pi.asia
30.08.11, 18:24
Pamiętacie scenę z Kalamburki, w której Gizela zabiera dzieciaka do hotelowej restauracji, i nie czytając menu każe kelnerowi przynieść pożywny obiad? To była "zupa, kawał mięsa i jarzyna", czy jakoś tak. Nie jestem pewna, ale chyba kompot też.
Po czym młody grzebie łyżką w talerzu i stwierdza, że nie lubi jarzynowej.
Nie chadzam po hotelowych restauracjach, ale już od dawna w żadnym menu nie widziałam zupy jarzynowej ;)
Najczęstszy zestaw to żurek, pieczarkowa, flaki, czasem grzybowa, pomidorowa, a w kuchniach "ludowych" kapuśniak.
Ale jarzynowa???
Podobnie kompot - zniknął z listy napojów razem z barami mlecznymi. Zresztą przy kompocie upierać się nie będę, bo po prostu nie pamiętam, czy Gizela go zamawiała, a książka jest u koleżanki.
Wiem, czepiam się drobiazgów, ale ta jarzynowa tak mi jakoś nie pasuje do hotelowego menu...