Dodaj do ulubionych

hotelowe menu

30.08.11, 18:24
Pamiętacie scenę z Kalamburki, w której Gizela zabiera dzieciaka do hotelowej restauracji, i nie czytając menu każe kelnerowi przynieść pożywny obiad? To była "zupa, kawał mięsa i jarzyna", czy jakoś tak. Nie jestem pewna, ale chyba kompot też.

Po czym młody grzebie łyżką w talerzu i stwierdza, że nie lubi jarzynowej.
Nie chadzam po hotelowych restauracjach, ale już od dawna w żadnym menu nie widziałam zupy jarzynowej ;)
Najczęstszy zestaw to żurek, pieczarkowa, flaki, czasem grzybowa, pomidorowa, a w kuchniach "ludowych" kapuśniak.
Ale jarzynowa???

Podobnie kompot - zniknął z listy napojów razem z barami mlecznymi. Zresztą przy kompocie upierać się nie będę, bo po prostu nie pamiętam, czy Gizela go zamawiała, a książka jest u koleżanki.
Wiem, czepiam się drobiazgów, ale ta jarzynowa tak mi jakoś nie pasuje do hotelowego menu...
Obserwuj wątek
      • nessie-jp Re: hotelowe menu 30.08.11, 18:53
        Oesu, pardon że tak cykam tymi linkami, tu jest normalny po polsku:

        pl.wikipedia.org/wiki/Minestrone_%28zupa%29
        Taka zupka -- najzwyklejsza jarzynowa z dosypanym groszkiem z mrożonki :) -- była swego czasu hitem restauracji i w ogóle niesłychanie "ą ę" i skądże znowu, to nie jarzynowa, to MINESTRONE.
        • pi.asia Re: hotelowe menu 30.08.11, 18:59
          no dzięki! nie słyszałam, to znaczy kiedyś obiła mi się nazwa o uszy, ale nie zawarłam z nią bliższej znajomości ;)

          No i wyszłam na siermięgę z głębokiej prowincji ;)

          A tak na marginesie - czy to nie ciekawe, że słowo jarzyny prawie wyszło z użycia na rzecz warzyw, a zupa wciąż jest jarzynowa a nie warzywna, z wyjątkiem bulionu warzywnego...
          Nikt już nie mówi na kaszę krupy, a zupa nazywa się krupnik a nie kasznik ;)
          • the_dzidka Re: hotelowe menu 30.08.11, 19:32
            Ale faktem jest, że mnie się ten "pożywny obiad" z jednego z najbardziej wypasionych poznańskich hoteli kojarzy raczej z jedzeniem w jakimś bistro - obiady domowe.
            Kompot?! Kompot?!

            --
            Dzidka
            • melmire Re: hotelowe menu 30.08.11, 19:58
              Dobrze ze Gabunia na taka melmire-kelnerke nie trafila, bo zestaw zaserwowany, aczkolwiek pozywny, stanalby jej oscia w gardle.Albo w porfelu. Albo w jednym i drugim :)
              --
              "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
              "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
              • pi.asia Re: hotelowe menu 30.08.11, 20:04
                melmire napisała:

                > Dobrze ze Gabunia na taka melmire-kelnerke nie trafila, bo zestaw zaserwowany,
                > aczkolwiek pozywny, stanalby jej oscia w gardle.Albo w porfelu.

                Ależ stanął jej ością w portfelu! Stwierdziła, że to rozbój, i że za te pieniądze wyżywiłaby całą rodzinę przez tydzień.
                Aha, i to Gizela była, nie Gabunia.
                • melmire Re: hotelowe menu 30.08.11, 20:08
                  Faktycznie, przyzwyczailam sie do pomstowania na Gabunie :)
                  Ale kompot zamowila!
                  --
                  "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                  "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                  • pi.asia Re: hotelowe menu 30.08.11, 20:17
                    Dzięki za info, że jednak zamówiła kompot!
                    Tu się Gizeli nie będę czepiała - nie czytała menu, bo nie chciało jej się wyciągać okularów, więc nie wiedziała, że w takich lokalach pod hasłem napoje może figurować wiele różnych płynów, ale raczej nie kompot. Za jej młodych czasów kompot w menu był pozycją obowiązkową, toteż zamówiła. Normalna rzecz.
                    Ale czy go dostała?
                    Być może kompot obecnie nosi jakąś wymyślną francuską nazwę i eleganckich lokalach po prostu musi być?
                    • nioszka Re: hotelowe menu 30.08.11, 20:27
                      Dostała, dostała, i w dodatku Gizela kompot traktowała jako deser.
                      " - Kompot!
                      Zjadł posłusznie."

                      W życiu nie jadłam kompotu jako deser. Dla mnie to zawsze była i jest forma napoju, owszem z jakimiś tam pływającymi owocami :), ale jednak z dominującą częścią płynną :)
                      • pi.asia Re: hotelowe menu 30.08.11, 20:32
                        Kompot jako deser serwowała już pani Lewandowska w OwR, pytała nawet rodziny, jaki kompot ma otworzyć na deser, do wyboru były wiśniowy i gruszkowy.

                        Dla mnie to też zawsze był napój. Raz dostałam kompot na miseczce, ze śliwkami, bardzo słodki i esencjonalny, właśnie w charakterze deseru. Byłam zdegustowana :(
                        -
                        • a.nancy Re: hotelowe menu 31.08.11, 14:40
                          > Dla mnie to też zawsze był napój. Raz dostałam kompot na miseczce, ze śliwkami,
                          > bardzo słodki i esencjonalny, właśnie w charakterze deseru. Byłam zdegustowana

                          w moim domu rodzinnym część płynna była wypijana, a owoce zjadane w miseczce j.w.

                          --
                          "hankrearden" natym blogu ponizej twierdzi, ze powolaniem kobiety jest uzywanie swojego mozgu i to on decyduje na co kobieta ma ochote. Mysle, ze normalny facet nie chce miec z taka kobieta nic wspolnego. (z forum)
                      • melmire Re: hotelowe menu 30.08.11, 20:40
                        Une compote , jak juz tacy wyrafinowani jestesmy, ma konsystencje musu/przecieru i faktycznie jest to deser :)

                        --
                        "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                        "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                        • melmire Re: hotelowe menu 30.08.11, 20:41
                          https://img.over-blog.com/600x450/1/75/09/81/compote-pomme-petit-beurre-MAP_3.jpg
                          --
                          "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                          "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                          • ready4freddy Re: hotelowe menu 30.08.11, 21:47
                            ten wasz zaalpejski compote to chyba tutejsza "composta", kojarzy sie z kompostem, ale oznacza wlasnie cos takiego, przecier taki. jak mi mowi wiki, composta to w sumie marmolada/konfitura, tylko z wieksza zawartoscia owocow (min. 65%, inaczej nie moze sie tak nazywac, i mniejsza iloscia cukru).


                            tak a propos kompotu OT: czasem przy rozmowach kulinarnych opowiadam o nieznanej tu (moze i wam tez) zupie truskawkowej, i nieodmiennie moja rosyjska kolezanka mowi "no, ale to jest kompot", na co mnie nieodmiennie otwiera sie w kieszeni noz do obierania ziemniakow i mamrocze "sama jestes kompot" :) no, jak ktos lubi kompot zageszczany smietana i z drobnymi kluseczkami, to niech mu bedzie, ze kompot :)
                            --
                            lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
                            • melmire Re: hotelowe menu 31.08.11, 00:07
                              Tutejsza najpopularniejsza wersja to rozgotowane owoce (jablka lub jablka+dodatki), slodzone malo lub wcale(ja nie slodze wclae, bo tutaj i tak kwasnych owocow jak na lekarstwo). W slepie siedza sobie kolo deserow albo jogurtow, bo sa podobnie pakowane.
                              Faktycznie pojawiaja sie jako dodatek do dan glownych , stad pochodzi kaczka z kompotem - po prostu kompot jest bardziej wytrawny, doprawiony na ostro.
                              --
                              "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                              "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                              • meduza7 Re: hotelowe menu 31.08.11, 08:39
                                Dla mnie jako dziecka zawsze zaskoczeniem było pojawiające się w różnych książkach sformułowanie "jeść kompot". Jak to jeść, kompot przecież jest do picia! Nie potrafiłam tego ogarnąć.
                                Na zimę u mnie w domu zawsze przygotowywało się słoiki z kompotem, truskawkowym albo wiśniowym i potem przynosiło się taki, rozcieńczało i piło właśnie do niedzielnego obiadu.
                                A w lecie gotowało się przeważnie "kompot mieszany", z różnych owoców. Na kompocie robiło się też zupy owocowe, o ile pamiętam, należało tylko zagotować go i zaciągnąć śmietaną. Do tego kluski albo grzanki. Nie lubiłam zupy truskawkowej, była mdła; wiśniowa była lepsza, ale też mama robiła znacznie mniej kompotu wiśniowego i rzadko używała go na zupę.
                                Owoce do mięsa... z taką ekstrawagancją zetknęłam się dopiero po wyfrunięciu z domu rodzinnego ;) U nas zawsze owoce to było "coś słodkiego" a więc używane do deserów itp. Nie robiło się nawet ostrych przetworów typu śliwki czy gruszki w occie.
                                --
                                kura z biura
                                Niezatapialna Armada - analizy
                                Niezatapialna Armada - forum
                                • chomiczkami Re: hotelowe menu 08.10.11, 22:14
                                  Mnie też to dziwiło, aż pojechałam do ciotki (niedawno), gdzie kompot z gruszek to były gotowane gruszki i dawało się to razem z "płynnym". Płynnego mniej więcej jak gruszek, je się łyżeczką, resztę spija. Dla mnie wcześniej kompot to może i miał jakieś tam owoce na dnie, ale to tak...

                                  --
                                  Hitler uczestniczył również we mszy świętej na cześć Marszałka, jaką odprawiono 18 maja 1935 r. w Katedrze św. Jadwigi w Berlinie przy symbolicznej trumnie Józefa Piłsudskiego. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele III Rzeszy m.in. Joseph Goebbels, Konstantin von Neurath oraz wysocy przedstawiciele NSDAP i Wehrmachtu a także nuncjusz apostolski w Niemczech Cesare Orsenigo. Po nabożeństwie dwie kompanie Wehrmachtu oddały honory wojskowe. - Za Wikipedią
                            • jottka Re: hotelowe menu 30.08.11, 22:03
                              ale kompot to chyba zasadniczo "danie z ugotowanych owoców" i funkcjonuje jako 1/ potrawa podawana na zakończenie posiłku (czy to w wersji prostszej do popicia, czy to w wersji bardziej ozdobnej jako deser), 2/ dodatek towarzyszący niektórym daniom głównym (indyka czy inną przepiórkę się podaje tradycyjnie z kompotem ze śliwek - tyle że wtedy to są właśnie owoce w kompotierce, a nie napój w szklance:)
                              • ewaty Re: hotelowe menu 30.08.11, 23:37
                                Ja pamiętam "kompot szkolny"- kubek z sokiem(?!), w tym- pływająca smętnie ,szara truskawka. "Kompot domowy"- kompotierka, albo szklanka głównie z owocami, z odrobiną płynu. Owoce z kompotu do mięsa- wyjęte i odsączone, uh, apetytu mi na śliweczki narobiliście!
                                --
                                Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
                                Czas i tak upłynie.
                    • bupu Re: hotelowe menu 31.08.11, 21:12
                      E no, w mhrocznych czasach PRL kompocik w restauracyjnym menu figurował. Pamiętam osobiście i własnokubkosmakowo.
                      --
                      Wiedźma waathewitch.blox.pl

                      http://www.uwekroeger.fora.pl - Forum fanów Uwe Kroegera
          • slotna Re: hotelowe menu 30.08.11, 19:43
            U mnie zupa z roznych gatunkow warzyw to zawsze byla smieciowa ;)

            --
            Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
            • pi.asia Re: hotelowe menu 30.08.11, 19:54
              u mnie bardzo podobnie - zupa śmietnik ;)
              jeśli z dodatkiem duszonych maślaków to jeszcze gorzej - zupa na ścierce.

              a jak w końcu z tym kompotem - był czy nie?
              • jottka Re: hotelowe menu 30.08.11, 20:15
                kiedyś wpadły mi w ręce felietony prof. doroszewskiego z lat 50. i tam m.in. roztrząsał on ważki problem, czy powinno się mówić "jarzyny" czy też "warzywa" i czym to się różni od siebie. i nawet pan prof prostej odpowiedzi nie podał, różnice znaczeniowe już wtedy się były zacierały.

                aczkolwiek kombinował, o ile dobrze pamiętam, że słowa jarzyny należałoby używać jako określenia jadalnych roślin surowych, a warzywa na ugotowane (bo "u-warzone"), a nadrzędną kategorią byłyby jarzyny, bo dopiero po ugotowaniu stają się warzywami:) ale tu z kolei bruździł uzus, bo właśnie "zupa jarzynowa" (nie z surowych roślin przecież) albo "ogród warzywny" (ten z kolei nie z ugotowanych:) czyli tak naprawdę nic nie wiadomo i się zobaczy, co wyjdzie.
                • pi.asia Re: hotelowe menu 30.08.11, 20:27
                  jottka napisała
                  >kombinował, że słowa jarzyny należałoby używać jako określenia jadalnych roślin surowych, a >warzywa na ugotowane (bo "u-warzone"), a nadrzędną kategorią byłyby jarzyny, bo dopiero po >ugotowaniu stają się warzywami:

                  No to niezbyt rozsądnie kombinował, bo jest dokładnie na odwrót - żywe są warzywa, np. ogród warzywny, sklep warzywniczy, przedmiot w szkole ogrodniczej warzywnictwo.
                  A po ugotowaniu warzyw mamy zupę jarzynową, sałatkę jarzynową, i jarzynę do mięsa.
                  Oraz żeby zamiąchać - bulion warzywny, i dwie mieszanki przyprawowe - "Jarzynkę" i "Warzywko".
                  • jottka Re: hotelowe menu 30.08.11, 20:46
                    ale on się nie posługiwał kategorią bieżącego użycia tych słów, tylko etymologią (jare = w zgrubnym skrócie surowe, warzone = ugotowane), a na różnice pomiędzy znaczeniem słowa wynikającym z etymologii a tym z codziennego użycia zwracał uwagę, więc nie rozumiem zarzutu..
                    • pi.asia Re: hotelowe menu 30.08.11, 21:46
                      no to widocznie ludzie przyjęli nazwy sprzeczne z etymologią - forma wyjściowa nadrzędna była jarzyny (od jare), które po uwarzeniu stawały się warzywami.
                      a w życiu jest tak, że żywe warzywa po ugotowaniu, pardon, uwarzeniu, stają się jarzynami.
                      Bardzo to zagmatwane ;)
                      może już lepiej mówić "zielenina", "włoszczyzna" i "nowalijki" ;)
                      • ready4freddy Re: hotelowe menu 30.08.11, 21:50
                        ja bardzo lubie slowa "jarzyny" i "warzywa", to takie fajne, smakowite slowa. prawie jak "karibu" :) natomiast "wloszczyzna" to glupie slowo, bo oni we Wloszech nie uzywaja polowy z tych wloszczyznowych warzyw, tak lekko liczac. seler - nie, korzen pietruszki - nie, a przeciez to podstawa wloszczyzny :)
                        --
                        miecz przeznaczenia ma dwa ostrza... scyzoryk przeznaczenia ma dwa ostrza, korkociag, srubokret i otwieracz do konserw.
                    • nessie-jp Re: hotelowe menu 30.08.11, 22:34
                      jottka napisała:

                      > ale on się nie posługiwał kategorią bieżącego użycia tych słów, tylko etymologi
                      > ą (jare = w zgrubnym skrócie surowe, warzone = ugotowane), a na różnice pomiędz
                      > y znaczeniem słowa wynikającym z etymologii a tym z codziennego użycia zwracał
                      > uwagę, więc nie rozumiem zarzutu..

                      Myślę, że to w sumie poszło dość prostą i zrozumiałą drogą. Rośliny jadalne to były kiedyś (wszystkie!) "jarzyny". Te spośród roślin jadalnych, które można było uwarzyć, to były warzywa. Te, których raczej nie można było lub nie należało uwarzyć, to były a) zioła b) surówka :D

                      Teraz zresztą też funkcjonuje gdzieniegdzie określenie "jarzyna" zamiast surówki. Z drugiej strony, sałatka z GOTOWANYCH warzyw nazywa się jarzynowa...

                      A zmieniając drastycznie temat, dlaczego u licha ta cała Gizela poszła akurat do eleganckiego HOTELU z małym złodziejaszkiem? Przecież w tamtym okresie bary mleczne i rozmaite "studenckie" oraz "emeryckie" miały się jeszcze doskonale. Sama stołowałam się w takowych przez cały okres studiów, kiedy z forsą było krucho. Barszczyk ukraiński i kopytka ze słoniną -- obiad za grosze, a całkiem, CAŁKIEM jadalny!
                      • kolczykizoldy Re: hotelowe menu 30.08.11, 22:58
                        nessie-jp napisała:
                        > A zmieniając drastycznie temat, dlaczego u licha ta cała Gizela poszła akurat d
                        > o eleganckiego HOTELU z małym złodziejaszkiem? Przecież w tamtym okresie bary m
                        > leczne i rozmaite "studenckie" oraz "emeryckie" miały się jeszcze doskonale.

                        Tak mi sie kojarzy, ze to bylo podczas wizyty papieza w Poznaniu i wszystko bylo pozamykane, oprocz tego eleganckiego hotelu. Ale strzelam tylko, nie mam ksiazki pod reka, zeby sprawdzic.
                          • nessie-jp Re: hotelowe menu 31.08.11, 16:58
                            the_dzidka napisała:

                            > Tak, poza tym Merkury znajdował się tuż obok.

                            No tak, to uprawdopodobnia (...dabnia?) scenę. Zresztą, gdyby to była budka z hot-dogami, to scena straciłaby wiele ze swego uroku ;)

                            • pi.asia Re: hotelowe menu 31.08.11, 18:22
                              nessie-jp napisała:
                              >
                              > gdyby to była budka z h
                              > ot-dogami, to scena straciłaby wiele ze swego uroku ;)

                              nie byłoby pięknego dialogu:
                              To restauracja nie na waszą kieszeń, kobieto!
                              - Nie wam to oceniać, towarzyszu


                              Genialna, inteligentna, celna riposta.
                              • nessie-jp Re: hotelowe menu 31.08.11, 19:14
                                > To restauracja nie na waszą kieszeń, kobieto!
                                > - Nie wam to oceniać, towarzyszu

                                >
                                > Genialna, inteligentna, celna riposta.

                                Tak, to chyba jeden z najlepszych tekstów w tej książce. Nie pamiętam nawet, czy tam nie było "nie na waszą kieszeń, BABCIU" -- forma zwracania się do starszych, obcych ludzi, której serdecznie nie znoszę i za którą zamierzam na starość pałować laską inwalidzką ;)

                                A wracając jeszcze na chwilę do minestrone i "prowincjonalności", to akurat odwrotnie było -- ten zachłyst obcymi kuchniami, z włoską na pierwszym miejscu, był właśnie taki szalenie zaściankowy. Nikt nie gotował jarzynowej, tylko minestrone. Nie wypadało mieć na obiad kopytek, tylko koniecznie gnocchi. Stary, zwykły makaron z jajkiem na boczku nagle musiał się nazywać spaghetti carbonara! Zresztą, jaki makaron, nie było czegoś takiego jak makaron, była PASTA.

                                No i oczywiście oliwa z oliwek we wszystkim i do wszystkiego. Pamiętam czasy grup dyskusyjnych jeszcze na Usenecie, gdy jakaś pożal się kuchenny bożku kosmopolitka chwaliła się, że ona to masła OCZYWISCIE do niczego nie używa, tylko wszystko smaży (smaży!) na oliwie z oliwek... Na nieśmiałe pytanie dlaczego właściwie dania kuchni polskiej, wymagające słoniny, masła, ewentualnie oleju, przygotowuje na oliwie -- nie chciała już odpowiedzieć...

                                Tak właśnie widzę tę scenę z "elitarnym" posiłkiem w hotelu: pseudowykwintne potrawy, które Gizela ze smarkiem sprowadzają do jarzynowej i kompotu.

                                • ready4freddy Re: hotelowe menu 31.08.11, 19:41
                                  nessie-jp napisała:

                                  > Stary, zwykł
                                  > y makaron z jajkiem na boczku nagle musiał się nazywać spaghetti carbonara! Zre
                                  > sztą, jaki makaron, nie było czegoś takiego jak makaron, była PASTA.

                                  nie chcialbym tu wyjsc na jakiegos pozal sie kto moze kosmpolite kuchennego, co gorsza z Usenetu, ale czy naprawde w __polskiej__ __tradycyjnej__ kuchni istnieje cos takiego jak "makaron z jajkiem na boczku"?
                                  --
                                  hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real live dead alien body.
                                  • nessie-jp Re: hotelowe menu 31.08.11, 20:23
                                    > nie chcialbym tu wyjsc na jakiegos pozal sie kto moze kosmpolite kuchennego, co
                                    > gorsza z Usenetu, ale czy naprawde w __polskiej__ __tradycyjnej__ kuchni istni
                                    > eje cos takiego jak "makaron z jajkiem na boczku"?

                                    A dlaczego miałoby "istnieć" czy nie istnieć? Zwykłe, szybkie, tanie żarcie. Makaron z rozbełtanym jajem, podsmażany na skwarkach (bida, panie) albo boczku (ale bogato, panie) się jadło zawsze, tylko po przełomie ustrojowym nagle ta mało szlachetna potrawa zyskała jakże szlachetną, włoską nazwę...
                                    • jottka Re: hotelowe menu 31.08.11, 20:39
                                      no bo tradycyjny makaron na drugie danie to jest z serem na słodko:) albo mniej tradycyjnie, ale też można - za bratankami węgrami - z serem i skwarkami.
                                      • nessie-jp Re: hotelowe menu 31.08.11, 22:06
                                        jottka napisała:

                                        > no bo tradycyjny makaron na drugie danie to jest z serem na słodko:) albo mniej
                                        > tradycyjnie, ale też można - za bratankami węgrami - z serem i skwarkami.

                                        U mnie był też "z pysznym sosikiem", brr, do dziś mam wstręt :) Podobnie jak do makaronu z żółtym serem i sosem pomidorowym (zapewne na siłę dałoby się znaleźć jakąś włoską potrawę, która ma podobny skład, ale jednak makaron z sosem i serem to makaron z sosem i serem i nawet najwłościejsza nazwa nie zmieni jego smaku!)
                                    • ready4freddy Re: hotelowe menu 31.08.11, 20:57
                                      nie pytam, czy mozna takie danie przyrzadzic, to wiem. pytam, czy w szeroko pojetej polskiej kuchni cos takiego istnieje, skoro zarzucasz tym blizej nieokreslonym kosmopolitom snobizm, kazacy im kopytka (bo nie prawdziwe gnocchi, jak rozumiem) nazywac "gnocchi", a zupe jarzynowa "minestrone". na upartego mozna twierdzic, ze jakie tam, panie, spaghetti alla bolognese, to przeciez zwykly makaron z mielonym miesem i sosem pomidorowym, szybkie danie. ja na przyklad w zyciu nie jadlem makaronu z rozbeltanym w nim jajem, stad pytanie. makaron jadalem w zupach, jako dodatek zamiast ziemniakow czy kaszy do drugiego dania, kiedy juz pojawily sie makarony w roznych ksztaltach i wzorach, tudziez z serem, a nawet z makiem jako kluski z makiem, ale z jajem, rozbeltanym do tego, nigdy. stad pytanie :) ale skoro twierdzisz, ze zawsze, uwierze bez dowodu.
                                      --
                                      miecz przeznaczenia ma dwa ostrza... scyzoryk przeznaczenia ma dwa ostrza, korkociag, srubokret i otwieracz do konserw.
                                      • mika_p Re: hotelowe menu 31.08.11, 22:48
                                        A ja jadłam, makaron z jajkiem. Sporadycznie, gdyż albowiem podstawowa forma to były kluski ziemniaczane odsmażane z jajkiem i - jeśli była - kiełbasą. Rzadkim rarytasem były kluski ziemniaczane z białym serem i boczkiem - przy dwójce dzieci kończących lekcje o różnych porach i dwójce dorosłych pracujących na zmiany trudno było trafić w moment, kiedy mama gotowała kluski ziemniaczane, bo z serem i boczkiem tylko świeże - odsmażane tylko z jajkiem.
                                        A taki makaron z białym serem i boczkiem zaczęłam jadać regularnie jako dorosła kobieta, wcześniej tylko na stołówkach - gdy moje dziecko niejadek wyrażało się entuzjastycznie o tej potrawie. Drugie, zresztą, też, odkąd ją poznało, wyraża się entuzjastycznie.
                                        A w domu rodzinnym, byleco typu kluski ziemniaczane (pracochłonne) było tyliko w dzień powszedni, w weekend był normalny obiad, czyli ziemniaki, mięso (ostatecznie, jajko sadzone) i jakaś roślina ;) Surówka, jarzynka (buraczki, później marchewka z groszkiem, na wyraźne życznie moje i brata, zachwyconych smakiem ze stołówki), marynata (śliwki w occie, gruszki w occie, dynia w occie)

                                        --
                                        "Podczas każdej oficjalnej wizyty powinno być obecne dziecko jako zapasowy temat rozmowy." J.Austen
                                        • slotna Re: hotelowe menu 01.09.11, 00:37
                                          > A ja jadłam, makaron z jajkiem. Sporadycznie, gdyż albowiem podstawowa forma to
                                          > były kluski ziemniaczane odsmażane z jajkiem i - jeśli była - kiełbasą.

                                          U mnie sie tak odsmazalo makaron, z jajkiem i kielbasa wlasnie, boczku raczej nie jadalismy. Ja odsmazalam z samym jajkiem.

                                          Swoja droga uwielbiam jednogarnkowa potrawe skladajaca sie z koncentratu pomidorowego, zeszklonej cebulki, pieprzu, kielbasy i swiderkow. W czasach wege oraz pozniejszych latach glodu i zamieci jadlam bez kielbasy, oczywiscie, a w ogole wole parowki, najlepiej sojowe ;) Sam koncentrat tez pyszka, tylko trzeba dosolic. Ostatnio tym uszczesliwilam chlopa, nie chcialo nam sie isc do sklepu, a potrzebne skladniki akurat w domu byly. O kielbase sie nie klocil, bo nie lubi, natomiast makaron zje w kazdej formie, rowniez rozgotowany albo polsurowy.

                                          --
                                          Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
                                          • nessie-jp Re: hotelowe menu 01.09.11, 16:36
                                            > U mnie sie tak odsmazalo makaron, z jajkiem i kielbasa wlasnie, boczku raczej n
                                            > ie jadalismy. Ja odsmazalam z samym jajkiem.

                                            No, bo ten boczek w latach 80-tych to raczej wyglądał jak słonina ;) Wędzona chyba? Nie pamiętam już dokładnie, czy można uwędzić słoninę?


                                            > Swoja droga uwielbiam jednogarnkowa potrawe skladajaca sie z koncentratu pomido
                                            > rowego, zeszklonej cebulki, pieprzu, kielbasy i swiderkow.

                                            Makaron z pysznym sosikiem, jak w gębę dał. TRAUMA :D Nie żeby niedobre, ale ile można. No i oczywiście wiecznie nie było kiełbasy... Świderki, świderki, świderki, koncentrat i świderki, jak pójdę do piekła, to Lucyfer mnie ugotuje w kotle świderków z koncentratem, jak bonie dydy.

                                            • slotna Re: hotelowe menu 02.09.11, 16:51
                                              > No, bo ten boczek w latach 80-tych to raczej wyglądał jak słonina ;) Wędzona ch
                                              > yba? Nie pamiętam już dokładnie, czy można uwędzić słoninę?

                                              W latach 80-tych to ja sie urodzilam ;) 90-te i 00-we raczej mam na mysli.

                                              > Makaron z pysznym sosikiem, jak w gębę dał. TRAUMA :D Nie żeby niedobre, ale il
                                              > e można. No i oczywiście wiecznie nie było kiełbasy... Świderki, świderki, świd
                                              > erki, koncentrat i świderki, jak pójdę do piekła, to Lucyfer mnie ugotuje w kot
                                              > le świderków z koncentratem, jak bonie dydy.

                                              Dla mnie to jest co innego niz ten makaron z sosikiem. Makaron z sosikiem to osobno makaron, a osobno rzadki, slodkawy sosik z koncentratu rozbeltanego z woda, niemal bez smaku (oprocz tych gryzacych przypraw). Dostalam taki kiedys u znajomej. A te moje swiderki byly oblepione w garnku gesta, kwasna, tlusta masa z kocentratu, oleju i zeszklonej na nim cebulki, podobne to bylo nieco do faszerowanej cebuli, ktora tez kocham nad zycie, a o sos potrafilam sie bic z doroslymi czlonkami rodziny.

                                              --
                                              Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
                                              • slotna Re: hotelowe menu 08.09.11, 01:07
                                                slotna napisała:

                                                > A te moje swiderki byly oblepione w garnku gesta, kwasna, tlusta masa z
                                                > kocentratu, oleju i zeszklonej na nim cebulki

                                                Dawno podejrzewalam, ze mamusia mnie sledzi po internecie... Taki wlasnie obiad dzis zastalam ;))

                                                --
                                                Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
                                  • kajaanna Re: hotelowe menu 31.08.11, 20:37
                                    >czy naprawde w __polskiej__ __tradycyjnej__ kuchni istnieje cos takiego jak "makaron z jajkiem na boczku"?

                                    Tak, istnieje. I do tego plasterki pomidora z cebulką. Oj, przepraszam - carpaccio z pomidora!
                                    Smak dzieciństwa, na którym się wychowałam i pielęgnuję do dziś.
                                    • pi.asia Re: hotelowe menu 31.08.11, 20:59
                                      Rok 1999.
                                      Poznański hotel Orbis (chyba, taki wysoki wieżowiec w Śródmieściu)
                                      Danie obiadowe:
                                      szaszłyki + szparagi
                                      jedno i drugie, hmmm, nazwijmy to - chłodnawe.
                                      Były chyba jeszcze do tego ziemniaczki (Lubię ziemniaczki, wszystko lubię), ale nie pamiętam już tego na sto procent. Natomiast zestawu szaszłyków ze szparagami nie zapomnę.
                                      Nie wybierałam tego sama, to było danie zaserwowane na ogólnopolskim zjeździe mojej firmy.
                                    • nessie-jp Re: hotelowe menu 31.08.11, 21:25
                                      > Tak, istnieje. I do tego plasterki pomidora z cebulką. Oj, przepraszam - carpac
                                      > cio z pomidora!
                                      > Smak dzieciństwa, na którym się wychowałam i pielęgnuję do dziś.

                                      Ano właśnie :)

                                      Tylko że jaki szanujący się hotel poda kluski z jajkiem i pomidorem zamiast carbonary z carpaccio z tomatów! :D

                                      A za nazywanie makaronu pastą będę kopać i gryźć po kostkach, tak samo jak za nazywanie tuszu do rzęs maskarą...
                                • pi.asia Re: hotelowe menu 31.08.11, 20:13

                                  > Tak, to chyba jeden z najlepszych tekstów w tej książce. Nie pamiętam nawet, cz
                                  > y tam nie było "nie na waszą kieszeń, BABCIU" -- forma zwracania się do starszy
                                  > ch, obcych ludzi, której serdecznie nie znoszę i za którą zamierzam na starość
                                  > pałować laską inwalidzką ;)

                                  Słowo BABCIU padło wcześniej, jak Gizela wchodziła do restauracji, nie pamiętam początku starcia z tym zarozumialcem, ale było coś takiego:
                                  Dokąd to, babciu?
                                  tu Gizela odpaliła coś tam coś tam dziadku na co ów młodzian rzucił wściekłe "to restauracja nie na waszą kieszeń, kobieto" i dostał ripostą między oczy.
                                  Naprawdę jedno z bardziej genialnych starć słownych w historii Jeżycjady.

                                  I jeszcze jakiś harcerzyk na placu pyta o coś Gizelę, zwracając się do niej per BABCIA, na co ona reaguje "O, to gdzieś tutaj jest pańska babcia?" i słyszy w odpowiedzi "mówiłem do pani" - ach, do pani? A myślałam że do babci! (zgasiła go Gizela).

                                  Forma Babcia - czysty koszmar, pseudo familiarna,a tak naprawdę pogardliwa.
                                    • kolczykizoldy Re: hotelowe menu 31.08.11, 23:17
                                      Przypomina mi sie danie, ktorym zajadal sie jeden moj wspollokator: makaron (rurki, swiderki, cokolwiek), na to gora startego zoltego sera i wszystko wymieszane z potezna porcja cukru. Tylko mi nie mowcie, ze to tradycyjna polska potarwa. Brrr...
                                      • nessie-jp Re: hotelowe menu 31.08.11, 23:30
                                        Tradycyjna to raczej nie, bo u nas chyba właśnie słaba była tradycja mieszania smaków "wytrawnych" ze słodkimi? Z drugiej strony -- mamy przecież kalafiora z bułeczką i cukrem, niom niom niom... Placuszki brokułowe ze startym żółtym serem w środku, posypane chrzęszcząco cukrem -- też NIESAMOWITA pychota. Ale raczej nie tradycyjna.
                                        • jota-40 Re: hotelowe menu 03.09.11, 01:06
                                          Maurycy, kalafior z CUKREM?! Ness, co Ty jadasz? Bułeczka - jak najbardziej, ale cukier?? Placki ziemniaczane z cukrem - owszem, tak. Choć wielu osobom łączenie cukru z ziemniakami i cebulą wydaje się totalną paranoją. Są zresztą chyba sposoby regionalne na placki, prawda? Tu z solą, ówdzie ze śmietaną...
                                          U moich dziadków (kuchnia typowo polska, świetna, bardzo tradycyjna) łączenie potraw wytrawnych (mięsa) ze słodkimi (specjalne gruszki i śliwki do tych mięs, żurawiny, borówki etc.) było na porządku dziennym. I ja też bardzo takie zestawienia lubię.

                                          Chciałam jeszcze dorzucić dwa zdania w kwestii carbonary: uważam mianowicie, że jednak, z punktu widzenia purysty kulinarnego, kryzysowy "makaron z jajkiem i boczkiem/kiełbasą" nie jest bynajmniej tym samym daniem, co klasyczna carbonara. Pomijam tu fakt, czy była/jest ona przyrządzana poprawnie, po włosku etc. Carbonarę robi się inaczej, jajko nie jest wysmażone, dodaje się śmietanę, wszystko ma postać półpłynną, plus parmezan... No i kluchy al dente, a nie rozgotowane muszelki czy co tam innego się robiło w latach kryzysu... Czepiam się, wiem, meritum dotyczy tak naprawdę nazewnictwa, snobizmu etc. No, ale.


                                          --
                                          "Są w świecie dziś rachunki krzywd",
                                          lecz gdy tłum będzie gonił kogoś
                                          w strzępach munduru ślepą drogą,
                                          to póki co uchylę drzwi.
                                          • nikadaw1 Re: hotelowe menu 03.09.11, 12:14
                                            mi nie podoba się takie trywializowanie, typu kopytka=gnocchi, jarzynowa=minestrone, makaron z jajem=pasta carbonara. możecie mnie oczywiście poprawić, ale minestrone chyba nie gotuje się na kości do zupy , i w efekcie końcowym menestrone nie jest chyba tak zawiesista/tłusta jak jarzynowa, jest bardziej przejrzysta?

                                            makaron z jajkiem tradycyjnym polskim daniem? chyba raczej daniem typowo prlowskim, które może i przywędrowało z Włoch ale zostało zmodyfikowane do wymogów stołówkowych, dostępności w sklepach itd. poza tym carbonara to zazwyczaj spagetti, podczas gdy u nas przeważnie były kolanka i świderki. nie mówiąc już o kwestii al dente - Polacy to chyba dopiero w latach 90. dowiedzieli się, co to oznacza i dlaczego jest takie ważne dla makaronu.

                                            scenę w hotelu uwielbiam. zawsze mi się wydawało że Gizela wybrała hotel ze względów wychowawczych i MM chciała pokazać, że Gizela ma gest. a menu w tymże hotelu nigdy mnie nie zastanawiało, przyjęłam po prostu, że końcówka lat 90., tradycyjny hotel, w centrum tradycyjnego Poznania, to i widocznie takie dania tam serwują. nie wiedziałam, że Merkury to takie ąę, skoro Pawełek i Anielka tam się umawiali, i Lucek z Pyzą też (dostali małą porcję lodów oblanych jakimś dżemem, brr)
                                            --
                                            Spacerowiczka
                                            • nessie-jp Re: hotelowe menu 06.09.11, 16:34
                                              nikadaw1 napisała:

                                              > mi nie podoba się takie trywializowanie, typu kopytka=gnocchi, jarzynowa=minest
                                              > rone, makaron z jajem=pasta carbonara.

                                              Ale przecież to nie o to chodzi, że się RÓWNA, tylko że po upadku PRL-u nagle z polskich snobistycznych stołów znikły kopytka, a zastąpiły je gnocchi. Robione zresztą bardzo niewprawnie i smakujące -- jak bonie dydy -- zupełnie jak kopytka. No, ale to nie mogły być kopytka, skądże znowu, niu, to były modne gnocchi!

                                              Moda na polską kuchnię wróciła przecież i teraz snobistyczne stoły uginają się nie tylko pod potrawami o francuskich i włoskich nazwach, ale i pod swojskimi schaboszczakami, kałdunami, bigosami i pierożkami.


                                              i w efekcie końcowym menestron
                                              > e nie jest chyba tak zawiesista/tłusta jak jarzynowa, jest bardziej przejrzysta

                                              Nie wiem w takim razie, jaką zupę podano mi w sobotę w nienajgorszej włoskiej pizzerii, bo była całkiem sympatycznie zawiesista i sycąca oraz pełna wszelakich warzyw. W niczym nie przypominała polskiej jarzynowej, która kiedyś przebierała się za włoską minestrone -- przede wszystkim groszek nie był z puszki ^^ No i mnóstwo było fasolki, siekanej zieleniny, kalafiora i różnych innych dobrodziejstw.

                                              > Polacy to chyba dopiero w latach 90. dowiedzieli się, co to ozna
                                              > cza i dlaczego jest takie ważne dla makaronu.

                                              Oczywiście, przed tą cezurą fakt bycia narodowości polskiej wykluczał jakiejkolwiek ogarnięcie kuchenne i orientację w zwyczajach kulinarnych świata. Nie można wprost było być Polakiem i wiedzieć, że w różnych krajach makarony jada się na różne sposoby...

                                              Notabene, nie cierpię makaronu al dente do wszystkiego. Pół biedy, jeśli to rzeczywiście potrawa, która takich klusek wymaga -- ale próby zastępowania makaronem al dente np. klusek do polskiej zupy, które powinny być a) nie rozgotowane, ale nie półsurowe; b) zawierać w składzie jajka! -- budzą moje krwiożercze instynkty.

                                              Reasumując, zgadzam się z pi.asią że w czasach, w których dzieje się akcja ww. sceny w hotelu, królował snobizm kulinarny i zachłyśnięcie zagranicznością przy jednoczesnym nieudolnym i chaotycznym naśladownictwie zagranicznych zwyczajów (nieudolnym z tak prozaicznego choćby powodu, jak brak łatwej dostępności składników). Dlatego tak jak wątkodawczyni podejrzewam, że w hotelowym menu nie mogła się pojawić zwykła jarzynówka. Mogła ją zastąpić minestrone, mogła to być zupa jarzynowa "po francusku" (bodajże julienne?) -- faktem jest, że za niezbyt wyszukane i niesmaczne potrawy (ale za to o wyfiumkanych nazwach!) hotelowa restauracja policzyła sobie bardzo dużo.

                                          • turzyca Re: hotelowe menu 05.09.11, 21:27
                                            jota-40 napisała:

                                            > Maurycy, kalafior z CUKREM?! Ness, co Ty jadasz? Bułeczka - jak najbardziej, al
                                            > e cukier??

                                            Ty lepiej nie jedz do Szlezwika-Holsztynu... Akurat teraz jest sezon na ich sztandarowa potrawe: Gruszki, fasola i boczek. A za pare miesiecy zacznie sie jedzenie jarmuzu, gotowanego jak widac na obrazku z wkladka miesna i podawanego z kartoflami. Po czym posypuje sie to cukrem. Wysluchalam juz zacietych klotni o to, ktory wariant jest kanoniczny: z cukrem tylko na jarmuzu, tylko na kartoflach czy wszedzie. Oczywiscie kazda okolica ma swoj wariant.
                                            A czyms co dla mnie jest zgroza zupelna, a tam taka oczywistoscia, ktora podaja nawet na stolowkach, to Sauerfleisch, jakas koszmarna odmiana zimnych nozek, na kwasno, z octem, i podawana z takim beltem z brukwi, marchwi i ziemniakow. Calosc wyglada jakby juz ja ktos raz zjadl...
                                            Zdecydowanie wole kuchnie poludniowoniemiecka. Aczkolwiek na polnocy maja niezle desery...
                                            --
                                            24 kilo klonow.
                                            • verdana Re: hotelowe menu 06.09.11, 14:06
                                              Po słodkich duńskich czy szwedzkich hot-dogach niewiele mnie potrafi zaskoczyć. Ale protestuję - makaron smazony z jajkiem, to nie jest i nie będzie carbonara. Pewnie, ze skladniki zbliżone, ale ze zbliżonych składników to ja potrafię zrobić bardzo, bardzo różne rzeczy.
                                              Babka ziemniaczana i ziemnaczki z wody + jajeczniczka z cebulką to jednak nie jest dokladnie to samo danie.
                                              --
                                              Mops i kot

                                              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                          • nessie-jp Re: hotelowe menu 06.09.11, 16:43
                                            jota-40 napisała:

                                            > Maurycy, kalafior z CUKREM?! Ness, co Ty jadasz?

                                            No! A kluchy leniwe z bułeczką i cukrem? MNIAM.... tylko cukier musi być grubaśny i tak miło chrzęścić w zębach podczas jedzenia, komponując się z przesmażoną bułeczką.

                                            W ogóle lubię niektóre potrawy i na słodko, i na słono. Dlatego uwielbiam przyprawy indyjskie, które pasują i do jednej, i do drugiej wersji.


                                            > jednak, z punktu widzenia purysty kulinarnego, kryzysowy "makaron z jajkiem i
                                            > boczkiem/kiełbasą" nie jest bynajmniej tym samym daniem, co klasyczna carbonara
                                            > . Pomijam tu fakt, czy była/jest ona przyrządzana poprawnie,

                                            No ale właśnie o to chodzi, że NIE BYŁA! Pojawiła się znienacka moda na carbonarę i oto każdy makaron z jajem (parmezan? jaki parmezan? kogo było stać na parmezan w latach 90-tych?) musiał się obowiązkowo nazywać carbonarą. Po prostu niektórym gospodyniom przez gardło by nie przeszło, że na obiad podały jarzynową i kopytka z sosem, a na kolację był makaron z jajkiem.

                                            Tak jak każdy makaron nitki musiał, ale to MUSIAŁ się nazywać spaghetti, znienacka się okazało, że świderki, muszelki, rurki i wstążki są be, bo muszą być fussili, tagliatelle, canelloni i kto je tam jeszcze wie...

                                            Ta faza na szczęście w ciągu kilku lat minęła, ale ślady pozostały -- nadal bardzo trudno jest kupić w Polsce kawę z mlekiem albo kawę z pianką. Wręcz produkt nie do dostania. Musi być latte (obowiązkowo z pominięciem "cafe"), cappuchino i macchiato (obowiązkowo wymawiane "macziato").

                                            Ja to zauważam z językowego punktu widzenia, bo mnie to razi, tak jak razi mnie maskara do oczu i joggingi damskomęskie, zamiast tuszu i trampek.

                                            • ding_yun Re: hotelowe menu 06.09.11, 17:53
                                              No! A kluchy leniwe z bułeczką i cukrem? MNIAM.... tylko cukier musi być grubaś
                                              > ny i tak miło chrzęścić w zębach podczas jedzenia, komponując się z przesmażoną
                                              > bułeczką.
                                              >
                                              > W ogóle lubię niektóre potrawy i na słodko, i na słono. Dlatego uwielbiam przyp
                                              > rawy indyjskie, które pasują i do jednej, i do drugiej wersji.
                                              >
                                              Ja tak mam bardzo wybiórczo. Kalafiora z cukrem jakoś sobie nie wyobrażam, leniwe z bułeczką i cukrem są pycha, placki ziemniaczane jadam wyłącznie w wersji na ostro (z sosem pomidorowym najchętniej), ale do zupy pomidorowej obowiązkowo dodaję sporą łyżkę miodu. Ale prawdziwym ideałem smaku jest połączenie słodkiego i ostrego, jak czekolada z chili lub chili con carne doprawione prawdziwym kakao, kuszą mnie też lody z różowym pieprzem, ale jeszcze nie próbowałam.

                                              Tak jak każdy makaron nitki musiał, ale to MUSIAŁ się nazywać spaghetti, zniena
                                              > cka się okazało, że świderki, muszelki, rurki i wstążki są be, bo muszą być fus
                                              > sili, tagliatelle, canelloni i kto je tam jeszcze wie...
                                              >
                                              Tego też bardzo żałuję, osobiście lubię nasze polskie rurki, wstążki, kolanka, ale one już chyba odeszły w zapomnienie.

                                              > dzo trudno jest kupić w Polsce kawę z mlekiem albo kawę z pianką

                                              Tak! Kiedyś dłuższą chwilę spędzilam z koleżanką w kawiarni rozkminiając jaka kawa byłaby najbliższe zywkłej kawie z mlekiem - wyszło nam, że Americano z dodatkiem mleka, ale tego znowuż nie ma na ogól w menu, Americano z załozenia ma występować solo. A latte, czyli de facto mleko z kawą, to już co innego, nie każdy lubi aż taką słabiznę.
                                              • meg_mag Re: hotelowe menu 06.09.11, 18:48
                                                u nasz na szczescie kroluja nadal tradycyjne nazwy kawy - Melange, Brauner, Fiaker i od razu wszystko wiadomo :)
                                                --
                                                przysiądę Ci na kołdrze i w żagle z prześcieradła otulę Twoje sny:)
                                              • nessie-jp Re: hotelowe menu 07.09.11, 20:29
                                                > Tak! Kiedyś dłuższą chwilę spędzilam z koleżanką w kawiarni rozkminiając jaka k
                                                > awa byłaby najbliższe zywkłej kawie z mlekiem - wyszło nam, że Americano z doda
                                                > tkiem mleka, ale tego znowuż nie ma na ogól w menu,

                                                Dzięki za cynk z tym Americano -- wypróbowałam dzisiaj, dostałam to mleko i faktycznie, to jest to!
                                            • pi.asia Re: hotelowe menu 06.09.11, 19:30
                                              nessie-jp napisała

                                              > Ja to zauważam z językowego punktu widzenia, bo mnie to razi, tak jak razi mnie
                                              > maskara do oczu i joggingi damskomęskie, zamiast tuszu i trampek.
                                              >

                                              Miło wiedzieć, że nie tylko mnie wkurza maskara zamiast tuszu, podobnie jak maska zamiast dotychczasowej maseczki. Zresztą słowa maszkara i maska w kontekście poprawiania urody brzmią zadziwiająco ;)

                                              Dostaję tez piany na ustach gdy słyszę o "sałacie". Sałata to zawsze było określone warzywo - zielone, bordowe, masłowe, kruche, lodowe, dębolistne, listkowe, łodygowe bądź rzymskie, a nie mix różnych surowych warzyw z ewentualnym dodatkiem sałaty. Taki mix to dla mnie była i będzie sałatka bądź surówka. Chociaż może są cudotwórcy potrafiący zrobić sałatę z pomidorów ;)
                                              • verdana Re: hotelowe menu 06.09.11, 19:39
                                                O, nie, nie. Nikodem Dyzma, miał na talerzyku własnie " jakąś sałatę" , w znaczeniu sałatki - czyli to okreslenie funkcjonowalo jak najbardziej w zamierzchłych, przedwojennych czasach.
                                                --
                                                Mops i kot

                                                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                • pi.asia Re: hotelowe menu 06.09.11, 20:23
                                                  Ale czy to autor określa że to jakaś sałata, czy sam Nikodem Dyzma?
                                                  Może na talerzyku była super-hiper-hifi-wyrafinowana mieszanka z cykorii, rukwi, rukoli czy Bóg wie czego, a ten prymityw Dyzma stwierdził że to "jakaś sałata"?
                                                  • jottka Re: hotelowe menu 06.09.11, 20:58
                                                    nonie, verdana ma rację - zajrzyj do ćwierczakiewiczowej na przykład, w zestawach obiadowych czy bankietowych znajdziesz pozycję "sałata/ sałaty", właśnie jako dodatek (zasadniczo) warzywny do dań głównych. "surówka" jako taka to jest wynalazek bodaj lat późnych dwudziestych, w sensie oficjalnej potrawy (wcześniej chyba funkcjonowało słowo "surowizna" na warzywa nieprzetworzone).
                                                  • verdana Re: hotelowe menu 06.09.11, 20:58
                                                    O ile pamietam, nie da się tego stwierdzić. Odautorsko Dyzma nalożył sobie na talerz "jakiejś salaty" . Tak czy inaczej, ta sałata jako sałatka funkcjonowała.
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • pi.asia Re: hotelowe menu 06.09.11, 21:19
                                                    jottka, Ćwierciakiewiczową rzuciłaś mnie na kolana, normalnie strzał zza węgła ;)
                                                    Chylę czoła i biję się w pierś mą łabędzią ;) Odszczekuję wszystkie kalumnie rzucane wyżej -
                                                    hau hau

                                                    Niech już będzie ta sałata, chociaż moja dusza ogrodnika wrzeszczy, pomstuje, wygraża pięścią i tupie nogami ;)
                                                  • nessie-jp Re: hotelowe menu 06.09.11, 22:10
                                                    > Niech już będzie ta sałata, chociaż moja dusza ogrodnika wrzeszczy, pomstuje, w
                                                    > ygraża pięścią i tupie nogami ;)

                                                    Mimo wszystko i gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że ta "sałata" przedwojenna naprawdę z języka znikła, a teraz mamy do czynienia z nową modą na to słowo. Mnie też z lekka to niecierpliwi, gdy restauracja nie jest w stanie zapisać karty dań "po ludzku" tylko zamiast surówki musi serwować sałatę. Ja nie jestem Dyzma! Mnie już konsjerżka drzwi nie otwiera, ja nie jeżdżę automobilem ani welocypedem! Dlatego do obiadu poproszę jednak surówkę lub sałatkę, w ostateczności i przaśnie -- jarzynę. Sałatę -- to tylko lodową z jogurtem (posypaną cukrem).
                                                  • ready4freddy Re: hotelowe menu 07.09.11, 14:23
                                                    tez tak to zawsze rozumialem (u Dolegi-Mostowicza, "Kariere..." uwielbiam!)

                                                    we wloskim np. tez to samo slowo oznacza salate i salatke (ale to o tyle logiczne, ze podstawa wielu salatek wloskich jest wlasnie salata, ew. mieszanka)
                                                    --
                                                    lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
                                            • nikadaw1 Re: hotelowe menu 07.09.11, 11:40
                                              kawa z mlekiem to kawa z mlekiem, a latte to określony rodzaj kawy z mlekiem. jak w takim razie mówisz na espresso? "supermocna zaparzana pod ciśnieniem 15 barów"? dla ciebie zagramaniczne słowa to zaśmiecanie polskiego. ja twierdzę, że puryzm językowy prowadzi czasem do zatracania nowych znaczeń. sama zresztą przyznajesz że prawdziwa minestrone to nie to samo co polska jarzynówka, nie widzę więc powodów, by minestrone nie nazywać minestrone.

                                              i te wszystkie sałaty zamiast sałatek - cóż, język po prostu ewoluuje i nie ma o co się wściekać. stwarzasz wrażenie, że dziś język się zmienia z pobudek snobistycznych. a kiedyś to było inaczej, twoim zdaniem?
                                              --
                                              Spacerowiczka
                                              • nessie-jp Re: hotelowe menu 07.09.11, 13:58
                                                nikadaw1 napisała:

                                                > kawa z mlekiem to kawa z mlekiem, a latte to określony rodzaj kawy z mlekiem. j
                                                > ak w takim razie mówisz na espresso?

                                                Na espresso mówię espresso, na cafe latte mówię cafe latte, ale JA CHCĘ DO LICHA ZWYCZAJNEJ KAWY ZE ZWYCZAJNĄ ŚMIETANKĄ!!! A nie ma. Idź i spróbuj zamówić. Tak samo, jak kiedyś w menu restauracji nie było jarzynowej i schaboszczaka, tylko minestrone / julienne i steak. Koniecznie z dodatkowym A.

                                                Tu nie chodzi, do licha, o lubienie czy nielubienie kuchni włoskiej. Tu chodzi o to, że nie ona jedna na świecie istnieje! Ze kawę można przyrządzać na milion sposobów, a nie wszędzie dokładnie tak samo, według trzech schematów: mało wody = espresso, dużo wody = duże espresso, dużo mleka = latte.

                                                Poczekamy, dożyjemy -- w końcu kuchnia polska wróciła z wizgiem i przytupem na snobistyczne restauracyjne obrusy, wróciły polskie makarony jajeczne, to może i docenione zostaną również nasze rodzime metody podawania kawy.

                                                Za jedno dziękuję bogom: że ominęła nas moda na herbatę z mlekiem :P Tego to już bym nie przeżyła.
                                                • ready4freddy Re: hotelowe menu 07.09.11, 14:20
                                                  nessie-jp napisała:

                                                  > kawę można przyrządzać na milion
                                                  > sposobów, a nie wszędzie dokładnie tak samo, według trzech schematów: mało wod
                                                  > y = espresso, dużo wody = duże espresso, dużo mleka = latte.

                                                  co to jest "duze espresso"? bo jesli to jest espresso doppio, to po prostu dwa razy wiecej espresso, czyli 2x wiecej wody i 2x wiecej kawy. duzo wody to americano :) a nazwa "latte" jest skadinad dosc mylaca, bo to znaczy "mleko", nie "kawa z mlekiem" (tak, wiem, w wielu miejscach mowi sie tak na kawe z mlekiem)

                                                  > może i
                                                  > docenione zostaną również nasze rodzime metody podawania kawy.

                                                  po "turecku", czyli zmielona i zalana wrzatkiem? :D
                                                  --
                                                  lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
                                                  • nikadaw1 Re: hotelowe menu 07.09.11, 21:18
                                                    w szklance bez ucha, za to na spodeczku. w koszyczku to na sposób rosyjski :) mi w pracy robią i espresso, i "chrzczoną", czyli z większą ilością wody i nawet ze zwyczajnym mlekiem, nie spienionym. w lokalu nie tak dawno zamawiając dostałam ROZPUSZCZALNĄ (co prawda nie precyzowałam, miała być zwykła czarna), a na prowincji to i niekiedy zdarza się, że mają ekspresy do włoskiej kawy, ale nie umieją ich obsługiwać i zaparzają po staremu.

                                                    czyli nie wszędzie takie ą ę :)
                                                    --
                                                    Spacerowiczka
                                                  • filifionka-listopadowa Re: hotelowe menu 08.09.11, 15:05
                                                    W większości spotkanych mi kawiarni i tych snobistycznych w centrach handlowych (na stos z "galeriami") i tych bardziej przaśnych w menu znaleźć można "kawę czarną" lub (częściej) "kawę białą". Po zamówieniu tego specjału otrzymuje się zwykłą kawę z mlekiem (często w zgrabnym dzbanuszku). Nawet jeśli nie ma tego w menu większość baristów rozumie zamówienie "i poproszę jeszcze białą kawę".
                                                    Wiem, ponieważ moja autorka pija wyłącznie taką a lubi (tu cytat) "czasem posiedzieć gdzieś w mieście i popatrzeć na ludzi".
                                                    --
                                                    Powiedziała Rebeka Dew umykając do kuchni, zanim do siedzących przy stole zdążyła dotrzeć treść jej słów.
                                          • default Re: hotelowe menu 09.09.11, 10:19
                                            > Chciałam jeszcze dorzucić dwa zdania w kwestii carbonary: uważam mianowicie, że
                                            > jednak, z punktu widzenia purysty kulinarnego (....) Car
                                            > bonarę robi się inaczej, jajko nie jest wysmażone, dodaje się śmietanę, wszystk
                                            > o ma postać półpłynną, plus parmezan...

                                            No jakiś marny z Ciebie "purysta", skoro twierdzisz, że do carbonary daje się śmietanę :) Carbonara ze śmietaną to taka sama "carbonara" jak te PRL-owskie kluski z jajkiem - czyli "cuś a la w podobie" ;-)
                                        • ready4freddy Re: hotelowe menu 07.09.11, 14:27
                                          nessie-jp napisała:

                                          > Z drugiej strony -- mamy przecież kalafiora z bułeczką i cukrem, niom niom niom...

                                          przepraszam, ale kto wy jestescie i gdzie (w jakim kraju/regionie) macie tego kalafiora z buleczka i cukrem?
                                          --
                                          miecz przeznaczenia ma dwa ostrza... scyzoryk przeznaczenia ma dwa ostrza, korkociag, srubokret i otwieracz do konserw.
                                          • czekolada72 Re: hotelowe menu 04.10.11, 10:22
                                            My tam absolutnie kalafiora posypanego cukrem nie mamy....

                                            Ale moze akurat my jestesmy dziwni, bo takze niestrawne sa dla nas placki ziemniaczane (oczywiscie z cebulka i czosnkiem) z cukrem - najlepsze sa ze smietana (lub jogurtem naturalnym)

                                            Co do kompotu, to w mojej rodzinie od zawsze latem robilo sie na zime litrowe kompoty takie od razu do picia, bez rozcienczania, bo z reguly babcia dolewala goracej wody, wiec lepiej bylo robic normalne.

                                            Natomiast w latach 80/90 w Paryzu, znajoma Polka zamieszkujaca tam juz od paru lat serwowala kompot - do szklanej wazy walila wszelkiego typu owoce z puszek, z syropem, mieszala, i... i moze by to byloby pyszne, gdyby serwowane od razu, ale nie, to musiało odstac swoje, az do lekkiego podfermentowana sie....


                                            --
                                            Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. — św. Augustyn
                                            62
                                            "Kto nie naraża się na szwank - ten głównej stawki nie wygrywa"
                                            bastrowymix.blogspot.com/
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka