Dodaj do ulubionych

Dołączam...

11.11.08, 20:34
Stało się... Po kilkunastu latach znajomości i kilku latach
małzeństwa... Po wielu wspólnie pokonanych przeszkodach...
Odeszłam... Do innego... Wyprowadziłam sie rok temu ale nadal nie
moge się zmusić do zlożenia pozwu sad Najgorsze jest to że po tylu
latach prawie wszyscy znajomi to NASI wspólni znajomi. Teraz ja
jestem tą złą... Rozumiem że koledzy mojego m. tak myslą, ale moje
przyjaciółki również uważają, ze ja mu robię krzywdę dla własnego
widzimisię... Każdemu kto patrzył z boku wydawalo się że nasz
związek był idealny Nie był Dopiero gdy odeszłam i popatrzyłam na to
z dystansu przyznałam sama przed sobą, ze był to tzw związek
toksyczny, gdzie jedna ze stron dawala z siebie duzo więcej, niz
druga Po tylu latach bycia na drugim lub i trzecim planie (po jego
pracy, jego znajomych, jego rodzicach, jego pasjach, jego imprezach
itd), po latach podkreślania czyje studia były lepsze, czyja praca
ważniejsza, w końcu czuję się dla kogoś ważną osobą, a nie elementem
wyposażenia domu... Cóż z tego, kiedy skazałam się na smierć cywilną
w naszym środowisku... Jak radzicie sobie po rozstaniu z tym
problemem? Gdy okazuje się, że nie można się spotkac ze znajomymi,
bo to WSPÓLNI znajomi i nie chce sie ich narazać na "konflikt
lojalności"? Gdy wszystkie miejsca gdzie mozna by wyjśc czy wyjechać
to miejsca gdzie bywało się RAZEM? Gdy przyjaciele usiłują prowadzić
mediację i namawiać do powrotu? Gdy wszyscy zdają sie nie rozumieć,
że decyzja o rozstaniu to nie chwilowy kaprys, tylko rezultat
wieloletniego staczania sie po równi pochyłej, rezultat
przepelnienia się miary poświęceń...
Obserwuj wątek
    • cosmopszczolka Re: Dołączam... 11.11.08, 20:58
      Ale nic nie napisałaś, czy odeszłaś bez słowa, czy jednak dałaś Wam
      jakąś szansę, jakąś możliwość drugiej stronie. Odejść a odejść to
      jest jednak różnica.
      • myshka.krak Re: Dołączam... 12.11.08, 09:14
        Cóż... W zasadzie to dawałam szanse przez wiele lat... Ale na koniec
        faktycznie nie dałam szansy ani jemu, ani sobie Zaszłam w ciążę z
        innym... urodziłam fantastyczne dziecko... Nie mysl że było mi łatwo
        Przez całą ciążę szarpałam się we wszystkie strony, robiąc tym
        krzywdę jemu, sobie i nienarodzonemu jeszcze dziecku On nadal
        proponował powrót... Chodzi mi o to, że wszyscy naokoło widzą efekt
        końcowy nie wiedząc tak naprawdę, co w naszym związku działo się
        wczesniej, i na tej podstawie oceniają Jeszcze przez dlugie miesiące
        powodowana wyrzutami sumienia zajmowałam się sprawami mojego m.,
        pomagałam mu w róznych kwestiach, nie zerwałam naszej znajomości
        calkowicie Teraz oceniam, ze był to błąd Przez takie podejście robi
        sie jeszcze większą krzywdę wszystkim Teraz staram się wszystko w
        swoim zyciu jakos posklejać od nowa Nie chcę nikomu dokopać, po
        prostu pewnych rzeczy nie da się już naprawić... To tyle... Dzięki
        że ktoś sie odezwał do mnie, najcięższe jest to, ze nie ma czasem z
        kim pogadac sad
        • nangaparbat3 Re: Dołączam... 12.11.08, 10:33
          Masz męzczyznę, ktory Cie kocha, dziecko.
          Zamartwiasz się znajomymi.
          Ci znajomi, ktorzy nie chcą się z Toba kontaktowac, nie są warci Twojej uwagi, z
          czasem zreszta bedziesz miala nowych.
          A co z przyjaciolmi?
          Do pogadania wystarczy jedna dobra przyjaciolka, fakt, ze w miarę dyspozycyjna.
          • catrinceoir Re: Dołączam... 12.11.08, 20:26
            znajomi, ktorzy nie chca byc w "konflikcie lojalnosci" tak naprawde podjeli juz
            decyzje - sa po JEGO stronie. mam tak z jedna przyjaciolka. w sumie juz nie
            przyjaciolka, bo skoro nie moge z nia rozmawiac o tym, co mnie boli, bo ona
            bardzo lubi mojego meza (nawet kiedys byla w nim zakochana), to przestalysmy
            rozmawiac w ogole... skutek uboczny porabanego zycia malzenskiego sad jednak, nie
            z nia, to z kims innym, nie z tymi znajomymi, to tu na forum porozmawiasz...
            zycie zmienia sie znacznie, rozpad zwiazku pokazuje, na kogo mozna naprawde
            liczyc, a na kogo nie.
    • gggusia Re: 12.11.08, 21:15
      Hej myshka.krak!
      nikt z twoich przyjaciół nie był waszym materacem,widział was zawsze
      razem i to jest normalne.
      Bardziej skupiałabym się na przyjaciołach niż pseudo znajomych i
      życze Ci duzo sił i zobaczysz że za jakis czas bedziesz spokojniesza
      a przy tobie bedzie najbliższa Ci osoba i Ci prawdziwi przyjacielewink
      trzymaj sie cieplutko!
      kazdy ma prawo byc szczęśliwy i zasługuje na to!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka