pawlozsiul
27.09.06, 15:41
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=52&w=48522827&a=48522827
Ja zacząłem, zamiast się obrażać dopisujcie dalsze części. Żeby Siwy i
I.Madzia nie marudzili - o Partizanie.
TAJEMNICZE ZNIKNIĘCIE PARTIZANA
Kwadrans, może dwa - czas stanął dla niego w miejscu - wpatrywał się w
monitor, poruszając niekiedy myszką, by wyłączyć wygaszacz i przywrócić te
kilka zdań maila, które znał już na pamięć. Ciągle nie mógł wyjść z szoku.
Prędzej spodziewałby się zobaczyć w progu Berezowca z kwiatami i flachą niż
otrzymać list od Romana. Był niemal stuprocentowo pewien, że jest to
jewrejsko-mniejszościowa prowokacja, pozostawał jednak drobny, malutki cień
wątpliwości.
Miał jasno sprecyzowane zadanie, mocodawcy dali mu czas do listopada, w innym
przypadku... Nie, to było zbyt straszne - wolał nie myśleć, co będzie jeśli
nie zdąży. Wiedział doskonale, że z Sycylijczykami nie ma żartów. Propozycja
Romana dawała mu nadzieję na to, że zadanie wykona w terminie. Jeżeli nie
była prowokacją, oczywiście. Z drugiej strony - zniknięcie Partizana mogło
wskazywać, że oferta Romana jest poważna.
Postanowił zaryzykować. Założył na nos spinacz i rozpoczął szperanie w
bieliźniarce. Po dwóch minutach, ledwo dysząc wydobył wreszcie malutki
kawałek plastiku. Włożył go do aparatu, w pamięci był tylko jeden numer.
Serce waliło mu jak młotem, kiedy nacisnął *połącz*:
- Ckmi to pierdoła - podał hasło
W słuchawce zapadła cisza. Po dłuższej chwili sympatyczny kobiecy głos
odpowiedział:
- A Cydz to niby nie pierdoła?
Odzew był prawidłowy. Zdał sobie sprawę, że jest do tej rozmowy
nieprzygotowany, wydarzenia dzisiejszego poranka tak go zaskoczyły, że nie
wiedział od czego zacząć. Jak zawsze w takich sytuacjach, kiedy inni prezesi
i agenci służb rozmawiają o pogodzie, Serwis rozpoczął oryginalnie:
- Dwa i pół roku temu na prawosławny Nowy Rok...
* * * * *
Baam zaczynała powoli dochodzić do siebie. Telefon od Serwisa zaskoczył ją
niebywale. I to przywitanie dziwne. Dobrze, że przypomniała sobie, kogo
jeszcze Serwis wypłoszył z forum. Widać, że Cydzem go sobie zjednała. Serwis
mówił już godzinę. Spojrzała na zegarek - 12.43. Za siedemnaście minut ma
wizytę o kosmetyczki i nie zamierza po raz kolejny wysłuchiwać historii
upadku płotu. Choć musiała przyznać, że dzisiejsza opowieść Serwisa nieco
różniła się od wersji, jaką znała z netu. Właśnie dowiedziała się, że
napastników było sześćdziesięciu i wszyscy przyjechali busem Ryśka. Wprawdzie
byli zamaskowani, ale Serwis rozpoznał prezesa SM i Buraka Cukrowego. Podjął
też z nimi nierówną walkę, którą prawie wygrał.
Nie, jednak wizyta u kosmetyczki była ważniejsza:
- Koleś, przechodź do rzeczy - rzuciła do słuchawki
- Więc tak: otrzymałem maila od Romana i nie wiem, czy mam odpowiadać
- Możesz odpowiedzieć, a możesz też pozostawić bez odpowiedzi.
- Czyli jak w końcu?
- Posłuchaj chłopcze, chyba kultura wymaga, aby odpowiedzieć. No ale ty z
kulturą na bakier chyba jesteś, jak widzę.
- Znaczy, że mam szukać Partizana?
Baam wmurowało. Była jedną z nielicznych osób, które wiedziały, co stało się
z Partizanem. Wiedziała też, jak poważne mogą być konsekwencje jego
odnalezienia.
- Możesz szukać, ale tak żeby nie znaleźć...
- Można prościej, jak Jasio Grubber: tak czy nie?
- Sam sobie odpowiedz, ćwoku. Spadaj koleś!
Baam rzuciła słuchawkę. 12.54 - jeszcze zdąży.
* * * * *
Aby nie wzbudzać podejrzeń postanowił robić za grzybiarza. Przy drodze w
Rybołach kupił trzy kilogramy prawdziwków. Punkt znajdował się w lesie od
strony Orli, dlatego dla zatarcia śladów zaparkował samochód pod Redutami.
Otrworzył bagażnik i do koszyka, na dnie którego spoczywała łopatka
delikatnie przesypał dwie reklamówki grzybów.
Las wydawał się pusty, jakież więc było jego zdziwienie, gdy nagle wyrosła
przed nim kobieta. Też z koszykiem, tylko bez grzybów.
- O, jakie grzyby piękne! Dawno pan je zbiera?
- No, trochę... - Pawlo nie należał do gadatliwych
- A trochę to godzina, dwie?
- Zegarka nie mam...
- A gdzie je pan znalazł? Jakieś miejsce jest?
- Tu i tam...
- Bo wie pan... ja chodzę już po tym lesie cztery godziny i znalazłam dwie
podzielonki. Ale potem spotkałam takiego jednego pana, który kazał mi je
wyrzucić, bo to są podobno grzyby trujące. A ten grzyb, nie wie pan - jadalny
jest?
Akurat na grzybach Pawlo się nie znał. Aby uwolnić się od kobiety rzucił na
odczepnego:
- Po drugiej stronie szosy są prawdziwki.
- Bardzo dziękuję, to ja tam już idę.
Pozbywszy się niechcianej towarzyszki dotarł wreszcie do Zielonego Dębu. Stąd
już tylko 30 kroków na północ, następnie wzdłuż rzeki, przy trzecich
żeremiach skręcić na wschód. Zatrzymał się tuż za pagórkiem i dyskretnie
wydobył z dna koszyka łopatkę.
Jeszcze dwa machnięcia. Jest - kapsel. Partizan zawsze wraz z wiadomością
zostawiał butelkę Heinekena. Odetchnął z ulgą. Znów rozejrzał się wokół.
Nikogo nie zauważył. Kilka energicznych ruchów łopatką i ... zdębiał z
przerażenia. To nie był Heineken tylko piwo, które sam ostatnio zostawił w
skrzynce kontaktowej Partizanowi. Partizan nie tylko nie zostawił
wiadomości... On nawet nie podjął ostatniej przesyłki. Coś musiało się stać!
Za plecami usłyszał trzask pękającej suchej gałęzi. Kiedy się obejrzał
zobaczył kobietę pędzącą w stronę czerwonego samochodu. Tak, poznał ją! To
była ta baba upierdliwa, która pytała o prawdziwki. Wiedział, że nie ma
szans, aby ją dogonić - do samochodu miał trzy kilometry.
Trudno. Będzie musiał o wszystkim opowiedzieć moderatorowi.
* * * * *
Ha, ha - Alutka była z siebie niebywale zadowolona. Entuzjazm rozpierał ją
tak, że nawet nie rozejrzała się wyjeżdżając z leśnego duktu na szosę. Nie
zauważyła też, że zderzakiem zaczepiła rowerzystę. Na szczęście jemu było już
wszystko jedno. Mając cztery promile człowiek nabiera zdrowego dystansu wobec
świata - nawet wypadek drogowy nie robi na nim specjalnego wrażenia.
Alutka lubiła grzyby, nie umiała ich jednak zbierać. Ściślej biorąc - nie
znała miejsc. Zawsze uderzał ją w grzybiarzach egoizm. Strzegli grzybnych
miejsc niczym ksiądz tajemnicy spowiedzi. Znała PIN najlepszej przyjaciółki,
wiedziała kiedy zdradza męża, ale gdy pytała ją, gdzie zbiera grzyby ta
udawała, że nie słyszy pytania. Były razem w Pradze, regularnie wpadały do
Pubu, ale gdy próbowała umówić się z nią na grzyby - koleżankę nagle dopadała
miesiączka. I to taka długotrwała - aktualnie miesiączkowała już od połowy
sierpnia.
A dziś taki fart! Widziała, kiedy ten mrukowaty buc wchodził do lasu i po
pięciu minutach miał już cały koszyk prawdziwków. Udało jej się podejrzeć, w
którym miejscu je zbiera. Jutro, jeszcze przed pracą, będzie musiała tam
wrócić. Tylko kupi w SDH worek, a może i dwa worki - w coś te grzyby trzeba
będzie wkładać.
Nie miała głowy do kontrolowania licznika. Nawet nie zauważyła, jak strzałka
prędkościomierza przekracza 130.
* * * * *
Kochał takie ujęcia. Piękne zielsko w promieniach jesiennego, nisko stojącego
słońca z rozpostartą pajęczyną. Step nie przepadał za letnim słońcem, które
bestialsko niszczyło grę barw i półcieni zamieniając każdy obraz w pejzażyk z
plaży w Teneryfie. Co innego jesień czy zima... Wtedy słońce stawało się jego
sojusznikiem, pomagało wydobyć z krajobrazu ukryte sensy i znaczenia trudne
do opisania słowem, za to tak proste do objęcia sercem. Jak choćby ten pająk
białoruski ze swym rękodziełem.
Tak, to ujęcie będzie najlepsze. Pstrrrryk i... co za czort?! Cały kadr
wypełniało czerwone auto. Spojrzał jeszcze raz przez aparat, zwiększył
zoom... Nic, ani śladu pajęczyny. Pęd powietrza porwał ją bezpowrotnie.
Dosyć!!! Step miał już serdecznie dość drogowych piratów. Postanowił
wypowiedzieć im wojnę. Jutro rano zamieści na bielskim forum zdjęcie
samochodu i prowadzącej go kob