Dodaj do ulubionych

Australia - nauka i praca -duże rozczarowanie! Chciwy Perfect.

IP: *.elblag.dialog.net.pl 26.09.01, 12:26
polecam lekturę poniższego tekstu wszystkim, którzy myślą o wyjeździe na studia
na Antypody:

Kuszą nadzwyczajnymi warunkami wyjazdu – na miejscu okazuje się,
że zostaliśmy zwyczajnie naciągnięci, a pośrednicy cieszą się z zarobionych na
nas pieniędzy.

Australijskie Eldorado.


W 2000 roku do Australii przyjechało przynajmniej 500 studentów z
Polski. Zwabieni zostali obietnicami wyśmienitych szkół oraz nadzwyczajnych
warunków do nauki i pracy (pozwalającej na zwrot inwestycji w naukę). Większość
z nich wydała na to ogromne sumy, które można było spożytkować znacznie
efektywniej pozostając na miejscu, w Europie (np. ucząc się języka angielskiego
na dobrym kursie w kraju lub chociażby w Anglii). Być może po przeczytaniu tego
artykułu mniej osób będzie przeżywało swoje rozczarowanie na pięknym i odległym
kontynencie.

Australia jest ostatnio niewątpliwie jednym z najsprawniej
wypromowanych krajów na świecie. Z odległego i zdawałoby się, mało atrakcyjnego
(w oczach turystów) kontynentu stała się wielkim magnesem dla osób spragnionych
wrażeń. W tym także z Polski. A że młodzi Polacy nie grzeszą nadmiarem gotówki,
swoją australijską przygodę próbują sfinansować poprzez pracę na miejscu.
Australijskie przepisy są na tyle łaskawe, że studenci po opłaceniu czesnego za
szkole, mają prawo przepracować legalnie 20 godzin tygodniowo. Cały wyjazd
zaaranżować jest stosunkowo łatwo. Trzeba tylko posiadać odpowiednia ilość
gotówki (lekko licząc przynajmniej 12 tysięcy złotych) a chętna firma/pośrednik
zaaranżuje cały wyjazd.
A na miejscu? No cóż, rzeczywistość odbiega nieco od tego, co
wyobrażamy sobie po lekturze materiałów reklamowych otrzymanych od naszych
rodzimych pośredników. I o tym właśnie chciałbym opowiedzieć.

Wszystko zaczyna się od katalogów.

Wybieramy się do takiej firmy (w moim przypadku znajdowała się we
Wrocławiu), gdzie dowiadujemy się, ze Australia to niemal raj na ziemi. Szkoły
są tanie i wszystkie prestiżowe, pracodawcy już na lotnisku łapią za rękę
kolejnych przybyszów, życie jest niedrogie i nad wyraz przyjemne, wszyscy
przyjaźni i zrelaksowani. Żyć nie umierać, nawet nie będzie się Wam chciało
oglądać za Ojczyzną… Jakże bardzo można się pomylić. Ale może od początku.

Pierwszym krokiem jest uzyskanie wizy.

Postanowiłem nie płacić Organizatorowi wyjazdu prowizji i do ambasady
wybrałem się osobiście. Koszt wizy turystycznej to około 300 dolarów
australijskich (zarobki z ponad 20 godzin pracy na miejscu!)– stosunkowo drogo
i to jeszcze nie wszystko. Po przybyciu do Australii trzeba dopłacić jeszcze
50 dolarów, aby wklejono nam do paszportu nowa wizę (z pozwoleniem na pracę).
Każde przedłużenie wizy (i nauki) kosztuje kolejne A$ 300. Takie same opłaty
wiążą się ze zmianą szkoły. Aby uzyskać wizę trzeba jeszcze przejść badania
lekarskie (zaledwie kilku wybranych lekarzy w całej Polsce), gdzie opłata
liczona jest już w dolarach amerykańskich! Przelicznik jest tutaj zdecydowanie
mniej korzystny i koszt badań to w przeliczeniu przynajmniej 300 złotych.

Kolej na bilet lotniczy.

Nasz Organizator znów zaoferuje swoją pomoc i jeśli tylko się zgodzimy,
informuje nas, że nasz bilet będzie oczekiwał w zaprzyjaźnionym biurze podróży,
na lotnisku we Frankfurcie (stąd odlatują praktycznie wszyscy Polacy, z którymi
miałem okazję rozmawiać w Sydney) – dojazd do Frankfurtu – to lekko licząc
kolejne 300 zł. Na lotnisku udajemy się do wskazanego nam wcześniej biura i
okazuje się, że tam o naszym bilecie nic nie wiedzą! Dobrze, jeśli jeszcze
odnajdzie w porę (tak było w moim przypadku), ale bywa inaczej. Dwie Polki
(przybyły do Sydney na pod koniec listopada 2000 roku) miały mniej szczęścia.
Najpierw nie mogły doprosić się swoich biletów, potem wsiadły do samolotu,
którym dotarły do Singapuru. Tam czekała je 40 godzinna przerwa w oczekiwaniu
na kolejne połączenie (za hotel musiały zapłacić z własnej kieszeni!!). Podczas
wsiadania do kolejnego samolotu okazało się, że rezerwacja dokonana została z
błędem i według komputera, nie ma ich w ogóle w Singapurze! Tylko z największym
trudem (i dzięki życzliwości miejscowych urzędników) udało im się wsiąść do
samolotu, na pokładzie, którego (na szczęście) znalazły się dwa wolne miejsca.

Moja przygoda z samolotem była równie interesująca!

Na początku organizator zadzwonił z wieścią, że cena biletów, którą
podawał nam pierwotnie uległa zmianie i muszę dopłacić kilkaset złotych. W
zamian za to jednak obiecał, że dostanę bilet klasy „Q”, który jest rzekomo
lepszy od tego w klasie ekonomicznej. Pieniądze wpłaciłem niezwłocznie wiedząc,
że komfort trwającego 24 godziny lotu warto w jakiś sposób podnieść. Na
miejscu, w Sydney dowiedziałem się, że klasa „Q” to absolutnie najtańszy z
biletów.. Bilet ten jest tak tani, że pozwala na przewiezienie zaledwie 20 kg
bagażu (to waga średniej wielkości plecaka z rzeczami, które mają nam
wystarczyć nierzadko na rok i dłużej..)!!! Nie zostałem o tym poinformowany
przez mojego Pośrednika (i skoro zapłaciłem za rzekomo lepszy bilet nawet nie
miałem zamiaru pytać...). Jestem pewien, że 99 % osób wyjeżdżających do szkoły
na tak długi okres będzie miało nadbagaż w postaci przynajmniej 10 kg. Linia
lotnicza obciąża wtedy podróżnego opłatą w wysokości 20 DM za każdy dodatkowy
kilogram! W ten sposób można pozbyć się sporej ilości gotówki przeznaczonej na
urządzenie się w nowym miejscu! A pamiętać należy, że wracając wieziemy
przynajmniej tyle samo.

Następną niespodziankę linia lotnicza zgotowała mi przy próbie zmiany daty
powrotu widniejącej na bilecie lotniczym.

Otóż zupełnie niezgodnie z wcześniejszymi ustaleniami z polskim
Organizatorem zażądano ode mnie 100 DM za takową zmianę. List napisany do
Polski poskutkował odpowiedzią, którą cytuję:

„Dziękuję za wiadomość. Mieliśmy już taki sam przypadek z ta sama linia - agent
nie ma prawa żądać od Państwa opłaty, ale robi to licząc, ze klienci zapłacą!
Zaraz napiszemy do biura w Niemczech, gdzie kupowaliśmy bilet - oni tam
zmienia Państwa rezerwacje. Kiedy chcieliby Państwo wylecieć z Australii?”

Było mi niezwykle miło, że pozytywna odpowiedź nadeszła szybko, ale
dlaczego mój Organizator pcha mnie w objęcia firmy, która oszukuje ludzi?!!

Podczas rezerwacji biletu powrotnego kolejny raz jestem zaskoczony – w
Bahrajnie (to już trzecie międzylądowanie, po 17 godzinach lotu) oczekujemy na
kolejny samolot przez 15 godzin!!! Mój Pośrednik, tradycyjnie już, nie
omieszkał poinformować mnie o tym szczególe.
Tak długa podróż jest prawdziwą mordęgą. Dodatkowe czekanie na
miniaturowym lotnisku, gdzie nawet fast-food ma ceny porządnej restauracji nie
należy do przyjemności... Tylko szczęśliwym zbiegiem okoliczności dowiedziałem
się, że w przypadku tak długiej podróży i przestoju linia lotnicza powinna
zapewnić (na ten czas) pokój hotelowy wraz z wyżywieniem. Szukałem i znalazłem.
Założę się jednak, że praktycznie nikt z Polaków w podobnej podróży nie ma
nawet pojęcia o istnieniu podobnej zasady i nie powiadomiony przez Organizatora
spędziłby przerwę cierpiąc nieludzko!!

Jeśli ktoś a jeszcze wątpliwości to zapewniam, że podroż do Australii jest
naprawdę męcząca.

Z niecierpliwością oczekujemy przybycia do mieszkania, za którego
znalezienie zapłaciliśmy A$ 200. Według zapewnień Organizatora znajduje się ono
w samym centrum Sydney. Biorąc pod uwagę centrum, nie oczekiwałem, że będę
dojeżdżał do niego 40 minut pociągiem. Równie dobrze można powiedzieć, że
Malbork leży tuż przy Gdańskiej Starówce. Okazało się jednak, iż miałem
szczęście. Mój czysty, spokojny (choć czynsz był dwa razy wyższy niż wynoszą
ceny rynkowe) dom na odległym przedmieściu zwanym Sutherland to pestka.
Niektórzy wylądowali w schronisku w French’s Forest, gdzie wieczorem dojeżdża
Obserwuj wątek
    • Gość: ciekawy Re: Australia - nauka i praca -duże rozczarowanie! Chciwy Perfect. IP: *.dma-design.com 01.10.01, 15:49
      Greg, czy mozesz ten tekst podzielic a nast. umiescic
      tutaj w kilku czesciach. Niestety jest on za dlugi
      i forum gazety go "obcina". To juz drugi raz sie zdarzylo!

      Innym rozwiazaniem jest umieszczenie go na jakims darmowym
      serwerze www i podanie linka do niego.

      Co o tym myslisz?

      A swoja droga b. wciagajaca lektura... Czekam na ciag dalszy
      w odcinkach :-).

      Pozdrawiam
      • Gość: nel Re: Australia - nauka i praca -duże rozczarowanie! Chciwy Perfect. IP: *.wroclaw.top.pl 10.10.01, 09:08
        No, właśnie, ja też czekam z utęsknieniem!!
    • Gość: stud Re: Australia - nauka i praca -duże rozczarowanie! Chciwy Perfect. IP: *.*.*.* 22.10.01, 13:15
      I ja, i ja!!
    • Gość: klamka Re: Australia - nauka i praca -duże rozczarowanie! Chciwy Perfect. IP: *.pl 22.10.01, 19:04
      greg!!!! no nie daj sie prosic!
      niby cierpliwosc jest cnota.... ale nie moge doczegac sie dalzej czesci
      historii!:)

      pozdrooooooowka:)
      • Gość: Emily Re: Australia - nauka i praca -duże rozczarowanie! Chciwy Perfect. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.11.01, 21:17
        Jestem bardzo zadowolona, ze surfujac po internecie trafilam wlasnie na ta
        grupe dyskusyjna i na ten artykul. Wlasnie od jakiegos czasu mysle o wyjezdzie
        do Australii w celach zarobkowych (i moze aby kontynuowac studia). Tez myslam o
        biurze Perfect, ale to bedzie ostatnia firma z uslug ktorej skorzystam!

        Po przeczytaniu tych wszystkich okropnosci, ktorych sie dopuszcza owa firma
        zaczynam sie zastanawiac czy istnieja jeszcze uczciwe firmy. Moze powinnam
        pojechac na wlasna reke i na miejcsu szukac pracy i mieszkania?
        • Gość: PEPO_24 Re: Australia - nauka i praca -duże rozczarowanie! Chciwy Perfect. IP: *.jaroslaw.sdi.tpnet.pl 13.01.02, 14:41
          Jestem kolejnym z chętnych na taki wyjazd do pracy i do nauki także. Ale
          słysząc takie rzeczy to już sam nie wiem. Jak mam się tam dostać. Bo wiem że
          Australia to mnie kręcie bardzo. Marzę rzeby tam mieszkać choć parę lat.
          Może ktoś jest w stanie mi pomóc aby tam dotrzeć, albo jest ktoś z kim mogę się
          zająć organizacją tego wyjazdu - razem zawsze raźniej no i może mniej
          naciągaczy nas oszuka. Proszę o kontakt. Pomyślcie o tym. Piotrek

          Kontakt:
          hide@alpha.net.pl
          603183114
    • Gość: alka wiecej info na http://onfoto.republika.pl IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl 16.01.02, 10:14
      mialam nie zabierac glosu w tej sprawie, bo sama chce zapomniec o opowiesciach
      studentow z perfectu, ktorych wysluchiwalam w Sydney (ja bylam tam
      indywidualnie). Ale ostatnie posty zachecaja mnie do podania adresu strony
      grega, z ktorym niestety musze sie zgodzic..

      Australia tak, ale na wakacje. Studiowanie raczej ze sponsorem (zeby nie trzeba
      bylo szukac pracy, ktorej i tak nie ma...) i na uniwerku.

      a plaze sa jak marzenie..
      • Gość: AsterX Re: wiecej info na http://onfoto.republika.pl IP: *.nsw.bigpond.net.au 27.04.02, 08:27
        Gość portalu: alka napisał(a):

        > mialam nie zabierac glosu w tej sprawie, bo sama chce zapomniec o opowiesciach
        > studentow z perfectu, ktorych wysluchiwalam w Sydney (ja bylam tam
        > indywidualnie). Ale ostatnie posty zachecaja mnie do podania adresu strony
        > grega, z ktorym niestety musze sie zgodzic..
        >
        > Australia tak, ale na wakacje. Studiowanie raczej ze sponsorem (zeby nie trzeba
        >
        > bylo szukac pracy, ktorej i tak nie ma...) i na uniwerku.
        >
        > a plaze sa jak marzenie..

        Link jest bezbledny. Greg-owi gratuluje. Problem polega tylko na strony
        rozpowszechnieniu. Daj znac, moze bede mogl dorzucic cos na czasie.

        Ja mieszkam w Sydney i ze studentami mialem i mam kontakt. Opowiesci o Pelizgu i
        jego biurze rozbrajaja tutejszych sluchaczy. Niestety, sa one przykra prawda dla
        tych co to opowiadaja.

        Przyjechac tu jest warto lecz z daleka od biur typu Perfect. JDJ tez mi sie obilo
        o uszy lecz nie tak bardzo. Nie chce powtarzac tego co Greg napisal lecz:
        > szkoly o ktorych Perfect pisze to lipa tyle ze tanie i jesli Wam zalezy tylko
        na wizie a nie na nauce to co innego. Na przyklad w jednej z nich [juz nie wiem
        czy Kent czy Holmes] internet jest w wyznaczonych godzinach, ktore oczywiscie
        niekomu nie pasuja. Komputerow jest malo. Niektore nie dzialaja. Te co chodza,
        zajmuje im okolo minuty by otworzyc strone. Wiec raczej emaile wysylac bedziesz z
        kawiarenki. A jesli musisz cos wydrukowac [np. praca domowa] to gdy drukarka
        padnie to trudno. Zreszta i tak masz przydzial jesli chodzi o ilosc stron ktore
        mozesz wydrukowac...az 4 za kazdym razem. Poza tym, nie licz na australijskich
        nauczycieli. Beda Cie uczyc osoby ktore dosc czesto nie wiele lepiej wladaja
        angielskim od Ciebie, a jesli poruszysz byle jaki temat to wywolasz w nich
        zachwyt.

        > zakwaterownie - z daleka od dzielnic ktore Wam Jasiu oferuje. Niektorzy ludzie
        mieszkali nawet przez chwile w Penrith [zobacz mape
        www.penrithcity.nsw.gov.au/Lib/LocalStudies/IntroPenrith.htm]. Mieszkan do
        wynajecia w Sydney jest mase a referencje mozna otrzymac od 'przychylnie'
        nastawionych tutaj rodakow. Zreszta znam wystarczajaco duzo studentow co
        poradzili sobie sami wiec niestety nie moge potwierdzic ze tutejsi agenci
        nieruchomosci beda Was splawiac [wg. Greg-a].

        > bilety lotnicze - Perfect Ci nie wspomni ze te ich 'najtansze' bilety nie moga
        miec zmienionej daty wylotu. To znaczy, moga, lecz dorzuc jeszcze 100 euro...

        To na tyle, nie bede sie rozpisywal. Jesli chcecie sie czegos dowiedziec to
        piszcie wpierw na adres 'koala125@hotmail.com' [uzywam Hotmail-a bo ma
        najprostszy system blokowania spam-u - np.: gdyby Jasiu lub jego 'najemnik'
        chcialby mi zasypac skrzynke :)].

        Nara,
        AsterX
    • Gość: lehu Re: Australia - nauka i praca -duże rozczarowanie! Chciwy Perfect. IP: *.g1.pl 18.03.02, 16:54
      a moze ktos z Was biedakow wie cos o ACIC (australian college information
      centre)? czy ci tez lubia robic ludzi w konia?
    • Gość: gregpn Re: Australia - nauka i praca -duże rozczarowanie! Chciwy Perfect. IP: 134.197.62.* 19.06.02, 19:55
      "Pozdrowienia z Nevady!

      Tutaj Mr Pelizg i firma Perfect z Wroclawia tez nie pozostaja anonimowe!
      Slyszalem juz pare barwnych opowiesci, do ktorych moglbym dolozyc przede
      wszystkim moja wlasna! Ale lepiej o tym zapomniec..

      Moze w koncu pora zawlec goscia do sadu.. Bedzie to jednak trudne - jesli
      rzeczywiscie wysyla 250 osob rocznie do Australii (tak jak sie chwali), oznacza
      to, ze zarabia przynajmniej 0.5 miliona zlotych rocznie na tym procederze (bo
      trudno nazwac jego serwis "uslugami"). A taka kasa pozwoli mu wykupic prawnika
      przekreta i zalozyc kazda sprawe!

      Chcecie na studia? Walcie smialo, ale szukajcie innych firm, bo na tej sparzylo
      sie juz wiele osob. Szkoda, ze Polska demokracja oferuje tak slaby dostep do
      wymiaru sprawiedliwosci i zwyklym szaraczkom nie uda sie nawet scignac takich
      drobnych cwaniaczkow jak Janusz Pelizg. Ale przeciez od tego jest internet, aby
      tepic podobnych szalbierzy!

      Pozdrowienia dla studenckiej braci z calego swiata!

      Veer"
      • Gość: Veer just joking IP: *.library.irt.unr.edu 25.06.02, 01:56
        oczywiscie zartowalem, to nie byl gregpn, ale w sumie on i
        jego "circa8team" wypowiadaja sie w takze w moim imieniu... Dzieki greg!
        Well done guys!

        And to all of you thinking about going somewhere abroad - the States are
        thousand times better than Australia - I have checked both!!!"
        autor wiadomosci: Veer
        • perfect2 Odpowiedź z PERFECTu 14.08.02, 10:43
          Nazywam się Janusz Pelizg i jestem właścicielem PERFECTu - który jest taki
          popularny i tak zalazł za skórę gregowi, że poswięca on teraz całe swoje życie,
          aby anonimowo obrzucać mnie błotem. Cóż, Internet to wspaniałe medium, ale
          jedną z jego wad jest możliwość obwieszczania każdej 'rewelacji' wszem i wobec -
          anonimowo, nie biorąc za to żadnej odpowiedzialności.

          Bardzo chętnie polemizowałbym z Gregiem i gośćmi typu 'AsteriX' - ale kiedy
          napisałem do AsteriXa z prośba o wyjaśnienie, jakie to straszne przypadki
          spotkały go z mojej strony - po prostu wziął ogon pod siebie i bał się odpisać.

          Greg i koledzy zarzucają mi oszustwa - to ciężkie oskarżenia, które jeszcze na
          razie uchodzą im bezkarnie, ponieważ chowają się za nickami. Panowie - jeśli
          rzeczywiście macie jakieś dowody na swoje oskarżenia - śmiało, zapraszam do
          sądu. Tam jednak nie będzie już można występowac jako Greg, Cirka8, AsteriX
          itp. Dlatego bezpieczniej jest pisać bzdury na każdym możliwym forum i robić
          ludziom wodę z mózgu.

          Przykładem takiej bzdury jest relacja grega (o przepraszam - teraz jego nick to
          coś na v...), że wredny Perfect jest znany nawet w Nevadzie, itd. itp. Nigdy
          nie wysłałem nikogo do Nevady, do USA wysyłamy tylko młodzież do amerykańskich
          szkół średnich - i to tak dobrze, że w tym roku kilka rodzin wysyła swoje
          dzieci przez nas po raz drugi (tzn, że starsze rodzeństwo także uczestniczyło
          wcześniej w tym programie za naszym pośrednictwem). I tutaj mój drogi greg (czy
          jak się teraz zwie) trafił jak kulą w płot! Widocznie naczytał się historii o
          Work and Travel w Gazecie Wyborczej, zobaczył, że też mamy taką ofertę i
          postanowił 'dołożyć' nam publikując na forum swoje rewelacje. Duża plama, greg!
          W tym roku wysłaliśmy kilka osób do USA na ten program - ale po pierwsze: nie
          do Nevady, a po drugie: wszyscy byli już w ub. roku na Work & Travel i mieli
          już swoich pracodawców i kontrakty załatwione samodzielnie.

          Do wszystkich naiwnych i łatwowiernych: zobaczcie, jakie to
          prawdziwe 'rewelacje' wciska Wam anonimowy greg i jego kilku kumpli (którzy
          jakoś nie chcą wyjechać z Australii, mimo, że podobno Stany są o wiele razy
          lepsze - a już wieksze z pewnością).

          Oburza mnie, że jakiś oszołom anonimowo obrzuca mnie błotem, niszcząc moją
          dobrą reputację - próbując winić mnie za swoje mierne osiągnięcia w Australii.
          Sprytne jest umieszczenie w tytule określenia 'chciwy Perfect' - jak to brzmi!
          Kolejna afera! Jak pisali internauci - nie mogli się wprost doczekać dalszego
          ciągu. Jest to sposób na leczenie kompleksów i zdobycie pewnej popularności -
          ale czy jest to prawdziwe?

          Ile znaleźliście tutaj głosów krytycznych (licząc kilka z nich jako jednego
          grega i jego 2-3 kumpli)? Za to można przeczytać o tych tłumach oszukanych
          przez PERFECT, o tych strasznych relacjach studentów w Sydney... Totalna bzdura!
          Co roku jestem w Australii i spotykam się z moimi studentami w różnych szkołach
          i jakoś nie widziałem tych tłumów niezadowolonych ani nie słyszałem strasznych
          relacji. Oczywiście mogą się zdarzyć drobne wpadki - jak w każdej firmie - ale
          nie jest moim zamiarem ani moja praktyką świadome wprowadzanie w błąd klientów.
          Przeciwnie - mam największe w Polsce doświadczenie jako przedstawiciel szkół
          autralijskich i staram się jak najlepiej przygotować wyjazd każdego klienta.
          Np. Od kilku miesięcy każdy klient może wziąć udział w spotkaniu z byłymi
          klientami - można dowiedzieć się wielu szczegółowych informacji o życiu w
          Australii (zakwaterowanie, transport, podatki, praca, wyżywienie, nauka,
          podróże, itp. itd.). Nikt więc nie może powiedzieć, że obiecano mu coś 'na
          wyrost' lub wprowadzono w błąd.

          Dlaczego 'chciwy Perfect' - skoro nasi klienci płacą dużo mniej za naukę, niż
          gdyby zapisali się do szkoły bezpośrednio przez Internet? Kursy językowe
          oficjalnie kosztuja 270 AUD za tydzien i więcej - a u nas 190 - 210. Obecna
          bardzo dobra oferta to 6000 AUD za roczny kurs Diploma w dobreym college'u -
          oficjalny cennik podaje kwotę 7200 AUD. To tylko niektóre przykłady. Greg
          podlicza moje zyski - po pierwsze nie ma o tym pojęcia, a po drugie prowadzenie
          takiej firmy, jak moja, kosztuje bardzo dużo. Ważne jest, aby dwie strony były
          zadowolone: klient - bo płaci często mniej, niż zapisując się bezpośrednio do
          szkoły (ma też dogodne raty, otrzymuje do domu paszport z wizą i bilet - wyjazd
          załatwiony jest od A do Z przez profesjonalistów), a firma - bo ma zysk i może
          działać.

          Dlaczego tak wielu naszych klientów przysyła do PERFECTu swoich przyjaciół i
          znajomych, aby także i im pomóc w wyjeździe?

          Nie dajcie się manipulować oszołomom - tylko sprawdźcie nas sami - pisząc
          maile, dzwoniąc lub spotykając się osobiście. Sprawdźcie, co mówimy i co
          oferujemy. Można także sprawdzić naszą wiarygodność w ambasadzie Australii (np.
          w AUSTRADE).

          Pozdrawiam wszystkich

          Janusz Pelizg
          Dyrektor

          PERFECT
          tel. (0-71) 79260 49
          Email: australia@perfect.wroc.pl
          • mondo ale skandal! 16.08.02, 11:16
            Ktoś tu odwala niezły cyrk! Ten AsterX/circa8/greg/veer to rzeczywiście kawał
            upartego gościa - dzisiaj udaje aborygena w Australii, jutro przebiera się za
            kowboja i nadaje z Nevady, a potem jeszcze atakuje z różnych stron Polski w
            przebraniu kurpiowskim!

            Koleś rzeczywiście poświęcił życie na zwalczanie perfectu, który przecież on
            jest niewinny jak owieczka.. Biednego facecika z wrocławia opisują perfidnie, a
            on - mam łzy w oczach - przecież taki jest uczciwy, atrakcyjny cenowo i w ogóle.

            Tylko jakoś tak w życiu jest, że nic nie dzieje się bez powodu i trudno
            uwierzyć, aby te wszystkie posty wzięły się znikąd.. Weź się lepiej facet do
            uczciwej roboty, bo kupa ludzi wypowiada się o Tobie ze złością i to od dawna.
            Znaczy się, zalazłeś im za skórę..

            A jeśli rzeczywiście robisz pół bańki rocznie - też nie dziwię się, że nie
            podają nazwisk. Sam też pozostanę "strasznym anonimem". I czekam na głosy
            tysięcy zachwyconych studentów. Szczególnie po tej żenującej kryptoreklamie w
            dziale turystyka
          • Gość: ?! Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.02, 08:35
    • tanix Re: Australia - nauka i praca -duże rozczarowanie 15.08.02, 23:54
      Twoje rzekome przygody to nic nienormalnego. Nie widze tu nic bulwersujacego
      oprocz twojej niewiedzy. Widac nie chcialo ci sie zasiagac informacji i
      poczytac kilka rzeczy. Co do wizy: tyle kosztuja wszedzie. Co do samolotow.
      Wybacz ale twoje czekanie 15 godzin bylo spowodowane wlasnie tym ze kupiles
      najtanszy bilet. Poza tym jak mogles dac sie naciagnac na doplate do biletu do
      nieistniejacej klasy "Q" (pierwsze slysze!).
      • mondo duzo wiesz... 25.08.02, 17:57
        tanix napisał:

        > Twoje rzekome przygody to nic nienormalnego. Nie widze tu nic bulwersujacego
        > oprocz twojej niewiedzy. Widac nie chcialo ci sie zasiagac informacji i
        > poczytac kilka rzeczy. Co do wizy: tyle kosztuja wszedzie. Co do samolotow.
        > Wybacz ale twoje czekanie 15 godzin bylo spowodowane wlasnie tym ze kupiles
        > najtanszy bilet. Poza tym jak mogles dac sie naciagnac na doplate do biletu
        do
        > nieistniejacej klasy "Q" (pierwsze slysze!).


        Drogi Tanixie!
        Zanim obnazysz swoja wlasna niewiedze - sam sprawdz u zrodla.
        Linie lotnicze maja mnostwo wlasnych, wewnetrznych oznaczen biletow w tym
        takze "Q". Nie chodzi w nich o standard podrozy (tu rzeczywiscie sa tylko dwie
        klasy), ale o mozliwosci zmian w trasie przelotu, miedzyladowaniach, terminach
        podrozy itp.
        Rzeczywiscie, za niewiedze sie placi - na razie wyglada na to, ze Ty
        zaplacilbys jeszcze wiecej..
    • Gość: ozik Re: Australia - nauka i praca -duże rozczarowanie IP: *.dialup.optusnet.com.au 21.04.03, 13:03
      nie ma lekko

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka