martanowa22
12.07.05, 14:53
Nie mam juz sily na mojego domowego,ktory faszeruje mnie paracetamolem,a
prosbe o skierowanie do dermatologa-alergologa zmywa usmieszkiem,ze nie ma
takiej potrzeby.Poniewaz co roku mam ten sam problem alergologiczny i jestem
w Holandii w sytuacji z gory przegranej(bo skierowania nie mam )wiec
postanowilam isc..za pieniadze.Zadzwonilam,zarejestrowalam sie w
szpitalu,dermatolog mnie przyjal,przepisal co potrzeba ,zaplacilam 40 euro i
na nastepna wizyte mam ponoc przyjsc juz gratis,jesli to bedzie ten sam
problem.A ja sie tyle,,gimnastykowalam,,,tyle wymyslalam co powiedziec
domowemu,jak go przekonac i nic.Oczywiscie ,wydalam 40 euro,ale w moim
przypadku bylo to konieczne i tansze niz podroz do Polski w
celu,,odwiedzenia,, dermatologa.
Wszystkim zdesperowanym,z naglymi przypadkami polecam ten wlasnie sposob.
Poszlabym wczesniej,ale wszyscy znajomi Holendrzy mowili mi,ze to
niemozliwe,ze nawet jesli mnie asystentka zapisala to i tak lekarz nie
udzieli mi platnej konsultacji.A jednak !Udzielil,jestem zadowolona i jak
widac i slychac sami Holendrzy nie bardzo wiedza,co mozna a czego nie...