Tysiąc....

23.03.07, 20:50
Co sądzicie o sprawie A.Tysiąc?Moim zdaniem, nazwisko ma adekwatne do tego co
robi...Cóż aborcja aborcją, ale jak teraz czuje się 7 letnie dziecko(zdrowe)
słysząc,że mamusia dostała pieniądze,za to że pozwolono się temu dziecku
urodzić?Skoro baba wiedziała, że nie może mieć dzieci nie mogła jakoś się
zabezpieczyć?Gdzie antykoncepcja?
    • panjarekp Re: Tysiąc.... 27.03.07, 22:30
      Mamusia ma obowiązek wychować wszystkie dzieci. Kiedy oślepła by w czasie
      porodu, kto zająłby się pozostałą dwójką? Pani Tysiąc wygrała proces i otrzyma
      odszkodowanie, prawo więc było po jej stronie. Czy to się komuś podoba czy nie.
      • mono80 Re: Tysiąc.... 28.03.07, 23:07
        cwana wyrachowana baba gdy zaszła w ciążę miała 20 diopri a po porodzie 24
        wiedziała co robi,a zresztą sąd w Strasburgu nie badał zwiazku pomiędzy utratą
        wzroku a ciążą bo nawet lekarze nie potrafią na to odpowiedzieć jednoznacznie
        sąd zajął się tylko tym,że nie dokonano aborcji skoro według oświadczenia
        skarżącej ciąża zagrażała jej zdrowiu,jestem ciekaw jak będzie czuło się to
        dziecko gdy będzie miało świdomość,że miało go nie być na tym świecie a jest i
        matka wzięła jeszcze za to kasę
        • katka256 Re: Tysiąc.... 29.03.07, 17:40
          A mi tylko dziecka żal...
          • tiges_wiz Re: Tysiąc.... 29.03.07, 17:52
            Zapytał: "Czy wy, feministki, chcecie, żeby aborcja była możliwa do dziewiątego
            miesiąca?" Po sali przeszedł szmer oburzenia. I z powodu takiego pomysłu, i z
            powodu kompletnej nieznajomości poglądów, z którymi Dudek zamierzał dyskutować.
            Gdy dowiedział się, że chodzi o pierwszy trymestr, trochę się zdziwił, ale
            szybko wybrnął z sytuacji. "Sześć miesięcy to chyba nie problem? Kobieta, która
            nie chce mieć dziecka, niech donosi je jeszcze sześć miesięcy i odda państwu."
            Sala zamarła ze zgrozy, ale Dudek ciągnął niezrażony: "No rozumiem, jest
            problem. Źle się patrzy na takie kobiety. Ale gdyby tak zmienić nastawienie
            społeczne do matek, które oddają dzieci, to byśmy się dogadali."

            Ktoś zapytał: "Chce pan traktować kobiety jak inkubatory?", ale pan Dudek nie
            wiedział, o co chodzi. Za to na mnie spłynęło olśnienie. Zrozumiałam, co siedzi
            w głowie Dudka. Skoro kobiety są za prawem do aborcji, to znaczy, że nie chcą
            mieć dzieci. To znaczy, że nie mają uczuć macierzyńskich. To znaczy, że wszystko
            im jedno, co dzieje się z ich dziećmi. Pan Dudek słyszy o prawie kobiety do
            wyboru, a w jego głowie uruchamia się lawina. Niezły numer - pomyślałam. Żeby
            tak nic nie słyszeć z dyskusji, która wokół się toczy? Żeby tak nic nie rozumieć
            z argumentów przeciwnika? Żeby z założenia pozbawiać go godności i ludzkich uczuć?

            "Pan Dudek mówił coś dalej, a ja dalej przeżywałam olśnienie. Pojęłam to, czego
            pojąć nie mogłam. Te pełne zdziwienia komentarze do sprawy Alicji Tysiąc. Że jak
            to jest? Nie chciała dziecka, a teraz je kocha?

            Ano zwyczajnie - myślałam. Czego tu nie rozumieć? Alicja Tysiąc próbowała
            uchronić swój wzrok. Ma dwoje innych dzieci, bała się, że nie da rady wychować
            całej trójki, będąc inwalidką. Czy to znaczy, że nie kocha swoich dzieci? Skoro
            Julka już przyszła na świat, to kocha ją nad życie. To oczywistość niemal dla
            każdej matki. Więc skąd to zdziwienie?

            Ano z tego, co siedzi w głowie Dudka i jemu podobnych. Skoro nie chciała
            dziecka, to jest wyprana z ludzkich uczuć. Skargę Alicji Tysiąc złożoną do
            Trybunału w Strasburgu oprotestowało 57 organizacji katolickich. Żadna nie
            zapytała, czy nie trzeba jej pomocy. Czy ma z czego utrzymać swoje dzieci? Nie
            miała. Ksiądz nie chciał ochrzcić dziecka, które było tak ważne dla całego
            narodu, że w jego obronie na Alicję posypały się gromy. "Ważniejsza od dziecka"
            - tytuł na pierwszej stronie "Dziennika" brzmi jak oskarżenie. Jakże to? Czy
            kobieta może być ważniejsza od płodu? I jak to możliwe, że teraz kocha swoje
            dziecko?

            Niektórym nie mieści się to w głowie, a ja, dzięki Dudkowi, pojęłam dlaczego. Bo
            głowę mają zapchaną wyobrażeniami. Fałszywymi przekonaniami na temat ludzi o
            innych poglądach. Pan Dudek słyszy "a" i to mu wystarczy. "B" i "c" sam sobie
            dopisze. Sala wrzała, więc Dudek przeszedł zgrabnie do następnego pytania:
            "Rozumiem, że chcecie zlikwidować patriarchat, a na jego miejsce ustanowić
            matriarchat?" Na sali rozległy się śmiechy. "Jeżeli nie matriarchat, to co?" -
            zapytał bezradnie. Nic nie przychodziło mu do głowy. Nie pojmował, że walka nie
            musi toczyć się o to, kto będzie górą. Że brak dominacji mężczyzn nie musi
            oznaczać dominacji kobiet. Że może chodzić o to, żebyśmy wszyscy mieli równe
            szanse. Pan Dudek nie rozumiał, a ja znów przeżywałam olśnienie. Gdy piszę o
            prawach kobiet, z wielu postów dowiaduję się, że nienawidzę mężczyzn. Wreszcie
            pojęłam dlaczego. Bo skoro powiedziałam "a", to reszta jest jasna. Nie trzeba
            czytać, nie trzeba rozumieć, żeby wiedzieć."

            kobieta.interia.pl/felietony/hanna-samson/news/hanna-samson-pan-dudek-mnie-olsnil,887982,3535
Pełna wersja