21.10.08, 07:36
Moj maz sie na mnie zezloscil. Powod: awantury o bzdury. Detale,
ktore tak naprawde skladaja sie na nasze zycie. Problem w tym, ze
jest az tak zly, ze nie chce ze mna rozmawiac i najprostszym dla
niego rozwiazniem jest chyba rozstanie sie. A ja nie moge uwierzyc,
ze z tak blachego powodu mozna chciec sie rozwiesc!!! Przeciez mialo
byc na cale zycie a tu po 1,5 roku taka niespodzianka i to z powodu
malych sprzeczek. Jak go zachecic do pozytywnego rozwiazania
problemu, zeby zrozumial, ze nieporozumienia sa czyms normalnym i
trzeba je rozwiazywac. Ja rozumiem, ze jest zmeczony, ja tez ale
trzeba probowac. Tymczasem on zamknal sie jak slimak. Jak do niego
dotrzec ????????
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: pomocy 21.10.08, 07:47
      Może Twój mąż potrzebuje trochę czasu i przestrzeni. Jak to Gray w
      swoich książkach o Marsjanach i Wenusjankach pisze "zaszył się w
      swojej jaskini" im bardziej go teraz będziesz naciskała tym bardziej
      się będzie odsuwał. Albo jest zwyczajnie niedojrzały i nie potrafi w
      konstruktywny sposób rozwiązywać konfliktów, i milczenie jest
      sposobem na ukaranie Ciebie.
      • karolina331 Re: pomocy 21.10.08, 09:43
        Z drobiazgów składa się życie.
        Po prostu przeproś i przestań bagatelizować własne niedoskonałości.
        Poproś męża o szczerą rozmowę i postaraj się rozwiązać problem,
        uwzględniając w nim własną winę.
        • z_mazur Re: pomocy 21.10.08, 09:53
          Czy ja wiem, czy autorka powinna przepraszać męża...? Nie pisze,
          żeby zrobiła coś co wymagałoby przeprosin. To że ktoś się dąsa, to
          nie znaczy, że od razu trzeba go przepraszać.

          Często milczenie i obrażanie się jest formą karania tej drugiej
          strony za zachowanie niezgodne z naszymi oczekiwaniami (co nie
          znaczy, że nasze oczekiwania są uzasadnione), a to bardzo
          niedojrzała forma rozwiązywania konfliktów.
          • magdaaa567 Re: pomocy 21.10.08, 12:12
            Stwierdzenie niedojrzalosci w rozwiazywaniu konfliktow w tej
            sytuacji nie pomoze. Tylko sie oburzy i zarzuci mi cos podobnego.

            > Często milczenie i obrażanie się jest formą karania tej drugiej
            > strony za zachowanie niezgodne z naszymi oczekiwaniami (co nie
            > znaczy, że nasze oczekiwania są uzasadnione), a to bardzo
            > niedojrzała forma rozwiązywania konfliktów.

            W 100 % sie z tym zgadzam, tylko co w takiej sytuacji robic ?????
            • z_mazur Re: pomocy 21.10.08, 12:20
              Nie brać w tym udziału. Przerwać krąg. Zakomunikować jasno, jak
              odbierasz to milczenie i że nie masz zamiaru w tym uczestniczyć. Że
              jeśli nie ma zamiaru się odzywać, to szanujesz jego wybór, ale skoro
              jesteście nadal małżeństwem, to Ty nie masz zamiaru milczeć
              przebywając z nim pod jednym dachem.

              Ty się musisz zachowywać tak jakby się nic nie działo. Jeśli tez się
              obrazisz, to zaczniesz brać udział w jego grze, a pewnie mając
              mniejszą determinację pierwsza byś się złamała i potem czułabyś się
              z tym źle.

              I przestań zwracać na niego uwagę. Nie zastanawiaj się nad jego
              odzywaniem się lub nieodzywaniem. Wyjdź do ludzi delikatnie i
              radosnym głosem informując go o tym. Dla Ciebie po prostu nie ma
              żadnej sprawy.
            • catrinceoir Re: pomocy 21.10.08, 12:23
              ja nie umialam nic w takich sytuacjach zrobic. odsuwalam sie i zamykalam we
              wlasnej skorupce strachu przez bolem i jego odrzuceniem. jak z niej niesmialo
              wychodzilam, zeby wyciagnac do niego reke, to cierpialam bardziej. moj maz jest
              typem, ktory zarzuci drugiej osobie dokladnien to samo, co ona powie jemu... w
              zwiazku z tym rozmowy sa niemozliwe, bo polegaja tylko na "odbijaniu pileczki",
              ktore tak meczy, ze rezygnacja z jalowej dyskusji wydaje sie byc jedynym
              wyjsciem. dlatego, jesli Twoj ma podobne podejscie, to serdecznie wspolczuje.
              moze nie poslucha Ciebie, ale poslucha kogos innego? jakiegos mediatora? sprobuj
              znalezc kogos obiektywnego, kto by "tlumaczyl" miedzy Wami. nie wiem, czy to
              pomoze, ale to w tj chwili jedyne, co przyszlo mi do glowy.
              • magdaaa567 Re: pomocy 21.10.08, 13:56
                Wielkie DZIEKI za pomoc.
                Instynktownie wiem, ze nie nalezy pochopnie wyciagac dloni, bo
                czesto przyjmowane jest to jako dowod slabosci, przyznanie sie i
                wziecie winy na siebie. Problem w tym, ze takie sytuacje sa b
                meczace (a ja sama z siebie nie lubie byc z kims zwasniona) wiec
                wychodze naprzod.
                Zobaczymy co z tego wyjdzie.
                Ale jesli macie jeszcze jakies pomysly na rozwiaznie tego typu
                problemu to bardzo sie uciesze
          • pyzz Re: pomocy 22.10.08, 17:08
            > Często milczenie i obrażanie się jest formą karania tej drugiej
            > strony za zachowanie niezgodne z naszymi oczekiwaniami (co nie
            > znaczy, że nasze oczekiwania są uzasadnione), a to bardzo
            > niedojrzała forma rozwiązywania konfliktów.
            Zlituj się! Przecież dokładnie napisała, że on POWIEDZIAŁ o co chodzi: o
            robienie awantur o każde głupstwo. Sama to napisała, a więc dotarło do niej.
            Czyli powiedział wystarczająco jasno. A więc nie jest tak, że on tylko się
            zamyka i nie komunikuje. Skomunikował się.
            • z_mazur Re: pomocy 23.10.08, 22:52
              No i co ma przynieść to jego milczenie?

              To rozwiąże ich problemy? Problemy można przegadać, milczenie niczego nie rozwiązuje, pretensje i żal narastają. Zresztą co do "karzącego milczenia", to nie jest mój wymysł, że milczenie, które ma zmusić kogoś komu ono przeszkadza do uległości i ustąpienia, jest formą przemocy taką samą jak krzyk.
      • cynta na boku tego watku 21.10.08, 16:54
        Jak to Gray w
        > swoich książkach o Marsjanach i Wenusjankach pisze "zaszył się w
        > swojej jaskini"

        Czy moglabym poprosic o krotkie acz tresciwe rozwiniecie
        kwesti "jaskini"? Nie czytalam jeszcze tej ksiazki, wiem ze powinnam
        i ja mam ale mi takie lektury z trudem przychodza, psychologia mnie
        usypia :o) A chcialabym wiedziec bo niedawno ktos mi ta "jaskinia"
        zajechal na moje lekko histeryczne zachowania i chcialabym wiedziec
        dokladniej o co lata...
        Dzieki
        • z_mazur Re: na boku tego watku 21.10.08, 17:01
          Chodzi o sposób reagowania na sytuacje stresujące i rozwiązywanie problemów.

          Kobiety lubą problem przegadać, rozmawiają o nim, a w zasadzie o emocjach jakie on w nich wywołuje o tym jak się czują w związku z danym problemem.

          Mężczyźni gdy mają problem, szukają rozwiązania, czasem żeby rozwiązać problem potrzebują się odciąć od emocji i od tego co je wywołuje, odsunąć się na jakiś czas. Gray określił to właśnie jako zaszywanie się w jaskini. Najlepiej facetowi dać spokój w takiej sytuacji i pozwolić mu rozgryźć problem. Gray uczulał tylko facetów, żeby jasno komunikowali kobiecie potrzebę zaszycia się w swojej jaskini, a nie robili to na zasadzie milczącego odsunięcia się, bo to bardzo niepokoi kobiety, które są przyzwyczajone do przegadywania problemów i taka reakcja, przez swoją odmienność, jest dla nich bardzo niepokojąca.
          • cynta Re: na boku tego watku 21.10.08, 17:09
            Dzieki!
            Zgadza sie: zakomunikowane i milczenie w sieci...no to ja tez
            milcze...smile
    • ewiku zostaw... 21.10.08, 13:49
      męża własnemu losowi ale przedtem uprzedź go spokojnym głosem, że czas obrażania
      się to minął już w przedszkolu a teraz Ty oczekujesz od niego jasnych sytuacji i
      deklaracji i niech jeszcze raz przemyśli gruntownie czego naprawdę chce od
      życia, Ciebie i małżeństwa a Ty jesteś chętna do wszelkich rozmów i jakby co to
      w każdej chwili chętnie z nim pogadasz.

      I zapewniam Cię, że jeżeli mu naprawdę zależy na Tobie to się przełamie i
      przyjdzie pogadać a jeżeli zostanie w tej swojej "skorupce" to jego problem a
      dla Ciebie sygnał, żebyś Ty się przyjrzała Waszemu związkowi bez "różowych
      okularów" i w żadnym przypadku nie sugeruj się przysięgami "do końca życia" bo
      od zarania dziejów udawało się to tylko nielicznym a cała reszta tylko trwała w
      swoich związkach marnując na nie życie.
      Powodzenia.


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • pyzz Re: zostaw... 22.10.08, 17:28
        Wybacz, ale Twoja rada jest idiotyczna wręcz. Sprowadza się ona do konfrontacji,
        do zagrania w "kto wygra".
        Facet chce rozwodu, ponieważ według niego żona robi mu awantury o każde
        głupstwo. A to znaczy, ni mniej, ni więcej, że czuje się przez nią regularnie
        poniżany, ochrzaniany itd.
        Ty w tej sytuacji radzisz, że ona powinna zareagować protekcjonalnie, jak pani w
        przedszkolu, która strofuje przedszkolaka. Czyli de facto zrobić mu awanturę o
        to, że... on uważa, że ona mu robi awantury. W ostatnim akapicie podsycasz
        jeszcze klasyczne "jeżeli JEMU na TOBIE zależy, to...".
        Gratuluję. To jest właśnie działanie, którego ona NIE ma robić. To jest
        działanie, które można zastosować, jak się chcę zmusić kogoś do podległości, a
        nie, jak się z kimś chce działać na zasadach partnerstwa. Co więcej, on już
        pokazał, że sytuacja między nimi zaszła już tak daleko, że jemu już na niej nie
        zależy. Jemu teraz zależy już tylko na tym, aby nie być nieustannie atakowanym.
        Dlatego próba ultimatum "udowodnij, przedszkolaku, że ci na mnie zależy" może
        mieć tylko jeden skutek - rozwód.

        A nawet jeżeli nie, jeżeli on się PRZESTRASZY perspektywy rozwodu, to
        skapituluje, złoży uszy po sobie i zacznie się poddawać tresurze. Małżeństwo
        będzie trwało dalej, ale on się będzie czuł znienawidzony przez żonę, będą
        narastać w nim frustracje, które będą się w nim jedynie kumulować przez lata. Do
        czego takie frustracje w końcu mogą doprowadzić, nie chcę spekulować.

        Dlatego prawdziwe rozwiązanie jest jedno: on MUSI poczuć się szanowany, kochany
        przez żonę. I to już ONA musi o to zadbać jeżeli chce utrzymać ten związek.
    • fred_flinstone W obronie męża 22.10.08, 14:42
      Hmmm a co masz na myśli pisząc awantury?
      Może problem polega na tym jak w jaki sposób przekazujesz mu
      swoje "uwagi".
      U mnie wyglądało to tak, że żona potrafiła na mnie krzyczeć przez
      pół godziny, bo potrzaskałem spodeczek przy zmywaniu (i nie była to
      pamiątka po nieżyjącej matce, ani chińska porcelana za 1000PLN),
      albo wpada rano do łazienki i krzyczy: "Ile razy będziesz k***a mył
      ten ryj!", przykłady mógłbym opisywać godzinami.

      Nigdy nie usłyszałem: "Przepraszam uniosłam się". Żona robiła mi
      awanturę, oczyszczała się i szybko zapominała o sprawie, a ja przez
      kilka dni dochodziłem do siebie, w dodatku była zdziwiona, że
      jestem "chłodny".
      Jeżeli sytuacja powtarza się cyklicznie, to po jakimś czasie
      następuje zmęczenie. Nie wiem jaki charakter ma Twój mąż, ja to
      wszystko gromadziłem sobie, bo nie lubię awantur z byle powodu, jak
      np: zużyta podpaska pozostawiona na pralce. Można z tego powodu
      nawrzeszczeć? Pewnie, że można, tylko po co? Brałem podpaskę do ręki
      i wyrzucałem do kosza, żona nawet nie była świadoma, że ją zostawiła.
      Z perspektywy czasu, myślę, że jednak warto czasem dać upust
      emocjom, nakrzyczeć i oczyścić się. Z drgiej strony, jeżeli nie leży
      to w czyjejś naturze, to nie da się tego przeskoczyć.

      Dom to bastion w którym człowiek, musi czuć się bezpiecznie,
      odpoczywać. Jeżeli Twój mąż wraca do domu z pracy, to niekoniecznie
      ma ochotę wysłuchiwać awantury, bo np: lewego buta nie wytarł tak
      dokładnie jak prawego. Jeżeli twoja uwagę odbiera jako atak na swoją
      osobę (ja tak reagowałem), to nie oczekuj, że wyjdzie za drzwi,
      wytrze buta i jeszcze skoczy po bukiet kwiatów, żeby Cię za to
      przeprosić.
      Nie twierdzę, że na wszystko trzeba przymykać oko, ale sposób
      przekazywania "uwag" też ma tu swoje znaczenie.

      Nie znam Ciebie ani Twojego męża. Sytuacje oceniam na podstawie
      swojej, więc jeżel źle Cię oceniłem, to odrazu przepraszam. Problem
      pewnie jak zwykle leży po obu stronach. Spróbuj przekazywać mężowi
      swoje uwagi w łagodniejszy sposób, a od niego oczekuj reakcji.
      Jeżeli sama wiesz, że przesadziłaś to poprostu przeproś. Jeżeli nie
      potraficie ze sobą rozmawiać to może powinniście skorzystać z pomocy
      psychologa, który was tego nauczy.

      W każdym bądź razie życzę powodzenia. Nam się nie udało, rozwodzimy
      się - może dlatego jestem teraz taki "mądry" sad
      • cynta Re: W obronie męża 22.10.08, 15:28
        Amen!
        A "przepraszam" latwiej przechodzi przez usta jak sie je rowniez slyszy z
        drugiej strony.
        Tez troche bylam taka zona, ale jak mi ta "podpaske" wytknieto to umialam
        powiedziec przepraszam i sie zamknac, on nie. Teraz po rozwodzie kupil sobie
        Madra Ksiazke, doczytal i przeprasza..........., madry...po szkodzie... Za malo
        komunikacji, za malo rozmow i co za tym idzie za malo zrozumienia, poki jeszcze
        zalezy.
    • pyzz Re: pomocy 22.10.08, 17:01
      > A ja nie moge uwierzyc,
      > ze z tak blachego powodu mozna chciec sie rozwiesc!!!
      Jedna awantura o bzdury byłaby zbyt błahym powodem do rozwodu. Ale jeżeli Twój
      mąż chce się rozwieźć z tego powodu, to podejrzewam, że nie mówimy o jednej,
      tylko o tym, że według niego Ty robisz mu awantury permanentnie o każde
      głupstwo. Nie wiem, czy istotnie robisz te awantury i nie zamierzam bawić się w
      domorosłego sędziego, bo i nie moje pchły. Piszę to jedynie, aby Ci przekazać,
      jak Twój mąż się czuje wg mojej oceny.
      Wniosek? Jeżeli nie chcesz rozwodu, to musisz trwale sprawić, aby on przestał
      czuć się chłopcem do bicia o każde głupstwo. Nie chodzi o to, kto winny, nie
      chodzi o to, kto kiedy nie wyniósł śmieci ważne jest tylko to, że musicie się
      czuć kochani przez siebie nawzajem.

      Jeżeli w istocie on się czuje atakowany na każdym kroku przez Ciebie, to wcale
      mu się nie dziwie, że chce się rozwieźć i wcale nie jest to głupi powód.
      • cynta Re: pomocy 22.10.08, 17:44
        Kobiety nie robia tych awantur dlatego ze lubia je robic, wbrew
        pozorom..smile I nie chodzi tu o te poszczegolne przyklady, ktore te
        awantury wywoluja. Nam sie wydaje ze jak Wy nie...tu wstawic
        dowolnie typu wyniesiecie smieci, wytrzecie butow itp. to znaczy ze
        olewacie nie te czynnosci tylko nas bo my o to prosilysmy i nam na
        tym zalezy. Tu sie chyba znowu ten Mars i Wenus klaniaja, my myslimy
        ze Wy powinniscie okazywac nam przywiazanie tak jak my Wam poprzez
        drobiazgi, poprzez wypelnianie naszych prosb i zaspokajanie potrzeb.
        A u Was to chyba jest osobno zaszufladkowane: kochac zone to jedno a
        wytrzec buty to drugie, zupelnie niezalezne jedno od drugiego....
        • pyzz Re: pomocy 23.10.08, 16:17
          > Kobiety nie robia tych awantur dlatego ze lubia je robic, wbrew
          > pozorom..smile
          I co z tego? Opieprzany będzie się czuł mniej opieprzany tylko dlatego, że
          opieprzający nie ma z opieprzania przyjemności??
          poza tym, to ja nie wiem, czy on JEST opieprzany. Ja tylko stwierdziłem, że
          opieprzany się CZUJE (właściwie, to teraz zaczynam podejrzewać, że rzeczywiście
          robisz mu awantury, bo zaczęłaś się usprawiedliwiać).
          Poza tym moja ukochana awantur mi nie robi. A jest śliczna i kobieca. A więc
          robienia awantur nie można usprawiedliwiać kobiecością.

          > Nam sie wydaje ze jak Wy nie...tu wstawic
          > dowolnie typu wyniesiecie smieci, wytrzecie butow itp. to znaczy ze
          > olewacie nie te czynnosci tylko nas bo my o to prosilysmy i nam na
          > tym zalezy.
          Takie podejście "rób wszystko i tylko co Ci każę, aby udowodnić, że mnie
          kochasz". W skrajnym przypadku takie podejście jest jednym z rodzajów przemocy
          psychicznej. To jest dokładnie to samo, co ultimatum stereotypowego nastolatka
          żądającego seksu od dziewczyny jako dowodu miłości. Osoba, która tak stawia
          sprawę miłości kocha tylko siebie. Ta druga osoba służy za niewolnika do obsługi.

          > A u Was to chyba jest osobno zaszufladkowane: kochac zone to jedno a
          > wytrzec buty to drugie, zupelnie niezalezne jedno od drugiego....
          Nie. Nie u nas. Wycieranie butów to OBIEKTYWNIE jest zupełnie co innego, niż
          miłość do żony.
          • fred_flinstone Re: pomocy 23.10.08, 17:44
            Chodzi mi o to, że są awantury i awantury, żony i żony oraz mężowie
            i mężowie.
            Sytuacja 1:
            Mąż siedzi przed komputerem, gra w pasjansa. Żona w kuchni
            przygotowuje kolacje, bo mąż zaprosił kolegów z pracy, w dodatku ona
            ma na głowie wałki, bo chce dobrze wyglądać. Prosi go o wyrzucenie
            śmieci, a on ją zbywa, że zaraz (bo gra w pasjansa), kosz pełen
            śmieci i nie ma gdzie wyrzucać. Sytuacja się powtarza kilka razy.
            Żona nie wytrzymuje robi mężowi awanturę.
            Może i sytuacja przejaskrawiona, ale chyba niekoniecznie oderwana od
            rzeczywistości.

            Sytuacja 2 (czepmy się tego spodeczka wink ):
            Mąż wraca do domu z pracy, żony nie ma, bo pracuje dłużej. M nie
            siada przed telewizorem i nie czeka z butelką piwa, aż żona wróci z
            pracy i ugotuje mu obiad. Idzie do kuchni i zmywa naczynia, a
            później ugotuje żonie i sobie obiad. Niestety, podczas zmywania
            zdarza się nieszczęśliwy wypadek, stary, poobijany, szklany
            spodeczek wypada mu z rąk. Oczywiście roztrzaskuje się. Ona wraca z
            pracy i robi mu o to awanturę. Po prostu wydziera się na niego przez
            pół godziny (niekoniecznie przebiera w słowach). A że mąż nie jest
            tak „wyszczekany” jak żona, wysłuchuje monologu, jakie wielkie
            nieszczęście wyrządził rodzinie, pozbawiając ją części zastawy.

            Jeżeli u założycielki tego postu, awantury wyglądają jak w
            przykładzie nr 1, to chyba powinna być wdzięczna mężowi, że chce
            odejść. Ale jeżeli tak jak w przykładzie nr 2 ... no cóż ... nie
            dziwię się facetowi, ja przynajmniej miałem dosyć.

            Oczywiście, mąż z przykładu nr 2 powinien, odczekać 15 min,
            przeprosić żonę za swoją niezdarność, obiecać, że zaraz po zmywaniu
            naczyń po obiedzie, wejdzie na allegro i odkupi jej ten spodeczek
            (oczywiście ze swojego „kieszonkowego”wink, a przede wszystkim zapytać -
            ” O co tak naprawdę Ci chodziło, kochanie”.

            Tylko, że (wbrew temu co myślą niektóre kobiety) nie jesteśmy
            robotami. Też mamy swoje uczucia, które można zranić. Raz, czy dwa
            można awanturę nr 2 przetrawić. Ale jak powtarzają się one co jakiś
            czas, to można tak po prostu, po ludzku dostać niestrawności!

            Jak żona wychodzi z założenia, że mąż prosząc ją o rękę,
            automatycznie zrezygnował z większości swoich praw, a małżeństwo
            jest głównie po to, żeby Ona była zadowolona, no to prawda jest
            niestety taka, że facet prędzej czy później będzie miał dosyć.
            • cynta Re: pomocy do Freda 23.10.08, 20:02
              Ja robilam takie awantury jak w przykladzie 2 wiele lat mojemu exowi
              (i to ja sie z nim rozwiodlam nie on ze mna), bo bylam na niego
              wsciekla za to ze mi zj...l zycie, nie dlatego ze zbil spodeczek (a
              faktem jest ze pobil mnostwo, cos niezdarni panowie jestescie). A
              moze by tak zapytac taka krzyczaca malzonke dlaczego sie tak unosi,
              niech ona to zwerbalizuje, moze chodzi o zupelnie cos innego? A moze
              tak jej powiedziec ze sie tego nie lubi? Mozna jeszcze wyrobic sobie
              pewne zachowanie ktore przemowi do krzyczacej. Np. ostentacyjnie
              wychodzic na spacer jak tylko zaczyna, na mur za jakis czas juz
              tylko trzeba bedzie siegnac po kurtke zeby znizyla glos. Czesto jest
              to zwykla przywyczajenie, ktore mozna skontrolowac jak sie wie
              dlaczego...
          • cynta Re: pomocy 23.10.08, 19:49
            > I co z tego? Opieprzany będzie się czuł mniej opieprzany tylko
            dlatego, że
            > opieprzający nie ma z opieprzania przyjemności??
            Nie, opieprzany moze sie czuc mniej opieprzany jak zrozumie skad sie
            ten opieprz bierze. Tak jak my mamy zrozumiec ze Wy tego nie lubicie
            tak i wy mozecie zrozumiec przyczyne i jej unikac.

            (właściwie, to teraz zaczynam podejrzewać, że rzeczywiście
            > robisz mu awantury, bo zaczęłaś się usprawiedliwiać).
            Ja nie jestem autorka tego watku

            > Poza tym moja ukochana awantur mi nie robi. A jest śliczna i
            kobieca. A więc
            > robienia awantur nie można usprawiedliwiać kobiecością.
            Pewnym typem kobiecosci mozna, takim z silnym charakterem, takim co
            to sie nie boi powiedziec co mysli i czuje, takim ktory nie musi sie
            podkladac zeby partner ja akceptowal (i wychwalal na forach) ... bez
            obrazy dla Twojej slicznotki...smile

            >
            > Takie podejście "rób wszystko i tylko co Ci każę, aby udowodnić,
            że mnie
            > kochasz". W skrajnym przypadku takie podejście jest jednym z
            rodzajów przemocy
            > psychicznej. To jest dokładnie to samo, co ultimatum
            stereotypowego nastolatka
            > żądającego seksu od dziewczyny jako dowodu miłości.

            To nie jest DOWOD milosci, to jest jeden z wielu jej OBJAWOW, maly,
            sa wieksze i wazniejsze ale ten jest obecny w naszym zyciu
            codziennym i dlatego jest wazny

            Osoba, która tak stawia
            > sprawę miłości kocha tylko siebie. Ta druga osoba służy za
            niewolnika do obsług
            Noooo, zwlaszcza ze wiekszosc tych trywialnych awantur ma miejsce w
            czasie obsugi panow przez ich panie. Troche sie zastanow...


            > Nie. Nie u nas. Wycieranie butów to OBIEKTYWNIE jest zupełnie co
            innego, niż
            > miłość do żony.
            No i sam potwierdziles moja teorie, bo to nie jest cos zupelnie
            osobnego. Wycieranie butow jest obiektywne, fakt, to dlaczego to sie
            robi lub dokonuje wyboru nie robienia jest subiektywne...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka