Dodaj do ulubionych

zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak

06.07.11, 18:49
Nie uderzyło Was to, że zwierzęta w Jeżycjadzie traktowane są po macoszemu?
W "Szóstej Klepce" Bobcio hoduje myszki.
W "Idzie Sierpniowej" pan Paszkiet ma psa Lucypera.
W "Dziecku Piątku" babcia Jedwabińska ma kota Felusia
W "Sprężynie" Górscy mają cztery psy.

O ile dobrze pamiętam, Bobciowe myszki wyniesiono z domu do kolegów (poprawcie mnie jeśli się mylę.
Lucyper służył głównie do tego, by pokazać podłość małych Lisieckich.
Kot Feluś babci Jedwabińskiej podkreślał jej dobroć dla całego świata - tu zresztą nie mam zastrzeżeń.
A o psach Górskich wiemy tyle, że były cztery, przyjazne i wesołe.

Dziwne, żadne dziecko nie dopraszało się o pieska, o kotka, o chomika, nic! Rolę domowych maskotek do kochania i głaskania pełnią kolejne niemowlęta...

Wybaczcie, jeśli powielam stary wątek, nie weszłam do archiwum, bo boję się pająków ;)
Obserwuj wątek
    • mama_kotula Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 06.07.11, 18:51
      Cytat
      A o psach Górskich wiemy tyle, że były cztery, przyjazne i wesołe.


      Przyjazne dla tego zająca na podwórku szczególnie. Tak przyjaźnie go goniły, poczciwce.
      • jottka Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 06.07.11, 18:59
        o ile dobrze pamiętam, to ze zwierzątek mamy jeszcze szerszenie:)
        • pi.asia Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 06.07.11, 19:26
          Mama-kotula - o tych psach przyjaznych i wesołych napisałam bo tak dokładnie było w "Spręzynie" - "Córki chowały się zdrowo, kwiaty w ogrodzie wprost szalały, psy były przyjazne i wesołe, truskawki wonne i słodkie, a posiłki pyszne".

          Zgadzam się z Tobą, że kiedy goniły zająca to przyjaźnią godną ZSRR wobec ościennych narodów.

          a co do innych zwierząt - był jeszcze koń Floriana okadzany wśród porzeczek.
          • slotna Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 06.07.11, 19:57
            > "Córki chowały się zdrowo, kwiaty w ogrodzie wprost szalały,
            > psy były przyjazne i wesołe, truskawki wonne i słodkie, a posiłki pyszne".

            ...a potem sie obudzilam ;)
        • zla.m Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 06.07.11, 20:51
          Oraz znane i lubiane "bezpańskie psy i koty" z kolekcji Gabrieli ;)
          • meduza7 Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 07.07.11, 00:44
            Eno, myszki Bobcia to akurat nie są traktowane po macoszemu, tylko realistycznie. Bobcio chce mieć zwierzątko, ale w zatłoczonym mieszkaniu niewielka jest szansa, żeby ktoś się na to zgodził, więc "załatwia" je sobie sam. Potem myszy zostają oddane, ale na litość! Zostawienie parki na niekontrolowane rozmnażanie zaowocowałoby plagą! A Bobciowi przecież pozwalają zachować jednego mysza, więc ma swoje zwierzątko do kochania.
            Lucyper - tak samo. Jest normalnym, kochanym zwierzęciem w domu starszego pana. Nie zjawił się deus ex machina, by objawić podłość Lisieckich; po prostu jest. Feluś też - jest sobie po prostu babcinym kotem, zwykłym wiejskim włóczęgą - szczurołapem.

            Błagam, nie dopatrujmy się w każdym słowie Musierowicz złych intencji, bo zaraz dojdziemy do wniosku, że i drzewa rzucały cień podejrzanie i w określonym celu. Gdzie są babole, tam są (przygarniane zwierzątka Gaby), a gdzie ich nie ma, tam nie ma.
            • jamniczysko Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 07.07.11, 10:25
              MM nie lubi zwierząt, o czym tu było nie jeden raz. I sama się do tego przyznaje. Te nagłe psy i koty wszechkochającej Gabrieli są nie przypiął, ni wypiął.
              • soova Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 07.07.11, 10:45
                Ad psów i kotów przygarnianych przez Gabrielę, to przypominam, że MM zasiadając do pisania KK nie miała zamiaru pisania wielotomowej sagi rodu Borejków, gdzie wszystko ze wszystkim musiało się zgadzać na przestrzeni kilkudziesięciu lat, tak jak zgadza się u Galsworthy'ego czy Dąbrowskiej, jak również nie miała pojęcia, że każda kolejna książeczka o poznańskich nastolatkach okaże się tak chętnie przyjmowana, że skończy się na tworzeniu przez następnych lat kilkadziesiąt wyrobu sagopodobnego. Racja, że w dalszych tomach zapomniała, żeby ten przejaw dobroci serduszka Gaby jakoś rozwinąć czy choćby wspomnieć (zawsze można było przecież napisać, że zrezygnowała z przygarniania, bo się mieszkanie zagęściło Pyziakiem i potomstwem jego :)), ale też i nie ma co robić o to wielkiego zarzutu jej samej. Prędzej zarzucałabym to redakcji, która powinna (chyba?) pomagać autorce opanować rozrastający się materiał.
            • ssssen Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 07.07.11, 13:10
              > Błagam, nie dopatrujmy się w każdym słowie Musierowicz złych intencji, bo zaraz
              > dojdziemy do wniosku, że i drzewa rzucały cień podejrzanie i w określonym celu
              > . Gdzie są babole, tam są (przygarniane zwierzątka Gaby), a gdzie ich nie ma, t
              > am nie ma.

              A nie zauważyłaś, że od pewnego czasu to forum żyje tylko przyp...niem się? Żeby jeszcze czepiać się konkretnie, ale nie, uroi sobie coś jedna, a cała horda zaraz przyjmuje to za pewnik, nawet nie sprawdzając w tekście.
              • ding_yun Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 07.07.11, 13:42
                Wiem, że psiarzom, kociarzom, koniarzom i innym trudno w to uwierzyć, ale są na świecie ludzie, którzy nie przepadają za zwierzętami. Ja mam do zwierząt taki stosunek, jaki niektórzy czasem deklarują w stosunku do dzieci :P - jak są, to mi nie przeszkadzają, ale żeby się o swojego czworonoga mocno starać to nie. Psów się boję wszystkich bez wyjątku i w życiu nie mogłabym mieć własnego bo bałabym się z nim mieszkać. Kota miałam wiele lat, w życiu nie widziałam bardziej bezczelnego i niewdzięcznego stworzenia na tym świecie. Jedyne zwierzątko jakie kochałam to był mój króliczek, który zginął śmiercią tragiczną zaduszony w trakcie przytulania przez mojego kolegę z podwórka. Generalnie moment w którym znalazłam jego zwłoki w pokoju (miałam ze 3 albo 4 latka) to jest jedno z moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa i ogólnie to była straszna trauma. Może dlatego już później nie bardzo chciałam mieć własne zwierzę, źle mi się to kojarzyło. Do czego zmierzam - ludzie, którzy zwierząt nie mają raczej nie będa umieli opisać codzinnego życia z nimi, więc może dlatego MM się od tego powstrzymuje.
                • jamniczysko Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 07.07.11, 14:22
                  Ja tam lubię niemy dialog Józinka z psem w "Języku Trolli".:)
                  Myślę, że dobrze odzwierciedla stosunek MM do zwierząt. Nie przepada, przyznaje się, ale dostrzega i uznaje.
                • soova Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 07.07.11, 14:29
                  Do czego zmierzam - ludzie, którzy zwierząt nie mają raczej nie będa umieli opisać codzinnego życia z nimi, więc może dlatego MM się od tego powstrzymuje.

                  Tym bardziej, że raz się nie powstrzymała - i jeśli chodzi o konia w gospodarstwie agroturystycznym, wyszło nieciekawie, bo jakiś wątek tutejszy na sto postów roztrząsał jej nieznajomość realiów w tym zakresie.
                  • verdana Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 07.07.11, 17:55
                    Ja braku zwierząt nie mam za złe, mam za złe niekonsekwencje w przypadku Gaby, która musiała mieć - jak widac- komplet zalet, zwięrzatka zatem były po prostu w pakiecie.
                    • soova Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 07.07.11, 18:12
                      Zaraz, zaraz. W czasach, gdy mowa o tych zwierzątkach, a raczej o ich przygarnianiu, Gaba nie jest jeszcze świętą jeżycką, a zwykłą nastolatką z Roosevelta, koszykarką, która ma problemy z fizyką, a znienacka spada na nią prowadzenie domu, opieka nad siostrami plus beznadziejny ojciec. Do kompletu zalet to by te zwierzęta pasowały w Noelce, jak raz do incydentu z Cygankami, ale nie tu. Jeszcze nie.
                      • meduza7 Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 07.07.11, 20:42
                        Na litość boską, toż fragment o psach i kotach jest z Noelki właśnie!

                        "A Gabrysia tymczasem potrzebowała wciąż jeszcze kogoś do pokochania. Gromadziła wokół siebie rodzinę, przyjaciół, nawet obcych, nawet psy i koty zbłąkane na ulicy".
                        Noelka, wyd. 1993, s. 18
                        • pi.asia Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 07.07.11, 21:16
                          > "A Gabrysia (...) Gromadziła wokół siebie rodzinę, przyjaciół, nawet obcych, nawet psy i koty zbłąkane na ulicy".
                          Mam wyjaśnienie - ona gromadziła te psy i koty na ulicy, dlatego nie było ich w domu ;)
                          albo gromadziła te zbłąkane, pomagała im znaleźć drogę do domu, i jak się "odbłąkały" to mogła spokojnie zająć się swoim życiem ;)
                        • dziennik-niecodziennik Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 07.07.11, 22:03
                          mi sie wydaje ze chodzilo raczej o glaskanie wszelkiego bezdomnego zwierza i ewentualne podkarmianie go dowolnym fragmentem właśnie zrobionych zakupów...
                          • marslo55 Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 08.07.11, 09:37
                            dziennik-niecodziennik napisała:
                            "mi sie wydaje ze chodzilo raczej o glaskanie wszelkiego bezdomnego zwierza i ewentualne podkarmianie go dowolnym fragmentem właśnie zrobionych zakupów..."
                            Moim zdaniem "gromadzić wokół siebie" nie znaczy "pogłaskać, nakarmić i sobie pójść", tylko "przygarnąć" (choćby na chwilę, jak Cyganeczki). Ewidentnie jednak żaden z tych psów się na stałe nie zadomowił, co dobrze świadczy o ich instynkcie samozachowawczym.


                          • croyance Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 13.07.11, 12:59
                            A ja mysle, ze to raczej chodzilo o to, ze one lgnely do niej, jak do Sw. Franciszka, z wszystkich stron ulicy nadciagaly, zeby usiasc jej na wyciagnietych ramionach ...
                            • ready4freddy Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 30.08.11, 23:08
                              croyance napisała:

                              > A ja mysle, ze to raczej chodzilo o to, ze one lgnely do niej, jak do Sw. Franc
                              > iszka, z wszystkich stron ulicy nadciagaly, zeby usiasc jej na wyciagnietych ra
                              > mionach ...

                              na Gabryjeli psy same sie wieszaly, jednym slowem :)))

                              tak a propos, ostatnio w PR3 tlumaczyli pochodzenie zwrotu "wieszac na kims psy", okrutny to byl dosc obyczaj.
                        • soova Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 08.07.11, 11:20
                          W takim razie głoszę samokrytykę. Nie potrafię naprawdę wytłumaczyć, skąd u mnie wzięło się przekonanie, że te bezdomne psy i koty były w KK.
                          • piotr7777 łatwo to wytłumaczyć 09.07.11, 08:33
                            Większość bohaterów MM mieszka w kamienicach (Borejkowie, Żakowie, Dmuchawiec) lub w bloku jak Lelujkowie i Jedwabińscy. A tam raczej zwierzę trzyma się trudno, poza tym wiele mieszkań jest zagęszczonych. Zwierzęta mogliby bez specjalnych komplikacji trzymać mieszkający w domach jednorodzinnych Kowalikowie, Bittnerowie albo Strybowie.
                            Drugi powód braku zwierząt - ważniejszy - jest taki, że cykl trwa już zbyt długo na życie zwierzaka. Gdyby w KK pojawił się pies albo kot jako pełnoprawny bohater, byłby jeszcze zapewne w Idzie sierpniowej i może w Opium ale już raczej nie w Noelce. A przecież śmierć pupila to jednak przeżycie traumatyczne, zwłaszcza, że niekoniecznie rozumiane przez otoczenie (nikt tu kondolencji nie składa). Skoro MM przyjęła zasadę, że nie uśmierca bohaterów pozytywnych, więc bohaterami nie czyni zwierząt żyjących z założenia krócej.
                            • kkokos Re: łatwo to wytłumaczyć 09.07.11, 11:36
                              piotr7777 napisał:

                              > Większość bohaterów MM mieszka w kamienicach (Borejkowie, Żakowie, Dmuchawiec)
                              > lub w bloku jak Lelujkowie i Jedwabińscy. A tam raczej zwierzę trzyma się trudn
                              > o, poza tym wiele mieszkań jest zagęszczonych. Zwierzęta mogliby bez specjalnyc
                              > h komplikacji trzymać mieszkający w domach jednorodzinnych Kowalikowie, Bittner
                              > owie albo Strybowie.

                              ale co ty w ogóle piszesz?? w latach 70. bodaj najpopularniejszą rasą psa były małe pudelki, w 80. - jamniki. rasy gabarytami znakomicie pasujące do bloków.
                              wychowałam się w kamienicy w latach 70. obok mnie mieszkał seter, na sąsiedniej klatce foksterier i coś, co dziś zidentyfikowałabym jako jack russel teriera, choć być może był to kundel, a w latach 80. pojawił się chow-chow; koleżanki z klasy również w kamienicach miały boksera, baseta (a to wielkie bydlę jest!), kilka kundli różnej wielkości, dwa wilczury, jamnika, moja ciotka w kamienicy miała foksteriera, ciotka w bloku koty jednego po drugim. jeśliby twoja teoria była prawdziwa, to w latach 70. i 80. ludzie nie mieliby zwierząt w ogóle, bo w dużych miastach w domkach jednorodzinnych mieszkały naprawdę wyjątki.

                              > Skoro MM przyjęła zasadę, że nie uśmierca bohaterów pozytywnych, więc bohater
                              > ami nie czyni zwierząt żyjących z założenia krócej.

                              naciągane i dorobione ex post. myślę, że pani MM w ogóle nie wzięła pod uwagę zwierząt, bo sama ich nie ma, nie wie, jak wygląda życie ze zwierzęciem i kompletnie nie umiałaby tego opisać.
                              • pi.asia Re: łatwo to wytłumaczyć 09.07.11, 15:55
                                kkokos napisała
                                > myślę, że pani MM w ogóle nie wzięła pod uwagę zwierząt, bo sama ich nie ma, nie wie,
                                > jak wygląda życie ze zwierzęciem i kompletnie nie umiałaby tego opisać.

                                o to to to! Sam miód płynie z ust Waszmość Pani!
                                I to jest wytłumaczenie, które akceptuję i rozumiem.
                                Argument o krótkim życiu zwierzaka i traumie po jego odejściu - naciągnięty do granic wytrzymałości. Pies może żyć 17 lat, kot jeszcze dłużej. Odejście można opisać krótką wzmianką typu "Józinek zdjął z półki zdjęcie Supła, swojego kosmatego kundelka, który zakończył życie w ostatnie Walentynki, żegnany szczerym żalem całej rodziny". I już.

                                Ale za to myślę, że pani MM doskonale wie, jak wygląda życie z dzieckiem które bardzo chce mieć zwierzątko (a które dziecko nie chce?) i jakich argumentów używa, żeby mu to wybić z głowy.
                                A w Jeżycjadzie ŻADNE dziecko oprócz Bobcia nie chce psa ani kota - i w to nie potrafię uwierzyć.
                              • yowah76 Re: łatwo to wytłumaczyć 10.07.11, 01:18
                                W latach 70 to raczej nia pewno nie byj jack russel ;)
                                Akurat w kamienicach, w tych mieszkaniach po 80 czy 100m jak najbardziej zwierzeta sie trzymalo. Tudziez w blokach w znacznie mniejszych lokalach i da sie ;)
                                W latach 80 jeszcze byl szal na spaniele, tez takie to dosc kompaktowe jest.
    • rannie.kirsted Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 13.07.11, 23:35
      chyba w Brulionie BB byl pan Maciolka z wyjacym kundlem,
      • the_dzidka Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 14.07.11, 09:55
        Z psiną :)
        • pi.asia Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 14.07.11, 18:08
          a psina miała w oczach typowe dla rodziny Maciołków wścibstwo ;)
          • staua Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 14.07.11, 20:01
            "Sumienia, sumienia, ludzie, nie macie! Pieska żeście obudzili!"

            Czy jakos tak.
    • lezbobimbo Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 18.07.11, 11:28
      pi.asia napisała:
      > Nie uderzyło Was to, że zwierzęta w Jeżycjadzie traktowane są po macoszemu?
      > W "Szóstej Klepce" Bobcio hoduje myszki.
      > O ile dobrze pamiętam, Bobciowe myszki wyniesiono z domu do kolegów (poprawcie mnie jeśli się mylę.)

      Z myszkami w 6K dzialy sie też rózne inne, fascynujace rzeczy. Ale że Bobcio mial je traktowac po macoszemu? Swojego ukochanego mysza?

      > Lucyper służył głównie do tego, by pokazać podłość małych Lisieckich.

      A tymczasem pokazal przy okazji bezmyslnosc i podlosc samego Paszkieta.

      > A o psach Górskich wiemy tyle, że były cztery, przyjazne i wesołe.

      ????? I to ma wedlug Ciebie swiadczyc o traktowaniu owych 4 psów po macoszemu przez autorke?

      > Dziwne, żadne dziecko nie dopraszało się o pieska, o kotka, o chomika, nic!

      Że co? Czy Ty aby na pewno czytalas Jezycjade?

      >Rolę domowych maskotek do kochania i głaskania pełnią kolejne niemowlęta...

      Niemowlęta u MM to nie żadnemaskotki, tylko sens życia i korona istnienia każdej porządnej niewiasty. Jak juz podrosną, to są zostawiane samopas, a wiecznie płodne macierze mogą wyłaniac nastepne. Wlasciwie to dzieci w Neojezycjadzie od Noelki w przód są traktowane bardziej po macoszemu niż zwierzęta.
      W Sprężynie niemowle to jednoczesnie obrzydliwy a infantylny Element Komiczny, potwierdzenie jajników Idusi po raz trzeci oraz utarcie nosa jakims tam nowoczesnym, czyli falszywym kolezankom-wredotom.

      > Wybaczcie, jeśli powielam stary wątek, nie weszłam do archiwum, bo boję się >pająków ;)

      Cieszymy się wszyscy...
      • pi.asia Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 18.07.11, 18:03
        >"cieszymy się wszyscy"?
        Lezbobimbo, co Cię ugryzło?
        Jakoś inni forumowicze zrozumieli, że pisząc o traktowaniu "po macoszemu" mam na myśli BRAK zwierząt w Jeżycjadzie, a nie znęcanie się nad nimi. Taki jest zresztą tytuł wątku. Dziwi mnie też to, że żadne dziecko nie chce pieska ani kotka.

        Nie rozumiem Twoich złośliwości.
        Pisząc o niemowlętach dałam wyraz swemu zdumieniu, że (pomijając reakcję Wolfiego na Żabę- noworodka) wszyscy, z małoletnimi dziećmi włącznie, wyrażają wyłącznie zachwyt na widok kolejnych bobasków, które są - jak słusznie zauważyłaś - najwyższym dobrem i jedynym celem życia kobiet Jeżycjadowych.
        Jeżycjadę, wyobraź sobie, czytałam.
        Ale nie pamiętam doprawdy, w którym momencie pan Paszkiet okazał się podły. Może mi przypomnisz. Ale złośliwości sobie daruj.
        • lezbobimbo Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 19.07.11, 02:00
          pi.asia napisała:
          >pisząc o traktowaniu "po macoszemu" mam na myśli BRAK zwierząt w Jeżycjadzie,

          Piszesz o macoszym braku, po czym wyliczasz te zwierzęta, które jednak, marginalnie i anegdotycznie, ale wystepuja, w tym az 4 psy Górskich. Sam Lucyper zaś to jedna z osi, wokól sie kręci IS. Myszki Bobcia są też wazna przyprawa, nie tylko wigilijna.
          Więc TROCHE zwierząt jest, Malo, ale zawszec.

          >Dziwi mnie też to, że żadne dziecko nie chce pieska ani kotka

          To powtarzam, ze nieuwaznie czytalas Jezycjade, bo są 2 wyjątki, co wyją.
          Bobcio dostaje oficjalne pozwolenie na myszki, kiedy zawstydza doroslych, bo nie chca spelnic jego prawdziwego pragnienia - PSA.
          No i Geniusia, która kocha Pieska-substytuta pluszowego..

          Reszta bohaterów owszem, nie chce zwierzaka i nie marzy o nich, bo sama MM nie lubi zwierząt - ot cala tajemnica.
          Psina Maciolki to wyborny element komiczny, ale są też papużki u Majchrzewskich i walęsajacy sie tamże kot (czyli anonimowe elementy ozdobne, ale są). Jest też przerażony buntowniczą Laura szpak oraz jamnik, gdy Laura czyta list od Wolfiego w parku.

          > Ale nie pamiętam doprawdy, w którym momencie pan Paszkiet okazał się podły.

          Paszkiet jest podle obojętny wobec Lucyfera, tak samo Basia. Nigdy go nie wyprowadzaja, tylko, uwaga, puszczaja go codziennie samopas na włóczęgę (!) w srodku Jeżyc, opodal wielkich, ruchliwych arterii drogowych.
          Ida przynajmniej sie psem przyjmuje ale też troche bez sensu, bo zamiast naskarzyc o Lisieckich Paszkietowi i razem z nim isc do Lisieckiej, to idzie sama i oczywiscie ponosi sromotną porażkę. Nie jest wlascicielem psa, ani zbudowana jak potężny starzec, wzbudzajacy poploch.
          • lezbobimbo Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 19.07.11, 02:03
            lezbobimbo napisała:
            > Ida przynajmniej sie psem przyjmuje

            PrzEjmuje, mialo byc przejmuje, urwał nać! Przyjmuje to pózniej, w przychodni..
          • soova Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 19.07.11, 09:29
            Paszkiet jest podle obojętny wobec Lucyfera, tak samo Basia. Nigdy go nie wyprowadzaja, tylko, uwaga, puszczaja go codziennie samopas na włóczęgę (!) w srodku Jeżyc, opodal wielkich, ruchliwych arterii drogowych.


            Nie wiem, czy przypadkiem w latach 70-tych stosunek do zwierząt domowych był na tyle inny od dzisiejszego, że było dość normalne, że psy w miastach się nie tylko wyprowadzało na spacer, ale także wypuszczało samopas, żeby sobie polatały po osiedlu. Zwłaszcza, że ruch samochodowy nie był tak intensywny jednak jak teraz.

            Poza tym już zostało ustalone, że MM nie ma zwierząt i za nimi nie przepada, do czego zresztą sama się przyznała, więc też i wprowadzając do akcji Lucypera pewnie nie do końca była świadoma tego, jak wygląda opieka nad psem w mieście. Zresztą, na Jowisza, taką miała koncepcję i tak jej to pasowało, bo gdyby Lucyper wyprowadzany był na smyczy czy pod okiem, nie byłoby ani dręczenia wałęsającego się psa przez Lisieckich ani ofensywy szlachetnej Idy w jego obronie, co było celem nadrzędnym. Wobec którego właśnie być może redaktorki w Naszej Księgarni przepuściły to wypuszczanie psa luzem bez dozoru, jeśli nawet po prostu nie zwróciły na to uwagi, bo w tamtych czasach było to zachowanie tolerowane.
            • jottka off te 19.07.11, 11:16
              mieszkam na osiedlu, gdzie od pewnego czasu tolerowane jest puszczanie luzem kotów obywatelskich:) znaczy na wewnętrzne podwórko, z trawnikami i krzewami, wyłazi dumnie wielki kocur z 1. piętra, drugi z mieszkania obok, dwie kocice z samej góry, kocur i młoda koteczka z mieszkania na parterze - i wszyscy się rozkładają leniwie na słoneczku bądź w cieniu wedle upodobań i czyhają na wielbicieli:) kto nie wychodzi czy wraca do domu, musi złożyć daninę w postaci miziania wystawionych brzuszków, innymi słowy - wszystkie koty są nasze:)

              a pod wieczór rozlegają się wołania ze wszystkich okien - kajtuś, do domu! malinka, wracaj! no czuję się jak zbrodniarka, udostępniając mojemu kociejstwu jedynie balkon, ale z kwiatami:)
              • soova Re: off te 19.07.11, 11:32
                To dopiero musi być fajne... :)
                • jottka Re: off te 19.07.11, 11:43
                  a jak posiadanie kota zacieśnia więzy międzyludzkie! sąsiad, wzbogaciwszy się w pięknego białoszarego kocura, zaczął mi się nagle kłaniać cały w uśmiechach, a wcześniej jakoś się nie poczuwał... no i wyraża pełne uznanie dla moich kociątek, troszczy się o ich zdrowie i w ogóle:)
              • lezbobimbo Re: off te 19.07.11, 11:48
                jottka napisała:
                (...) i wszyscy się rozkładają leniwie na słoneczku bądź w cieniu wedle upodobań i czyhają na wielbicieli
                > :) kto nie wychodzi czy wraca do domu, musi złożyć daninę w postaci miziania wy
                > stawionych brzuszków, innymi słowy - wszystkie koty są nasze:)
                > a pod wieczór rozlegają się wołania ze wszystkich okien - kajtuś, do domu! mali
                > nka, wracaj! no czuję się jak zbrodniarka, udostępniając mojemu kociejstwu jedy
                > nie balkon, ale z kwiatami:)

                +
                7+++++++++++++++++++++++++++++++++

                Mówic o wilku, a wilk tu! - dasz li wiarę, ze ten ciąg przypadkowych znaków jest nomen omen sponsorowany przez kochanego kotecka, który mie tutaj starannie molestuje i przysiada na klawiaturze A ZWlaszcza na tabulatorze i caps locku`, yyyych :)
                Co do Twego syste mu kocio-sąsiedzkiego, dobrze, ze wracaja wieczorem i nigdzie dalej nie odchodzą od domu, szczwane sztuki :)
                Raq32 nie no, KONIEC, muszę ją zepchnąc, kladzie sie zbyt blisko klawisza Esc i wyłączyła glosnosc!
                • jottka Re: off te 19.07.11, 12:03
                  dam wiarę, mój kocur starszy potrafi komentować moje teksty niecenzuralnym słowem.. kiedyś robiłam zlecenie, gdzie roiło się od określeń przesadnie fizjologicznych, kocisko wskoczyło mi na kolana, spojrzało na ekran, stanęło na klawiaturę, a na ekranie ukazało się "hhhhhhujjjjj":)
                  • lezbobimbo Re: off te 19.07.11, 12:17
                    jottka napisała:
                    > dam wiarę, mój kocur starszy potrafi komentować moje teksty niecenzuralnym słow
                    > em.. kiedyś robiłam zlecenie, gdzie roiło się od określeń przesadnie fizjologic
                    > znych, kocisko wskoczyło mi na kolana, spojrzało na ekran, stanęło na klawiatur
                    > ę, a na ekranie ukazało się "hhhhhhujjjjj":)

                    KWIIIIK! :D No i jak uwierzyc, ze nie umieją pisac i czytac?

                    p.s. ja w odwiedzinach i tutejsze stado niestety nie moje, więc sie tarzam w rzadkim szczęsciu i uzywam kociejstwa ile wlezie póki mogę. Teraz inny jegomosc rozwalil sie na moim krzesle i zostawil mi nawet kawaleczek miejsca. I grzeje mnie dupką, w sam raz na upał.
                    • jottka Re: off te 19.07.11, 12:34
                      ja tam nie wiem, podobno sie w czwartek widzimy:) chcesz, to możesz zapoznać sie z moim stadem, sztuk dwie, z czego wyżej opisany kocur jest patologicznie nieśmiały, ale uwielbia, kiedy sie go podziwia:)
                      • lezbobimbo Re: off te 19.07.11, 12:37
                        jottka napisała:
                        > ja tam nie wiem, podobno sie w czwartek widzimy:) chcesz, to możesz zapoznać si
                        > e z moim stadem, sztuk dwie, z czego wyżej opisany kocur jest patologicznie nie
                        > śmiały, ale uwielbia, kiedy sie go podziwia:)

                        Slodycz! Ale ja podziwiam tarmosząc i skubiąc.. :)
                        • jottka Re: off te 19.07.11, 20:36
                          jeśli jesteś długowłosą, chudą blondyną w okularach to kocur gwałtownie przeskakuje w tryb casanovy:) ja nie wiem, czemu on tak ma, ale wszystkie dziewczyny w tym typie są jego - która by się oparła tym zielonym oczom i temu puchatemu brzuszkowi...
                          • pi.asia Re: off te 19.07.11, 22:10
                            lezbobimbo napisała:
                            >są papużki u Majchrzewskich
                            > Jest też przerażony buntowniczą Laura szpak

                            papużki są u Majchrzaków
                            a buntowniczą Laurą przeraził się kos
            • ready4freddy Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 30.08.11, 23:11
              soova napisała:

              > Paszkiet jest podle obojętny wobec Lucyfera, tak samo Basia. Nigdy go nie wy
              > prowadzaja, tylko, uwaga, puszczaja go codziennie samopas na włóczęgę (!) w sro
              > dku Jeżyc, opodal wielkich, ruchliwych arterii drogowych.
              >

              >
              > Nie wiem, czy przypadkiem w latach 70-tych stosunek do zwierząt domowych był na
              > tyle inny od dzisiejszego, że było dość normalne, że psy w miastach się nie ty
              > lko wyprowadzało na spacer, ale także wypuszczało samopas, żeby sobie polatały
              > po osiedlu. Zwłaszcza, że ruch samochodowy nie był tak intensywny jednak jak te
              > raz.

              jako byly posiadacz psa w sporym miescie informuje, ze i w latach 90tych nie bylo to takie znowu dziwne. oczywiscie dotyczylo tylko niektorych psow, a dokladniej niektorych wlascicieli, ale jak najbardziej istnialo.
              • pi.asia Re: zwierzęta w Jeżycjadzie, a raczej ich brak 31.08.11, 05:49
                Potwierdzam.
                Dawno temu mieliśmy psa, który był chodzącą łagodnością i radością życia oraz ulubieńcem wszystkich okolicznych dzieciaków, za którymi przepadał.
                Ów pies, wyprowadzony na spacer, gdy przychodziła pora powrotu do domu, kładł się na ziemi podwoziem do góry albo wpełzał pod pierwszy lepszy zaparkowany samochód (chodził luzem, bez smyczy, bo takie były czasy, osiedle i jego charakter).
                Pan czy tam pani, klnąc na czym świat stoi wracał do domu a pies zostawał i do upadłego bawił się z każdym innym psem jaki pojawił się w zasięgu wzroku. A dzieciom nadstawiał się do głaskania i pieszczot, których zawsze było mu mało.
                Gdy już się stamtąd wyprowadziłam na swoje, do moich rodziców często pukało jakies dziecko z okolicy, pytając czy może wyprowadzić Urwisa na spacer. Znany był na całym osiedlu.
                Ale to były inne czasy.... gdyby był cień podejrzenia, że psu dzieje się krzywda, to chodziłby wyłącznie z panem.
                Urwis już jest za TM, zmarł na serce...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka