Mój szef odchodzi ,strata to nie miłosierna,ja pracuję w tej firmie kruciutko, ale już jestem kandydatem na szefa 10 osobowego składu.Dowiaduję się tego dziś, wykonuję dwa telefony i strugam głupola jak zwykle.Góra już wie o tym od kilku dni że mi będzie proponowane stanowisko, zdarzyłem to zauważyć.Zero profitów z tego tytułu tylko układ został by ten sam czyli moi ludzie i ja byśmy mieli fory.Ostateczna decyzja o demnie zależy, albo kogoś zatrudnią z zewnątrz po układzie osoby jak najbardziej niechcianej albo ja podejmę się.Jeżeli nie to zostanie układ rozpieprzony i się pogorszy, mam dylemat zrobić to dla ludzi czy olać.Nie leży mi to całkowicie,wiąże się z dużą odpowiedzialnościa i bycie pod telefonem praktycznie non stop.Szerze to mam to w tyłku tymbardziej że plany mam trochę inne a mianowicie prawdopodobnie wyjeżdżam.I zresztą cenie sobie spokuj poza pracą chce mieć święty spokuj a tak odpowiadam za wszystkich i ich czyny, godząc stary układ życia z pracownikami i górą, za dwa cycki ciągnąć się nie da jednocześnie ,więc pozostaje improwizacja, wszak górę mam w dupie a z ludźmi żyję w pracy

kwestia zastanowienia się.Ale chyba zrobię to dla ludzi bo kożyści z tego nie będę miał a póki co zgrany zespół szkoda to rozpieprzyć.