Dodaj do ulubionych

Starodzieciowe problemy

12.06.08, 15:35
Dzieci dorastające w chorych rodzinach wchodzą w dorosłość z
obciążeniami wyniesionymi z rodzinnego domu. Czasem zdarza się, że
oboje czy jedno z rodziców w porozwodowej zawierusze traci kontakt z
dorosłymi/dojrzewającymi dziećmi. Jeśli czas pogłębia taki stan
rzeczy obopólne, bo przecież rodzica także, straty krzepną bądź się
pogłębiają. Wzajemne żale tworzą skorupę uprzedzeń i niechęci, a
przecież niełatwo przestaje się kochać mamę czy tatę, o ile dzieje
się to kiedy kolwiek. Przeważnie w młodych ludziach pozostaje
wieczna tęsknota za tym, co powinno wnieść w ich życie ojcostwo lub
macierzyństwo. Rozwód teretycznie dotyczy małżonków, w praktyce
często - niestety - i dzieci.
Sądzę, że zacząć trzeba od rozpoznania błędów i braków popełnionych
w procesie wychowania. Następnie przyjąć na siebie jako dojrzalszej
osoby ciężar odtworzenia/zbudowania.
Po pierwsze - zapewniać swoją postawą o stałości uczuć, po drugie -
zachować wyrozumiałość i daleko idącą tolerancję w obliczu młodszych
uczestników trudnej sytuacji, po trzecie - odrzucić urażone ambicje
i temu podobne na rzecz najważniejszego z uczuć, patrzeć od strony
tych, za których kiedyś przyjęliśmy odpowiedzialność. Szczerość jest
wartością nie do przecenienia.
Jeśli ktoś ma podobne przemyślenia, zapraszam do rozmowy.
Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: Starodzieciowe problemy 12.06.08, 15:44
      No cóż...rozpoznawanie błędów powinno się dziać podczas całego
      procesu wychowawczego.A o błędy w pojedynkę nietrudno.Sama ich masę
      popełniłam.Odwracam je codzinnie.Wiele się pisze, mówi o przemocy w
      domach, o znęcaniu się , biciu.O zakażaniu nienawiścią. Rzadko
      słyszę wypowiedzi o nadopiekuńczości.O rekompensowaniu braku taty,
      mamy, kasy, czasu.O braniu dzieci pod parasol ochronny i
      przyzwalaniu na złe zachowanie tłumacząc je okresem
      porozwodowym.Mało w tym mądrej miłości, dużo zaspokajania własnych
      potrzeb.Jakby tak tulić i wymagać? Kochać i nie pozwalać na złe
      zachowanie? Prawda. I nie zamykać się w niepełnym domu.Chodzi mi o
      subiektywne poczucie zagrożenia które idzie z zewnątrz i wyobcowania.
      • manderla Re: Starodzieciowe problemy 12.06.08, 15:50
        sylwiamich napisała:
        >>Chodzi mi o subiektywne poczucie zagrożenia które idzie z zewnątrz
        i wyobcowania.


        No właśnie, no właśnie....
        Czasami az nadto sybiektywne poczucie. Bo zagrożenia zazwyczaj nie
        ma, jak się sprawę oceni ralnie i obiektywnie. A to lekko nie
        przychodzi, niestety.
        • sylwiamich Re: Starodzieciowe problemy 12.06.08, 15:53
          Wiesz...ja to obserwuję codziennie.Jak Cię widzą tak Cię traktują.
          • manderla Re: Starodzieciowe problemy 12.06.08, 15:57
            sylwiamich napisała:

            > Wiesz...ja to obserwuję codziennie.Jak Cię widzą tak Cię traktują.

            Wniosek?
            Zmienic siebie i nader wszystko swoje postrzeganie świata.
            Wiem, p...dolę, kazdy tak potrafi. Ale też, tak myślę. Gorzej z
            praktyką...
            • a.niech.to Re: Starodzieciowe problemy 12.06.08, 16:50
              manderla napisała:

              > Zmienic siebie i nader wszystko swoje postrzeganie świata.
              Katorżnicza praca, ale wykonalna. Trzy kroki do przodu...dwa do
              tyłu... lub inne konfiguracje.smile
              • a.niech.to Re: Starodzieciowe problemy 12.06.08, 21:16
                Odrzucić patrzenie przez własne schematy, aby móc poznać cudze.
                Dopuścić myśl, że inne istnieją. Zbudować ich mapę. Uznać je za
                równoprawne. Zaniechać ocen. Wyrazić zgodę na szarość.

                Lubię czasem zablogować w formie równoważników.smile
        • a.niech.to Re: Starodzieciowe problemy 12.06.08, 16:47
          Tworzenie aury zagrożenia zewnętrznego skutkuje u "chronionych"
          postawami lękowymi, brakiem wiary we własne siły i w związku z tym
          często zaniżaniem życiowych aspiracji w stosunku do posiadanego
          potencjału. Nadmiernie "chronieni" mają też znaczne kłopoty z
          podejmowaniem decyzji, i dalej - konsekwencją w ich
          urzeczywistnianiu.
    • manderla Re: Starodzieciowe problemy 12.06.08, 15:46
      A.niech.to - nie ma co dyskutować, jak napisałaś tak mądrze.
      Popieram w całej rozciągłości.
    • bozenadwa Re: Starodzieciowe problemy 12.06.08, 16:26
      Aniechto ,bardzo zlozony problem.Ile nas tyle bedzie doswiadczen i
      opini,Zgadzam sie z Toba ,ze konieczne jest zapewnienie swoja
      postawa o stalosci uczuc,zggadzam sie ,ze dobra jest duza
      tolerancja, i to aby odrzucic urazone ambicje,Ale nasze dzieci aby
      jakos przetrwac w chorym domu ,wytworzyly sobie rozne
      mech ,obronne ,ktore nie rzadko sa zlymi nawykami,Wiec ta tolerancja
      musi byc zalkowicie zbudowana na milosci ale tez na
      rozsadku,Dzieciaki sa madre i sprytne ,i pomimo ,ze nas
      kochaja ,nauczyly sie dbac o swoje interesy ,czesto naszym
      kosztem.Mysle ,ze nie potrzeba brac calkowitej odpowiedzialnosci,bo
      to juz jest cecha wspoluzaleznienia wlasnie nadodpowiedzialnosc.Na
      tomiast SZCZEROSC, to co napisalas Jest wartoscia nie
      doprzecenienia,My natomiast matki ,ktore zyly z przemocowcami mamy
      obowiazek wrecz zadbac o siebie,Aby nasze dzieci zobacyly ,ze
      jestesmy odrebnymi jednostkami ,ktore maja serce ,zoladek
      nogi ,ktore moga bolec,jak za dlugo stoimy przy garach,itp.To MY
      teraz same musimy nauczyc je szacuku do n as.Dorosle dzieci sa juz
      dorosle i chca zyc po swojemu ,ale one tez musza miec postawione
      granice ,z WIELKA MILOSCIA do nich,Jesli chodzi o odbudowanie ich
      relacji z ojcami ,One to musza zrobic SAME .I ON tez musi to zrobic
      SAM.My matki juz naprawialysmy tyle ,ze starczy,Naturalnie zawsze
      mozemy cos doradzic,podsunac jakas ksiazke ,ale calkowicie dac im
      wolna reke w jakikolwiek decyzjach,I jeszcze mysle ,ze wazne jest i
      dla nas i dla naszych starych dzieci,abysmy popracowaly nad
      poczuciem wlasnej wartosci ,i odzyskaly sile.Nawet stare dzieci
      czuja sie szczesliwsze majac silna usmiechnieta mame,Daje im to mimo
      swojej starosci poczucie bezpieczenstwa i poczucie wlasnej wartosci.
      • a.niech.to Re: Starodzieciowe problemy 12.06.08, 16:55
        Piszesz, Bożenko, o mądrej miłości.
        • takasoobie Re: Starodzieciowe problemy 13.06.08, 00:09
          Ale niestety miłość pojedynczych rodziców jest głupiasmile Bo daje
          przyzwolenie na pewne zachowania, postawy w imię braku taty(
          najczęściej)/ mamy( rzadziej) No bo to moje dziecko/dzieci tyle
          przeszło.Rzowód rodziców, bardziej lub mniej burzliwy,a mama/ tata
          jest sama i musi pracować na pięć etatów, żeby żyć na jakimś
          bylejakim poziomie( czytaj wątek plujeczki o alimentach). Więc
          trzeba to zrekompensować. Głupie, ale ja też te błędy popełniam, bo
          jak wiekszość matek samotnych z alimentami w wysokości 300 zł.
          potanowiłam sobie za punkt honoru, ze mojemu dziecku nic nie
          braknie, tylko z tego powodu, ze wychowuje się bez ojca.Jestem
          nadopiekuncza, mało konsekwentna i "miękka" w stosunku do swojego
          dziecka.
          • a.niech.to Re: Starodzieciowe problemy 13.06.08, 06:41
            Precyzyjnie potrafisz wskazać na popełniane błędy, a więc w Twojej
            mocy jest się z nimi uporać. Nie da się by matkojcem, czego pewnie
            każda z nas musi osobiście doświadczyć. Dużo lepiej skoncentrować
            się dobrym matkowaniu i pogodzić się z faktem, że nasze dzieci żyją
            w normalnych, niepełnych rodzinach.smile
            Każda z nas odpowiada TYLKO za macierzyństwo. W interesie dzieci,
            jak sądzę, należy w sobie ugruntować słuszność tego oczywistego
            faktu.
            • akacjax Re: Starodzieciowe problemy 13.06.08, 07:56
              Mam pytanie o dzieci w jakim wieku chodzi w tym wątku?

              Jeżeli o dorosłe...to nasz problem jest w nas. Przeszłości nie cofniemy, wiekszości skutków nie zmienimy. Pozostaje przekazać pałeczkę samowychowania dzieciom, a sobie odwagę powiedzenia: mój czas wychowywania minął (choc dla uspokojenia dodam, że i tak środowisko miało wielki wpływ na młodego człowieka-mówi się czasem, że większy niż rodzice(zwłaszcza nieobecni).
          • manderla Re: Starodzieciowe problemy 13.06.08, 15:23
            takasoobie napisała:

            Jestem
            > nadopiekuncza, mało konsekwentna i "miękka" w stosunku do swojego
            > dziecka.

            Masz racje. A najgorsze jest to, ze juz dzis wiesz(i ja wiem), jakie
            skutki bedzie miala Twoja (moja) taka postawa w przyszlosci a i tak,
            nadal z pełna świadomością (acz nie bez wyrzutow sumienia) w to
            brniesz.
    • plujeczka Re: Starodzieciowe problemy 13.06.08, 08:21
      niestety jak kazda samotna matka kocham swoje dziecko i popełniam
      błędy chcąc jej wynagrodzić dzieciństwo z ojcem alkoholikiem i
      przemocowcem. Ale staram sie jak mogę, zabezpieczam byt,pomagam,
      wspieram moje dziecko, cieszę się z jej sukcesów, ocieram łzy w
      momencie porazek itp. jednego tylko nie umiem ..spowodowac aby
      ojciec przypomniał sobie o dziecku niby niewiele a jednak .
      • a.niech.to Re: Starodzieciowe problemy 13.06.08, 10:57
        plujeczka napisała:

        > jednego tylko nie umiem ..spowodowac aby
        > ojciec przypomniał sobie o dziecku niby niewiele a jednak .
        Bożenka ma całkowitą rację, że w relacjach ojciec - dzieci jest
        miejsce tylko dla nich.

    • aron95 Zwrócę uwagę na zależność 13.06.08, 15:12
      jeśli ojciec odchodzi od rodziny gdzie jest córka i alternatywnie matka
      od rodziny gdzie jest syn . Dzieci te mają uraz do płci przeciwnej .
      tym bardziej gdy są nastolatkami .

      • akacjax Re: Zwrócę uwagę na zależność 13.06.08, 15:50
        To jest włąsnie m.in. rola rodzica płci przeciwnej-budowanie w dziecku przyszłych relacji z płcią przeciwną.

        Oczywiście nawet w normalnej rodzinie można to spieprzyć.
        Pozostający z dzieckiem rodzic też może dodatkowo "dołożyć do pieca". Mnie ostatnio gnębi fakt, że moi synowie mogą mieć złudny obraz kobiet jako istot, które są całkowicie zaradne w każdej sytuacji na 100%.
        I nie wiem jak z tego wybrnąć....i tu nie chodzi o zwykłe przekazanie obowiązków.
        • manderla Re: Zwrócę uwagę na zależność 13.06.08, 15:56
          wiesz co Akacja, juz lepiej by Twoi chłopcy mieli taki obraz, to
          moze beda równać sami do 120 % smile.
          Gorzej, jak rosnie facet, i widzi matkę sierotę, którą musi
          wspierać, by się nie rozlazła ostatecznie. To jaki obraz kobiet
          sobie wyrobi w tym przypadku?

          Tak trzymaj.
          • akacjax Re: Zwrócę uwagę na zależność 13.06.08, 16:31
            Hehehesmile
            Chciałabym wychować syna na dobrego męża dla ew. przyszłej synowej.
            Na ile mi się to uda-dowiem się może kiedyś.
            Jeżeli trafia na osobę, która lubi decydować sama-to ok. Ale gdy oni będą uważać, ze zona-kobieta-może i powinna o wszystkim pomyśleć..to tragedia gotowa.
            Ma ktoś pomysł jak wybrnąć z tej sytuacji? Na razie tylko jedno przychodzi mi do głowy- samodzielne zamieszkanie....ale kiedy to będzie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka