Dodaj do ulubionych

Język mniejszości w urzędach

04.11.04, 17:29
Co sadzicie i decyzji Sejmu, który nie zgodził sie na wprowadzenie języka
mniejszości jako pomocniczego w urzędach gmin?
Obserwuj wątek
    • justusz Re: Język mniejszości w urzędach 06.11.04, 09:55
      nie widze w tym nic niepokojacego i zdroznego. Przyładem parlament unii
      europejskiej ze sztabem tłumaczy.
    • azmin Re: Język mniejszości w urzędach 09.11.04, 16:40
      Tak sie sklada ze nie ma w tych sprawach dyskusji a spodziewalem sie burzy...
      Dziwi mnie to niepomiernie albo moze forum wybiorczej nikt nie czyta :)
      • odziej Re: Język mniejszości w urzędach 09.11.04, 18:53
        forum czytamy ...ale nie zawsze jest warto się włączać do rozmowy, ale ad
        rem...osobiście zgadzam się z posłami.Dlaczego? M.in. z powodu automatycznego
        wzrostu kosztów obsługi w urzędach-urzednik musiałby posługiwać się językiem
        danej mniejszości, trzeba byłoby raz jeszcze oznaczyć cały budynek(powiedzmy że
        w bielsku trzeba by było umieścić dodatkowo białoruskie i ukraińskie
        tabliczki), podobnie dokumentacja oraz formularze musiałaby być też
        tłumaczona,etc.. I chociaż taki urząd byłby bardziej dostępny dla ludzi (chyba
        jedynie tych starszych) to w ostatecznym rozrachunku wyobraźmy sobie całe
        zamieszanie jakie mogłoby wyniknąć z proponowanych zmian-a ciężar i tak spadłby
        na petentów, bo urzędnik kochani pracuje do punkt 17 i fini...a jeszcze
        dodatkowy wydatek w budżecie, który pochodzi z naszych podatków...
        Z drugiej strony żyjemy w kraju gdzie mniejszości nie są traktowane aż tak
        źle...wiadomo że skupiają się razem i mamy tego świetny przykład w Bielsku-czy
        ktoś ich nie nęka?Młodzi ludzie żyją razem i nie ma znaczenia czy są z
        mniejszości czy też należą do większości, a starsi żyję w dierewniach i ich
        sprawami powinny się zajmować dzieci.
        Nie warto sobie uprzykrzać życia:)

        PS: sam należę do mniejszości i po swojomu howoryti umieju-pzdr.

        • marzena5510 Re: Język mniejszości w urzędach 09.11.04, 19:36
          Popieram przedmówcę.

          A jezeli chodzi o Bialoruską mniejszość narodową to wydaje mi się że raczej
          rozmawiają "po naszomu", albo w jęz rosyjskim. Obawiam się ze jęz białoruski
          staje się martwym językiem i można w poprawnej formie go usłyszeć juz tylko w
          II LO z BJN. To przykre, ale tak wlasnie jest. Myśle ze większość ludzi
          należących do mniejszości narodowych doskonale sobie radzi w polskich urzędach.

          Powiedzmy sobie szczerze - jezeli już mówimy o polskich urzędach - to chyba
          wiekszym problemem jest ogólne zamieszanie jakie w nich panuje, zawilosć
          procedur. Myśle ze zamiast zabierać sie do wprowadzania zmian posłowie powinni
          raczej zabrać się do uporządkowania i uproszczenia tego co jest i utrudnia
          życie nie tylko ludziom przynależącym do mniejszosci ale i Polakom. Moim
          zdaniem bariera językowa ma malutkie znaczenie przy balaganie jaki panuje w
          urzędach.

          Osobiście nie mam nic przeciwko ludziom należących do mniejszości, aczkolwiek
          nie wiem kogo zaliczamy do mniejszosci białoruskiej. Czy wszystkich
          rozmawiających po swojomu, czy tych którzy mają korzenie Białoruskie i o tym
          doskonale wiedzą, czy może wszystkich którzy po prostu czują sie Białorusinami.
          Ja też kocham ten nasz jezyk chachłacki i jak pojade na uczelnie i niechcący mi
          się wymknie "a żeb tebe licho" albo "ne bery do holowy, bery na poleczy bude
          lohczej" to tak się patrzą na mnie dziwnie, jakbym po chińsku coś powiedziala.

          Pozdrawiam "wsiech siabrow i siabrouki".
          • s-wis.p-sia Re: Język mniejszości w urzędach 09.11.04, 20:07
            Niedawno rozmawiałem z jedną "pyrą" (poznanianką) na GG i powiedziałem do niej -
            w żartach oczywiście - "Idi w kiebieni fieni", a ona do mnie: "A co to jest
            kiebienia fienia?" :)))
            • marzena5510 Re: Język mniejszości w urzędach 09.11.04, 23:09
              s-wis.p-sia napisała:

              > Niedawno rozmawiałem z jedną "pyrą" (poznanianką) na GG i powiedziałem do
              niej
              > -
              > w żartach oczywiście - "Idi w kiebieni fieni", a ona do mnie: "A co to jest
              > kiebienia fienia?" :)))
              No to bardzo dobre pytanie zadała... "Fienia" to chyba imie, a "kiebieni" co
              oznacza. Bo jeszcze sie mówi "... w kiebieni matier". Wysdaje mi sie ze to
              oznacza coś calkiem niesympatycznego, wiec dobrze ze niezrozumiała :)
      • texciarz Re: Język mniejszości w urzędach 09.11.04, 20:33
        1. Może skrajni, umiarkowania albo łagodni nacjonaliści obu nacji nie czytają
        tego forum?
        2. Po swojomu howoryty wmiju, ale z białoruskim i to pisanym miałbym kłopoty.
        Podejrzewam, że niektóre formularze trzeba byłoby mi tłumaczyć, abym mógł je
        wypełnić.
        3. A co ja, kurna, po polsku nie nauczyłem się mówić, czytać i pisać?
    • wiktowoj Re: Język mniejszości w urzędach 10.11.04, 12:04
      U nas w Bielsku to wogóle byłby harmider. Takie dwu czy też trójnazewnictwo nie
      sprawdziłoby się. Żaden przedstawiciel mniejszości nie potrafiłby dobrze
      odczytać nazwy, zgodnie z regułami danego jezyka napisanej. Ludzie rozmawiają
      po swojemu, każda wieś ma nieco inny dialekt i niech tak pozostanie w kiebieni
      matieri.
      • marzena5510 Re: Język mniejszości w urzędach 10.11.04, 13:33
        Może wiesz kolego co znaczy to "kiebieni". Jest to dość popularne u nas
        powiedzonko jak widać i słychać - tylko czy ktoś wie co oznacza? Tak jak na
        przykład "swołocz". Czy to się tłumaczy na polski???
        • wiktowoj Re: Język mniejszości w urzędach 10.11.04, 14:34
          Coś brzydkiego, lecz nie wiem dokładnie co, spróbuje się dowiedzieć.
        • odziej Re: Język mniejszości w urzędach 10.11.04, 17:02
          Powinno się użyć stwierdzenia "excliptic lirycs" :) Ale prywatnie każde
          przekleństwo brzmi lepiej powiedziane w języku obcym niż ojczystym - uwielbiam
          kląć po francusku... ale co do "idi kiebieni fieni" to oznacza to mniej
          więcej "idź gdzie chcesz" albo "idź gdziekolwiek".... a swołocz, bladź itp.
          myślę, że nie wymagają tłumaczenia.-pzdr
          • andrijko Język mniejszości w urzędach 12.11.04, 14:16
            Co do ustawy o mniejszościach, to chyba nic nie zmieni w życiu polskich
            mniejszosci. Jej uchwalenie byłoby natomiast ważnym aktem świadczącym o
            istotnej tolerancji, przynajmniej na papierze, aktem, który przypieczętowałby
            kilkusetletnią wspólną historię narodów żyjących w Rzeczpospolitej. Bo raczej
            nie spodziewałbym się realnego jej wpływu na poprawę statusu mniejszości. Na
            Podlasiu jedyną - moim zdaniem - mniejszością narodową z prawdziwego zdarzenia
            są Litwini. I oni rzeczywiście mogą w jakimś stopniu wykorzystać niektóre
            zapisy ustawy w praktyce. A raczej przypieczętować nimi stan obecny. Bywam w
            Puńsku - stolicy polskich Litwinów. Napisy w sklepach, knajpach są po litewsku,
            dookoła słyszy się litewski, także w gminie. Po wprowadzeniu ustawy pozostałoby
            tylko wprowadznie dwójęzycznych tablic. Natomiast Białorusini i Ukraińcy nie
            będą w stanie "skonsumować" przepisów o dwójęzycznych nazwach czy
            porozumiewaniu się przez tłumacza w gminie czy urzędzie. Ukraińców jest za mało
            i są raczej ruchem inteligenckim, dosyć elitarnym przez to nie masowym.
            Natomiast Białorusini to Białorusini w większości z nazwy a nie ze świadomości
            narodowej. Też mam w rodzinie takich - z nazwy, jednak wcale nie
            zainteresowanych historią, polityką czy językiem białoruskim. Zresztą sami
            działacze białoruscy - ci z kręgu Czasopisu zdają sobie z tego sprawę.
            Określają ilość Białorusinów wśród "białorusinów" na jakiś tam ułamek procenta.
            Takim "białorusinom" na pewno nie zechce się wymagać tłumacza w urzędzie, nie
            podpiszą też petycji - które na pewno organizacje białoruskie będą niedługo
            rozpowszechniać - o dodaniu białoruskiej nazwy miejscowości. A praktyka w
            urzędach jest taka że gdzieniegdzie i bez ustawy mówi się "po swojomu", w
            innych miejscach nawet ludzie ruskiego pochodzenia po przekroczeniu progu
            urzędu przestawiają się na mowę urzędową - to znam z praktyki włąsnej bo jeżdżę
            po terenie. Z nazwami też będzie trudno - bo jak napisałem wyżej - mało komu na
            tym zależy. Trudno jednak od osób bez świadomości narodowej wymagać, by
            domagali się uznania jawnych przejawów ich odrębności narodowej, jakimi są np.
            dwujęzczne nazwy miejscowości. O cyzm đwiadczą zreszta także głosy i na tym
            Forum. Zresztą - z trzeciej strony z nazwami na Podlasiu będzie i inny problem,
            o którym pisała Prof. Smułkowa w swej książce "Białoruś i pogranicza".
            Mianowicie nazwy na południe od Narwii jednoznacznie ukraińskie, często nawet w
            takiej formie zapisane po polsku, trzeba będzie przetłumaczyć na bardzo
            odmiennie brzmiące po białorusku - i przetłumaczyć miejscowym "białorusinom" że
            to po ichniemu i żeby sami walczyli z władzą o takie właśnie nazwy. Np
            Telatycze, w tutejszej gwarze ukraińskiej - Telatyczy trzeba by nazwać
            Cialaciczy. Może gdzieś się to uda - ale nie będzie na pewno masowe. Także z
            tych zapisów - wg mnie - skorzystają tylko Litwini, Kaszubi i Niemcy - i to
            chyba przciwko tym ostatnim /ze strachu przed nimi/ prace posuwają się tak
            wolno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka