ech.. poplotkuję

11.06.08, 10:42
Małżeństwo z 3 dzieci, żona od dawna ma dość, mysli o rozwodzie, ze względu na
ilość dzieci nie wie co robić. Mąż typ macho-mitoman, własna firma, pomysły
nie z tej ziemi, etat-to nie dla niego, od lat obiecuje cuda a oferuje długi.
Żona pracuje i zajmuje się wszystkim w domu, wychowaniem dzieci,
zaopatrzeniem, gotowaniem, sprzątaniem. Mąż w tym czasie "ciężko pracuje w
terenie"(bez widocznego efektu finansowego) lub siedzi godzinami przed kompem
otoczony stertą petów po czym prosi ją żeby mu zrobiła kawę bo on taaaki
zmęczony..a ona biegnie i mu robi (czyt.współuzależnienie).
Żona chce by mąż przypadkiem nie ucierpiał po rozwodzie, nie załamał, albo nie
stoczył się... Chce mu zostawić mieszkanie(bo to jego po rodzicach) ale sama
nie ma dokąd iść z dziećmi a nie chce ich zostawiać żeby nie cierpiały. Dzieci
wolą być z nią. Mąż ewentualnie się zgadza żeby ona odeszła ale dzieci mają
zostac z nim w mieszkaniu. Dotychczasowe zaangażowanie ojca w wychowanie
dzieci to np wyprawa na wywiadówkę(bo żona nie mogła się z pracy zwolnić) a po
niej zlanie syna pasem tak, że sąsiadka go musiłA bronić dziecko przed
okaleczeniem(bo syn coś drobnego zbroił w szkole).
Sytuacja: po dniu pracy wraca żona do domu, dzieci głodne. Mąż od kilku godzin
siedzi w domu zatopiony w internecie ale nie interesuje go zrobienie dzieciom
posiłku(przez kilkanaście lat nigdy nie zrobił, nawet sobie, czekał na obsługę
żony). Żona przygotowywuje obiad, potem rozmawia z mężem - jak sobie
wyobrażasz opieke nad dziecmi po rozwodzie jesli w domu nic nie zrobione choc
jestes w nim i nic nie robisz? Mąż: "moja droga! po rozwodzie to ty mi
zapłacisz po 500 zł na dziecko a za taka kasę to ja sobie zaraz kobietę do
sprzątania wynajmę!" . 'A kto się zajmie dziećmi jeśli nie potrafisz im nawet
makaronu odgrzać i nie obchodzi cię że tu siedzą głodne a lodówka pusta??'.
Obraził się.

Bosz.... To na szczęście nie mój mąż. Ale to tak odnośnie pojęcia niektórych
mężczyzn o potrzebach dzieci. smile
    • plujeczka Re: ech.. poplotkuję 11.06.08, 11:09
      no coż utrata dla wielu mężów prawie darmowego , nie psujacego się ,
      piorącego, gotujacego, wychowującego dzieci robota domowego pod
      tytułem żona jest wyjatkową "traumą" ale ...warto spróbować uwolnić
      się z tak toksycznego związku, nie będzie to łatwe fakt ale nie
      znaczy ,ze nie wykonalne.Twojej koleżance zycze odwagi i
      współczuję.Kurne szkoda zycia na tkwienie w taki związku bo ono,
      tak szybko mija .
      • marek_gazeta Re: ech.. poplotkuję 11.06.08, 11:44
        Pan poszuka sobie innego "prawie darmowego" etc. robota, a Pani znajdzie kolejnego do obsługi. Czyli w zasadzie niewiele się zmieni, tylko dzieciom będzie przykro.

        PS. Zdecydowanie rozwiewam złudzenia, że "robot" się nie psuje. Psuje się.
        • plujeczka Re: ech.. poplotkuję 11.06.08, 13:10
          mARKU! ZNAM TAKICH CO NAPRAWIALI " PSUJĄCY SIĘ ROBOT" ZA POMOCĄ
          PIĘŚCI- mężczyżna mu było czy jakoś tak
          • marek_gazeta Nie: toksyczny 12.06.08, 09:20
            Nie wiem, czy opisana sytuacja kwalifikuje się do określenia "toksyczny związek". Mnie to się bardziej kojarzy z zachowaniami przemocowymi i psychicznymi, a nie z nierównym podziałem ról.

            Sytuacja jest dość typowa, opisana w dodatku przez kobietę. Spróbujmy pomajstrować:

            "Żona pracuje i zajmuje się wszystkim w domu, ale bez widocznego efektu. Mąż w tym czasie ciężko pracuje na utrzymanie domu, kiedy wraca, pada na twarz, ale nie może odpocząć, bo bierze dodatkowe zlecenia na prace na komputerze"

            I już brzmi o niebo lepiej.
            • sylwiamich Re: Nie: toksyczny 12.06.08, 10:21
              marek_gazeta napisał:
              > "Żona pracuje i zajmuje się wszystkim w domu, ale bez widocznego
              efektu.

              Podoba mi sięsmile))
              • sylwiamich Re: Nie: toksyczny 12.06.08, 10:23
                Od razu mi się przypomniało,że mój mąż uważał porządek przy dwójce
                małych dzieci jako stan dany przez Bogasmile)
                A ja jako niekatoliczka nawet się o to nie musiałam modlićwink)
              • magd.a Re: Nie: toksyczny 12.06.08, 10:49
                Dobre smile)))
                Czyli jak sprząta to nie widać porządku? Jak gotuje obiad to nigdy obiadu nie
                ma? To jakim cudem dzieci jeszcze żyją? smile)))
            • magd.a Re: Nie: toksyczny 12.06.08, 10:43
              Och marek... to pobożne życzenia mężczyzny, możliwe, że w innych układach tak
              jest ale nie w tym smile
              tłumaczę:

              > "Żona pracuje i zajmuje się wszystkim w domu, ale bez widocznego efektu.

              Dzieci, czyste, z sukcesami w szkole -mimo marnych warunków
              mieszkaniowo-finansowych (mieszkanie45m w piątkę, jeden pokój okupuje mąż, jego
              komputer i przepełniona popielniczka)
              Żona zrobiła remont własnymi rękami, malowanie, kupno i montaż nowych drzwi...
              bo mąż "nie ma czasu" ...grając na komputerze.

              > Mąż w
              > tym czasie ciężko pracuje na utrzymanie domu,
              regularne 3 i więcej tys zł w tej samej branży w której "dziala" w firmie, ale
              na etacie było za dużo pracy i obowiązków i mu nie odpowiadało. Więc rzucił
              szybko etat i "robi biznes"...jeden chaos, w wyniku tego od 3 lat spłacają
              długi, chcąc się pozkazać jako "biznesmen którego stać na wielkie inwestycje"
              napożyczał kasę nawet od lokalnej mafii na pięęękny procent miesięczny, przed
              żoną udając że stać go na wszystko, do tego to facet z gestem, każdej kobiecie
              kawę i drinka postawi. Jak pożyczkodawcy zaczęli cisnąć to kolejny i kolejny
              raz mąż biegiem do żony "zorganizuj od matki lub koleżanek pieniądze bo mi
              trzeba, a jak to spłacę to już będziemy na prostej"...i od lat ten sam schemat,
              a żona ciągle w to wierzy, że juz tym razem będzie ta "prosta"...
              Samochód do prowadzenia biznesu kupiła mu...teściowasmile

              >kiedy wraca, pada na twarz, ale nie może odpocząć, bo bierze >dodatkowe zlecenia
              >na prace na komputerze"

              ech, marzyciel jesteś smile kiedy wraca, włącza gry na kurnik.pl i gra lub
              flirtuje przez całą noc z miłymi paniami które nie znają go od codziennej strony
              lub znajduje sobie zlecenie..nie wiadomo czemu w drugiej części Polski (dojazd
              kilkaset km, serwisowanie pochłania wielkie koszty) choć w okolicy kilkunastu
              kilometrów ta sama robota lezy na ulicy i są kolejki po fachowców.

              smile .. jeśli położy się o 5 rano po całej nocy w internecie i w oparach
              papierosów, to naprawdę trudno żeby był wypoczęty dnia następnego.
              Ja nie twierdzę, że tylko on ma w utrzymaniu tego układu udział.
              Zona uważa, że jej obowiązkiem jest być przy mężu szczególnie gdy sobie nie
              radzi, słuchać go i obsługiwać(wychowanie. nawet jej matka samochód kupila
              zięciowi-bo on jest facetem i mu się należy, a nie córce-bo kobiecie po co
              samochód, choć córka ma pracę związana z częstym przemieszczaniem się).
              W ten sposób on sobie nie radzi od zawsze bo zawsze ma się na kim powiesić, a
              ona mu od zawsze pomaga w przekonaniu, że taka jest jej życiowa rola, ze kobieta
              ma byc podporządkowana mężowi, a mąż przynajmniej nie pije. Ona czuje się
              "lepsza" mając kiepskiego męża, on czuje się macho mając uległą kobietę, oboje
              potrzebują adrenaliny w związku więc się często kłócą.
              Tylko, że ona coś zaczęła rozumieć i chce się z tego układu wypisać. A mąż się
              przestraszył, że się skończy to co mu odpowiadało i czepia się wszelkich
              sposobów żeby zachowac dotychczasowy układ.
      • magd.a Re: ech.. poplotkuję 11.06.08, 11:49
        Kolezanka dojrzewa do decyzji o rozstaniu od kilku lat(było duzo gorzej),
        dopiero niedawno dała sobie prawo do tego, że może odejść(będzie wyrodna w
        rodzinie) i że z mężem już nie chce być. Ale jeszcze nie wie jak to
        zorganizować(marne finanse) i żeby dzieci najmniej ucierpiały.
        Od dawna namawiam ją na terapię, psychologa (jej wiara w mitomanię męża i
        poddawanie się manipulacji a tym samym obustronnie toksyczny układ, jest w niej
        ciągle ogromna- kwestia dzieciństwa), bo byłoby jej łatwiej, ale nie chce
        pójść(w jej srodowisku to nie jest norma). I mimo wszystkich karygodnych
        zachowań męża z przemocą włącznie uważa, że w trakcie rozwodu będzie on
        gentelmenem, a mimo jego tkwiena w długach i absurdalnych pomysłów na biznesy
        uważa, że będzie sam z siebie placił przyzwoite alimenty na dzieci. Więc jesli
        odważy się faktycznie złożyc pozew to może doznać niezłego wstrząsu..
        • sylwiamich Re: ech.. poplotkuję 11.06.08, 13:02
          Nie przypominaj mi tegosmile))Kłamie?Bo jak nie kłamie, to i tak nie
          jest żlewink)
          • magd.a Re: ech.. poplotkuję 11.06.08, 13:49
            Generalnie nie kłamie smile Jedynie rozmija się z prawdą, bo ta Jego jest
            własciwsza choć nijak a się do rzeczywistości
    • tricolour Jednym nabić, a drugim wystrzelić... 11.06.08, 16:05
      ... bo skoro żona przez kilkanaście lat robiła za służącą facetowi, który nawet
      jeść potrzebował dostawać, to nabrała statusu służącej.
      • magd.a Re: Jednym nabić, a drugim wystrzelić... 11.06.08, 16:23
        Od kilku lat stara się tego statusu pozbyć ale to trudne jeśli taki układ w domu
        uznany był za normalny. Widać światełko w tunelu ale przyzwyczajenie nadal silne.
        Mnie az czasem telepie bo jesli nie ma matki akurat w domu to z automatu funkcja
        slużącej przechodzi na jej córkę 13letnią... I kolejna kobieta z przyszłymi
        takimi samymi problemami rośnie..
        • bozenadwa Re: Jednym nabić, a drugim wystrzelić... 11.06.08, 16:42
          No ..nietety.Problem mezczyzny jako PAna i Wladcy,pokutuje juz od
          wiekow.Na szczescie to sie zmienia.szkopul w tym ,e jesli kobieta
          zdecyduje sie na postawienie granicy,co odbywa sie i tak jej duzym
          kosztem,to Pan i Wladca wtedy sie obrazai szantazuje w rozny
          sposob,I jesli,to juz nie pomaga,to postanawia znalesc sobie
          zamiennik i rozwiesc sie.Naturalnie obwinia przy tym kobiete,Czyli
          tak ,kobieta jest winna temu ,ze smie sie nie podporzadkowac,i
          rowniez jest winna temu ze sie podporzadkowuje,i to do tego stopnia
          jest winna ,ze w obu przypadkach powinna oberwac. I to sie tutaj
          pisze na naszym forum.
          • sylwiamich Re: Jednym nabić, a drugim wystrzelić... 11.06.08, 19:20
            No i jaki z tego morał? Żeby kobieta miała w dupie obiegowe
            opinie.Fakt...trzeba mieć dużąąąąsmile)))
            Prałam i gotowałam jak mi się chciało.Jak sie odechciało to
            przestałam.Byłam mężatka do czasu gdy przynosiło mi to korzyści.Gdy
            przestało...rozwiodłam się.Nie dogodzę WSZYTKIM...postawiłam więc na
            osobę której zachcianek nie muszę się domyślać...na siebie.
            • lilyrush Re: Jednym nabić, a drugim wystrzelić... 12.06.08, 11:16
              sylwiamich napisała:

              > No i jaki z tego morał? Żeby kobieta miała w dupie obiegowe
              > opinie.Fakt...trzeba mieć dużąąąąsmile)))
              Nie dogodzę WSZYTKIM...postawiłam więc na
              > osobę której zachcianek nie muszę się domyślać...na siebie.

              Sylwia...ale pamiętaj, ze bardzo mało kobiet ma tą duża...
              Ja jestem wyrodna w rodzinie i diabeł wcielony. a teraz jeszcze lecę na kasę

              Opisanej sytuacji komentować nie będę. Jak kobieta chce sie wypisać to niech to
              zrobi tylko nie kosztem swoich dzieci. Ale jak czytam to na wcale nie chce sie
              wypisać, bo jeszcze Panu i Władcy się ciut życie utrudni
              • magd.a Re: Jednym nabić, a drugim wystrzelić... 12.06.08, 11:38
                Trudno matce ocenić co w tej sytuacji jaką mają -nie jest krzywdą dzieci. Może
                lepsze trwanie w tym samym przez jeszcze z 7 lat aż wszystkie dorosną, czy
                lepsze zburzenie tego kiepskiego choć znanego układu i fundowanie dzieciakom
                rozstania rodziców i rozpadu rodziny. Plus, do tego osobisty wielki strach przed
                nagłą samodzielnością i wzięciem odpowiedzialności wyłącznie na swoje barki jako
                inicjatorce "przemeblowania".
Pełna wersja