14.02.08, 22:16
Jestem studentką filologii angielskiej, za rok kończę studia, w
między czasie udzielam korepetycji i sprzedaje ksiązki - i tym sobie
płacę za studia . Musiałam przejść na zaoczne bo rodziców nie było
stać na książki, dojazdy itd. Problem polega na tym, że uczę ludzi
którzy są stosunkowo zamożni, wydaje mi się że patrzą na mnie z
góry, bardzo źle sie czuję w takiej sytuacji nie mam super ciuchów,
bo wszystko idzie na książki, studia, rachunki.
Niby się mówi, że ważne to co ma sie w głowie ale nie potrafię
oprzeć się wrażeniu że na zawsze pozostanę gorsza od innych.

Obserwuj wątek
    • Gość: j. Re: Bieda IP: *.lodz.dialog.net.pl 14.02.08, 22:44
      podziwiam takich ludzi jak Ty.
      Ja dopóki ''miałam'' to w nosie praktycznie.
      Studiuję filologię bułg.na UŁ,ale chcę podjąć studia na Uniwersytecie
      Medycznym(dietetyka).
      Jako,że nie dam rady połączyć 2 dziennych i przy tym zdać jakoś świetnie matury
      to muszę iść na zaoczne.
      Cała mój ''przychód'' w postaci 450 złotych miesięcznie pójdzie na studia.Mam
      zamiar się przenieść po I roku(wtedy już będę na IV roku filologii).

      Pozostaje mi jedynie trzymać za Ciebie kciuki.
      Głowa do góry:)

      Pozdrawiam,
      J.
    • Gość: Aga Re: Bieda IP: *.chello.pl 14.02.08, 23:20
      Podziwiam Cię. I nie martw się tym, że ktoś może na Ciebie patrzeć z
      góry, bo ma więcej kasy - tacy ludzie się zdarzają i tego nie
      zmienisz. Ty wiesz, ile jesteś warta i tego się trzymaj (wiem, że to
      trudne, też to przerabiałam nieraz).
    • alex_koz Re: Bieda 14.02.08, 23:49
      no wiesz, trzeba sie pogodzic z tym, ze wbrew temu co sie wydaje
      ludzie nie sa rowni i ze niektore osoby sa po prostu zamozne
      i "ustawione do konca zycia", maja odpowiednie znajomosci i
      odpowiednich znajomych i ze to sprawia ze patrza z gory na innych

      ale nie wiem dlaczego mialabys sie tym przejmowac!! nalezy takowy
      stan przyjac do wiadomosci i nie zwazajac na powyzsze realizowac
      swoj plan, a to co robisz jest doskonalym dowodem na to ze dajesz
      sobie rade mimo nielatwej sytuacji i jestem pewna, ze w przyszlosci
      tez tak bedzie. nie stan konta swiadczy o sukcesie, a nic tak nie
      cieszy jak sukces osiagniety samemu. zrob sobie w glowie rachunek
      ile juz osiagnelas, ile swoich marzen udalo Ci sie spelnic, ile
      planow zrealizowac i ciesz sie tym:)
      • Gość: Tawananna* Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.08, 01:36
        alex_koz świetnie to ujęła. Nie ma innego wyjścia, jak zaakceptować fakt, że
        jedni są "ustawieni do końca życia", a inni - nie. Nie ma co się tym przejmować,
        tylko cieszyć z własnych sukcesów - bo przecież dajesz sobie świetnie radę!

        Zdarzało mi się już myśleć, jak by to świetnie było pochodzić z miasta, w którym
        studiuję, i nie musieć wydawać majątku na utrzymanie. Albo jak by to było,
        gdyby moi rodzice mogli mi kupić mieszkanie. Choćby i na kredyt - i wpłacałabym
        na konto banku, a nie właściciela mieszkania. Ale - na to nie ma rady, jest jak
        jest i tylko od nas zależy, czy będzie lepiej.

        Pozdrawiam ciepło!
    • Gość: xxx Re: Bieda IP: *.aster.pl 15.02.08, 00:49
      Przyznam, że ciężko mi zrozumieć Twój problem. Mam wrażenie ze nie wynika on z
      realnej sytuacji tylko z Twojego podejścia. Bogata nie jestem, super ciuchów nie
      mam, super wyjazdów wakacyjnych tym bardziej, zarobioną kasę staram się
      inwestować z swój rozwój (książki, nauka języków itp). Udzielam korepetycji od
      kilku lat, różnym ludziom i nigdy nie odniosłam wrażenia, że ktokolwiek z osób,
      który uczę lub ich rodziców patrzy na mnie z góry. Wręcz odwrotnie. To ja mam
      wiedzę, to oni mnie potrzebują i za to jestem doceniana.

      Wydaje mi się, że po prostu musisz zmienić podejście. Być bardziej pewna siebie
      i swojej wartości. Inaczej faktycznie możesz "pozostać gorsza" - przede
      wszystkim w swojej własnej głowie ;)
      • left_handed Re: Bieda 15.02.08, 13:42
        Z jednej strony macie rację, bo jakoś daję sobie radę ale z drugiej
        strony czuję że zaniedbuję studia, chciałabym mieć więcej czasu na
        naukę, przeczytać coś więcej, nauczyć się. Chodzę dodatkowo na język
        francuski - i temu też powinnam poświęcić więcej czasu niż mam na to
        możliwości. Ale problem polega na tym, że gdy przychodzą do mnie
        uczniowie to widzę że patrzą na mieszkanie i pewnie sie
        zaastanawiają jak tutaj może tyle osób mieszkać.
        Wydaję, mi się że to widać po moim ubraniu,to że nie mam samochodu
        poza tym ci wszyscy ludzie zwiedzili pół świata. Zimą jeźdżą na
        nartach, latem nurkują w odległych krajach.Dla mnie to abstrakcja.
        Coś nieosiągalnego.
        Na studiach też nie jest lepiej, większość jeździ samochodami, mimo
        że nie wszyscy pracują.
        A to że w Anglii nie byłam to wzbudza tylko politowanie.


        • marajka Re: Bieda 15.02.08, 14:02
          A czy to ich zasługa, że mają bogatych rodziców, a Twoja wina, że
          masz niezamożnych? Nie! Robisz wszystko by zmienić swój los i
          zmienisz go. Co do ubrań...Spójrz jak wielu ludzi ubiera się bogato,
          markowo i śmiesznie, bez gustu, kiczowato. Bobuszuj czasem w
          outletach albo lumpeksach, często mozna znaleźć coś oryginalnego,
          firmowego i za grosze.
        • Gość: barty Re: Bieda IP: *.acn.waw.pl 15.02.08, 14:12
          Niech lepiej zlitują się nad sobą płytkie pustaki. Z pieniędzy
          rodziców, to łatwo jest życ. (:
          To przecież oni Ciebie potrzebują. Badź sobą, nie ma się czego
          wstydzic, to raczej oni mają problem wyzbyci tożsamości, szukają
          siebie w byciu jednakową masą wychowaną na cukierkowych serialach
          dla plebsu w stylu "m jak sraczka". ;)
          • Gość: marajka Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.08, 15:42
            Ale dlaczego "płytkie pustaki"? Autorka nie wspomniała,że ją
            wyśmiewają, że się litują...Ona sobie tylko tak mysli. To, że ktoś
            jest bogaty, nie znaczy, że głupi pustak, ale niestety większa część
            tego społeczeństwa tak myśli...
            • another_story Re: Bieda 15.02.08, 16:02
              > To, że ktoś
              > jest bogaty, nie znaczy, że głupi pustak, ale niestety większa
              > część tego społeczeństwa tak myśli...

              O, świetne spostrzeżenie. Zauważyłam nawet jeszcze większy absurd:
              jeśli ktoś jest choć trochę majętny, stara się to wszelkimi
              sposobami ukryć. Tak postępował mój kolega (skądinąd bardzo mądry
              człowiek, nie żaden "pustak"), który wstydził się przyznać przed
              znajomymi, że nie musi wynajmować w Krakowie mieszkania, bo ma
              własne... W sumie go rozumiem, bo mentalność naszego społeczeństwa
              nakazuje patrzeć na "oligarchów" podejrzanie... do czego mocno
              przyczynił się zresztą klimat wytworzony przez rządzącą do niedawna
              Partię, Której Nazwy Nie Wolno Wymawiać ;).
            • left_handed Re: Bieda 15.02.08, 16:03
              Niezupełnie jest to prawda,że wymyśliłam to sobie sama a ludzie nie
              dali mi podstaw ku temu.
              Mój uczeń był bardzo rozczarowany gdy dowiedział się że nie mam
              samochodu, bym mogła do niego przyjeżdżać.
              Podobnie bylo z moją nauczycielką z francuskiego.
              Jeśli chodzi o Anglię, to zazwyczaj pojawia się pytanie To w Anglii
              pewnie Pani była kilka razy?
              • alex_koz Re: Bieda 15.02.08, 17:35
                left_handed napisała:

                > Niezupełnie jest to prawda,że wymyśliłam to sobie sama a ludzie
                nie
                > dali mi podstaw ku temu.
                > Mój uczeń był bardzo rozczarowany gdy dowiedział się że nie mam
                > samochodu, bym mogła do niego przyjeżdżać.

                ile lat ma twoj uczen?? skoro on jest zamozny i ma samochod to dla
                niego nie problem by do Ciebie dojechac przeciez??

                > Podobnie bylo z moją nauczycielką z francuskiego.

                a co ja to obchodzi czy dojezdzasz do niej samochodem czy
                autobusem??? zmien nauczycielke!

                > Jeśli chodzi o Anglię, to zazwyczaj pojawia się pytanie To w
                Anglii
                > pewnie Pani była kilka razy?

                moze po prostu masz ladny brytyjski akcent i dlatego rozmowcy maja
                wrazenie, ze bylas w Anglii co najmniej kilka razy??
                • left_handed Re: Bieda 15.02.08, 18:17
                  Mój uczeń ma około 32 lat. Jest architektem.
                  Moja nauczycielka francuskiego hmm bo ja dojeżdżam do niej z innego
                  miasta i pewnie dlatego była zdziwiona że mi się chce bo podróż
                  zajmuje mi ponad godzinę.
                  A za sugestię dotyczącą akcentu dziękuję :) to bardzo miłe nawet na
                  studiach mam ksywkę native speaker :)
                  • alex_koz Re: Bieda 15.02.08, 18:25
                    left_handed napisała:

                    > Mój uczeń ma około 32 lat. Jest architektem.

                    i burakiem! dziwie sie, ze facet ktory ma 32 lata juz nie pamieta
                    swoich czasow studenckich, i tego ze zajmuje kilka lat to by dorobic
                    sie czegokolwiek.

                    > Moja nauczycielka francuskiego hmm bo ja dojeżdżam do niej z
                    innego
                    > miasta i pewnie dlatego była zdziwiona że mi się chce bo podróż
                    > zajmuje mi ponad godzinę.

                    samochodem czy aurobusem i tak dojazd zajmowalby Ci duzo czasu. moim
                    zdaniem bardzo mozliwie ze twoja nauczycielka nie miala zlych
                    intencji, tylko dziwila sie ze Ci sie chce dojezdzac, czekac na
                    przystankach niezaleznie od pogody/niepogody.
                    > A za sugestię dotyczącą akcentu dziękuję :) to bardzo miłe nawet
                    na
                    > studiach mam ksywkę native speaker :)

                    no widzisz! nareszcie jakis optymizm sie pojawil w tym co piszesz!:)
                    • left_handed Re: Bieda 15.02.08, 18:45
                      Jak najbardziej optymizm jest ale zazdrość mnie czasami zżera, bo
                      jedni mają tyle a ja na wszystko muszę ciężko pracować.
                      Poza tym, gdy ten mój uczeń na moje zaczepne chyba pytanie - Czy
                      widziałeś mniejsze mieszkanie od tego odpowiedział, tak - kawalerkę.
                      I to nie był żart - raczej zdanie wypowiedziane ot tak.
                      Wiem, nie powinnam przejmować się tym co inni ludzie o mnie myślą,
                      jest jak jest może będzie lepiej. Ale jednak pamietam dobrze czasy
                      dzieciństwa, jak dzieciaki mnie przezywały że moja mama w śmietniku
                      grzebie i inne złośliwości.

              • Gość: Em Re: Bieda IP: 212.87.0.* 15.02.08, 19:48
                Z jednej strony nie masz ciuchów, a z drugiej strony ludzie cię mają za osobę
                bogatą pytając o samochód czy wyjazdy do Angli. A więc swoim wyglądem nie
                przypominasz osoby biednej.
              • marajka Re: Bieda 15.02.08, 20:18
                Rozczarowany. Jak mieszka w rodzinie z trzema samochodami, to
                naturalne dla niego, że każdy samochód ma! Ale nie powiedział
                ci "Ale jesteś beznadziejna, jak możesz nie mieć auta?"? A jeśli
                chodzi o Anglię, to ludziom się wydaje, ze skoro studiujesz
                anglistykę, to bywasz sobie w Anglii. Zbytnio bierzesz to do siebie.
              • Gość: Tawananna* Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.08, 22:56
                > Niezupełnie jest to prawda,że wymyśliłam to sobie sama a ludzie nie
                > dali mi podstaw ku temu.
                > Mój uczeń był bardzo rozczarowany gdy dowiedział się że nie mam
                > samochodu, bym mogła do niego przyjeżdżać.
                > Podobnie bylo z moją nauczycielką z francuskiego.

                Czy Twój uczeń i Twoja nauczycielka byli rozczarowani tym, że nie masz
                samochodu, czy tym, że nie możesz do nich przyjeżdżać? Wiesz, moim zdaniem
                niepotrzebnie doszukujesz się w tym jakichś dodatkowych podtekstów. Wiele osób
                lubi, jak korepetytor do nich przyjeżdża (albo przeciwnie, sami udzielają
                korepetycji, i lubią ,jak do do nich przyjeżdżają uczniowie). Niejedna osoba (i
                chodzi tu zarówno o nauczycieli, jak i uczniów) dojeżdża zresztą komunikacją
                miejską (trochę inna jest sytuacja, jeśli nie mieszkasz w dużym mieście).
                Zarówno Twój uczeń, jak i Twoja nauczycielka francuskiego mogą mieć pewne
                oczekiwania - nie co do Twojego środku lokomocji, a co do Twojej
                dyspozycyjności. Ty też mogłabyś być rozczarowana, gdyby uczeń Ci powiedział, że
                nie da rady dojeżdżać do Ciebie.

                > Jeśli chodzi o Anglię, to zazwyczaj pojawia się pytanie To w Anglii
                > pewnie Pani była kilka razy?

                A nie sądzisz, że to pytanie to komplement dla Twojego angielskiego (jak już
                napisała another_story)? Albo wynik popularnego przeświadczenia, że języka można
                się nauczyć tylko za granicą, a najlepiej podczas długiego pobytu? (co jest,
                swoją drogą, bzdurą). Im lepiej mówię po niemiecku, tym częściej muszę
                odpowiadać na pytania, czy studiowałam w Niemczech albo dłużej tam mieszkałam
                (odp.: nie). Nie doszukuję się w tym jakichś złośliwych intencji. Zwykle jest mi
                po prostu miło i jestem z siebie dumna :).
                • Gość: Tawananna* Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.08, 22:58
                  > (jak już napisała another_story)?

                  * alex_koz
              • Gość: daj se siana Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 18:59
                co wiesz o biedzie? bywało ci wstyd? mi tak. bałam się wyciągnąć kanapkę bo
                musiałam zrobić sobie rano papu (tata namawiał pełen troski o mój żołądek) z
                jakimś śmierdziuszkiem... był czas że musiałam z buta trzaskać na uczelnię ze
                wsi do miasta. i żyję.. jeździłam i zbierałam złom i makulaturę... i się nie
                wstydzę. i nie uważam za gorszą. mam plan i tyle. ale o Tobie to mam takie
                zdanko na ten moment: byś bardzo chciała i to jak najszybciej i jak najwięcej..
                wchodzisz do tych extra domów , w granitach czy innym modnym marmurze, widzisz
                ten luz, kasa leży setkami na podłodze
                (wiem że przesadzam) a ty musisz ten 1 zł 5 ray obejrzeć zanim coś kupisz..
                jeśli się dziwią że nie masz auta tzn że nie wyglądasz na niezamożną osobę...
                pewnie jesteś "odpicowana" i ok.. ale nie dziw sie takim reakcjom.. ile razy
                mnie dziw brał bo jakaś koleżanka ubrana była jak boginka a w domu bieda..
                wyluzuj i poczekaj jeszcze trochę.. a w ogóle.. zwyczajnie im zazdrościsz i
                chyba myślisz że tobie sie bardziej należy..
                • Gość: Em Re: Bieda IP: 212.87.0.* 19.02.08, 19:10
                  Dokładnie, ale może nie tak ostro. W sumie potrzeba akceptacji jest istotna, ale
                  nie najważniejsza i można ją zaspokoić na innym polu.
                  Z drugiej strony ta dzisiejsa "bieda" wynika z czegoś, co zostaje odgórnie
                  narzucone, nie jest to tradycyjna bieda wynikająca z ielodzietności czyniskieo
                  poziomu wykształcenia a więc nieudolności, ale ze zwyczajnego okradania
                  obywateli prez koljno zmieniające się ekipy. Uprzywilejowana grupa ściąga
                  dochód, pewna część obywateli pozostaje w balansie, a pewna część jest okradana
                  i żyje w niedostatku. Dlatego tym bardziej takie popadanie w kompleksy oznacza
                  poddawanie się tej działalności a trzeźwa i perspetywiczna postawa pozwala na
                  zajęcie się swoimi sprawami bez potrzeby lamentowania.
        • alex_koz Re: Bieda 15.02.08, 14:27
          a moim zdaniem, po lekturze twojego drugiego postu, sama widzisz
          problemy gdzie ich nie ma, i zupelnie niepotrzebnie wpadasz w
          kompleksy. studiuje dziennie i jakos wiekszosc studentow nie ma
          samochodu i nie spedza wakacji nurkujac w Egipicie albo zjezdzajac
          Australie. owszem takowi sa, ale to jednostki!

          bieda to chyba jednak stan umyslu, a nie porfela, i ty jestes tego
          przykladem.
        • Gość: Tawananna* Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.08, 14:59
          Moim zdaniem budujesz sobie jakąś wizję świata "młodych, pięknych i bogatych" i
          sama sobie wmawiasz, że tyle osób w Twoim wieku jeździ samochodami (i to pewnie
          nie najtańszymi), szusuje na nartach (zapewne co najmniej w alpejskich
          kurortach), a latem nurkuje w odległych krajach (przynajmniej poza Europą).
          Oczywiście, są takie osoby, ale to jednostki.

          Rzeczywistość jest taka, że na nartach się szusuje, ale raz w roku w Zakopanem
          (i to często na pożyczonym sprzęcie), odległe kraje są abstrakcją (chyba, że
          ktoś pojedzie sobie na wakacje popracować jako kelner w Hiszpanii czy na Cyprze,
          i przy okazji pozażywa trochę morskich rozrywek), samochodem jeździ się, albo i
          nie, bo nawet zaparkować za bardzo nie ma gdzie, i tramwaj/rower okazują się
          lepszymi środkami lokomocji. Nikt nie ma wszystkiego, znam osoby, które naprawdę
          sporo sobie odmawiają, żeby pojechać w ferie zimowe na narty - bo to ich ogromna
          pasja.

          > A to że w Anglii nie byłam to wzbudza tylko politowanie.

          Ostatnimi czasy politowanie może wzbudzać wzmianka o tym, że było się w Anglii ;))

          Zastanów się, na czym naprawdę Ci zależy (samochodzie? nartach? urlopie w
          tropikach? wyjeździe do Anglii? francuskim? fajnych ciuchach?) i co możesz
          zrobić, by osiągnąć Twój cel.

          Ale myśl o konkretnych celach, na których naprawdę Ci zależy, a nie o mglistej
          wizji, jakby to pięknie było, gdybyś wygrała w lotka.
          • another_story Re: Bieda 15.02.08, 15:25
            > Moim zdaniem budujesz sobie jakąś wizję świata "młodych, pięknych
            > i bogatych"

            No właśnie, mnie też to uderzyło. A sama poznałam sporo osób
            mających oprócz dobrej sytuacji materialnej... permanentną kliniczną
            depresję. Kreowanie sobie czarno-białej wizji świata, w której
            zamożność i szczęście idą z sobą ręka w rękę, mija się więc z celem.
        • Gość: Em Co? IP: 212.87.0.* 15.02.08, 19:42
          To po co ich zapraszasz do domu? Możesz iść do nich.
          Nie rozumiem dlaczego musiałaś przejść na studia zaoczne, które są płatne, to
          skąd masz na nie pieniądze? Na dziennych dostałabyś stypendium - próg na osobę
          NETTO to 569 zł, więc u ciebie jest pewnie dużo mniej. A co robisz z tymi
          pieniędzmi? Nie masz ładnych ciuchów? A czy ładne ciuchy są drogie? Te drogie są
          szpetne, właśnie na targu można znaleźć coś fajnego.
          Czy twoi rodzice otrzymują dodatek do czynszu lub ustawowo należną ubogim zniżkę
          czynszu na mocy ustawy o ochronie praw lokatorów, która jest przyznawana na 12
          miesięcy?
          A co z tym mieszkaniem jest nie tak? Nie masz mebli, zasłon, firanek, śmierdzi
          tam coś czy jak?
          Mieszkanie przyjemne nie musi być bogato urządzone, wystarczy że jest
          funkcjonalne, przytulne, czyste.
          To bogacz musi się bać o swój dobytek, drży na myśl o tym, że ktoregoś dnia
          przyjdzie złodziej i go zabije.
          Głupio robisz, że przeszłaś na studia zaoczne, bieda to nic ale głupota to już
          może na dno zphnąć. Właśnie ubogi człowiek powinien się solidnie wykształcić a
          nie myśleć, co będzie tymczasem, trzeba inwestować w wiedzę a nie myśleć o tym,
          żeby zarobić.
          Studia zaoczne są studiami pomyślanymi jako PODNOSZĄCE kwalifikacje osób
          pracujących a nie dla studentów po maturze.
          • Gość: Em Re: IP: 212.87.0.* 15.02.08, 19:45
            Korekta: na dno zepchnąć - powinno być
          • left_handed Re: Co? 15.02.08, 19:52
            Wyraźnie napisałam że za rok kończę studia, a nie że je niedawno
            rozpoczęłam, zresztą nie ma chyba zaocznych na anglistyce no poza
            uzupełniającymi na których ja jestem.
            Poza tym nie jestem jedynaczką bo mam jeszcze dwójkę rodzeństwa, a
            dla nas wszystkich nie starczy pieniędzy dlatego musiałam przejść na
            zaoczne i sama zapracować na czesne, podręczniki i słowniki oraz
            dojazdy. Poza tym specyfika tych studiów jest taka,że trzeba bardzo
            dużo samemu pracować bo sama obecność na wykładach i ćwiczeniach
            niewiele daje.
            Skoro ubliżasz mi od głupków twoja sprawa ale ja nie miałam innego
            wyjścia.


            • Gość: Em Re: Co? IP: 212.87.0.* 15.02.08, 20:04
              Ale nie o to chodzi, kiedy kończysz studia, tylko że zaoczne studia jako całość
              są dla pracujących a dzienne dla maturzystów.
              Dla wszystkich nie starczy pieniędzy? Więc dlatego pytam, czy dostajecie należne
              ustawowo środki. NO to jak - dla nich starczy a dla ciebie nie? Przecież masz
              gdzie mieszkać, dostałabyś stypendium więc dla ciebie by starczyło.
              Nie ubliżam ci, ale stwierdzam, że takie postępowanie jest głupotą. Po prostu
              jest, to nie ma nic w sobie z ubliżania, ale raczej z oburzenia, że ktoś tak
              czyni ze swym życiem.
              Od kiedy to nic się nie wynosi z wykładów?
              Dyplom studiów dziennych to nie to samo co zaocznych. Na rynku pracy. Lepiej
              przenieś się z powrotem na dzienne.
              Rodzina ma obowiązek cię utrzymywać, nie jesteś obciażeniem ale dzieckiem swoich
              rodziców, ilość dzieci jest ich decyzją i za wszystkie są tak samo
              odpowiedzialni. Rozumiem, że ty skończysz zaoczne, a cała kasa idzie na młodzsze
              rodzeństwo.
              Jeżeli będziesz tracić czas na zarobek to się niczego nie nauczysz na tych studiach.
              Nie musisz mieć super ciuchów, stypendium wystarczy na to by się utrzymać,
              dorobisz sobie na korepetycjach - tak robią przecież studenci studiów dziennych.
              Wiesz w jakiej ja jestem sytuacji? Jest wielu studentów w trudnej sytuacji, ale
              to nie jest dla nich powód by obniżać swój poziom kształcenia. Po prostu nęci
              cię kasa, brakuje i jej po prostu dla niej samej, a na to najlepsza rada jest
              taka: znajdź sobie bogatego faceta.
              • Gość: Tawananna* Re: Co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.08, 23:08
                Ustawowo należne środki? A próbowałeś z nich utrzymywać rodzinę i wykształcić
                dzieci?

                Dzienne - zaoczne: o ile zrozumiałam, autorka skończyła dzienny licencjat i robi
                zaoczne studia uzupełniające. O ile dyplom dziennych faktycznie wygląda ładniej,
                to na 2-letnich magisterskich zajęć jest zwykle znacznie mniej niż przez
                pierwsze trzy lata i spokojnie można zrobić to zaocznie bez większej straty.

                > Rodzina ma obowiązek cię utrzymywać, nie jesteś obciażeniem ale
                > dzieckiem swoich
                > rodziców

                Łatwo mówić... Tylko że rodziców może być stać na utrzymanie własnego
                mieszkania, jako takie wyżywienie i ubranie wszystkich dzieci + podręczniki do
                szkoły - ale niekoniecznie na utrzymywanie jednego czy nawet kilkorga dzieci w
                innym mieście i kupowanie słowników za 100+ zł...

                > Przecież masz
                > gdzie mieszkać, dostałabyś stypendium więc dla ciebie by starczyło.

                Na studia zaoczne można dojeżdżać, jeśli nie jest strasznie daleko. Na dzienne -
                często nie da się, przy codziennych zajęciach i kiepsko ułożonym planie.
                • left_handed Re: Co? 16.02.08, 00:16
                  dzięki Tawananna za wytłumaczenie Panu/Pani oczywistych względów,
                  poza tym dobry słownik to koszt około 200 zł nie 100.
                  • Gość: Em Re: Co? IP: 212.87.0.* 16.02.08, 16:21
                    Tak, to rozumiem, że dla ciebie kasa to więcej niż wiedza i dobry dyplom.
                    Ze stypendium można kupić słownik, jeżeli się umie oszczędzać. Ileż w końcu tych
                    słowników potrzebujesz? Skoro do tej pory mogłaś chodzić na studia dzienne to w
                    tych samych warunkach mogłabyś skończyć magisterskie.
                    Po prostu lubisz mieć pieniądze, a wiedza jest na drugim miejscu. Zobaczysz
                    jednak, że na rynku pracy gdzie dyplom jest potwierzeniem wiedzy, twój nie
                    będzie się liczyć tak samo jak dyplom studiów dziennych. Tam twoje być może
                    słuszne w tym indywidualnym przypadku przekonanie, z wykłady niewiele dają, nie
                    będzie miało znaczenia. Dla paru groszy teraz i lawiny absurdalnych kompleksów
                    straciłaś coś, co mogło ci zapewnić dobry start w życiu.
                    • Gość: zielony_banan Re: Co? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.08, 16:44
                      Ale bzdury...
                      • Gość: Em Re: Co? IP: 212.87.0.* 16.02.08, 16:49
                        Ale poziom wypowiedzi...
                    • Gość: Tawananna* Re: Co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.08, 16:50
                      Angliści są obecnie dość poszukiwani na rynku pracy, zwłaszcza jeśli chodzi o
                      nauczycieli języka angielskiego. Moim zdaniem autorka wątku może nawet zyskała
                      na studiach zaocznych, skoro wolny czas poświęciła na dawanie korepetycji
                      językowych. Dzięki temu będzie znacznie lepiej przygotowana do zawodu niż wiele
                      osób, które skończyły studia dzienne.

                      Studia filologiczne to - stety/niestety, zależy, jak na to spojrzeć - masa
                      wiedzy niemającej wiele wspólnego z rynkiem pracy - nikogo nie obchodzi, jak
                      dokładnie orientujesz się w literaturze staroangielskiej czy ujęciu generatywnym
                      składni. Ważny jest język i - w zależności od obranej ścieżki zawodowej -
                      umiejętności nauczycielskie czy też tłumaczeniowe, które tylko w małym stopniu
                      nabywa się w ramach studiów.

                      Pisanie, że autorka straciła coś, co mogło zapewnić jej dobry start w życiu,
                      jest dla mnie bzdurą, bo do dobry start zależy także od wielu innych czynników.

                      A ze stypendium owszem, można kupić słownik, jeżeli umie się oszczędzać - ale
                      tylko wtedy, jeśli masz na tym oszczędzać. Jeśli inwestycja w słownik czy inne
                      potrzebne do studiów materiały wiąże się z rezygnacją z piwa, imprez, kina,
                      czasopism, słodyczy, nowych ubrań przez miesiąc, dwa czy nawet dłużej - to
                      faktycznie, możesz sobie oszczędzać. Ale jeśli masz do wyboru bilet miesięczny
                      albo słownik, akademik albo słownik, jedzenie albo słownik - to już jest
                      zupełnie inna perspektywa.

                      Wiesz, tak sobie myślę, że mam ogromne szczęście, że nie musiałam nigdy wybierać
                      między biletem a słownikiem. Ale znam osoby, które studiują (dziennie lub
                      zaocznie), utrzymuję się same i zajeżdżają się, dając korepetycje, a na własną
                      naukę czas mają głównie w nocy - i wierz mi, nie robią tego "dla paru groszy
                      teraz". Robią to, by w ogóle móc studiować.
                      • Gość: Em Re: Co? IP: 212.87.0.* 16.02.08, 16:59
                        Owszem, ważny jest język. Dlatego bez wyjazdu do kraju angolojęzycznego nie ma
                        mowy o biegłej znajomości tego języka.
                        Jest zapotrzebowanie na nauczycieli, ale po filologii nie tylko nauczycielem być
                        można. Im lepszy dyplom na tym lepszą posadę można liczyć.
                        No, jeżeli chce być nauczycielką to rzeczywiście wystarczy.
                        Na rynku pracy - możliwie że nie obchodzą nikogo zawiłości naukowe, ale obchodzi
                        ogólna jakość wykształcenia potwierdzona typem ukonczońych studiów. A zaoczne to
                        nie to samo co dzienne i na tym polega jej strata. Co do kwestii finansowych -
                        dlatego jeżeli sobie dawała radę do tej pory to i dałaby sobie radę do końca. A
                        więc warunki miała na tyle dobre, by studia licencjackie ukończyć w trybie dziennym.
                        Dobry start zależy też od takich czynników jak np. uroda czy znajomości. Ale nie
                        o takie czynniki mi chodzi.
                        • Gość: Tawananna* Re: Co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.08, 17:23
                          > Dlatego bez wyjazdu do kraju angolojęzycznego nie ma
                          > mowy o biegłej znajomości tego języka.

                          Mit. Zapytaj np. wykładowców na anglistyce. Wyjazd do kraju anglojęzycznego
                          owszem, zawsze pomoże, ale można dojść do świetnej znajomości języka bez
                          zagranicznych wyjazdów (choć nie zdarza się to tak często, bo i wyjazdy są coraz
                          bardziej dostępne).

                          > Im lepszy dyplom na tym lepszą posadę można liczyć.
                          > No, jeżeli chce być nauczycielką to rzeczywiście wystarczy.

                          A widzisz coś złego w zawodzie nauczyciela? Bo ja nie. Praca w szkolnictwie
                          państwowym to faktycznie w większości przypadków katorga za wątpliwe pieniądze,
                          ale przy odrobinie szczęścia i doświadczenia można znaleźć coś lepszego - np.
                          udzielanie lekcji na zamówienie firm, całkiem nieźle płatne.

                          > A zaoczne to
                          > nie to samo co dzienne i na tym polega jej strata.

                          To napisz, czego takiego autorka wątku się nie nauczyła, co może być przydatne w
                          jej karierze zawodowej. Uprzedzając fakty: zajęć z praktycznego angielskiego na
                          ostatnich dwóch latach studiów jest zazwyczaj niewiele.

                          Naprawdę jesteś przekonany, że piątkowy dyplom studiów dziennych to
                          najważniejsze w starcie na rynku zawodowym? Są rzeczy ważniejsze dla pracodawców
                          (i niekoniecznie chodzi tu o urodę i znajomości).

                          A przy okazji: podziel się, co i gdzie sam studiujesz.
                          • Gość: Em Re: Co? IP: 212.87.0.* 16.02.08, 17:36
                            To nie jest żaden mit, ale fakt. Bez osłuchania się z żywym językiem nie ma mowy
                            o biegłym posługiwaniu się nim. Oczywiście można się nauczyć na tyle, aby sobie
                            dobrze radzić i rozumieć wszystko. I zależy na jakim poziomie chce się mieć tą
                            znajomość.
                            Sens mojego przekonania nie wynika stąd, że dobry zawód jakikolwiek, ale że
                            osoba z ubogiej rodziny powinna sobie zapewnić jak najlepszy start życiowy i nie
                            myśleć o bylejakiej posadzie. Bo taką rzeczywiście po studiach zaocznych może
                            dostać. Należy też brać pod uwagę, że otwarte możliwości pobytu w Anglii dadzą
                            wielu osobom nie mającym wykształcenia filologiczngo możliwość konkurowania z
                            dyplomowanymi anglistami i te dolne posadki też coraz trudniej będzie dostać, a
                            wtedy dyplom dobrych studiów tym bardziej będzie się liczyć. Jeżeli ma szanse,
                            powinna je wykorzystać. Skoro nie akceptuje opierania się na zasobności portfela
                            partnera, to już tym bardziej.
                            • left_handed Re: Co? 16.02.08, 18:19
                              Policzę ci ile mądralo mam słowników:
                              - Fundacji Kościuszkowskiej bo ma największy zasób słownictwa
                              amerykańskiego a jestem na specj amerykańskiej /ponad 200 zł/
                              - Polsko Angielski PWN-OXFORD / 2 tomy to około 380 zł/
                              - Słownik Medyczny bo tym się interesuję
                              - Business English
                              - Angielsko-Angielski
                              - Synonimów i idiomów angielskich

                              tak naprawdę inwestowanie na anglistykę w podręczniki to jedno z
                              wymogów o ile podręczniki można kserować to słowniki już nie.
                              • Gość: Em Re: Co? IP: 212.87.0.* 16.02.08, 18:44
                                No tak - i na to stypendium by ci starczyło.
                                Przecież nie kupiłaś ich za jednym razem. No i przecież masz korepetycje i
                                miałabyś je tak samo studiując w trybie dziennym. Po licencjacie mogłabyś nawet
                                podjąć pracę w szkole na pół etatu i pogodzić z zajęciami. Możesz robić
                                tłumaczenia.
                                Ja jestem ciekawa ile ty masz ciuchów w szafie.
                                • left_handed Re: Co? 16.02.08, 19:20
                                  Pytam się kiedy miałam mieć te korepetycje jak zajęcia miałam
                                  czasami od rana do 18.00?
                                  Poza tym nie będę z tobą dyskutować bo nie ma sensu jesteś zwykłym
                                  prostakiem i tyle.
                                  • Gość: Em Re: Co? IP: 212.87.0.* 16.02.08, 20:45
                                    Dlaczego? dlatego, że na pierwszym miejscu stawiam zdobycie wiedzy i dobrego
                                    dyplomu a nie szybkie pieniądze? Że widzę to INACZEJ niż ty - to jest prostactwo?
                                    Czasem mogłaś mieć zajęcia do 18.00, ale nie zawsze, czy ty non-stop udzielasz
                                    korepetycji? Jeżeli bierzesz dajmy na to 30 zł za godzinę, to mając 10 godzin
                                    tygodniowo masz już 1200 zł miesięcznie. 10 godzin bez problemu można
                                    wwkomponować w studia dzienne, bo studenci pracują nawet więcej.
                            • Gość: Tawananna* Re: Co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.08, 19:15
                              > To nie jest żaden mit, ale fakt. Bez osłuchania się z żywym
                              > językiem nie ma mowy
                              > o biegłym posługiwaniu się nim. Oczywiście można się nauczyć na tyle,
                              > aby sobie
                              > dobrze radzić i rozumieć wszystko

                              A ja powtórzę - pobyt za granicą pomaga, ale nie jest warunkiem do osiągnięcia
                              biegłej znajomości języka. Osłuchanie się z językiem jest oczywiście bardzo
                              ważne, ale mamy do dyspozycji Internet (ogromne źródło anglojęzycznych tekstów i
                              nagrań, nie wspominając już o możliwości komunikowania się z native'ami), są też
                              osoby anglojęzyczne w Polsce. Poza tym język to praca, praca i jeszcze raz
                              praca: w czasie pobytu za granicą można poprawić sobie trochę akcent, osłuchać
                              się z językiem, poprawić jego rozumienie, nauczyć się trochę języka potocznego
                              i zacząć płynniej mówić - ale bez godzin spędzonych nad nauką języka biegłości
                              się nie osiągnie. Wystarczy posłuchać, jak mówi po angielsku wielu Polaków z
                              emigracji zarobkowej w UK czy Irlandii. Ilu z nich (po paru latach w kraju
                              anglojęzycznym!) mówi lepiej niż przeciętny student anglistyki na dobrej
                              uczelni, który angielskiego nauczył się wyłącznie w Polsce?

                              > Należy też brać pod uwagę, że otwarte możliwości pobytu w Anglii
                              > dadzą
                              > wielu osobom nie mającym wykształcenia filologiczngo możliwość
                              > konkurowania z dyplomowanymi anglistami

                              Chyba przeceniasz te pobyty w Anglii... Poza tym to anglista ma największe
                              szanse zostać np. tłumaczem przysięgłym czy nauczycielem angielskiego
                              (wprowadzane przepisy coraz bardziej utrudniają dostęp do tych zawodów
                              nie-filologom). A co do innych zawodów to już jest kwestia indywidualnych
                              predyspozycji, i studia - dzienne czy zaoczne - nie odgrywają tu większej roli.
                              • Gość: Em Re: Co? IP: 212.87.0.* 16.02.08, 20:47
                                "w czasie pobytu za granicą można poprawić sobie trochę akcent, osłuchać
                                się z językiem, poprawić jego rozumienie, nauczyć się trochę języka potocznego
                                i zacząć płynniej mówić " - otóż to
                                • Gość: Tawananna* Re: Co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.08, 00:22
                                  > "w czasie pobytu za granicą można poprawić sobie trochę akcent,
                                  > osłuchać
                                  > się z językiem, poprawić jego rozumienie, nauczyć się trochę języka
                                  > potocznego
                                  > i zacząć płynniej mówić " - otóż to

                                  Ale to jest ułamek znajomości języka! Jak nie spędzisz iluś godzin ze
                                  słuchawkami na uszach i skryptem przed sobą, powtarzając kolejne głoski, to nie
                                  nauczysz się idealnej wymowy - choćbyś się przez parę lat "osłuchiwał" (no,
                                  chyba, że należysz do mniejszości o świetnym słuchu muzycznym, którzy łapią
                                  poprawną wymowę w lot - ale takich ludzi jest niewiele).

                                  A tego wszystko, co można udoskonalić za granicą (osłuchanie się, rozumienie,
                                  język potoczny, płynność mówienia) można (bywa, że przy trochę większym wkładzie
                                  pracy) nauczyć się także w kraju.
                            • alex_koz Re: Co? 16.02.08, 21:09
                              Gość portalu: Em napisał(a):

                              Należy też brać pod uwagę, że otwarte możliwości pobytu w Anglii
                              dadzą
                              > wielu osobom nie mającym wykształcenia filologiczngo możliwość
                              konkurowania z
                              > dyplomowanymi anglistami i te dolne posadki też coraz trudniej
                              będzie dostać, a
                              > wtedy dyplom dobrych studiów tym bardziej będzie się liczyć.

                              ty chyba naprawde nie wiesz o czym mowisz i twoje posty sa tego
                              najlepszym przykladem. przykladem na to, ze niewielkie masz pojecie
                              o mozliwosciach jezykowo osob wracajacych z emigracji! znam wiele
                              osob przebywajacych kilka lat w Anglii i ich poziom znaczaco odbiega
                              od poziomu filologicznego!! wydaje sie Tobie, ze osoba stojaca na
                              zmywaku w UK przez kilka lat reprezentuje wyzszy poziom angielskiego
                              niz absolwent filologii angielskiej wyksztalcony tylko w PL?? blad i
                              kosmiczna pomylka. umiejtnosc rozumienia polecen co do zmywania
                              garow nie rowna sie znajomosci jezyka, przejawiajacej sie chociazby
                              w rozumieniu artykulow i literatury fachowej jak i umiejetnosci
                              prowadzenia swbodnej konwersacji nie tylko o myciu garow wlasnie.
                              zreszta, chcialbys pobierac korepetycje u kogos kto angielskiego
                              nauczyl sie na zmywaku????

                              co do studiow zaocznych, jestem przekonana ze autorka watku
                              postapila slusznie. owszem studia zaocze nie sa az tak "prestizowe"
                              jak dzienne, ale dzieki pracy podczas studiow autorka nabywa cenne
                              doswiadczenie i znajomosci, ktore umozliwia jej znalezienie pracy po
                              studiach i jestem pewna, ze wiele osob to doceni!

                              • left_handed Re: Co? 16.02.08, 21:36
                                Myślę, że rozmowa z tym osobnikiem nie ma najmniejszego sensu, bo po
                                pierwsze nie ma pojęcia o czym pisze, brakuje jej/jemu
                                jakiegokolwiek rozeznania, poza tym dalej nie ujawnił się jakich
                                prestiżowych studiach dziennych jest lub jakie ukończył, pewnie
                                zaraz się dowiemy że jest po anglistyce na Harvardzie, jak znam
                                specyfikę troli to pewnie tak będzie.

                                Dlatego Alex szkoda pióra na troli :)

                                Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaangażowanych w dyskusję.

                                PS. Co do mojego doświadczenia, to mam za sobą kilkumiesięczną
                                praktykę w wydawnictwie w dziale publikacji książek.Więc oprócz tego
                                że jestem głupim lektorem, mam już pewne doświadczenie zawodowe i
                                przynajmniej wiem co chcę w życiu robić.
                                Do tego dołóż znajomość drugiego języka obcego (francuski) i studia
                                uniwersyteckie.
                                Najprościej jest siedzieć na dupie i robić złośliwości ludziom
                                którym w życiu nie wiedzie się tak dobrze.
                                Wiem do czego zmierzasz, chcesz mi udowodnić że nie mam prawa
                                nazywać siebie anglistą ani nawet tak o sobie myśleć ale
                                podyskutujmy na argumenty i przede wszystkim merytorycznie.



                                • alex_koz Re: Co? 16.02.08, 21:46
                                  podsumowujac, left_handed, glowa do gory piers do przodu i do
                                  roboty! jestem pewna, ze wysilek ktory wkladasz zaprocentuje i ze
                                  sobie doskonale poradzisz! mam nadzieje, ze - mimo wszystko - dzieki
                                  temu watkowi nabralas odrobine optymizmu i pewnosci siebie!
                                  Powodzenia:*
                                  • left_handed Re: Co? 16.02.08, 21:48
                                    tak zdecydowanie :)
    • another_story Re: Bieda 15.02.08, 15:15
      > A to że w Anglii nie byłam to wzbudza tylko politowanie.

      Może problem tkwi w braku inicjatywy z Twojej strony? Weź pod uwagę,
      że obecnie wyjazd na Wyspy nie jest żadnym luksusem - pół Polski
      lata tam i z powrotem do pracy, choćby tylko wakacyjnej. A Tobie,
      jako osobie świetnie znającej język, byłoby o wiele łatwiej niż np.
      moim znajomym z podstawówki, którzy rozumieją po angielsku dwa
      słowa. Upeikłabyś dwie pieczenie na jednym ogniu: podreperowałabyś
      budżet, mając przy tym kontakt z żywą kulturą i językiem.

      > nie potrafię
      > oprzeć się wrażeniu że na zawsze pozostanę gorsza od innych.

      Nie bardzo rozumiem. W Polsce, o ile mi wiadomo, nie obowiązuje
      system kastowy, więc nie jesteś odgórnie przypisana do jakiegoś
      schematu, poza który społeczeństwo zabrania Ci wyjść. Wszystko (a w
      każdym razie większość) zależy od Ciebie i Twoich życiowych
      posunięć. Brzmi to może zbyt idealistycznie, ale entuzjazm
      ostatecznie nic nie kosztuje...
      • sanjoseshark Re: Bieda 16.02.08, 09:01
        I razem z buractwem blokowisk jechac zmywac gary do Anglii? Mozna i tak, ale to
        musi byc straszna kaszana.
        • another_story Re: Bieda 16.02.08, 11:08
          > I razem z buractwem blokowisk jechac zmywac gary do Anglii? Mozna
          i tak, ale to
          > musi byc straszna kaszana.

          Wielu moich kolegów tak zrobiło i wcale nie uważam ich za "buractwo
          z blokowisk". Zresztą, jeśli ktoś zna język i dodatkowo coś jeszcze
          potrafi, wcale nie musi koniecznie zmywać garów.
    • justys84 Re: Bieda 16.02.08, 12:11
      Przyłanczam się do wielu napisanych tu opinii;-). Chyba jestes
      troche za bardzo przewrażliwiona. Ludzie nie pytają się o to, czy
      byłas w Anglii, bo teraz wypada tam jechac. Ja ucze niemieckiego i
      tez każdy się mnie pyta, lub stwierdza, ze pewnie często jeżdze do
      Niemiec (nie jeżdze, bo nie lubie !). Studiuje, na swoje wydatki,
      ksiązki itp. sama zarabiam, chociaż moja rodzina biedna nie jest.
      Ale jestem już w takim wieku, że chce moich rodziców odciążyc, niech
      inwestuja kase w siebie, ja już jestem dorosla i CHCE sama sobie
      radzic.
      Mieszkanko mam małe i nigdy mi to nie przeszkadzało. Przynajmniej
      mało do sprzątania jest i wszyscy się mieszczą. Samochodu swojego
      tez nie mam (ba! Nawet prawa jazdy!), ale nie rozpaczam, wszedzie
      można dojechac autobusem i nawet przyjemniej jest, bo można tam
      zawsze kogoś spotkac (a że jedzie się dłużej-no trudno.)Samochód
      jest dogi, jeszcze go trzeba utrzymac, wole tą kase zainwestowac w
      cos innego.
      I powiem ci cos jeszcze. Znam wielu ludzi w moim wieku, którzy nawet
      nie myslą o tym, żeby się usamodzielnic. Wygodnie im, że rodzice ich
      utrzymuja. Mam nawet znajomą, która nawet faceta dobrała sobie tak,
      żeby był bogaty i miał samochód i mógł ja wozic codziennie na
      uczelnie!bo ona tyłka autobusem pozwozic nie będzie. No i znalazła
      takiego łosia, który jej usługuje,a ona go nawet nie potrafi
      szanowac. Z reszta ona wszystkich traktuje jak służących, wszystko,
      nawet to z kim się przyjazni to czysta kalkulacja (tzn. musi jej się
      opłacac). I wiesz co, ja nie potrafie jej szanowac! Nawet tolerowac!
      (na mój stosunek do niej maja wpływ tez inne historie z nia
      związane, ale to byłoby już nie na temat;))Co wiecej, nie mogę wrecz
      na nią patrzec! Chciałabys być kimś takim?
      Dlatego zamiast się dołowac i wszystkie pytania ludzi odbierac jak
      atak na siebie, bądź dumna z tego co osiągnęłaś, co robisz, z tego
      kim jesteś.
      Pozdrawiam!

      PS: rozumiem Twoja frustracje dotyczącą tego, że inni maja wszystko,
      a Ty musisz sama się o to postarac. Ale czy nie czujesz z tego
      powodu dumy? Że potrafisz?
      • Gość: nvm Re: Bieda IP: *.chello.pl 16.02.08, 12:33
        Rozumiem Cię w stu procentach! Studiuję dziennie, ale odczuwam tak zwaną biede studencką. Nie mam pieniędzy na to, żeby iść ze znajomymi na rynek i wypić kilka piw, choć czasami bardzo bym chciał. Czasem pod koniec miesiąca żywie się ryżem, bo wydałem kase na jakąś książke;) i tak się żyje z dnia na dzień, dorobie sobie czasem udzielając lekcji z matmy, ale chętnych nie ma za wiele. Powiem Ci jedno, wiesz ilu facetów marzy o takiej kobiecie jak Ty? Pamiętam słowa jednego bardzo mądrego człowieka, które skierował kiedyś do mnie. "Szukaj sobie biednej, nigdy bogatej. Bo taka nie będzie rozkapryszona, rozwydrzona i zmanierowana, bedzie cie kochać i będzie wierna". Głowa do góry, los się musi odmienić! Pozatym będziesz miała, jeśli już nie masz, ogromną satysfakcje, że coś w życiu osiągnęłaś własnymi rękoma!
        • Gość: z. Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.08, 12:55
          o bardzo mądrego człowieka, które skierował kiedyś do mnie. "Szukaj
          sobie biedn
          > ej, nigdy bogatej. Bo taka nie będzie rozkapryszona, rozwydrzona i
          zmanierowana
          > , bedzie cie kochać i będzie wierna".
          wybacz ale kojarzy mi się to trochę z tokiem myslenia biznesmena z
          zachodniej Europy co to szuka sobie żony z biednej Europy
          wschodniej ,bo ładna ,skromna ,dobra kucharka ,kochanka ,lubi
          dzieci ,spolegliwa itd.nie lubie takiego gadania ,kocha się lub
          szuka kobiety za konkretne cechy charakteru ,osobowosc ,to cos ,a
          nie za ( jej lub tez jej rodzicow ) stan majątkowy.Nie chcialabym
          nigdy uslyszec takiego tekstu z ust swojego chlopaka-
          "wiesz ,wybralem cie min dlatego ,ze jestes niezamozna i rpzez to
          niezepsuta< w domysle ,masz niewielkie wymagania >"
          • left_handed Re: Bieda 16.02.08, 13:08
            Wogóle, źle bym się czuła w takiej sytuacji gdy facet jest dużo
            zamożniejszy ode mnie. Nie przywykłam do korzystania z tzw okazji,
            jak sobie nie zapracuję to nie mam. Co do wymagań odnośnie ubogich
            dziewczyn, myślę że jak każdy człowiek swój honor mam.I nie
            chciałabym żeby ktoś patrzył na mnie przez przymat zawartości mojego
            portfela.
            • Gość: z. Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.08, 13:16
              Właśnie ,kojarzy mi sie troche to hmmm.. sama nie wiem z jakims
              syndromem kopciuszka i z pozniejszymi wyrzutami typu"wyrwalem cie z
              biedy ,wiec sie nie narzekaj"
            • Gość: Em Re: Bieda IP: 212.87.0.* 16.02.08, 16:28
              Jednak takich ludzi, którzy tak na ciebie patrzą zapraszasz do swojego domu,
              który jest dla ciebie źródłem tych ich spojrzeń.
              Nie wiem, dlaczego źle się czułabyś, gdyby mężczyzna był zamożniejszy od ciebie,
              jeżeli tak bardzo potrzebujesz wysokiego poziomu materialnego. Źle byś się
              czuła, bo masz kompleksy, myślę, że on by się jeszcze gorzej czuł z takim twoim
              podejściem.
              Wiele udanych zwiazków to właśnie takie, gdzie jedno jest mniej zaradne życiowo
              lub pochodzi z uboższej rodziny a drugie z lepiej sytuoawnej i dla takiej osoby
              oznacza to większe możliwości rozwoju, oparcie, bezpieczeństwo bo przecież
              związek to nie ambicje ale uczucia.
              • Gość: z. Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.08, 20:02
                sam sobie przeczysz ,najpierw piszesz:
                > Wiele udanych zwiazków to właśnie takie, gdzie jedno jest mniej
                zaradne życiowo
                > lub pochodzi z uboższej rodziny a drugie z lepiej sytuoawnej i dla
                takiej osoby
                > oznacza to większe możliwości rozwoju, oparcie, bezpieczeństwo
                a zaraz po tym ni z gruszki ni z pietruszki;):
                > związek to nie ambicje ale uczucia.
                ciekawe ,bo z wczesniej zacytowanego przeze mnie zdania wynika cos
                zupelnie innego.
                • Gość: Em Re: Bieda IP: 212.87.0.* 16.02.08, 20:40
                  Najwyraźniej nie rozumiesz sensu tego co czytasz. Związek - dobry - to nie
                  ambicje , ale uczucia, nie ambicje aby ta druga strona nie patrzyła na mnie z
                  góry, bo nie będzie patrzeć z góry, bo nie na tym związek polega, aby jedno na
                  drugie patrzyło z góry.
                  Dlatego w sytuacji gdzie jedno jest biedniejsze a drugie zamożne ta biedniejsza
                  strona znajduje poczucie bezpieczeństwa, oparcia a nie przekonanie, że jest
                  "gorsza". I to jest dobre.
                  • Gość: z. Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.08, 22:20


                    > Dlatego w sytuacji gdzie jedno jest biedniejsze a drugie zamożne
                    ta biedniejsza
                    > strona znajduje poczucie bezpieczeństwa, oparcia a nie
                    przekonanie, że jest
                    > "gorsza". I to jest dobre.

                    bzdury,
                    • Gość: Em Re: Bieda IP: 212.87.0.* 19.02.08, 18:16
                      No jasne, jak się wchodzi w związki polegajace na seksie to oczywiście to co
                      piszę to bzdura.
                      • Gość: z. Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 22:26
                        Gość portalu: Em napisał(a):

                        > No jasne, jak się wchodzi w związki polegajace na seksie to
                        oczywiście to co
                        > piszę to bzdura.

                        kto wchodzi? kobieto naucz sie czytac albo nie wiem zmien skladnie
                        bo cie totalnie nie rozumiem.Jeszcze rozumiem jakbym pisala z
                        obcokrajowcem?ale ze Polka nie rozumie slowa pisanego?
                        • Gość: Em Re: Bieda IP: 212.87.0.* 23.02.08, 19:53
                          Agresję można i trzeba leczyć. Dyskusja polega na odpowiadaniu na wypowiedzi a
                          nie ubliżaniu rozmówcy. Jeżeli nie zgadzasz się z moją wypowiedzią to podaj
                          dlaczego, a ty tego nie robisz, tylko piszesz"bzdury" a w końcu ubliżasz.
                          Z takim poziomem to wypowiadaj się na czatach, a nie na forum.
        • alex_koz Re: Bieda 16.02.08, 15:46
          Gość portalu: nvm napisał(a):

          Pamiętam słowa jedneg
          > o bardzo mądrego człowieka, które skierował kiedyś do
          mnie. "Szukaj sobie biedn
          > ej, nigdy bogatej. Bo taka nie będzie rozkapryszona, rozwydrzona i
          zmanierowana
          > , bedzie cie kochać i będzie wierna".

          <lol>
          o moj boze! nominuje powyzszy tekst do bzudry miesiaca!
          i slusznie ktorys z forumowiczow pisze, ze jest to punkt widzenia
          mieszkancow Zachodniej Europy co szukaja malzonki na Wschodzie bo
          bedzie z niej doskonala kucharka i kochanka w jednym:))

          szczerze mowiac rownie dobrze mozna szukac bogatej dziewczyny a nie
          biednej, bo bogatej woda sodowa nie uderzy od glowy jak tylko dorobi
          sie lepszego samochodu,a biednej uderzy i zwyciezy jej chec
          szpanowania tym wszystkim czego sie dorabia. i tak sobie mozemy
          bzdurne uogolnienia na forum pisac bez konca.
          :))
        • Gość: marajka Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.08, 17:53
          Słowa głupiego człowieka, bo głupi ocenia ludzi po grubości
          portfela. Biedna nie może stać się rozkapryszona? Biedna nie skoczy
          na bok? Kobieta to nie pies ze schroniska!
    • Gość: montek Re: Bieda IP: *.net128.okay.pl 17.02.08, 00:23
      Jak czytam takie posty to krew sie we mnie burzy. Sa ludzie ktorzy
      nie potrafia sie cieszyc z tego co maja, wiecznie tylko zazdroszczą
      innym. Problem jest tylko taki, ze czesto nie znaja sytuacji tych
      innych bogatych. Bo czesto to nie jest tak wcale kolorowo. Ja np.
      mam na zycie w krakowie miesiecznie 500zl- tyle dostaje stypendium
      naukowego, od rodziców nic, procz oplat na komure i prowiantu co
      tydzien ( rodzice sa na emeryturze i poprostu nie maja). Socjalne
      jak sie okazuje tez mi nie przysługuje bo mamy za wysokie dochody,
      zabawne. Za mieszkanie płacę 400 zł. Tak wiec na zycie mam 100 zł.
      Studiuję dzienie, 4-ty rokI. Są okresy suszy - kiedy jem sam makaron
      przez cały tydzień. Ale sa i lepsze okresy, a to dostane jakies
      zlecenie, a to wygram w konkursie. Zawsze dodatkowa kasa. I wiesz co
      left-handed, nie narzekam, bo nie mam na co. Chodzę dobrze ubrana,
      jezdze na narty. Chodzę do kin i teatrów. Miesiąc temu kupiłam
      samochód- jeszcze z pieniędzy z Anglii. I wiesz co sa tacy co mi
      cholernie tego samochodu zazdroszcza, i po katach gadaja, ze sie
      lansuje. Gardzę takimi ludzmi, co tylko narzekaja, ze im zle i zycie
      niesprawiedliwe. Bo wiekszosc 'bogatych' osob bardzo ciezko pracuje
      na swoj sukces tylko sie poprostu nie przyznaje do tego. Jest wiele
      sposobów pozyskiwania pieniędzy. Znajdz kilka źródeł zarobku i nie
      poprzestawaj na jednym. Bierz udział w konkursach, szukaj zleceń.
      Wbrew pozorom z tego jest niezła kasa. Jesli masz pasje, w zyciu to
      nie bedziesz myslec o tym co mówią inni. Idz za tym co lubisz, nie
      oglądaj sie na nic. Ja zyje z dnia na dzien liczac ze jakos to
      bedzie, mam ochote isc na impreze- ide choc mam ostatnie 20 zł w
      portfelu. Jutro bede sie zastanawiac skad skombinowac na zarcie. Ide
      bo nie zamierzam z niczego rezygnowac, moze to troche głupie
      podejscie, ale jakos zyje i od 4 lat studiów mam sie dobrze. I wiesz
      co jestem szczesliwa i mam potworna satysfakcje z tego kim jestem i
      jak sobie radze w zyciu. Bedzie co wspominac po studiach :) zycze
      powodzenia i zmany podejscia, bo dziewczyno masz bardzo komfortowe
      warunki
      • Gość: AJEm Re: Bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.08, 12:40
        Jeśli chcesz być naprawdę bogata pomyśl o tym, czego nie można kupić za pieniądze:) Nie oglądaj się na ludzi z wypchanymi portfelami, którzy nie potrafia wytłumaczyc swoim pociechom, gdzie w zdaniu leży czasownik;d Po filologii masz świetne perspektywy... :) Nie pozwól sobie by w Tobie się rozwinął kompleks niższości, to Ty to tak odbierasz... reszta wcale nie widzi ile masz w portfelu :) i chyba ich to nie obchodzi ... Ja jakos szczególnie nie zagłębiałam się w kwestie finansowe moich znajomych... skąd pochodzą itd... po co? Ludzie nie patrzą na wszystko przez pryzmat pieniędzy... Po prostu gloryfikujesz to czego Ci brak, rób odwrotnie:) Szlaknka do połowy pełna pamiętaj! :-)
    • rama24 Re: Bieda 22.02.08, 10:05
      Ty ich uczysz!! Można być bogatym nie tylko materialnie! To ich
      zazdrość, mają pieniądze ale nie mają tej wiedzy. A tu przychodzi
      ktoś inteligentny, młody....Nie przejmuj się!
      • left_handed Re: Bieda 22.02.08, 18:40
        Niby tak, ale czy ci ludzie też na to patrzą tak jak wy. Jedna
        rodzina płaci mi za uczenie ich dzieci 400 zł. To chyba dużo prawda?
    • Gość: lek Re: Bieda IP: *.chello.pl 23.02.08, 23:49
      Jestem studentką medycyny.Pochodzę z bardzo biednej rodziny,ale nigdy nikt nie
      dał mi odczuć,że jestem gorsza,bo moi rodzice nie są lekarzami,bo nie mam
      samochodu,fajnych ciuchów,kasy...Poznałam wspaniałych ludzi,którzy bardzo mi w
      życiu pomogli i w sumie pomagają mi cały czas :) Udało mi się wyrwać z "mojego
      środowiska" i stanąć na nogi:)Za parę lat dostanę dyplom lekarza. Teraz może być
      już tylko lepiej :D A na koniec powiem,że nie ważne co mamy,ale to kim
      jesteśmy,a ludźmi nie ma co się przejmować!!! Trzeba po prostu robić
      swoje.Pozdrawiam :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka