a.niech.to
12.06.08, 15:35
Dzieci dorastające w chorych rodzinach wchodzą w dorosłość z
obciążeniami wyniesionymi z rodzinnego domu. Czasem zdarza się, że
oboje czy jedno z rodziców w porozwodowej zawierusze traci kontakt z
dorosłymi/dojrzewającymi dziećmi. Jeśli czas pogłębia taki stan
rzeczy obopólne, bo przecież rodzica także, straty krzepną bądź się
pogłębiają. Wzajemne żale tworzą skorupę uprzedzeń i niechęci, a
przecież niełatwo przestaje się kochać mamę czy tatę, o ile dzieje
się to kiedy kolwiek. Przeważnie w młodych ludziach pozostaje
wieczna tęsknota za tym, co powinno wnieść w ich życie ojcostwo lub
macierzyństwo. Rozwód teretycznie dotyczy małżonków, w praktyce
często - niestety - i dzieci.
Sądzę, że zacząć trzeba od rozpoznania błędów i braków popełnionych
w procesie wychowania. Następnie przyjąć na siebie jako dojrzalszej
osoby ciężar odtworzenia/zbudowania.
Po pierwsze - zapewniać swoją postawą o stałości uczuć, po drugie -
zachować wyrozumiałość i daleko idącą tolerancję w obliczu młodszych
uczestników trudnej sytuacji, po trzecie - odrzucić urażone ambicje
i temu podobne na rzecz najważniejszego z uczuć, patrzeć od strony
tych, za których kiedyś przyjęliśmy odpowiedzialność. Szczerość jest
wartością nie do przecenienia.
Jeśli ktoś ma podobne przemyślenia, zapraszam do rozmowy.