demo_driver
01.05.02, 11:08
Z usmiechem na twarzy przyjezdzam zawsze do Hajnowki. No bo jak tu sie nie
usmiechnac na widok tylu nowych swiatyn... Wydawac by sie moglo ze miasto
rozwija sie, kwitnie. W starozytnej Grecji budowa swiatyn byla wszakze oznaka
rozkwitu kultury, spoleczenstwa, gospodarki. Co wiec sie dzieje w Hajnowce? Czy
przezywa taki wspanialy okres? Alez nie! Wrecz odwrotnie! Z Furnelu zostana
wkrotce tylko wiory, PKP pada i wkrotce zamknie nawet polaczenie z Czeremcha,
najwieksza inwestycja w powiacie - Szpital w Hajnowce przezywa kryzys... O czym
wiec tu mowa? Ano o tym jak uczucia ludzi sa wykorzystywane przez
swiatobliwych. Wiedza ze czlowiek dotkniety bieda, nieszczesciem mmoze zwrocic
swa twarz ku Bogu, widza tez iz takiego czlowieka mozna wydoic z gotowki...
Sprzedaje sie bezrobotnym, biednym ludziom pomysly finasowania budowy nowych
miejsc pracy... dla ksiezy. Czy to jest potrzebne? Czy Hajnowce potrzeba az
tyle kosciolow? Dlaczego nie pomysla o tym ksieza, gmina, wladze miasta?
Dlaczego miasto nie jest proaktywne w sferze gospodarczej, dlaczego nie
przyciaga inwestorow? Czy nie lepiej byloby sprzedac dzialke zamiast na nowy
kosciol to pod jakas fabryke, albo zaklad? Nie chce tu umniejszac roli zycia
duchowego czlowieka, ale sadze ze priorytety powinny sie zmienic. Za pare lat,
kiedy Hajnowka opustoszeja (bo tak sie musi stac skoro nie ma nowych miejsc
pracy), kiedy wyjada z niej wszyscy mlodzi ludzi i kiedy pozostana tu tylko
instytycje budzetowe - szpital, szkola, wiezienie, policja... okaze sie ze
kiedys moze byloby rozsadniej wlozyc kase zamiast na kosciol to nowy zaklad
pracy, czy na przygotowanie oferty dla inwestorow...