Dodaj do ulubionych

Zmarnowany potencjał

05.09.10, 11:54
Wątek tyczy się wszystkiego (postaci, wątków, scen, fragmentów, stylów,
książek) które waszym zdaniem zawierały w sobie potencjał, który został
koncertowo zaprzepaszczony. W moim prywatnym rankingu na czele wysunął się
wątek pyziaczy, a właściwie jego finał. Od czasu, kiedy Pyziak zniknął na amen
bodajże w Brulionie wyczekiwałam na jego powrót i konfrontację z coraz to
bardziej świętą Gabrielą i jej rodziną. Zastanawiałam się co się z nim dzieje,
co spowodowało jego odejście i czemu tak fajnie zapowiadający się chłopak
(pomijając kwiaty jabłoni i wąsik) zamienił się w potwora, jakim go chcą
widzieć Gaba z matką. Pierwsza wzmianka o spotkaniu trzeciego stopnia z
Pyziakiem nie zachęcała. Pijak, awanturnik i do tego burak. Niemniej wciąż
trzymała mnie nadzieja, że autorka trzyma coś w zanadrzu. Niespodzianka
ujrzała światło dzienne i Pyziak wyskoczył z kapelusza w całej swej pyziaczej
glorii. I tutaj moje oczekiwania spadły na ziemie z przerażającym stęknięciem
rozczarowania. Zdegustowanie irytującą sceną z herbatką Róży czy pojawieniem
się komitetu w składzie z Jasiem Juliuszem P. na ślubie angstującej córki to
nic, nic w porównaniu z zawodem, jakim był dla mnie brak jakiejkolwiek
konfrontacji na linii Pyziak-Gaba. Ha, sam Grzesiu Turnau pewnie wkręciłby się
do rozmowy, jako ten mąż na doczepkę, który musiał znosić gabrysiowe
zawodzenie za utraconym stalowookim brunetem. Całe to napięcie, cały ten
kunszt literacki i artystyczny, z jakim Musierowicz mogłaby podejść do tematu
zostało zaprzepaszczone, nie, brutalnie zamordowane. Krótką wzmiankę o
wyjaśnieniu wszystkiego w Sprężynie biorę nie za akt dobrej woli, tylko za
zbywanie czytelników na tej samej zasadzie, na której nie dane nam było
wiedzieć, co było powodem ucieczki Pyziaka. I już się nie dowiemy. To samo z
rozmową, która mogłaby urosnąć do rangi najlepszej sceny w Jeżycjadzie.
Autorka dmuchała balonik oczekiwań, dmuchała i dmuchała, a dmuchając
wspominała Pyziaka, głównie obarczając go winą za bezsenne noce i płacz
Gabrieli, później za podły charakter Laury, dmuchała i dmuchała, a jak już się
nadmuchał i to z pyziaczą głową, to go nie tyle co przekłuła, ale pociachała
na drobne kawałeczki i wyrzuciła do śmieci z miną: "A czego się wyście
spodziewali?". No właśnie, czego? Odrobiny dorosłego spojrzenia na sprawy i
sceny będącej sprawdzianem dla pisarza w Neobachoriadzie? Głupcy z nas i tyle!
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 12:05
      Dla mnie rekordem są Lisieccy. Chłopcy, ktorzy pod wpływem lektury i tzw "dobrego przykladu"
      zaczynają się troche zmieniać, pokazuje się, ze nawet mlodzi "chuligani" nie sa tacy źli, ze wybryki
      dzieci to nie to samo, co podly charakter...
      A potem - kicha. I wiadomo, ze niegrzecznym dzieckiem nie warto się zajmować, bo i tak wyrosnie
      z niego bandyta, ze przemalowanie psa w latach mlodości to pewnik, ze z takiego dziecka wyrosnie
      zły człowiek. Bardzo niewychowawcze, bardzo szkodliwe i bardzo nieprawdziwe.
      • the_dzidka Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 14:56
        O, tak. Zwłaszcza, że jak się tak zastanowić, to nie wiadomo, gdzie się to zło w Lisieckich kryło.
        Przecież to nie była jakaś zdegenerowana rodzina. No bo co? Ojciec pracował w Niemczech. Matka -
        no powiedzmy, że nie była tęczowym kucyponkiem z długimi rzęsami, ale po ludzku tez się
        zachowywała (zrobiło jej się głupio przy rozliczaniu z mamą Borejko, potem łzami oblała Idę po
        uratowaniu życia Jarka/Marka). Wszystko mogło wskazywać raczej na to, że z Lisieckich wyrosną
        jacyś proste chłopaki po zawodówce, może i bez wielikich ambicji, lubiące rozrywkę, dziewczyny,
        piwo i dyskotekę - ale nie takie bandziory przecież! Czyli co, wracamy do stereotypu prostaka z
        wielkiej płyty?...
        • maryboo Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 15:21
          the_dzidka napisała:

          Czyli co, wracamy do stere
          > otypu prostaka z
          > wielkiej płyty?...
          >

          No bo mieszkanie w bloku to zUo! Z takich szarych, ponurych kloców to się
          wywodzą tylko degeneraty - Lisieccy, przygłupawi nauczyciele w stylu pani
          Sznytek i ponure Schoppy. A jak ktoś jest inteligentny i oczytany, to się musowo
          wychowywał w starej kamienicy, panie tego.
          a co najgorsze - ja tez blokowe dziecko jestem...
          • tygrys2112 Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 15:40
            Konrad lata z nożem (czy bagnetem), a wcale nie jest z blokowiska :P Ale on nie jest
            przedstawiany jako degenerat.
            A do postaci pani Sznytek nie mam aż tylu zastrzeżeń. Raczej mi jej bardziej żal.
            • maryboo Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 15:44
              tygrys2112 napisała:

              > A do postaci pani Sznytek nie mam aż tylu zastrzeżeń. Raczej mi jej bardziej żal.

              mnie też. Ale nie zmienia to faktu, że MM stworzyła ją w konkretnym celu -
              pokazac, jacy to beznadziejni pedagodzy chodzą po tym świecie.
            • nessie-jp Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 17:14
              tygrys2112 napisała:

              > Konrad lata z nożem (czy bagnetem), a wcale nie
              > jest z blokowiska :P

              I dlatego właśnie Konrad jest mądry i nad wiek dorosły, że biega z bagnetem, a
              pani Sznytek jest tępawa, niedorozwinięta, z lekką amnezją i na dodatek jada
              śledzie, bo mieszka w blokach.

              Gdyby pani Sznytek nie mieszkała w blokach, toby wiedziała, że wychowany w
              kamienicy Konrad nie podlega żadnym zwykłym ocenom wychowawczym i może sobie
              biegać z dowolną liczbą bagnetów, natomiast pańszczyźniane chłopstwo vel.
              mieszkańcy bloków powinni kamienicznemu paniczowi z ukłonem schodzić z drogi lub
              nadstawiać tętniczki do popodrzynnania. Ponieważ jednak pani Sznytek mieszka w
              blokach, jest durna i ośmiela się podnieść krytykę kamienicznego panicza
              Konrada. I to jest złe i głupie, nieprawda. I to zostaje wyśmiane autorki usty.
          • black-apple Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 15:51
            O, Jedwabińscy jeszcze. Chore, toksyczne, złe małżeństwo. A asystentka Almy nie
            mieszkała w bloku? To mamy kolejną do kolekcji. Ciekawe, czy pani policjantka i
            feministka z pociągu mieszkały w blokach?
            • anutek115 Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 18:19
              black-apple napisała:

              A asystentka Almy nie
              > mieszkała w bloku? To mamy kolejną do kolekcji.

              Nie, mieszkała w domu po babci, zresztą w przeuroczej dzielnicy (torunianka to
              mówi). Ale była bezdzietną starą panną (niewątpliwie NIE kobietą z wyboru
              samotną), która gotowa jest rzucić się na każdego faceta, który stanie w jej
              progu, choćby był Robrojkiem, więc to wystarczy, by ją dołączyć do grona
              nieprawdziwych, obowiązkowo nieudanych kobiet.

              Ciekawe, czy pani policjantka i
              > feministka z pociągu mieszkały w blokach?

              Nie musiały. I tak są wrednymi, bezdzietnymi feministkami i nie masz dla nich
              nadziei ;P.
              • the_dzidka Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 09:34
                > Ale była bezdzietną starą panną (niewątpliwie NIE kobietą z wyboru
                > samotną),

                Przecież gdyby była kobietą z wyboru samotną, byłaby jeszcze gorszym wypadkiem. No bo jakże
                tak, z premedytacją pozbawiać się możliwości wypełnienia pustych ramion i stworzenia wspólnego
                domu, nieprawda. Kobieta samotna z wyboru ma defekt genetyczny i dlatego zaczyna palić i
                farbować się na czerwono. A w ogóle to kobiet samotnych z wyboru nie ma, jest tylko robienie
                dobrej miny do złej gry. ;)
                • ssssen Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 10:18
                  "Kobieta samotna z wyboru ma defekt genetyczny" - ale wiesz, w tym jest sporo prawdy :) Zresztą nie tylko kobieta ale mężczyzna tak samo. Teoretycznie samotność powoduje niemożność przekazania genów, a naturze właśnie zależy na tym, żeby "genu samotności nie przekazać. Nie czepiać mi się, napisałem "t e o r e t y c z n i e"... bo natura często nie nadąża za kulturą ;)
                  • the_dzidka Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 10:34
                    ssssen napisał:

                    > "Kobieta samotna z wyboru ma defekt genetyczny" - ale wiesz, w tym jest sporo p
                    > rawdy :) Zresztą nie tylko kobieta ale mężczyzna tak samo. Teoretycznie samotno
                    > ść powoduje niemożność przekazania genów, a naturze właśnie zależy na tym, żeby
                    > "genu samotności nie przekazać. Nie czepiać mi się, napisałem "t e o r e t y c
                    > z n i e"... bo natura często nie nadąża za kulturą ;)

                    Ojojoj, czuję nadciągającą dyskusję offtopiczną ;)
                    Zacznijmy od tego, że ja tylko trochę ironizowałam mówiąc, że wg MM nie ma kobiet samotnych z wyboru; IMHO takich to jest naprawde niewiele. Częściej jest tak, że w ich życiu po prostu "tak wyszło", po czym odkryły, że jest im dobrze i całkiem sympatycznie w takim stanie i że spokojnie można tak żyć (vide pisząca te słowa). Czyli teoretycznie "genu samotności" nie posiadają, i w sprzyjających warunkach mogą z tego singlostwa wyjść. Oraz przekazać dalej geny ;)
                  • nessie-jp Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 13:48
                    > Teoretycznie samotno
                    > ść powoduje niemożność przekazania genów, a
                    > naturze właśnie zależy na tym,

                    Lepiej poczytaj jeszcze kilka podręczników do biologii, zrozumiesz może wtedy rolę osobników bezdzietnych dla bezpieczeńswa stada.

                    Nie wiem, skąd to powszechne przekonanie, że człowiek jest muszką owocówką?
        • lezbobimbo Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 19:05
          the_dzidka napisała:
          > O, tak. Zwłaszcza, że jak się tak zastanowić, to nie wiadomo, gdzie się to zło
          > w Lisieckich kryło.
          > Przecież to nie była jakaś zdegenerowana rodzina.

          Cale zlo krylo sie w malych Lisieckich, bo im przeciez nikt Nie Czytal Glosno
          Ksiazek! (a lekturami szkolnymi MM gardzi, jak tez przy nieszczesnej Paulince,
          która przez to nieczytanie jest robaczywa)

          Gdy tylko Ida z Krysiem zaczeli robinodchudzac Lisieckich, odkryli jak
          spragnione te biedne, zapuszczone dzieciatka byly literatury jakiejkolwiek! A
          jak wiemy juz z innego watku na forum, nieczytanie tworzy patologie i upadek
          moralny. Tak wiec balsam basni zlagodzil okrucienstwo malych synów zmijowych i
          juz nie przesladowali duzej Idy ani malych zwierzat. Ale potem Idusi deklaracje
          szwungszajbiane sie skonczyly, przestala im czytac i tak Liseccy bezradnie
          stoczyli sie calkiem w czelusc rynsztoka.

          No bo co? Ojciec pracował w N
          > iemczech. Matka -> no powiedzmy, że nie była tęczowym kucyponkiem z długimi
          rzęsami, ale po ludzku tez się> zachowywała

          No i to przeciez jak najbardziej niewlasciwe priorytety zyciowe! Od KK w
          Jezycjadzie zarabiaja tylko kryminalisci i swinie, nie to co ludzie porzundni,
          oczytani..
          Ojciec Lisiecki smial zarabiac na swoja rodzine i na tym tez polegalo zepsucie
          tej rodziny. Wlozyl wysilek w to, aby nie siedziec pasywnie na etaciku
          panstwowym i przeputywac grosze z tego tytulu, nie tlumaczyl glodnym dzieciom,
          ze tylko biedowanie jest uczciwoscia w PRLu, tylko sie zakrecil, zlapal legalna
          fuche i korzystal za granica z obcego, acz zywego jezyka, zamiast powtarzac
          cytaty w niezyjacym narzeczu..
          I ta zua, wyrodna matka Lisiecka, zamiast wydawac na Ksiazki, na Woluminy,
          wolala wydawac cala kase na siebie, na bistory, na zloto i na mieszkanie, na
          jakies peleryny enerdowskie dla swoich dzieci! Pewnie jeszcze mieli co jesc! Nie
          musieli sobie krasc z talerza i chadzac na darmowa wyzerke do bogatszych
          krewnych! Skrajna ohizda i obrzydliwosci po prostu niegodna. No i przez to
          Lisieckim nie czytano..


          • the_dzidka Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 09:24
            Hihi :)
            A przecież Lisieckich mozna było tak fajnie dalej poprowadzić! Nawet można było zostawić to
            nieszczęsne wyłudzanie kasy od dzieciaków. Nastoletnie matołectwo tak zwane. Ale potem Lisieccy
            dorastają, i poważnieją. Wyobraźcie sobie Lisieckiego, który odrywa się spod budki z piwem, żeby
            pomóc mamie Borejko zatachać do domu ciężkie siatki z zakupami. Albo drugiego Lisieckiego, który
            pomaga naprawic rozkraczonego malucha Turnauów i za to bierze sobie trzy złote na browarka.
            Albo rozpędza stado troglodytów goniących Ignasia. I tak dalej, i tak dalej. Jak to ktoś kiedyś
            powiedział, "warto miec swojego własnego menela" ;)
            Ale nie. Zamiast tego mamy, w BBB i DP Lisieckich jako - o, juz wiem - prototypy dresiarzy.
            • tygrys2112 Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 13:35
              A ja wyobrażam sobie scenę następującą: zatłoczony tramwaj. Ignaś siedzi mężnie, nieco dalej siedzi jeden z dorosłych już Lisieckich. Owszem, nosi dresy i jest łysy, popija piwo. Wchodzi staruszka. Ignaś siedzi dalej mężnie w garniturku, a Lisiecki wstaje i mówi - proszę, niech pani usiądzie.
              • the_dzidka Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 13:57
                > Wchodzi staruszka. Ignaś siedzi dalej mężnie w garniturku,
                > a Lisiecki wstaje i mówi - proszę, niech pani usiądzie.

                Chyba raczej: "Niech se babcia p***dolnie" jak w tej Urban Legend :D
                Ale scenka owszem, miodna :)
                • ananke666 Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 14:05
                  > Chyba raczej: "Niech se babcia p***dolnie" jak w tej Urban Legend :D
                  > Ale scenka owszem, miodna :)

                  Swoją drogą, byłam bohaterką podobnej, chociażem nie babcia. Wstał młody koleś w stanie wskazującym na spożycie, jadący z kolegami w stanie podobnym. Byłam co prawda młoda, ale i w zaawansowanej ciąży i w związku z tym nieszczególnie urodziwa.
                  • molly_bloom Re: Zmarnowany potencjał 14.09.10, 10:30
                    No właśnie! Kto mi miejsca najczęściej ustępował, gdy byłam w stanie wyraźnie wskazującym na pożycie (małżeńskie) ?? Warszawskie cwaniaczki lekko podchmielone, chłopcy w gustownych dresach oraz panie-na-pierwszy-rzut-oka-Szczepańskie. Żadna Gaba z grzywką, elegancki Ignac, czy Fryc w okularkach tyłków nie ruszyli, za przeproszeniem.
                      • maryboo Re: Zmarnowany potencjał 14.09.10, 11:29
                        truscaveczka napisała:
                        Ale generalnie to raczej ci z gorszą opinią zachowują
                        > się lepiej ;)

                        Otóż to. Moja mama, szkolny pedagog, nim przeniosła się do dosyć dobrego liceum, pracowała rok w rejonowym gimnazjum. Gdy kilka lat później spotykała na ulicach dawne "porządne dzieci", grzeczne i ułożone, w większości udawały, że jej nie poznają. Natomiast chuligani w typie Lisieckich, których wiecznie zgarniała z wagarów i próbowała zmotywować do skończenia szkoły, już z daleka ryczeli: "O! Pani pedagog! Dzień dobry!".
                          • verdana Re: Zmarnowany potencjał 16.09.10, 16:09
                            O, ja sobie przypominam, z nauczycielskich czasów, , jak jechałam tramwajem. I do tramwaju wsiedli podpici kibole w szaliczkach klubowych. I nagle jeden z tychże uklonił się szarmancko, mowiac "O dzień dobry, pani profesor". Kibole grzecznie się ukłonili do towarzystwa. Cały tramwaj jechał skulony ze strachu, a ja, jak krolowa, luksusowo, otoczona wianuszkiem sympatycznych, podpitych fanów.
                    • ananke666 Re: Zmarnowany potencjał 14.09.10, 11:06
                      molly_bloom napisała:

                      > No właśnie! Kto mi miejsca najczęściej ustępował, gdy byłam w stanie wyraźnie w
                      > skazującym na pożycie (małżeńskie) ??

                      Nieco offtopicznie: naczytałam się swego czasu o chamstwie Polaków wobec ciężarnych i młodych matek, narzekań na ludzi i tym podobnych. Nie wiem, jak gdzie indziej, ale w Lublinie i Wrocławiu nic takiego mnie nie spotkało. Wiele razy wręcz przeciwnie, widziałam miłą i niekonieczną uprzejmość. Np. polazłam raz do okulisty, turlając się przez dwa wysokie piętra, jeszcze dobrze nie wlazłam na ostatnie, a już znalazł się facet i to nie z personelu, który spytał gdzie idę i wskazał drogę do gabinetu... Przytrzymywania drzwi przed wózkiem nie sposób zliczyć. I cholera, niektórzy się nawet przy tym uśmiechali :)
                      • molly_bloom Re: Zmarnowany potencjał 14.09.10, 11:34
                        w stolicy podobnie, zawsze znajdzie się ktoś kto, spontanicznie i nawet nieproszony, pomoże wnieść wózek do tramwaju, ustąpi miejsca itp
                        co prawda, zazwyczaj nie są to młodzi ludzie, tylko raczej 45+, ale tłumaczę to sobie tym, że młodzi single mają blade pojęcie o tym, jak najeżone trudnościami potrafi być życie Matki w Wielkim Mieście
                        • ananke666 Re: Zmarnowany potencjał 14.09.10, 12:04
                          > co prawda, zazwyczaj nie są to młodzi ludzie, tylko raczej 45+

                          U mnie bez różnicy, nawet z przewagą młodych, bo akurat tu gdzie mieszkam, młodych jest więcej. Z wózkiem starałam się nie jeździć, więc doświadczenie mam mierne, ale przytrzymanie drzwi, przepuszczenie do windy itp. - mnóstwo przypadków.

                          Zapomniałam wcześniej dopisać - czasem, nie mówię że zawsze, ale dość często - miałam wrażenie, że najgorzej oceniają rodaków osoby, które same są niezbyt uprzejme i/lub nastawione roszczeniowo.
                          • truscaveczka Re: Zmarnowany potencjał 14.09.10, 12:45
                            No niestety - ja słodka i uprzejmiutka jestem w takich sytuacjach a mimo to pytanie "czy mogłabym bez kolejki kupić (...), ciężko mi stać, bo jestem w ciązy" nie działa - zdarzyło mi sie z zakupowej desperacji zemdleć w sklepie. O, i wtedy wszyscy sie nagle rzucili do pomocy i wzywania karetki :/
        • ssssen Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 10:13
          >z Lisi
          > eckich wyrosną
          > jacyś proste chłopaki po zawodówce, może i bez wielikich ambicji, lubiące rozry
          > wkę, dziewczyny,
          > piwo i dyskotekę - ale nie takie bandziory przecież!

          A to jest jakaś sprzeczność? Właśnie tacy podblokowi bandziorkowie to chłopaki o jakich piszesz wyżej.

          A co do samego wątku - to mi się podoba. Właśnie tak wygląda życie, a nie jak przesłodzona laurka, czy historia z książki. Czytanie dziecku o przygodach Robin Hooda nie gwarantuje przecież, że wyrośnie z niego przyzwoity obywatel, gdyby tak było, to byłby to doskonały i od dawna stosowany sposób na resocjalizację...
          • the_dzidka Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 10:30
            > A to jest jakaś sprzeczność? Właśnie tacy podblokowi bandziorkowie to chłopaki
            > o jakich piszesz wyżej.

            Tak, ale to nie musi działać w drugą strone, prawda? W sensie: podblokowi bandziorkowie to proste chłopaki spod budki z piwem, ale nie kazdy chłopak spod budki z piwem musi być podblokowym bandziorkiem.
          • ananke666 Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 13:19
            > A to jest jakaś sprzeczność? Właśnie tacy podblokowi bandziorkowie to chłopaki
            > o jakich piszesz wyżej.

            Bardzo przepraszam, ale proste chłopaki, "lubiące rozrywkę, dziewczyny, piwo i dyskotekę" to wcale nie muszą być bandziorkowie. To nie są cechy wzajemnie się warunkujące.

            Może mniej widzę Lisieckich w warsztacie, a bardziej na dużym targowisku, handlujących np. skórzaną odzieżą. Jakoś mi się ten handel narzuca bardziej, może po "doświadczeniu starego handlowca" starszego Lisieckiego.
            • tygrys2112 Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 13:46
              a wiesz, ja ich w warsztacie widzę. również jako pracowników w fabryce, w sklepie, sprzedawców, jak piszesz. A nawet widzę możliwość, że np. po szkole zawodowej zrobili liceum wieczorowe i poszli na studia zaoczne i mogą mieć własny mini-biznes.
              • szprota Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 14:02
                tygrys2112 napisała:

                > a wiesz, ja ich w warsztacie widzę. również jako pracowników w fabryce, w sklepie, sprzedawców, jak piszesz. A nawet widzę możliwość, że np. po szkole zawodowej zrobili liceum wieczorowe i poszli na studia zaoczne i mogą mieć własny mini -biznes.

                Mon Dieu, mogli nawet pójść w ślady tatusia, na fali emigracyjnej dorobić się w UK i wrócić tutaj z wystarczającym kapitałem, by otworzyć własne przedsiębiorstwo, np. powiązane z branżą budowlaną. Lelujkowie mogli, a Lisieccy nie?

                Tak jak sobie teraz myślę o nich, to zaczynam dochodzić do przekonania, że ci Lisieccy z IS rozrabiali w głównej mierze z nudów. To nawet nie chodziło o to, że nikt im nie czytał, tylko że nikt im nie pokazał, co robić z wolnym czasem poza oglądaniem telewizji, co w latach 70-tych nie musiało być aż tak rozwijającym zajęciem, jak teraz, z milionem programów w kablówce.
          • nessie-jp Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 13:56
            > Właśnie tak wygląda życie, a nie jak p
            > rzesłodzona laurka, czy historia z książki. Czytanie dziecku o przygodach Robin
            > Hooda nie gwarantuje

            To po kiego licha MM wypisywała słodziutkie bzdety w IS? O tym, jak to Lisieccy nagle Idę pokochali?

            Jedno z dwojga
            • kkokos Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 15:43
              > MM natomiast prezentuje jakieś dziwne rozdwojenie jaźni: w obrębie jednej książ
              > ki pisze optymistycznie i słodko, a pomiędzy książkami bohaterowie wracają do s
              > wojej obrzydliwej natury.

              ja myśle, że tym razem to była całkiem świadoma rezygnacja: bo wszyscyśmy rzygaliby jak koty na opisy wieczorów dobrowolnie oddawanych przez idę i spółkę na rzecz lisieckich i ich matki (bo chłopcy to jeszcze byli do uratowania, ale matka raczej nie, więc tylko malowałaby paznokcie i po pewnym czasie uważała zajmowanie się jej dziećmi za obowiązek idy i reszty).
              więc raczej poznalibyśmy wersję bliższą realiom: że idzie i spółce znudziło się czytanie robin hooda i praca charytatywna na rzecz ubogich duchem. ale czy o tym można by napisać w książce mającej ambicje wychowania młodych-dzielnych-inteligentów-czujących-obowiązek-wobec-społeczeństwa? no przecież nie.
              • nessie-jp Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 16:02
                > ja myśle, że tym razem to była całkiem
                > świadoma rezygnacja: bo wszyscyśmy rzyga
                > liby jak koty na opisy wieczorów dobrowolnie
                > oddawanych przez idę i spółkę

                Ale przecież wcale nie trzeba opisywać tych wieczorów! Wystarczyłoby nie robić z Lisieckich jednej, jedynej rodziny potworów na całym osiedlu, co to biednego Gustawka zmuszają do wyłudzania pieniędzy od koleżanek, terroryzują panie Sznytek, biją brodaczy z misiami na plecach i dają się spacyfikować wyłącznie dżudokom dentystycznym.

                Bo niby dlaczego z Lisieckich, wychowanych dość surowo, w niezbyt może intelektualnym i ciepłym, ale jednak nie patologicznym domu, miałyby wyrosnąć akurat bandziory?

                A nawet gdyby, nawet gdyby już koniecznie Lisieccy mieli być tą sztandarową patologią Norwida
                • verdana Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 16:49
                  Ale to jest jednak, jak by nie paytrzeć, nie ksiązka dla znudzonych intelektualistow, tylko dla dorastających panienek. Nie twierdzę ja wprawdzie, ze ksiązki takowe winny mieć morał, ale twierdzę - jednakże - ze nie powinny zawierać przeciwieństwa morału. A zaierają. Bo jeśli zajęcie się zaniedbanymi (w opinii autorki, ale i jak sadzę, większosci nieletnich czytelniczek) Lisieckimi, ktore wydaje się przynosić owoce - w gruncie rzeczy jest absolutnie nieistotne - to po prostu nie warto nawet zaczynać. Para w gwizdek. Widzimy dziecię nieco zdemoralizowane - kopnijmy je w ..., bo jemu i tak nic już nie pomoże, nie warto tracic energii.
                  Nawet skrajny pesymista mialby trudności z przełknięciem losów latorosli rodu Lisieckich. Ich straszna rodzina i straszne dziecięce wybryki w gruncie rzeczy absolutnie niczego nie przesadzają. Mój przyjaciel, bawiący się w dzieciństwie z kolegami tak, ze jeden z przeciwników w walce padł, więc go schowano pod schodami, zeby rodzice za szybko trupa nie znaleźli(dla wrazliwych - trup ma się dobrze), jest obecnie szacownym profesorem z brzuszkiem, wasami i rozdętym ego. Przyjaciółka, córka niecnego alkoholika, sama niezbyt cnotliwa - znaną tlumaczką i wzorową matką dzieciom.
    • szprota Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 12:10
      Sama postać Pyziaka została zaprzepaszczona. Gdyby ją poprowadzić w sposób
      dojrzały, mogłoby się okazać, że Pyziak nie był kryminalistą i pijakiem, lecz -
      tak jak tłumaczono Tygryskowi - młodym, nieodpowiedzialnym człowiekiem, którego
      po prostu przytłoczyło małżeństwo i ojcostwo. Można go było napisać
      niejednoznacznie, tak jak to uczyniono w Kwiecie Kalafiora; z jednej strony
      Casanova Barów Mlecznych, z drugiej jednak inteligentny, bystry, atrakcyjny
      mężczyzna. Można go było zrobić taką właśnie złożoną postacią.
      Niestety, od Neobachoriady M.M. wyraźnie unika takich postaci, woli nakreślać
      podział czarni - biali, zapominając, że osadzenie w realiach sprawia, iż jej
      książek nie czyta się jednak jako baśni.
    • kkokos Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 12:38
      Pierwsza wzmianka o spotkaniu trzeciego stopnia z
      > Pyziakiem nie zachęcała. Pijak, awanturnik i do tego burak. Niemniej wciąż
      > trzymała mnie nadzieja, że autorka trzyma coś w zanadrzu.

      a to podziwiam za tę nadzieję - ja scenę na szosie uważam za jedną z najbardziej
      żenujących w całej jeżycjadzie i już po niej nie miałam siły na jakąkolwiek
      nadzieję, że autorka coś sensownego z pyziakiem zrobi.
      • black-apple Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 13:00
        Widzisz, tym większe moje rozczarowanie, gdy skończyło się to na herbatce i
        (za)krótkiej wzmiance Gabrysi. Zgadzam się, że to była mocno żenująca scena i
        zupełnie niepotrzebna. Wstawiona chyba tylko z myślą o następującym procesie
        borejkowienia Laury. Co, kontynuując myśl przewodnią wątku, uważam za
        zmarnowanie potencjału postaci Tygryska. Jak się jeszcze dowiem, że ona już jest
        mężatką z dzieckiem (a pewnie kolejnym rosnącym w brzuszku), co porzuciła swą
        karierą sopranistki dla rodziny i gnieżdżącą się w dobudowanym pokoiku do
        gumowego mieszkania na Roosevelta 5, to ze wściekłości powyrywam swe wszystkie
        włosy (a że mam bujną czuprynę, to będzie mnie to kosztować sporo zachodu) i
        wyślę je w prezencie pani Musierowicz.
        • croyance Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 14:02
          Ja bym chciala, zeby Pyziak sie pojawil, bynajmniej nie skruszony, i zaskoczona Gabrysia poznalaby historie ich malzenstwa z jego perspektywy. Przezylaby wstrzas, a potem zrozumiala, ze ona tez ponosi odpowiedzialnosc za rozpad zwiazku. Gabrysia, mimo wszystko, jest uczciwa: wyobrazam ja sobie, jak mowi 'w taki sposob nigdy o tym nie myslalam'. Bardzo by to dobrze na wszystkich wplynelo.
    • szprota Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 12:50
      Tu
      jeszcze Kkokos fajnie napisała o zmarnowanym potencjale Elki (jednej z moich
      ulubionych postaci). W sumie to nawet jestem zadowolona, że M.M. o niej
      zapomniała, bo z zażywnego orzeszka pewnie stałaby się stetryczałą firaną, jak
      większość bohaterek.
      • black-apple Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 13:03
        Otóż to! Bardzo lubiłam Elkę i jej charakterek, na podobnej zasadzie uwielbiałam
        Laurę (z wyjątkiem JT, Żaby i CP) i może dobrze się stało, że została
        zapomniana. Nie zniosłabym jej jako łagodnej pani domu albo kolejnej nadziei
        polskiej polonistyki.
        • szprota Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 13:49
          black-apple napisała:

          > Otóż to! Bardzo lubiłam Elkę i jej charakterek, na podobnej zasadzie
          uwielbiałam Laurę (z wyjątkiem JT, Żaby i CP) i może dobrze się stało, że
          została zapomniana. Nie zniosłabym jej jako łagodnej pani domu albo kolejnej
          nadziei polskiej polonistyki.

          Laura miała potencjał właśnie jako buntownicze, rogate enfant terrible Borejków.
          Schyłek zaczął się w Imieninach czy w JT, gdy nagle okazało się, że samodzielne,
          niezależne dziewczę lgnie do facetów i marzy o ołtarzu. A można było tę jej
          niezależność wykorzystać, zrobić z niej wieczną samotnicę (wszak urodzona z niej
          solistka) - byłoby to takie spójne z jej postacią! To nie, zborejkowiała nam i
          stała się słodkim dziewczątkiem gruchającym do niemowlęcia.

          (żeby chociaż gruchała do kociątka lub szczeniaka!)
          • tygrys2112 Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 14:09
            dla mnie jeszcze imieninowa była spójna - to jej uczucie do Wiktora nie było z cyklu - do ołtarza.
            Wiktor był po prostu "kwintesencją seksapilu" i ją pociągał i po prostu chciała z nim być. Parcie na
            ślub zaczęło się w Czarnej Polewce. I doprowadziło do zerwania z całkiem fajnym Luckiem.
            • szprota Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 14:31
              tygrys2112 napisała:

              > dla mnie jeszcze imieninowa była spójna - to jej uczucie do Wiktora nie było z
              cyklu - do ołtarza.
              > Wiktor był po prostu "kwintesencją seksapilu" i ją pociągał i po prostu
              chciała z nim być. Parcie na ślub zaczęło się w Czarnej Polewce. I
              doprowadziło do zerwania z całkiem fajnym Luckiem.

              Masz rację, w JT dopiero Laura spotyka się przypadkiem z Luckiem. I tak, póki
              sobie po prostu leciała na Lelujków, nie zgrzytało mi, zwłaszcza wobec Wiktora,
              który był starszy, pasowało to do tej wyobcowanej panny. Ale ślub po maturze? Na
              Jowisza, toż to żaden przejaw buntu, tylko zborejkowienie do sześcianu.
              • nessie-jp Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 17:19
                > Ale ślub po maturze? Na
                > Jowisza, toż to żaden przejaw buntu,
                > tylko zborejkowienie do sześcianu.

                A pamiętacie, jak Kłamczucha ściemnia Pawełkowi złośliwie, że ma fatyganta
                ("Miły, rudy") i w pewnym momencie, cały czas zgrywając niedouczoną, prymitywną
                i naiwną Wyrobek, mówi "Zamierzamy się pobrać zaraz po maturze"
              • anutek115 Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 18:29
                szprota napisała:

                Ale ślub po maturze? N
                > a
                > Jowisza, toż to żaden przejaw buntu, tylko zborejkowienie do sześcianu.

                Ona nawet mówi coś, co mnie zawsze doprowadza do skrętu kiszek i spazmów,
                wybaczcie, że nie podam dokładnego cytatu, ale na samą myśl, że miałabym go
                szukać ręce mi się trzęsą, coś w stylu, że tylko ślub, bo po maturze będzie już
                stara i nikt na nią nie spojrzy. No, ratujcie mnie ludzie!!!!! Już pomijam, że
                tak może myśleć dwunastolatka, dla której po osiemnastce zaczyna się odchodzenie
                w strefę cienia, ale osoba wychowana w "zbabiałej" rodzinie, której własna matka
                wyszła za mąż drugi raz i urodziła dziecko po trzydziestce, jedna z ciotek
                poślubiła swego neurochirurga w dwudziestej ósmej wiośnie, a druga w dwudziestej
                siódmej zrywała zaręczyny! I która musiała po prostu wiedzieć, że po maturze to
                się nic szczególnego nie dzieje, raczej dopiero wtedy się robi ciekawie. No,
                wyjątkowo, excusez, kretyński tekst.
                • szprota Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 13:37
                  anutek115 napisała:

                  > Ona nawet mówi coś, co mnie zawsze doprowadza do skrętu kiszek i spazmów, wybaczcie, że nie podam dokładnego cytatu, ale na samą myśl, że miałabym go szukać ręce mi się trzęsą, coś w stylu, że tylko ślub, bo po maturze będzie już stara i nikt na nią nie spojrzy.
                  >

                  Niestety, nie mam w aktualnie używanym komputerze e-bookowej wersji "Żaby" (miałam kiedyś na chomiku, ale przyszedł Zły Pan Mecenas i uciął proceder). Ale dość dobrze pamiętam ten fragment i pamiętam też swój opad witek jako reakcję.
                  OK, rozumiem, że Tygrys czuje się wyobcowany w Borejkowskim gnieździe i chce się wyrwać z domu, a przyszło jej wzrastać w takim środowisku, w którym wyprowadzka z domu rodzinnego jest usprawiedliwiona wyłącznie małżeństwem (a i to nie zawsze). Jestem w stanie sobie wyobrazić, że dla Borejków wynajęcie kawalerki przez studiującą pannę jest niepojętą fanaberią. Ba, rozumiem nawet to, że Tygrys szuka akceptacji, bo krucho ma z nią w domu.
                  Ale włożenie w jej mowę pozornie zależną tekstu o wieku to dla mnie wpadka. Jest to niespójne z postacią, niekonsekwentne wobec jej rysu psychologicznego, po prostu z czapy wzięte. Tak myśleć może NaziŁusia, nie osiemnastoletni Tygrys.
                  • szprota Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 15:45
                    szprota napisała:

                    > Niestety, nie mam w aktualnie używanym komputerze e-bookowej wersji "Żaby" (miałam kiedyś na chomiku, ale przyszedł Zły Pan Mecenas i uciął proceder)

                    O, Filifionka posłużyła się tym cytatem w innym wątku:
                    Mija oto dziewiętnasty rok jej życia. Za dwa lata będzie już staruszką, tak mu powiedziała. Zaraz więc po maturze powinna wyjść za mąż, bo potem może być za późno.
                    • filifionka-listopadowa Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 16:34
                      Na brudne i stare gacie z luźną gumką Ignacego!!! Cóżem ja uczynił?! Chciałam być mundra i fajna i oczytana, rzuciłam cytatem, ale na próżno bo do złego wątku. Ten cytat miał być właśnie tutaj, a nie w Irytacjach.

                      Ach! Idę w wstydzie piec dalej ciasteczka...
                      Miodowo cynamonowe, gdyby ktoś się zainteresował
                      • szprota Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 16:53
                        filifionka-listopadowa napisała:

                        > Na brudne i stare gacie z luźną gumką Ignacego!!! Cóżem ja uczynił?! Chciałam być mundra i fajna i oczytana, rzuciłam cytatem, ale na próżno bo do złego wątku. Ten cytat miał być właśnie tutaj, a nie w Irytacjach.
                        >
                        > Ach! Idę w wstydzie piec dalej ciasteczka...
                        > Miodowo cynamonowe, gdyby ktoś się zainteresował

                        Ja się interesuję, gdyż mam powody. Albowiem ciasteczka są po to, bym się nimi interesowała.

                        Aha, tak mi trochę nie pasował ten cycat tam, ale ponieważ Filifionka jest oczytana i mundra, pomyślałam, że Ma w Tym Cel.

                        Swoją drogą mam teraz wizję starych gaci Ignacego i muszę ją jakoś odegnać, bo to tak nie można.
          • black-apple Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 14:14
            Chciałabym zobaczyć którąś z bohaterek dla odmiany gruchająca do kociątka lub
            szczeniaka, ale w wyobraźni p. Musierowicz brakuje miejsca dla słodkich,
            posiadających charakter zwierząt, które pełniłyby inną rolę niż dekoracji (jak
            np. psy Pulpy). Pamiętam jej wpis na blogu i pamiętam dyskusję, jaka się
            rozpętała na forum. Sama żałuję, bo kocham psy i koty, i na pewno ubarwiłyby
            życie na borejkowskiej hacjendzie.

            Natomiast wczesna Laura to dla mnie był materiał na niezależną, trochę zagubioną
            i nadwrażliwą, ale posiadającą "jaja" dziewczynę, która wolałaby się realizować
            w pasji czy zawodzie niż ganiać po ołtarzach. A faceci sami by do niej legli,
            przecież miała urodę, wdzięk i umiała brylować w towarzystwie, o czym wspomniał
            Filip.
    • tygrys2112 Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 13:09
      Właśnie, dla mnie jeszcze w TiR postać Pyziaka była ciekawie budowana. Te zdjęcia, które Laura
      znajdywałau Almy. Żałowałam, że np. Laura spała, a nie słuchała z zamkniętymi oczyma i dowiedziała
      się prawdy. Byłoby to ciekawsze. I wtedy nawet końcowa scena miałaby dla mnie większy sens -
      Laura która stwierdza, że jej ojciec jest kryminalistą i wtedy jest jej przykro, że nie doceniła matki.
      Ok, rozumiem, że to przepraszam było za to co naopowiadała Myszce. Ale mimo wszystko końcowa
      scena była dla mnie mało wiarygodna.
      Po co było potem robić z Pyziaka buraka, przecież można było sprawę rozwiązać w lepszy sposób?
      No i ta rozmowa wyjaśniająca, szkoda, że ją w ogóle pominięto.
    • soova Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 14:06
      W sumie nie wiem, czy poprowadzenie Pyziaka w taki sposób, jak zrobiła to
      autorka, to zmarnowanie potencjału. Może i racja. Dla mnie uczynienie z niego
      dyżurnego czarnego charakteru, podobnie jak z Mamerta zadufanego w sobie
      ordynatora, a z Anieli wrednej egoistki, to pójście po linii najmniejszego
      oporu, bo jest jakaś tam koncepcja wątku powieściowego: tu konfrontacja dzieci
      opuszczonych przez matkę z niechcianą sublokatorką, a tu konflikt wrażliwego
      syna z ojcem - filistrem, to nie przejmujemy się, że w poprzednich częściach
      Aniela sama była wrażliwą nastolatką, a Mamert w sumie zdroworozsądkowym ojcem,
      bach, robimy z nich tych złych, w końcu w wyobraźni wszystko jest możliwe.
      • tygrys2112 Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 14:14
        Mamerta też nie mogę przeboleć. Tosia i Mamert to było moje ulubione małżeństwo obok Żaczka i
        mamy Żakowej z Jeżycjadowych rodziców. Dobrze, że chociaż Żaczka MM nie popsuła.
        Zmarnowany potencjał Romy, skoro o Kowalikach mowa. Przecież ją można było wyprowadzić w
        inny sposób. Skoro już uciekała, to niech wyjechałaby, poznała fajnych ludzi i poczuła się szczęśliwa,
        a nie wychodziła za lekarza bez uczucia. Zresztą można ją było zostawić i wymyślić jakąś ciekawą
        opowieść o niej. Ale na forum już też kilka z Was się zrzymało.
        • szprota Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 14:28
          tygrys2112 napisała:

          > Zmarnowany potencjał Romy, skoro o Kowalikach mowa. Przecież ją można było
          wyprowadzić w inny sposób. Skoro już uciekała, to niech wyjechałaby, poznała
          fajnych ludzi i poczuła się szczęśliwa, a nie wychodziła za lekarza bez
          uczucia. Zresztą można ją było zostawić i wymyślić jakąś ciekawą opowieść o
          niej. Ale na forum już też kilka z Was się zżymało.

          Roma! Romę też lubiłam. Też postać z gniewem, z jajem, z jakimś fajnym powerem.
          Mogła spokojnie zaprowadzić jakąś knajpkę w południowej Francji (z menu
          sylwestrowego pamiętam, że chyba nieźle gotowała?), a nie wydawać się za
          jakiegoś lekarza. Z drugiej strony, o tym braku uczucia spekulował głównie
          Baltona, więc...

          Baltona jako syty dźwiedź to też zmarnowany potencjał. Już te wykryte ostatnio
          skarpetki do klapek litościwie przemilczę..
        • ananke666 Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 14:30
          Po Pulpecji oczekiwałam książki właśnie o Romie, o jej szukaniu swojego miejsca
          na świecie. Lubię Romę za niejednoznaczność, z wyjątkiem bzdetów o toksycznych
          rodzicach ( MM chyba nie widziała na oczy tej książki. OK, jest to popularne
          dziełko-poradnik, ale jednocześnie pełne historii ludzi skrzywdzonych - od
          opowieści nieprzyjemnych, do tragicznych.) To był materiał na ciekawą postać,
          nawet z tym narzeczonym wyjętym z kapelusza - do czego może posunąć się
          dziewczyna, żeby stracić z oczu zawiedzioną miłość i zmienić środowisko. Acz to
          chyba nie temat dla MM, więc skończyło się na odstających uszach na nk.
          • szprota Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 13:16
            ssssen napisał:

            > > a nie wychodziła za lekarza bez uczucia.
            >
            > I znów te forumowe spekulacje... Jedna strzeli takim pomysłem, druga podchwyci
            > i bzdura staje się prawdą dla kolejnych użytkowniczek.
            Chopie, aleś Ty marudny :P
          • tygrys2112 Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 13:31
            bzdury to pleciesz ty.
            twoim zdaniem dziewczyna, która cierpi po jednej miłości (a że cierpi wiadomo w Pulpecji - po jej reakcjach wobec Pulpecji, po tym, że zrywają kontakt) i wskakuje błyskawicznie w nowy związek rzeczywiście kocha mężczyznę, z którym jest? muszę cię zmartwić, ale nie. bo żeby wyleczyć się z jednego uczucia trzeba czasu.
            • croyance Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 14:14
              A mnie sie nie wydaje, ze ona az tak Baltone kochala, ze musiala sie leczyc. Leciala na niego, podkochiwala sie w nim mocno, ale to nie byl przeciez zwiazek, ktory sie rozpadl, tylko nieszczesliwe, mlodociane zakochanie. Moze jak poznala lekarza, to zdala sobie od razu sprawe z tego, ze zauroczenie Baltona nie bylo niczym szczegolnym, i zapomniala o nim natychmiast, w ramionach realnej relacji.

              Osobiscie spedzilam kiedys trzy lata piszac wiersze i przezywajac dramatycznie nieszczesliwa milosc do swojego historyka, a niedawno nawet jego nazwiska sobie przypomniec nie moglam. No i zapomnialabym o nim w piec minut, gdyby zainteresowal sie mna ktos tak na zywo :-)
              • tygrys2112 Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 15:35
                nie tylko rozpad związku może być bolesny. wieloletnie nieodwzajemnione uczucie też może się skończyć traumą (bo takie przeżyłam, minął ponad rok, zanim się z niego otrząsnęłam, w międzyczasie miewałam przelotne uczucia, ale dopiero po roku byłam wolna od przeszłości, w tej chwili to już dla mnie przeszłość, ale pamiętam, jakie były fazy "żałoby") i dla mnie to jak MM opisuje Romę i jest po prostu właśnie obrazem takiego uczucia, a nie takiej sobie ot chwilowej zachcianki. to, że Roma nie utrzymuje kontaktów z Patrycją i Baltoną to też jest dla mnie obraz nieprzepracowania sprawy, przynajmniej w tej fazie Pulpecji- Noelki.
                • croyance Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 15:57
                  Tygrysie, masz rację, ale nie zawsze tak musi być. Ja sobie założyłam, że akurat u Romy nie skończyło się to jakimś emocjonalnym urazem. Tak też mogło się zdarzyć. A to, że Roma nie utrzymuje kontaktów z Patrycją - czy z każdą koleżanką z liceum trzeba utrzymywać kontakt?
                  • tygrys2112 Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 16:29
                    no jeśli spojrzeć w taki sposób ok. mnie wkurza tylko podejście sssena - ot baby se naplotły, i teraz powtarzają - nie, to jest moje doświadczenie. Jeśli ktoś ma inne - rozumiem, że może odczytać historię Romy w inny sposób. Tylko szkoda, że historia Romy została tak ucięta, bo przecież można jej było poświęcić jedną część J, lub po prostu przybliżyć jako jedną z postaci, a przy okazji wprowadzić nowe. a tak - zostają rozważania czy była, czy nie była szczęśliwa. Dla mnie sam fakt wejścia jej w nowy związek nie oznacza, że była szczęśliwa - ludzie wchodzą w związki z różnych powodów - jedni, bo kogoś kochają i są kochani, inni bo są samotni, inni chcą coś leczyć co się nie zagoiło, jeszcze inni dla zabawy itp. Ale może faktycznie jest tak, że w zależności od doświadczeń nawet między linijkami książki dopowiadamy to, co nam się wydaje prawdziwe, choć wcale nie musi być zgodne z zamierzeniem autora.
                    • croyance Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 22:12
                      Alez ja nie neguje Twojego doswiadczenia! Pewnie, ze tak moze byc. Ja bym jednak chciala wierzyc, ze w przypadku Romy tak nie bylo, i ze - jesli nie utrzymuje kontaktow z Pulpecja - to dlatego, ze ma nowe, fajne zycie i Pulpecja licealna 'przyjaciolka' jej po nic. Nie zakladajmy od razu najgorszego mozliwego scenariusza (ha, ironia losu, ze akurat ja to mowie :-D
      • black-apple Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 14:18
        Aniele okrutnie zamordowano i tyle :) Podobnie z Idą, która robi za comic relief
        przy pełnych obrotach, zahaczając o parodię (monologi w CR) i jakiś cholerny
        komizm. Wszystkie cztery babki z charakterem (Aniela, Laura, Elka, Ida) zostały
        spłycone i albo głęboko zakopane w ziemi, albo skarykaturalizowane.
        • maryboo Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 15:42
          A dla mnie najbardziej zarżniętym wątkiem w całej Jeżycjadzie jest klan Borejków.
          Bo tak - mamy rodzinę Żaczków w SK, Kowalików w "Kłamczusze", Bitnerów w BBB,
          kilka różnych familii w OwR. Na każdą z nich poświęcona jest jedna książka, w
          której poznajemy bohaterów, ich sposób myślenia, charaktery, relacje z
          otoczeniem. W późniejszych tomach pojawiają się sporadycznie, a nawet, jeśli
          stają się tematem przewodnim (vide Córka Robroja czy Dziecko piątku), to ma to
          miejsce po wielu latach od pierwszego, oryginalnego "spotkania", w związku z
          czym mieli czas się rozwinąc, dojrzec, zmienic.
          Był to - moim zdaniem - świetny system. Niestety, MM stwierdziła, że musi z
          niewiadomego powodu namaścic Borejków na Przewodnią Rodzinę Serii. I tak, miast
          zostac z wrażeniem, powstałym w KK, ewentualnie IS czy Noelce - obserwujemy, jak
          kochająca, acz nieco niezaradna familia zmienia się w jakiegoś psychologicznego
          potworka, gnębiącego swych członków i płodzącego coraz to dziwniejsze wybryki
          natury; od Ignasia geniusza począwszy, przez kibola Józinka i Grammar Nazi
          Pałysównę, po mojego faworyta Kaziutka, który istnieje tylko po to, by ulewac. W
          dodatku, ponieważ każdy kolejny tom jest pisany z perspektywy tych samych ludzi,
          nie ma rady - bohaterowie nie mają szans zbytnio się zmienic w przeciągu kilku
          lat. Mamy więc trzy rozwiązania:
          a) amputujemy charakter postaci i dopisujemy nowe cechy, w zależności od tego,
          czego akurat potrzeba dla fabuły książki (wszechstronna Natalia, święta Gabriela)
          b) zmieniamy sympatyczną serię w literacki odpowiednik "Mody na sukces", ze
          szczególnym naciskiem na zdrady i konflikty rodzinne (niechciane ciąże,
          dziwaczny pęd do ślubu wszystkich żeńskich bohaterek, bezsensowny konflikt na
          linii Gaba-Laura, który nie miałby miejsca, gdyby Gabrysia zachowywała się jak
          dojrzały człowiek)
          c) zmuszamy do mówienia coraz to młodszych bohaterów - 9-letniego Józefa, mającą
          tyleż lat Łusię....(czekam z niecierpliwością na wspomnienia trzyletniego Kazia).

          Naprawde, ciesze się, że powstaje McDusia. Może wreszcie Borejkowie bedą mogli
          odsapnąc i pojawic się tylko jako drobny wątek poboczny....
          • black-apple Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 15:49
            Mogę tylko przyklasnąć za wspaniałe podsumowanie, również i moich odczuć na
            temat straszliwej rodzinki. Niestety, obawiam się, że w McDusi nadal będą
            kontynuowane wątki borejkowskie, ze szczególnym naciskiem na rekonwalescencję
            św. Gabrieli (i pielgrzymki do boleściwej, cierpiącej za grzechy narodu
            borejkowskiej córy), związek naszpańsko-tygryskowy i oczywiście dalszy ciąg
            Neobachoriady. Implikuje to nie tylko bliskie sąsiedztwo, ale też swoisty
            parasol ochronny, który chciała nad głową McDusi trzymać Gaba, a w jej
            zastępstwo zrobiła to już Ida.

            A swoją droga, o stylu i tendencjach to już parę wątków było, w tym mój "a może
            by tak", niestety ciemnymi siłami zamieniony na dyskusję polityczno-społeczną.
            • jarotka.net Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 16:25
              Co do umiłowania przez MM rodziny Borejków i poświęcania jej kolejnych tomów, to przeczytałam
              kiedyś wywiad z pisarką i ona tłumaczyła to tym, że jej czytelniczki w szczególności ukochały tę
              rodzinkę i ona dostaje mnóstwo listów z prośbami o kontynuowanie dziejów Borejków:)
              • maryboo Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 16:34
                jarotka.net napisała:

                > Co do umiłowania przez MM rodziny Borejków i poświęcania jej kolejnych tomów, t
                > o przeczytałam
                > kiedyś wywiad z pisarką i ona tłumaczyła to tym, że jej czytelniczki w szczegól
                > ności ukochały tę
                > rodzinkę i ona dostaje mnóstwo listów z prośbami o kontynuowanie dziejów Borejk
                > ów:)

                Pytanie, czy te listy były wysyłane na etapie Noelki/Pulpecji, czy...No właśnie.
                Jakoś trudno mi uwierzyc, by od czasu JT ktoś nadal usilnie dopominał się o
                coraz bardziej pokręconą i toksyczną rodzinę B.
              • black-apple Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 16:41
                I tutaj ośmielę się zadać często dręczące mnie pytanie: Czy pisarz pisze o
                swoich myślach, o swoich poglądach, generalnie - o tym, co lubi - czy też ma
                pisać pod publiczkę, dla fanów, przelewając na papier ich zachcianki i marzenia?
                • nessie-jp Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 17:25
                  black-apple napisała:

                  > I tutaj ośmielę się zadać często dręczące mnie pytanie: Czy pisarz pisze o
                  > swoich myślach, o swoich poglądach, generalnie - o tym, co lubi - czy też ma
                  > pisać pod publiczkę, dla fanów,

                  Ależ dla wydawców! Dla wydawców. Pisze to, co się sprzedaje... Sprzedają się
                  Borejki? To doimy Borejków do suchego. Sprzedają się telenowelowe konflikty
                  matka-córka, zaciążona-stypendysta, porzucona-porzucający? To piszemy o tych
                  banałach rodem z Esmeraldy w książkach pozornie przeznaczonych dla dzieci.
                  • kkokos Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 18:02
                    > Ależ dla wydawców! Dla wydawców. Pisze to, co się sprzedaje... Sprzedają się
                    > Borejki? To doimy Borejków do suchego.

                    e tam, nowe rodzinki z borejkami w tle sprzedawałyby się równie dobrze. borejków
                    doimy, bo to łatwiejsze.
                    ale podejrzewam, że autorka śmiertelnie by się obraziła czytając to:

                    Sprzedają się telenowelowe konflikty
                    > matka-córka, zaciążona-stypendysta, porzucona-porzucający? To piszemy o tych
                    > banałach rodem z Esmeraldy w książkach pozornie przeznaczonych dla dzieci.
                    >

                    bo na pewno jest święcie przekonana, że jest oryginalna i że się nad każdym
                    tomem napracowała.

                    i ja się z tobą nie zgadzam, że to są telenowelowe konflikty :)
                    konflikt gaba-laura wcale nie jest sztuczny. jest oczywiście wyhodowany przez
                    gabę na własne życzenie, ale generalnie w życiu spotyka się mnóstwo
                    matek-manipulantek wmawiających w dziecko, że jest zue, bo podobne do ojca (sama
                    to przeżyłam). sęk w tym, że pani MM przedstawia tę matkę-manipulantkę jako tę
                    idealną, choć powinna potępić - ale to nie ma nic wspólnego z telenowelą :)
                    konflikt zaciążona-stypendysta też życiowy jest - choć w kwestii jego
                    rozwiązania mogę się z tą telenowelą zgodzić ostatecznie, z tym że w szanującej
                    się esmeraldzie on odjechałby na studia do europy przekonany, ze ona nosi cudze
                    dziecko :)
                    porzucający-porzucona - a to już kochana jest kwintesencja życia miłosnego :).
                    wszak do tej pory zarzucałyśmy pani MM, że wszystkie bohaterki wydaje za
                    licealne miłości, co zupełnie nie zgadza się z obserwacją realu, więc niech się
                    wreszcie trochę porzucają nawzajem, jak w życiu, niech leczą złamane serca i
                    zdobywają miłosne doświadczenia, tak być powinno. chyba że miałaś na myśli
                    którąś konkretną parę?
                      • nessie-jp I jeszcze dodam... 05.09.10, 20:01
                        (pardon że tak cykam postami, smażę placki ziemniaczane i mi się przypalają)

                        Otóż dodam, że telenowelowe ujęcie konfliktu polega na tym, że bohaterka
                        porzucona na początku serialu pozostaje w roli "nieszczęsnej porzuconej przez
                        podłego" przez kolejne 238 odcinków
                        • nessie-jp ... dalej 05.09.10, 20:16
                          Przypaliły się :(

                          Dalej: wydaje mi się, że autorka nie odczuwa potrzeby zapanowania nad bohaterami
                          swoich powieści. Kiedyś umiała ładnie prowadzić przemiany bohaterów przynajmniej
                          w obrębie jednego tomu. Kłamczucha dojrzewa, dorasta, wyrasta z cielęcego
                          zakochania i nabiera godności. Gaba dorasta do roli starszej siostry, przestaje
                          bardzo wrzeszczeć, próbuje odkryć w sobie kobiecość i stwierdza, że chociaż
                          romantyczne motyle i kolory ziemi ma w nosie, to jednak pewne aspekty bycia
                          dziewczyną nie są jej niemiłe. Pyziak zaczyna doceniać zalety kalafiorów. Ida
                          wyrasta z kompleksów, zaczyna zmieniać nie tylko siebie, ale i świat wokół.

                          Niestety od "BBB" zaczyna się upadek serii. Od tego tomu począwszy, wszystkie
                          postacie nagle się resetują do jakiejś linii wzorcowej i od tamtego momentu są
                          już takie same, tylko bardziej.

                          Aniela traci godność i życzliwość, której nauczyła się w Kłamczusze. Pyziak
                          okazuje się skrajnie Pyziaczy i stoczony na samo dno pokryte gęsto kwiatami
                          jabłoni. Cesia przewija niemowlęta, jakby nigdy nie zamykała się w wieży.
                          Lisieccy
                          • maryboo Re: ... dalej 05.09.10, 20:39
                            nessie-jp napisała:

                            >
                            > Niestety od "BBB" zaczyna się upadek serii. Od tego tomu począwszy, wszystkie
                            > postacie nagle się resetują do jakiejś linii wzorcowej i od tamtego momentu są
                            > już takie same, tylko bardziej.

                            > Nic się nie zmienia w Jeżycjadzie. Zapewne gdyby było nam dane poczytać o
                            > dalszych losach Elki, to co tom wywalałaby z domu jakąś biedną staruszkę.

                            To jest jedna linia działania. Druga brzmi następująco: bierzemy wszystkie
                            dotychczasowe cechy charakteru bohatera i robimy zwrot o 180 stopni.

                            I tak Gaba, która marudzącej Pulpie dawała w tyłek i potrafiła zwymyślać niemal
                            kompletnie obcego Ogorzałkę, zmienia się w anioła, który wszystkim zsyła tęcze
                            swego uśmiechu i opanowania, a najbardziej drastyczne akcje wychowawcze
                            ograniczają się u niej do chlipania w kącie.
                            Robrojek, który był duszą towarzystwa, optymistą i człowiekiem z wielkim
                            poczuciem humoru na wieki wieków przeistacza się w (ekskjuz le mła)
                            stetryczałego dziadka, mimo nie przekroczonych lat czterdziestu. Od czasów CR,
                            nawet po zażegnaniu kryzysu i całkiem niezłych perspektyw na przyszłość z jego
                            ust nie pada ani jedna zabawna wypowiedź - zapewne ze strachu, żeby mu się
                            cierpiętnicza aureola od śmiechu nie przekrzywiła...
                            Dmuchawiec, beznadziejny pedagog i zapominalski nauczyciel pod koniec serii
                            ewoluuje do postaci santo subito, i to jeszcze za życia.
                            O Pyziaku, Postrachu Jeżyc nawet nie zamierzam pisać.

                            Itd, itp. MM zdaje się znać tylko dwie drogi rozwoju postaci - cofamy się do
                            punktu wyjścia albo kreujemy zupełnie nowego bohatera w tym samym opakowaniu.
                        • kkokos Re: I jeszcze dodam... 05.09.10, 20:49
                          > Otóż dodam, że telenowelowe ujęcie konfliktu polega na tym, że bohaterka
                          > porzucona na początku serialu pozostaje w roli "nieszczęsnej porzuconej przez
                          > podłego" przez kolejne 238 odcinków
                      • kkokos Re: Zmarnowany potencjał 05.09.10, 20:32
                        Ta dobra jest zawsze dobra i bez skazy, ta zła jest zawsze okropna
                        > i
                        > okrutna, chociaż z czasem może zroumieć bezmiar swego zła i poczuć się dodatkow
                        > o
                        > strasznie nieszczęśliwa.

                        i pójdzie się utopić albo trafi do psychiatryka. tak, w telenoweli to musi być
                        grubą kreską i jednoznaczne

                        > święta mamusia, która wszystko robi dobrze i
                        > szatańska córeczka, która wszystko robi źle. Takie rzeczy to tylko w... telenow
                        > eli.

                        z tego punktu widzenia masz rację

                        > To samo w przypadku porzucających i porzucanych
                            • kkokos Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 19:36
                              gwarantuję, że dobrze pamięt
                              > amm, że ona go do siebie zaprosiła nie tylko z wizytą, ale mieszkanie zapropono
                              > wała). Ach, gdyby Gabunia coś podobnego wyartykułowała! Byłby temat do wspomine
                              > k na piętnascie następnych tomów, zachwyt nad wielkim sercem, taktem itepe, ite
                              > de! A tutaj Robcio faktycznie myśli sobie, że nie ma ochoty odwiedzać pani Ż
                              > eromskiej na jej poddaszu.
                              >

                              > Nie wiem jak komu, ale mnie nie Aniela się tu wydaje antypatyczną, dość wredną
                              > i niewdzięczną jednostką.

                              dobrze pamiętasz. nie wklejam tej sceny, bo jak na forum to długa.
                              ale tam chodzi o uczucie, o to, że aniela powiedziała to nieuważnie, swoimi dziećmi się pochwaliła, o dzieci roberta zapytała z rozpędu, ale już odpowiedzi nie słuchała, a potem bardzo, ale to bardzo dużo mówiła o sobie, nie zwracając uwagi na to, czy temat słuchacza fascynuje czy nie, a potem jeszcze miała czelność powiedzieć robrojkowi, że jest jej potrzebny. że zawsze był. dlatego przywitała go tak czule - ale nie zauważyła, że robroj w depresji.
                              zaproszenie od gaby zapewne wypłynęłoby z głębi jej trzewi i jeszcze bardziej przepastnej potrzeby pomocy, a nie byłoby rzucone ot tak sobie bezmyślnie.
                              anielce autorka włożyła to zaproszenie w usta, by jeszcze bardziej podkreślić jej pustotę, narwaność (narwaństwo?) i doskonałą impregnację na świat poza nią.
                              • filifionka-listopadowa Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 20:20
                                A ja jednak wrzucę, trochę też na wypadek gdyby ktoś miał ochotę zgłosić votum separatum, bo ja trochę mniej negatywnie ten fragment, ale nie mam czasu na głębszą analizę.
                                Wydaje mi się to zdanie z tym, że nie ma zamiaru odwiedzić Pani Żeromskiej miało raczej sugerować, że nie jest ona już w jego życiu tak ważna, jak była kiedyś. Jest już Panią Żeromską, w gruncie rzeczy obcą osobą, bo oddalili się przez te lata, a nie Aniellą za którą tęsknił i do której go ciągnęło. Często osoby nieszczęśliwe zakochane (tak było np. w moim przypadku) łapią się każdego pretekstu by być blisko obiektu uczuć, nawet jeśli wiedzą, że sytuacja jest beznadziejna. A tu Dzieciorobrojek implikuje (może ku swojemu zdziwieniu), że nie ma już tej pokusy, nie chce "łapać okazji". I śmieje się z ulgą bo to już koniec.

                                Obejrzał się. Po drugiej stronie ulicy stała wysmukła kobieta w bieli, w towarzystwie dwóch identycznych chłopczyków.
                                I była to Aniela.
                                Szła ku niemu przez wąską jezdnię, śmiejąc się z daleka i wymachując pęczkiem marchwi. Dzieci podążały za nią bez zastanowienia, miały czarne włosy, jak ona, i patrzały takimi samymi czarnymi, świdrującymi oczami.
                                - Nie wierzę! Robciu! To naprawdę ty! - zawołała Aniela, zatrzymując się przed nim i kładąc mu ręce na ramionach. Nać marchewki załaskotała go w ucho i Robertowi zachciało się śmiać. Aniela wcale się nie zmieniła! - jeśli nie liczyć makijażu. Kiedyś nie malowała powiek na brązowo, a ust - na czerwono. Poza tym wszystko było jak zawsze: charakterystyczny nos, hiszpańskie oczy, olśniewające zęby, brwi jak aksamitne tasiemki - zabawne i zaskakujące było to, że nic a nic go nie obchodziła!
                                Uprzytomnił sobie, że stoi wciąż z tymi wiadrami gruzu i bolą go ramiona. Postawił ciężar na chodniku i otrzepał ręce.
                                - Anielka! - powiedział. - Co za spotkanie. Nic się nie zmieniła. Uśmiechnął się do niej, czując jak z wąsów osypuje mu się cementowy pył. Tak, naprawdę miło było na nią spojrzeć. Była elegancka pewna siebie i ładna. I miała śliczny kapelusik. Tak się bał, że kiedyś ją spotka. A teraz - nic.
                                Nic nie bolało.
                                - Co tu robisz? Kiedy przyjechałeś? Gdzie byłeś? - zasypywała go pytaniami Aniela. Nagle pochyliła się ku niemu (zawsze była wyższa o głowę, a teraz doszły jeszcze wysokie obcasy) i ucałowała serdecznie w oba policzki. Potem mocno go poklepała po ramionach i odsunęła się, żeby go sobie obejrzeć. - Wcale się nie zmieniłeś - stwierdziła z radosnym zdziwieniem. - Trochę posiwiałeś. Ale to ty! Robcio! Boże kochany, jak to dobrze cię widzieć! Tyle lat - ile właściwie?
                                - Dokładnie szesnaście - powiedział Robert, wciąż się uśmiechając. Ciekawe, że nic nie czuł nadal - żadnego wzruszenia, przede wszystkim. - Miło, że mnie poznałaś - powiedział.
                                - Phi! Miałabym nie poznać najlepszego kumpla?
                                - Tak, to byłoby dziwne - przyznał.
                                - Co ty tu robisz, z tymi wiadrami? Mieszkasz tu? - obrzuciła wzrokiem krzywy dom z pruskiego muru.
                                - Nie, remontuję komuś kuchnię.
                                - No, tak. Jak zwykle. Robert, gdzieś ty się podziewał? Wszyscy mówili, że nie ma cię w kraju.
                                - Mieszkałem przez ten czas w Łodzi - wyjaśnił. - Teraz wróciłem. Nie wiem, czy na długo.
                                - Ożeniłeś się? Popatrz, to są moje bliźniaki, Piotruś i Pawełek. Nawet nie próbuj zapamiętać, który jest który, bo ja sama nie wiem. A ty? Masz dzieci?
                                - Córkę - krótko odpowiedział Robert, czując na samą myśl o Belli przypływ dumy i radości.
                                - Aha - powiedziała nieuważnie Aniela. - Robciu, a gdzie mieszkasz?
                                - Na razie nic stałego - odparł. - Szukam mieszkania.
                                - Ale gdzie ja ciebie mogę znaleźć? Ja chcę z tobą pogadać, wypić herbatę! Masz, tu jest moja wizytówka, musisz wpaść do nas na Mickiewicza. Wykupiliśmy całe poddasze, mamy teraz piękne duże mieszkanie. Możesz u nas zamieszkać, jeśli chcesz.
                                - Z córką.
                                - Dziękuję, ale - nie - zaśmiał się Robert. - Moja córka już mieszka u Borejków, do czasu, kiedy ja coś znajdę. To był pomysł Gabrysi i Natalii. - Schował wizytówkę, chociaż wcale nie mial zamiaru odwiedzać pani Żeromskiej na jej poddaszu. W dalszym ciągu nic go nie bolało i nie mógł się temu nadziwić. Zupełnie, jakby go ktoś odczarował. - Natalia bardzo wyrosła i wypiękniała - powiedział, nie wiadomo dlaczego.
                                - I u nich można cię spotkać? Często tam bywasz? – dopytywała się Aniela. - Ja muszę cię zobaczyć, jesteś mi potrzebny. Zawsze mi byłeś potrzebny, pamiętasz?
                                - Tak - odparł Robert. - Pamiętam.
                                - Przyjdę do Borejków. Pogadamy, co? Opowiem ci wszystko, opowiem ci całe szesnaście lat. Jestem teraz aktorką.
                                - Wszystko wiem. Nawet widziałem cię na Malcie.
                                - Widziałeś? - rozpromieniła się Aniela. - Niezła rólka, co? Szkoda, że teraz przerwa urlopowa, zabrałabym cię na spektakl. W tym sezonie grałam jeszcze Maszę w "Trzech siostrach" i Kasię w "Poskromieniu złośnicy". No, nic, wszystko obejrzysz, wszystko ci opowiem. Oj, jak to dobrze, żeśmy nie wyjechali nad morze - Już - już chcieliśmy, ale pogoda tak się popsuła, że Bernard (to mój mąż) się rozmyślił. I całe szczęście - tam teraz wszyscy marzną, a ja tu właśnie, niespodziewanie, dostałam propozycję z radia:
                                wielkie słuchowisko w odcinkach, gram jedną z głównych ról, ach, wszystko ci opowiem. Teraz widzę, jak mi ciebie brakowało, tobie zawsze tak wspaniale się opowiada. A wiesz dlaczego? Bo ty umiesz słuchać. Byłam na festiwalu w Awinionie, wiesz? Nasz teatr dostał tam wyróżnienie. Dzieci, przestańcie podskakiwać! - zwróciła się Aniela do bliźniaków, którzy obiegali ją, odkąd trwała rozmowa, usiłując klepnąć jeden drugiego. - W tej chwili się uspokójcie, przeszkadzacie nam. - Ale oni zignorowali jej polecenie i biegali nadal, więc złapała każdego z synów za rękę, przytrzymała i oświadczyła: - Muszę iść. Robert, pamiętaj - u Borejków! Wpadnę bez tych drapichrustów. Pogadamy sobie.
                                - Z przyjemnością - powiedział Robert.
                                Ucałowała go w policzek i odeszła w słoneczną dal ulicy.
                                Robert pokręcił głową i zaśmiał się krótko, a pył cementowy posypał się także i z czapeczki. Potrząsnął głową mocniej, żeby już osypało się wszystko.

                                Koniec sceny
                                • nessie-jp Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 20:42
                                  Kiedyś nie malowała powiek na brązowo, a ust - na czerwono.

                                  Och, no coś podobnego, cóż za dogłębny esteta kolorystyczny z tego Robrojka! Doprawdy nie dziwię się, że nie chce mieć nic wspólnego z kobietą, która maluje powieki na brązowo, a usta na czerwono. To wiadomy znak pustoty i zbabsztylenia. Robrojka godna byłaby tylko kobieta malująca powieki na czerwono, a usta na brązowo!
                                  • szprota Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 20:57
                                    nessie-jp napisała:

                                    > Kiedyś nie malowała powiek na brązowo, a ust - na czerwono.
                                    >
                                    > Och, no coś podobnego, cóż za dogłębny esteta kolorystyczny z tego Robrojka! Doprawdy nie dziwię się, że nie chce mieć nic wspólnego z kobietą, która maluje powieki na brązowo, a usta na czerwono. To wiadomy znak pustoty i zbabsztylenia.
                                    > Robrojka godna byłaby tylko kobieta malująca powieki na czerwono, a usta na brązowo!
                                    >
                                    NIE CHCĘ WIEDZIEĆ, czym.
                                    Właśnie, bo ja nie bardzo rozumiem, o co chodzi z tym brązem i czerwienią? Że nie pasują do siebie czy że było widać mocny makijaż?
                                    (BTW "Dzieciorobrojek" - bardzo śliczne!)
                                    • verdana Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 12:43
                                      Bo kobieta, ktora się maluje to zaiste Nierzadnica Babilońska. Robrojkowi żal tej uroczej naturalnsci, ktora cechuje kobiety Dobre i Szlachetne, ktore nie malują się ani w mlodosci, ani w latach dojrzalych, wiedzac, że makijaż to zuo.
                                      Gabrysia jest tego przykladem - porzadna kobieta sie nie maluje, ew. tak dyskretnie, aby nikt tego nie zauwazył.
                                      • paszczakowna1 Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 22:40
                                        > Bo kobieta, ktora się maluje to zaiste Nierzadnica Babilońska. Robrojkowi żal t
                                        > ej uroczej naturalnsci, ktora cechuje kobiety Dobre i Szlachetne, ktore nie mal
                                        > ują się ani w mlodosci, ani w latach dojrzalych, wiedzac, że makijaż to zuo.
                                        > Gabrysia jest tego przykladem - porzadna kobieta sie nie maluje, ew. tak dyskre
                                        > tnie, aby nikt tego nie zauwazył.

                                        Coś w tym może i jest, ale kiedy ten trynd zaistniał? Cesia maluje się, i jest to jak najbardziej przedstawione pozytywnie (szlachetny dar Julii w postaci tuszu do rzęs), Aniela jakoś sobie nie przypominam (poza charakteryzacją do roli Franciszki Wyrobek), ale chyba też, Ida (lat 14) pacykuje się "zielonym mazidłem" i nikogo to nie bulwersuje, nawet Gaba czyni w tym kierunku jakieś kroki (choć w końcu natura zwycięża), później jakoś słabo, ale chyba Natalia też używa szminki z racji poznania żeglarza. Post-N&N faktycznie chyba nic.
                                        • mankencja Re: Zmarnowany potencjał 08.09.10, 17:39
                                          Laura w "Tygrysie i Róży" albo w "Imieninach" maluje rzęsy. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba jest to przedstawione jako objaw próżności i upodobania do zbyt długiego zajmowania łazienki.
                                          • szprota Re: Zmarnowany potencjał 08.09.10, 18:03
                                            mankencja napisała:

                                            > Laura w "Tygrysie i Róży" albo w "Imieninach" maluje rzęsy. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba jest to przedstawione jako objaw próżności i upodobania do zbyt długiego zajmowania łazienki.
                                            >

                                            Miałam wrażenie, że było to postrzegane przez domowników (i narratorkę) negatywnie raczej ze względu na wiek Tygryska - miała wówczas czternaście lat.
                                            • mankencja Re: Zmarnowany potencjał 09.09.10, 17:08
                                              > Miałam wrażenie, że było to postrzegane przez domowników (i narratorkę) negatyw
                                              > nie raczej ze względu na wiek Tygryska - miała wówczas czternaście lat.

                                              Możliwe. Niemniej, jeśli już ktoś musi się zachowywać niestosownie do wieku, powinien sobie wybrać inne miejsce, niż łazienka o poranku :)
                                • nessie-jp Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 20:45
                                  > miał
                                  > o raczej sugerować, że nie jest ona już w
                                  > jego życiu tak ważna, jak była kiedyś
                                  > . Jest już Panią Żeromską, w gruncie rzeczy obcą osobą

                                  Zapewne tak MIAŁO być, ale autorce wyszło jak zwykle
                                • croyance Re: Zmarnowany potencjał 06.09.10, 22:24
                                  Tam bylo 'patrzala'? Nie powinno byc 'patrzyla'? Nie wiem, wie ktos, jaka jest poprawna forma?

                                  IMHO nieprzyjemna scena. Aniella jest otwarta, wesola, autentycznie sie cieszy - troche moze nieuwazna jest, ale to cala ona - i przyjmuje Roberta z otwartymi ramionami. A Robert sie zachowuje IMHO jak burak. No dobra, odkochal sie, ale moglby dac sobie na luz z tym ałtoreczkowym zachowaniem i ripostami w stylu 'tak, to byłoby dziwnie' (powiedział ironicznie rusowlosy).
                                    • szprota Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 00:17
                                      alitzja napisała:

                                      > croyance napisała:
                                      >
                                      > > Tam bylo 'patrzala'? Nie powinno byc 'patrzyla'? Nie wiem, wie ktos, jaka
                                      > jest poprawna forma?
                                      > Obie dobre:
                                      > poradnia.pwn.pl/lista.php?szukaj=patrza%B3&kat=18

                                      Poza tym to regionalizm, już w 6k było, że "patrzała".
                                  • nessie-jp Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 03:26
                                    > A Robert sie zachowuje IMHO jak burak.
                                    > No dobra, odkochal sie,

                                    W dodatku, co mnie uderzyło, to odkochał się, przyjrzawszy się z bliska dawnej ukochanej. I stwierdziwszy, że no przyjemnie spojrzeć, ale nic specjalnego
                                    • croyance Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 07:28
                                      Rozmawialam w tym watku z Tygrysem o Romie I jakkolwiek zgadzam sie, ze uczuciowe sprawy roznie sie ukladaja I mlodocianych milosci nie mozna lekcewazyc jako z zalozenia nieistotnych, tak denerwuje mnie, ze u MM wszystkie, WSZYSTKIE licealne zakochania klada sie ciemnym cieniem na calym pozniejszym zyciu bohatera.

                                      W rzeczywistosci spotkanie Roberta I Anielli wygladaloby raczej tak:
                                      - Robciu, stary koniu, to naprawde ty?
                                      - Aniella! Co za spotkanie! Nic sie nie zmienilas! To Twoje chlopaki? Alez podobne!
                                      - No, bo kope lat sie nie widzielismy. Ostatni raz chyba zaraz po maturze. Poligrafia, eh?
                                      - O, nasze slynne liceum. To byly czasy! Alez sie wtedy w robie
                                      kochalem! Chlopaki, wasza mama byla najpopularniejsza dziewczyna w szkole. Aniella, ty wiesz, ze ja do tej pory nie moge patrzec na paczki?
                                      (oboje wybuchaja smiechem)
                                      • marslo55 Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 10:40
                                        croyance napisała:
                                        "I jakkolwiek zgadzam sie, ze uczuciowe sprawy roznie sie ukladaja I mlodocianych milosci nie mozna lekcewazyc jako z zalozenia nieistotnych, tak denerwuje mnie, ze u MM wszystkie, WSZYSTKIE licealne zakochania klada sie ciemnym cieniem na calym pozniejszym zyciu bohatera."
                                        Chwalebnym wyjątkiem jest Ida, która za to kładzie się cieniem na Sławku Lewandowskim..
                                      • kkokos Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 11:09
                                        > - O, nasze slynne liceum. To byly czasy! Alez sie wtedy w robie
                                        > kochalem! Chlopaki, wasza mama byla najpopularniejsza dziewczyna w szkole. Ani
                                        > ella, ty wiesz, ze ja do tej pory nie moge patrzec na paczki?
                                        > (oboje wybuchaja smiechem)

                                        a przypomnijcie mi, bo mnie zaćmiło, czy robrojek spotkał się z panem żeromskim, czy niechęć do poddasza objęła także jego?
                                      • tygrys2112 Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 12:58
                                        ja też to uważam za dużą nadinterpretację. Robrojek stwierdza, że Aniela nic się nie zmieniła, tylko tyle, że się maluje, ale nawet w tym nie widzę zgryźliwości. Po prostu stwierdza, że się odkochał. Chociaż scena Croyance dużo bardziej mi się podobała.
                                        • szprota Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 14:12
                                          tygrys2112 napisała:

                                          > ja też to uważam za dużą nadinterpretację. Robrojek stwierdza, że Aniela nic się nie zmieniła, tylko tyle, że się maluje, ale nawet w tym nie widzę zgryźliwości. Po prostu stwierdza, że się odkochał. Chociaż scena Croyance dużo bardziej mi się podobała.

                                          Zwracam uwagę, że stwierdza to, zanim jeszcze zaczynają rozmawiać. Zrozumiałabym tę refleksję, że już go ona nic a nic nie obchodzi w trakcie rozmowy, gdy Aniella tak wyraźnie podkreśla, że brakuje jej u boku wiernego rycerza, jakim Robrojek był w dawnych czasach. Cała rozmowa uwidacznia Anieliny egocentryzm i jakby poczucie wyższości ("Ja muszę cię zobaczyć, jesteś mi potrzebny. Zawsze mi byłeś potrzebny, pamiętasz?", "- Remontuję komuś kuchnię. - No, tak. Jak zwykle."). Zatem, gdyby po tej rozmowie Robcio skonstatował z niesmakiem, że tak, Anielka się nie zmieniła, jest jak zawsze uroczą egoistką, w związku z powyższym on się odkochał - byłoby to dla mnie logiczne. Tymczasem odkochanie nastąpiło właściwie w momencie, gdy ją ujrzał.
                                          • croyance Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 20:46
                                            Ta scena jest faktycznie nieprzyjemna. Aniela normalnie serce na dloni do Robcia wyciaga, widac, ze autentycznie i prawdziwie sie cieszy, zaprasza go do siebie - a w sumie, kim on dla niej jest, dawnym kolega z liceum jeno. W tej scenie Aniela pokazuje IMO wielkie serce i otwartosc, a Robert wypada jak, przepraszam za okreslenie, stary nadety pierdziel. No i nie wierze, ze Aniela mowi 'potrzebuje cie, zawsze cie potrzebowalam' - z doopy ten tekst i ma chyba tylko pokazac, ze zawsze wykorzystywala biednego Robrojka.

                                            Robert ma pretensje, ze Aniela o corke malo pyta (tam wywnioskowalam z tekstu), ale czy on jej dziecmi zainteresowal? Odezwal sie do nich milo, chociazby jakies 'czesc chlopaki'? Jak on sie w ogole zachowuje? Uuuu, alez mnie ta scena denerwuje.
                                            • maryboo Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 21:07
                                              A mnie w tej scenie zawsze uderza jedna rzecz, podobnie jak w "Noelce" - Aniela za każdym razem, gdy przedstawia swoje dzieci, informuje (bezpośrednio lub nie), że nie odróżnia Piotra od Pawła. I w ogóle jej to nie przeszkadza!
                                              Matką nie jestem, bliźniąt tym bardziej, więc niech mi ktoś powie - to w ogóle możliwe, żeby mama nie poznawała swoich dzieci, czy kolejna próba MM mająca na celu pokazać, jak to mało rodzinna i empatyczna jest Kłamczucha? Pytam, bo ten motyw Macierzy Niezorientowanej zawsze mi się wydawał jakiś strasznie sztuczny - w mojej własnej klasie w podstawówce miałam dwóch autentycznie identycznych braci i nikt z braci koleżeńskiej nie miał problemu z ich zidentyfikowaniem, o matce nie mówiąc...
                                              • turzyca Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 21:34
                                                Ja tam zakladam, ze to tylko taki zart, majacy na celu zdjecie oniesmielenia z (nowo poznanego) znajomego, ktory na pewno pare razy sie rabnie, wiec zawczasu jest uspokajany normalnoscia tego zjawiska. Chyba w "Noelce" byla taka scena, z ktorej dla mnie wynikalo, ze Aniela chlopakow rozpoznaje, ale udaje, ze jest zupelnie zagubiona.
                                                • maryboo Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 22:04
                                                  turzyca napisała:

                                                  > Ja tam zakladam, ze to tylko taki zart, majacy na celu zdjecie oniesmielenia z
                                                  > (nowo poznanego) znajomego, ktory na pewno pare razy sie rabnie, wiec zawczasu
                                                  > jest uspokajany normalnoscia tego zjawiska. Chyba w "Noelce" byla taka scena, z
                                                  > ktorej dla mnie wynikalo, ze Aniela chlopakow rozpoznaje, ale udaje, ze jest z
                                                  > upelnie zagubiona.

                                                  No ale właśnie nie. W "Noelce" Piotruś, siedzący na dywaniku, zostaje przez matkę stanowczo przechrzczony na Pawła, który w tym czasie znajduje się za szafą i Aniela nie zachowuje się bynajmniej, jakby grała. Pewnie się niepotrzebnie czepiam, bo to mógłby być oczywiście inside joke Żeromskich, tylko coś mi się widzi, że dla MM to jest kolejna próba ukazania, jaką daleką od perfekcji mamą jest Kłamczucha - zwłaszcza w porównaniu do Robroja, który to, nieprawda, talerze dokładnie Arabelli zmywa, żeby się dziecko nie nabawiło uczulenia od chemikaliów.
                                                  • grimma Re: Zmarnowany potencjał 07.09.10, 22:27
                                                    a mi sie wydaje ze Rob tak reaguje bo nagle sobie uswiadamia ze Aniela nigdy nie zdawala sobie sprawy z glebi jego uczucia i ze to ze troaktuje go jak kolege/przyjaciela jest dla niego bolesne, bo on by chcial ją do ołtarza poprowadzic
                                                  • kajaanna Re: Zmarnowany potencjał 08.09.10, 11:30
                                                    grimma napisała:

                                                    > a mi sie wydaje ze Rob tak reaguje bo nagle sobie uswiadamia ze Aniela nigdy ni
                                                    > e zdawala sobie sprawy z glebi jego uczucia i ze to ze troaktuje go jak kolege/
                                                    > przyjaciela jest dla niego bolesne, bo on by chcial ją do ołtarza poprowadzic

                                                    Z tym, że gdy Aniella odrzuciła jego awanse, to Robrojek był już żonaty i miał dziecko.

                                                    :D
                                                  • szprota Re: Zmarnowany potencjał 08.09.10, 14:25
                                                    slotna napisała:

                                                    > Kiedys dobrze poznalam dwie blizniaczki, mialy zdaje sie po 11 czy 12 lat. Bawilam sie z nimi przez cale wakacje, w stajni, w ktorej dzierzawilam konia, trzymaly bardzo fajnego huculka. Rozroznialam je... po kolorze gumek na apratach. Inaczej nie bylabym w stanie.
                                                    >

                                                    Z kolei ja miałam w klasie bliźniaczki. Osoby, które widywały je w przelocie na lekcjach, nie rozróżniały ich albo starały się zapamiętać, że tam, gdzie Ania ma szramkę na policzku, Monika ma pieprzyk i rozpoznanie następowało po dokładnym obejrzeniu prawego policzka :) Ale jeśli się z nimi poprzebywało, porozmawiało na przerwach, szło razem do szkoły, rozpoznawało się je na pierwszy rzut oka.
                                                    Więc ok, wierzę, że ktoś, kto zna bliźnięta powierzchownie (albo podczas zabaw jest zaabsorbowany czymś innym niż wygląd uczestników zabawy ;)) nie będzie potrafił ich rozpoznać. Ale własna matka, przebywająca z nimi po kilka godzin dziennie - no, nie. Może w dużym tłumie innych dzieciaków, jak u Weasleyów, ale nie, gdy bliźniaki są jedynymi dziećmi.
                                                  • marslo55 Re: Zmarnowany potencjał 08.09.10, 15:11
                                                    croyance napisała:
                                                    "Co tam blizniaczki, zobaczcie tu: identyczne czworaczki ida do szkoly"
                                                    Wielokrotnie czytałam o bliźniakach zamieniających się miejscami w celu poprawienia ocen (np. Jaś umie rozwiązywać zadania z dwiema niewiadomymi, a Staś nie, więc przy tablicy Jaś udaje Stasia). Czworaczki powinny jechać na samych szóstkach!
                                                    Co do Anieli: literatura to nie życie. Nie słyszałam nawet o jednej matce, która po wyjściu dzieci z wieku niemowlęcego dalej nie jest w stanie ich odróżnić, a bliźniaki Anieli są już w wieku szkolnym! Czy w "Żabie" dalej ich nie odróżnia? Piotr i Paweł będą jej robić wodę z mózgu do końca życia?
                                                    Bzdura i tyle.