narew71
16.09.07, 14:26
Białystok. Płaciliśmy za prywatne telefony, wyjazdy w nieznanym celu, etaty
kolegów prezesa, niepotrzebną reklamę. Setki tysięcy złotych wyciekły z
naszych kieszeni! To rażąca niegospodarność - tylko tak można nazwać to, co
się działo w miejskiej spółce "Lech" w Białymstoku pod rządami obecnego
wicemarszałka Senatu Krzysztofa Putry z PiS. On sam zapewnia, że "Lech" był
dobrze zarządzany.
Jako pierwsi dotarliśmy do raportu z audytu spółki "Lech" za lata 2002-2006
(do jesieni 2005 kierował nią prezes Putra), wykonanego przez Biuro Usług
Księgowo-Audytorskich "Buchalteria". Jego lektura jest porażająca!
Umarzano odsetki
W spółce, którą utrzymują wszyscy mieszkańcy Białegostoku, płacąc za
składowanie śmieci, wydawano lekką ręką pieniądze, nie patrząc na to, czy
wydatki mają jakikolwiek sens, czy nie są zwykłą rozrzutnością!
Po pierwsze, zarząd spółki nie naliczał odsetek firmom, które spóźniały się z
opłaceniem rachunków. Zyskały na tym przede wszystkim duże firmy oczyszczające
Białystok: MPO, Astwa i Czyścioch. Audytorzy wyliczyli, że "Lech" (a więc i
miasto) stracił na tym przynajmniej 202 tys. zł! Nie wiadomo też, na jakiej
podstawie umarzano odsetki - niezbędnych dokumentów dotyczących takich decyzji
nie ma.
Prywata za nasze pieniądze!
To nie jedyne dokumenty, których brakuje w spółce. Badający nie odnaleźli
regulaminu zasad korzystania z usług "Lecha", który powinien zatwierdzić
prezydent miasta. Nie ma też dokumentacji pracy zarządu.
- Księga protokołów, protokoły, uchwały zarządu w zakresie zakupów powyżej
wartości wskazanej w regulaminie zarządu - dokumenty te nie istnieją -
napisali audytorzy.
Podczas kontroli ustalono także, że na koszt spółki prowadzone były prywatne
rozmowy pracowników. Nic dziwnego, że rachunki telefoniczne były ogromne! W
2005 r. średnio miesięcznie wydawano na ten cel 6-7 tys. zł, a we wrześniu
2005 r. (gdy trwała kampania wyborcza do parlamentu) aż 15 tys. zł! Najwyższe
rachunki płacono zresztą za telefon komórkowy prezesa Putry - od 500 do 1000
zł miesięcznie!
- Nie znam treści tego audytu. Jak będę miał możliwość się z nim zapoznać,
będę mógł się do jego treści odnieść - przesłał nam w oświadczeniu
wicemarszałek Krzysztof Putra. - Jestem pewien, że w spółce w czasie, kiedy
byłem prezesem, nie występowały nieprawidłowości. Spółka zawsze miała niskie
ceny usług i niskie koszty funkcjonowania. Nie szczędziła też wsparcia
finansowego wielu potrzebującym (organizacjom sportowym, charytatywnym).
Corocznie osiągała dodatnie wyniki finansowe. Każdego roku była badana przez
biegłych rewidentów, którzy nie stwierdzali żadnych uchybień. Myślę, że jest
to próba medialnego zdyskredytowania mojej osoby przed zbliżającymi się
wyborami parlamentarnymi.
Anna Mierzyńska