r.richelieu
14.02.04, 15:44
Jeśli nie doświadczenie zawodowe wynikające z etatu to chociaż praca w
samorządzie albo w ogranizacji studenckiej. Pracodawca, zwłaszcza jeśli jest
osobą trochę starszą i nie zna się na obecnie panujących zwyczajach może
docenić te wysiłki. Sam w końcu pamięta być może ZSP i obco brzmiąca nazwa
AEGEE czy AISEC może robić na nim wrażenie.
Ale jak to jest.
Starosta na roku ma urwanie głowy jeśli rok jest liczny, ale jak brzmi nazwa
starosta roku w porówaniu do członek samorządu studenckiego. Taki to spotyka
się z innymi członkami raz w meisiącu i debatują. Intensywnie. Może i 5
zgrzewek pójść, tak intensywnie.
Członek AEGEE, spotykają się kółku wzajemnej adoracji raz w tygodniu by
poopowiadać sobie dowcipy. Raz na pół roku zorganizują międzynarodową
imprezę, której celem jest wymiana doświaczeń. To znaczy, zjeżdżają się
studenci z różnych karjów, którym robi się kilka wykładów rodem z gimnazjum i
kilka warsztatów jak w przedszkolu. Śmiechu warte. A studenci z wypiekami na
twarzach wypisują w kajecikach, że stolicą Polski jest Warszawa, a stolicą
Hiszpanii Madryt. Warszaty to zupełna wolna amerykanka, wycinanki, nożyczki i
bibułka, fajnie, fajnie, może jeszcze w kółeczku się ustawimy, 12 osób i
klaskać zaczniemy żeby zaprezentować ideę Unii Europejskiej.
A potem popijawa do rana, i tak 3 dni.
To się nazywa międzynarodowa konferencja.
Współczuję tym pracodawcom, którzy dadzą się nabrać na podobne hasła, za ich
czasów maturzysta to był Ktoś, a magister to już w ogóle, inna kultura, inne
podejście do życia. Dziś nie dziwi, za artykułem o nie czytaniu i schamieniu,
że student zszedł na psy, że chleje i rzyga myśląc cały czas jak wyrwać tą
zajebistą dupę przy barze. Dlaczego dawniej pił, a kiedy na wymioty mu się
zbierało wstyd mu było przed kolegami, a zwłaszcza przed koleżankami za
dopuszczenie do takiego stanu. Nawet z wielkich organizacji jaja sobie robią,
spotkania międzynarodowe, pewnie, trzeba wymienić doświaczenia w piciu,
zarywaniu lasek i menów i podnieść nos jeszcze bardziej w górę bo się nauczył
gdzie leżą Pireneje.