nie ma powodu zabierać 3 latka na noc
po za dom..gdzie czuje sie bezpieczny i ma własny kat..tato jest
osoba ..która pojawia sie od niedawna na 5 h co 2 tyg...
ku mojej radości mały twierdzi ż e nie chce spać u cioci(kochanki)i
tatusia...on ma swoje łóżeczkoo...ale to dziecko...nikt nie bedzie go
w sadzie słuchał!!!
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: zabieranie dziecka na noc!!! 11.01.07, 07:43
      Może się wypowiedzą jeszcze inne osoby, które miały doswiadczenia w tym
      zakresie, ale wydaje mi się że to nie jest takie proste.

      Ojciec musiałby przedstawić rozsądne warunki na jakich dziecko mogłoby nocować
      de facto poza domem, czyli np. łóżeczko itp. rekwizyty. Wydaje mi się, że nie
      wystarczy tutaj tylko chcenie ojca. Ja bym jednak rozmawiał z ojcem dziecka na
      ten temat, bo to rzeczywiście nie jest najlepszy pomysł. Może dodatkowo jakieś
      popołudnie w tygodniu, albo coś w tym stylu zamiast tych noclegów.

      Ech te relacje z dziećmi, bez tego wszystko byłoby zdecydowanie prostsze.
      • misbaskerwill Re: zabieranie dziecka na noc!!! 11.01.07, 08:54
        > Ech te relacje z dziećmi, bez tego wszystko byłoby zdecydowanie prostsze.
        >

        Propozycja nr 3 na motto forumwink.

        Warto porozmawiać z ojcem. Ja np. również upieram się przy nocowaniu u mnie w co
        trzeci weekend (tzn. z soboty na niedzielę), ale nie na budowie i z żadną
        ciociąwink. Tyle, że moja małżonka nie chce dopuścić do żadnych kontaktów dziecka
        również z babcią (moją matką).

        Na dobry początek ustal dokładnie, gdzie ma nocować dziecko.
        Bo z jednej strony napisałaś, że to właśnie babci zależy, by dziecko zostawało
        na noc (czyli u NIEJ), z drugiej strony boisz się nocowania dziecka na budowie.

        A może boisz się po prostu, że TWOJE dziecko spędzi jedną noc to li z babcią, to
        li z ojcem, i może wcale mu nie być tak źle bez Ciebie. Bo co tu ukrywać -
        dzieci szybciej niż dorośli potrafią się przystosować do zmiennej rzeczywistości.

        Skoro dopuszczasz odpowiedzialność ojca na kilka godzin, to możesz dopuścić też
        jego odpowiedzialność za te dwie noce na miesiąc... Przecież możesz wymóc w
        sądzie, by dokładnie określał/określił każdorazowe miejsce noclegu dziecka.
        A zamiast być psem ogrodnika (wybacz), mogłabyś wtedy wypadać na całonocne ploty
        z koleżankami lub tańce wink
        • z_mazur Re: zabieranie dziecka na noc!!! 11.01.07, 09:11
          Kurcze, no bo te relacje z dziećmi są rzeczywiście najtrudniejsze do
          poukładania. Nawet na tym forum w sumie dosyć spokojnym i wywżonym, często
          pojawiają się posty w których mamy żalą się na zbyt rzadkie kontakty ojców z
          dziećmi. Z drugiej strony pojawiają się posty takie jak alexolo.

          Z jednej strony jako facet byłbym za tym, żeby jednak temu ojcu dać tą szansę.
          Przecież nocowanie wnuka u babci nie jest też niczym specjalnie dziwnym i w
          nierozwiedzionych rodzinach chyba dosyć często się zdarza. Może warto by dać
          spróbować jak to będzie przebiegało. Z drugiej strony najgorsze jest w tym
          poprostu to, że to jednak trochę testowanie na "żywym organiźmie" i w przypadku
          pomyłki są jednak pewne konsekwencje. Inna sprawa, że w pełnych rodzinach też
          są popełniane pomyłki w postępowaniu z dzieckiem i jakoś nikt nie drze szat.

          Po rozwodzie jednak nagle wszystko nabiera jakiegoś drugiego dna.

          Tak po zastanowieniu się, jakby to wyglądało????
          Ojciec zabiera dziecko w sobotę w południe, jest z nim cały dzień i wieczorem
          odstawia je na "nocleg" do domu, a potem w niedzielę rano znowu je odbiera?????
          Niespecjalnie zręczny scenariusz.
          W sumie trzylatek to już nie takie małe dziecko.
          I nawet jego niechęć można przełamać. Trudniej powiedzieć "Tata Cię bardzo
          kocha i chciałby, żebyś z nim spędzał cały weekend" niż "mały powiedział, że
          nie chce nocować u taty" i problem z głowy.

          Że się powtórzę, te problemy z kontaktami... uncertain
      • alexolo ..... 11.01.07, 09:05
        z ojcem dziecka nie ma co rozmawiać ...on nie ma w żadnej kwestji
        swojego zdania....albo mówi cos co nie ma pokrycia w realu...albo
        zmienia zdanie w zaleznosci jak mu wygodnie...
        na wszelkie moje propozycje.. sie zgadza...ale ich nie realizuje!!!
        prosi o dodatkowe spotkanie po czym sie nie pojawia.....ustalone
        terminy spotkań z małym zmieniał 30 min przed spotkaniem!!!!!
        dopiero jak wysłałam oficjalne pisemko że "aby usystematyzować widzenia
        z małym...proponuje takie i takie terminy spotkań.." to jakoś ma to
        ręce i nogi.
        jeszcze 3 miesiące temu oddawałam mu małego...widząc auto
        kochanki..mówiłam.." auto nie ma fotelika..mam nadzieje że nie przyjdzie
        ci do głowy zabierać nim małego" był oburzony że jak moge to
        mówić!!!!!!po czym odbieram małego w umówionym miejscu a uśmiechniety
        tatuś zajeżdza autkiem z moim dzieckiem jako workiem kartofli na
        tylnim siedzeniu.zaniemówiłam!!!!!i tysiace takich przykładów....ja z
        ojcem dziecka nie rozmawiam nie ma sensu...
        a pomysł zabierania małego na 3 dni jest teściowej a nie męza...on by
        tego nie wymyslił... ma to co chce...wolnosc bez kochajacej zony...i
        bez " bachora ,któremu nie mozna wyłaczyć baterii"
    • marek_gazeta Re: zabieranie dziecka na noc!!! 11.01.07, 09:47
      No cóż... męża sobie wybrałaś takiego, jakiego sobie wybrałaś.

      Co do dziecka... Mąż może się nie interesował, ale może się zainteresował, nie można tego wykluczyć i to, czy Ty widzisz potrzebę, nie ma tu wiele do rzeczy. Ja rozumiem Twoje obawy, ale dorośli ludzie powinni się jakoś dogadać. Inna rzecz, że po zdradzie i rozwodzie jest jeszcze trudniej, niż zwykle. Widzę miejsce dla mediatora... z tasakiem... ale zostawmy to.

      Wypisz sobie listę obaw i spróbuj ustalić, w jaki sposób mąż z babcią mogliby je rozwiać. Fotelik w samochodzie nie podlega dyskusji. Nocowanie w normalnych warunkach też. Masz prawo wiedzieć, gdzie jest dziecko. Itp. Na początek możesz np. dać dziecko na 1 noc. 3-latek jest już duży, będzie w stanie powiedzieć, co robił, czy mu się podobało itp. Dzieciak potrzebuje ojca, kto wie, może nie będzie źle, spróbować warto.
      • z_mazur Re: zabieranie dziecka na noc!!! 11.01.07, 09:57
        Najgorzsze jest to, że tu już jest etap walki w sądzie.
        Mężowi chodzi o zapis w wyroku, a na dobrą sprawę w praktyce to nie było
        jeszcze przetestowane.
        • alexolo Re: zabieranie dziecka na noc!!! obawy 11.01.07, 10:30
          tak mam wiele obaw...mąz jak nie na budowie ...to mieszka w kawalerce
          19m z kochanicą !!! teściowa ma mieszkanie 1000m od mojego...( nie
          rozumiem czemu ma słuzyc spanie dziecka po za domem jak odległość
          jest minimalna...po co małemu mieszać w głowie!!! pomijam fakt że
          teściu jest nałogowym ..pijacym chorym człowiekiem...nie mam gwarancji że
          moje dziecko nie bedzie zmuszone ogladać tych obrazków( teść ma
          "problem od około 15 lat i watpie a by z powodu wnuka ,którego nie
          widuje po kilka tyg. miał by sobie odpuscić )maz sie nie zmienił
          ...raczej oddala sie od małego ...pozbywajac sie problemu...przestał
          płacić alimenty 200 zł ( aż dziwne że nie zachował pozorów do końca
          sprawy)...on jest agresywny..bb wulgarny...i a społeczny ( ach
          opisywałam w innych watkach) ...małe dzieci jak mój syn sa bez
          krytyczne...kochaja i juz ...nie mam prawa zabronić tego
          małemu...dojżałam do tego że jeśli rozmawiamy o tacie mówimy same
          dobre rzeczy..na biurku dziecka stoi ich wspólne zdiecie...ale mały
          traktyuje tate jak osobe do zabawy...osobe od frytek..i zabawy w
          kulkach w supermarkecie...to straszne ale lepsze niż by miał pamietać
          ..zapijaczonego..ciagle krzyczącego...agresywnego...ciagle
          niezadowolonego..nudzącego sie bezrobotnego ..człowieka.
          nie zabraniam kontaktów..ale ojciec nie zabiega o nie ...trzyma sie
          tego co zaproponowałam ...nic po za tym.
          ja bym wolała aby mały przebywał z nim częściej a krócej!!!!cholernie
          bioje sie aby mały nie przyjmował posstaw ojca..( tak mały jest na
          tyle duży...że powtarza co sie działo np. któregos dnia nie odpalił
          mi samochód.. sasiad pomagał mi odpalic na kable...mały zniecierpliwiony
          ...pyta czemu nie jedziemy...ja mu mówie autko sie popsuło a on w
          sztucznym grymasie gniewu krzyczy " ja pierd..., ja pierd......to pojeb..
          auto" stanełam jak wryta!!!sasiada zamurowwało.....a mały spokojnie
          mówi" tatusiowi też sie popsuło"...mały nie wiedział co mówi...ale to
          było straszne w ustach trzylatka!!!!

      • sonrisa3 Re: zabieranie dziecka na noc!!! 12.01.07, 01:58
        "No cóż... męża sobie wybrałaś takiego, jakiego sobie wybrałaś."

        No,wreszcie ktoś jej to napisał.
        Zawsze mnie to dziwi, że kobieta, która świadomie założyła z kimś rodzinę,
        znając jego wady i wady jego rodziców (to odnośnie tego dziadka - alkoholika)
        zaczyna do nich przywiązywać wagę dopiero po tym, jak mąż od niej odejdzie.
        Jak dla mnie, to świadczy albo o jej skrajnej bezmyślności (no bo jak można
        decydować się na dziecko a nawet na samo małżeństwo z kimś, o kim ma się tak
        złe zdanie) albo o tym, że... to, co pisze nie do końca jest prawdą - po
        rozstaniu dużo wad jest przejaskrawianych i tak naprawdę chodzi tylko o
        zagrywki pod tytułem "ja ci pokażę kto tu rządzi, pożałujesz, że śmiałeś mnie
        porzucić". Dziecko jest, niestety, świetnym "narzędziem" dla niektórych osób.
        Ciekawe Alexolo, czy gdyby Wasze małżeństwo nadal trwało, to też nie
        pozwalałabyś mężowi zabierać syna na "męskie wyprawy" połączone z noclegiem? O
        spaniu u babci też nie byłoby mowy?
        Dziwi mnie jeszcze jedno - jeśli ojciec jest tak nieodpowiedzialny, jak
        piszesz, to przecież o wiele więcej złego może przydarzyć się w ciągu tych ich
        wspólnych pięciu godzin, niż w nocy, kiedy dziecko śpi spokojnie w łóżeczku.
        Pomijam fakt, że maluch może np płakać przed snem za mamą, ale wtedy zawsze
        można go odwieźć do domu, jesli tego będzie chciał. Dlatego nie bardzo rozumiem
        o co Ci właściwie chodzi z tymi noclegami.
        A niech facet pobędzie trochę ojcem - niech zrobi dziecku śmiadanie, niech go
        połozy do snu, ubierze rano - zawsze to zrodzi między nimi silniejszą więź niż
        wizyty na placu zabaw czy na kulkach.

        • chalsia Re: zabieranie dziecka na noc!!! 12.01.07, 09:11
          będąc małzeństwem ma się wpływ na ilość i sposób kontaktów z dziadkiem
          alkoholikiem, natomiast po rozwodzie -już nie. Wiem z własnego doświadczenia.
          Na całe szczęście w moim przypadku eks teściowie mieszkają 400 km dalej.
          I de facto nie weekend jest problemem, bo w ciągu tak krótkiego okresu pobytu
          dziecko może:
          - nie zauważyć, ze coś jest "inaczej" (tym bardziej jak małe)
          - alkoholik jest w stanie sobie ten jeden wieczór odpuścić - zwłaszcza, gdy
          diecko jet gościem bardziej okazjonalnym
          Problemem jest IMHO raczej wyjazd wakayjny do dziadków na dłuższy czas, bo
          wtedy nie da się już ukryć, że z dziadkiem coś nie halo.
          Chalsia

          ps. wychodząc za mąż wiedziałam, ze teść jest alkoholikiem, byłam wtedy
          naprawde już dorosła, ale (niestety) nie miałam wiedzy, że istnieje coś takiego
          jak zespół współuzależnienia i DDA.
          Ponadto wydaje mi się, że na etapie zawierania małżeństwa ludzie nie myślą w
          kategoriach "jakie dany fakt będzie miał znaczenie za lat x np. w kontekście
          wychowania dziecka, a na dodstek co to by było, gdybyśmy wtedy nie byli
          małżeństwem".
        • alexolo reee 12.01.07, 09:43
          hm.. no cóż ..gdyby wszyscy znali historie rodzin do których "wchodzą"
          .. i znali zadatki i skłonności przyszłego meza ..nie było by ślubów a
          potem tyle rozwodów!!!
          a czy ty myslisz ze jak poznawałam teściów to mówiono o problemie
          teścia..teścia ciagle nie było..na wyjazdach albo w pracy... mąż nie
          mieszkał u rodziców..więć kontakty były ale nie na tyle by poznać
          tajemnice rodziny. wszystko wychodziło z czasem..dodatkowo poznałam
          dalcszą rodzine i ludzi z otoczenia tescia....którzy znali go od lat.
          dopiero w czasie małżenstwa ..z przerażeniem odkryłam że teściowa
          zamiast walczyć z nałogiem męża.. zupełnie to bagatelizowała...czasem
          ograniczała sie do szydzenia z meża!!!

          od początku gdy mały sie uroodził ..miałam problem z teściową ..i jej
          metodami wychowawczymi...sygnalizowałam swoje zdanie przy każdej
          okazji!!! bez skutku!!! na męza nie mogłam liczyć bo wpełni popierał
          to co wyczyniała teściowa...i wręcz kazał sie wyreczać nie przykładając
          do opieki nad małym wiekszej wagi!!!

          mały w czasie 2,5 roku spał u tesciów może 2 razy ( malowanie
          mieszkania)..

          co do meskich wypraw...to gdyby mąz był z nami miała bym na niego
          choć minimalny pływ...mogła bym powiedzieć " moj drogi zastanów sie
          czy dobre jest abys woził po ulicy 2,5 latka na kierownicy roweru
          ..trzymajac go za " fraki".. i to jeszcze po wypiciu 2 puszek piwka"..
          ale teraz absolutnie nie mam wpływu na takie rzeczy...w otoczeniu exa
          teraz nie ma osoby , która miała by odwage powiedzieć mu ..co
          kolwiek co nie jest po jego mysli!!! więc boje sie idiotycznych
          pomysłów exa.
          rozmowy z nim nic nie dają !!!!!kłamie na poczekaniu.

          no niestety swoje najgorsze wady mąż ujawnił juz po slubie...i juz
          wówczas podjełam walke walczyłam o rozdzielność majatkowa ...aby
          zabezpieczyc siebie i rodzine przed bezmyślnościa męża!!

          w ciagi 5 h na pewno może stać sie mniej niz od południa w piatek
          do wieczora w niedziele!!!!
          ale dziewczyno..przeciez nie jestem skałą ..gdyby mąż próbował chociaz
          udowodnić ...pokazać mi że sie stara..że moge byc spokojna ..o
          małego..ale on specjalnie wzbodza we mnie strach!!! np odwozi małego o
          30-40 min póżniej ( w czasie tych chwil ja stoje na dole przed
          brama i mysli mi sie kłębia ...on nie dzwoni ...tel nie odbiera!!!!
          ja to przezywałam przez 7 lat małżeństwa... mąz choć teraz powinien sie
          liczyć ze mną i wykazać sie odpowiedzialnnością

          ah co ja bede sie tłumaczyć ... " polak madry po szkodzie"..
          pzrezciez nie zabije sie jak mały jednak bedzie zostawał gdzies tam
          na noce..może nie bede miała wyjscia..może mąz bedzie odbierał tel. i
          informował mnie gdzie sa i czy wszystko ok!!
          na razie jak zapytałam " podobno byliscie na basenie ...czy nie
          zauwazyłeś że mały ma katar i kaszle?czemu nie zadzwoniłeś i nie
          zapytałeś " to co ja robie na widzeniach niech cie nie interesuje"

          ot ..ale spoko co tam ... {"> o co mi właściwie chodzi z tymi noclegami. "


    • piekna_julia Re: ..... 11.01.07, 09:58
      relacje z dziecmi sa najwazniejsze, dzieci sa delitaktne, wrazliwe i łatwo
      biora wine na siebie, wiec sa przede wszysstkim tym o co warto walczyc i o co
      nalezy dbac.
      z tego co czytam to twoj maz zachowuje sie jak zwykly cham, ale moim zdaniem i
      na takiego jest sposob, przede wszystkim rozmowa - w spokojnej, szczerej
      rozmowie zawsze dojdzie sie do porozumienia, nie musi to byc zaraz na pierwszej
      rozmowie moze potrzeba wiecej, ale warto sprobowac, moze trzeba rozmawiac w
      towarzystwie jakiegos mediatora, moze pojsc do psychologa?
      wydaje mi sie ze jestes zastraszona, ze sie czegos boisz? dziecko jest z Toba i
      zawsze Ciebie jako matke bedzie kochalo najbardziej, ale niestety relacji z
      ojcem mu nie mozesz zabrac! ono tez jej potrzebuje, kiedys samo zrozumie gdzie
      tkwil problem i stanie po wlasciwej stronie. w to musisz wierzyc.
      popieram to co napisala brzoza, bierzesz swiadkow, sposujesz swoje prosby co do
      kontaktow meza z dzieckiem i idzesz do sadu - nie uwazam ze beda jakikolwiek
      problemy, o jednym pamietaj(to bardzo smutne) ale w polskich sadach faceci nie
      maja zadnych praw! wiec jestes na wygranej pozycji juz na starcie,
      tylko nie panikuj
      pozdrawiam
    • z_mazur Re: zabieranie dziecka na noc!!! 11.01.07, 11:08
      Kurcze mój sposób patrzenia na opiekę nad dzieckiem
      jest mocno subiektywny.

      Trudno mi się do tego zdystansować.

      Oczywiście najlepsza byłaby rozmowa i wyjaśnienie pewnych kwestii
      wspólnie. Tylko jakoś w praktyce okazuje się to zawsze
      strasznie trudne.
    • z_mazur Re: zabieranie dziecka na noc!!! 11.01.07, 11:31
      > Dla facetów wszystko jest bardzo trudne i skomplikowane
      > dlatego uważają , że my mamy powinnyśmy ich wyręczać we wszystkim.

      Trochę krzywdzące uogólnienie. smile
    • alexolo a tak swoja drogą !!!!rewolucja!!! 11.01.07, 11:42
      a co by zrobił mój ex ( czysta teoria oczywiście!!!!!!) gdybym mu
      powiedziała..że nie mam siły sama wychowywać dziecka..że nie daje rady
      nie wiąże końca z końcem ..nie potrafie pogodzić samotności...pracy
      ..opieki nad dzieckiem, i proponuje mu aby przystosował kawalerke do
      potrzeb dziecka i skoro on i "ciocaa tak dobrze sie wywiązuja z
      opieki nad małym to w takim razie uważam ż e mały bedzie miał lepiej u
      nich i jeszcze zdrowych stosunków męsko damskich sie napatrzy...( bo
      matka samotna jest) a ja jak tylko bede mogła to bede zabiewrać
      małego do mc donalda..i na kulki no może 3-4 razy w miesiacu...aaa no
      i może że by go odciązyć to jeszcze co 2 niedziele na 5 h!!!!!
      ale 200 zł to nie zawsze moge dać więc sobie bedziesz m,usiał jakos
      poradzić..czasem podrzuce soczek i banana.

      k.... ten facet nawet nie ma pojęcia co to znaczy miłość opieka
      bezpieczeństwo..strach o każdy dzień..i o przyszłośc dziecka!!!

      czemu tak lekko zrzuca na mnie to wszystko...twierdząc że to moja
      wina że tak sie stało..że jja byłam zbyt zazdrosna i nie potrafiłam
      zaakceptować jego nieobecnosci .. kłamstw..zdrad,,i 2 letniego romansu z
      nasza koleżanka ( która dzieliła sie ze mna moim własnym
      łóżkiem..rano..a wieczorkiem wpadała na kawe...jak by nigdy nic!!!)

      gdzie moralnośc gdzie zasady..gdzie zwykła przyzwoitośc honor..... nie
      moge pozwolić aby taki człowoiek zabnierał sie za wychowanie małego
      człowieka...a jego rodzina...teściowa bezkrytyvznie podchodziła do
      wszystkiego co syn wywijał..wyreczała go we wszystkim...zaaakceptowała
      związek syna wcześniej niż mi sie to przyśniło...okłamywała mnie..że on
      ma zamiar wrócić ...tylko sie wyszaleje!!!!
      twierdziła ze ojciec nie jest potrzebny do wychowania dziecka że ja i
      ona wytarczy!!!!to chore!!!



    • alexolo to czysta teoria 11.01.07, 11:59
      bo juz mi nie zalezy..aby sie oni załamywali ...nie obchodzi mnie
      to....ale fakt był by koniec sielanki!!!!!!

      za to ja mam swiety spokój ...wielka radośc z patrzenia jak mój syn
      rośnie ..uspakaja sie .. zdobywa nowe doświadczenia..poznaje
      swiat...poznaje ludzi ...dzieci ..odkrywa nowe mozliwości...ach ten tato
      ...przezywa zauroczenie..szalona miłość...jak wszystko przeminie.....a
      mały juz bedzie wiekszy i wszystko go ominie!!!
      ale to juz jego strata....ja chłone wszystko ..i ciesze sie kazdym dniem
    • chalsia trochę bardziej praktycznie 12.01.07, 01:31
      napiszę może nieco mało składnie ale nie mam już siły kopiować odnośnych
      fragmentów watku, które chcę skomentować. Moje uwagi biorą się z przejścia
      bardzo podobnej sprawy - czyli o ustalenie kontaktów z nocowaniem w weekendy u
      ojca dziecka w wieku 2,5 - 3,5 roku - rozrzut wynika z tego, że sprawa trwała
      rok (nota bene z mojego wniosku).

      Zrozumiałam, że dziecko ma 3 lata, ojciec wyprowadził się, jak mały miał ciut
      ponad 2 lata, a od niespełna pół roku ojciec widuje się z nim 2 x w miesiącu po
      5 godzin.

      Niestety czestym jest, że ojciec mimo osobistego kontaktu z dzieckiem nie
      wykazuje nim jakiegokolwiek zainteresowania.

      W pozwie eks wniósł o ile weekendów w miesiącu (i o które konkretnie tzn. co
      drugi, czy np. parzyste)?

      Ktoś napisał, że mozesz wymóc w sądzie, by eks określał kazdorazowo miejsce
      noclegu dziecka. Sąd raczej nic takiego w wyroku nie zapisze, a nawet jakby -
      to jest to warunek de facto niewykonalny, jesli eks nie będzie chciał (co przy
      opisywanej przez Ciebie jego postawie jest raczej pewne).

      "Testowanie na zywym organiźmie" - sąd może (na Twój bądz eksa wniosek)
      zarządzic taki "okres testowy" (wyda tymczasowe postanowienie o kontakatch) -
      tak było w moim przypadku - np. w postaci jednego weekendu/noclegu w miesiącu
      przez 3 miesiące (tak było u mnie). Idea jest IMHO słuszna, natomiast u mnie
      (mądry Polak po szkodzie) zabrakło fachowej oceny wpływu tych weekendów na
      dziecko. CZYLI - w przypadku takiego testowego rozwiązania psycholog powinien
      ocenić stan emocjonalny dziecka na kilka dni przed wyjazdem na weekend oraz np.
      w dzień po powrocie z weekendu. I tak za każdym razem, a na koniec opinia
      takiego psychologa powinna być zgłoszona jako dowód w sprawie.
      Wydaje mi się, ze to najbardziej obiektywna forma sprawdzenia czy dziecko
      emocjonalnie będzie OK w przypadku nocowania u ojca/babci.

      W ramach sprawy o kontakty sąd powinien (a jesli tego nie zrobił to trzeba o to
      zgłosić wniosek)wysłać kuratora na wywiad - zarowno do Ciebie jak i tam, gdzie
      ojciec ma zamiar zabierac dziecko.

      Jesli chodzi o Twoją potencjalną argumentację "na nie" to, ważne są te
      wszystkie rzeczy, o których pisałaś - nie stawianie się na spotkania z
      dzieckiem, odwoływanie tuż przed, kwestia fotelika - świadczą o braku
      odpowiedzialności wobec dziecka. Najlepiej na te rzeczy mieć jakieś dowody ,
      ew. świadków.

      Ponadto, aby ocenić postawę ojca oraz jego więź z dzieckiem i vice versa, a
      także czy ojciec ma/nie ma odpowiednie podejście do dziecka, etc (czyli to co
      się w tam bada) można dokonać badań w RODK - trzeba o to wnieść do sądu. To
      zdecydowanie przedłuza sprawę, ma jednak też tę dobrą stronę, że czas biegnie -
      a dziecko dojrzewa emocjonalnie, i coś co na poczatku sprawy mogło być dla
      dziecka trudne, po jakimś czasie trudnym być przestaje. Sądy w dużej mierze
      polegają na ocenach z RODK. Samo badanie to nic strasznego, dla dziecka w tym
      wieku to jak pójście gdzieś, gdzie jest dużo zabawek. Jednak trzeba miec też
      świadomośc, że ocena psychologa i pedagoga w RODK, zrobiona na podstawie 2-3
      godz (łacznie) kontaktu z matka, dzieckiem i ojcem często bywa złudna i zawodna
      (= nie przystająca do konca do rzeczywistości) - ale przynajmiej dzieci
      oceniają prawidłowo.

      Ja bym raczej sugerowała użycie psychologa przed i po noclegach w okresie
      tymczasowym, o czym pisałam wyżej.

      No i musisz sądowi przedstawić swoją propozycję kontaktów ojciec-dziecko -
      kiedy, gdzie, jak. Lepiej zrobic to dokładniej, bo im propozycja jest
      ogólniejsza tym wieksze "pole popisu" dla kreatywności sędziego, co potem w
      praktyce może wyjść bokiem.

      Chalsia
      • z_mazur Re: trochę bardziej praktycznie 12.01.07, 07:28
        Chalsia, tak z ciekawości.
        Jak teraz wyglądają kontakty ojca z dzieckiem??
        Są te "nocowane" weekendy???
        Jeśli tak, to jak uważasz, że wpływają na dziecko??
        • chalsia odpowiem później (n/txt) 12.01.07, 09:12
        • chalsia Re: trochę bardziej praktycznie 12.01.07, 16:11
          no więc jak pisałam wyżej moim błędem było nie skorzystanie z pomocy
          psychologa, który oceniałby stan emocjonalny dziecka przed i po noclegach w
          okresie "próbnym" w trakcie sprawy w sądzie.
          Bowiem sąd nie dał wiary moim i opiekunki zeznaniom o negatywnym wpływie tych
          weekendów na dziecko (a zaczeło się moczyć w majtki, po wizytach u ojca było
          rozchwiane emocjonalnie z dużym poziomemk agresjii, a także "czepiające się
          spódnicy"). Sad mianowicie stwierdził, że gdyby opisane przeze mnie i nianię
          zachowania miały miejsce naprawdę, to po pierwszym weekendzie u ojca bym SIC
          nie wydała dziecka na kolejny weekend (a ja po prostu działałam zgodnie z
          postanowieniem sądu).
          W końcu sąd zasądził co drugi weekend u ojca od soboty rano (pomijam kwestię
          innych kontaktów, które sąd przyznał - część z nich zgodnie z moim wnioskiem, a
          część zgodnie z żądaniem ojca).
          Więc w wieku ciut ponad 3,5 roku syn zaczął jeździć do ojca na co drugi
          weekend. No i niestety nadal po powrotach od niego miały miejsce zachowania jak
          wyżej no i mówił, że nie chce u taty nocować, że najchętniej by jeździł do
          niego tylko na sobotę (jak było kiedyś wcześniej) (dodam, ze nigdy nie
          nastawiałam dziecka ani przeciw ojcu ani przeciw pobytom u ojca - w końcu de
          facto mam wtedy mile oczekiwane wolne).
          Potrwało to ze dwa miesiące.
          Potem na 10 miesięcy ojciec całkowicie zerwał kontakt z dzieckiem, po czym znów
          zaczął go zabierać do siebie na weekendy. Tak po prostu "odnowił" kontakty z
          dzieckiem, że po 10 miesiącach przyjechał od razu zabrać go na weekend.
          Mały nie chciał, nie chciał, nie chciał, ale jak w końcu ustaliliśmy termin, to
          stwierdził, że aaaa, niech będzie na weekend.
          No i już było OK, tzn. bez ww. zachowań i z chęcią i radością.
          No ale w międzyczasie dziecko wydoroślało, w momencie odnowienia kontaktów
          miało ponad 4,5 roku.
          Było OK, ale już nie jest - znów mały nie chce jeździć do ojca (tzn. twierdzi,
          że ewentualnie na jeden dzien by pojechał), ale to już jest (jak podejrzewam)
          wynik tego jak te pobyty u ojca wyglądają, jak mały się tam czuje - w trakcie
          jednego z weekendów stało się coś, co wywołało takie a nie inne odczucia
          dziecka (ja mniej więcej wiem co). Być może także z powodu bycia swiadkiem jak
          jego ojciec mnie szarpał przy okazji odwożenia dziecka do domu po tym właśnie
          jednym "feralnym" weekendzie.

          Co uważam?
          Uwazam, że dziecko do domu ojca trzeba wprowadzać stopniowo. Idealną sytuacją
          by było, gdyby ojciec zacisnął zęby i na pierwsze 2-3 wizyty na kilka godzin
          wziął dziecko do siebie razem z matką. Potem bez matki - na kilka godzin na
          kilka tygodni, a potem dopiero ew. próbowac noclegów. I to na zasadzie, że jak
          dziecko to negatywnie odreagowuje, to odłozyć noclegi na za jakiś czas. Bo to
          nie fakt spania u ojca jest przyczyną negatywnej reakcji emocjonalnej ale
          ZMIANA warunków z jakim jest to związane, a małe dzieci źle reaagują na zmiany.
          Wiek jest tu kwestią wtórną, bo niektóre dzieci są bardziej hop do przodu a
          inne nie i rozrzut wiekowy może być spory.
          Uważam tez, że dziecko, które nabyło dojrzałość przedszkolną i dobrze czuje się
          w przedszkolu spokojnie może nocować u ojca.

          Chalsia
    • marek_gazeta Re: Kochana Sonriso3 12.01.07, 13:44
      Niebardzo a w zasadzie bardzoniebardzo.

      Jedne rzeczy się w ludziach zmieniają, inne nie. Jeśli np. jedno z małżonków jest "za dobre", z własnej inicjatywy podporządkowuje się drugiemu, to często z tego drugiego zaczyna wyłazić wszystko, co najgorsze, traci się jego szacunek, przestaje on widzieć we współmałżonku partnera itp. Katastrofa gotowa.

      Jeśli jednak ktoś pisze, że "mąż w życiu nie przeczytał żadnej książki" - tzn. przed ślubem nie czytał i po się nie nauczył. W tym wypadku "widziały gały, co brały". Podobnie z alkoholizmem.

      Podobieństwo do ewentualnych rzeczywistych sytuacji niezamierzone, to, przykłady.
    • alexolo hmhmhm 12.01.07, 23:02
      może kieruja mna emocje... moż e kiedys zmienie zdanie !!! może cos
      sprawi że nie będe tak sie obawiać ojca dziecka!!

      ale nadal nie rozumiem czemu maja sluzyć noclegii dziecka po za
      domem... czemu dziecko nie moze mieć zdrowego przeświadczenia że ma
      swój dom, swoje łóżko..swoje konty, w których czuje sie bezpiecznie.
      tym bardziej ..że dom tesciowej jest ok 1km?.... nie rozumiem bo nie
      chce rozumiec .. ja tego do siebie nie dopuszczam. była by to dla
      mnie porażka...te 5 h przezywam jak cholera.. być w domu bez syna 3
      dni...( ciekawe jak mały to zniesie...ktoś napisał że jak mały bedzie
      płakał w nocy to go przytwiaza ...przeciez to oczywiste że tak nie
      zrobią ..wskazywało by to na ich niekożyść!!

      a co myslicie o spedzaniu 3 dni dziecka w 19 m + tatuś + kochanka!!

      • chalsia Re: hmhmhm 13.01.07, 01:12
        no cóż, niestety Ty nie chcesz przemyśleć, zrozumieć, zobaczyć inny punkt
        widzenia (dziecka) niż swój własny. Sama to napisałaś. W sprawie noclegów
        dziecka poza domem masz problem ze swoimi własnymi emocjami a kwesti dotyczące
        samopoczucia/dobra dziecka są mniej istotne.
        I o jakiej, do cholery, porażce piszesz???

        Naprawdę polecam Ci psychoterapię - zaręczam, że Ci pomoże.

        > ale nadal nie rozumiem czemu maja sluzyć noclegii dziecka po za
        > domem... czemu dziecko nie moze mieć zdrowego przeświadczenia że ma
        > swój dom, swoje łóżko..swoje konty, w których czuje sie bezpiecznie.

        Noclegi u ojca służa temu, by dziecko poznało ojca jako osobę inną ("pełną")
        niż gość wpadajcy do domu matki na 5 godzin. By zobaczyło, że ojciec np. gotuje
        zupę albo wymienia żarówki albo robi zakupy. Albo, że robi dziecku śniadanie.
        No i oczywiście kąpie je i kładzie je spać. A tego nie da się (zwłaszcza 3
        ostatnich) bez tych noclegów.
        Słowem - po to by dziecko poznało ojca jako człowieka - z jego codziennymi
        obowiązkami i czynnościami.

        W związku z powyższym fakt, iż teściowa mieszka kilometr dalej, nie ma
        absolutnie znaczenia.
        Aczkolwiek uważam, że opcja NA POCZĄTEK sobota i niedziela z ojcem ale jednak
        nocleg w domu jest OK - aby na początku dziecko miało uczucie, że MOŻE wrócić
        do domu jeśli ma dyskomfort, a bliskość domów to umożliwia (jak w tym
        przypadku), tym bardziej, że masz obawy, że w przypadku płaczów dziecka go nie
        przywiozą (rozumiem Cię, bo u mnie było tak samo - chocby skały srały a dziecko
        baaaardzo chiało do domu, to nie zostanie przywiezione wcześniej).
        Po jakimś czsie dziecku nie będzie się chciało wracać do domu, skoro rano znowu
        ma isć ALBO będzie chciało zostać by to tata je położył do snu.

        Zaręczam Ci (i powie Ci to większość matek, których dzieci nocują u ojców
        weekendowo), że dzieci mają zdrowe przeświadczenie, że mają swój dom, łóżeczko,
        katy, tam gdzie mieszkają STALE.
        A Twoje lęki, przeżywanie 5 h wizyt, NA PEWNO nie pomagają budować w dziecku
        poczucia bezpieczeństwa.

        3 dni? Nie musisz się zgadzać na 3. Na początek 2 wystarczą.
        19 metrów i 3 osoby? A w czym problem?? 6m/osoba. Ludzie z dziecmi tak
        mieszkają latami a tu mowa o weekendzie co jakiś czas.
        Raczej rzeczywistym problemem jest stan surowy, o którym pisałaś. Nota bene -
        jaki stan surowy przy 19m?
        Myślę, że ojciec jednak mając do wyboru weekend z trzylatkiem w 19m z
        bezdzietną kochanką raczej dla własnej wygody wybierze pobyty weekendowe w DOMU
        swojej matki - więcej miejsca no i mama go wyręczy w czynnościach różnych.

        no wali po oczach, jak Cię ta kochanka gryzie. Przecież krzywdy dziecku nie
        zrobi. Wystarczy poczytać forum macoch by wiedzieć, że taka bezdzietna kobieta
        w większości przypadków nie ma ochoty na bliższe interakcje z dzieckiem faceta
        i na dodatek na tyle małym, że dużo dookoła niego trzeba zrobić.
        Spójrz też perspektywicznie - dziecko powinno się uczyć jak wyglądaja relacje
        między kochającym się mężczyzną i kobietą. Ty tego nie możesz teraz pokazać.
        Może kiedyś. A oni mogą.

        Chalsia
        • alexolo ok może wszystko sie ułoży...ale 13.01.07, 01:31
          co do kochanki...juz kzywde zrobila i to okrutna ...do niedawna
          dziecko znało ją jako ciocie...która wpadała z wujkiem ...a teraz ta
          ciocia Spi z tata na 19 m a mój syn patrzy i nie wie o co chodzi!!


          do listopada mieszkali na budowie u kochanki///teraz przenieśli sie do
          miasta na kawalerke!!

          pewnie emocje opadną ...pewnie nie bedzie wyjścia i mały bedzie tam
          jeżdzil ( dokładnie nie wiem gdzie)...może kogoś poznam ..i latwiej
          bedzie mi rozstawać sie z małym...

          ale teraz mimo że emocje i uczucia zwiazane z tym co zrobił ex
          opadły...nadal czuje że starsznie nas skrzywdzono..zabrano mi wszystko
          co było ważne dla mnie i dla dziecka...nie liczono sie z sytuacja
          moja ani małego...teraz czuje że dotychczasowy spokój znowu bedzie
          zakłucony... mam nadzieje iż ponieważ mały jest na tyle mały...jest
          zupełnie bezkrytyczny...i nie ma w nimm tyle obaw i emocji co we
          mnie...i nie bedzie tak tego przezywał ..mam nadzieje że bedzie sie
          cieszył czasem spedzonym ..tam gdzieś...tam z kimś ... ja musze
          sobie jakoś poradzic ..

          znam exa i jego panne ..i wolała bym aby dziecko nie patrzyło jak
          zyją ,jakie maja upodobania , słownik i jak postrzegaja świat!!!
        • marek_gazeta Re: hmhmhm 13.01.07, 20:07
          Zaczynam Cię lubić, Chalsia... Naprawdę zdrowy punkt widzenia.

          --------
          Męski, szowinistyczny gad, który daje się lubić...
        • alexolo Re: hmhmhm 13.01.07, 21:55
          eee tam daj mi pojeczec jeszcze 3 dni....
    • alexolo a po za tym 13.01.07, 02:03
      tak sobie mysle jak tato tak kocha ..a mały powinien poznać go
      ..obserwować ..nauczyć sie od niego czegoś ( ale czego) to moż e tatuś
      by sie na codzień zajoł małym ...może spacer..po przedszkolu...park,
      kaczki. ....., może wyruszył by z nim na zakupy.. może do
      okulisty..czy dentysty...a może cos dziecku brakuje ...a może ma jakies
      potrzeby...a może teskni...a może nie ma co jesć( przeciez tato
      juz nawet 200 żł nie płaci)

      ale po co sie ladowac w takie g.... skoro sie z niego
      uciekło...najlepiej zabrac małego na weekend zorganizowany przez
      kochanke ...czy zabrac małego na 2 dni przy okazji ich wypadu ze
      znajomymi za miasto.. najprościej bo nie koliduje z dniem pracy...
      ..nie ma ju z zadnych obowiazków związanych z małym... tylko sie dobrze
      bawic ..i może to lepiej bo tato sie bawic i wygłupiać umie...w
      obowiązkach szarego ..codziennego dnia poległ by marnie..




      • chalsia Wiesz co, przestań w końcu jojczyć 13.01.07, 13:37
        i narzekać. Weż się w garść. Nie oczekuj niczego od tego faceta. MOże,
        może,może. Łatwiej Ci będzie jak przestaniesz o tym myśleć. Moze kiedyś i tak
        się stanie, to będziesz miała miłą niespodzianke.

        Jest dokładnie tak jak piszesz - wygodnie mu być weekendowym ojcem. Fakt.
        Pogódź się tym, ze taki jest i zajmij SOBĄ.
        Chalsia
        • alexolo o rany jeszcze 2 dni.... 14.01.07, 12:29
          daj pojeczeć!!!
    • sonrisa3 Re: Kochana Sonriso3 14.01.07, 09:37
      > raz : "No cóż... męża sobie wybrałaś takiego, jakiego sobie wybrałaś."
      dwa : "No,wreszcie ktoś jej to napisał"
      > i pytanie dlaczego żadne z was mi tego wcześniej nie napisało?
      > a już ponad rok na forum siedze , no!smile))))
      > a należy mi się bo głupia byłam, zaślepiona miłością, ale przeciez to mnie
      > wcale nie tłumaczywink
      Niepotrzebna ta ironia Brzozo.
      Przeczytaj jeszcze raz mój post, zobaczysz o co mi chodziło. Wiadomo, że
      czlowieka nie da się dokładnie poznać przed ślubem. Wiadomo, że ten człowiek
      się z biegiem lat zmieni, więc nawet takie przedślubne poznanie niekoniecznie
      coś da.
      Chodziło mi o to, że u niektórych kobiet występuje takie dziwne zjawisko, że po
      rozstaniu, dopiero po rozstaniu, nagle były i cała jego rodzina składają się z
      samych wad, które chyba jakoś dotychczas tak bardzo nie uwierały, skoro dalej
      była z tym panem w związku. A nagle on odchodzi i okazuje się, że żyła z
      potworem nie człowiekiem. Na dodatek z potworem pochodzącym z patologicznej
      rodziny.
      Skoro zdecydowała się mieć dziecko z tym człowiekiem, już po iluś tam latach
      wspólnego życia z nim i z tą straszną rodziną, której dziecko będzie członkiem,
      to chyba uznała, że on się na tego ojca nadaje. A nagle okazuje się, że to
      absolutnie nieodpowiedzialny osobnik, który wręcz zagraża bezpieczeństwu
      dziecka.
      I to wszystko.
      • tricolour Masz wiele racji... 14.01.07, 10:40
        ... ale posiadanie Twojego sposobu patrzenia na życie wymaga odwagi i
        odpowiedzialności. Trzeba mieć chęć wzięcia części winy na siebie, a na to stac
        mało osób.

        Jest wielka łatwość w przerzuceniu wszelkiego zła na drugą stronę, ale to do
        niczego dobrego nie prowadzi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka