Gość: MICHU
IP: 192.168.0.*
13.12.01, 10:52
W PS znalazłem wczoraj wywiad z B.B. Wklejam go w całosci:
"PIĘTNAŚCIE zwycięstw i 8 remisów, a więc 23 mecze bez porażki. 53 punkty i
bilans bramkowy 40-9 - to osiągnięcia, jakie minionej jesieni zanotował
piłkarski zespół Lecha Poznań. Nic zatem dziwnego, że poznaniacy prowadzą w
tabeli drugiej ligi, a ich dorobek punktowy wskazuje, że już teraz o Lechu
można mówić jako o pewnym kandydacie do awansu do ekstraklasy. Te wyniki
poznańscy piłkarze osiągnęli pod wodzą trenera Bogusława Baniaka, z którym
rozmawiamy o tych pomyślnych dla klubu minionych miesiącach.
- Jak by pan krótko skomentował pobyt w Poznaniu?
- Taki dorobek to ewenement w skali kraju. Do tegorocznej jesieni trzeba bowiem
dodać jeszcze wiosenne mecze poprzedniego sezonu, kiedy Lech bronił się przed
spadkiem do trzeciej ligi. Wielkopolska to szczęśliwy dla mnie region. Kilka
lat temu z powodzeniem pracowałem także w Amice Wronki. Jestem zauroczony
Poznaniem i poważnie zastanawiamy się z żoną, czy nie przenieść się do miasta
na stałe.
- Przyjechał pan jednak do Poznania ze strachem.
- Rzeczywiście. Trzeba nie lada odwagi, by przejąć drużynę w takim stanie, w
jakim Lech był na wiosnę. Wielu znajomych trenerów odradzało mi ten krok,
pukając się znacząco w czoło. Co sprawiło, że jednak zdecydowałem się podjąć
wyzwanie? Otóż spotkałem młodych, ambitnych ludzi. Na dwóch płaszczyznach. Tych
w szatni i w gabinetach prezesów. Nie mogłem zrozumieć, jak z takim potencjałem
drużyna może sterować w stronę trzeciej ligi.
- Najpierw udało się uniknąć degradacji.
- Po utrzymaniu się, postanowiłem pójść za ciosem. Hasło "Lech do I ligi" było
rzucone może zbyt buńczucznie, ale oparte o widok rodzącej się wśród zawodników
atmosfery. Wiedziałem, że przy niewielkich wzmocnieniach, nie będzie to hasło
bez pokrycia. Nastąpiła jednocześnie niesamowita integracja całego środowiska
sportowego w Poznaniu. Twierdzę, że na obecną pozycję Lecha zapracowali wszyscy
z nim związani - od sprzątaczki do prezydenta miasta.
- Czy to oznacza, że na Bułgarskiej zapanowała sielanka?
- Skądże. Sukces sportowy jest niepodważalny, jednak sytuacja organizacyjno-
finansowa nadal niepewna. Brak sponsora, a za plecami długi. Przepraszam, jest
jeden sponsor - wspaniała poznańska publiczność. 20 tysięcy widzów na meczu to
coś fantastycznego.
- Przed rozpoczęciem sezonu apetyty było skromniejsze.
- Bo też skromna była moja kadra. Na szczęście samolot o nazwie Lech dobrze
wystartował i jeszcze lepiej wylądował. Większość meczów była cudowna i
dramatyczna. Szczególnie te o Puchar Polski. Takich spotkań jak z Amiką czy
Pogonią Szczecin nie zapomni się do końca życia.
- Rywale w końcówce sezonu liczyli, że lechici słaniać się będą na nogach po
takiej dawce meczów: w lidze, Pucharze Polski i Pucharze Ligi. Tymczasem
spotkało ich rozczarowanie.
- Wyzbyłem się charakterystycznego dla większości trenerów przywiązania do
nazwisk. W Lechu jesienią grało stale 18-20 zawodników, co dało możliwość
umiejętnego szafowania siłami piłkarzy. W efekcie w listopadzie graliśmy takim
samym tempem jak w sierpniu, pokazując skuteczny finisz.
- O Lechu zrobiło się głośno w całej Polsce.
- Klub pojawił się w mediach, a to zaowocowało fenomenem czegoś na kształt mody
na Lecha. Na Bułgarskiej chcą grać uznani piłkarze. Także byli zawodnicy Lecha,
występujący w zagranicznych klubach. Przykłady Darka Skrzypczaka czy Mirka
Trzeciaka są tego dowodem. To najważniejsza sprawa.
- Głośno było o piłkarzach, ale także o widowni.
- A kto ma taką widownię w Polsce jak Lech? Staliśmy się przykładem, jak
stworzyć bezpieczny, kolorowy stadion, gdzie na mecze przychodzą całe rodziny.
To zaowocowało przyznaniem Poznaniowi meczu z Kamerunem.
- Wybiegnijmy o kilka miesięcy do przodu. Jaki, pana zdaniem, ma być Lech
pierwszoligowy?
- Sytuacja organizacyjno-finansowa powinna być na tyle wyprostowana, żeby klub
mógł odpowiednio się wzmocnić. Nie ma mowy o wymianie kadry, która wywalczy,
mam nadzieję, awans, lecz o wzmocnieniu, które istotnie zwiększy siłę drużyny.
Jednocześnie musi nastąpić większa stabilizacja. Kontrakty powinny być nie
jednoroczne, a podpisywane na kilka lat. Już wiosną Lech musi udokumentować
swoje aspiracje do ekstraklasy. A potem powinny nastąpić ze trzy hity
transferowe. Zaznaczam jednak, że potrzebować będziemy zawodników z
charakterem, pasujących do stylu gry, jaki prezentuje Lech.
- Obecna kadra składa się w większości z piłkarzy, którzy rok temu radzili
sobie na boisku znacznie gorzej niż obecnie. Skąd taka zmiana?
- W drużynie powstała rywalizacja i szacunek dla pracy. W Lechu, żeby załapać
się do meczowej osiemnastki, trzeba pracować przez cały tydzień. W ten sposób
Norbert Tyrajski stał się jednym z lepszych bramkarzy w Polsce. W ten sposób
Mariusz Mowlik, niemal z czwartej ligi, trafił do młodzieżowej reprezentacji
Polski. W szerokiej kadrze pojawiły się młode talenty: Telichowski, Stachowiak,
Nawrocik. Kibice niebawem o nich usłyszą. Ci zawodnicy oswajają się z ligową
atmosferą. Dodam, że w trenerskiej pracy pomagają mi sławy Lecha: Mirek
Okoński, Czesiek Jakołcewicz czy Damian Łukasik. To też ma ogromne znaczenie.
- Gdyby miał pan wymienić piłkarzy, którzy wnieśli największy wkład w jesienny
dorobek Lecha?
- Odpowiedź byłaby następująca: zespół, zespół, zespół. I jeszcze trzy
wykrzykniki."