Dodaj do ulubionych

drugi związek, a wspomnienie z pierwszego

10.12.08, 14:08
jestem po rozwodzie i teraz jestem zwiazana z drugim mężczyzna.
jestesmy nawet zareczeni. ale caly czas sie zastanawiam, czy ze mna
jest cos nie tak, czy wszyscy tak maja. ja caly czas porownuje
mojego obecnego partnera z exem-nie wiem po co to robie, bo ex nie
ma szans przy moim obecnym narzeczonym. zastanawiam sie czy to
kiedys mi minie...
Obserwuj wątek
    • plujeczka Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 10.12.08, 14:43
      minie ale nie tak szybko jak bysmy sobie tego zyczyli.W końcu to
      jakis fragment Twojego zycia i nie da się tego wymazać gumką
      myszką.Radzę Ci docenić to co masz u swojego boku, skoro jest to
      partner, który spełnia Twoje oczekiwania to ciesz sie każdą chwilą
      bo one tak szybko mijają.Zycze Ci wszystkiego dobrego i jak najmniej
      wspomnień z przeszłości.
    • tricolour Zaręczyłaś się nie będąc na to gotowa... 10.12.08, 15:12
      ... i jesteś nie do końca uczciwa z narzeczonym.
      • monisia900 Re: Zaręczyłaś się nie będąc na to gotowa... 10.12.08, 19:01
        czemu ty zawsze krytykujesz???? nie potrafisz nic normalnie napisac tylko szpile
        wbijac??? moze w takim razie mi uswiadomisz, czemu niby jestem nieuczciwa w
        stosunku do narzeczonego?? on wie o tym co czuje i mysle na temat mojego ex,
        wiec nie ma w tym nic z nieuczciwosci!!!
        • tricolour Krytyka nie jest zła... 10.12.08, 19:31
          ... krytyka jest wręcz dobra jeśli chce się poznać punkt widzenia innego
          człowieka, który to punkt może być odmienny. Jest cenne, kiedy jesteśmy otwarci
          na czyjąś krytykę, a umiejętność jej przyjmowania świadczy o dojrzałości. W
          takim rozumieniu nie wbijam żadnej szpili tylko prezentuję swój sposób widzenia.
          Napisałaś na publicznym forum więc godzisz się na każdą wypowiedź.

          Nie poprosiłbym o rękę gdybym wiedział, że sympatia wciąż boryka się w głowie za
          swoim byłym mężem. Gdyby sympatia przyjęła moje oświadczyny, a wciąż mnie
          porównywała z byłym mężem uznałbym to za nielojalność i niedojrzałość do
          małżeństwa, co przekreśla sens narzeczeństwa. Tak uważam.
          • kami_hope do "trójkolorowego" zgreda 10.12.08, 21:15
            No toś mnie rozbawił...

            Wątpię czy jakakolwiek sympatia przyjęłaby Twoje oświadczyny.
            Nie ma tu chyba drugiej tak mało niewrażliwej osoby. Empatią to Ty
            nie grzeszysz i fakt, jedynie byś sądził i stawiał pod ścianą... Tak
            dobrze Ci z tym?
            Cóż to za EGO, które każe Ci mniemać o sobie jako o "wymiarze
            sprawiedliwości".
            Obrzydliwy malkontent i oportunista!
            Zero wsparcia! Tylko krytyka... fuj!

            A to już przecież wiadomo od dawna, że pozytywna motywacja jest
            bardziej skuteczna niż presja. Zatrzymałeś się na epoce socjalizmu?!
            • tricolour Przyjęła, przyjęła... 10.12.08, 21:22
              smile)
              • kami_hope Re: Przyjęła, przyjęła... 10.12.08, 21:28
                oby nie żałowała!

                • tricolour Dziękuję za troskę... 10.12.08, 21:29
                  ... a tak z drugiej strony, to aluzja jest formą agresji.

                  tongue_out
                  • kami_hope Re: Dziękuję za troskę... 10.12.08, 22:06
                    aluzja??

                    po co aluzja, skoro kilka kroków wstecz wypowiedziałam się całkiem
                    bezpośrednio?!

                    Aluzji nie było. Wyraziłam się w formie życzeniowej. Rozumiem, że
                    Tobie jest obce takie uczucie... Ty lubisz dogniatać, a ja wspierać
                    nadzieją... Cóż, widzimy świat przez zupełnie odmienne pryzmaty.

                    A tak na marginesie - próby manipulacji na mnie nie skutkują (dużo o
                    tym wiem), co najwyżej prowokują do postawienia diagnozy... Czasem,
                    fakt... kiedyś już mieliśmy podobne doświadczenie, kiedy to dałam
                    sobą zagrać... Nauka udowadnia, że manipulować można KAŻDYM! Jedynie
                    drugi manipulator jest oporny.
                    Największym błędem (pomijając względy psychiczne) manipulatora jest
                    to, że przecenia inteligencję własną, a nie docenia innych.
                    • tricolour Fakt lubię dogniatać... 10.12.08, 22:21
                      ... bo dogniatanie uruchamia myślenie, zmusza do wysiłku, co widać w
                      emocjonalnych postach.

                      Owszem, nadzieja i wsparcie są ważne, ale nie jedyne.
                      • kami_hope Re: Fakt lubię dogniatać... 10.12.08, 22:31
                        Tak, tak... Typowy makiawelizm.

                        Jedyne nie... Bo gdyby nie cała reszta - nie byłyby potrzebne.
                        • tricolour A propos makiawelizmu... 10.12.08, 22:44
                          ... oraz Twojej wypowiedzi "Aby widzieć, trzeba najpierw uczyć się nie oceniać"
                          - wynika, że jesteś ślepa, prawda?

                          smile)
                          • kami_hope Re: A propos makiawelizmu... 10.12.08, 22:59
                            Wynika to, że w komunikacji przyjmujemy sposób posługiwania się
                            zwrotami o powszechnie znanym znaczeniu. Nie da się w inny sposób
                            przekazać swojego "widzenia" jak za pomocą owych środków. Póki co,
                            stan świadomości jest znany dogłębnie jedynie jego właścicielowi.
                            Niestety jeszcze ludzkość (na obecnym etapie rozwoju) nie
                            wypracowała sobie zdolności wymiany informacji na innym poziomie.
                            Bodaj nieliczni są w stanie... że tak to ujmę - z kręgów
                            parapsychologii, ezoteryki, i.in.
                      • chalsia Re: Fakt lubię dogniatać... 11.12.08, 10:53
                        tricolour napisał:

                        > ... bo dogniatanie uruchamia myślenie, zmusza do wysiłku, co
                        widać w
                        > emocjonalnych postach.
                        >
                        > Owszem, nadzieja i wsparcie są ważne, ale nie jedyne.

                        zgadzam się z powyższym, jednak jest też przynajmniej jeszcze jedna
                        forma uruchamiająca myślenie - zadawanie pytań.
                        Choć rzeczywiście bywają osoby, które z jakiś względów na pytania
                        nie odpowiadają/nie chcą odpowiedzieć (sobie), i czesto w takiej
                        sytuacji "dogniecenie" (lub zimny kubeł wody na łeb) działa lepiej,
                        bo przez ambicję by się przeciwstawić uruchamia przemyślenia.
                        • tricolour Zgadzam się. 11.12.08, 11:45
                          Problem w tym, że umiejętnośc zadwania pytań jest wielka sztuką. Nie
                          można zadać pytania sugerującego, manipulującego, oczywistego itp.

                          Gdybym zapytał "czy nie uważasz, że narzeczeństwo, w którym w głowie
                          jednocześnie z narzeczonym siedzi ex jest nieuczciwe itp" to byłoby
                          ono sugerujące. Dla mnie oczywiste jest, że rzecz jest nieuczciwa,
                          ale nasza koleżanka broni się jak może i podejrzewam, że zablokowana
                          jest na krytykę swojego zachowania. Ona dostrzega pewnien problem,
                          ale raczej oczekuje odpowiedzi, że jej zachowanie to norma, a nie
                          zagrożenie dla związku. No bo jak to: jeden związek nieudany, a
                          drugi zagrożony już od początku? Kto chętnie skonfrontuje się z taką
                          sytuacją?

                          Jak zadać dobre pytanie naszej koleżance i jak ono będzie
                          brzmiało? smile)
                          • chalsia Re: Zgadzam się. 11.12.08, 12:56
                            > Jak zadać dobre pytanie naszej koleżance i jak ono będzie
                            > brzmiało? smile)

                            np. W czym upewniają autorkę te porównania ? Czyli innymi slowy -
                            czego ona sie boi.
                            • tricolour Na jedno pytanie znamy odpowiedź: 11.12.08, 13:52
                              ... porównania upewniają autorkę, że narzeczony lepszy od exa.

                              A czego się boi? Pewnie tego, że ex żyje dalej w niej samej pomimo rozwodu.
                              • chalsia Re: Na jedno pytanie znamy odpowiedź: 11.12.08, 14:20
                                > A czego się boi? Pewnie tego, że ex żyje dalej w niej samej
                                pomimo rozwodu

                                zła odpowiedź, bo nie mozna się bać czegos co się dokonało/co
                                istnieje. Bać się można czegoś co może się wydarzyć.
                                I nie ten odpowiadający.
                                • tricolour No to czekamy na dobrą odpowiedź... 11.12.08, 14:23
                                  ... podejrzewam, że dopiero w gabinecie psychologa.
            • nangaparbat3 Kami 10.12.08, 22:03
              w zasadzie masz racje, ale jeszcze bardziej w zasadzie porównywanie kogokolwiek
              do kogokolwiek (takie oceniajace porównywanie) naprawde jest nieuczciwe.
              • kami_hope Re: Nanga 10.12.08, 22:23
                Ja bym nie patrzyła na to w kategoriach nieuczciwości. A choćby
                dlatego, że należałoby wrzucić do tego worka ok 90% ludzi. I to
                ludzi, o nieznanych wartościach etycznych/moralnych
                (a "nieuczciwość" - właśnie podchodzi mi pod tą kategorię).
                Większość postrzega rzeczywistość przez ocenę. Porównania, to jakby
                kolejny krok w "rozwoju" za oceną. Ktoś zbadał, że jedynie 7%
                Polaków, to ludzie świadomi. Czyli nieliczni z nas wiedzą, że każda
                nasza ocena, nie jest naszym "widzeniem", a wynika z zaprogramowania
                mózgu (rodzice, szkoła, znajomi, telewizja, pierwszy chłopak, itd).
                Aby widzieć, trzeba najpierw uczyć się nie oceniać.

                Zresztą, zwykłam mawiać: "Lepiej nie porównuj się z nikim, bo albo
                popadniesz w kompleksy, albo w nieuzasadnioną dumę".
                Zawsze jest tak, że znajdzie się ktoś "lepszy" od nas lub
                ktoś "gorszy". Dążmy do celów jakie sami sobie wyznaczamy, jakie
                serce nam dyktuje i potrzeba duszy... jeśli damy się popychać (np.
                przez tych "lepszych") lub rozpraszać (np. przez tych "gorszych"),
                to nigdy nie dojdziemy do celu.
                • nangaparbat3 Re: Nanga 11.12.08, 15:32
                  "Emocjonalna nieuczciwośc" - moze byc?
        • akacjax Re: Zaręczyłaś się nie będąc na to gotowa... 11.12.08, 10:12
          Czytam i czytam..
          I zastanawiam się, kiedy pojawi się akceptacja sposobu reakcji prezentowanej
          przez Tri?

          Wiem, że łatwiej czyta się: "delikatną sugestię"-zamiast krytyki -ale styl Tri
          jest pewną "okrasą" forum.

          Co do wiedzy narzeczonego: on wie tyle ile mu przedstawiasz, a jak to
          rzeczywiście odbiera może zdecydowanie różnić się od tego, co faktycznie czujesz.

          Co do problemu-zapytaj siebie dlaczego masz w głowie ciągle coś, co nie
          istnieje, czyżby pamięć sytuacji z poprzedniego związku wymagała stałej
          kontroli, czy aby nie pojawiają się ponownie?
          A może po prostu nie dajesz sobie przyzwolenia na to, by było tak dobrze jak teraz?
          • zmienilamnicka Re: Zaręczyłaś się nie będąc na to gotowa... 11.12.08, 10:29
            cóż, u mnie sprawa jest prosta : jestem do bólu monogamiczna = dopóki nie
            wyrzucę z emocji poprzedniego faceta to nie wiążę się z następnym.
            Nie wyobrażam sobie sytuacji by PORÓWNYWAĆ ze Franek coś robi tak, a Józek
            robił siak,.. i jeszcze Frankowi o tym opowiadać... ;
            no bez jaj , aż taką sadystką nie jestem. Choć na pewno bardziej opłaciło by
            mi się mieć kilku narzeczonych w międzyczasie , niż być samej i "zdrowieć" z
            emocji do byłego.
    • cosmopszczolka Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 10.12.08, 21:02
      Nie ma lepszego lekarstwa jak odwrócić sobie zawsze kota ogonem.
      Wystrczy jak odpowiesz sobie sama na pytanie, jak byś się czuła,
      gdyby to Twój narzeczony ciągle myślał o byłej żonie i na ile
      starczyłoby Ci cierpliwości?. Ot tyle.
    • kami_hope Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 10.12.08, 21:27
      Myślę, że to może mieć związek ze specyficznym postrzeganiem
      rzeczywistości. Domyślam się, że w ogóle kiedy odbierasz
      bodźce/informacje z zewnątrz, to filtrujesz je w umyśle na zasadzie
      porównań, przeciwstawień... W zasadzie każdy z nas automatycznie w
      podobny sposób kojarzy różne zdarzenia, u niektórych ludzi jednak
      ten mechanizm jest wyraźniejszy. Poobserwuj siebie... może wcale nie
      chodzi o jakieś ukryte w podświadomości zaszłości z poprzedniego
      związku, itp. Powód może być dużo bardziej banalny.

      Narzeczonego można Ci pozazdrościć! (Przynajmniej za cechy które
      zdołałaś tu ujawnić smile)
      • ladyhawke12 Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 11.12.08, 10:24
        Zgadzam sie z Tri i cosmopszczolka. Ja tez uwazam ze jestes nie gotowa na drugi zwiazek, i dlatego nie powinnas sie jeszcze wiazac. Rozwod jest jak smierc drugiej osoby(banal wiem), kazda zaloba trwa roznie ale trzeba ja przezyc i zamknac jakis etap zycia.
        • monisia900 Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 11.12.08, 21:17
          widze ze rozpetalam niemala dyskusje. chyba nie do konca mnie zrozumieliscie. ja
          uwazam ze jestem gotowa do nowego zwiazku. to, ze porownuje ocbecnego partnera z
          ex, nie swiadczy o tym, ze cos do niego czuje (tzn do exa). porownujac, chce sie
          nacieszyc faktem, ze spotkalam tego wspanialego faceta, ze sa jescze dobrzy
          ludzie na tym swiecie. bo wczesniej juz we wszystko zwatpilamsad. za kazdym razem
          nie moge sie nacieszyc moim szczesciem i powoli zapominam o tym , co wpajal mi
          ex-ze on byl idealem. teraz widze coraz wyrazniej, ze faktycznie nie byl.daleko
          mu do idealu.
          mam nadzieje ze wyrazilam sie jasno.
          • chalsia Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 11.12.08, 22:27
            > porownujac, chce sie
            > nacieszyc faktem, ze

            i to jest właśnie "podejrzane". Jak ktoś się z czegoś cieszy, to
            dlatego, że to coś/ktos mu pasuje, jest fajne, itd ale samo w
            sobie. Od razu się to wie i czuje a nie dzięki doknywaniu porównań.
            Mam wrażenie, że nie potrafisz docenić obecnego partnera w inny
            sposób niż w opozycji do eksa (i tylko w tych aspektach wobec tego)
            co uważam za krzywdzace dla partnera.
            A także IMHO pokazuje, że czegoś Ci emocjonalnie brak - poczucia
            wartości?, nie wiem czego, ale czegoś na pewno. Tym bardziej, że
            nie miałas swojego własnego osądu, skoro dałaś sobie eksowi wpoić,
            że jest on ideałem.
            • adela38 Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 13.12.08, 09:27
              Ja tam nie wyczytalam z postu, ze ex byl idealem- jakby byl, pewnie nie bylby
              ex... To ze obecnego partnera porownuje sie z bylymi jest zupelnie normalne.W
              twoim przypadku napewno nie bez znaczenia jest to ze wynik porownania jest
              bardzo na plus, czego efektem jest obecne narzeczenstwo.Z czasem to porownywanie
              odejdzie w przeszlosc...gorzej jakbys exa trzymala na piedestale, ktoremu nikt
              nie jest w stabie dorownac...Wazne bys nawet jesli przypomni ci sie ex umiala
              cieszyc sie z zalet obecnego i umiala mu okazywac wdziecznosc z tego
              powodu...chwalenie partnera czyni cuda... smile
            • z_mazur Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 13.12.08, 14:33
              Bardzo celne Chalsiu. Lepiej bym tego nie ujął.

              smile)
    • zelka-to-ja Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 13.12.08, 14:19
      Porównywanie jest najbardziej normalna rzecza pod sloncem. Całe nasze doświadczenie życiowe opiera się na porównaniach i wyciąganiu wniosków z nich. Porownujemy ceny w sklepach, kolezanki w pracy, czy kolejne wakacje do poprzednich. Dlatego nie rozumiem co w tym dziwnego czy zaskakującego. Może po prostu samo słowo "porównanie" kojarzy się z porównaniem kogoś/czegoś gorszego do ideału?
      Wazne chyba w tym wszystkim jest tylko to, czy ten obecny partner/facet/przyszly/niedoszly/przyjaciel wypada w tych porownaniach bardziej pozytywnie od exa smile
      pozdrawiam serdecznie
      • zmienilamnicka Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 13.12.08, 14:35
        Problem jest wtedy gdy jesteśmy z kimś "bo jest lepszy od exa" . I dlatego, że
        porównując go z exem uważamy , że nowy jest super.
        To jak moja koleżanka- miala ojczyma alkoholika więc od zawsze zanosiła modły,
        żeby mąż alkoholikiem nie był. No i ma męża który nie pije... za to nałogowo
        pali,wyzywa ją, stosuje przemoc i ogólnie jest beznadziejny. Ale koleżanka
        zawsze znajdzie w otoczeniu czyjegoś gorszego męża by z porównania jej wyszło ,
        że ten jej nie jest zły..

        Jeśli ex i porównanie z nim jest ciągle punktem odniesienia do budowania nowego
        związku - to ten związek będzie do du.. Bo punktem odniesienia mam być
        samodzielna "ja" i mój nowy partner.

      • tricolour Piszesz o porównywaniu rzeczy... 13.12.08, 14:45
        ... i jeśli narzeczony ma rangę ceny w sklepie, to jest to właśnie ta
        nieuczciwość, o której piszę.

        Jak się porównuje koleżanki w pracy? Jakiego kryterium się używa, by jedna była
        lepsza od drugiej?
        • zelka-to-ja Re: Piszesz o porównywaniu rzeczy... 13.12.08, 18:30
          Nie chcę pisac o kryteriach porównań koleżanek czy cen tylko o sam fakt porównywania czegos do czegos czy kogos do kogos. Jest to normalne, jak dla mnie oczywiscie. A kryterium każdy ma swoje. Fakt, że posiadanie kogoś bo nie pali ale za to bije, czy tez odwrotnie, jest pewnie nie trafione, choć jak widać dookoła i takie kryteria sa dla niektorych ok. To nie tylko o porównywaniu rzeczy chodzi Tri. Ja tylko uogólniam znaczenie słowa "porównanie".
          Mając kilka koleżanek np w pracy nie jesteś w stanie powiedzieć, że np Zosia to super sprawdza się w sytuacjach stresujących ale za to Hania najlepiej obsługuje system komputerowy? To już jest porównanie, prawda?
          Jeżeli któraś łapie się na tym, że pomyśli "ex to by w takiej sytuacji nakrył się ogonem a Stefan (obecny)załatwił wszystko w mig", czy to jest coś złego? Myślę, że nie.
          • nangaparbat3 Re: Piszesz o porównywaniu rzeczy... 13.12.08, 21:14
            Ja myślę, ze to jest źle.
            Czy nie umiesz pomyslec: Zosia to
            > super sprawdza się w sytuacjach stresujących, a Hania najlepiej obsługuje
            system komputerowy?

            Bez tego "za to"? Bez niego po prostu mówisz, jakie te Twoje kolezanki są, jesli
            wstawisz "za to" - sytuujesz się (dla jakichs zupelnie dla mnie niepojetych
            powodów) powyzej nich obydwu i oceniasz je - czyli traktujesz przedmiotowo.
            Moglabys jeszcze, zamiast "Hania najlepiej obsluguje", powiedziec: Hania
            świetnie obsluguje. Ubyłoby od tego - Hani czy Tobie?
      • nangaparbat3 Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 13.12.08, 21:09
        porownywanie jest złe, jeśli dotyczy osob, a juz zwlaszcza jeśli dotyczy osob,
        ktore są nam bliskie.
        Porownywac mozna rzeczy, ludzi mozna tylko POZNAWAC. W poznawaniu jest szacunek
        i miłosc, w porownywaniu ich nie ma.
        • zelka-to-ja Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 13.12.08, 23:30
          Nie zgodze sie z tym. Może dlatego, ze mówiąc o kimś że robi coś gorzej czy lepiej, szybciej czy wolniej niz ktostam inny nie odczuwam braku szacunku do niego. Stwierdzam tylko fakt. Prawdopodobnie w inny sposob rozumiemy to slowo.
          • nangaparbat3 Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 14.12.08, 00:05

            elka-to-ja napisała:

            > Nie zgodze sie z tym. Może dlatego, ze mówiąc o kimś że robi coś gorzej czy lep
            > iej, szybciej czy wolniej niz ktostam inny nie odczuwam braku szacunku do niego
            > .

            To Ci sie tylko wydaje.
            Jesli oceniasz, stawiasz samą siebie ponad. Z szacunkiem ma to niewiele wspólnego.
            Oczywiscie jako na przyklad szefowa musisz to robic. Ale my tu nie rozmwiamy o
            biznesie, tylko o miłosci, zdawalo mi sie.

            Stwierdzam tylko fakt. Prawdopodobnie w inny sposob rozumiemy to slowo.
            • monisia900 Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 14.12.08, 13:59
              tak chcialam dodac na marginesie-wszyscy nakrzyczeliscie na mnie, ze to JA
              ocenaim mojego obecnego narezczonego i porownuje go z exem. ale powiem wam, ze
              wy tez sie niewiele roznice ode mnie, bo tez OCENIACIE !!! wiec po co ta krytka
              mnie?????
              • z_mazur Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 14.12.08, 14:28
                To nie krytyka Ciebie, tylko konkretnego Twojego zachowania w pewnej kwestii.

                I nie chodzi o ocenę, tylko o sposób i kryteria oceny.

                Nie piszesz o swoim partnerze po prostu "fajny facet" i nie to jest dla Ciebie najistotniejsze, z tego co napisałaś można wnioskować, że dla Ciebie najważniejsze jest to jest "lepszy od męża". Z tego by wynikało, że nie potrafisz na niego patrzeć tak po prostu, a jedynie przez pryzmat porównania z mężem, a to nie jest najlepszy sposób oceniania ludzi.
              • akacjax Re: drugi związek, a wspomnienie z pierwszego 14.12.08, 15:13
                Dałaś nam temat, a odpowiedzi, może niezgodne z Twoimi oczekiwaniami(a w sumie
                nie wiem, czy w ogóle jakiekolwiek by były dobre)odbierasz jakbyśmy krzyczeli na
                Ciebie.

                >jestem po rozwodzie i teraz jestem zwiazana z drugim mężczyzna.
                >jestesmy nawet zareczeni. ale caly czas sie zastanawiam, czy ze mna
                >jest cos nie tak, czy wszyscy tak maja.

                Dla mnie tu piszesz o swoich lękach, o swojej niepewności sytuacji i nie
                dlatego, że spotkałaś dobrego człowieka, ale dlatego, że nie radzisz sobie w
                sytuacjach nowych, zwykłych, "bezadrenalinowych".

                ja caly czas porownuje
                mojego obecnego partnera z exem-nie wiem po co to robie, bo ex nie
                ma szans przy moim obecnym narzeczonym. zastanawiam sie czy to
                kiedys mi minie...

                Czy chciałabyś by to minęło, czy nie? Co zyskasz, co stracisz, gdy to minie? Czy
                boisz się, że przestaniesz zauważać cudowność narzeczonego? A co będzie tak
                najbardziej przeszkadzało, gdy te myśli porównujące zostaną?

    • kami_hope Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 15.12.08, 00:55
      Czytam Wasze komentarze. I tak z dystansu… Więcej widzę problemów w
      większości z Was, niż w sprawie, która frapuje Monisię. I wygląda na
      to, jak słusznie zauważyła Monisia, że to Wy oceniacie! To Wy,
      zarzucacie nieuczciwość, lęki, niepewność, i in. Z_mazur – domyślam
      się – zna najlepszy sposób oceniania ludzi. Zmieniłamnicka widzi
      problem w tym, że dążymy do poprawy, ulepszania własnego życia… i
      można Was tak „pięknie” analizować na podstawie…hm? Właściwie na
      żadnej! Bo kłopot w tym, że dokonujecie nadinterpretacji.
      Analizujecie wydumane fakty (i każdy duma porównując! do własnych
      doświadczeń). Wciskacie dziewczynie problemy, których nie ma!
      Czyżbyśmy tu wszyscy mieli fakultet z psychiatrii?
      (ja tu widzę co najmniej jednego potencjalnego pacjenta, którego
      obsesyjne skojarzenia/wnioski wychodzą w każdym tekście – ów,
      psychiatrą z pewnością nie jest).
      Jako wniosek, kieruję do Was prośbę – analizujcie fakty i na ich
      podstawie wyciągajcie wnioski. A przy próbie pomocy
      proponuję „Primum non nocere”. A szkodą byłaby z pewnością rada
      wynikająca ze złych wniosków (przy błędnych założeniach wyniki dobre
      nie będą!)

      P.S. Monisia, podzieliła się z nami swoimi wątpliwościami (!) – to
      nie podlega pod kat. „lęku”, nie zasługuje na reprymendę (choćby z
      tego powodu, że dziewczyna myśli (!) – a to pierwej zasługuje na
      uznanie)



      • z_mazur Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 15.12.08, 01:38
        No to mi się trochę oberwało, rzeczywiście mogłem lepiej sformułować, to co mi się pomyślało w kontekście wątpliwości Moniki.

        Nie znam najlepszego sposobu oceniania ludzi, ale wiem, że ocena kogoś poprzez porównanie do kogoś innego to niespecjalnie dobry sposób.

        Żeby tak zobrazować o co mi chodzi, to podam lekko skrajny przykład.

        Jeśli mąż np. bił żonę regularnie co drugi dzień, a kolejny partner bije tylko raz w tygodniu, to w sumie jest przecież lepszym partnerem prawda? smile))) Ale czy to jest równoznaczne z tym, że jest dla niej dobrym partnerem?

        A nie lepiej zastanowić się czego ja oczekuję tak po prostu od partnera i czy on mi to daje, a nie stawiać go w opozycji do byłego? Ale do tego są potrzebne dystans i wyleczenie się z poprzedniego związku. Takie porównywanie jest jak dla mnie (ale nie tylko, bo piszą o tym również w literaturze dotyczącej rozstań) przejawem nie do końca zamkniętych kwestii emocjonalnych zwiazanych z poprzednim związkiem, co może (chociaż oczywiście nie musi) skutkować po pewnym czasie problemami w tym nowym związku.

        --
        Kobieta nie wie czego chce,
        ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
        • kami_hope Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 15.12.08, 21:35
          Jeśli to wg Ciebie niespecjalnie fajny sposób, proszę, uzasadnij
          dlaczego…?

          >Jeśli mąż np. bił żonę regularnie co drugi dzień, a kolejny partner
          bije tylko raz w tygodniu, to w sumie jest przecież lepszym
          partnerem prawda? smile))) Ale czy to jest równoznaczne z tym, że jest
          dla niej dobrym partnerem?

          Jak by nie było rachunek wychodzi na plus, wszak o partnerstwie w
          podobnej sytuacji w ogóle nie ma mowy, no chyba, że żona nie jest
          takiemu dłużna i równie nieźle boksuje (pod pojęciem partner,
          rozumiem – w uproszczeniu – „równy co do wartości/praw/obowiązków”
          itp.).
          Pytanie retoryczne, bo raczej wszyscy się chyba zgodzimy,
          że „lepszy” nie koniecznie znaczy „dobry”; może być jednak tak, że w
          obecnym momencie życia jest „zadowalający”, a to ma znaczenie
          pozytywne, bo choćby nawet dalekie to było od doskonałości, to niech
          mi ktoś pokaże „doskonałość” osiągniętą na drodze „nagłego
          olśnienia” bez długotrwałego, trudnego dojrzewania.

          >A nie lepiej zastanowić się czego ja oczekuję tak po prostu od
          partnera i czy on mi to daje, a nie stawiać go w opozycji do byłego?
          Ale do tego są potrzebne dystans i wyleczenie się z poprzedniego
          związku.

          „A nie lepiej” – no i jak tu skrystalizować myśl bez porównywania? smile
          A skąd wiadomo, że Monisia nie rozmyśla nad oczekiwaniami? I skąd
          wiadomo, że nie jest „wyleczona”? Sama twierdzi, że jest gotowa do
          nowego związku, więc pytam – na jakiej podstawie stwierdzono tu, że
          gotowa nie jest? Jak można wysnuć tak daleko idące wnioski, jak
          zdołano tutaj ukazać, na podstawie wątpliwości?
          Jeśli miałabym przewartościować, to wątpliwość stanowi dla mnie dużo
          większą wartość, niż pewność (choćby dlatego, że ta pierwsza daje
          szansę rozwoju, oznacza, że coś jest w ruchu, krystalizuje się,
          kreuje, etc., zaś pewność – przeciwnie, choć z pozoru znaczy
          niezłomność, siłę, konsekwencję, itp. to przede wszystkim wskazuje
          na skostniałość i niezmienność; najważniejsze aby znaleźć „złoty
          środek” pomiędzy nimi, bo wątpliwość przedłużona w czasie prowadzi
          do „zawieszenia”, a brak pewności grozi m.in. fatalizmem lub
          nadmiernym zaufaniem w mądrość (i in.) innych ludzi) – jednak
          relatywnie do określonych sytuacji.

          >skutkować po pewnym czasie problemami w tym nowym związku.
          To, że problemy kiedyś wystąpią można stwierdzić z bardzo dużym
          prawdopodobieństwem. Przyczyny zaś owych problemów mogą mieć
          przenajróżniejsze podłoże. A tego nie jesteśmy tu w stanie ocenić
          ani temu zapobiec.
          A gdyby tak, ktoś faktycznie kierował się intencją pomocy, to czy
          nie wartałoby poszerzyć swoją wiedzę na temat danego zagadnienia, a
          dopiero później analizować i wyciągać wnioski?

          Po tak szybko wyciągniętych wnioskach należałoby podziwiać za
          przenikliwość, inteligencję, itd.
          Ja jednak jestem przerażona, jak pochopnie ludzie osądzają i z jaką
          łatwością wydają werdykt.

          _________________
          "To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni
          wątpliwości." - Bertrand Russell



          • z_mazur Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 16.12.08, 08:53
            Oj mam wrażenie, że polemizujesz dla samej polemiki.

            Dla samej Moniki to ciągłe myślenie o swoim eksie i porównywanie go do obecnego partnera jest problemem bo o tym pisze. A skoro dla niej jest problemem (wyraźnie to widać w jej pierwszym poście), to Twoja jej "obrona" jest trochę bez sensu.

            Wszyscy tu skupili się na tym, że takie ciągłe myślenie o byłym i porównywanie do obecnego świadczy o pewnym nieuporaniu się jeszcze z rozstaniem i tyle. Jeśli chcesz z tym faktem popolemizować to proszę bardzo. Reszta to jak dla mnie tylko popisy erudyczne.
      • akacjax Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 15.12.08, 13:29
        Co w takim razie powinniśmy pisać?
        Może nic-no skoro ona dzieli się wątpliwościami, a my nie możemy swojego zdania
        napisać(tu na forum!!), to po co pisze?

        Oczywiście, że jesteśmy domorosłymi psychologami, prawnikami, ale do tego
        doświadczonymi i dojrzałymi ludźmi, z pewnym dystansem do sytuacji-bo nasze już
        zaleczone....widzimy inaczej, szerzej.
        Niejedna osoba dzięki forum przetrwała trudne czasy, dowiedziała się tego, co
        adwokat zapomniał itd.
        • kami_hope Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 15.12.08, 21:52
          Ojej, a gdzież tu Monisia napisała o trudnych czasach?
          No przecież, kiedy opisany problem urasta do
          rangi „lęku/nieuczciwości”, a wywołane emocje i interpretacje są
          niewspółmierne do faktycznej sytuacji, jest to po prostu śmieszne
          (co by nie powiedzieć „głupie”wink

          >Oczywiście, że jesteśmy domorosłymi psychologami, prawnikami, ale
          do tego
          doświadczonymi i dojrzałymi ludźmi, z pewnym dystansem do sytuacji-
          bo nasze już
          zaleczone....widzimy inaczej, szerzej.

          I ta domorosłość uprawnia do oceniania (w dodatku surowego) innych?
          A z dystansem to jest tak: kiedy jest się zbyt blisko – nie
          dostrzega się całości, kiedy jest się zbyt daleko – nie widzi się
          szczegółów. A my tutaj, jesteśmy zbyt daleko (!) aby rozpoznawać
          szczegóły, więc jeśli ktoś z tego miejsca dopatruje się szczegółów,
          to jest fantastą lub/i ma wciąż nie rozwiązane własne problemy,
          które przez skojarzenie podobieństw wracają… tyle że to,
          co „powraca” należy skierować do siebie, a nie jako radę (tu dla
          Monisi). „Nasze, zaleczone” – wcale nie znaczy, że dobrze wyleczone
          (wypieranie problemów rodzi poważne konsekwencje!), więc może z
          pokorą schylić się w kierunku własnego serca i nie grzebać w cudzym?

          >Co w takim razie powinniśmy pisać?
          Może nic-no skoro ona dzieli się wątpliwościami, a my nie możemy
          swojego zdania
          napisać(tu na forum!!), to po co pisze?

          Jeśli jedyną odpowiedzią na czyjeś wątpliwości jest „polowanie na
          czarownice”, to nie piszcie wcale. Bo to wstyd, kiedy nie ma pomysłu
          na życzliwą radę, czy choćby wsparcie słowem, zdruzgotać kogoś
          krytyką (bo do tej wysilać się zanadto nie trzeba, a przy okazji
          samemu można się poczuć lepiej za pomocą mechanizmu - który właśnie
          tu wypieracie – „porównań”, bo na tle „nieuczciwego” my będziemy
          uczciwi, „lękliwego”- silni itd.)
          Jak najbardziej forum służy temu aby wyrażać „swoje zdanie”. Ludzie
          dużo piszą… Najczęściej to zwykła grafomania! A tu chodzi o to by
          pisać, ale to, co watro…!
          Współczuć mogę jedynie, bezrefleksyjnego pisania… ot tak, dla
          poprawienia sobie samopoczucia czyimś kosztem, czy zabicia czasu…

          Kto z Was ma patent za szczęśliwy związek? Kto z Was jest w
          szczęśliwym związku? Kto z Was nie popełnia błędów?
          I co do cholery robicie przed komputerami?!

          (nie mówcie, że tylko dlatego, bo chcecie pomóc… )
          • nangaparbat3 Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 15.12.08, 22:11
            Toś se pojechala - jak dama klasowa po pensjonariuszkach.
            Mnie na razie problem interesowal raczej teoretycznie, ale juz z ciekawosci
            zajrzałam jeszcze raz do listow Monisi - ktora CAŁY CZAS porownuje narzeczonego
            z exem.
            Wiec jakim cudem sie dziwisz, jesli jej piszą, ze nie dojrzala jeszcze do nowego
            zwiazku?
            Ma głowę pełną exa, nawet kiedy myśli o narzeczonym, nie jest w stanie myślec po
            prostu o nim, tylko znow o eksie - bo czymze innym jest porownywanie ich?
            Tu nie trzeba byc zadnym guru, ani psychologiem, ani nawet domorosłym
            psychologiem, ani nawet domorosłym pseudopsychologiem - tu z daleka widac, ze
            jeszcze cos sie kłębi, że emocje zwiazane z exem zyją sobie w najlepsze.
            To niby jakiego pocieszania Monisi po nas oczekujesz?
            • nangaparbat3 Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 15.12.08, 22:12
              Oczywiscie miało byc po PENSJONARKACH - jak sie nazywa ten stary Niemiec co mi
              wszystko chowa? A, Alzheimer.
              • kami_hope Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 15.12.08, 22:45
                wink

                Nanga, myślę, że jej po prostu przejdzie… Domyślam się, że obecny
                partner jest wyrozumiały, mądry, a być może i pełni aktualnie „rolę”
                silnie wspierającą. I jeśli mężczyzna z własnej woli, kierując się
                miłością pragnie uczynić jej świat lepszym (na tyle, na ile jest w
                stanie), to chyba tylko pozazdrościć można. Sama Monisia przecież
                napisała, cyt.: „on wie o tym co czuje i mysle na temat mojego ex”.
                Obok tego wszystkiego co już napisałam, zwraca uwagę właśnie –
                zazdrość. Bo zastanówmy się… Gdyby tak nam, po tych wszystkich
                zdarzeniach odzierających ze złudzeń pojawił się ktoś, kto wyciąga
                do nas rękę i tak po prostu obdarza nas miłością… Czy odtrącilibyśmy
                ten – że tak powiem – fenomen, w imię źle pojętej uczciwości? Czy
                raczej zechcielibyśmy się odrodzić jak Fenix z popiołów, odzyskać
                wiarę i nadzieję, i odwzajemnić miłość… na początek choćby z
                wdzięczności??

                • chalsia Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 15.12.08, 23:22
                  > napisała, cyt.: „on wie o tym co czuje i mysle na temat mojego
                  ex”.

                  a czy wiem, że eks jej się w głowie kłebi tak bardzo często?


                  > do nas rękę i tak po prostu obdarza nas miłością… Czy
                  odtrącilibyśmy
                  > ten – że tak powiem – fenomen, w imię źle pojętej uczciwości?

                  sporo by odtrąciło. I nie z powodu źle pojętej uczciwości, tylko po
                  prostu dlatego, że nie chciałyby wchodzic w jakikolwiek związek bez
                  wewnętrznego poczucia, że przeszłośc została całkowicie
                  rozliczonea, wnioski wyciągnięte i eksa emocjonalnie w nas nie ma.
                  • chalsia Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 15.12.08, 23:23
                    > > napisała, cyt.: „on wie o tym co czuje i mysle na temat mojego
                    > ex”.
                    >
                    > a czy wiem, że eks jej się w głowie kłebi tak bardzo często?

                    errata - a czy ON wie, że eks jej się w głowie kłebi tak bardzo
                    często?
                  • kami_hope Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 16.12.08, 00:20
                    Chalsia, to o czym piszesz jest oczywiście godne podziwu. Tyle, że
                    nie jestem pewna na ile to (moim zdaniem - "ta teoria") funkcjonuje
                    w rzeczywistości. Robię właśnie szybki przegląd porównywalnych
                    sytuacji... w obecnym stanie mojej pamięci - nie przypominam sobie
                    nikogo, kto z własnej woli przeszedł "okres karencji" po zakończonym
                    związku. Zwykle ten czas samotności był związany z lękiem, brakiem
                    zaufania, zaniżoną samooceną, i.in. lub/i z najbardziej oczywistego
                    powodu, czyli - nie pojawiła się żadna osoba na horyzoncie
                    zainteresowana realizacją wspólnego planu.
                    Dorabianie, jakkolwiek mądrej ideologii jest po prostu oszukiwaniem
                    siebie.
                    Jeśli chodzi o całkowite zamknięcie przeszłości, to w moim odczuciu,
                    następuje to w momencie podjęcia decyzji o rozwodzie, sam tok spraw
                    sądowych podchodzi pod kat."techniczną/wykonawczą".
                    Czasami "całkowite" zamknięcie przeszłości nie jest możliwe. A to
                    dlatego, że swoiste reakcje na zdarzenia traumatyczne mogą odbijać
                    się echem nawet do końca życia. Czy w takim razie należy czekać w
                    nieskończoność i walczyć z pokonaniem w sobie niemożliwego, aby być
                    gotowym na nowy związek? Taka "gotowość" może nigdy nie nastąpić, a
                    każdy ma prawo do kochania i bycia kochanym!
                    • chalsia Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 16.12.08, 10:02
                      > w rzeczywistości. Robię właśnie szybki przegląd porównywalnych
                      > sytuacji... w obecnym stanie mojej pamięci - nie przypominam
                      sobie
                      > nikogo, kto z własnej woli przeszedł "okres karencji" po
                      zakończonym
                      > związku. Zwykle ten czas samotności był związany z lękiem,
                      brakiem
                      > zaufania, zaniżoną samooceną, i.in. lub/i z najbardziej
                      oczywistego
                      > powodu, czyli - nie pojawiła się żadna osoba na horyzoncie
                      > zainteresowana realizacją wspólnego planu.

                      to, że Ty nie pamiętasz nie oznacza, że takich ludzi nie ma.
                      Albo, że prawdziwe były jedynie wymienione przez Ciebie powody (a
                      nie podane przeze mnie).
                      Na 100% mogę mówić jedynie za siebie - zawsze miałam własnie takie
                      okresy karencji. I nie z powodów podanych przez Ciebie smile

                      > Dorabianie, jakkolwiek mądrej ideologii jest po prostu
                      oszukiwaniem
                      > siebie.

                      i dla mnie nie jest to ideologia. Po prostu sa ludzie, którzy muszą
                      po rozpadzie związku "wrócic do siebie".
                      To trochę tak jak rekonwalescencja po chorobie - siedzi się w domu
                      pod kocykiem, czyta książki, słucha muzyki, pije ziółka i myśli, a
                      nie rzuca w wir życia od razu po ustąpieniu gorączki.
                    • monisia900 Re: Dubito ergo cogito, cogito ergo sum. 16.12.08, 19:59
                      kami_hope napisała:

                      >
                      > Czasami "całkowite" zamknięcie przeszłości nie jest możliwe. A to
                      > dlatego, że swoiste reakcje na zdarzenia traumatyczne mogą odbijać
                      > się echem nawet do końca życia. Czy w takim razie należy czekać w
                      > nieskończoność i walczyć z pokonaniem w sobie niemożliwego, aby być
                      > gotowym na nowy związek? Taka "gotowość" może nigdy nie nastąpić, a
                      > każdy ma prawo do kochania i bycia kochanym!


                      dziekuje ci kami_hope
                      zgadzam sie z twoja opinia w 100%. mysle ze gdyby wiekszosc osob z tego
                      forum-obojetne jakiej plci-przeszla to co ja z moim ex mezem, to by tak nie
                      pisala. mam na mysli moja nieuczciwosc wobec obecnego partnera. bo jest
                      dokladnie tak, jak napisala kami_hope. krzywd nie zapomina sie nieraz nawet do
                      konca zycia. a to ze ex mnie skrzywdzil i naznaczyl moja psychike, oznacz wg
                      was, ze takiej osoby jak ja juz nie mozew zyciu nic milego spotkac?? obecny
                      partner rozumie to co czuje, ze exa wspominam jedynie dlatego, ze tego co robil
                      nie da sie zapomniec i przejsc nad tym do porzadku dziennego. ale to absolutnie
                      nie znaczy ze zywie do exa jakies "cieple uczucia"-ja go nienawidze. ja kazdego
                      dnia ciesze sie, ze trafilam na mojego obecnego partnera, kocham go bardzo i
                      tylko on sie dla mnie liczy.
      • tricolour Właśnie analizujemy fakty... 15.12.08, 18:30
        ... które opisała autorka wątku, cytuję:

        - "caly czas sie zastanawiam, czy ze mna jest cos nie tak",
        - "ja caly czas porownuje mojego obecnego partnera z exem,
        - "nie wiem po co to robie".

        To są fakty: autorka CAŁY CZAS porównuje, a na dodatek nie wie po co - stąd opinie.
        • kami_hope Re: Właśnie analizujemy fakty... 15.12.08, 21:55
          Stąd opinie (oceny!) niewspółmierne do przedstawionego problemu?
          • tricolour Dla mnie sytuacja jest dość jasna... 15.12.08, 22:07
            ... podkreślam - dla mnie.

            Będąc w związku nie porównuję narzeczonej do nikogo, bo zawsze znajdę kogoś
            lepszego i kogoś gorszego więc porównywanie nie ma celu i jest jałowym wysiłkiem.

            Jest też nieuczciwe - moim zdaniem - bo oznacza obecność kogoś trzeciego w
            bardzo bliskiej relacji.

            Narzeczeństwo oznacza zgodę na związek we dwoje, bez obecności osób trzecich
            obecnych "cały czas" - jak pisze autorką wątku więc napisałem, że nie jest
            gotowa do narzeczeństwa skoro były mąż siedzi "cały czas" w głowie.
            • kami_hope Re: Dla mnie sytuacja jest dość jasna... 16.12.08, 00:03
              Szanuję Twoje poglądy Tri. Szanuję Twój idealizm…
              O nieuczciwości możemy mówić wtedy, gdy poszczególne zachowania
              wynikają z woli. Idąc tropem behawiorystów powiem, że człowiek jest
              niejako układem reaktywnym na aktywne środowisko, przy czym ludzie
              reagują różnie na te same bodźce. Świadomość – jak do tej pory –
              jest niemierzalna i trudno o niej opowiadać. I jak już wspominałam,
              wiedzę o jej posiadaniu ma jedynie sam właściciel. Tudzież
              automatyczny sposób skojarzenia podobieństw czy przeciwieństw nie
              może być określany tak ciężkim w swoim znaczeniu słowie –
              nieuczciwość.
              Chyba nie potrafię inaczej uargumentować swojej opinii.
              Nie na wszystko mamy wpływ. Czasem po prostu reagujemy. Dopiero po
              określonej reakcji możemy zrobić użytek z własnej świadomości i
              poprzez nią… poprzez głębokie zrozumienie, wpływać tak na
              podświadomość, że z czasem reakcje ulegną zmianie.
              Domyślam się, że z upływem czasu, dzięki zbawiennemu wpływowi
              środowiska (wspomniany narzeczony), Monisia będzie reagować inaczej…
              Póki co, dziewczyna jest szczęśliwa, bo tak bardzo jej życie
              zmieniło się na plus.
              Twoją uwagę przykuły słowa „cały czas”. Ja zaś stawiam 90% pewności,
              że nie ma to nic wspólnego z obsesją, czy jakąkolwiek
              nieprawidłowością w relacji narzeczeństwa (wg Twojej definicji).
              Ludzie czasem „tak sobie” mówią, ot nieprecyzyjnie, potocznie… i nie
              widzę najmniejszego powodu aby chwytać tu kogoś za słowa i rozkładać
              go na czynniki pierwsze.

              Jestem za tym aby dać dziewczynie spokój. A sama też niech wrzuci na
              luz… wszystko idzie w dobrym kierunku. A przyszłość jej związku
              zależy od więzi jakie wytworzy z narzeczonym, a nie od „cały czas”,
              który za kilka miesięcy zamieni się w „całkiem zapomniałam”.
              I trzeba życzyć jej szczęścia, a nie krzyżować za „nieuczciwość”.
              • akacjax Re: Dla mnie sytuacja jest dość jasna... 16.12.08, 06:56
                > Domyślam się, że z upływem czasu, dzięki zbawiennemu wpływowi
                > środowiska (wspomniany narzeczony), Monisia będzie reagować inaczej…
                > Póki co, dziewczyna jest szczęśliwa, bo tak bardzo jej życie
                > zmieniło się na plus.

                Życzę jej by tak było. Jednak doświadczenie pokazuje, że: czasem zanim do tego
                stanu się dojdzie, partnera może zmęczyć porównywanie...
                a czasem przeciwnie, gdy odejdą myśli, że poprzedni to był bardzo zły
                wybór...może okazać się, że aktualny wybór wcale nie jest taki dobry jak
                wynikało z porównywania.
                Stąd nikt nie poleca ani związków na zakładkę, ani wiązania się (dawania
                nadziei)drugiej osobie, gdy nie przeszło się całego procesu żegnania starego
                związku.

    • aron95 To jest normalna sprawa 16.12.08, 12:23
      Nasz mózg sam porównuje na zasadzie skojarzeń .
      Tym bardziej jeśli przebywamy w tych samych miejscach , robimy te same rzeczy ,
      bywamy w podobnych okolicznościach co byliśmy z ex czy innymi osobami . Nie
      sposób wymazać z pamięci tych rzeczy .

      Podam przykład .
      Jeśli przytulałem przyjaciółkę w jej domu nie miałem skojarzeń z ex
      ale gdy to się działo u mnie, zawsze nachodziło mnie porównywać .
      A nie sposób całe otoczenie zmienić w okół siebie jak i swoje przyzwyczajenia
      • zelka-to-ja Re: To jest normalna sprawa 16.12.08, 20:52
        Noooo, i teraz czuje sie bardziej normalna smile
    • monisia900 .... 16.12.08, 20:05
      kami_hope napisała:

      >
      > Czasami "całkowite" zamknięcie przeszłości nie jest możliwe. A to
      > dlatego, że swoiste reakcje na zdarzenia traumatyczne mogą odbijać
      > się echem nawet do końca życia. Czy w takim razie należy czekać w
      > nieskończoność i walczyć z pokonaniem w sobie niemożliwego, aby być
      > gotowym na nowy związek? Taka "gotowość" może nigdy nie nastąpić, a
      > każdy ma prawo do kochania i bycia kochanym!


      dziekuje ci kami_hope
      zgadzam sie z twoja opinia w 100%. mysle ze gdyby wiekszosc osob z tego
      forum-obojetne jakiej plci-przeszla to co ja z moim ex mezem, to by tak nie
      pisala. mam na mysli moja nieuczciwosc wobec obecnego partnera. bo jest
      dokladnie tak, jak napisala kami_hope. krzywd nie zapomina sie nieraz nawet do
      konca zycia. a to ze ex mnie skrzywdzil i naznaczyl moja psychike, oznacz wg
      was, ze takiej osoby jak ja juz nie mozew zyciu nic milego spotkac?? obecny
      partner rozumie to co czuje, ze exa wspominam jedynie dlatego, ze tego co robil
      nie da sie zapomniec i przejsc nad tym do porzadku dziennego. ale to absolutnie
      nie znaczy ze zywie do exa jakies "cieple uczucia"-ja go nienawidze. ja kazdego
      dnia ciesze sie, ze trafilam na mojego obecnego partnera, kocham go bardzo i
      tylko on sie dla mnie liczy.
      • mariefurie Re: .... 16.12.08, 20:14
        Uważaj Monisiu z takimi deklaracjami,bo....zaraz rzesze katolików z krwi i kości
        się odezwą i dadzą Ci popalic..
        Zebyś za dobrze nie miała wink
        I pamiętaj: nic, NIC w zyciu Cie nie powinno dobrego spotkac. Powinnas była
        nieśc swój krzyż do końca...a Tobie się szczęścia zachciało, ech.. wink
        Ha! każdy by chciał!

        ps. żart, oczywiście. Nie przejmuj się smile
        Z Kami zgadzam sie tu całkowicie.
        • tricolour Nie wiem czy jestem z "rzeszy"... 16.12.08, 20:18
          ... w kazdym razie post zaczynajacy watek to zupelnie inna bajka z tymi ostatnimi.

          A jaka jest prawda, to pokaze zycie...
          • mariefurie Re: Nie wiem czy jestem z "rzeszy"... 16.12.08, 20:21
            tricolour napisał:
            >
            > A jaka jest prawda, to pokaze zycie...


            Od tego trzeba było zaczynac...dyskusję (?!) w tym wątku.
      • akacjax Re: .... 16.12.08, 20:26
        > zgadzam sie z twoja opinia w 100%. mysle ze gdyby wiekszosc osob z tego
        > forum-obojetne jakiej plci-przeszla to co ja z moim ex mezem, to by tak nie
        > pisala. mam na mysli moja nieuczciwosc wobec obecnego partnera. bo jest
        > dokladnie tak, jak napisala kami_hope. krzywd nie zapomina sie nieraz nawet do
        > konca zycia. a to ze ex mnie skrzywdzil i naznaczyl moja psychike, oznacz wg
        > was, ze takiej osoby jak ja juz nie mozew zyciu nic milego spotkac??


        Po pierwsze nie wiesz, co przeszli piszący, po drugie zgadzasz się tylko z
        opiniami, które Tobie pasują, nie zauważasz życzliwości w zwróceniu uwagi na
        inne aspekty sprawy.
        I po trzecie skąd wniosek, że nie może Cie nic miłego spotkać? Rzecz w tym, że
        to co prawdziwie miłe lepiej i w pełni ocenia się tylko po uwolnieniu z niemiłej
        przeszłości.
        A przecież to jakoś Cię gnębi, skoro tu o tym pisałaś.
      • nangaparbat3 Re: .... 16.12.08, 21:30
        Monisiu,
        w pierwszym swoim poscie napisalaś:
        >>ja caly czas porownuje
        mojego obecnego partnera z exem-nie wiem po co to robie, bo ex nie
        ma szans przy moim obecnym narzeczonym. zastanawiam sie czy to
        kiedys mi minie...

        To ma zupełnie, calkowicie inny wydźwięk niż:

        >>exa wspominam jedynie dlatego, ze tego co robil
        > nie da sie zapomniec i przejsc nad tym do porzadku dziennego. ale to absolutnie
        > nie znaczy ze zywie do exa jakies "cieple uczucia"-ja go nienawidze.

        Choc i to niepewne, pewien bardzo madry pan powiedzial mi ostatnio, ze
        "nienawisc wiąże nie mniej silnie niż miłosc".


        I jeszcze - jakos nie odpowiedzialam od razu, a potem zapomnialam - piszesz, ze
        mowiac o nieuczciwosci oceniania, jednocześnie oceniamy Ciebie.
        Jest w tym troche racji - z drugiej jednak strony: tym mniej oceniania, im
        blizej. Dla mnie nie ma miejsca na ocenianie w miłosci.Choc jest na mowienie
        prawdy i gleboka szczerosc - ale te z ocenianiem i porównywaniem nie maja nic
        wspolnego.
    • zmienilamnicka odpowiadając wprost na pytanie 16.12.08, 21:37
      monisia900 napisała:

      > jestem po rozwodzie i teraz jestem zwiazana z drugim mężczyzna.
      > jestesmy nawet zareczeni. ale caly czas sie zastanawiam, czy ze mna
      > jest cos nie tak, czy wszyscy tak maja. ja caly czas porownuje
      > mojego obecnego partnera z exem-nie wiem po co to robie, bo ex nie
      > ma szans przy moim obecnym narzeczonym. zastanawiam sie czy to
      > kiedys mi minie...


      otóż, chciałam powtórnie oświadczyć, że ja tak nie mam. dopóki byly nie
      wywietrzeje mi z głowy na tyle by myśl o nim nie świtała mi ciągle w głowie to
      staram się nie wikłać w nowe związki a tym bardziej nie zaręczać z następnym
      partnerem.
      Oczywiście, że metoda "na klina" jest praktykowana o wiele częściej, ale to
      sprawa indywidualna co kto wybiera.

      jesli ktoś twierdzi, że CIĄGLE analizuje nowego partnera pod kątem byłego
      partnera i sam określa, że ma z tym problem - to niech potem nie odgrywa biednej
      ofiary okrutnych forumowiczów , którzy stwierdzają, że jeśli problem jest to
      należało by się z nim uporać samemu a nie obarczać nim nowego partnera.
      a hasła typu >ja tyyyle przeżylam więc mi wolno nie zapomnieć nigdy o byłym<
      są.... do szybkiego dorośnięcia albo do przerobienia z psychologiem.
      • to.ja.kas Re: odpowiadając wprost na pytanie 23.12.08, 13:28
        Ciekawy watek był...wprawdzie był, ale wrzucę swoje trzy grosze

        Rozwiodłam się uhuhu albo jeszcze dalej.
        Na codzień nie rozmyślam o eksie. Chociaz jakby się zastanowic to
        chyba codziennie w jakiś sposób przemknie mi przez głowe myśl o nim.
        Nie niepokoi mnie to. W końcu to kilka lat mojego zycia, ojciec
        mojej córki i duuuuże doświadczenie.
        Ale był okres kiedy myślałam o nim "bezustannie". W jaki sposób?
        Najpierw go nienawidziłam, a potem mi to przeszło. Za to ciagle
        porównywałam Mojego z eksem i cieszyłam się jak dziecko, ze nie
        musze się bać, nie muszę czuć lęku, ze sa inni mężczyźni którzy nie
        przypominają mojego eks i ze na takiego kogoś trafiłam!

        Czy Mój o tym wiedział? Pewnie tak. Czasem mu o wyniku moich
        porównań mówiłam, czasem nie. To zależy jak bardzo komunikatywny
        nastrój miałam.
        Do tej pory jeszcze porównuję obu panów.
        Teraz zbliza się Wigilia.
        Od kilku dni cieszę się nia i myślę..."boże jak inaczej wygladają
        przygotowania do swiat niż w moim małżeństwie, jak inne emocje są we
        mnie , w Nim i wokól mnie".
        Czy te porównania maja jakieś znaczenie?
        Mają.
        Niesamowicie pomagają mi ciagle doceniać obecny stan rzeczy.
        POmagają pamietać, że nic nie jest oczywiste, że za dobro należy
        odpłacać dobrem bo nie każdy dobry dla mnie byc musi. Pomagają mi
        uśmiechać się z ufnością, że złe jest za mną.
        Jakbym nie miała przeszłości pewnie też Obecny byłby doceniony. Może
        nawet tak samo jak obecnie. Ale ten punkt odniesienia jaki mam wcale
        nie powoduje, ze eks w głowie obniża rangę mojej wdzięczności do
        losu iz trafiłam na Człowieka.
        Jest lepiej, lepiej niz kiedyś.
        Czy to złe porównania?
        Nie.

        Kiedyś, z czasem Moni będziesz mniej porównywać, bo złe wspomnienia
        się zatrą. nabierzesz pewności, ze to iż jest dobrze to nie chwilowy
        kaprys kogoś kto jest podobny do eksa.
        I nie przejmuje się. Ludzie tu na forum ciagle porównują jednych do
        drugich.
        To jest tak naturalne jak oddychanie. Bez porwnania nie poznaliby
        samych siebie, nie wiedzieliby co jest dla nich mniej ważne, a co
        bardziej, nie mieliby punktu odniesienia.
        Jak się jest na morzu , to wie się, że sie płynie jak się patrzy na
        bojke która stoi i ktora pokazuje nam, ze się poruszamy. Inaczej ,
        bez tej bojki, bez widoku brzegu i punktów odniesienia wydaje nam
        się, ze sie tylko kiwamy.

        Więc zyczę Ci byś w tych porównaniach zawsze widziała, że w zyciu
        wyszło Ci na plus.
        Byś czuła, ze było gorzej ale jest lepiej.
        Byś usmiechała się na myśl gdy znów porównasz obecnego Narzeczonego
        do eksa i gdy Ci wyjdzie jakim fajnym jest człowiekiem.

        Tego Tobie zycze i nam wszystkim z okazji świat

        Kaśka
        • monisia900 Re: odpowiadając wprost na pytanie 23.12.08, 20:36
          do to.ja.kas
          tak, widze ze czujesz dokladnie to samo co ja. to samo co tu napisalas odnosi
          sie do mnie. tylko ja tego nie potrafilam tak slicznie ubrac w slowa-jestem
          kiepska pisarkasmile. czyli dochodze do wniosku ze ze mna jestw szystko ok i ze nie
          mam czym sie martwic.

          roweniez zycze wszytkim zdrowych, spokojnych swiatsmile
          • z_mazur Re: odpowiadając wprost na pytanie 24.12.08, 10:40
            Ale problem nie jest w tym czy jesteś normalna czy nie. Tzn to jest
            źle postawione pytanie.

            To tak jakbyś pytała: "z głębokiej rany leci mi krew, czy ja jestem
            normalna?"

            Więc odpowiedź, jest: "tak jesteś normalna, reagujesz w dosyć
            standardowy sposób", ale te reakcje mogą rodzić pewne komplikacje, o
            których pisały osoby w tym wątku. Tak jak w krwawiącej ranie łatwo o
            zakażenie i to, że ktoś wyszedł z tego tak jak to.ja.kas o niczym
            nie świadczy, bo znam co najmniej kilka związków, które nie
            przetrwały takiej sytuacji.

            Z zagrożeń dobrze jest zdawać sobie sprawę.
        • tricolour Kasiu, sytuacja jest inna... 24.12.08, 12:35
          ... gdy ludzie są zaręczeni, a jedno CAŁY CZAS myśli o poprzednim związku.

          Narzeczeństwo to nie jest czas na zastanawianie się nad tematem "ze to iż jest
          dobrze to nie chwilowy kaprys kogoś kto jest podobny do eksa". Narzeczeństwo to
          wyraz zgody na bycie małżonkami, a więc wątpliwości powinny być rozwiane
          wcześniej, zanim się taką zgodę wyrazi.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka