Dodaj do ulubionych

alternatywna rzeczywistość- czyli...

28.11.10, 19:30
... "gdybym to ja pisała Jeżycjadę to..."

Na fali wątku o zmarnowanych wątkach, oraz widząc, że niektóre forumki mają bardzo fajne pomysły postanowiłam napisać, jak inaczej można by ugryźć niektóre sytuacje jeżycjadowe:)
Zachęcam do stworzenia swoich alternatywnych historii

(zaznaczam, że przeszukałam forum, podobnego wątku nie znalazłam, więc jeśli był- przepraszam z góry:) )

A więc gdyby:

1. Pyza, w dniu imienin, gdy Fryc przedstawił jej swój plan wagarów postąpiła zgodnie ze swoim praworządnym i uczciwym sercem, odmówiła, gdyż czuła się zobowiązana wobec Wiktora.
Po udanej randce Pyza była już zakochana po uczy i na fali opowieści o fotografii i sztuce zdecydowała się zdawać na historię sztuki, a następnie zostać konserwatorem zabytków. Razem z Wiktorem podczas studiów angażowali się w różne artystyczne akcje, jeździli po festiwalach, a po studiach założyli galerię sztuki. Wiktor, mężczyzna samodzielny nie podzielał entuzjazmu Pyzy do mieszkania "na kupie", a że miał stanowczy charakter już w trakcie studiów zamieszkali razem BEZ ŚLUBU, na który zdecydowali się dopiero po kilku latach. W ten sposób nigdy nie poznamy antypatycznej rodziny Fryca, na czele z jego siostrą Żabą:)

2. Pulpa zmobilizowała się przed maturą, przysiadła i nieszczęsną matmę zdała całkiem dobrze. Udało jej się także dostać na upragnioną ekonomię, ale... w Warszawie! Pojechała, poznała przystojnego i zaradnego młodego człowieka, który został w ostateczności jej mężem. Niestety, konflikt z tatą Borejką był nieunikniony , gdyż zięć nie tylko nie znał ŻADNEGO łacińskiego przysłowia , ale w dodatku wykazywał zbyt duże zainteresowanie dobrami doczesnymi (nie chodzi tylko o zmywarkę). W związku z tym Pulpa z rodziną przyjeżdżała do Poznania jedynie "od święta", z siostrami i mamą utrzymując kontakt on-line:)

3. Romcia zdobyła serce Baltony, żyli szczęśliwie w Poznaniu, bez ślubu. Romcia zaangażowała się w ruch feministyczny, nosiła córkę w chuście i razem z Baltoną otworzyła sklep z bio-żywnością oraz ambitną literaturą kobiecą. Baltona sympatyzował z zielonymi, jeździł na akcje i pomagał ratować ekosystemy:)

4. Laura, mając dość toksycznej matki postanowiła wyjechać na studia do Warszawy, do cioci Pulpy. Tam prowadziła normalne, studenckie życie, poznała nowych ludzi i zaczęła zwiedzać Polskę, obiecując sobie, że swoim dzieciom pokaże więcej niż Poznań i Pobiedziska. Wprawdzie pierwszy kierunek studiów okazał się nie trafiony, ale potem udało jej się dostać na akademię muzyczną.

No to do dzieła, dziewczyny:) Może Natalia nadal byłaby z Tuniem? Może Pyziak wyjechał z jakiegoś innego powodu niż siedzące w nim ZUO... ?
Obserwuj wątek
    • anutek115 Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 28.11.10, 20:22
      budyniowa123 napisała:
      Niestety, konflikt z tatą Borejką był nieuniknio
      > ny , gdyż zięć nie tylko nie znał ŻADNEGO łacińskiego przysłowia

      Bezwzględnie trzeba dodać, że nie miał pięknie sklepionej czaszki :)))).

      > 3. Romcia zdobyła serce Baltony, żyli szczęśliwie w Poznaniu, bez ślubu. Romcia
      > zaangażowała się w ruch feministyczny, nosiła córkę w chuście i razem z Balton
      > ą otworzyła sklep z bio-żywnością oraz ambitną literaturą kobiecą. Baltona symp
      > atyzował z zielonymi, jeździł na akcje i pomagał ratować ekosystemy:)
      >
      Bardzo wiarygodne! Zwłaszcza, jesli chodzi o Baltonę, choćby i z czaszką (którego to Baltony wielbicielka zdecydowanie nie jestem). Może nie zostałby sytym niedźwiedziem wylewającym się z podkoszulka??

      > No to do dzieła, dziewczyny:) Może Natalia nadal byłaby z Tuniem? Może Pyziak w
      > yjechał z jakiegoś innego powodu niż siedzące w nim ZUO... ?

      Natalia została tu już kiedys poddana wiwisekcji, z którą się zasadniczo zgadzam, więc wydaje mi się, że raczej zostałaby starą panną... się zastanowiłam, "singielka" nie pasuje, może "kobietą niezamężną", za to związaną z kilkoma mężczyznami na zasadzie: "ten jest fajny w łóżku, ale za gwałtowny i zmienny, ten nie ma temperamentu, ale jest solidny, z tym się nudzę, ale za to daje mi dużo swobody i mogę sobie robić, co chcę, z tym się dobrze bawię, ale jest on chce, żebyśmy podróżowali po Europie i wyprowadzili się od rodziców, ten mnie chce ograniczyć i przywiązać do siebie, ale ...", wszystkich zwodząc, z nikim nie wiążąc się na stałe, obowiązkowo bezdzietną, bo z wszystkich bohaterek Jeżycjady ona ma moim zdaniem najmniejsze parcie na dzieci, nawet Ida je ma, bo chce, ale Natalia na pewno je ma, bo wszyscy mają i tak trzeba. Słowem, moim zdaniem uwiłaby sobie gniazgko przy rodzicach, niby to usunięta w cień, niby nieszczęśliwa (bo bez męża i dzieci), ale tak naprawdę do głębi zadowolona z życia i biorąca z niego wyłącznie to, co jej odpowiada.

      Natomiast Pyziak wcale by nie wyjechał, po prostu by się wyprowadzili z Gabą, i w ten jakże prosty sposób ocalili swoje małżeństwo. Wskutek czego Miągwa byłby normalnym chłopcem odseparowanym od psychotycznego dziadka, Laura nie musiałaby być Wrednym Pyziaczym Nasieniem, co tylko patrzy, jak tu matce zrobic przykrość, a Święta Gaba Poznańska obecnie byłaby tym, czym wszystkie mamy jeżycjadowych bohaterek - sympatyczną mamą, choćby i najcieplejszym i najbardziej godnym zazdrości, ale tylko TŁEM dla przygód swoich córek i syna, tak jak tłem była Mila Borejko w "Kwiecie kalafiora".
      • nessie-jp Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 28.11.10, 22:28
        > Słowem, moim zdaniem uwiłaby
        > sobie gniazgko przy rodzicach, niby to usunięta w cień, niby nieszczęśliwa (bo
        > bez męża i dzieci), ale tak naprawdę do głębi zadowolona z życia i biorąca z ni
        > ego wyłącznie to, co jej odpowiada.

        Dokładnie to samo pomyślałam od razu o Natalii
        • marslo55 Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 29.11.10, 13:00
          nessie-jp napisała:
          "Natalia po kolejnych burzliwych i przykrych rozstaniach mogłaby wreszcie dojść do wniosku, że facet nie jest jej tak naprawdę do niczego potrzebny: ani w typie żeglarza, ani organisty, ani wąsatego tatusia."
          Toteż ja również bym zafundowała Natalii mnóstwo burzliwych rozstań i happy end w pojedynkę.
          A gdybym to ja pisała "Opium", to oprócz zmiany płci dyrygenta jeszcze jedna rzecz w drugim wypadzie operowym rozczarowałaby Genowefę: Kreska wyszłaby z Lelujką, Maćkowi zostawiwszy na pociechę jabłuszko bez robala cium cium pyszulka i dropsy ich chrzanione.

    • aadrianka Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 29.11.10, 12:57
      > A więc gdyby:
      >
      > 1. Pyza, w dniu imienin, gdy Fryc przedstawił jej swój plan wagarów postąpiła z
      > godnie ze swoim praworządnym i uczciwym sercem, odmówiła, gdyż czuła się zobowi
      > ązana wobec Wiktora.
      > Po udanej randce Pyza była już zakochana po uczy i na fali opowieści o fotograf
      > ii i sztuce zdecydowała się zdawać na historię sztuki, a następnie zostać konse
      > rwatorem zabytków. Razem z Wiktorem podczas studiów angażowali się w różne arty
      > styczne akcje, jeździli po festiwalach, a po studiach założyli galerię sztuki.
      > Wiktor, mężczyzna samodzielny nie podzielał entuzjazmu Pyzy do mieszkania "na k
      > upie", a że miał stanowczy charakter już w trakcie studiów zamieszkali razem BE
      > Z ŚLUBU, na który zdecydowali się dopiero po kilku latach. W ten sposób nigdy n
      > ie poznamy antypatycznej rodziny Fryca, na czele z jego siostrą Żabą:)

      Lubię to!
    • ding_yun Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 29.11.10, 13:15
      budyniowa123 napisała:

      >
      > 4. Laura, mając dość toksycznej matki postanowiła wyjechać na studia do Warszaw
      > y, do cioci Pulpy. Tam prowadziła normalne, studenckie życie, poznała nowych lu
      > dzi i zaczęła zwiedzać Polskę, obiecując sobie, że swoim dzieciom pokaże więcej
      > niż Poznań i Pobiedziska. Wprawdzie pierwszy kierunek studiów okazał się nie t
      > rafiony, ale potem udało jej się dostać na akademię muzyczną.
      >
      W Warszawie udalaby sie na koncert organowy w katedrze na ktorym przypadkowo natknelaby sie na Nerwusa, ktory tam wlasnie by sie przeprowadzil po rozstaniu z Natalia. Po koncercie udaliby sie na pogawdke w klimatycznej kawiarni Same Fusy (kto byl ten wie, ze jest klimatyczna:P) powspominac stare czasy i pogadac o muzyce. Potem Nerwus coraz czesciej zapraszalby Laure na koncerty, spacery, wystawy i do teatru i tak rozkwitloby powoli ich uczucie. Wspieraliby sie wzajemnie w swoich zainteresowaniach. Nerwus pracowalby jako dziennikarz muzyczny i powoli zdobywal popularnosc. Mieszkaliby kilka lat razemw niewielkim, ale ciekawie urzadzonym przez Laure mieszkaniu, a ich slub bylby niezapomnianym przezyciem dla koneserow muzyki. Nie mieliby dzieci.
      och, jak mi sie marzy taka historia. chyba strzele fanfika w wolnej chwili.
      • dakota77 Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 29.11.10, 13:22
        Strzel, strzel koniecznie! I daj linka:)
      • skrzydlate.bobry Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 29.11.10, 14:14
        Ha, nie jestem jedyną, która skojarzyła Laurę z Nerwusem. I nawet coś gdzieś o tym napisałam. Ale to w kontekście romansu znudzonej małżeństwem Natalii z Naszpanem...

        Z innych rzeczy, to też by mi pasowała Roma do Baltony, a Fryca bym spławiła na rzecz Wiktora.

        Ale czy Kreska wyszłaby z opery z Lelujką - to jest dobre pytanie. Ja bym raczej pozwoliła jej się po dość głupim zauroczeniu Maćkiem przekonać do Lelujki ciut później. Niechby sobie z Maćkiem pół roku czy dłużej pochodziła, dostrzegła jego wady, PORZUCIŁA (a co, kobietom też wolno), a dopiero potem niechby z koleżeństwa i przyjaźni z Lelujką wykluło się coś wielkiego.
      • budyniowa123 Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 29.11.10, 15:53
        TAK! Wielkie TAK dla Laury i Nerwusa. Żadnych Naszpanpolonistów, żadnych pustych ramion!

      • rozdzial43 Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 29.11.10, 19:58
        ding_yun napisała:

        > W Warszawie udalaby sie na koncert organowy w katedrze na ktorym przypadkowo na
        > tknelaby sie na Nerwusa, ktory tam wlasnie by sie przeprowadzil po rozstaniu z
        > Natalia. Po koncercie udaliby sie na pogawdke w klimatycznej kawiarni Same Fusy
        > (kto byl ten wie, ze jest klimatyczna:P) powspominac stare czasy i pogadac o m
        > uzyce. Potem Nerwus coraz czesciej zapraszalby Laure na koncerty, spacery, wyst
        > awy i do teatru i tak rozkwitloby powoli ich uczucie. Wspieraliby sie wzajemnie
        > w swoich zainteresowaniach. Nerwus pracowalby jako dziennikarz muzyczny i powo
        > li zdobywal popularnosc. Mieszkaliby kilka lat razemw niewielkim, ale ciekawie
        > urzadzonym przez Laure mieszkaniu, a ich slub bylby niezapomnianym przezyciem d
        > la koneserow muzyki. Nie mieliby dzieci.
        > och, jak mi sie marzy taka historia. chyba strzele fanfika w wolnej chwili.

        A mnie się wydawa ;) że to zupełnie nieprawdopodobna psychologicznie byłaby historia. Dwoje egotyków, skupionych na swych drgnieniach w duszy, a pewnie i jelitach, artystów. Każde niezdolne do poświęcenia uwagi komuś tak o wiele mniej interesującemu niż on sam.

        No, ewentualnie seks mógłby być trafiony, ale ileż on trwa, ten seks. Euforia 6 miesięcy, a potem nieładne rozstanie. Bo żadne z nich nie ma klasy. Nie daj Boże, żeby się tej parce trafiło dziecko.
        • ding_yun Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 29.11.10, 23:50
          rozdzial43 napisała:

          . Dwoje egotyków, skupionych na swych drgnieniach w duszy, a pewnie i jeli
          > tach, artystów. Każde niezdolne do poświęcenia uwagi komuś tak o wiele mniej in
          > teresującemu niż on sam.
          >
          Nie można do końca stwierdzić, jaką osobowość ma Laura. Poznajemy ją jako kilkuletnie dziecko, w CP ma 19 lat (celowo pomijam Sprężynę, bo tam MM uparła się z niej zrobić kiedyś matkę polkę, bukwiepoco). 19 lat to nie jest, i mówię to z całą mocą, wiek w którym osobowość jest ukształtowana. Mimo, że tradycyjnie uważa się, że wiek dojrzewania powinien się kończyć wraz z ukończeniem 18 lat, to mam aż nadto przykładów na to, że proces ów rozpoczyna się/nabiera rozpędu nieco później - najczęściej wraz z rozpoczęciem studiów, które często wiąże się z opuszczeniem domu, wyjazdem z rodzinnego miasta, a czasem i kraju. Gdyby Laura zdecydowała się opuścić dom, konfrontacja ze światem zewnętrznym mogłaby ją zmienić. Przede wszystkim zobaczyłaby, że nie jest ani ósmym cudem świata, ani też czarną owcą za jaką uchodziła w rodzinie. Skupiona na innych rzeczach niż relacje z matką i obserwowanie idealnej siostry mogłaby naprawdę przestać być tak skupiona na sobie - bo u niej wynikało to przede wszystkim z braku akceptacji i poczucia własnej wartości.
        • a.nancy Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 30.11.10, 10:19
          > A mnie się wydawa ;) że to zupełnie nieprawdopodobna psychologicznie byłaby his
          > toria. Dwoje egotyków, skupionych na swych drgnieniach w duszy, a pewnie i jeli
          > tach, artystów. Każde niezdolne do poświęcenia uwagi komuś tak o wiele mniej in
          > teresującemu niż on sam.

          a może to właśnie byłoby zdrowe w ich przypadku? taki związek, w którym każde czuje się wolne, realizuje własne cele, a przy okazji okazuje się, że im po drodze razem? może konieczność pogodzenia się z tym, że nie da się tej drugiej osoby zdominować i owinąć wokół paluszka, wyszłaby na zdrowie obojgu? pewnie byłby to burzliwy związek, ale IMO ma szansę się "dotrzeć".
          • nessie-jp Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 30.11.10, 16:26
            > może konieczność pogodzenia się z tym, że nie da się tej drugiej osob
            > y zdominować i owinąć wokół paluszka, wyszłaby na zdrowie obojgu?

            Ależ jak najbardziej! Oboje są osobami, które z niemal pogardliwą obojętnością odnoszą się do ludzi, których udaje się im łatwo zdominować. Oni nie chcą dominować, oni chcą WALCZYĆ! Kłócić się do upadłego, do wypieków, krzyczeć, tupać nogami, złościć się i godzić burzliwie, wymyślać niestworzone rzeczy, udawać, że się jest strasznie obrażonym i kątem oka patrzeć, co to drugie robi, dąsać się jak burza z piorunami, iskrzyć, trzaskać drzwiami i tłuc talerze. Grać sobie na nerwach jak na skomplikowanym i grzmiącym instrumencie. A potem przytulać na zgodę, obiecywać sobie, że już nigdy-nigdy, mruczeć z zadowolenia i przez cały dzień nie wyłazić z łóżka.

            Laura i Nerwus razem byliby jak wyładowanie atmosferyczne i następująca po nich ożywcza świeżość powietrza.

            Nerwus przy Nutrii kota dostawał z nudów. Ani się z taką pokłócić, ani wrzasnąć, ani zrobić scenę zazdrości, ani zarzucić, że mu czasu nie poświęca, bo mimoza zaraz zrobi buzię w podkówkę i się łzami zaleje...

            Zresztą, przykłady zgodnego stadła dwojga totalnych egocentryków mamy w Jeżycjadzie w postaci Anieli i Bernarda.
          • the_dzidka Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 01.12.10, 21:12
            > a może to właśnie byłoby zdrowe w ich przypadku? taki związek, w którym każde c
            > zuje się wolne, realizuje własne cele, a przy okazji okazuje się, że im po drod
            > ze razem? może konieczność pogodzenia się z tym, że nie da się tej drugiej osob
            > y zdominować i owinąć wokół paluszka, wyszłaby na zdrowie obojgu? pewnie byłby
            > to burzliwy związek, ale IMO ma szansę się "dotrzeć".

            Jak Aniela i Bernard :) Idealnie ich tu opisałaś :)
            • rozdzial43 Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 02.12.10, 15:03
              > > a może to właśnie byłoby zdrowe w ich przypadku? taki związek, w którym k
              > ażde c
              > > zuje się wolne, realizuje własne cele, a przy okazji okazuje się, że im p
              > o drod
              > > ze razem? może konieczność pogodzenia się z tym, że nie da się tej drugie
              > j osob
              > > y zdominować i owinąć wokół paluszka, wyszłaby na zdrowie obojgu? pewnie
              > byłby
              > > to burzliwy związek, ale IMO ma szansę się "dotrzeć".
              >
              > Jak Aniela i Bernard :) Idealnie ich tu opisałaś :)

              A ja tam nie widzę żadnego podobieństwa ewentualnego stadła Laury i organisty do stadła Żeromskich.
              No bo niby kto miałby spełniać rolę, którą wziął na siebie Bernard? Które z nich: Laura czy Filip poświęciłoby ambicje zawodowe dla zajmowania się dziećmi, pieczenia tortów z robakami, wytwarzania przetworów i trzymania szczypiorków w brodzie ;)? Które z nich wykrzesałoby długoletni zachwyt dla osiągnięć artystycznych drugiego, okazywany z punktu widzenia bezpiecznego zaplecza domowego, w którym jest ugotowane, wysprzątane, a dzieci zaopiekowane?

              Nie widzę żadnego z nich w tej roli, doprawdy.
              • ding_yun Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 02.12.10, 19:04
                Ja też nie porównywałabym ich do Anieli i Bernarda bo, jak słusznie zauważasz, żadne nie wcieliłoby się w rolę kury domowej. Natomiast upieram się, że mieliby szansę stworzyć dobry związek nie mieszczący się w jedynie słusznym modelu rodziny. Musieliby mieć oboje dużo wolności i przestrzeni do samorealizacji, własnych znajomych, inną pracę. Łączyłoby ich uwielbienie do muzyki, książek, upodobanie do takich samych rozrywek (oboje widzę raczej w operze niż brnących przez bagna, a jeśli sporty to tylko coś oryginalnego np skoki na bungee). Widzę ten związek jako burzliwy, ale na pewno nie nudny i nie letni. Żadnej zabawy w dom, biały obrus i przetwory na zimę. Jadanie głównie na mieście, co jakiś czas wspólne eksperymenty w kuchni. Żadnych dzieci, oni się do tego nie nadają i kropka.
    • filifionka-listopadowa Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 29.11.10, 13:43
      budyniowa123 napisała:

      > ... "gdybym to ja pisała Jeżycjadę to..."
      > 4. Laura, mając dość toksycznej matki postanowiła wyjechać na studia do Warszaw
      > y, do cioci Pulpy. Tam prowadziła normalne, studenckie życie, poznała nowych lu
      > dzi i zaczęła zwiedzać Polskę, obiecując sobie, że swoim dzieciom pokaże więcej
      > niż Poznań i Pobiedziska. Wprawdzie pierwszy kierunek studiów okazał się nie t
      > rafiony, ale potem udało jej się dostać na akademię muzyczną.
      Fajna zabawa! Rzucam pomysłem tak na szybko
      Gdybym ja pisała Jeżycjadę, kolejny tom nie byłby telenowelą B jak Borejkowie, ponieważ za główną bohaterkę zostałaby obrana jakaś córka (wnuczka???) Celestyny, podczas przełomu II i III klasy liceum.
      Bohaterka zastanawiałaby się na co składać papiery- mocna osobowość Mamy Żakowej rzucałaby jakieś aluzyjki o studiach artystycznych, Hajduk sugerowałby spojrzeniami: "polibuda! polibuda", Żaczek miedzy jednym a drugim daniem(na starość przeżywa ogromną fascynację Nigella Lawson i gotowaniem) wspierał ją, powtarzając by nie szła za wzorem Celestyny i najpierw realizowała swoje ambicje, a potem zakładała rodzinę „spróbuj sosiku, wiesz sięgnąłem trochę do fizyki i jak dodasz...”.
      Oczywiście to wszystko i tak byłoby tłem dla jej fascynacji jakimś poznanym na imprezie kolegą, terminującym u kowala. Zakochanie, okazałoby się typową licealną, kilku miesięczną miłostką. Po zerwaniu i po 3 dniach płaczu, bohaterka stwierdziła by, że właściwie to dobrze, że to już koniec, nabierając ochoty na zwierzenia mamie. Mogłyby się z Celestyną śmiać: "Jaka ja byłam głupia" i "przecież ja chciałam iść za nim na mężologię!", "A te moje smsy!", "a jak go poprosiłam by poczekał na mnie, jak była u ginekologa to jak dzieciak krył się za rogiem" itp.
      Książka kończyła by się na Ławicy, gdy cała rodzina żegnałaby wyruszającą gap year/ wolontariat zagraniczny/whatever- oderwanie się od rodziny by zrozumieć kim jest i czego tak naprawdę chce. "W tym wrzącym gulaszu rodzinnym nie da się usłyszeć własnych myśli"!.
      Pieniądze na część wyprawę dostałaby od rodziców (przecież Hajduk powinien dobrze zarabiać), część pochodziłaby z rozbitej świnki skarbonki, trochę dorzuciłaby w prezentach (gwiazdkowych/urodzinowych) pozostała rodzina.
      • ding_yun Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 29.11.10, 13:49
        filifionka-listopadowa napisała:

        „spróbuj sosiku, wiesz sięgnąłem trochę do fizyki i ja
        > k dodasz...”.

        Zaczek zajalby sie kuchnia molekularna! Zalozyliby z Irenka restauracje. Irenka urzadzilaby wystroj zintegorwany i blyskawicznie zalatwilaby wszystkie pozowolenia wreczajac kolejne wersje Fryne III w postaci lapowek w sanepidzie. I jeszcze by na tym zarobili!
        • pieranka Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 29.11.10, 16:55
          tak! wlasnie tak by bylo!
      • zla.m Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 29.11.10, 21:43
        Nastolatka we mnie mówi: łeee, to jak to, to ona nie ma chłopaka? Ani nawet widoków na zakochanie się...? łeeee

        Osobiście bym dorzuciła przystojnego bruneta, na oko studenta 2. roku, który przyglądał się uważnie bohaterce podczas pożegnalnego snucia się po lotnisku. Co on się tak gapi, no. Pewnie na moje krzywe łydki - pomyślała Klementyna, nieodrodna wnuczka Cesi. I to właśnie ten gapiący się typ (ale oczy ma ładne), ściskając folder tej samej organizacji pomocowej/szkoły letniej, siadł koło niej. No nie, i znowu się gapi. Ale uśmiech też ma miły... - zauważyła Klementyna udając, że patrzy na wygłupy swojego kuzyna Robcia, synka wujka Baltony

        I takie otwarte zakończenie pozwala napisać kolejny tom. I jeszcze jeden, i jeszcze, i .... :D
        • ollus Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 30.11.10, 12:12
          no co wy z tą wnuczką Cesi, przeca ona za młoda na licealną wnuczkę!
          • dakota77 Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 30.11.10, 12:25
            To pewnie miala byc corka:)
    • retro-story Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 30.11.10, 01:18
      Fantastyczne pomysły.

      A wiecie co? Dmuchawiec powinien mieć ROMANS. Z jakąś dużo młodszą kobitką, może byłą uczennicą? Wtedy by tak nie zdziadział zaraz po "Szóstej klepce".
      • croyance Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 30.11.10, 12:26
        Z Ewa Jedwabinska :-P
        • croyance Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 30.11.10, 12:27
          Ktora, notabene, nie umarlaby, tylko troche sie zmienila, uspokoila i stanowila dla smetnej Aurelii zrodlo inspiracji zyciowej.
          • marslo55 Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 30.11.10, 12:47
            croyance napisała:
            "Ktora, notabene, nie umarlaby, tylko troche sie zmienila, uspokoila i stanowila dla smetnej Aurelii zrodlo inspiracji zyciowej."
            Też jestem za niezabijaniem Ewy i nieufiranianiem Aurelii. Pomysł z romansem Dmuchawca podoba mi się ogromnie, a desperackie próby ukrycia go mogłyby stanowić niezły wątek komediowy. Może ta niechęć Ewy do Dmuchawca to żal spowodowany niezauważonym uczuciem niesmiałej licealistki? Tyle piątek wymęczyła, a on nic:D



      • soova Re: alternatywna rzeczywistość- czyli... 30.11.10, 15:05
        Wtedy by tak nie zdziadział zaraz po "Szóstej klepce".


        Zdziadział dopiero w OwR, przecież w "Kłamczusze" energicznie prowadził kółko teatralne! A zdziadział, bo miał zawał. O ile dobrze kojarzę, w tamtych czasach zawałowiec miał zalecane leżenie i w ogóle oszczędny tryb życia (w sensie, żeby siebie oszczędzał). Zaś osobie w rodzinie, która miała tę nieprzyjemność ok. 10 lat temu, lekarz zalecił, po dojściu do siebie oczywiście, zmianę nawyków żywieniowych, rzucenie palenia, ale także dużo ruchu (spacery), rowerek stacjonarny, sanatorium (gdzie też były zajęcia na świeżym powietrzu).
      • budyniowa123 romans ale... 30.11.10, 15:13
        ... nie tylko lub niekoniecznie Dmuchawiec:)

        Ja od dawna mam taką myśl (zrodzoną po przeczytaniu Kalamburki), że romans to się w Jeżycjadzie zdarzył, tylko Musierowicz o tym nie wspomniała ;)

        Jakoś nie przekonało mnie tłumaczenie Mili, że podczas urlopu z Ignacym w Łebie jej nieobecność wiązała się z tym, że przesiedziała kilka godzin w wannie, żeby nie budzić męża:)

        Więc wymyśliłam sobie, że w tym czasie odbyła ona krótką acz treściwą schadzkę ze Zbysławem, przy czym uświadomiła sobie, że może nie do końca kiedyś tam dobrze wybrała. Jednak postanowiła zostać przy mężu, a upojne spotkanie zatrzymać sekrecie (nawet przed samą M.Musierowcz).
        I od tego dnia, Mila i Zbysław widywali się raz na pół roku, kiedy on w interesach odwiedzał Poznań:) I była to dla Mili odskocznia od rzeczywistości, od męża, dzieci, wnuków i całego zborejkowienia:) Ale to tajemnicaaaa, więc ciiiiiiiiiii...
        • croyance Re: romans ale... 30.11.10, 16:05
          Skoro niby ukryla bycie Kalem-Amburka, to co to przy tym jakis tam zwykly romans ...
          • budyniowa123 Re: romans ale... 30.11.10, 18:42
            Niby tak, ale wiesz...
            Kalem Amburką było jakieś męski alter-ego Mili. No bo przecież nie mogła być KALĄ AMBURKĄ. Kobiecie w typie "matczynym" się nie godzi odnosić sukcesów. Kobieta inne ma role życiowe.

            A tu romans, na który porywa się już Mila jako Kobieta- żona-matka! No zuo w najczystszej postaci. I to jeszcze nie z filologiem z zamyślonym spojrzeniem, nie z profesorem jakimś zacnym, tylko z banalnym i okropnym Zbysławem (z tego co pamiętam) prywaciarzem, czy innym typem, któremu dobra doczesne przysłoniły umysł i idee:)

            • nessie-jp Re: romans ale... 30.11.10, 18:49
              > Kalem Amburką było jakieś męski alter-ego Mili. No bo przecież nie mogła być KA
              > LĄ AMBURKĄ

              Nie nie, w wersji żeńskiej musiałaby to być Kala M'Burka :) A tu już zahaczamy o cały wór problemów z rolą kobiety w Afryce, imigrantami, islamem, rasizmem itede. Gdzieżby tam konserwatywna Mila sobie taki pseudo wybrała.

              (Swoją drogą, muszę się przyznać do infantylnej reakcji na tego Kala Amburkę
    • troppo_bella Noelka bis 30.11.10, 19:12
      Witam się po latach czynnej nieobecności na forum. Bierna się nie liczy, czyż nie? Ale jestem, witajcie.

      Noelka. Gwiazdka. Elka i Tomek przybyli z wizytą mikołajową do Żaków/Kołodziejów/Hajduków. Za stołem sami mężczyźni i dzieci, aż miło popatrzeć. Czyżby wszystkie panie zgromadziły się w kuchni? – zastanawia się Elka.

      Przy choince siedzi Jerzy Hajduk piastując swój dziecięcy przychówek.

      – Cesia jest na stypendium w Monachium – wyjaśnia. – Niestety, nie dojechała na święta. A zrobiłem tyle pierniczków...
      - Spotkały się z Julią w Berlinie – dorzuca Tolo krojący makowiec. – Julia realizuje projekt artystyczny ukulturalniający mieszkańców niemieckiej wsi.
      - A nie mogłaby ukulturalniać wsi polskiej? – ciska się Żaczek pakujący pierniczki w tutki dla Mikołaja i Śnieżynki. – Ale tam poniosło moją żonę. Założyła w białostockiem Otwartą Akademię Plastyczną dla Wsi Polskiej. Wpadnę do niej w drugi dzień świąt, bo jest tak zajęta, że nie ma czasu sobie gotować, więc upichcę jej coś ciepłego. I podyskutujemy o Feynmanie, bo z Jurkiem ciężko. W kółko tylko gadałby o kuchni, szkole, dzieciach. Nuda, panie tego.
      - Dziadziu, nie wyjeżdżaj – piszczą małe Hajduki i Kołodziejanki. – Robisz taki pyszny makaronik...
      - Tatusiowie wam zrobią – bronił się przed szantażem moralnym Żaczek. – Albo wujek Baltona.
      - Ja? Ja już zrobiłem bigos, specjalnie dla mamy – zaripostował Baltona. - A ona nie przyszła...
      - Nie przyszła, bo powiedziała, że nie będzie po nas zmywać – powiedział z żalem Tolo. – Siedzi sobie w swojej kawalerce, z koleżankami i piją grzańca z kubków jednorazowych. Jednorazowych! To mi się w głowie nie mieści. Ja wino zawsze piję ze szklanych kieliszków. Z francuska.
      - To idź pozmywać te szklane kieliszki – zazrzędził Hajduk. – Zawsze tony zmywania po tobie zostają...
      I miły męski rodzinny wieczór powoli zaczął przeradzać się w awanturę, więc Elka z Tomkiem wymknęli się po francusku. Pardon, po angielsku.
      • pieranka Re: Noelka bis 01.12.10, 20:33
        Lubię to!
      • the_dzidka Re: Noelka bis 01.12.10, 21:10
        > Witam się po latach czynnej nieobecności na forum. Bierna się nie liczy, czyż n
        > ie? Ale jestem, witajcie.

        Wszelki duch Pana Boga chwali! I ja go chwalę! Troppo-bella? Ale wyrósł! :)
        *przyciska czule Troppo do obfitej piersi*
        • troppo_bella Re: Noelka bis 02.12.10, 20:56
          Dzidka, ach, witaj na czułym MM łonie! No wyrosłam. Też w piersiach.
      • budyniowa123 Re: Noelka bis 01.12.10, 21:39
        "- Ja? Ja już zrobiłem bigos, specjalnie dla mamy – zaripostował Baltona. - A ona nie przyszła...
        - Nie przyszła, bo powiedziała, że nie będzie po nas zmywać – powiedział z żalem Tolo. – Siedzi sobie w swojej kawalerce, z koleżankami i piją grzańca z kubków jednorazowych. Jednorazowych! To mi się w głowie nie mieści. Ja wino zawsze piję ze szklanych kieliszków. Z francuska. "


        Też lubię! Bo od jakiegoś czasu mnie gryzło, co się stało z tą (cytuję z pamięci, więc niedokładnie) "cichą kobietą doświadczoną przez życie..." I miałam nadzieję, że właśnie tak to się skończy, że ciocia się ogarnie, podniesie i zostanie szczęśliwą kobietą pijącą wino z kubków styropianowych z przyjaciółkami w kawalerce:)
        • troppo_bella Re: Noelka bis 02.12.10, 20:59
          >
          > Też lubię! Bo od jakiegoś czasu mnie gryzło, co się stało z tą (cytuję z pamięc
          > i, więc niedokładnie) "cichą kobietą doświadczoną przez życie..."

          No tak, ciocia Wiesia jest jedną z najbardziej niedoinwestowanych postaci Jezycjady, może dlatego, że się już nie rozmnaża. Ale można by fajnego fanfika o niej strzelić. JAk ją poznajemy, ma przecież zaledwie trzydzieści parę lat, przecież powinna zaczynać nowe życie, cóż z tego, że z Bobciem u boku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka