Dodaj do ulubionych

Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:))

04.10.07, 16:21
Zgubiłam bardzo ważną płytę, na której miałam nagrany pewien
dokument. Bez tego to tylko sobie w łeb strzelić. Potrzebne mi to na
dziś, bo jak tego do jutra nie opracuję to mnie szefostwo ubije.
Wszystkie inne płyty leżą sobie razem na kupce, a ta jedna nóg
dostała. A pamiętałam, kiedy ją ostatnio w ręku trzymałam.
Przewaliłam cały dom, Młode mi dzielnie pomagało. Wygląda teraz jak
po przejściu tajfunu, bo na podłodze mieszają się płyty, papiery i
ciuchy. Tylko żywności nie ma, bo lodówkę sobie zostawiłam na koniec.
A płyta JEST!!! Znalazłam!! Spadła gadzina za szafkę (to nic, że dwa
razy tam zaglądałam i jej nie było). Popłakałam się z radości, Młode
kwiczy ze szczęścia, a pies grzebie w pobojowisku.
Fakt, że ja roztrzepaniec jestem (vide mój dawny wątek o spacerze z
psem w samej bieliźnie i parę innych historii). Ja sobie zdaję
sprawę, że moimi przygodami wynikającymi z zakręcenia umysłowego
często rozbawiam towarzystwo. Ale praca to zawsze była dziedzina, w
której byłam pedantyczna aż do bólu. A tu ostatnio coś się dzieje...
Niedawno zawaliłam pewne spotkanie, dziś omal sobie katastrofy na
blond łepetynę nie sprowadziłam. I w ogóle jakoś mi się robota
rozłazi. Powiedzcie, że to jesienne przesilenie...
Obserwuj wątek
    • crazyrabbit Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 04.10.07, 16:31
      Rozwaliłam ja sobie autko kilka dni temu. Przyjeżdża laweta ,
      szukamy z panem jakiegoś haka , bo potrzebny , znajdujemy , potem są
      nam potrzebne kluczyki.

      Kluczyków niet. Obamacałam kieszenie spodni , torebkę , pamiętam że
      miałam je chwilę temu w łapce! Pewnie zostawiłam w bagażniku!
      Bagażnik zatrzaśnięty , dostajemy się od środka (dobrze , że drzwi
      od strony kierowcy nie można zatrzasnąć!) , wybebeszamy całą
      zawartość , nie ma... Zaczynam kląć jeszcze bardziej. Szukam pod
      autem , na siedzeniach , wyzywam się od ... nieważne ... trzęsę się
      z wściekłosci coraz bardziej...

      A kluczyki leżały cały czas , spokojne i bezpieczne w kieszeni
      bluzy smile

      Tłumaczy mnie sytuacja , jesień i ... totalne zauroczenie big_grinDD
    • julka1800 Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 04.10.07, 16:36
      slowo daje Cathy myslalam ze Ty piszesz ten bardzo wazny dokument,
      czyli testament, a Ty sie zabawiasz z nieletnia i psem i udajecie ze
      czegos szukacie mimo ze to sie wcale nie zgubilo! No no popatrzsmile))
      • cathy_bum Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 04.10.07, 20:30
        Julka, jakbym tej płyty nie znalazła, to testament stałby mi się
        bardzo potrzebnysmile) A tak poczeka sobie w kolejce zadań.
    • salsa13 Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 04.10.07, 16:45
      nie będę gorszasmile

      zastępując koleżankę w sekretariacie, powitałam dyrektora
      przepięknym dzień dobry, pogadaliśmy o pięknej pogodzie, temat
      zawsze na czasiesmile
      Następnie zrobiłam kawkę dyrekcji, podałam prasę, pracuję ciężko,
      korenspondencja, telefony, wizyty itd., dyrekcja poprosiła o
      herbatkę do śniadanka, podałam, znowu pogadaliśmy, zleciało pół
      dniówki ja w sekretariacie on w swoim pokoju. Następnie wezwano mnie
      dwa piętra niżej do kancelarii po odbiór kolejnej korenspondencji
      zeszłam a jakże, idę z listami i spotykam kogo... dyrektora, po czym
      jam ci człek kulturalny przecież, więc pokłon do pasa i ... DZIEŃ
      DOBRY PANIE DYREKTORZE!!! gość się spojrzał, poszedł, odwrócił się,
      zawrócił i z uśmiechem "Czy ty się dobrze dzisiaj czujesz?"
      Załapałm o co mu chodziło ale dopiero jak weszłam do... sekretariatu.
    • rafanetka Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 04.10.07, 17:50
      Tak to jesienne przesilenie. właśnie pisałam maila do przyjaciela:jak to mi sie
      w życiu namieszało, czego to mi brakuje bo nie mam faceta, o pracy i takie tam
      wynurzenia... Hmm rączka sie omsknęła i mail do szefa poszedł. I chyba bym sie
      nie kapnęła gdyby nie odpowiedź szefa. Taa... to na pewno jesień.
      • cathy_bum Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 04.10.07, 20:27
        Miałam doła i napisałam długaśnego bardzo intymnego meila do
        przyjaciela. Cały długi akapit poświęciłam pewnemu panu. Niebyły to
        uwagi dla niego korzystne. Do kogo wysłałam list? Do owego pana
        oczywiście...
        • cathy_bum Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 04.10.07, 20:28
          cathy_bum napisała:

          > Miałam doła i napisałam długaśnego bardzo intymnego meila do
          > przyjaciela. Cały długi akapit poświęciłam pewnemu panu. Niebyły
          to
          > uwagi dla niego korzystne.
          Oczywiście powinno być "Nie były" - spacja mi się zacinasad
          • panda_zielona Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 04.10.07, 22:28
            To i ja się dołożę.Wracm sobie autkiem,a przedemną jakiś kretyn
            przejechał psinkę malutką a mógł go ominąć,bo nie jechał szybko
            ruszył spod świateł.Zatrzymałam się na środku jezdni włączyłam
            awaryjne i zniosłam biedaka na pobocze już nie żył.sadTir,który
            jechał za mną nawet na mnie nie trąbił.
            • salsa13 Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 04.10.07, 22:43
              dobre masz serducho...
    • marek_gazeta Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 05.10.07, 08:58
      Tak, to jesienne przesilenie. Minie wraz z pierwszym śniegiem.

      Mnie też czasami różne rzeczy giną w zupełnie nieprawdopodobny sposób. Np. ostatnio pokrowiec na komórkę, wisi na pasku spodni, zniknął na parę dni. Okazało się, że włożyłem go wraz ze spodniami do szafy, ale jakim cudem trzymał się spodni po zdjęciu paska, nie rozumiem do dziś, cud jakiś.
    • z.odzysku Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 05.10.07, 08:59
      Tak a'propos Kasinego gubienia i znajdowania, poniżej historia, kóra
      przydarzyła się w mojej firmie parę lat temu. smile

      Firma jest duża i ma swoje odddziały w dużych miastach w Polsce.
      I właśnie dyrekcja jednego z oddziałów (w Toruniu) zorganizowała,
      wspólnie z dyrekcją oddziału w Bydgoszczy wyjazd na integracyjno-
      grzybowy (po niedawnych rotacjach kadrowych) gdzieś na skraj Puszczy
      Bydgoskiej. Wynajęli autokar, zebrali ze 40 chętnych na grzybki i
      bliższe poznanie się osób i w sobotni poranek ochoczo wystartowali z
      Torunia udając się w kierunku Bydgoszczy. Towarzystwo, choć w części
      nie znające się jeszcze, było bardzo wesołe, bo oczywiście
      wyposażyli się w odpowiednią ilość płynów poprawiających humor i bez
      zwłoki przystąpili do niszczenia zapasów. Dojechali do Bydgoszczy,
      gdzie dosiadła się reszta "grzybiarzy" uzupełniając oczywiście
      nadszarpnięte już mocno zapasy płynów. Wycieczka dotarła do celu
      podróży, po czym rozeszła się po lesie i w znakomitych humorach
      przystąpiła do zbierania grzybków. Kierownik wycieczki zarządził
      odwrót wczesnym popołudniem, tak więc koło 15.00 towarzystwo, na
      niezłym kacu, zaczęło się złazić w okolice zaparkowanego w
      przydrożnej zatocze autokoaru. Kiedy więc weseli grzybiarze zasiedli
      w autokarze, skacowany mocniej kierownik wycieczki (księgowy, nota-
      bene) skonstatował, że warto by przed wyjazdem przeliczyć
      towarzystwo, czy się "sztuki" zgadzają. Jak pomyślał, tak i zrobił.
      Przy tym liczeniu okazało się, że jest manko na jedną osobę.
      Przeliczywszy dla pewności jeszcze 2 razy i doszedłszy do wniosku,
      że zaginiony gdzieś się w lasku zdrzemnął, rezolutnie zarządził
      poszukiwania. Z co trzeźwiejszych zebrał grupę poszukiwawczą, która
      niezwłocznie udała się na ratunek. Poszukiwania nie trwały jednak
      długo. Okazało się, że ze 300 metrów od autokaru w przydrożnym rowie
      w wysokiej trawie zguba leży i smacznie śpi. Nie zastanawiając się
      długo, dowódca plutonu polecił transport wyczerpanego grzybiarza do
      autokaru. "Ranny" w czasie transportu nawet się nie obudził.
      Członkowie ekipy poszukiwawczej, dumni z siebie, wnieśli śpiącą
      zgubę do autokaru i usadowili w bezpiecznej do transportu pozycji.
      Okazało się, że większość "zmęczonych" grzybiarzy w oczekiwaniu na
      zakończenie misji ratunkowej się pospała. Kierownik wycieczki
      zarządził więc powrót do Torunia przez Bydgoszcz, gdzie część
      uczestników miała wysiąść. Zbliżając się już do Torunia, szczęśliwie
      odnaleziona zguba zaczęła się budzić... Pierwsze pytanie, które
      bełkotliwie zadała siedzącemu obok, brzmiało: "gdzie jest mój
      rower?".
    • lilyrush Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 05.10.07, 11:26
      W srode złamałam obcas (nie wchodząc wzczegóły). Dobrze, ze mama w
      pracy dodatkowe 2 pary butów- miałam w czym isc po nowe
      Wczoraj rano wylałam na bioł bluzke kubek kawy. Na szczeście miaął
      żakiet i w nim grzecznie siedizaąłm do końca dnia
      Aż sie boej co zrobie dzisiaj...
      • z.odzysku Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 05.10.07, 11:42
        lilyrush napisała:
        > ...Aż sie boej co zrobie dzisiaj...

        byle dzieci z tego nie było. ;-PP
        • lilyrush Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 05.10.07, 12:40
          z.odzysku napisał:
          > byle dzieci z tego nie było. ;-PP
          >
          ten temat mam akurat pod kontrolą smile
          słowo "antykoncepcja" obiło sie o uszy???
          >
          • z.odzysku Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 05.10.07, 12:48
            lilyrush napisała:

            > ten temat mam akurat pod kontrolą smile

            no właśne!!! i z tego powodu jest nas mniej Polaków, coraz. ;-PPP


            > słowo "antykoncepcja" obiło sie o uszy???

            coś mi świta wink)
            • lilyrush Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 05.10.07, 13:41
              z.odzysku napisał:

              > lilyrush napisała:
              >
              > > ten temat mam akurat pod kontrolą smile
              >
              > no właśne!!! i z tego powodu jest nas mniej Polaków, coraz. ;-PPP
              Weisz, ja już swoje zrobiłam, nowego obywatela wychowuję wink
              Becikowe odebralam
              A Ty???? nie pytaj co my Polacy mozemy zrobić dla Ciebie, zrób cos
              dla nas wink
              • a.niech.to Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 05.10.07, 13:47
                lilyrush napisała:

                > A Ty???? nie pytaj co my Polacy mozemy zrobić dla Ciebie, zrób cos
                > dla nas wink
                Chciałam dla Ciebie złapać, nie wyszło. Może coś innego? Mieszkasz
                za daleko ode mnie, żebym Ci proponowała opiekę nad córką, zresztą
                to dorosła panna.
                • a.niech.to Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 05.10.07, 13:48
                  Chyba Cię pomylilam z Ivon. Ciężko kojarzę, nie wiem czy tylko
                  dzisiaj, czy zawsze.
                  • lilyrush Re: Ale się cieszę - kompletnie nie na temat:)) 05.10.07, 22:35
                    a.niech.to napisała:

                    > Chyba Cię pomylilam z Ivon. Ciężko kojarzę, nie wiem czy tylko
                    > dzisiaj, czy zawsze.

                    Ja sie nie gniewam- z Ivone możesz mnie mylić dowolnie smile
    • cathy_bum A dziś... 05.10.07, 19:28
      Poszłam spać o siódmej rano (troszkę mnie praca wciągnęła), wstałam
      już o ósmej. Po co? Po to, żeby spędzić przemiły dzień z przemiłą
      foremką. Jasminowo! Pozdrawiam gorrrąco!
      Zaległości w robocie chwilowo nadgonione, można odpocząć w weekend.
      A ten zapowiada się ciekawiesmile) Bardzo ciekawie.
      Do tego kupiłam sobie dzis prezent i od razu mi lepiej na świecie. I
      jeszcze dostałam list od wielbiciela sprzed lat. A figę, wolę sama
      pójść do kinatongue_out
      czyżby jesienne presilenie mijało? No mam nadziejęsmile))
      • lilyrush Re: A dziś... 05.10.07, 22:36
        Ty sie trzymaj tego dobrego humoru, to mi mój będziesz poprawiała jutro...
        • cathy_bum Re: A dziś... 07.10.07, 21:24
          lilyrush napisała:

          > Ty sie trzymaj tego dobrego humoru, to mi mój będziesz poprawiała
          jutro...
          Lily, mam nadzieję, że humor choć trochę lepszysmile Bo jak nie, to
          następnym razem rurę z budowy rąbnę i Ci program kabaretowy urządzę
          (rura to w nawiązaniu do dawnych wydarzeń pt."Co facet może z rurą?")
          • ivone7 Re: A dziś... 08.10.07, 13:52
            oj taki program kabaretowy to i ja chetnie obejrze...czy warunkiem
            koniecznym jest dol humorzasty? czy mozna to obejrzec w pelnej
            formie?
            aaaa i ile bilecik kosztuje hihi
            • cathy_bum Re: A dziś... 08.10.07, 18:48
              ivone7 napisała:

              > oj taki program kabaretowy to i ja chetnie obejrze...czy warunkiem
              > koniecznym jest dol humorzasty? czy mozna to obejrzec w pelnej
              > formie?
              > aaaa i ile bilecik kosztuje hihi
              Jak dla Ciebie jedno piwo na rozgrzewkę dla artystkiwink Dół nie jest
              elementem niezbędnym. Ty się ekhm... ustosunkuj do mojego @ z
              ofertąsmile
              • ivone7 Re: A dziś... 08.10.07, 21:25
                hihi sie ustosunkuje...jak mloda z wanny wyciagne...
                ale nawet 2 postawie, zeby to obaczyc...
    • cathy_bum A dziś... to trzymajcie za mnie kciuki:( 08.10.07, 13:34
      Czeka mnie niemiła przeprawa w pracy. Miałam czelność się postawić
      pewnemu nadętemu bubkowi, który uważa że świat się wokół niego
      kręci. Uważał, że będzie ok jak ja zmienię cały swój plan tygodnia,
      zrezygnuję z zajęć, za które sporo płacę, a dziecko wyślę w kosmos
      (bo odebrać ze szkoły jej nie zdołam). Powód? Bo on nagle postanowił
      mieć wolne popołudnia (zakochał się ponoć). Dodam, że słowo "proszę"
      nawet z jego strony nie padło. A ja swój grafik ułożyłam "pod
      niego", tj. wpasowałam swoje zajęcia w jego plan.
      Uparłam się przy swoim i wygrałam. Ale chłopczyk poskarżył się na
      górze...
      • z.odzysku Re: A dziś... to trzymajcie za mnie kciuki:( 08.10.07, 13:39
        cathy_bum napisała:

        > Czeka mnie niemiła przeprawa w pracy. Miałam czelność się postawić
        > pewnemu nadętemu bubkowi, który uważa że świat się wokół niego
        > kręci. Uważał, że będzie ok jak ja zmienię cały swój plan
        tygodnia,
        > zrezygnuję z zajęć, za które sporo płacę, a dziecko wyślę w kosmos
        > (bo odebrać ze szkoły jej nie zdołam). Powód? Bo on nagle
        postanowił
        > mieć wolne popołudnia (zakochał się ponoć). Dodam, że
        słowo "proszę"
        > nawet z jego strony nie padło. A ja swój grafik ułożyłam "pod
        > niego", tj. wpasowałam swoje zajęcia w jego plan.
        > Uparłam się przy swoim i wygrałam. Ale chłopczyk poskarżył się na
        > górze...

        No to trzymam mocno kciuki! smile)
        Dasz radę, bo coś czuę, że masz parę asów w rękawie. smile
        I gratuluję odwagi! smile

        Nadętym bubkom stanowczo mówimy: "Nie"!! wink
        • ivone7 Re: A dziś... to trzymajcie za mnie kciuki:( 08.10.07, 13:48
          nawet bardzo stanowcze NIE...nawet zakochanym ale nadetym
          bubkom...NIE NIE NIE
      • ivone7 Re: A dziś... to trzymajcie za mnie kciuki:( 08.10.07, 13:45
        no to bede myslec cathy...i wysylac pozytywne myslaki...
      • cathy_bum Dziękuję. 08.10.07, 18:46
        Jesteście niezawodni. Ivone, Twój sms dodał mi wiary w siebie i
        bojowego duchasmile A ja nadal żyję i chyba jeszcze pracuję.
        Zaczęło się fatalnie, bo w zdenerwowaniu (roztargnienie też miało w
        tym swój udział) nie zauważyłam zman w układzie komunikacji
        miejskiej. W ten sposób zamiast na Gocławiu wylądowałam na
        Czerniakowie (puścili busy Trasą Siekierkowską). Nie poddałam się i
        po dwóch przesiadkach i opętańczym biegu z laptopem na szyi dotarłam
        do roboty. Mokra i zziajana, ale punktualna.
        Wprost za opór antybubkowy nie oberwałam. Bo wszyscy wiedzą, że mam
        rację. Ale zawsze się można do czegoś przyczepić, prawda? Było
        średnio miło, ale dało się wytrzymać. Wysłuchałam, co moje i tyle.
        Zobaczymy, co dalej. Ufff...
        • cathy_bum Re: Dziękuję. 08.10.07, 18:47
          A poza tym bubek zakochuje się 3 razy w miesiącu, często w 3 paniach
          na raz. Jakbyśmy te jego romanse uwzględniali, to całkiem duża firma
          by się obaliła...
          • marieta_makieta Cathy, cieszę się 09.10.07, 10:35
            że w miarę ulgowo przeszło. A nie możesz jakoś delikatnie dokuczyć
            dupkowi? Wiem, że najlepiej być ponad takie sprawy, bo po co szarpać
            sobie nerwy jeszcze jakimś debilem, ale zemsta jest, a w każdym
            razie bywa, rozkoszą bogów. MOja przyjaciółka mawia, że nie można
            dawać się dymać przez całe życie i na dowód opowiada historię jej
            mamy. Mama pracuje w państwowej instytucji i ma tragiczną szefową.
            Tak ją ta szefowa wymęczyła, że ta mama postanowiła sobie zapewnić
            spokój na jakiś czas. Słabym punktem szefowej jest każda aktualna
            władza, tzn. każdemu szefowi, niezależnie od jego opcji politycznej,
            czerwonej, czarnej, czy burej w kropki-właziła w tyłek. Mama
            koleżanki wyczekała na odpowiedni moment i przy szfowej rzuciła do
            współpracownicy tekst, że jak zna Jarka (Kaczyńskiego), to jest
            pewna, że on się z Jolką (posłanka Szczypińska) przed wyborami na
            pewno nie ożeni. Twarz szefowej stężała z wrażenia. Od tametj pory
            jest dla mamy kolezanki uprzedzająco grzeczna, jakby mogła, to by za
            nią teczkę nosiła. A mama koleżanki już zaczyna puszczać podobne
            teskty o Donaldzie i Bronku. Oczywiście ani Jarka, ani Donalda, ani
            Bronka rzeczona mama nie zna, ale też nigdy nie powiedziała, że zna
            ich osobiście. MOże zapodasz temu bubkowi z pracy coś w tym stylu?
            Jakieś subtelne nadepnięcie na odcisk? Ostaecznie zawsze możesz
            dyskretnie napluć mu do kawy, albo dosypać czegoś na
            przeczyszczenie.
            Ja tez jestem roztrzepana. W zeszłą zimę, wychodząc do pracy ciepło
            się ubrałam-grube rajstopki, ciepły żakiet i długi, pikowany
            płaszcz. Weszłam do biura jako pierwsza (tak mi się wydawało),
            zdjęłam płaszcz, powiesiłam i od razu musiałam iść do gabinetu
            mojego szefa-buca, bo on niestety jednak przyszedł jeszcze
            wcześniej. Wpadłam do jego gabinetu, on podniósł na mnie wzrok i
            skamieniał, a potem wyszeptał: "Marieta, kur..., wyjdź stąd w tej
            chwili, zanim cię ktoś zobaczy,idź się ubrać, ale już!". Co się
            stało? Nie włożyłam spódnicy. Stałam przed szefem w żakiecie i
            rajstopach. Dobrze, że to była zima, bo wiosną i latem chodzę w
            pończochach. Dopiero byłby widok. Buziaki
            • cathy_bum Marieta! 09.10.07, 18:07
              Historią o paradowaniu bez spódnicy rozproszyłaś nieco mój podły
              humorbig_grin Tyś mi siostrą chyba - ja takich historii mam na sumieniu od
              groma. Chociaż uświadomiłam sobie, że za "czasów ex" starałam się
              być tak odpowiedzialna itd. że mi poczucie humoru i skłonność do
              wariactwa lekko przygasło. Teraz się odnowiło z całą mocą...

              Dupkowi nie zrobię nic, bo on protegowany-ustosunkowany. Dlatego
              wszyscy go znoszą z pokorą. Mnie do tej pory na odcisk nie właził.
              No może raz zupełnie prywatnie, jak mnie uraczył tekstem,
              że "kobiety po 30-tce to wstydu nie mają, żeby się za facetami
              oglądać" itp. W ramach podrywu to było, bo koleś nie wiedział ile
              mam lattongue_out Rzadko go widuję, więc problemu nie będzie. Najgorzej z
              moją szefową, która ze strachu na mnie wsiadła - unika kłopotów za
              wszelką cenę.
              • marieta_makieta Re: Marieta! 09.10.07, 23:28
                Cathy... to chociaż mu do kawy napluj przy okazji. Wiem, że to
                nieszlachetne i małostkowe, ale nienawidzę takich dupków.
                • cathy_bum Re: Marieta! 09.10.07, 23:36
                  marieta_makieta napisała:

                  > Cathy... to chociaż mu do kawy napluj przy okazji. Wiem, że to
                  > nieszlachetne i małostkowe, ale nienawidzę takich dupków.
                  On kawy nie pija, bo to na cerę źle robibig_grin. Nosi ze sobą buteleczkę
                  ze specjalnym extra-cudownym napojem. Jakby ktoś znał ludowy sposób
                  na zakażenie go brodawkami, albo inną szpecącą zarazą, to ja
                  poproszę.
                  • marieta_makieta Re: Marieta! 10.10.07, 10:24
                    O matko, co za facet. Buteleczka z extra napojem, ratunku. Cathy,
                    proponuję tak: idź o północy boso na rozstaje dróg, z czarnym kotem.
                    Wróć do domu-też na bosaka cały czas. Umyj potem nogi w misce, a
                    wodę z tego mycia wlej do cudownej buteleczki. Nie wiem, czy
                    dostanie od tego brodawek, ale jesli po tej wyprawie będziesz miała
                    bardzo brudne nogi, to może chociaż sraczka jakaś mała mu się
                    przytrafi.
                    • cathy_bum Re: Marieta! 10.10.07, 14:13
                      Mam czarnego psa. Nada się zamiast tego kota? Bo inaczej będę
                      musiała zwierzątko po ludziach pożyczać. Dziś w nocy ruszam boso na
                      te rozstaje, nawet niedaleko mam. Do końca sobie zepsuję opinię u
                      panów przy bramie osiedlabig_grin
                  • z.odzysku Re: Marieta! 10.10.07, 12:21
                    cathy_bum napisała:

                    > ... Jakby ktoś znał ludowy sposób
                    > na zakażenie go brodawkami, albo inną szpecącą zarazą, to ja
                    > poproszę.

                    "zgniłe jajeczko wlać bez skorupki,
                    czosnek, cebulę razem do kupki,
                    dodać amoniak i siarkowodór,
                    nos zatykając, czekać na odór"
                    (cyt.)

                    potem tylko trzeba podmienić buteleczki smile
                    obstrukcja i zaraza morowa będzie jak nic. wink
                    • cathy_bum Re: Marieta! 10.10.07, 14:14
                      z.odzysku napisał:


                      > potem tylko trzeba podmienić buteleczki smile
                      > obstrukcja i zaraza morowa będzie jak nic. wink
                      Gorzej jak on to otworzy w pomieszczeniu, w którym wszyscy
                      przebywamy. Okien nie ma, wywietrzyć będzie trudno.
        • ivone7 Re: Dziękuję. 08.10.07, 21:32
          alez zawsze mozesz na mnie liczyc...

      • cathy_bum Słodki smak zemsty;) 11.10.07, 14:56
        Okazało się, że poczynania mojego dyżurnego bubka zalazły za skórę
        nie tylko mnie. A jego ostatnie wystąpienie przelało czarę goryczy.
        Mój wielce ulubiony firmowy kolega dostał lekkiego szału. I
        skorzystał z nagminnej praktyki bubka olewania osobistego
        nadzorowania pewnych posunięć służbowych. "Się" zawaliło pod
        nieobecność bubka, a że go nie było, to nie miał kto naprawić... Dla
        kogoś innego, ekipa by pewnie sama coś wykombinowała. Dla bubka im
        się nie chciało. Jakie to smutnewink Bubek poniesie finansowe
        konsekwencje olewki, a wyższe szefostwo dostało szału (dotąd
        przymykano oczy na takie akcje).
        Najlepsze, że wcale nie maczałam w tym palców <wbrew sugestiom
        niektórych>. Dowiedziałam się po fakcie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka