katarzyna_sk
07.12.08, 12:42
Kochani, zważywszy na wasze doświadczenie życiowe, znowu zwracam się
do Was z prośba o pomoc. Jak już pisałam wcześniej, mój mąz
postanowił ułożyć sobie życie na nowo, bo jak sam twierdzi, się
zakochał. Jeździ co weekend do panienki i cały czas powtarza, ze
będzie z nią, ze planuja wspólne zycie. Tylko ,musi załatwic
przeniesienie (ona mieszka 200 km od nas) a to potrwa. Póki co,
papierów rozwodowych też nie złożył. I pewnie w tym miejscu posypią
sie na mnie gromy z jasnego nieba, ale ja wciaz się łudzę, że się
jeszcze opamięta, że minie mu ten stan efurii i inaczej sporzy na to
wszystko. Rozum mi mówi, że na siłe nikogo nie zatrzymam, że z
miłością nie wygram, ale serce mówi co innego. Sami wiecie, że
nadziej umiera ostatnia... Poradźcie, prosżę.