nieznajoma110
01.07.12, 14:00
Witam wszystkich serdecznie.
Zakładam ten temat w nadziei, że znajdę kilku rozsądnych i życzliwych ludzi, którzy mają więcej doświadczenia (życiowego, zawodowego) ode mnie i doradzą mi zy to co robięma sens.
A więc mam 25 lat, tytuł mgr filologii (znam francuski i angielski biegle, uczę się włoskiego). Od roku pracuję w firmie outsourcingowej. Można się domyśleć, że robię to co większość klepaczy : proste wprowadzenia do systemu i obsługa klienta w języku obcym. No i tutaj rodzi się mój problem. Zdaję sobie sprawę, ze same języki nie wystarczą by mieć przyzwoita pracę (nauczycielka, sekretarka, przedstawiciel handlowy lub właśnie klepacz w outsourcingu – tyle mogę z moim obecnym wykształceniem osiągnąć). O ile teraz taka praca wydaje się ok, to wiem, że w niedługim czasie będę chciała pełnić ambitniejsze obowiązki, być bardziej samodzielna no i trochę więcej zarabiać. Jeśli zostanę tu gdzie pracuję, to mam stabilność zawodową (tj. stała praca, na czas nieokreślny, wypłata co miesiąc), ale niczego nowego już od dawna się tam nie uczę. Już nawet języków zapominam. Będę miała po 30 i dalej nie będę specjalistą w niczym tylko taki klepacz od wszystkiego i do niczego. N a podwyżkę ani awans nie mam co liczyć. Dlatego poważnie zastanawiam się nad studiami dziennymi drugiego stopnia (albo analityka gospodarcza, albo zarządzania aktywami z zarządzaniem ryzykiem ) studia trwają dwa lata, jak skończę będę miała 27, bez konkretnego doświadczenia zawodowego, ale za to nauczę się o wiele więcej przez ten czas niż na jakimkolwiek innym stanowisku, na jakie obecnie mnie stać. Osobną kwestią jest to czy sobie poradzę (chociaż się staram do tego przygotowywać). Moje pytanie: czy t ma sens? Rezygnować z pracy, zarobków, wybierać się na studia dzienne dwuletnie w tym wieku? Czy interesujące mnie kierunki są przyszłościowe, sensowne itp.?
Przepraszam za elaborat i z góry dziękuję za wszelkie odpowiedzi